bloominga
10.04.06, 12:14
Wiem, wiem. Jest to forum feministyczne, ale podczytując je trochę jestem
pełna uznania dla dojrzałości i inteligencji bywalców. Dlatego tutaj. Zresztą
trochę o feminiźmie też będzie. Jak to możliwe, że mam dwoje dzieci,
kochającego męża i nie chcę już z nim mieszkać? No dobrze, ale czy to jest
powód by zostawiać przyjaciela, z którym spędziłam 15 lat życia na dobre i
złe? Wiele razy cierpiałam przez niego, z miłości dostosowywałam się do jego
potrzeb, winę brałam zawsze na siebie i tak powoli on urastał w przekonaniu,
że ma zawsze rację, a ja z kolei, że jestem tą nierozsądną, która musi
kształtować swój charakter. (to ten wątek feministyczny - kobiety uwaga na
ustępliwość - zażegnywanie konfliktów "byle się pogodzić" prowadzi do
frustracji i na dłuższą metę do odkochania). I jestem w kropce. Finansowo
niezależna, silna kobieta, która chce powiedzieć mężowi: "Już Cię nie kocham,
chcę zabrać dzieci i ułożyć sobie życie na nowo" nie potrafi tego zrobić
tylko dlatego, że obawia się go zranić... A tak bardzo chce wyjść na wolność.
Na co tu liczę? Na pewno na opinie, na pewno będę wdzięczna za namiary na
priv. na dobrego psychologa, psychiatrę, psychoanalityka w Warszawie,
whatever (tylko naprawdę dobrego, bo coś mi podpowiada, że ciężka sprawa z
tymi psychologami, co taki psycholog może mi pomóc...