Jakim facetom podobają sie feministki?

17.01.03, 18:03
Ave,
przypomnijmy, że w związkach partnerzy dobierają się na zasadzie
przeciwieństw charakterów:osoby o charakterze silnym i władczym biorą sobie
za partnera osoby uległe.
Feministki mają następujące cechy charakteru: są zdecydowane, władcze,
stanowcze. Są to cechy charakteru typowo męskie. Osoba które zdecyduje się
wiązać z taką osobą musi więc być skłonna do uległości i podporządkowania:
musi więc mieć cechy charakteru kobiece. Wśród mężczyzn takie osoby zdarzają
się nieczęsto i zwykle są to homoseksualiści.
Nie ma wiec wątpliwości, że feministki są skazane na związki z innymi
kobietami.
T.
    • b.u.zz Re: Jakim facetom podobają sie feministki? 17.01.03, 18:15
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > przypomnijmy, że w związkach partnerzy dobierają się na zasadzie
      > przeciwieństw charakterów

      hmm... a to zostalo juz gdzies udowodnione?
      b.
    • Gość: EWOK Re: Jakim facetom podobają sie feministki? IP: *.acn.waw.pl 17.01.03, 19:13
      Związek z kobietą reprezentującą wyłącznie cechy uznawane stereotypowo za
      kobiece funduje mężczyźnie życie podobne do tego, które opisałam w "blaski i
      cienie bycia mężczyzną". Nie znam, oprócz Macieja, mężczyzny, któremu
      odpowiadałoby takie życie. Większość znanych mi mężczyzn nie oczekuje od
      związku obsługi "all inclusive" tylko porozumienia na gruncie intelektualnym,
      emocjonalnym i erotycznym, a nie jest to możliwe w związku typu "będę,
      kochanie myślała to, co chcesz, żebym myślała, żyła tak, jak ty uważasz za
      stosowne i robiła wyłącznie to, co mi każesz". Jeśli ktoś pragnie takiego
      właśnie związku to może lepiej, żeby kupił sobie psa i zapisał go na trening
      posłuszeństwa.
      Jakiś czas temu przeczytałam , chyba w "Wyborczej", artykuł o rodzinie
      pakistańskiej. Rodzina była, jak to zwykle islamskie rodziny, bardzo
      rozbudowana i wszyscy sobie siedzieli na głowie. Zapamiętałam wypowiedź
      pewnego młodego chłopaka, który bywał poza Pakistanem i popatrzył trochę jak
      ludzie żyją w Europie. Opowiadał o tym, że jest lekko przepłoszony perspektywą
      życia tak jak jego rodzice. Bo kobiety nic nie umieją poza rodzeniem dzieci i
      zajmowaniem się domem. Nie czytają książek, o niczym nie można z nimi
      porozmawiać, nie mają żadnych zainteresowań oprócz gadania z innymi kobietami
      i natychmiast po ślubie robią się z nich tłuste beki.
    • d.ark Re: Jakim facetom podobają sie feministki? 17.01.03, 20:57
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > przypomnijmy, że w związkach partnerzy dobierają się na zasadzie
      > przeciwieństw charakterów:osoby o charakterze silnym i władczym biorą sobie
      > za partnera osoby uległe.

      Podstawowe prawo psychologii wykładane studentom na I roku: partnerzy dobierają
      się na zasadzie podobieństw, ludzie mający różne charaktery mogą być
      przyjaciółmi, ale nie stworzą szczęśliwego związku. Nawet te związki, na które
      składa się silny mężczyzna i słaba, ulegle nastawiona kobieta, nie są - wbrew
      pozorom - szczęśliwe, gdyż osoba mająca władzę zawsze ją wykorzysta.
      Podstawowe prawo socjologii - ludzie szukają towarzystwa sobie podobnych: z
      takimi osobami się spotykają, pragną też, by tacy właśnie ludzie byli ich
      sąsiadami. Co jest przecież oczywiste - nie bratam się np. z rolnikiem o
      wykształceniu podstawowym, bo nie mielibyśmy wspólnych tematów. I koniec.


      > Feministki mają następujące cechy charakteru: są zdecydowane, władcze,
      > stanowcze.

      I jesteś tego na 100% pewien. Wiesz, to przypomina trochę jałowe debaty nad
      tym, czy katoliczki "mogą" być feministkami. Feministki są różne, bo kobiety są
      różne.

      > Nie ma wiec wątpliwości, że feministki są skazane na związki z innymi
      > kobietami.
      >
      Howgh! A delikatni mężczyźni są "skazani" na związki z innymi mężczyznami,
      upośledzeni fizycznie z upośledzonymi fizycznie, a sportowcy ze sportowcami.
      Ech, przemyśl sobie swoje poglądy.

      D.ark
      >
      • Gość: BD Re: Jakim facetom podobają sie feministki? IP: *.adminpan.waw.pl / 10.1.3.* 18.01.03, 12:35
        Witam,

        d.ark napisała:

        > Podstawowe prawo psychologii wykładane studentom na I roku: partnerzy
        > dobierają się na zasadzie podobieństw, ludzie mający różne charaktery mogą
        > być przyjaciółmi, ale nie stworzą szczęśliwego związku.

        Tylko na kolejnych latach psychologii, gdy studenci sięgna po coś więcej niż
        popularny podręcznik Aronsona, sprawa wygląda nieco inaczej.

        Faktem jest, że bardziej lubimy rzeczy, które znamy - z samego faktu, że je
        znamy - dotyczy to nawet abstrakcyjnych symboli. Rzeczy inne - nieznane,
        wywołują początkowo dystans, ale po jego przezwyciężeniu stają się atracyjne.
        Twierdzenie, że partnerzy dobierają się na zasadzie podobieństwa ma tę wadę, że
        najatrakcyjniejsze byłyby dla każdego związki homoseksualne, a to przecież
        bzdura.

        Z tego co wiem istnieje tylko jedna zmienna bio-psychologiczna, która powinna
        być podobna u partnerów tzw. potrzeba poszukiwania wrażeń (need for arousal). W
        przeciwnym wypadku będzie im się źle żyło, gdyż np. muzyka dla jednej sooby
        będzie za cicha, a dla drugiej za głośna etc.

        Odchodząc od psychologii, dla mnie oczywiste jest również, że partnerzy powinni
        uznawać bardzo podobny system wartości.

        > sąsiadami. Co jest przecież oczywiste - nie bratam się np. z rolnikiem o
        > wykształceniu podstawowym, bo nie mielibyśmy wspólnych tematów. I koniec.

        Eee tam, to takie slogany. Ja tam zawsze bardzo chętnie pogadam np. z
        hydraulikiem czy stolarzem, który coś u mnie robi, można sie wielu ciekawych
        rzeczy nauczyć. Socjolog, który nie potrafi szczerze i bezpretensjonalnie
        pogadać z rolnikiem o wykształceniu podstawowym powiniem pomyśleć o zmianie
        profesji.

        > > Nie ma wiec wątpliwości, że feministki są skazane na związki z innymi
        > > kobietami.

        > Howgh! A delikatni mężczyźni są "skazani" na związki z innymi mężczyznami,

        Wśród radykalnych feminstek istnieje pogląd, właśnie bazujący na wyznawanej
        przez Ciebie zasadzie podobieństwa charakterów, że naturalne dla kobiet są
        właśnie związki lesbijskie, a heteroseksualizm to efekt patriarchalnego spisku.

        pozdrawiam,

        BD
        • d.ark Re: Jakim facetom podobają sie feministki? 18.01.03, 14:06
          Gość portalu: BD napisał(a):
          >
          > Tylko na kolejnych latach psychologii, gdy studenci sięgna po coś więcej niż
          > popularny podręcznik Aronsona, sprawa wygląda nieco inaczej.

