feminizm - krucjata przeciw rodzinie

IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.02, 12:37
Pora przyglądnąc się relacjom: feminizm-rodzina. Ogromna część feministek
rodziny nie znosi. Nie ma w tym nic dziwnego. Jeśli - jak wierzą - system
kobiety "otumania", to miejscem, gdzie główna część owego "otumaniania" się
odbywa jest właśnie rodzina. To tu przede wszystkim mózgi dziewcząt poddawane
są "praniu", którego skutkiem jest "fałszywa świadomość", z której
muszą "wyzwalać" je "Oświecone" - czyli feministki. Nie można więc dziwić się
antyrodzinnemu nastawieniu feminizmu. Tzw. przez feministki"rodzina
tradycyjna" (nie nalezy nabierać się na feministyczną nowomowę. "Rodzina
tradycyjna" to po prostu rodzina), nie zasługuje na nic, poza potępieniem i
zniszczeniem. U sporej części autorek "kanonicznych" tekstów feminizmu
nastawienie to przybrało formę prawdziwej obsesji, a rodzina odmalowywania
jest przez nie w sposób karykaturalny, jako narzędzie opresji: "Jesteśmy
uciskane i byłyśmy uciskane od chwili narodzin. Nasze rodziny wgniotły nas w
role, ponieważ chciały mieć córki na swoje podobieństwo, a nasi ojcowie
chcieli mieć córki na podobieństwo ich uległych żon. Każda z nas miała
dziewczęstwo zamiast dzieciństwa i dopiero teraz zaczynamy rozumieć, co to
znaczy - widząc czym jesteśmy. Teraz czujemy, że jesteśmy męczennicami. To
męczęństwo po latach bycia gospodynią domową i matką stało się prawie miłe.
Rodzina opiera się na męczeństwie".(J. Williams, H. Twort, A. Bachelli, Women
and the family). Wg. części feministek rodzina to "wykorzystywanie seksualne
dzieci, kazirodztwo, poniżenie żon, gwałt małżeński i maltretowanie żon, aż
po zabójstwo". (A. Jones, Family matters). Ile z tych obsesji przenika do
światopoglądu "szeregowych feministek"? Zdaje się, że wcale niemało,
zważywszy na obraz "rodziny tradycyjnej" jaki rysuje się w wypowiedziach
bywających tutaj pań, określających się feministkami (choć, oczywiście w
porównaniu, z ich idolkami - feministkami-teoretyczkami, są one jak łagodne
jagnięta). Tak czy owak, trudno byłoby znaleźć w ich wypowiedziach dobre
słowo na temat "rodziny tradycyjnej". (choć mają dużo dobrego do powiedzenia
na temat własnych związków, podkreślając przy tym, że są "raczej wyjątkowe").
W stosunku do "rodziny tradycyjnej" przyjmują charakterystyczną dla
feministek postawę samozwańczego nauczyciela, który krzyczy
na "ucznia": "Masz być idealny! Masz być taki jak ja chcę!" i zajmuje się
głównie wyliczaniem jego rzekomych i rzeczywistych wad (te pierwsze
zmyślając, te drugie wyolbrzymiając). To typowe podejście dla miłośników
ideologii - do czasu aż rzeczywistość nie przyjmie postaci ich teoretycznego
modelu, nie zasługuje na wiele więcej poza pogardą.
    • Gość: Maciej "małżeńska prostytucja" IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.02, 15:11
      Należy wspomnieć jeszcze o pojęciu "małżeńskiej prostytucji", wprowadzonym
      przez feministki. Kobieta będąca szczęśliwą żoną i matką, która
      zamiast "realizować się zawodowo" woli zajmowac się domem - uprawia wg
      feministek "prostytucję małżeńską".

      Natomiast małżeństwo jak wiadomo - jest, zdaniem feministek, współczesną formą
      niewolnictwa kobiet. Kobieta w małżeństwie jest bezustannie wyzyskiwana przez
      mężczyznę, co np. objawia się nierównomiernym udziałem męża w takich
      oboowiązkach domowych jak np. zmywanie naczyń.

      Pozdrawiam -
      • ququryqu małżeńska prostytucja w rodzinie K. 10.11.02, 18:14
        Gość portalu: Maciej napisał(a):

        > Należy wspomnieć jeszcze o pojęciu "małżeńskiej prostytucji", wprowadzonym
        > przez feministki. Kobieta będąca szczęśliwą żoną i matką, która
        > zamiast "realizować się zawodowo" woli zajmowac się domem - uprawia wg
        > feministek "prostytucję małżeńską".

        pierwsze widzę, że prostytucja się polaga na zajmowaniu się domem...

        czym zajmuje się prostytutka?
        prostytutka gotuje, sprzata, prasuje, zmywa, odkurza, podlewa kwiatki,
        prostytutka trzyma ręce przy sobie z dala od kalesonów macieja,

        na czym to ostatnio stanęliśmy??? a tak, maciej.k wyszedł ze szpitala
        psychiatrycznego nr 1 w Hujkach k. Pizdurów, w domu dowiedział się, że j e g o
        córka ma 5 m-cy. Skąd ona się wzięła? - zafrasowałs się maciejopatafian - to
        krytyczne wydarzenie skłonilo go do pochylenia się nad kwestią metafizycznej
        natury, nad którą jeszcze nigdy nie dumał; "skąd się biorą dzieci?"
        Czy Pan K. rozwiązał ten problem? Jaki wpływ wywarło to na jego dalsze życie?

        o tym i o innym w kolejnym odcinku 'Sekretnego pamiętnika'



    • malwinamalwina Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie 10.11.02, 20:21
      sam tytul wywoluje dreszcze , zaraz o 3 K mysle.
      Pachnie radykalizmem prawicowym zeby nie powiedzies skrajnym zeby nie
      powiedziesz facho !
      Co za poczucie dramatu !
      Jezeli jednym jedynym jedyniacym celem feminizmu bylaby walka z tzw tradycyjna
      rodzina reprezentowana przez buca z szostka dzieci siodme w drodze, ktory
      chodzi w ukryciu do burdelu bo zona jest matka jego potomstwa wiec swieta,
      jesli to jeden jedyny cel feminizmu - to umre feministka.
      No mam tez i drugi cel :
      Maciej - poki takie cosie zyja warto dzialac (i to akkktyyywnie )

      Nawiasem mowiac : przyszlo mi do glowy, bo przypadek jest skrajny, moze gazeta
      placi mu za te blubry- w ramach podnoszenia swiadomosci spoleczenstwa ?!!!
      • Gość: tad Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.02, 20:31
        malwinamalwina napisała:

        > sam tytul wywoluje dreszcze , zaraz o 3 K mysle.
        > Pachnie radykalizmem prawicowym zeby nie powiedzies skrajnym zeby nie
        > powiedziesz facho !
        > Co za poczucie dramatu !
        > Jezeli jednym jedynym jedyniacym celem feminizmu bylaby walka z tzw
        tradycyjna
        > rodzina reprezentowana przez buca z szostka dzieci siodme w drodze, ktory
        > chodzi w ukryciu do burdelu bo zona jest matka jego potomstwa wiec swieta,
        > jesli to jeden jedyny cel feminizmu - to umre feministka.
        > No mam tez i drugi cel :
        > Maciej - poki takie cosie zyja warto dzialac (i to akkktyyywnie )
        >
        > Nawiasem mowiac : przyszlo mi do glowy, bo przypadek jest skrajny, moze
        gazeta
        > placi mu za te blubry- w ramach podnoszenia swiadomosci spoleczenstwa ?!!!



