ququryqu
07.11.02, 11:26
w wątku zaczynającym się słowami "idiotka spotyka..." szanowny ekspert
Kołodziejczyk napisał, co następuje:
"W żadnej dziedzinie życia wkład męzczyzn i kobiet w budowę społeczeństwa nie
jest równy, lecz ewidentnie różny.
Przykład: brałem udzial w narodzinach mojego dziecka i jakos miałem wrażenie,
że moja rola w tym wydarzeniu jest chyba jednak drugorzędna...
Jest na to jeszcze tysiące dalszych przykładów: w nauce, kulturze, polityce,
sporcie, sztuce, czy w rodzinie. ___Równe prawa są możliwe tylko tam, gdzie
są równe obowiązki - inaczej jest ideologiczną fikcją___."
1.Wiemy z teorii na temat wąskiej specjalizacji w małżeństwie (która
wprawdzie chwiwje się na nogach, jak by miała sporo promili we krwi, ma
jednak swojego/swoich wyznawcę(ów)), że obowiązki K i M w społeczeństwie są
zdecydowanie różne i powinny być jeszcze różniejsze.
2.Co do litery prawa, to ustalono już tutaj, że nominalnie traktuje wszystkie
płcie (ile by ich nie było) jednakowo.
zatem: istnieje sprzeczność między tym jak stanowi prawo, a jak stanowić
powinno, czyli jest jak pisze maciej "ideologiczną fikcją"
pytanie: co powinien zrobić ustawodawca, żeby prawo taką fikcją być przestało?