          Z tego, co mi wiadomo, opinia na ten temat nie ewoluuje wraz z latami studiów.
          Nie chodzi o - nazwijmy to drobne - różnice charakterów, są one choćby związane
          z odmienną płcią i zawsze będą występować. Mam na myśli różnice wiążące się z
          odmiennymi oczekiwaniami wobec życia, a także o to, że ludzie mający
          diametralnie różne charaktery (vide dominujący mężczyzna i uległa kobieta)nie
          będą zadowoleni z bycia razem, bo osoba mająca władzę wykorzysta ją.

          > Twierdzenie, że partnerzy dobierają się na zasadzie podobieństwa ma tę wadę,
          że najatrakcyjniejsze byłyby dla każdego związki homoseksualne, a to przecież
          > bzdura.

          Ja naprawdę nie mam pojęcia, skąd Ty bierzesz takie stwierdzenia. Chcesz mi
          chyba wmówić, że jestem nieświadoma tego, że istnieje coś takiego jak biologia,
          popęd płciowy u większości heteroseksualny i dążenie kobiety i mężczyzny do
          tego, by być razem. Przecież nie chodzi o tożsamość płci, tylko o podobieństwo
          stylów życia, oczekiwań itp. Dziwi mnie, że muszę takie oczywiste rzeczy
          tłumaczyć.
          >
          > Odchodząc od psychologii, dla mnie oczywiste jest również, że partnerzy
          powinni uznawać bardzo podobny system wartości.

          Nie, przecież wtedy będą już zbyt podobni do siebie, czyli najprawdopodobniej
          są homoseksualistami! :)

          > Eee tam, to takie slogany. Ja tam zawsze bardzo chętnie pogadam np. z
          > hydraulikiem czy stolarzem, który coś u mnie robi, można sie wielu ciekawych
          > rzeczy nauczyć. Socjolog, który nie potrafi szczerze i bezpretensjonalnie
          > pogadać z rolnikiem o wykształceniu podstawowym powiniem pomyśleć o zmianie
          > profesji.

          Albo nie rozumiesz, o co mi chodzi, albo za wszelką cenę chcesz mi udowodnić,
          że jesteś kochającym bliźnich człowiekiem. Wobec tego muszę chyba bardzo
          dokładnie wytłumaczyć Ci pewną prostą zasadę, którą ludzie się kierują.
          Wiesz, nie jesteś szczególnie społecznie przystosowany mówiąc, że pogadasz
          sobie z hydraulikiem, który naprawia Ci rurki w mieszkaniu, bo wyobraź sobie,
          że ja w podobnych sytuacjach nie zatrudniam pośrednika do rozmów. Oczywiście,
          że różne sytuacje życiowe sprawiają, że kontaktujemy się z całym "przekrojem "
          społeczeństwa i potrafimy się całkiem dobrze porozumieć, pośmiać itp. Ale - jak
          sam zauważyłeś, gadasz sobie z hydraulikiem wtedy, gdy on coś dla Ciebie
          wykonuje. Na tym kończą się zwykle takie kontakty, gdyż prawdopodobnie nie
          chodzisz z rzeczonym hydraulikiem na piwo, nie jeździsz zz nim na wakacje, nie
          chodzisz na imprezy. Twoi znajomi rekrutują się z ludzi podobnych Tobie
          (podobnych stylem zycia, wykształceniem, częściowo zainteresowaniami itp.),
          tylko to miałam na myśli. W życiu nie sądziłam, że można było to zinterpretować
          inaczej.
          A poza tym dla mnie sloganem jest tekst, że od hydraulika czy stolarza mozna
          się wielu rzeczy nauczyć. Czego? Naprawiania instalacji? Robienia stołów? Czy
          może tych głębokich i prostych prawd życiowych? Nie rozśmieszaj mnie.

          > Wśród radykalnych feminstek istnieje pogląd, właśnie bazujący na wyznawanej
          > przez Ciebie zasadzie podobieństwa charakterów, że naturalne dla kobiet są
          > właśnie związki lesbijskie, a heteroseksualizm to efekt patriarchalnego
          spisku.

          Masz chyba na myśli radykalne lesbijki (poza tym bardzo mnie rozbawiło to Twoje
          stwierdzenie, gdyż sugerujesz mi, że jestem lesbijką. Wiwat schematy
          myślowe! :)). Mam nadzieje, że wytłumaczyłam Ci, na czym dla mnie polega
          podobieństwo charakterów. Ale może jeszcze raz - nie oznacza ono tożsamości
          płci!
          Myślę, że bardzo mało wiesz na temat feminizmu, a to, co głosisz jest zlepkiem
          tego, co ktoś Ci kiedyś powiedział, gdzieś napisał...Może sam wyrób sobie
          opinię, nim zaczniesz cytować jakieś bzdury.

          Pozdrawiam

          D.ark
          • Gość: BD Re: Jakim facetom podobają sie feministki? IP: 195.136.36.* 21.01.03, 10:36
            Witam,

            d.ark napisała:

            > Z tego, co mi wiadomo, opinia na ten temat nie ewoluuje wraz z latami
            > studiów.

            Trudno mi się z tym zgodzić, ale co ja tam, biedny szaraczek, wiem o
            psychologii... ;-)

            > Nie chodzi o - nazwijmy to drobne - różnice charakterów, są one choćby
            > związane

            Problem polega na tym, że używasz pojęcia, które w psychologii nie jest
            zoperacjonalizowane tj. charakteru. Mamy w psychologii osobowość, temperament,
            style poznawcze, inteligencje wszelakie, ale charakter to takie popularne
            wszystko i nic.

            > diametralnie różne charaktery (vide dominujący mężczyzna i uległa kobieta)nie
            > będą zadowoleni z bycia razem, bo osoba mająca władzę wykorzysta ją.

            No jeśli uległej kobiecie dobrze jest być podwładną, to gdzie problem?

            > tego, by być razem. Przecież nie chodzi o tożsamość płci, tylko o
            > podobieństwo stylów życia, oczekiwań itp.

            Po prostu piszesz bardzo nieprecyzyjnie, podobieństwo stylów życia i oczekiwań
            jest większe w obrębie osobników tej samej płci. Dlaczego dobór nie miałby
            następować na zasadzie komplementarności (uzupełniania się), a nie substytucji.

            > Wiesz, nie jesteś szczególnie społecznie przystosowany mówiąc, że pogadasz
            > sobie z hydraulikiem, który naprawia Ci rurki w mieszkaniu, bo wyobraź sobie,
            > że ja w podobnych sytuacjach nie zatrudniam pośrednika do rozmów.

            Hlip, hlip, zawsze wiedziałem, że coś ze mną nie tak, ale dopiero dzięki Tobie
            uświadomiłem sobie głębie swojegi nieprzystosowania.

            > społeczeństwa i potrafimy się całkiem dobrze porozumieć, pośmiać itp. Ale -
            > jak sam zauważyłeś, gadasz sobie z hydraulikiem wtedy, gdy on coś dla Ciebie
            > wykonuje. Na tym kończą się zwykle takie kontakty, gdyż prawdopodobnie nie
            > chodzisz z rzeczonym hydraulikiem na piwo,

            I tu też nie masz racji. Powiedzmy, czysto teoretycznie, że miałby żonę
            gastrologa - to chyba zdecydowanie wolałbym porozmawiać z nią o brazylisjkich
            serialach i pieczeniu ciasta niż o jej doświadczeniach z (wszak bardzo
            pożytecznej) pracy. Jest dla mnie totalną bzdurą twierdzenie, że dobrze dobrane
            małżeństwo polega na tym, że on wracając do domu mówi o swojej pracy biofizyka,
            ona referuje mu swoje zainteresowania iberystyką, po czym zamiast zjeść
            schabowego idą do "Zachęty" obejrzeć instalację jakiejś znanej artystki
            nazwaną "Obieranie ziemniaków".

