micra
23.01.06, 08:00
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3125219.html
tytuł: Nierówne prawa kobiet do urlopu wychowawczego
<fragment>
Młoda matka jest w kropce. Jeśli zlikwiduje firmę, ona i jej pracownica
zostaną bez pracy. Za pół roku, gdy synek podrośnie, nie będzie w stanie
jeszcze raz startować do walki z konkurentami. Głowi się więc, jak pracownica
bez niej ma zarobić na jej tak wysokie składki.
- To jest jakiś absurd, żeby państwu bardziej opłacało się mieć moją żonę i
jej pracownicę na zasiłkach dla bezrobotnych niż zapewnić jej warunki, by
mogła zająć się naszym dzieckiem - denerwuje się Stanisław Czarnota, mąż pani
Joanny. - Państwo zachęca kobiety do rodzenia dzieci jakimiś jednorazowymi
akcjami, a z drugiej strony cały system skutecznie je zniechęca. Czy prawo nie
powinno przewidywać choćby jakichś ulg w składkach? Dlaczego pracownica żony
jest w lepszej sytuacji niż ta, która zapewnia jej miejsce pracy?
</fragment>
Po pierwsze: to nie dotyczy tylko kobiet posiadających własne firmy, to także
dotyczy mężczyzn - którzy chcieliby lub mogliby skorzystać z takiego urlopu.
Po drugie: brak komentarza, że akurat jednorazowe akcje to owszem, pomysł tego
Rządu, ale Rząd nie może, nawet gdyby chciał, zmienić wszystkich durnych
przepisów od ręki. Powtarzam: nawet gdyby chciał.
Po trzecie: kolejny przykład durnych przepisów - traktowania różnego zależnie
od widzimisię ustawodawcy. To każdy z obywateli powinien decydować jak kieruje
swoim życiem. Nie ustawodawca, nie ktoś zza biurka.
Po czwarte: gdyby każdy decydował za siebie to nie byłoby takich dylematów.
Po piąte: nikt nie dopilnuje firmy tak jak właściciel tejże firmy.