takete_malouma
27.12.05, 00:44
Bardzo proszę feministki, które lubią używać argumentu o wewnętrznej różnorodności feminizmu, twierdzące, że Dworkin czy MacKinnon to margines ruchu feministycznego, o uważne przeczytanie tej oto notki blogowej:
toysoldiersplace.blogspot.com/2005/03/being-boy-101.html
Mam do feministek pytanie - KTÓRY z niezliczonych i wielce zróżnicowanych feminizmów jest ideologiczną podstawą rutynowego procederu opisanego w owej notce? Czy to głównonurtowy feminizm, czy może raczej ten spod znaku Dworkin/MacKinnon? Albo inaczej - KTÓRY feminizm jest rzeczywiście głównonurtowy? Co jest podstawowym kryterium głównonurtowości, jeśli nie akceptacja i zaufanie ze strony systemu, przejawiająca się np. powierzaniem zadań wychowawczych?
Nie chciałbym bezpodstawnie generalizować, ale jeśli TEN nurt feminizmu jest jedynym, który aktywnie ciągnie świat w swoją stronę i ma wpływ na nasze życia, to wówczas stwierdzenie, że wszystkie feministki nienawidzą mężczyzn, staje się praktycznie użytecznym przybliżeniem stanu faktycznego, wystarczająco dokładnym na potrzeby rozpoznania bezpośredniego zagrożenia.