            > A poza tym dla mnie sloganem jest tekst, że od hydraulika czy stolarza mozna
            > się wielu rzeczy nauczyć. Czego? Naprawiania instalacji? Robienia stołów?

            Nawet nie wiesz jak ciekawą rzeczą jest współczesna stolarka. I piszę to bez
            żadnej przekory czy złośliwości.

            > > właśnie związki lesbijskie, a heteroseksualizm to efekt patriarchalnego
            > spisku.

            > Masz chyba na myśli radykalne lesbijki (poza tym bardzo mnie rozbawiło to
            > Twoje stwierdzenie, gdyż sugerujesz mi, że jestem lesbijką.

            To już chyba jakaś projekcja. Nic Ci nie sugeruje odnośnie orientacji.

            > Mam nadzieje, że wytłumaczyłam Ci, na czym dla mnie polega
            > podobieństwo charakterów.

            Proszę bardzo, tylko nie podpinaj swoich poglądów pod psychologię, dobrze?

            pozdrawiam,

            BD
            • d.ark Re: Jakim facetom podobają sie feministki? 21.01.03, 21:36
              Gość portalu: BD napisał(a):
              > d.ark napisała:
              >
              > > Z tego, co mi wiadomo, opinia na ten temat nie ewoluuje wraz z latami
              > > studiów.
              >
              > Trudno mi się z tym zgodzić, ale co ja tam, biedny szaraczek, wiem o
              > psychologii... ;-)

              Och, zdaje się, że mam do czynienia z psychologiem, którego bardzo uraziłam. :)
              Cóż, psychologii nie kończyłam, natomiast - by nie być zupełnym laikiem -
              zasięgnęłam opinii psycholożki. Widać różnych rzeczy uczą was na studiach.
              >
              > > Nie chodzi o - nazwijmy to drobne - różnice charakterów, są one choćby
              > > związane
              >
              > Problem polega na tym, że używasz pojęcia, które w psychologii nie jest
              > zoperacjonalizowane tj. charakteru. Mamy w psychologii osobowość,
              temperament, style poznawcze, inteligencje wszelakie, ale charakter to
              popularne wszystko i nic.

              Odpowiem tak - pojęcia "charakter" używam w takim znaczeniu, w jakim jest
              rozumiane powszechnie (sposób zachowania, reakcje, osobowość). Na temat braku
              operacjonalizacji pojęć w naukach społecznych i humanistycznych możemy sobie
              porozmawiać szeroko i dogłębnie a i tak nie dojdziemy do konkluzji.
              Współcześnie nie mamy np. definicji miasta (są nawet koncepcje, które mówią, że
              w ogóle czegoś takiego jak "miasto" nie ma)i czy w związku z tym powinniśmy
              unikać używania tego słowa? Nie argumentuj z pola "naukowego", bo się możemy
              zapętlić w definicjach.
              >
              > > tego, by być razem. Przecież nie chodzi o tożsamość płci, tylko o
              > > podobieństwo stylów życia, oczekiwań itp.
              >
              > Po prostu piszesz bardzo nieprecyzyjnie, podobieństwo stylów życia i
              oczekiwań jest większe w obrębie osobników tej samej płci. Dlaczego dobór nie
              miałby następować na zasadzie komplementarności (uzupełniania się), a nie
              substytucji.

              Dziekuję za wyjaśnienie słowa "komplementarność". Ech, ciągle się człowiek
              czegoś uczy w życiu, jakie to piekne.
              Myślę, że argumentujemy z nieco innej perspektywy - ja nie wnikam w takie
              szczegóły jak Ty, mówię tylko o prostym mechanizmie, który sprawia, że z
              jednymi osobami się spotykamy, a z innymi nie. Naprawdę wymaga moje stanowisko
              takiej polemiki?
              A dlaczego np. powstają osiedla strzezone przeznaczone docelowo dla określonej
              grupy społecznej (odpowiedni status majatkowy, to samo widzenie otoczenia
              osiedla, chęć odgrodzenia się od osób niepożądanych). Robi się badania związane
              z oczekiwaniami kupujących co do charakteru przestrzeni osiedlowej,
              mieszkalnej. Społeczeństwa dążą do stratyfikacji czy to się takim socjalistom
              jak Ty podoba czy nie.
              >
              > > Wiesz, nie jesteś szczególnie społecznie przystosowany mówiąc, że pogadasz
              > sobie z hydraulikiem, który naprawia Ci rurki w mieszkaniu, bo wyobraź sob
              > ie, że ja w podobnych sytuacjach nie zatrudniam pośrednika do rozmów.
              >
              > Hlip, hlip, zawsze wiedziałem, że coś ze mną nie tak, ale dopiero dzięki
              Tobie uświadomiłem sobie głębie swojegi nieprzystosowania.

              No widzisz, słonko, na Ciebie to forum też ma zbawienny wpływ. :P
              >
              > I tu też nie masz racji. Powiedzmy, czysto teoretycznie, że miałby żonę
              > gastrologa -

              Dla mnie to stwierdzenie załatwia sprawę - gdybyś napisał, że Twoja żona -
              czysto teoretycznie - byłaby kucharką szkolną, to mogłabym jakoś przełknąć
              Twoją miłość do społeczeństwa (choć z trudem). Uznałabym Cię za wyjątek i
              przyjęła argumentację. A tak, spokojnie mogę wytknąć Ci niekonsekwencje -
              zauważ, że z żoną gastrologiem porozmawiałbys jednak inaczej nt. serialów, niż
              z żoną kucharką.

              > > Masz chyba na myśli radykalne lesbijki (poza tym bardzo mnie rozbawiło to
              > > Twoje stwierdzenie, gdyż sugerujesz mi, że jestem lesbijką.
              >
              > To już chyba jakaś projekcja. Nic Ci nie sugeruje odnośnie orientacji.

              Cóż, Twoja ogólna zjadliwość każe mi czytać pomiędzy wierszami. :)
              >
              > > Mam nadzieje, że wytłumaczyłam Ci, na czym dla mnie polega
              > > podobieństwo charakterów.
              >
              > Proszę bardzo, tylko nie podpinaj swoich poglądów pod psychologię, dobrze?
              >
              Pod psychologię podpięłam stwierdzenie o podobieństwie charakterów w związkach
              (początek postu). Nie raczyłeś już zauważyć, że późniejsze rozważania były pod
              szyldem socjologii.

              Pozdrawiam
              D.ark
              • Gość: BD Re: Jakim facetom podobają sie feministki? IP: 195.136.36.* 22.01.03, 10:39
                Witam,

                d.ark napisała:

                > Myślę, że argumentujemy z nieco innej perspektywy - ja nie wnikam w takie
                > szczegóły jak Ty, mówię tylko o prostym mechanizmie, który sprawia, że z
                > jednymi osobami się spotykamy, a z innymi nie. Naprawdę wymaga moje
                > stanowisko takiej polemiki?

                Ależ oczywiście. Wszak np. ekonomista powiedziałby, że spotykamy się z takimi
                osobnikami, z jakimi mamy interes się spotykać. Co wcale nie oznacza -
                podobnymi. Prędzej różnymi - bo wtedy łatwiej wymienić atrakcyjne zasoby.

                > A dlaczego np. powstają osiedla strzezone przeznaczone docelowo dla
                > określonej grupy społecznej (odpowiedni status majatkowy, to samo widzenie
                > otoczenia osiedla, chęć odgrodzenia się od osób niepożądanych).

