Gość: tad
IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl
11.02.03, 23:14
Feministki twierdzą, że kobiety nie pragną niczego bardziej, niż RÓWNYCH z
mężczyznami praw. Czy tak jest w istocie? Przypuśćmy, że NAPRAWDĘ pojawia się
szansa na RÓWNOuprawnienie. Że postulaty feministek przeniosły się, z łam
feministycznych periodyków w świat realny i nadchodzi moment ziszczenia się
odwiecznego marzenia kobiet o RÓWNOŚCI. Jak zareagowałyby na taką sytuację
kobiety? Na szczęście taka sytuacja zdarzyła się naprawdę w USA. W sierpniu
1972 roku - także dzięki działaniu lobby feministycznego (był to czas
rozkwitu feminizmu) przegłosowano w Kongresie przyjęcie "zrównującej"
poprawki do konstytucji USA (tzw. ERA - Equal Rights Amendment). Wiązały się
z tym kwestie obowiązku służby wojskowej, równości w szkolnictwie, przyjęcie
dla k i m tego samego wieku dojrzałości, zrównania systemów emerytalnych,
ciąża miała być odtąd traktowana jak - jak to określono - każda inna
niedyspozycja, zniknąć miały nierówności w kodeksie pracy. By poprawka mogła
wejść w życie musiało ją ratyfikować co najmniej 38 osiem stanów w ciągu 10
lat (dokładniej w 1975 przedłużono czas do 1982). Tylko do roku 1973 ERA
ratyfikowana została przez 30 stanów, a można przypuszczać, że w stanach tych
deputowanymi w większości były - jak to lubią określać feministki - Białe
Heteroseksualne Samce, zwane inaczej Męskimi Szowinistycznymi Świniami.
System patriarchalny jak widać gotowy był na zmianę. W tym momencie zaczął
się jednak "bunt kobiet". Pod przewodnictwem Phyllis Schlafly tworzyć zaczęła
się organizacja "STOP ERA". Jak pisał o tym Wiktor Osiatyński w
książce "Zmienia się Ameryka" STOP ERA "stosunkowo szybko" przekształciła się
w "...ogólnokrajową organizację do której zapisywały się tysiące kobiet.
Działały jako grupa nacisku, wywierając wpływ na członków stanowych organów
ustawodawczych. Okazało się to skuteczne. Działaczki "STOP ERA" wzbudziły
wokół poprawki tak wielkie kontrowersje, że ustawodawcy woleli wogóle nie
podejmować żadnych kroków ratyfikacyjnych. Do 1977 roku jeszcze kilka stanów
przyjęło poprawkę, później żaden. Co więcej, przeciwnikom ERA udało się
skłonić organy ustawodawcze 5 stanów (Idaho,Nebraska, Tennessee, Kentucky i
Płd. Dakota) do wycofania ratyfikacji. Obecnie (książka wydana w 1981 roku -
tad) brakuje dokumentów trzech stanów i wydaje się mało prawdopodobne, by w
wymaganym terminie do 30 czerwca 1982 roku wpłynęły do Kongresu.
(...). "Amerykanie odrzucili ERA - już obecnie oświadcza triumfalnie
Schlafly - Nie chcemy zostać zmuszeni do życia w świecie, w którym kobiety
będą traktowane dokładnie tak samo jak mężczyźni". Schlafly miała rację.
Wymagane dokumenty nie wpłynęły. ERA upadła. Dodam, że - jak podaje z kolei
prof. Śleczka - poparcie kobiet dla "ERA" "bardzo zmalało", gdy w 1980 roku
prezydent Carter zażądał od Kongresu zgody na pobór kobiet do wojska. Kongres
odmówił. Wielu mężczyzn zaskarżyło tą decyzję do Sądu Najwyższego, jako
przejaw dyskryminowania mężczyzn, ale niewiele wskórali. Tak więc tym razem
zwolennicy równości przegrali, ale - nie traćmy nadziei! Walka trwa! Jak
donosił ostatnio "Die Welt": "Europejski Trybunał Sprawiedliwości ma wiosną
rozstrzygnąć, czy pobór do wojska jest sprzeczny z zasadą róności płci
zawartą w Europejskiej Karcie Praw Człowieka. Zapytanie takie skierował do
Trybunału w 1999 roku młody Niemiec Alexander Dory, który odmówił pójścia do
wojska stwierdzając, iż ustawa o powszechnym obowiązku służby wojskowej stoi
w sprzeczności zarówno z konstytucją RFN, jak Europejską Kartą Praw
Człowieka, ponieważ dyskryminuje ze względu na płeć, albo mężczyzn, tylko ich
obejmując tym obowiązkiem, albo kobiety, gdyż ich nie obejmuje".