        Na feministki zawsze można liczyć. Tekst powyższy jest doskonałą ilustracją
        stanu świadomości o jakiej pisałem w poscie początkowym.
        • Gość: słodka zulcia tad hood IP: *.leased-02.binet.pl 10.11.02, 23:29
          och tad, ty mądry męzczyzno, znowu jesteś taki błyskotliwy, mój chłoptasiu!
          doprawdy mój mały kobiecy mózdżek zakwitł małymi kwiatuszkami, tak ładnie i
          madrze napisałeś! nawet pomyslałam- o Boziu- ale głupie te feministki, że
          takiego miłego madrego chłopca nie rozumieja, przeciez tak uczciwie i zyciowo
          tutaj radzi kobietom. i jak bezinteresownie! jaki on jest dobry! ale
          przypomniałam sobie- że ups- ja przecież już jestem rodzinną feministka- więc
          chyba jednak nie zrozumiałam co piszesz złego na feministki, skoro ja nią
          jestem, a w tym co piszesz nie ma ani kszty prawdy o mnie, słodkiej zulci.

          więc fe fe fe (jak mówił jaś fasola:-) brzydze się takimi kłamstwami! lepiej
          biegnij do spowiedzi, zanim Bozia nie zdecyduje się spuscić na ciebie
          fortepianu z szóstego pietra!
      • Gość: Maciej post Malwiny - ilustracją postawy wobec rodziny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.02, 22:07
        malwinamalwina napisała:

        > sam tytul wywoluje dreszcze , zaraz o 3 K mysle.
        > Jezeli jednym jedynym jedyniacym celem feminizmu bylaby walka z tzw
        tradycyjna
        > rodzina reprezentowana przez buca z szostka dzieci siodme w drodze, ktory
        > chodzi w ukryciu do burdelu bo zona jest matka jego potomstwa wiec swieta,
        > jesli to jeden jedyny cel feminizmu - to umre feministka.

        Dokładnie o tym pisał Tad: "Rodzina tradycyjna" to po prostu rodzina), nie
        zasługuje na nic, poza potępieniem i zniszczeniem. U sporej części
        autorek "kanonicznych" tekstów feminizmu nastawienie to przybrało formę
        prawdziwej obsesji, a rodzina odmalowywania jest przez nie w sposób
        karykaturalny, jako narzędzie opresji..."

        Post Malwiny jest bardzo dobrą ilustracja takiej postawy wobec rodziny. Rodzina
        kojarzy się feministkom z wszelką patologią: zdradą, przemocą, alkoholizmem i
        uciskiem kobiet. Owszem patologie istnieją, rzecz w tym, że stanowią niewielki
        margines.

        Dla zdecydowanej większości społeczeństwa rodzina jest jedną z najważniejszych
        wartości. Wskazuje na to wiele badań socjologicznych. Także politycy chętnie
        umieszczają słowo "rodzina" na swoich sztandarach, czy włączają do swoich
        haseł, zdając sobie sprawę, że w ten sposób trafiają do największej liczby
        ludzi.

        Feministki nie rozumieją, że większości ludzi rodzina kojarzy się z ciepłem,
        miłością, Świętami Bożego Narodzenia, a dom rodzinny jest miejscem, do którego
        się teskni i wraca się z radością. To zwyczajne, ludzkie przywiązanie do
        rodziny dla feministek jest czymś zupełnie niezrozumiałym. Być może one nigdy
        nie zaznały czegos podobnego. Być może one żyją w zupełnie innym świecie, który
        dla nas wydaje się czymś patologicznym.

        Pozdrawiam -
        • ququryqu post M. - ilustracją postawy wobec rodzi 10.11.02, 22:26
          Gość portalu: Maciej napisał(a):

          >Rodzina
          >
          > kojarzy się feministkom z wszelką patologią: zdradą, przemocą, alkoholizmem i
          > uciskiem kobiet. Owszem patologie istnieją, rzecz w tym, że stanowią
          niewielki
          > margines.

          po prostu czytają zbyt dużo wypocin pewnego kretyna (który bez zenady obnaża
          się wszem i wobec z imienia i nzawiska) na temat jego własnego życia
          rodzinnego, stanowiącego egzempilifikację patologii, jak również bardziej
          ogólnych prorodzinnych wynurzeń tegoż błazna, będących li tylko delirycznym
          bredzeniem w malignie - snem o wielkości małego śmierdziela
          • swiatlo Re: post M. - ilustracją postawy wobec rodzi 15.11.02, 00:52
            ququryqu napisał:

            > Gość portalu: Maciej napisał(a):
            >
            > >Rodzina
            > >
            > > kojarzy się feministkom z wszelką patologią: zdradą, przemocą, alkoholizme
            > m i
            > > uciskiem kobiet. Owszem patologie istnieją, rzecz w tym, że stanowią
            > niewielki
            > > margines.
            >
            > po prostu czytają zbyt dużo wypocin pewnego kretyna (który bez zenady obnaża
            > się wszem i wobec z imienia i nzawiska) na temat jego własnego życia
            > rodzinnego, stanowiącego egzempilifikację patologii, jak również bardziej
            > ogólnych prorodzinnych wynurzeń tegoż błazna, będących li tylko delirycznym
            > bredzeniem w malignie - snem o wielkości małego śmierdziela

            Moja kolezanko, za taki post jak twoj to juz sie nalezy wylacznie przeszkolenie
            u Talibow. Nie sadzilem za paniom przystoi tak pluc.

        • Gość: EWOK Parszywi feminiści IP: 213.241.18.* 12.11.02, 10:54
          "Każda rodzina jest nieszczęśliwa na swój własny sposób" - znany feminista Lew
          Tołstoj. Rozumiem, że gdybyś miał urządzić imprezkę w stylu tej pod
          Reichstagiem, "Anna Karenina" spłonęłaby jako jedna z pierwszych. Potem
          oczywiście książki tego feministycznego wichrzyciela Flauberta. Jakże trzeba
          być zaślepionym, żeby przypisywać krytykę rodziny wyłącznie współczesnym
          feministkom.
      • Gość: spinelli Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 10.11.02, 22:20
        >>Rodzina kojarzy się feministkom z wszelką patologią: zdradą, przemocą,
        alkoholizmem i uciskiem kobiet<<
        Feministki po prostu mowia glosno o tym o czym innym kobietom "nie wypada" bo
        rodzinne brudy przeciez powinno sie prac w domu

        >>Owszem patologie istnieją, rzecz w tym, że stanowią niewielki
        margines.<<
        I juz slicznie zmietlismy te patologie pod kanape. Nie, Macieju to nie jest
        niewielki margines. Nie mam oficjalnych statystyk ale mam znajomych.

        >>Także politycy chętnie umieszczają słowo "rodzina" na swoich sztandarach, czy
        włączają do swoich haseł, zdając sobie sprawę, że w ten sposób trafiają do
        największej liczby ludzi.<<
        Czy to sarkazm? (mam nadzieje)

        >>Feministki nie rozumieją, że większości ludzi rodzina kojarzy się z ciepłem,
        miłością, Świętami Bożego Narodzenia<<

        No wlasnie KOJARZY SIE!