                Może to wynikać z potrzeby bezpieczeństwa - i budują je Ci, którzy sobie mogą
                na to materialnie pozwolić. Nie jest to jednak żadna prawidłowość ogólna -
                polecam wycieczkę do Holandii - tam jest radykalnie inny model i bogatym
                ludziom możesz z ulicy zajrzeć przez wielkie okna do salonu. Nie ma
                zamkniętych, strzeżonych kompleksów.

                > z oczekiwaniami kupujących co do charakteru przestrzeni osiedlowej,
                > mieszkalnej. Społeczeństwa dążą do stratyfikacji czy to się takim socjalistom
                > jak Ty podoba czy nie.

                ROTFL. No to się doczekałem - jako etatowy obrońca wolnego rynku na tym forum
                zostałem okrzyknięty socjalistą. Gdzie ja napisałem, że stratyfikacja mi się
                nie podoba? Czy Ty wiesz chociaż o czym mówisz. Skoro społeczeństwa dążą do
                stratyfikacji, to czemu w rozwiniętych społeczeństwach maleją różnicę w
                poziomie dochodów (mierzone np. współczynnikiem Gini), a nie rosną? Czemu
                największe są np. w Ameryce Łacińskiej, Rosju lub Armenii, a nie w Europie
                Zachodniej czy USA?

                Ludzie dążą do dobrobytu (zwłaszcza realtywnego) czy bezpieczeństwa - czasem
                łatwiej to osiągnąć działaniami kooperacyjnymi. Ma to się nijak do doboru
                partnerów pod względem charakteru...

                > Dla mnie to stwierdzenie załatwia sprawę - gdybyś napisał, że Twoja żona -
                > czysto teoretycznie - byłaby kucharką szkolną, to mogłabym jakoś przełknąć
                > Twoją miłość do społeczeństwa (choć z trudem).

                Wybacz, ale się ośmieszasz takimi stwierdzeniami - co Cię ma obchodzić moja
                miłość do społeczeństwa lub jej brak??? Chyba, że jesteś zawistna o to, że
                jednak istnieją ludzie wykształceni, którzy potrafią bezpretensjonalnie
                porozmawiać z rolnikiem.

                > przyjęła argumentację. A tak, spokojnie mogę wytknąć Ci niekonsekwencje -
                > zauważ, że z żoną gastrologiem porozmawiałbys jednak inaczej nt. serialów,
                > niż z żoną kucharką.

                Szczerze nówiąc nie wiem. Ludzie nie są jakimiś intelektualnymi monolitami -
                bycie lekarzem nie implikuje lepszej (i co znaczy "lepszej") percepcji seriali
                brazylijskich. Nie wiem też czemu się czepiacie wszyscy tych biednych kucharek.
                Swego czasu pokazywałem na tym forum, że kucharzenie bardziej spełnia kryteria
                współczesnej metodologii nauk niż "gender studies".

                > > To już chyba jakaś projekcja. Nic Ci nie sugeruje odnośnie orientacji.

                > Cóż, Twoja ogólna zjadliwość każe mi czytać pomiędzy wierszami. :)

                To czytaj dalej...

                > Pod psychologię podpięłam stwierdzenie o podobieństwie charakterów w
                > związkach (początek postu). Nie raczyłeś już zauważyć, że późniejsze
                > rozważania były pod szyldem socjologii.

                Nie raczyłem zauważyć, może dlatego, że była to jakaś socjologia dla ubogich.
                Ale co ja, biedny szaraczek, mogę wiedzieć o socjologii.

                pozdrawiam,

                BD
                • d.ark Re: Jakim facetom podobają sie feministki? 22.01.03, 19:52
                  Gość portalu: BD napisał(a):

                  > Witam,
                  >
                  > d.ark napisała:
                  >
                  > > Myślę, że argumentujemy z nieco innej perspektywy - ja nie wnikam w takie
                  > > szczegóły jak Ty, mówię tylko o prostym mechanizmie, który sprawia, że z
                  > > jednymi osobami się spotykamy, a z innymi nie. Naprawdę wymaga moje
                  > > stanowisko takiej polemiki?
                  >
                  > Ależ oczywiście. Wszak np. ekonomista powiedziałby, że spotykamy się z takimi
                  > osobnikami, z jakimi mamy interes się spotykać. Co wcale nie oznacza -
                  > podobnymi. Prędzej różnymi - bo wtedy łatwiej wymienić atrakcyjne zasoby.

                  Wiesz, to się zaczyna robić żałosne - Ty udajesz, że nie masz pojęcia o czym ja
                  piszę, a ja mam już dość powtarzania w kółko tego samego. Cały czas kontekst
                  jest taki sam - nasi znajomi są ludźmi do nas podobnymi pod wieloma względami.
                  Jestem też przekonana o tym, że szukamy sobie partnerów wśród osób o zbliżonym
                  do nas temperamencie, wykształceniu, zainteresowaniach.
                  Nie będę tego uszczegóławiać, ponieważ robiłam to już w poprzednich postach, co
                  i tak za każdym razem spotkało się z Twoją negacją.
                  >
                  > Może to wynikać z potrzeby bezpieczeństwa - i budują je Ci, którzy sobie mogą
                  > na to materialnie pozwolić. Nie jest to jednak żadna prawidłowość ogólna -
                  > polecam wycieczkę do Holandii - tam jest radykalnie inny model i bogatym
                  > ludziom możesz z ulicy zajrzeć przez wielkie okna do salonu. Nie ma
                  > zamkniętych, strzeżonych kompleksów.

                  Ale pewnie już nie zwróciłeś uwagi, że w owym osiedlu mieszkają ludzie o
                  podobnym statusie majatkowym (jeśli to nie jest cecha będąca wspólną tym
                  mieszkańcom, to ja już nie wiem, jak do Ciebie przemawiać; podobieństwo statusu
                  majątkowego jest czymś, co łączy ludzi czy nie, bo mnie zaraz coś trafi).
                  Zwróć uwagę na to, jacy mieszkańcy żyją w blokowiskach w zachodniej Europie -
                  są to zwykle osoby najbiedniejsze, o najniższym statusie społecznym, imigranci.
                  W Polsce proces slamsowienia osiedli bloków nie jest jeszcze zauważalny -
                  poziom zycia społeczeństwa jest wciąż na tyle niski, że profesor mieszkający
                  drzwi w drzwi z murarzem nikogo nie dziwi. Niemniej pewnie zwróciłeś uwagę na
                  fakt rozrastania się miast, tworzenia skupisk domków jednorodzinnych na
                  obrzeżach miast i zmieniania się charakteru wiosek usytuowanych blisko miast.
                  Czy nie zauważyłeś?
                  >
                  > > Pod psychologię podpięłam stwierdzenie o podobieństwie charakterów w
                  > > związkach (początek postu). Nie raczyłeś już zauważyć, że późniejsze
                  > > rozważania były pod szyldem socjologii.
                  >
                  > Nie raczyłem zauważyć, może dlatego, że była to jakaś socjologia dla ubogich.
                  > Ale co ja, biedny szaraczek, mogę wiedzieć o socjologii.

                  Nie, no przecież Ty wiesz wszystko najlepiej. Dalsza dyskusja z Tobą przy takim
                  Twoim nastawieniu mija się z celem.

