żona czy służąca?

IP: proxy / *.tvn.pl 17.01.03, 15:33
Witam,
czy ktoś zna, słyszał o kobietach, które:
-zaraz po ślubie miały super, ale potem mąż kazał im "się obsługiwać", krótko
mówiąc stały się po prostu jego służącą
-koietach, które zastrajkowały i powiedziały sobie "dosyć, nie chcę być
niczyją służącą!"
Może ktoś chce o tym pogadać. Problem jest taki - czy facet żeni się, bo chce
mieć partnerkę, czy po to, żeby żona mu usługiwała?
    • sagan2 Re: żona czy służąca? 17.01.03, 15:35
      Gość portalu: galka1 napisał(a):

      > Problem jest taki - czy facet żeni się, bo chce mieć
      > partnerkę, czy po to, żeby żona mu usługiwała?

      to zalezy od faceta.

      pewnie znajda sie i tacy, ktorzy chca miec w zonie
      partnerke, ktora by im uslugiwala...
      ... jak i kazda inna mozliwa wariacja...
      • bebiak Re: żona czy służąca? 25.01.03, 12:28
        Czasem myśle, że większość kobiet jest sama sobie winna. Piszę to na podstawie
        obserwacji moich młodszych koleżanek (z biura), które stosunkowo niedawno (w
        porównaniu do mnie) powychodziły za mąż. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale
        coś w te baby wstępuje na skutek zawarcia związku małżeńskiego i zamieszkania
        wspólnie. Same zaczynają myśleć o tym co zrobią na kolację, potem biegiem
        zakupy i czekanie na męża z kolacją przy świecach i w stosownym ubranku (bez
        podtekstów). Potem świece już giną, znika również bardziej uroczysty strój,
        zostaje szarość, ale nadal z gonitwą do sklepu i do domu, bo kolacja. I potem
        nagle bunt: bo ja mam dość bycia służącąą, bo pranie, sprzątanie, zakupy to ja,
        a jeszcze muszę pracować. I zaczyna się dramat, bo niby dlaczego na skutek
        buntu przyzwyczajony od początku do obsługiwania go mężczyzna (czyli do dość
        wygodnego życia) ma nagle się na taką zmianę godzić, skoro to narusza jego
        interesy? Dziewczyny: opamiętajcie się od początku, a skoro taką drogę
        obieracie, że przyjemnie jest (bynajmniej na początku) obsługiwać mężczyznę to
        do diabła - bądźcie konsekwentne i potem nie narzekajcie.
        • julla Re: żona czy służąca? 25.01.03, 14:01
          Czytając przeróżne posty od kobiet często natykam sie na sformułowania w
          rodzaju "mąż kazał się obsługiwać" lub "mąż nie pozwolił mi się spotykać z
          przyjaciółmi",
          i w ogóle "życie mam do kitu bo mąż mi kazał.../nie pozwolił..."
          Zastanawiam sie wtedy, co by się stało gdyby mąż kazał takiej pani wyskoczyć na
          główkę przez okno?
          Niektóre kobiety usiłują przerzucić ciężar odpowiedzialności za swoje życie na
          tych "okropnych mężów". Skąd to się bierze - nie mam pojęcia.
          A przecież człowiek ma w życiu tylko to, na co się godzi.
          • posluszny Re: żona czy służąca? 25.01.03, 17:44
            A jak ja mowie dziewczynom, ze chcialbym byc sluzacym mojej przyszlej zony, to
            one stukaja sie w glowe i mowia, ze jestem zboczony.
            p.
            • Gość: barbinator Re: żona czy służąca? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.03, 22:31
              posluszny napisał(a):

              > A jak ja mowie dziewczynom, ze chcialbym byc sluzacym mojej przyszlej zony,
              to
              > one stukaja sie w glowe i mowia, ze jestem zboczony.
              > p.

              Wiesz, gdyby mi koleżanka powiedziała, że chce być służącą swojego przyszłego
              męża to też bym ją obśmiała...
              • posluszny Re: żona czy służąca? 25.01.03, 22:47
                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                > posluszny napisał(a):
                >
                > > A jak ja mowie dziewczynom, ze chcialbym byc sluzacym mojej przyszlej zony
                > ,
                > to
                > > one stukaja sie w glowe i mowia, ze jestem zboczony.
                > > p.
                >
                > Wiesz, gdyby mi koleżanka powiedziała, że chce być służącą swojego przyszłego
                > męża to też bym ją obśmiała...