        >>a dom rodzinny jest miejscem, do którego się teskni i wraca się z radością.<<
        I taki wlasnie dom staram sie stworzyc razem z moim mezem dla mojego dziecka

        Spinelli
        • Gość: kozia zulka zaginiony post! IP: *.leased-02.binet.pl 11.11.02, 00:00
          moi drodzy! zgubił się jeden z moich postów- piszę w nim o tym, że jeśli nadal
          w przerwach od mej na wskroś mrocznej pracy magisterskiej będę doznawać ataków
          optymizmu, to wyjadę wraz z mym lubym na wieś by poświecić się pasaniu kóz
          tudziez kontemplacji obłoków.

          czy ktos go przypadkiem nie widział?
          dlaczego posty znikają z forum?
          czy pasanie kóz nie pasuje do feminizmu?
          • Gość: spinelli Re: zaginiony post! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.11.02, 04:21
            >>czy pasanie kóz nie pasuje do feminizmu?<<
            pasuje jak najbardziej, spytaj Kingi D.
            S.
            :)

        • Gość: tad Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.02, 10:31
          Gość portalu: spinelli napisał(a):

          > Feministki po prostu mowia glosno o tym o czym innym kobietom "nie wypada" bo
          > rodzinne brudy przeciez powinno sie prac w domu

          Feministki histeryzują i z patologii czynią istotę rodziny. Post Malwiny (i
          Twój zresztą też) świetnie to pokazał - pierwsze skojarzenie jakie wywołuje u
          niej słowo "rodzina" to obrazek jaki odmalowała. Feministki często reagują tu
          mechanicznie jak pies Pawłowa. Na hasło "rodzina" w głowach zapala im się
          hasło: "patologia!". I to ich "skrzywienie" mocno przyczynia się do tego, że
          nie są i nigdy nie będą miały poparcia większości kobiet.


          > I juz slicznie zmietlismy te patologie pod kanape. Nie, Macieju to nie jest
          > niewielki margines. Nie mam oficjalnych statystyk ale mam znajomych.

          To co napisałaś może i mówi sporo o Twoich znajomych, ale niekoniecznie mówi
          dużo o rodzinie jako takiej.

          • ququryqu rodzina-jako-taka (jaka?) 11.11.02, 11:00
            Gość portalu: tad napisał(a):


            > To co napisałaś może i mówi sporo o Twoich znajomych, ale niekoniecznie mówi
            > dużo o rodzinie jako takiej.

            co można powiedzieć o rodzinie j a k o t a k i e j, w czasach gdy praktykowane
            są najróżniejsze konfiguracje rodzinne i nie chodzi tu o żadne feministyczne
            postulaty, tylko o realia, a realia to nie koniecznie uświęcone: tata (głowa)
            +mama (szyja)+ dzieci, zdarza się również
            1. mama + dziecko/ dzieci (tata dochodzący)
            2. mama + dziecko/dzieci + ojczym (tata tochodzący)
            3. jw bez taty dochodzącego
            4. jw z mamą dochodzącą
            5. mama = dziecko/dzieci + ojczym + jego dziecko/dzieci (mama i tata
            dochodzacy)
            6. jw + wspólne dziecko mamy i jej nowego męża
            7. babcia + dziadek + mama + dziecko/dzieci (tata dochodzacy lub brak taty)
            8. babcia + dziadek + tata + dziecko/dzieci (mama dochodząca lub brak mamy)
            9. 2 mamy + dziecko
            10. 2 tatusiów + dziecko
            11. on + ona (bez dzieci)
            12. inne

            co można powiedzieć o rodzinie jako takiej?
          • Gość: spinelli Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie IP: *.ip.tor.radiant.net 11.11.02, 18:46
            > I juz slicznie zmietlismy te patologie pod kanape. Nie, Macieju to nie jest
            > niewielki margines. Nie mam oficjalnych statystyk ale mam znajomych.

            To co napisałaś może i mówi sporo o Twoich znajomych, ale niekoniecznie mówi
            dużo o rodzinie jako takiej.

            Mieszkalam w przecietnym niewielkim miescie w przecietnym malym bloku (22
            mieszkania, dwie klatki). Ludzie znali sie jak lyse konie, rodziny przecietnie
            2+2, Wyksztalcenie od podstawowego do wyzszego. Dwoch OFICJALNYCH alkoholikow
            (bo kiedy ja bylam dzieckiem to ALKOHOLIK mowilo sei o takim ktory spal w
            rowie) reszta po prostu LUBILA WYPIC. Z tych 22 rodzin, przynajmniej 6 byla
            rozwiedziona (ojciec lubil wypic) bardzo czesto ten ojciec nadal mieszkal z
            rodzina bo mieszkanie zostalo sadownie podzielone na pokoj mamy z dziecmi i
            pokoj taty. Od jednej z rodzin odeszla matka alkoholiczka zostawiajac dzieci.
            W drugiej klatce mieszkala kobieta ktora z drugiego konca Polski uciekla z
            corka od meza ktory je katowal i modlila sie zeby ich nigdy nie znalazl.
            Mojego najlepszego kumpla ojciec pral sznurem od zelazka. Moja kolezanke -
            sierote, ciotka u ktorej mieszkala tlukla za byle co.
            W te swieta, ktore Maciejowi kojarza sie z ciepelkiem i choinka owszem byla
            wspolna wigilia i oplatek a juz w Boze Narodzenie rozlegal sie zbiorowy chor
            cieszacych sie swietami ojcow rodzin (czasem i matek)
            Na razei musze leciec bo mi sie lunch konczy
            Moge kontynuowac jesli chcesz
            Spinelli
            • Gość: tad Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.02, 19:49
              Gość portalu: spinelli napisał(a):

              > > I juz slicznie zmietlismy te patologie pod kanape. Nie, Macieju to nie jes
              > t
              > > niewielki margines. Nie mam oficjalnych statystyk ale mam znajomych.
              >
              > To co napisałaś może i mówi sporo o Twoich znajomych, ale niekoniecznie mówi
              > dużo o rodzinie jako takiej.
              >
              > Mieszkalam w przecietnym niewielkim miescie w przecietnym malym bloku (22
              > mieszkania, dwie klatki). Ludzie znali sie jak lyse konie, rodziny
              przecietnie
              > 2+2, Wyksztalcenie od podstawowego do wyzszego. Dwoch OFICJALNYCH alkoholikow
              > (bo kiedy ja bylam dzieckiem to ALKOHOLIK mowilo sei o takim ktory spal w
              > rowie) reszta po prostu LUBILA WYPIC. Z tych 22 rodzin, przynajmniej 6 byla
              > rozwiedziona (ojciec lubil wypic) bardzo czesto ten ojciec nadal mieszkal z
              > rodzina bo mieszkanie zostalo sadownie podzielone na pokoj mamy z dziecmi i
              > pokoj taty. Od jednej z rodzin odeszla matka alkoholiczka zostawiajac dzieci.
              > W drugiej klatce mieszkala kobieta ktora z drugiego konca Polski uciekla z
              > corka od meza ktory je katowal i modlila sie zeby ich nigdy nie znalazl.
              > Mojego najlepszego kumpla ojciec pral sznurem od zelazka. Moja kolezanke -
              > sierote, ciotka u ktorej mieszkala tlukla za byle co.
              > W te swieta, ktore Maciejowi kojarza sie z ciepelkiem i choinka owszem byla
              > wspolna wigilia i oplatek a juz w Boze Narodzenie rozlegal sie zbiorowy chor
              > cieszacych sie swietami ojcow rodzin (czasem i matek)
              > Na razei musze leciec bo mi sie lunch konczy
              > Moge kontynuowac jesli chcesz
              > Spinelli
              >

              Kontynuuj -chętnie poczytam o Twoich znajomych.
              • spinelli Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie 12.11.02, 03:30
                >>To co napisałaś może i mówi sporo o Twoich znajomych, ale niekoniecznie mówi
                dużo o rodzinie jako takiej. <<
                >>Kontynuuj -chętnie poczytam o Twoich znajomych<<

                Zapomnialam dodac, ze w znakomitej wiekszosci tych rodzin dzieci byly czysto
                ubrane, samochody (kto mial) wypucowane na niedziele, ojcowie rodzin (co to se
                lubili wypic ale przeciez to zlote chlopy byly), uwieszeni u ramion swych
                odswierzonych na swieto polowic tlumnie ruszali do kosciola.

                I jak tak popatrzyc z balkonu drugiego pietra jak kawalkada maluchow i syrenek
                spragniona Slowa Bozego sunela w kierunku kosciola to wszystko wygladalo...
                no wlasnie - jako-tako

                (Czy to o te rodzine jaka-taka chodzi tobie i Maciejowi?)