                  Pozdrawiam
                  D.ark
                  • titus_flavius Re: Jakim facetom podobają sie feministki? 22.01.03, 20:54
                    Ave
                    wyjaśnij mi proszę, dlaczego stale nawiązujesz do różnic w wykształceniu, czy
                    zamożności pomiędzy partnerami? Czy wg Ciebie wykształcenie i posiadane
                    pisiądze są jednymi z cech charakteru?
                    T.


                    d.ark napisała:

                    > Gość portalu: BD napisał(a):
                    >
                    > > Witam,
                    > >
                    > > d.ark napisała:
                    > >
                    > > > Myślę, że argumentujemy z nieco innej perspektywy - ja nie wnikam w t
                    > akie
                    > > > szczegóły jak Ty, mówię tylko o prostym mechanizmie, który sprawia, ż
                    > e z
                    > > > jednymi osobami się spotykamy, a z innymi nie. Naprawdę wymaga moje
                    > > > stanowisko takiej polemiki?
                    > >
                    > > Ależ oczywiście. Wszak np. ekonomista powiedziałby, że spotykamy się z tak
                    > imi
                    > > osobnikami, z jakimi mamy interes się spotykać. Co wcale nie oznacza -
                    > > podobnymi. Prędzej różnymi - bo wtedy łatwiej wymienić atrakcyjne zasoby.
                    >
                    > Wiesz, to się zaczyna robić żałosne - Ty udajesz, że nie masz pojęcia o czym
                    ja
                    >
                    > piszę, a ja mam już dość powtarzania w kółko tego samego. Cały czas kontekst
                    > jest taki sam - nasi znajomi są ludźmi do nas podobnymi pod wieloma
                    względami.
                    > Jestem też przekonana o tym, że szukamy sobie partnerów wśród osób o
                    zbliżonym
                    > do nas temperamencie, wykształceniu, zainteresowaniach.
                    > Nie będę tego uszczegóławiać, ponieważ robiłam to już w poprzednich postach,
                    co
                    >
                    > i tak za każdym razem spotkało się z Twoją negacją.
                    > >
                    > > Może to wynikać z potrzeby bezpieczeństwa - i budują je Ci, którzy sobie m
                    > ogą
                    > > na to materialnie pozwolić. Nie jest to jednak żadna prawidłowość ogólna -
                    >
                    > > polecam wycieczkę do Holandii - tam jest radykalnie inny model i bogatym
                    > > ludziom możesz z ulicy zajrzeć przez wielkie okna do salonu. Nie ma
                    > > zamkniętych, strzeżonych kompleksów.
                    >
                    > Ale pewnie już nie zwróciłeś uwagi, że w owym osiedlu mieszkają ludzie o
                    > podobnym statusie majatkowym (jeśli to nie jest cecha będąca wspólną tym
                    > mieszkańcom, to ja już nie wiem, jak do Ciebie przemawiać; podobieństwo
                    statusu
                    >
                    > majątkowego jest czymś, co łączy ludzi czy nie, bo mnie zaraz coś trafi).
                    > Zwróć uwagę na to, jacy mieszkańcy żyją w blokowiskach w zachodniej Europie -
                    > są to zwykle osoby najbiedniejsze, o najniższym statusie społecznym,
                    imigranci.
                    >
                    > W Polsce proces slamsowienia osiedli bloków nie jest jeszcze zauważalny -
                    > poziom zycia społeczeństwa jest wciąż na tyle niski, że profesor mieszkający
                    > drzwi w drzwi z murarzem nikogo nie dziwi. Niemniej pewnie zwróciłeś uwagę na
                    > fakt rozrastania się miast, tworzenia skupisk domków jednorodzinnych na
                    > obrzeżach miast i zmieniania się charakteru wiosek usytuowanych blisko miast.
                    > Czy nie zauważyłeś?
                    > >
                    > > > Pod psychologię podpięłam stwierdzenie o podobieństwie charakterów w
                    > > > związkach (początek postu). Nie raczyłeś już zauważyć, że późniejsze
                    > > > rozważania były pod szyldem socjologii.
                    > >
                    > > Nie raczyłem zauważyć, może dlatego, że była to jakaś socjologia dla ubogi
                    > ch.
                    > > Ale co ja, biedny szaraczek, mogę wiedzieć o socjologii.
                    >
                    > Nie, no przecież Ty wiesz wszystko najlepiej. Dalsza dyskusja z Tobą przy
                    takim
                    >
                    > Twoim nastawieniu mija się z celem.
                    >
                    > Pozdrawiam
                    > D.ark
                    • Gość: d.ark Re: Jakim facetom podobają sie feministki? IP: 62.233.177.* 22.01.03, 22:59
                      titus_flavius napisał:

                      > Ave
                      > wyjaśnij mi proszę, dlaczego stale nawiązujesz do różnic w wykształceniu, czy
                      > zamożności pomiędzy partnerami? Czy wg Ciebie wykształcenie i posiadane
                      > pisiądze są jednymi z cech charakteru?
                      > T.
                      >
                      >
                      > d.ark napisała:

                      > > Jestem też przekonana o tym, że szukamy sobie partnerów wśród osób o
                      > zbliżonym do nas temperamencie, wykształceniu, zainteresowaniach.

                      Postaraj się być nieco mniej stronniczy, dobrze?

                      Poza tym ta część wątku poza pytaniami, na jakich zasadach dobierają się
                      partnerzy, zahaczyła też o kwestie "zasad doboru" znajomych. Nieco inne zasady
                      decydują o wyborze jednych i drugich, przy czym jestem generalnie za uznaniem
                      szeroko pojętego podobieństwa za decydujące kryterium.
                      Wyobraź sobie, że w swej nieograniczonej ignorancji nie uważam wykształcenia i
                      stanu majątkowego za cechy charakteru.

                      D.ark

        • uli Re: Jakim facetom podobają sie feministki? 19.01.03, 19:54
          > Wśród radykalnych feminstek istnieje pogląd, właśnie bazujący na wyznawanej
          > przez Ciebie zasadzie podobieństwa charakterów, że naturalne dla kobiet są
          > właśnie związki lesbijskie, a heteroseksualizm to efekt patriarchalnego
          spisku.

          tutaj drogi BD nieco się mylisz- ten nurt feminizmu to lesbizm, radykalne
          feministki uważają, ze należy społeczeństwo przeorać i przebudować, a nie
          chować głowy w piaseczek.

          pozdrawiam!
          • Gość: tad Re: Jakim facetom podobają sie feministki? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.03, 20:56
            uli napisała:


            > tutaj drogi BD nieco się mylisz- ten nurt feminizmu to lesbizm, radykalne
            > feministki uważają, ze należy społeczeństwo przeorać i przebudować, a nie
            > chować głowy w piaseczek.


            Zulo - zanim zaczniesz orać i przebudowywać, przypominam że wszyscy czekają na
            wykład o kinie feministycznym,. Pojawił się tu wątek filmowy - jest w sam raz.
            Oświadczam, że nie schowam głowy w piasek do czasu, aż nie dowiem się czegoś o
            owym kinie.

            > pozdrawiam!

            PS
            Czyż sama nie twierdziłaś, że naturalny dla ludzi jest biseksualizm, a reszta
            to warunkowanie?
            • uli Re: Jakim facetom podobają sie feministki? 20.01.03, 09:23
              drogi tadzie!

              po raz kolejny będę się migać, ale czasowo nie jestem w stanie czynnie
              uczestniczyć w pasjonujących dyskusjach tego forum, aczkolwiek zagladam tu
              czesto. O kinie napiszę, ale po młynie sesyjnym.

              co do seksualizmu mogę być pewna tylko 1 osoby- tej z którą jestem związana,
              więc moze spytaj kogoś o bogatszym zyciu erotycznym, jak to jest z
              biseksualizmem.

              pozdrawiam
              zula

              PS> trzymajcie kciuki za dzisiejsze zaliczenie z podstaw pracy managera (buuu)
        • Gość: EWOK do BD IP: *.acn.waw.pl 20.01.03, 18:48
          Gość portalu: BD napisał(a):

          >>> Faktem jest, że bardziej lubimy rzeczy, które znamy - z samego faktu, że
          je
          > znamy - dotyczy to nawet abstrakcyjnych symboli. Rzeczy inne - nieznane,
          > wywołują początkowo dystans, ale po jego przezwyciężeniu stają się
          atracyjne.