                Zaskakujesz mnie. Myslalem, ze feministki sa tolerancyjne wobec odmiencow, a tu
                okazuje sie, ze jest inaczej.
                p.

                • robson001 Re: żona czy służąca? 31.01.03, 10:38
                  tolerancja to bardzo trudna sprawa
    • Gość: Aparat Re: żona czy służąca? IP: *.chello.pl 01.02.03, 01:17
      Pogadam, pogadam. Mąz nie jest dla mnie atrakcyjną opcją na przyszłosć.

      m.pejas@chello.pl





      Gość portalu: galka1 napisał(a):

      > Witam,
      > czy ktoś zna, słyszał o kobietach, które:
      > -zaraz po ślubie miały super, ale potem mąż kazał im "się obsługiwać", krótko
      > mówiąc stały się po prostu jego służącą
      > -koietach, które zastrajkowały i powiedziały sobie "dosyć, nie chcę być
      > niczyją służącą!"
      > Może ktoś chce o tym pogadać. Problem jest taki - czy facet żeni się, bo chce
      > mieć partnerkę, czy po to, żeby żona mu usługiwała?
    • Gość: doku Człowiek dorosły sam wybiera swój los IP: *.mofnet.gov.pl 05.02.03, 12:29
      Gość portalu: galka1 napisał(a):

      > -zaraz po ślubie miały super, ale potem mąż kazał im "się obsługiwać", krótko
      > mówiąc stały się po prostu jego służącą

      Te, co lubią służyć, przekształcają się w służące. Inne odwrotnie - podrzucają
      mężowi "kukułkę" od lepszego faceta, a mąż pracuje jak mrówa na utrzymanie
      cudzych dzieci. Frajerami bywają głównie mężczyźni - kobieta przynajmniej
      zawsze wie, że służy swoim dzieciom, a nie cudzym.

      Cechą feministek jest m.in. ambicja dawania swoim dzieciom tyle, ile dają im
      ich ojcowie. Feministki chcą zarabiać tyle samo co mężczyźni, gdyż jest dla
      nich żenujące życie u boku frajera, który sam zarabia na ich utrzymanie - to
      taki szlachetny rys charakteru feministki. Małżonek osoby o wysokim poczuciu
      godności osobistej powinien być przyjacielem godnym szacunku, inaczej trudno
      takiej osobie szanować samą siebie. Dlatego mąż-frajer uwłacza godności
      prawdziwej feministki.

      Ale jeśli kobieta nie ma dzieci i staje się służącą mężczyzny, to jest to
      upadek kobiety - oznaka degeneracji genów, które muszą wymrzeć.
      • Gość: soso Re: Człowiek dorosły sam wybiera swój los IP: 195.41.66.* 05.02.03, 13:20

        No tak, noramlne koleje losu sa takie, ze facet planuje malzenstwo. Wybiera
        jakas seksowna osobke, by bylo fajnie w lozku a to co poza lozkiem to da sie
        doszkolic pozniej. Idylla trwa miesiac bo na tyle starcza zapasow czegos tam a
        potem libido opada jak skoczek na spadochronie - bezpowrotnie. No i jest
        problem z kociaczkiem bo zamiast robic cos pozytecznego to sie walesa po pokoju
        i przytula akurat wtedy, kiedy sytuacja jest podbramkowa (doslownie) i zaslania
        w najnieodpowiednijeszym momencie oczywiscie. Wtedy raz czy drugi sie huknie i
        nagle facet odkrywa, ze to dziala. No wiec 'ruszaj do garow, kociaku!'. Magia
        nadal dziala wiec jest i jedzonko na stole i piwko i kapcie a mecz toczy sie do
        ostatniego gwizdka bez przeszkod. Potem jest pewien problem z opadlym skoczkiem
        ale po co zawracac sobie glowe drobiazgami. Jutro tez jest dzien.
        Wersja druga. Kobitka planuje malzenstwo. Najpierw zaciaga kota do lozka bo kot
        jak nie zazna to sie nie zakocha. Po zaznaniu i zakochaniu kota nastepuje
        idylla. Po miesiacu kotu opada libido jak nie przymierzajac skoczkowi po
        wyladowaniu spadochron i trzeba zajac sie zyciem. Kota nalezy popedzic. 'Do
        garow chlopie bo twoja myszka jest glodna'. I chlopek idzie do kuchnie i miesza
        w metalu. Po kilku pierwszych nieudanych przypalach i przysoleniach kot dostaje
        pare razy pod ogon a jak libido mu sie poprawia to nie dostaje nic bo kto by
        tam sie przejmowal drobiazgami. Jutro tez jest dzien i mozna bedzie pedzic
        kota :-)
        Model trzeci nazywa sie partnerstwem. W tym modelu dwa koty pedza kota bez
        jednej przerwy. No moze nie tak do konca. Czasami spotykaja sie w lozku i jest
        kosmos!