                Spinelli z marginesu
                • maciej.k1 Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie 12.11.02, 10:48
                  spinelli napisała:

                  > Spinelli z marginesu

                  Ubolewam, że wychowywałaś się w takich warunkach. Przyjmij proszę wyrazy
                  współczucia.

                  Rozumiem także Twoją skłonność, by to Twoje doświadczenie uogólniać na cały
                  świat. Jednak takie uogólnienie jest nieuprawnione. Świat to nie jest
                  blokowisko, w którym się wychowałaś, pomnożone tysiące razy. Normalne rodziny
                  istnieją i mają się dobrze - co więcej, to one stanowią większość.
                  Pozdrawiam -
                  • sagan2 Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie 12.11.02, 15:51
                    maciej.k1 napisał:


                    > Rozumiem także Twoją skłonność, by to Twoje
                    > doświadczenie uogólniać na cały świat. Jednak takie
                    > uogólnienie jest nieuprawnione. Świat to nie jest
                    > blokowisko, w którym się wychowałaś, pomnożone tysiące
                    > razy. Normalne rodziny istnieją i mają się dobrze - co
                    > więcej, to one stanowią większość.

                    Maciej, wedlug Narodowego Spisu Powszechnego 1988 oraz
                    Mikrospisu 1995, dzieci do lat 15 stanowia ponad 20%
                    ludnosci (wszystkie informacje dotycza polski).
                    wedlug A. Sadowskiej, Niejedno ma oblicze... "Problemy
                    Alkoholizmu" nr 7, 1992, alkoholizm to to poważny problem
                    społeczny. Według niektórych szacunków liczba dzieci
                    zagrożonych przez alkoholizm rodziców sięga 3,5 miliona.

                    wychodzi na to, ze ok 40% dzieci jest zagrozonych
                    alkoholizmem rodzicow! a mowa tu tyko o alkoholizmie. jak
                    to sie ma do twojego stwierdzenia, ze opis Spinelli to
                    tylko margines i jej uogolnienie jest nieuprawnione?
                    fakty chyba temu przecza... wyglada na to, ze ok 40%
                    rodzin nie jest normalnych ze wzgledu na alkoholizm. nie
                    wspominajac o innych problemach.

                    oczywiscie nie neguje fakty, ze istnieja normalne, zdrowe
                    rodziny. ale chyba w obliczu powyzszych faktow nie mozna
                    ich abolutnie uznac za margines??? zgodzisz sie ze mna?
                    • maciej.k1 Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie 13.11.02, 15:16
                      sagan2 napisała:

                      > Maciej, wedlug Narodowego Spisu Powszechnego 1988 oraz
                      > Mikrospisu 1995, dzieci do lat 15 stanowia ponad 20%
                      > ludnosci (wszystkie informacje dotycza polski).
                      > wedlug A. Sadowskiej, Niejedno ma oblicze... "Problemy
                      > Alkoholizmu" nr 7, 1992, alkoholizm to to poważny problem
                      > społeczny. Według niektórych szacunków liczba dzieci
                      > zagrożonych przez alkoholizm rodziców sięga 3,5 miliona.
                      >
                      > wychodzi na to, ze ok 40% dzieci jest zagrozonych
                      > alkoholizmem rodzicow!

                      Według danych rządowych, w Polsce żyje około 700-800 tysięcy osób uzależnionych
                      od alkoholu, a liczbę niepełnoletnich dzieci alkoholików określa się na około 2
                      miliony. Oznacza to, że, (zakładając, iż dzieci w Polsce jest 18 mln) iż dzieci
                      alkoholików jest zaledwie 11%.

                      Niewątpliwie alkoholizm rodzica jest zawsze bolesnym problemem, ale nie można
                      też od razu zakładać, że towarzyszy mu zawsze przemoc w rodzinie, a mieszkanie
                      zmienia się w pijacką melinę. Są alkoholicy i nie jest to wcale nieliczna
                      grupa, którzy długi czas zupełnie dobrze funkcjonują w pracy, nawet na
                      najwyższych stanowiskach (np. Jelcyn).
                      Pozdrawiam -
                      • maciej.k1 errata 13.11.02, 15:25
                        Przyjrzałem się tym danym, i coś mi się tu nie zgadza. O ile mi wiadomo, w
                        Polsce jest ponad 20 mln. osób uprawnionych do głosowania. Liczbę chorych na
                        alkoholizm szacuje się na 700-800 tysięcy. A więc alkoholicy stanowią
                        MAKSYMALNIE 4% populacji (czyli jednak MARGINES). W jaki sposób tak niewielu
                        może mieć aż tak wiele dzieci? Wg Ciebie aż 40%!
                        Pozdrawiam -
                  • Gość: spinelli Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie IP: *.ip.tor.radiant.net 12.11.02, 18:30
                    >>Świat to nie jest blokowisko, w którym się wychowałaś, pomnożone tysiące
                    razy.<<
                    Oczywiscie, nigdy bym nie smiala sugerowac ze problemy alkoholizmu i przemocy w
                    rodzinie moga istniec w domkach z ogrodkami, gdzie pani domu przycina roze i
                    czyta "Twoj Styl" w wiklinowym fotelu a pan domu wraca z pracy minivanem,
                    caluje glowki kwiatow i dzieci a zona podaje mu do pocalunku dlon miekka a
                    godna zaufania.......
                    A problem alkoholu to tylko problem robotnikow z trzeciej zmiany.

                    >>Normalne rodziny istnieją i mają się dobrze <<

                    Wiec zeby te nienormalne nie psuly obrazka najlepiej udawac ze ich nie ma,
                    prawda panie Macku?

                    Widze, ze do Ciebie i Tada nie trafia to co sie widzi na ulicy, u sasiadow(ups,
                    przepraszam, WY nie macie takich sasiadow). Dla was liczy sie tylko to co stoi
                    na papierze. Wiec: w/g badan GUS uwzglednaijacych tylko rejestrowana sprzedaz
                    alkoholu , statystyczny Polak wypija rocznei 8.5 litra sprirytusu. Polska stoi
                    na trzecim miejscu po Rosji i Chinach pod wzgledem spozycia wysokoprocentowego
                    alkoholu. Jak juz mowilam; w moim bloku byly 22 mieszkania, kurcze, samismy tej
                    normy nie wyrobili, ktos nam musial w tym pomoc.
                    tylko kto?

                    Spinelli odrzucona
                    ---
                    GET A LIFE
                    • maciej.k1 Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie 13.11.02, 15:30
                      Gość portalu: spinelli napisał(a):

                      > Wiec: w/g badan GUS uwzglednaijacych tylko rejestrowana sprzedaz
                      > alkoholu , statystyczny Polak wypija rocznei 8.5 litra sprirytusu.

                      No tak, ale też wg statystyk aż 50% tego alkoholu wypija tylko 5% populacji.
                      Pozostali piją zdecydowanie mniej.

                      > Spinelli odrzucona

                      Przykro mi, że czujesz się odrzucona. Ja Ciebie nie odrzucam, zwłaszcza z tak
                      błahego powodu, że mamy odmienną wizję rodziny i odmienne zdanie na stopień
                      rozpowszechnienia alkoholizmu.
                      Pozdrawiam -
        • Gość: BD Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie IP: 195.136.251.* 12.11.02, 09:33
          Witam,

          Gość portalu: spinelli napisał(a):

          > Feministki po prostu mowia glosno o tym o czym innym kobietom "nie wypada" bo
          > rodzinne brudy przeciez powinno sie prac w domu

          > I juz slicznie zmietlismy te patologie pod kanape. Nie, Macieju to nie jest
          > niewielki margines. Nie mam oficjalnych statystyk ale mam znajomych.

          Twoja wypowiedź przypomniała mi o jednym ciekawym zjawisku, zasługującym by go
          lepiej opisać.

