Gość: tad
IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl
12.11.02, 16:44
Często mówi się tu o "walce" sufrazystek o prawa wyborcze dla kobiet.
Ostatnio zdaje się Ewok pisała coś na ten temat. Przyjżyjmy się temu bliżej.
Otóż, mitem jest twierdzenie, że sufrażystki "wywalczyły" dla kobiet prawo
wyborcze, wbrew całemu światu, że gdyby nie one, to "kobiety nigdy by go nie
dostały" itd. W istocie przyznanie praw wyborczych było skutkiem
rozprzestrzeniania się ideii "równości". Kobiety dostałyby prawa wyborcze,
nawet gdyby sufrażystki tego się nie domagały (tak jak nie istniał
zorganizowany ruch 18-latków, a prawo wyborcze obnizono do tego wieku, tak
jak nie istnieje zorganizowany ruch 12 latków domagający się prawa wytaczania
spraw sądowych rodzicom, a w Belgii planuje się wprowadzenie takiego
rozwiązania) . Ruch sufrażystek był żałośnie nieliczny i trudno wyobrazić
sobie, by stanowił wystarczającą siłę nacisku na "system", gdyby ktoś
naprawdę poważnie chciał bronić status quo, tym bardziej, że ruch ten nie
był traktowany zbyt poważnie (bo tez przyciągał wiele kobiet
niezrównoważonych psychicznie, jak ta niewiasta, która w 1871 roku chciała
dawać pokazy "wolnej miłości", czy owa nieszczęsna, zapewne poważnie chora
psychicznie kobieta, która popełniła samobójstwo rzucając się pod kopyta koni
w czasie wyścigów. Ciekawym aspektem, tego ruchu był udział kobiet - jakbyśmy
to dziś nazwali - mających kłopoty z orientacją. Jako ciekawostkę podaję, że
XIX wieczni "seksuolodzy" analizowali typy kobiet biorących udział w ruchu
sufrażystek: "Ich zadniem z jednej strony można było wyróżnić członkienie
ruchu, które "w żadnym wypadku nie były reprezentantkami swojej płci",
charakteryzowały się "męskim temperamentem", dzieci i opiekę nad nimi uważały
za zajęcie "nudne", a "namiętność seksualną mężczyzny" wyłącznie
za "impertynencję" cyt. z S.L. Bem, Męskość kobiecość, z drugiej strony do
ruchu dołączały normalne kobiety, które pociągało "zdecydowanie i
inteligencja" tych "zmaskulinizowanych").
Egalitaryzm wpisany jest w istotę demokracji - kobiety dostałyby prawa
wyborcze, nawet gdyby się przed tym broniły. Nie nalezy zupełnie odmawiać
sufrażystkom wpływu, ale faktem jest, że były raczej skutkiem niż przyczyną.
Ich ruch, był to po prostu epifenomen procesu zmian społecznych, kulturowych,
ekonomicznych i politycznych. Można uchwycić związek przyczynowo-skutkowy
pomiędzy narodzinami feminizmu (ten termin używany w tym kontekście to
anachronizm, ale będę go stosował), a "falami demokratyzacji", które wg.
politologa S. Huningtona (jako kryterium przyjął wprowadzenie powszechnego
prawa wyborczego - w niektórych z podanych przypadków początkowo tylko dla
mężczyzn), które miały miejsce kolejno w latach: pierwsza: 1828-1926, druga:
1943-1962, trzecia zaś od 1974 roku - i trwa nadal. Posługując się schematem
Huningtona da się opisać "I falę feminizmu" jako epifenomen "I fali
demokratyzacji" - skoro termin "lud" zaczęto rozumieć inkluzywnie -
"równouprawnienie" kobiet stało się praktycznie nieuniknione, zgodnie z
logiką systemu.
Koniec cz.1, w części drugiej przyglądniemy się bliżej przyznawaniu praw
wyborczych kobietom