          Tak jak np. nieznany przedtem reżim talibański po początkowym doświadczeniu
          dystansu, stał się w końcu atrakcyjny dla afgańskich kobiet...?
          A podwyżki podatków i bzdurne zmiany przepisów w końcu stały się atrakcyjne
          dla prywatnych przedsiębiorców? Po dystansie, rzecz jasna.
          >>>
          > > >>
          • uli Re: do BD 20.01.03, 23:41
            Droga Ewok

            wiesz, to co piszesz jest oczywiście prawdziwe, jednak, teraz odejdę od tematu,
            jest w tym okrytne ziarno prawdy- np. to, że maltretowne dzieci bardziej
            szanuja swoich rodziców, maltertowane żony często "nie są w stanie" opuścić
            męzów, a prostytutki alfonsów itd itp. to okrutne ale człwieka chyba bardzo
            łatwo wytresować...i nie chodzi mi bynajmniej o to, że lubimy to co znamy(o
            teoriach atrakcyjności interpersonalnej kiedy indziej)...tylko, że boimy się
            poznać więcej. to wszystko takie trywialne, mnie się wydaje że to oczywiste, że
            mamy 1 życie i że mamy obowiązek o nie walczyć...a tutaj...lichutko...

            miłych snów

            zula
          • Gość: BD Re: do BD IP: 195.136.36.* 21.01.03, 10:09
            Witam,

            Gość portalu: EWOK napisał(a):

            > > znamy - dotyczy to nawet abstrakcyjnych symboli. Rzeczy inne - nieznane,
            > > wywołują początkowo dystans, ale po jego przezwyciężeniu stają się
            > atracyjne.

            > Tak jak np. nieznany przedtem reżim talibański po początkowym doświadczeniu
            > dystansu, stał się w końcu atrakcyjny dla afgańskich kobiet...?

            Usiłujesz być dowcipna, a całkiem przez przypadek opisujesz pewne rzeczywiste
            paradoksalne mechanizmy. Psychologia zna mechanizm obronny,
            zwany "identyfikacją z agresorem", która polega na tym, że np. sadystycznego
            oprawcę, od którego nie sposób się uwolnić, obdarza się pozytywnym uczuciem,
            nawet miłością.

            Poza tym: mieszasz pojęcia, wrzucając rzeczy nieznane do jednego worka z
            rzeczami awersyjnymi. W ten sposób każde prawdziwe twierdzenie można
            doprowadzić do absurdu.

            pozdrawiam,

            BD
            • Gość: EWOK Re: do BD IP: 213.241.18.* 21.01.03, 12:12
              Gość portalu: BD napisał(a):

              > Witam,
              >
              > Gość portalu: EWOK napisał(a):
              >
              > > > znamy - dotyczy to nawet abstrakcyjnych symboli. Rzeczy inne - niezna
              > ne,
              > > > wywołują początkowo dystans, ale po jego przezwyciężeniu stają się
              > > atracyjne.
              >
              > > Tak jak np. nieznany przedtem reżim talibański po początkowym doświadczeni
              > u
              > > dystansu, stał się w końcu atrakcyjny dla afgańskich kobiet...?
              >
              > Usiłujesz być dowcipna, a całkiem przez przypadek opisujesz pewne rzeczywiste
              > paradoksalne mechanizmy. Psychologia zna mechanizm obronny,
              > zwany "identyfikacją z agresorem", która polega na tym, że np. sadystycznego
              > oprawcę, od którego nie sposób się uwolnić, obdarza się pozytywnym uczuciem,
              > nawet miłością.
              >
              > Poza tym: mieszasz pojęcia, wrzucając rzeczy nieznane do jednego worka z
              > rzeczami awersyjnymi. W ten sposób każde prawdziwe twierdzenie można
              > doprowadzić do absurdu.
              >
              > pozdrawiam,
              >
              > BD

              Ojej. To już Ci się nie podoba Twoja argumentacja? A zaledwie trzy miesiące
              temu wydawała Ci się fajna. Oto fragmencik :

              z mojego postu : "każdy kto zna swoją wartośći dobrze czuje się sam ze sobą do
              zmian podchodzi z zaciekawieniem czy nawet z zapałem, wiedząc, że cokolwiek by
              się nie działo on wybrnie z tego obronną ręką, a może też coś zyska"

              Twoja odpowiedź: " Przecież to ewidentna bzdura. Zmiany mogą być różne - czy
              np. kobiety powinny podchodzić do reform wprowadzanych przez talibów z
              zaciekawieniem i zapałem. Czy przedsiębiorcy powinni traktować podwyżkę
              podatków i bzdurne zmiany przepisów jako intrygujące wyzwania, z których zawsze
              wyjdą obronną ręką?"
              Usiłowałeś być dowcipny, jak zgaduję...
              • Gość: BD Re: do BD IP: 195.136.36.* 22.01.03, 10:10
                Witam,

                Gość portalu: EWOK napisał(a):

                > > Poza tym: mieszasz pojęcia, wrzucając rzeczy nieznane do jednego worka z
                > > rzeczami awersyjnymi. W ten sposób każde prawdziwe twierdzenie można
                > > doprowadzić do absurdu.

                > Ojej. To już Ci się nie podoba Twoja argumentacja? A zaledwie trzy miesiące
                > temu wydawała Ci się fajna. Oto fragmencik :

                Nie wiem o co Ci chodzi. To tak jakbym pisał w jednym miejscu, że lubię sok
                pomarańczowy, w drugim, że lubię musztardę, a Ty teraz obwieszczasz światu moją
                niekonsekwencję, bo nie lubię soku z musztardą...

                Opisany przeze mnie efekt bodźców znanych i nieznanych występuje obok, a nie
                zamiast obiektywnej atrakcyjności / awersyjności.

                pozdrawiam,

                BD
                • Gość: EWOK Re: do BD IP: 213.241.18.* 22.01.03, 10:54
                  Gość portalu: BD napisał(a):

                  > Witam,
                  >
                  > Gość portalu: EWOK napisał(a):
                  >
                  > > > Poza tym: mieszasz pojęcia, wrzucając rzeczy nieznane do jednego work
                  > a z
                  > > > rzeczami awersyjnymi. W ten sposób każde prawdziwe twierdzenie można
                  > > > doprowadzić do absurdu.
                  >
                  > > Ojej. To już Ci się nie podoba Twoja argumentacja? A zaledwie trzy miesiąc
                  > e
                  > > temu wydawała Ci się fajna. Oto fragmencik :
                  >
                  > Nie wiem o co Ci chodzi. To tak jakbym pisał w jednym miejscu, że lubię sok
                  > pomarańczowy, w drugim, że lubię musztardę, a Ty teraz obwieszczasz światu
                  moją
                  >
                  > niekonsekwencję, bo nie lubię soku z musztardą...
                  >
                  > Opisany przeze mnie efekt bodźców znanych i nieznanych występuje obok, a nie
                  > zamiast obiektywnej atrakcyjności / awersyjności.
                  >
                  > pozdrawiam,
                  >
                  > BD

                  W ekshumowanym przeze mnie poście pisałam o zmianach - bodźcach, jak je
                  nazywasz znanych i nieznanych. W odpowiedzi Ty o talibach, bo zmiany mogą być
                  różne. W innym miejscu Ty o nieznanym, a ja o talibach. Ale ten argument w
                  międzyczasie przestał dotyczyć bodźców znanych i nieznanych , a zaczął -
                  obiektywnej awersyjności. Socjologia wygląda mi na bardzo dynamicznie
                  rozwijającą się naukę.
                  • Gość: BD Re: do BD IP: 195.136.36.* 22.01.03, 11:53
                    Witam,

                    Gość portalu: EWOK napisał(a):

                    > W ekshumowanym przeze mnie poście pisałam o zmianach - bodźcach, jak je
                    > nazywasz znanych i nieznanych. W odpowiedzi Ty o talibach, bo zmiany mogą być
                    > różne. W innym miejscu Ty o nieznanym, a ja o talibach. Ale ten argument w
                    > międzyczasie przestał dotyczyć bodźców znanych i nieznanych , a zaczął -
                    > obiektywnej awersyjności. Socjologia wygląda mi na bardzo dynamicznie
                    > rozwijającą się naukę.