          Feminstki krytykują tradycyjną rodzinę, widząc w niej siedlisko patologii, i
          równocześnie czesto optują za zrównaniem w prawie tzw. związków nieformalnych,
          jak konkubinat.

          Jest to rozumowanie wyjątkowo dziwaczne - wiemy bowiem, że np. dzieci spotyka
          dużo częściej agresja ze strony ojców przysposobionych (co przecież częściej ma
          miejsce w mniej trwałym z definicji konkubinacie) niż biologicznych. Są i inne
          ciekawe badania, np. w ostatnich czy przedostatnich "Charakterach" podano, że
          mężczyzna po wyjściu z więzienia ma dużo mniejsze szanse powrotu na drogę
          przestępstwa jeśli będzie żonaty, niż gdy jest wolny bądź pozostaje w
          konkubinacie.

          Feministki jako narzędzie walki z tradycyjną rodziną popierają np. konkubinat,
          który ma bardzo poważne wady w porównaniu z małżeństwem (jak wyżej) - co
          ciekawe, taka np. Kinga Dunin wydaje się w ogólne nie zdawać spraw z powyższych
          statystyk co świadczy albo o braku profesjonalizmu, albo totalnym zaślepieniu.
          Dodatkowo K.Dunin używa argumentu typu "trwałość małżeństwa nie jest zaletą
          samą w sobie", co jest oczywistą bzdurą. Potwierdza się więc teza Tada, że
          agresja feministek na rodzinę jest rodzajem ideologicznejgo zacietrzewienia, a
          nie merytorycznej troski o czyjś los.

          pozdrawiam,

          BD
          • malwinamalwina Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie 12.11.02, 09:50
            takich statystyk nie ma ! agresje seksualne dotycza kazdego srodowiska i kazdej
            sytuacji cywilnej ! i nie zmuszaj mnie do chwytow ponizej pasa (ksieza) zeby ci
            to udowodnic !
            I zasadnicze pytanie : z jakiego wlasciwie powodu te feministki zawziely sie
            przeciwko tradycyjnej rodzinie ?
            • Gość: BD Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie IP: 195.136.251.* 12.11.02, 10:13
              Witam,

              malwinamalwina napisała:

              > takich statystyk nie ma !

              Oczywiście, że są, przecież sam jedną przytaczałem wraz ze źródłem. To, że nie
              możesz znaleźć w "Wysokich obcasach", to nie znaczy, że nikt badań nie
              przeprowadzał.

              BTW: Przy odrobinie wysiłku masz w Polsce dostęp do najpoważniejszych baz
              naukowych (EBSCO, Science Direct, SwetnsNet, ProQuest, MedLine).

              > agresje seksualne dotycza kazdego srodowiska i kazdej
              > sytuacji cywilnej !

              Co nie znaczy, że w każdym środowisku i każdej sytuacji cywilnej wystąpi z
              takim samym natężeniem, nawet przy kontroli struktury populacji.

              > i nie zmuszaj mnie do chwytow ponizej pasa (ksieza) zeby ci
              > to udowodnic !

              Weź sobie trochę neospasminy i wybierz do biblioteki.

              > I zasadnicze pytanie : z jakiego wlasciwie powodu te feministki zawziely sie
              > przeciwko tradycyjnej rodzinie ?

              Pisałem tu kiedyś: feminizm to jeden z najważniejszych wrogów racjonalności.

              pozdrawiam,

              BD
              • malwinamalwina Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie 12.11.02, 10:28
                domyslam sie ze w twoim otoczeniu kobiety czytaja Maxi ale powinienes byl
                zauwazyc ze zazwyczaj feministki sa wyksztalcone, coz trzeba bedzie dokladniej
                to srodowisko przestudiowac - do roboty !
                Statystyki przez ciebie cytowane nie sa dla mnie godne zaufania i ich
                interpretacja jest zawsze tendencyjna - moj piekny kraj rodzimy z wierzbami i
                bigosem ktory uwielbiam jest krajem tendencyjnym i daleko mu do swiatlosci...

                M.
                Prawdziwa cnota krytyk sie nie boi
                • Gość: BD Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie IP: 195.136.251.* 12.11.02, 10:45
                  Witam,

                  malwinamalwina napisała:

                  > domyslam sie ze w twoim otoczeniu kobiety czytaja Maxi

                  Czytają Lacana i Derridę :)

                  W moim otoczeniu są kobiety robiące doktorat z 'Gender' w PAN.

                  > ale powinienes byl zauwazyc ze zazwyczaj feministki sa wyksztalcone, coz
                  > trzeba bedzie dokladniej to srodowisko przestudiowac - do roboty !

                  Tak, tak, obiecuję się poprawić :-)

                  > Statystyki przez ciebie cytowane nie sa dla mnie godne zaufania i ich
                  > interpretacja jest zawsze tendencyjna - moj piekny kraj rodzimy z wierzbami i
                  > bigosem ktory uwielbiam jest krajem tendencyjnym i daleko mu do swiatlosci...

                  Statystyki cytowane pochodziły z USA (chyba, w każdym razie z Zachodu). Jest
                  ich zresztą dużo, wystarczy trochę poszukać, przespacerować się do bibliotek
                  etc. Mamy XXI wiek, kobiety teraz do bibliotek są wpuszczane, serio!

                  Jak uważasz, że moje źródła są tendencyjne, to podaj swoje, postaram się
                  sprawdzić :)

                  pozdrawiam,

                  BD
                  • malwinamalwina Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie 12.11.02, 10:53
                    Lacan'a ? no ! popatrz to tak jak ja !
                    (pewnie tez sa wykonczone przez niedowartosciowanych facetow i szukaja ratunku
                    w psychoanalizie...;-)))))
                    Cale szczescie ze pracuja bo lakanowa analiza cholernie droga, przynajmniej
                    moga sobie zafundowac...
                    Dzieki ci za informacje o dostepie do bibliotek, ja biedna zostalam przy
                    wiadomosciach zywcem z Yentl....
                    Malwina

                    usa tez sa krajem tendencyjnym :-)
                    • Gość: BD Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie IP: 195.136.251.* 12.11.02, 11:13
                      Witam,

                      malwinamalwina napisała:

                      > Lacan'a ? no ! popatrz to tak jak ja !
                      > (pewnie tez sa wykonczone przez niedowartosciowanych facetow i szukaja
                      > ratunku w psychoanalizie...;-)))))

                      Przyjmij moje szczere wyrazy współczucia.

                      > usa tez sa krajem tendencyjnym :-)

                      Jaki kraj wg Ciebie nie jest tendencyjny?

                      A jeśli żaden, to po używasz tego argumentu?

                      pozdrawiam,

                      BD
                      • malwinamalwina Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie 12.11.02, 11:20
                        kraje nie tendencyjne dla mnie to kraje laickie.
                        Gra ?
                        • maciej.k1 Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie 12.11.02, 11:29
                          malwinamalwina napisała:

                          > kraje nie tendencyjne dla mnie to kraje laickie.
                          > Gra ?

                          Ależ tak! Np. Kuba, Chiny, albo Korea Północna... Nie myślałaś o emigracji do
                          któregoś z tych szczęśliwych, laickich, nietendencyjnych krajów?

                          Pozdrawiam -
                          • Gość: Malwina Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie IP: *.abo.wanadoo.fr 12.11.02, 11:42
                            a po cholere mi ???
                            zyje sobie w kraju laickim...
                            i mi dobrze...
                            :-)))
                          • Gość: Malwina Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie IP: *.abo.wanadoo.fr 12.11.02, 11:45
                            przeciez ty nie masz pojecia o czym mowisz !!!
                            uffffff
                        • Gość: BD Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie IP: 195.136.251.* 12.11.02, 14:38
                          Witam,

                          malwinamalwina napisała:

                          > kraje nie tendencyjne dla mnie to kraje laickie.
                          > Gra ?

