johnny-kalesony
13.10.05, 22:34
Na forum "Świat" wyłonił się dość interesujący wątek na temat diaspory
muzułmańskiej, zasiedlającej systematycznie półwysep skandynawski. Jak
wiadomo, jest to społeczność stosunkowo zamknięta i niechętna asymilacji i
podporządkowaniu się europejskim standardom prawnym i obyczajowym - również (a
może przede wszystkim) w dziedzinie praw kobiet.
Co ciekawe - wyznające ideały "poprawności politycznej", niezwykle wpływowe w
Szwecji środowiska lewicowo-feministyczne do tego stanu rzeczy doprowadziły i
prowadzać sobie nadal zamierzają.
Muzułmanie rozzuchwalają się już w stopniu wprawiającym w osłupienie: żądają
nowych swobód, praw a za wszelkie zgrzyty z aministracją królestwa obwiniają
Szwedów, którzy ... nie chcą się asymilować w islamie!
Mam więc pytanie. W jaki sposób feministyczno-lewicowa Szwecja godzi idee
"poprawnych politycznie": feminizmu oraz instytucji "społeczeństwa
wielokulturowego", wiedząc, że społeczności które z drugiej korzystają,
jednocześnie gardzą i nienawidzą pierwszej (rytualne morderstwa muzułmanek,
gwałty nie tylko na muzułmankach).
Co o tym sądzicie?
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=30333258
Pozdrawiam
Keep Rockin'