        pzdrw

        soso
        • Gość: tad Re: Człowiek dorosły sam wybiera swój los IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.02.03, 20:27
          Gość portalu: soso napisał(a):

          >
          > No tak, noramlne koleje losu sa takie, ze facet planuje malzenstwo. Wybiera
          > jakas seksowna osobke, by bylo fajnie w lozku a to co poza lozkiem to da sie
          > doszkolic pozniej. Idylla trwa miesiac bo na tyle starcza zapasow czegos tam
          a
          > potem libido opada jak skoczek na spadochronie - bezpowrotnie. No i jest
          > problem z kociaczkiem bo zamiast robic cos pozytecznego to sie walesa po
          pokoju
          >
          > i przytula akurat wtedy (.........)


          Bez wątpienia dużo wiesz o kotach.
        • Gość: EWOK ... kotka za pomocą młotka IP: *.acn.waw.pl 05.02.03, 21:03
          Można pędzić przed siebie, można pędzić żywot, można ostatecznie pędzić
          bimber, ale kota? To mi wygląda na jakiś sadyzm :))
          • Gość: soso Re: ... kotka za pomocą młotka IP: 195.41.66.* 06.02.03, 06:29

            O kotach wiem duzo bo sam mam jednego. Nazywa sie Kitty i ma ciekawy charakter.

            Niestety, ludzie sa inni, bardzie pokreceni. O tym swiadczy chocby zalozony
            watek: 'czy facet sie zeni by miec partnerke czy by zona mu uslugiwala?'.
            Nawiasem mowiac liczba zakladanych tu watkow jest nie do opanowania. No i co,
            jak myslicie? Po co facet sie zeni? Wedlug mnie ani po to by miec partnerke ani
            po to by miec sluzaca. Czy doprawdy faceci sa tacy cyniczni by myslec takimi
            kategoriami: 'zona tansza od sluzacej'. Denne takie pytania, pseudo-problemy
            czy badania gawiedzi. Nawet nie chce sie serio odpowiadac.

            pzdrw

            soso
            • maciej.k1 żona droższa od służącej 06.02.03, 11:15
              Gość portalu: soso napisał(a):

              >
              > O tym swiadczy chocby zalozony
              > watek: 'czy facet sie zeni by miec partnerke czy by zona mu uslugiwala?'.

              To chyba oczywiste, że nie opłaca się żenić po to, by mieć służącą. Dużo
              tańssza jest np. gosposia, prostytutka, czy konkubinat. Zawsze można bez
              dodatkowych kosztów wymienić kobietę na młodszą.

              Pozdrawiam -
              • Gość: soso Macius, przestan sie popisywac IP: 195.41.66.* 06.02.03, 13:14
                Wiemy, ze masz kupe forsy i stac cie na zone. Ale nie popisuj sie w ten sposob.
                To tanie!

                pzdrw

                soso
    • losiu4 Re: żona czy służąca? 06.02.03, 09:42
      Gość portalu: galka1 napisał(a):

      > Witam,
      > czy ktoś zna, słyszał o kobietach, które:
      > -zaraz po ślubie miały super, ale potem mąż kazał im "się obsługiwać", krótko
      > mówiąc stały się po prostu jego służącą
      > -koietach, które zastrajkowały i powiedziały sobie "dosyć, nie chcę być
      > niczyją służącą!"
      > Może ktoś chce o tym pogadać. Problem jest taki - czy facet żeni się, bo chce
      > mieć partnerkę, czy po to, żeby żona mu usługiwała?

      sa rozni faceci i rozne kobiety. Jednym odpowiada 'patriarchalny*' model rodziny (zarowno k. jak i m.) inni ukladaja
      sobie zycie na zasadzie obopolnych uzgodnien. I jednych i drugich nie nalezy na sile uszczesliwiac narzucajac im
      cokolwiek na zasadzie "bo my przeciez wiemy i chcemy lepiej".

      Losiu

      *patriarchalny. tu: model typu "pan - sluzaca". Ja mam nieco inne wyobrazenie o patriarchalnej rodzinie.
Pełna wersja