                          Twój wybór. Tyle, że prowadzi to nieco do absurdu, bo np. USA jest krajem
                          formalnie laickim (oddzielenie religii od państwa), a np. taka niby liberalna
                          Szwecja krajem wyznaniowym (kościoł państwowy).

                          Ale jeśli dla Ciebie Francja, kraj który z jednej strony nie lubi ameryki, a z
                          drugiej jest pierwszym do przejęcia od niej politycznej poprawności, jest
                          wzorem nietendencyjności, to - jak poprzednio - wyrazy współczucia.

                          No i wiadomo już skąd ten nieszczęsny Lacan...

                          pozdrawiam,

                          BD
          • Gość: barbinator o co chodzi BD IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.02, 13:16
            Gość portalu: BD napisał(a):

            (ciach).
            > Są i inne
            > ciekawe badania, np. w ostatnich czy przedostatnich "Charakterach" podano, że
            > mężczyzna po wyjściu z więzienia ma dużo mniejsze szanse powrotu na drogę
            > przestępstwa jeśli będzie żonaty, niż gdy jest wolny bądź pozostaje w
            > konkubinacie.

            Wydaje mi się, że feministki niejako z definicji zajmuja się sprawami kobiet i
            ich problemami. Kwestie resocjalizacji kryminalistów nie sa obiektem ich
            zainteresowań ani tym bardziej troski. To co dobre dla byłego kryminalisty nie
            musi być automatycznie dobre dla jego żony i dzieci. Postawa feministek w tej
            kwestii jest najzupełniej racjonalna, czego nie mozna powiedziec o twojej.
            Jak to się ma do twoich słów z postu niżej: "feminizm to jeden z
            najważniejszych wrogów racjonalności"?
            Hmmmm.....
            >


            > Feministki jako narzędzie walki z tradycyjną rodziną popierają np.
            konkubinat,
            > który ma bardzo poważne wady w porównaniu z małżeństwem (jak wyżej) - co
            > ciekawe, taka np. Kinga Dunin wydaje się w ogólne nie zdawać spraw z
            powyższych
            >
            > statystyk co świadczy albo o braku profesjonalizmu, albo totalnym
            zaślepieniu.
            > Dodatkowo K.Dunin używa argumentu typu "trwałość małżeństwa nie jest zaletą
            > samą w sobie", co jest oczywistą bzdurą. Potwierdza się więc teza Tada, że
            > agresja feministek na rodzinę jest rodzajem ideologicznejgo zacietrzewienia,
            a
            > nie merytorycznej troski o czyjś los.
            >

            No oczywiście, że stwierdzenie: "trwałość małżeństwa nie jest zaletą samą w
            sobie" jest prawdziwe!!
            Uważasz, że dla kobiety której mąż pije nałogowo, bije ją i dzieci oraz wynosi
            z domu co się da żeby wydać na wódę trwałość małżeństwa jest zaletą???
            Dla takiej kobiety zaletą jest to, że na szczęście mamy takie prawo, które w
            miarę łatwo i bezboleśnie pozwala jej pozbyć się męża - idioty i ułozyć sobie
            życie inaczej.
            Jesli wydaje ci się, że doradzając takiej kobiecie trwanie przy małżeńskiej
            przysiędze i cnocie "trwałości małżenstwa jako zalecie samej w sobie"
            wykazujesz "merytoryczną troskę o jej los" to wykazujesz "totalne zaślepienie"
            i "brak profesjonalizmu", być może nawet "ideologiczne zacietrzewienie" chociaz
            ja ujęłabyn to krócej i prościej:
            "Bzdury waść wygadujesz!"
            Pozdrawiam, B.
            • Gość: BD Re: o co chodzi BD IP: 195.136.251.* 12.11.02, 14:56
              Witam,

              Gość portalu: barbinator napisał(a):

              > Wydaje mi się, że feministki niejako z definicji zajmuja się sprawami kobiet
              > i ich problemami. Kwestie resocjalizacji kryminalistów nie sa obiektem ich
              > zainteresowań ani tym bardziej troski. To co dobre dla byłego kryminalisty
              > nie musi być automatycznie dobre dla jego żony i dzieci.

              Wydaje mi się, że jednak istnieje bardzo mocna zależnośc między tym, czy
              partner trzyma się prawa, czy wraca na drogę przestępstwa, a szczęściem jego
              partnerki. Oczywiście możemy wymyślić dowolny casus, który będzie szedł pod
              prąd takiej prawidłowości, ale to nie jest żaden argument.

              > Jak to się ma do twoich słów z postu niżej: "feminizm to jeden z
              > najważniejszych wrogów racjonalności"?

              O racjonalności nie chce mi się z Tobą gadać :)

              > No oczywiście, że stwierdzenie: "trwałość małżeństwa nie jest zaletą samą w
              > sobie" jest prawdziwe!!
              > Uważasz, że dla kobiety której mąż pije nałogowo, bije ją i dzieci oraz
              > wynosi z domu co się da żeby wydać na wódę trwałość małżeństwa jest zaletą???

              I znowu ten ulubiony argument ad absurdum. W tym przypadku jednak jest on
              nieskuteczny. Uważam bowiem, że odpowiedź brzmi: TAK.
              Jeśli kobieta jest masochistką i dobrowlonie bierze pijaka za mężą, trwałość
              małżeństwa jest dla niej zaletą.
              Jeśli nie jest masochistką, decydując się na małżeństwo uważa (ma prawo), że
              jego trwałość jest zaletą, gdyż wiąże ono dwie osoby utrudniając zmianę
              preferencji, to się nazywa w angielskim "precommitment".
              To, że ta trwałość czasem utrudnia jakieś akcje jednostki to zupełnie inna
              sprawa. Wszystko można w ten sposób zanegować i powiedzieć, że zaletą samą w
              sobie nie jest wolność, prawdomówność czy inteligencja etc., ale tu się miesza
              pewne porządki.

              > Jesli wydaje ci się, że doradzając takiej kobiecie trwanie przy małżeńskiej
              > przysiędze i cnocie "trwałości małżenstwa jako zalecie samej w sobie"

              Tu już nadinterpretujesz moje słowa. Ja twierdzę, że trwałość wpisana w
              małżeństwo jest zaletą, bo jest to bardzo wygodny "precommitment". Żadnej żonie
              alkoholika tutaj jeszcze nic nie doradzałem.

              pozdrawiam,

              BD
              • Gość: barbinator Re: o co chodzi BD IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.02, 17:26
                Gość portalu: BD napisał(a):

                > Wydaje mi się, że jednak istnieje bardzo mocna zależnośc między tym, czy
                > partner trzyma się prawa, czy wraca na drogę przestępstwa, a szczęściem jego
                > partnerki. Oczywiście możemy wymyślić dowolny casus, który będzie szedł pod
                > prąd takiej prawidłowości, ale to nie jest żaden argument.

                Zależność niewątpliwie istnieje, ale po co mieszac do niej feminstki? Sprawa
                jest prosta: kobieta może zgodzić się na powrót męża marnotrawnego na łono
                rodziny jeśli SAMA tego chce. Nikt nie ma prawa narzucać jej czegoś na co sama
                nie ma ochoty tylko dlatego, że tak jest wygodnie i korzystnie dla męża czy dla
                społeczeństwa. Od resocjalozacji przestępców są odpowiednie służby, a nie jego
                żona i dzieci. Nie rozumiem czemu miało służyć przytaczanie tych danych w
                kontekście feminizmu


                > > Jak to się ma do twoich słów z postu niżej: "feminizm to jeden z
                > > najważniejszych wrogów racjonalności"?
                >
                > O racjonalności nie chce mi się z Tobą gadać :)

                Ciekawe dlaczego mnie to jakoś nie dziwi :))


                > I znowu ten ulubiony argument ad absurdum. W tym przypadku jednak jest on
                > nieskuteczny. Uważam bowiem, że odpowiedź brzmi: TAK.

