tad9
23.03.06, 16:33
Zastanawiałem się długo co dobrego mogę zrobić dla bywalczyń FF, aż w końcu
wpadłem na świetny pomysł: mogę spróbować, przynajmniej część z nich, wyleczyć
z feminizmu. Zaznaczam, by nie było rozczarowań - z FEMINIZMU, nie zaś z
feminizmu urojonego (feminizm różni się od feminizmu urojonego w taki mniej
więcej sposób, w jaki ciąża różni się od ciąży urojonej). Ze względu na
warunki w jakich ze sobą obcujemy zaproponować mogę jedynie logoterapię, to
jest terapię słowem. Przyznaję, terapia behawioralna jest szybsza i
skuteczniejsza - jeśli uda się dobrze skojarzyć feminizm z bodźcami
negatywnimi, już sam widok "Zadry" wywołuje u pacjentek atak torsji -
niestety, na terapię behawioraną nie pozwalają nam okoliczności. Z góry
odpowiadam na najczęściej zadawane pytanie: niestety, sukces terapi nie
gwarantuje końca kłopotów z wąsami. Co prawda nasze wyposażenie hormonalne
rzutuje na nasze poglądy, ale zależność odwrotna jest dużo bardziej złożona.
Zatem - otwieram progi kliniki, i czekam na zgłoszenia.