Gość: tad
IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl
01.12.02, 16:47
Zaczynam obiecany cykl o podobieńtwach pomiędzy feminizmem i nazizmem. Będą
to rozważania prowadzone na kilku planach. Na jednym tropił będę
totalitarne pierwiastki tkwiące w feminizmie postrzeganym bardziej
całościowo, na drugim podobieństwa pomiędzy ideologią "feminizmu różnicy", (
czy "feminizmu esencjalistycznego", "feminizmu tożsamości", "feminizmu
separacji kulturowej")a ideologią nazistowską. Ponieważ mam podstawy
przypuszczać, że większość tutejszych feministek nie wie co to jest "feminizm
esencjalistyczny" więc wypada zacząć od krótkiego wyjaśnienia. Feminizm
radykalny (uwaga! zwykle "radykalny" rozumie się jednoczesnie jako "na
obrzeżach". W tym wypadku byłby to błąd! Feminizm radykalny jest
najważniejszym nurtem feminizmu - jeśli chodzi o teorię), jaki pojawił się w
II poł lat 60-tych, początkowo był w zasadzie "przerobionym marksizmem", co
nie dziwi, zważywszy, że jego twórczynie były głównie studentkami (i
młodszymi pracowniczkami naukowymi) związanymi z ostro lewicującymi grupami
studentów z ruchów Nowej Lewicy. Te panny po prostu w dość prymitywny sposób
dostosowały marksistowski schemat ideologiczny do "spraw płciowych".
Początkowo łączyły sprawę "wyzwolenia kobiet" ze sprawą "rewolucji
socjalistycznej", ale z czasem odeszły od swoich kolegów - rewolucjonistów i
stały się samodzielne (poza tzw. feminizmem socjalistycznym). Uważały,
że "kobiecość" jest wytworem społeczeńtwa (konstruktem kulturowym - jakbyśmy
dziś powiedzieli), i że ów konstrukt należy zmienić, a drogą do tego będzie
rewolucja socjalistyczna, czy - głębsza - rewolucja płciowa (jedną z
podstawowych prac na ten temat streszciłem krótko w wątku "Kinga Dunin doi
kozła"). Po jej przeprowadzeniu płeć miała przestać być czynnikiem znaczącym
społecznie (jak marzyła jedna z teoretyczek - płeć będzie miała takie mniej
więcej znaczenie jakie dziś ma kolor oczu). Słowem - pod względem płciowym
społeczeństwo miałoby być androginiczne. Jednak, po kilku latach zaczął
wyodrębinać się drugi nurt - feminizm "różnicy". Te feministki określić można
jako czcicielki "kobiecości". Oczywiście nie tej kobiecości, z jaką mamy do
czynienia na co dzień - to jest kobiecość, którą "skaził" patriarchat.
Feministkom chodzi o kobiecość PRAWDZIWĄ (jakże by inaczej!), która tkwi w
każdej kobiecie pod warstwą patriarchalnych zanieczyszczeń (przypominam
temat "warsztatu" organizowanego przez "Ośkę" - "Szukanie pierwotnej
kobiecości" - czy coś w tym rodzaju). W feminizmie różnicy nie ma już mowy
o "równości" płci po reformie społeczeństwa. Kobiety i mężczyźni róznią się
bowiem trwale (choć niekoniecznie jest to uwarunkowane biologią),
a "kobiecość" (prawdziwa - rzecz jasna!) jest czymś o wiele wspanialszym niż
opresywna "męskość".
Koniec cz.1