Gość: tad
IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl
17.11.02, 14:43
Wątek ten łączyć się będzie w pewien sposób z wątkiem "Baby do garów chłopy
do roboty", tamten jednak rozrósł się już do znacznych rozmiarów i wygodniej
będzie założyć coś nowego. Tematem będą koszty równouprawnienia. Projekt
feministyczny zakłada daleko idącą "przemianę" w najważniejszych sferach
zycia ludzkiego. Reformatorzy zakładają więc plastyczność społeczeństwa,
jesli nie zupełną, to przynajmniej daleko idącą. Istotnie - nie można
zaprzeczyć, że społeczności ludzkie są plastyczne. Świadczy o tym chociażby
ich różnorodność historyczna i geograficzna. Jednak, nie można wykluczyć
istnienia granicy, poza którą plastyczność ta kończy się, i poza którą
zaczyna się rozpad, czy wręcz zanik danej społeczności. Pytanie brzmi: czy
taka granica istnieje, a jesli tak, to gdzie się znajduje? Wiele wskazuje na
to, że Europa przekroczyła już ową granicę, i że przyczyniło się do tego
także "równouprawnienie" kobiet. Faktem jest, że w Europie mamy do czynienia
z ujemnym przyrostem naturalnym. Więcej ludzi umiera, niż się rodzi, coraz
silniejszy jest proces "starzenia" się narodów europejskich. Uprzedzam
zarzuty - nie postuluję zmuszania kobiet do rodzenia w taki czy inny sposób.
Chodzi mi tylko o bliższe przyjżenie się pewnemu problemowi (liczę tu
zwłaszcza na pomoc naszego uczonego kolegi BD, który zdaje się lubić
statystykę). Rzecz wygląda tak: "W rzeczywistości, np. po 1993 r, spośród 18
krajów Europy, które można by określić jako zachodnie w sensie
cywilizacyjnym, tylko w Islandii płodność była na poziomie zapewniającym co
najmniej odtwarzanie pokoleń w takich samych rozmiarach, tymczasem w 10
krajach do tego poziomu brakowało 25 - 70%. (...). Ponieważ nic nie wskazuje
na to, by miała ulec odwróceniu tendencja do wydłużania przeciętnego zycia
ludzkiego, dodatkową -obok depopulacji - konsekwencją tego zjawiska będzie na
wiele lat gwałtowne starzenie się struktury demograficznej, a zatem-ponownie
wbrew twierdzeniom teorii przejścia - brak tendencji stabilizacyjnych
reprodukcji ludności" (Marek Okólski, Demograficzno-instytucjonalne antynomie
współczesności). Mówiąc inaczej - Europejczycy starzeją się i wymierają. I
tak np. "W Niemczech, wedle analizy Statistisches Bundesamt, do 2050 r.
liczba mieszkańców spadnie z 82 mln dziś do 59 mln, przy czym odsetek
obywateli w tzw. wieku aktywnym (między 20 a 60 rokiem życia) spadnie do 40
proc. populacji. Ponieważ spadnie też liczba dzieci, ponad 50% społeczeństwa
tworzyć będą ludzie powyżej 60 roku życia; wśród nich liczba wymagających
stałej opieki zwiększy się do 3,6 mln. Wniosek: systemy socjalne będą mogły
funkcjonować, jesli składki osób pracujących(...)zostaną drastycznie
podniesione, podnosząc też koszty pracy i pogarszając warunki rozwoju
gospodarczego" (Wojciech Pięciak, Spór o małżeństwa homoseksualne, TP
43/2781). Do jakiego stopnia za ten stan rzeczy odpowiada
ideologia "rónouprawnienia", zmieniająca "tradycyjną rodzinę"? Według wielu,
w ogromnym stopniu: "Fernand Braudel, jeden z najwybitniejszych historyków
XXw., po krytycznym przeglądzie teorii tłumaczących spadek przyrostu
naturalnego, doszedł do wniosku, ze najbardziej przekonująco wyjaśniają to
zjawisko elementy ideologiczne i religijne (sekularyzacja Europy Zachodniej,
która miała miejsce wcześniej we Francji, niż w innych krajach Europejskich).
(...). Pogląd ten potwierdzają następujące fakty: wśród rodzin ortodoksyjnych
Żydów liczba urodzeń jest znacznie wyższa, niż wśród zydowskich rodzin
liberalnych; sekularyzacja Irlandii łączyła się z dramatycznym spadkiem
liczby urodzeń; w krajach arabskich Afryki Płn. liczba urodzeń w rodzinach
klasy średniej, przesiąkniętej kulturą Europy, jest znacznie niższa, niż
wśród grup tradycyjnych albo fundamentalistycznych" (Konrad Studnicki-
Gizbert, Konsekwencje zmian demograficznych). Cytowany już prof. Okólski,
wśród przyczyn wymierania Europejczyków wymienia: "1.dalsza zmiana postaw
prokreacyjnych i obniżenie się społecznie uznawanej normy "pożądanego"
potomstwa. 2.rewolucja w zapobieganiu ciązy, wyrażająca się w masowej
antykoncepcji i stosowaniu względnie niezawodnych środków antykoncepcyjnych
lub sterylizacji. 3. Legalizacja, lub społeczne przyzwolenie sztucznych
poronień, 4. upowszechnienie dobrowolnej bezdzietności, 5. opóźnienie
typowego wieku zapoczątkowania prokreacji, 6. zmniejszenie średniej
dzietności.
Czy Zachód może przetrwać bez "rodziny tradycyjnej", czy też zabierze
swe "równouprawnienie" do grobu?