                    To nie socjologia, tylko psychologia, ale dla Ciebie pewnie różnicy nie ma.

                    Ponieważ tli się we mnie jeszcze szczątkowy kaganek oświaty, to zamiast
                    zignorować Twój post postaram się spokojnie wyjaśnić problem. Otóż wykazano, że
                    bodźce znane podobają się nam bardziej niż nieznane - z samego faktu, że je
                    znamy - przy czym uzyskano takie rezultaty nawet badając reakcję na neutralne,
                    abstrakcyjne symbole, które wcześniej eksponowano za pomocą tachiskopu (czyli
                    podprogowo).

                    Znamy też podobny efekt dotyczący własności - przedmiot jest dla nas wart
                    więcej, z samego faktu, że jesteśmy jego właścicielem (tj. nie licząc jego
                    jakiejkolwiek obiektywnej użyteczności czy wartości rynkowej).

                    Z drugiej jednak strony po przezwyciężeniu pierwotnej awersji, bodźce nieznane
                    wydają się nam atracyjne, stąd np. białym mężczyznom podobają się jakieś
                    egzotyczne kobiety.

                    Wszystkie to rozważania mają sens, przy obiektywnej atrakcyjności bodźca danej
                    z góry - mówimy jak nieznajomość lub znajomość _modyfikują_ tę pierwotną
                    użyteczność! W tym sensie - lepiej znany Talib lepszy niż mniej znany, ale i
                    tak nielubiany, teraz jasne?

                    Ma to się nijak do Twojego sloganu, wyjętego żywcem z jakiegoś podręcznika "jak
                    osiągnąc sukces w życiu", na który odpowiedziałem tekstem o Talibach. Swoją
                    drogą podziwiam Twoją pamięć i zaangażowanie - prowadzisz jakieś archiwum
                    polemik z ludźmi na tym forum, czy tylko mnie ten zaszczyt spotyka?

                    pozdrawiam,

                    BD
                    • sagan2 Re: do BD 22.01.03, 12:08
                      Gość portalu: BD napisał(a):


                      > Wszystkie to rozważania mają sens, przy obiektywnej
                      > atrakcyjności bodźca danej z góry - mówimy jak
                      > nieznajomość lub znajomość _modyfikują_ tę pierwotną
                      > użyteczność! W tym sensie - lepiej znany Talib lepszy
                      > niż mniej znany, ale i tak nielubiany, teraz jasne?

                      w sumie dobrze, ze to szerzej wyjasniles. dla mnie to
                      wcale nie bylo jasne od poczatku (pewnie wina
                      lapidarnosci internetu), mialam metlik w glowie. teraz
                      wyglada rozsadniej.

                      ale czy to mozna przekladac jakos na wybor partnera?
                      np na poczatku podobaja nam sie osoby o podobnym
                      charakterze, ale potem te o roznym? i kiedy jest to
                      "potem"??? czy to (upodobania) sie zmienia z wiekiem?
                      dojrzaloscia? czy jak?
                    • Gość: EWOK Re: do BD IP: 213.241.18.* 22.01.03, 12:44
                      Gość portalu: BD napisał(a):

                      >>
                      > To nie socjologia, tylko psychologia, ale dla Ciebie pewnie różnicy nie ma.

                      Owszem, z rozróżnieniem mam kłopoty. Zajęcia z socjologii kojarzą mi się
                      wyłącznie z nudnymi brodatymi facetami, którzy grypsowali przez półtorej
                      godziny, zupełnie nie rozumiejąc, że dla studentów pierwszego roku może to być
                      trudno przyswajalne, a po zajęciach próbowali, również grypsem, umawiać się ze
                      studentkami na kawę. Odmowy, która nieodmiennie następowała, również nie
                      rozumieli. Mam nadzieję, że obraz , który wyniosłam ze studiów nie jest
                      powszechnie obowiązującym na wydziałach socjologii.
                      >
                      >>
                      > Swoją drogą podziwiam Twoją pamięć i zaangażowanie - prowadzisz jakieś
                      archiwum
                      > polemik z ludźmi na tym forum, czy tylko mnie ten zaszczyt spotyka?

                      Czytając posty o tego rodzaju praktykach prowadzonych przez tada i Macieja,
                      uznałam, że najwidoczniej należy to do dobrego tonu na tym forum.
                      >

                      >
      • titus_flavius Co za ignorant! 18.01.03, 18:40
        d.ark napisała:

        > się na zasadzie podobieństw, ludzie mający różne charaktery mogą być
        > przyjaciółmi, ale nie stworzą szczęśliwego związku. Nawet te związki, na
        które
        > składa się silny mężczyzna i słaba, ulegle nastawiona kobieta, nie są - wbrew
        > pozorom - szczęśliwe, gdyż osoba mająca władzę zawsze ją wykorzysta.
        > Podstawowe prawo socjologii - ludzie szukają towarzystwa sobie podobnych: z
        > takimi osobami się spotykają, pragną też, by tacy właśnie ludzie byli ich
        > sąsiadami. Co jest przecież oczywiste - nie bratam się np. z rolnikiem o
        > wykształceniu podstawowym, bo nie mielibyśmy wspólnych tematów. I koniec.

        Ave,
        mylisz podstawowe pojęcia! Dla Ciebie wykształcenie ma coś wspólnego z cechami
        charakteru? Np. wg Ciebie osoby niezdecydowane nie moga mieć studiów wyższych?
        Co do wykorzystywania władzy, to jest to wymysł feministek - część ludzi robi
        słuchać, a część rządzić.
        T.


        >
        > > Feministki mają następujące cechy charakteru: są zdecydowane, władcze,
        > > stanowcze.
        >
        > I jesteś tego na 100% pewien. Wiesz, to przypomina trochę jałowe debaty nad
        > tym, czy katoliczki "mogą" być feministkami. Feministki są różne, bo kobiety

        >
        > różne.
        >
        > > Nie ma wiec wątpliwości, że feministki są skazane na związki z innymi
        > > kobietami.
        > >
        > Howgh! A delikatni mężczyźni są "skazani" na związki z innymi mężczyznami,
        > upośledzeni fizycznie z upośledzonymi fizycznie, a sportowcy ze sportowcami.
        > Ech, przemyśl sobie swoje poglądy.
        >
        > D.ark
        > >
        • d.ark Re: Co za ignorant! 19.01.03, 20:48
          titus_flavius napisał:

          > Ave,
          > mylisz podstawowe pojęcia! Dla Ciebie wykształcenie ma coś wspólnego z
          cechami charakteru? Np. wg Ciebie osoby niezdecydowane nie moga mieć studiów
          wyższych?

          A co ma piernik do wiatraka? Oczywiście, że wykształcenie nie ma nic wspólnego
          z charakterem. Chodzi mi o bardzo prostą rzecz - zwykle naszymi wyborami,
          zarówno co do partnerów życiowych, jak i przyjaciół, wśród których się
          obracamy, rządzi zasada podobieństwa.

          > Co do wykorzystywania władzy, to jest to wymysł feministek - część ludzi robi
          > słuchać, a część rządzić.

          Mężczyźni na tym forum zarzucają feministkom jednostrone podejście do
          wszystkiego, co kwestii kobiecej dotyczy. A jak nazwać to, co Ty
          piszesz: "wykorzystywanie władzy jest wymysłem feministek". Ręce opadają.