                Zupełnie racjonalnie przedstawiłam ci przykład małżeństwa, którego trwałość nie
                jest dla kobiety zaletą samą w sobie. Czy ten przykład jest twoim zdaniem zły,
                bo takich małżeństw nie ma?
                Oczywiście, że są i ty dobrze o tym wiesz.
                Jednak i tak twierdzisz, że mój przykład jest absurdalny. Gdybym jako przykład
                podała moje własne, udane małżeństwo wtedy oczywiście nie byłoby to absurdalne.
                Byłoby za to absurdalnie nieracjonalne, gdyż moje małżenstwo stanowi przykład
                na to, że twoja teoria jest słuszna. Inaczej mówiąc - czego nie powiem, to
                będzie twoim zdaniem albo absurdalne albo nieracjonalne.
                Jak nie kijem go, to pałką - pewno na taką metode dyskutowania też jest jakieś
                zgrabne angielskie określenie...


                > Jeśli kobieta jest masochistką i dobrowlonie bierze pijaka za mężą, trwałość
                > małżeństwa jest dla niej zaletą.

                Mało która kobieta "bierze sobie pijaka za męża". Zazwyczaj jest tak, że
                dopiero po ślubie "z pięknego królewica zrobiła się jajecznica" albo, z innej
                bajki - królewicz zamienia się w żabę a nie odwrotnie...


                > Tu już nadinterpretujesz moje słowa. Ja twierdzę, że trwałość wpisana w
                > małżeństwo jest zaletą, bo jest to bardzo wygodny "precommitment". Żadnej
                żonie
                >
                > alkoholika tutaj jeszcze nic nie doradzałem.

                Nie tyle nadinterpretuje, ile wykorzystuję twoją definicję "precommitment" w
                podanym przeze mnie przykładzie. Dla żony alkoholika (nie będącej masochistką,
                dla jasności) wszystko co "wiąże dwie osoby utrudniając zmianę preferencji"
                jest niekorzystne, gdyż dla niej korzystny jest rozwód, i to jak najszybciej.
                Tak więc z jej punktu widzenia zdanie "trwałość małżeństwa nie jest zaletą samą
                w sobie" jest prawdziwe.
                Pozdrawiam, B.

                • Gość: BD Re: o co chodzi BD IP: 195.136.251.* 13.11.02, 10:57
                  Witam,

                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > Od resocjalozacji przestępców są odpowiednie służby, a nie jego
                  > żona i dzieci. Nie rozumiem czemu miało służyć przytaczanie tych danych w
                  > kontekście feminizmu

                  Resocjalizacja instytucjonalna jest okropnie nieskuteczna, o czym wie każdy
                  przestępca. Ja nie pisałem, że żona musi resocjalizować męża. Ja pisałem, że
                  sam fakt bycia w związku małżeńskim (a nie np. konkubinacie), ceteris paribus,
                  polepsza szansę na resocjalizację.

                  > Zupełnie racjonalnie przedstawiłam ci przykład małżeństwa, którego trwałość
                  > nie jest dla kobiety zaletą samą w sobie. Czy ten przykład jest twoim zdaniem
                  > zły, bo takich małżeństw nie ma?

                  Jest zły, bo miesza porządki. Małżeństwo jest kontraktem o określonych cechach -
                  trwałość jest jedną z nich - z punktu widzenia kogoś, kto zawiera małżeństwo
                  jest to zaletą samą w sobie, inaczej by go _nie zawierał_, a zadowoliłby się
                  związkiem nieformalnym. Mieszasz porządek decyzyjny z faktycznym wynikiem
                  decyzji. O tym czy decyzja była optymalna decyzuje jej zgodność z preferencjami
                  (zgodność opisana aksjomatycznie) - a nie jej wynik! W warunkach niepewności
                  (a małżeństwo to klasyczny przykład) o jakości decyzji nie można wnioskować na
                  podstawie tego jaki był jej finalny rezultat, bo najlepszą decyzję mogą
                  pokrzyżować czynniki losowe.

                  > Mało która kobieta "bierze sobie pijaka za męża". Zazwyczaj jest tak, że
                  > dopiero po ślubie "z pięknego królewica zrobiła się jajecznica" albo, z innej
                  > bajki - królewicz zamienia się w żabę a nie odwrotnie...

                  Bzdura, nie zdarza się by abstynent po ślubie się rozpił. Kobieta bierze sobie
                  pijaka za męża, bo np. nieprawidłowo przetwarza informacje na temat jego osoby
                  (np. wierzy mu, że po ślubie przestanie pić).

                  > dla jasności) wszystko co "wiąże dwie osoby utrudniając zmianę preferencji"
                  > jest niekorzystne, gdyż dla niej korzystny jest rozwód, i to jak najszybciej

                  Tyle, że to związanie rozpatrujemy wzg. preferencji osoby biorącej ślub.
                  Dlaczego preferencje pani X sprzed 5 lat miałby być mniej ważne od aktualnych
                  preferencji Pani X? To bardzo ciekawe zagadnienie, nieprawdaż?

                  > Tak więc z jej punktu widzenia zdanie "trwałość małżeństwa nie jest zaletą
                  > samą w sobie" jest prawdziwe.

                  Jest ono prawdziwe, tyle że obecnie kłopotliwe. Ale to są różne rzeczy.

                  pozdrawiam,

                  BD
                  • barbinator Re: o co chodzi BD 13.11.02, 12:15
                    Gość portalu: BD napisał(a):

                    > Resocjalizacja instytucjonalna jest okropnie nieskuteczna, o czym wie każdy
                    > przestępca. Ja nie pisałem, że żona musi resocjalizować męża. Ja pisałem, że
                    > sam fakt bycia w związku małżeńskim (a nie np. konkubinacie), ceteris
                    paribus,
                    > polepsza szansę na resocjalizację.


                    Rzecz w tym, że podałes ten przykład w kontekscie rzekomej absurdalności czy
                    braku racjonalizmu feminizmu (nie mam pod ręką cytatu, ale jakoś tak to było,
                    prawda?) Akurat w tej sprawie feminizm jest w pełni racjonalny IMHO, gdyż
                    doradza kobietom dokonywanie własnych wyborów dla swojego własnego dobra a nie
                    jakiegokolwiek innego.


                    > Małżeństwo jest kontraktem o określonych cechach
                    > trwałość jest jedną z nich - z punktu widzenia kogoś, kto zawiera małżeństwo
                    > jest to zaletą samą w sobie, inaczej by go _nie zawierał_, a zadowoliłby się
                    > związkiem nieformalnym.

                    Zgoda, trwałość jest cechą z definicji wpisaną w kontrakt małżeński, jednak
                    nadal uważam, że "zaletą samą w sobie" nie jest.

                    > Bzdura, nie zdarza się by abstynent po ślubie się rozpił. Kobieta bierze
                    sobie
                    > pijaka za męża, bo np. nieprawidłowo przetwarza informacje na temat jego
                    osoby
                    > (np. wierzy mu, że po ślubie przestanie pić).

                    Wiesz, w mojej rodzinie słynna jest taka historia: moja ciocia miała niegdyś
                    absztyfikanta, który na oficjalnym przedstawieniu go rodzinie został
                    poczęstowany nalewką roboty przyszłej teściowej, która słynęła ze skąpstwa a
                    jej nalewki zawierały śladowe ilości alkoholu.
                    Absztyfikant wypił, pochwalił i dodał: dla mnie ta naleweczka za mocna,
                    właściwie to ja nie piję....
                    Rodzina kulała się ze śmiechu.... Przestało im być do śmiechu po ślubie gdy
                    okazało się, że były absztyfikant a obecny mąż i zięć jest zamaskowanym
                    nałogowym alkoholikiem....
                    A poważnie - abstynent może i nie stanie się alkoholikiem, ale normalny pijący
                    Polak (nie-abstynent i nie-alkoholik) w pewnych okolicznościach i owszem. Nawet
                    przy najlepszym "rozpoznaniu terenu" ślub jest loterią.


