Już Cię nie kocham....

10.04.06, 12:14
Wiem, wiem. Jest to forum feministyczne, ale podczytując je trochę jestem
pełna uznania dla dojrzałości i inteligencji bywalców. Dlatego tutaj. Zresztą
trochę o feminiźmie też będzie. Jak to możliwe, że mam dwoje dzieci,
kochającego męża i nie chcę już z nim mieszkać? No dobrze, ale czy to jest
powód by zostawiać przyjaciela, z którym spędziłam 15 lat życia na dobre i
złe? Wiele razy cierpiałam przez niego, z miłości dostosowywałam się do jego
potrzeb, winę brałam zawsze na siebie i tak powoli on urastał w przekonaniu,
że ma zawsze rację, a ja z kolei, że jestem tą nierozsądną, która musi
kształtować swój charakter. (to ten wątek feministyczny - kobiety uwaga na
ustępliwość - zażegnywanie konfliktów "byle się pogodzić" prowadzi do
frustracji i na dłuższą metę do odkochania). I jestem w kropce. Finansowo
niezależna, silna kobieta, która chce powiedzieć mężowi: "Już Cię nie kocham,
chcę zabrać dzieci i ułożyć sobie życie na nowo" nie potrafi tego zrobić
tylko dlatego, że obawia się go zranić... A tak bardzo chce wyjść na wolność.
Na co tu liczę? Na pewno na opinie, na pewno będę wdzięczna za namiary na
priv. na dobrego psychologa, psychiatrę, psychoanalityka w Warszawie,
whatever (tylko naprawdę dobrego, bo coś mi podpowiada, że ciężka sprawa z
tymi psychologami, co taki psycholog może mi pomóc...
    • kochanica-francuza Re: Już Cię nie kocham.... 10.04.06, 14:07
      Dobrego? Maila masz?
    • monikaannaj Re: Już Cię nie kocham.... 10.04.06, 14:16
      "Już Cię nie kocham,
      > chcę zabrać dzieci i ułożyć sobie życie na nowo" nie potrafi tego zrobić
      > tylko dlatego, że obawia się go zranić...

      Tylko dlatego ze obawiasz sie GO zranić? A dzieci co - tez go już nie kochają?
    • dokowski Przecież to sprawiedliwe 10.04.06, 14:27
      bloominga napisała:

      > Wiele razy cierpiałam przez niego, z miłości dostosowywałam się do jego
      > potrzeb, winę brałam zawsze na siebie

      to naturalne, że potrzebujsz zadośćuczynienia

      > obawia się go zranić

      Czy ranni mężczyźni bardziej krwawią?

      Kluczową jednak kwestią jest przyszłość. Skoro chcesz go opuścić, to znaczy, że
      Wasze małżeństwo się rozpada. Im później się rozstaniecie, tym dłużej będziecie
      się ranić, tym więcej będziecie cierpieć. Decydująca jest więc Twoja ocena
      szans na przyszłość Waszego związku. Jeżeli masz nadzieję, że od dzisiaj będzie
      coraz lepiej, to nie rań go pochopnie, jeżeli jednak wydaje Ci się, że będzie
      coraz gorzej, to nie wahaj się i zrań go jak najprędzej - to także dla niego
      będzie najmniej bolesne.
      • zlotoslanos Bo ogon należy odciąć jednym cięciem 10.04.06, 15:58
        ...odcinany po kawałku boli bardziej.
    • margot_may Re: Już Cię nie kocham.... 10.04.06, 23:42
      tak a propos, przeczytaj "związki i rozwiązki" taki zapis rozmów grocholi i
      bodajże któregoś psychologa, a wszystko w swobodnym, ciepłym klimacie.
      • bloominga Re: Już Cię nie kocham.... 11.04.06, 12:14
        Dziękuję, spróbuję dotrzeć do tej pozycji:-) Nie pisałam o tym wcześniej, a to
        kluczowa rzecz... poznałam kogoś innego. No proszę, nawet na forum głupio się
        przyznać. On też ma rodzinę i czeka na jedno moje słowo, na jedno pociągnięcie
        sznureczka. A ja nie potrafię, bo choć on nie kocha żony, ani ja męża to
        przecież są dzieci... Jakie to banalne dla ogółu... i straszne dla jednostki.
        • nihiru Re: Już Cię nie kocham.... 11.04.06, 12:20
          no i wszystko jasne:(