          Pozdrawiam
          D.ark
    • Gość: Sebastian Re: Jakim facetom podobają sie feministki? IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 18.01.03, 09:17

      > Feministki mają następujące cechy charakteru: są zdecydowane, władcze,
      > stanowcze.
      Równie często sa zakompleksione i bez charakteru, zas za niepowodzenia życiowe
      winią stereotypy i patriarchat.
      • Gość: soso Re: Jakim facetom podobają sie feministki? IP: 195.41.66.* 20.01.03, 10:09


        Zawsze mi sie wydawalo, ze facetowi najpierw podoba sie jakas kobieta a dopiero
        potem to, czy jest krawcowa, fryzjerka, nauczycielka czy lekarka, czy umie
        gotowac czy nie, czy czyta, czy podrozuje czy jest feministka czy socjaliska,
        itd.

        Jezeli ktos probuje poszukiwac kobiety zaczynajac od punktu 'czy jest
        feministka?' to jest chory.

        pzdrw

        soso


        PS

        Nie bede podawal definicji czym rozni sie osobnik chory od niechorego podobnie
        jak nie sprawdzilo sie poszukiwanie kobiety normalnej. Niech kazdy rozumie to
        jak chce.




        ¨¨¨^¨¨^^~~
        • Gość: a Feministka ? Brrr... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 21.01.03, 04:23
          Feministka ? Brrr...
    • aga_11 Re: Jakim facetom podobają sie feministki? 20.01.03, 15:54
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > przypomnijmy, że w związkach partnerzy dobierają się na zasadzie
      > przeciwieństw charakterów:osoby o charakterze silnym i władczym biorą sobie
      > za partnera osoby uległe.
      W związkach partnerzy dobierają się na baaardzo różnych zasadach.
      Czasem trzeczywiście ze względu na "przeciwieństwa charakterów" - zazwyczaj,
      jeżli taki związek funkcjonuje popranie, po bliższym przyjrzeniu się widać, ze
      owe "przeciwieństwa" sa pozorne.
      Osobnik (jakiejkolwiek płci) pozornie uległy okazuje się być na tyle silny,
      ażeby móc przeforsować swoje zdanie w kwestiach dla niego istotnych. Pozory
      uległości stwarzne są dlatego, że... wiele spraw które forsuje ten (ta) silny(a)
      nie ma dla niego większego znaczenia. A wykłucać się o coś nieistotnego? Toż to
      głupota.
      Związek introwertyka z ekstrawertykiem?
      Ekstrawertykowi introwertyk nie przeszkadza (w końcu ma więcej czasu na
      nadawanie), ale "introwertyk" który zgadza się na ciągły odbiór informacji musi
      to lubić.
      Poza tym, kiedy taką parę udałoby nam się zaobserwować sam na sam, może okazać
      się... że albo sytuacja jest odwrotna (nadaje ten, którego bierzemy za
      introwertyka, a związek daje mu unikalną szansę na otworzenie się - albo milczą
      oboje) bo jużnagadali się na zewnątrz)
      ITP...
      > Feministki mają następujące cechy charakteru: są zdecydowane, władcze,
      > stanowcze.
      No w końcu ktoś docenił - silny charakter, a nie histeria niewyżytych
      seksualnie babiszonów :))
      >Są to cechy charakteru typowo męskie.
      Tak przynajmniej twierdzą mężczyźni:))
      Osoba które zdecyduje się
      > wiązać z taką osobą musi więc być skłonna do uległości i podporządkowania:
      > musi więc mieć cechy charakteru kobiece.
      I znów: takie cechy charakteru mężczyźni (niektórzy) przypisują kobietom.

      >Wśród mężczyzn takie osoby zdarzają
      > się nieczęsto
      Czyżby? Podasz mi jakieś wiarygodne statystyki?
      >i zwykle są to homoseksualiści.
      Nie znam osobiście zbyt wielu homoseksualistów, ale tzw. ujawnianie się (tak to
      chyba niektórzy nazywają), forsowanie zmian prawnych umożliwiajacych zawieranie
      małżeństwa i adopcję dzieci, wymaga (zwłaszcza w kontekście bardzo silnych
      oporów społecznych wobec homoseksualizmu) bardzo silnego charakteru. Nie widzę
      tu miejsca na uległość i podporządkowanie.

      W rzeczywistości jest przeciwnie: mężczyzna przyjmujący w związku rolę
      partnerską (a tym samym dobrowolnie rezygnujący z części przypisanych tradycją
      przywilejów), naraża się na liczne
      a) niepochlebne opinie
      b) złośliwe przytyki
      c) niewybredne dowcipy
      ze strony swoich bardziej konserwatywnych kolegów oraz znacznej części rodziny.
      Czemu właśnie dałeś wyraz swoim postem.

      Dlatego (co potwierdza zresztą obserwacja sporej grupy znajomych - i mojej
      własnej rodziny), na partnera feministki nadaje się przede wszystkim mężczyzna
      o silnej osobowości, rozsądny i zdolny do kompromisów. No i do patrzenia na
      świat z dystansem...

      > Nie ma wiec wątpliwości, że feministki są skazane na związki z innymi
      > kobietami.
      :))
      > T.
      >
    • koaa Re: Jakim facetom podobają sie feministki? 21.01.03, 01:00
      Mi się podobają a reszta mnie nie obchodzi
    • Gość: doku Zabawne są wyobrażenia chłopca, który jeszcze nie IP: proxy / *.mofnet.gov.pl 22.01.03, 14:44
      titus_flavius napisał:

      > przypomnijmy, że w związkach partnerzy dobierają się na zasadzie
      > przeciwieństw charakterów:osoby o charakterze silnym i władczym biorą sobie
      > za partnera osoby uległe.
      > ...musi więc mieć cechy charakteru kobiece.
      > Wśród mężczyzn takie osoby zdarzają
      > się nieczęsto i zwykle są to homoseksualiści.

      ma doświadczeń w sprawach damsko-męskich
    • Gość: RADYKALKA Re: Jakim facetom podobają sie feministki? IP: *.ooh-lah-lah.com 26.01.03, 22:07
      Zawiode CIE. Jestem feministka i to dosc radykalna , bywam na manifach 8
      marcowych; czytam zadre itd. Od 6 lat jestem z facetem, ktory bynajmniej nie
      jest gejem; ani pantoflarzem. Twierdzi, ze mnie kocha i nie mam powodow by mu
      nie wierzyc... Na tym forum panuja kuriozalne wyobrazenia o feministkach. Czy
      wy nas wogole znacie?
      • Gość: tad Re: Jakim facetom podobają sie feministki? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.03, 22:15
        Gość portalu: RADYKALKA napisał(a):

        > Zawiode CIE. Jestem feministka i to dosc radykalna , bywam na manifach 8
        > marcowych; czytam zadre itd. Od 6 lat jestem z facetem, ktory bynajmniej nie
        > jest gejem; ani pantoflarzem. Twierdzi, ze mnie kocha i nie mam powodow by mu
        > nie wierzyc... Na tym forum panuja kuriozalne wyobrazenia o feministkach. Czy
        > wy nas wogole znacie?


        A na czym polega radykalny feminizm? Chodzenie na "manifę" chyba tego
        radykalizmu nie wyczerpuje.
    • Gość: maja Re: Jakim facetom podobają sie feministki? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.01.03, 00:35
      haha titus ale bzdury piszesz...większośc facetów których znam maja wlasnie
      ulegle charakterki, uwielbiają byc brani pod pantofel.Przeciez o ile to latwiej
      w zyciu jak kobita podejmuje trudne decyzje a a ja facet nie bede sie musial
      niczym przejmowac
Pełna wersja