                    > > Tak więc z jej punktu widzenia zdanie "trwałość małżeństwa nie jest zaletą
                    >
                    > > samą w sobie" jest prawdziwe.
                    >
                    > Jest ono prawdziwe, tyle że obecnie kłopotliwe. Ale to są różne rzeczy.
                    >

                    Wiesz, chciałam ciągnąć tę rozmowę metodą "wet za wet", ale przeczytawszy to
                    ostatnie zdanie dałam sobie spokój. No bo i po co, skoro w tym co ważne się ze
                    sobą zgadzamy? Że rozwód jest kłopotliwy, to nie ulega wątpliwości - podobnie
                    jak i to, że czasami bywa niezbędny, niestety...
                    Pozdrawiam, B.
                    • maciej.k1 Re: o co chodzi BD 13.11.02, 15:37
                      barbinator napisała:

                      > Nawet przy najlepszym "rozpoznaniu terenu" ślub jest loterią.

                      Ślub nie jest loterią, lecz świadomym wyborem. Natomiast uznawanie go za
                      loterię może być tylko sposobem na unikanie wzięcia na siebie odpowiedzialności
                      za własną decyzję o związaniu się z tym właśnie człowiekiem. Wówczas można
                      wejść w wygodną rolę niewinnej ofiary.

                      Pozdrawiam -
      • maly.ksiaze O co chodzi Malwinie? 11.11.02, 03:29
        Czy o to, aby rodzin wielodzietnych nie było, czy o to,
        żeby buce rozmnażali się wolniej?
        Bo, nic nie ujmując wielodzietnym, być może byłoby
        lepiej, żeby buce i bucice wspaniałomyślnie wyłączyli się
        z tzw. 'gene pool'. Dobrowolnie oczywiście.

        Pozdrawiam,

        mk. (nie-wielodzietny)

        PS. Na moje wyłączenie się nie liczcie. The damage is done.
        • malwinamalwina Re: O co chodzi Malwinie? 11.11.02, 14:02
          malwinie chodzi o to ze rodzina nie jest dla niej swietoscia !
          swietoscia jest :
          1° milosc
          2°szacunek
          3°uczciwosc

          Warunki nie spelnione ? nie ma rodziny dla Malwiny !

          reszta jest hipokryzja.
          Malwina nie lubi instytucji
          Malwina lubi ludzi ktorzy sa soba
          i ktorzy moga ogladac sie w lustrze bez obawy
          we dwojke we trojke w szostke i pojedynczo

          Malwina nie lubi histerii (patrz : krucjata)
          Malwina nie lubi wartosci narzuconych
          Malwina lubi nadawac rzeczom wartosc
          Malwina pozdrawia
          • Gość: PRAWDZIWY MEN Re: O co chodzi Malwinie? IP: *.11.15.vie.surfer.at 12.11.02, 11:52
            WLASNIE ZLOZYLEM MALWINIE OFERTE . WYKORZYSTAM MALWINE SEXUALNIE DO TEJ PORY
            NIE MAM ODPOWIEDZI . MYSLE ZE TO BYLBY DLA MALWINY PRAWDZIWA ROZKOSZ .
    • aga_11 Re: feminizm - krucjata przeciw rodzinie 12.11.02, 13:10
      Po pierwsze - mam rodzinę i ją lubię.
      Po drugie - wyrosłam w rodzinie i ją lubiłam.
      Po trzecie - moim zdaniem nie istnieje coś takiego jak "rodzina tradycyjna" a
      raczej "tradycyjny stereotyp rodziny".
      Co taką rodzinę mogłoby określać?
      MOże tak:
      - rodzina pełna (matka, ojciec, dzieci min.2)
      - patriarchalna
      - matka niepracująca, lub pracująca w niewielkim wymiarze godzin za pensja
      niższą niż mężowska
      - wyraźny podział obowiązków na męskie i kobiece

      Propozycja "parametru" dodatkowego:
      - obowiązująca religia katolicka, praktykowana zresztą.

      Niewiele znam rodzin które spełniałyby wszystkie warunki.
      Kilka znam, są zadowolone (czasem mniej, czasem wiecej) ze swojego losu. Że są
      w znakomitej mniejszości - to inna sprawa.

      Moja rodzina była rodziną dość stereotypową, inna sprawa, że te stereotypy
      łamał właśnie ojciec (nie dopuszczał matki do niektórych prac domowych, jak np.
      pranie czy prasowanie jego ubrań, aktywnie uczsetniczył w wychowywaniu dzieci -
      zwłaszcza córki, którą nauczył że nie ma ani rozrywek, ani prac typowo męskich
      i typowo żeńskich). No i tak wychował córkę feministkę:)))

      No i po czwarte - każdy ma prawo do własnego zycia. Jeśli ktoś chce żyć na
      sposób "feministyczny" - OK. Jeżeli woli "tradycyjny" - też OK.
      Ważne, żeby mieć wybór - i wybierać świadomie. Jeżeli kobieta ma silny instynkt
      macierzyński i w związku z tym chce wychowywać kilkoro dzieci - OK.
      Jeżeli istotniejsze od tzw rozwoju zawodowego jest dla niej spełnianie się jako
      żona i matka, czy jak to ładnie nazywają "podtrzymywanie ogniska domowego" -
      OK.

      Ale jeśli chce:
      - nie mieć dzieci lub poprzestać na jednym
      - dzielić obowiązki z mężem (zarówno jeśli chodzi o zmywanie naczyń, jak i
      kładzenie gładzi i malowanie ścian)
      - pracować i robić karierę
      - być traktowaną jako poważny partner takze w kwestiach "nietypowo" kobiecych -
      jak np. wybór banku czy rodzaju kredytu, ale i dyskusja polityczna czy
      filozoficzna...

      to niechże ma do tego prawo i nie będzie przez rozmaite maciejki od
      nienormalnych wyzywana...

      • Gość: Malwina niech zyja mezczyzni :-))) IP: *.abo.wanadoo.fr 12.11.02, 13:20
        tak sobie mysle i mysle pod wplywem postu agi i chyba u mnie takze podejscie do
        zycia (i do mnie) mojego ojca sprawilo ze jestem kim jestem. Czyli feministka.
        :-)))
        Mama byla zbuntowana ale nie miala srodkow , narzedzi do tego buntu ...
        • Gość: maga Re: niech zyja mezczyzni :-))) IP: 80.48.229.* 12.11.02, 14:05
          chciałabym zapytać, dlaczego w wiekszości mężczyżni reagują alericznie, by nie
          powiedzieć histerycznie na hasło feminizm. Przecież jeśli kobieta wybiera
          cokolwiek świadomie, a nie z tradycji, przymusu bądż jakiejś innej formy nie
          do konca przez nią akceptowanej, to jest dużo bardziej szczęśliwa. Przekłada
          się to na szczęśliwe dzieci, zadowolonego mężczyznę, sadysfakcjonujące życie
          dla całej rodziny. Jest tylko jeden mały minusik (tak w uproszczeniu)facet
          traci władzę. Myślę, że feminizmu nie "boją się" tylko prawdziwi mężczyżni,
          tacy którzy bez tej całej "władzy" nie okazali by się "nadzy". Niestety, nie
          znam badań, o których wspomniano wyżej, ale czy była w nich odpowiedż,
          dlaczego żonaci recydywiści mniej grzeszą?
Pełna wersja