          prawdą jest stwierdzenie które kiedyś usłyszałam, że kobieta nigdy nie zostawi
          mężczyzny, jeśli nie ma w zanadrzu innego.
          • greenmiau Re: Już Cię nie kocham.... 11.04.06, 12:27
            A ja myślałam, że się to tylko do mężczyzn odnosi... ;/
          • zlotoslanos Re: Już Cię nie kocham.... 11.04.06, 12:29
            Z tym , że o naiwności, powinno się mocno przez palce słuchać co ON mówi o swej
            żonie. Myśleć o tym co się czuje a nie o tym co ON ten trzeci mówi. To jest
            najmniej ważne i jak najbardziej zgubnie mylące w tym wszystkim. Bo jak świat
            światem wszystkie żony są na tę chwilę najgorsze lub już niekochane gdy tylko
            pojawia się romans.
            • bloominga Re: Już Cię nie kocham.... 11.04.06, 14:13
              O naiwności? Słuchać przez palce? Nie piszesz do spragnionej uczucia młodej
              dziewczyny, ale do 36 letniej kobiety, która trochę widziała, czytała i
              słyszała. Nie wykładam tu kawy na ławę, ale proszę przyjąć, że "taka głupia to
              ja już nie jestem:-)". To by było bardzo proste. Nie miałabym żadnego dylematu,
              gdyby chodziło tylko o romans. Zresztą nie wikłałabym się w romans. Nie
              uciekałabym w ramiona obłudnego kolesia tylko dlatego, by przeżyć kilka
              uniesień i posłuchać słodkich kłamstw. Nasza przyjaźń trwa już trochę i choć
              nie jestem stawiana przed wyborem, to zdaję sobie sprawę, że tak nie można żyć
              na dłuższą metę.
              • zlotoslanos Re: Już Cię nie kocham.... 11.04.06, 14:47
                Dlatego, zważywszy na to co napisałaś posłuchaj tego co TY o tym sądzisz, co
                nakazuje Ci Twój zdrowy rozsądek. Skoro nie wiesz co zrobić jeszcze nie jesteś
                gotowa do odejścia.
          • monami5 Nie, to nie jest prawda! 15.04.06, 10:48
            Niekoniecznie. Ja zostawilam meza 14 m-cy temu i nie mialam w zanadrzu nikogo. Nawet w dalekim
            zanadrzu, jesli tak moge powiedziec. Nie bylo nikogo ktoby sie mna w jakikolwiek sposob interesowal
            "romantycznie" (przynajmniej ja nic o tym nie wiem).

            Dotad jestem sama. Ale wolna! Ha!....
    • wydrowata Re: Już Cię nie kocham.... 13.04.06, 12:02
      Czytając Twój post wiem co możesz czuć i jakie uczucia Tobą kierują bo jestem w
      bardzo podobnej sytuacji, chociaż dzieci są już dorosłe i wiedzą co się dzieje.
      Zawsze powstają jakieś wątpliwości, cokolwiek byś zrobiła to potem i tak
      powstają nowe, czy słusznie postapiłaś i czy ktoś nie ucierpiał przez Twoją
      decyzję.Niestety sama musisz wszystko przemyśleć i byś pewna swojej decyzji,
      życzę powodzenia.
      • konstatacja Re: Już Cię nie kocham.... 14.04.06, 23:53
        Nie podejmuj tej decyzji sama i jakby to powiedziec, nie daj sie poniesc
        sentymentalizmowi. Mysle, ze to dobra decyzja, zeby skontaktowac sie z dobrym
        psychologiem. Jestes juz dorosla, meza kochalas za cos, nie wyszlas, jak
        zakladam, za maz z rozsadku: jestes tak samo odpowiedzialna jak on za stan
        waszego malzenstwa i podobnie, jak on robil blad zachowujac sie niewlasciwie w
        stosunku do ciebie, tak samo robilas go ty manipulujac nim w istocie, przez nie
        wyrazanie wlasnego zdania i pozwalanie mu na zycie w iluzji.
        Dalej masz dzieci. Jestes za nie odpowiedzialna - za nie i za ich terazniejsze
        przynajmniej szczescie. Cokolwiek by nie mowic, o ile sytuacja nie jest
        podbramkowa, nie jestes maltretowana zona, tylko taka nie-do-konca
        usatysfakcjonowana, to bardzo powaznie sie zastanow, czy cena za nowy zwiazek
        nie bedzie za wysoka.
        • bloominga Re: Już Cię nie kocham.... 05.05.06, 14:54
          Dzięki Konstancjo... piszesz w sposób budzący zaufanie. Dobrze jest przeczytać
          taką wypowiedź na potwierdzenie własnych przemyśleń, nie tak klarownych jak
          Twoje obiektywne spojrzenie. Moje przemyślenia to huśtawka nastrojów - raz tak,
          raz siak. Dylemat wciąż trwa. Sytuacja rzeczywiście nie jest podbramkowa,
          znalazłam psychologa, nie wiem, czy dobrego, na razie sam fakt że on jest
          pomaga, ale nawet psycholog coś nie wierzy w ten związek (mój obecny).
    • zawias7 Re: Już Cię nie kocham.... 10.05.06, 21:28
      ja ciebei tez nie kocham
      jestes obrzydliwą osobą!
      www.martineden.republika.pl/
Inne wątki na temat:
Pełna wersja