Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam?

19.08.06, 15:58
Jak uważacie- czy równouprawnienie i prawo glosu jest kobietom do czegoś
potrzebne? Moim zdaniem kobietom nigdy na tym nie zależalo (poza sufrażystkami
w mniejszości). Nowe prawa i obowiązki narzucili nam mężczyźni i zmiany
ekonomiczne, kiedy stalo się jasne, że jedna osoba nie może dlużej
utrzymywać rodziny. Tak naprawdę sądzę że 99% kobiet z chęcią zrzekloby się
swoich praw żeby żyć wygodnie i zajmować się domem i dziećmi (gdyby nie bylo
przymusu spolecznego i napiętnowania "ona nic nie robi").Podobnie z prawami
wyborczymi. Przecież naprawdę niewiele kobiet angażuje się w życie
spoleczne... Nie żalujecie, że czasy się zmienily? Panowie z pewnością nie żalują.
    • kochanica-francuza Ależ na nic 19.08.06, 16:08
      Wolałabyś siedzieć w domu , nie mieć nic na własność i być całkowicie
      uzależnioną od męża? I rodzić co roku, kilkanaście ciąż, z których tylko kilka
      przeżyje?
    • kochanica-francuza a "nowe prawa i obowiązki" 19.08.06, 16:09
      rzeczywiście "narzucili" nam mężczyźni... wymordowawszy się nawzajem na wojnie.
      Ktoś musiał pracować, żeby nie padła gospodarka.
    • tad9 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 16:19

      Jak to ujął Chesterton - mówiliśmy kobietom, że prawo głosu jest niezwykle
      ważne, ale kto by pomyślał, że uwierzą?
      • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 16:42
        Tad, jakie to doprawdy ujmujące :)Nawet cyatt musi pochodzić z ust pisarza,
        który w historii literatury angielskeij ma gigantyczny na cała stronę
        przydomek - kATOLICKI:)))))))) No cóż, Swinburne to nei jest człwoeik, ktorego
        byś cytował, podejrzewam, ze najchętniej napisałbys własną historie literatury
        katolicko-ideowej;/
      • roraima Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:02
        tad9 napisał:

        >
        > Jak to ujął Chesterton - mówiliśmy kobietom, że prawo głosu jest niezwykle
        > ważne, ale kto by pomyślał, że uwierzą?

        trzeba bylo myśleć ;-)
    • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 16:44
      Ja tylko pytam droga kochanico:) Jestem ciekawa co inne kobiety myślą na ten
      temat.Z moich obserwacji wynika, że niezależność kobietom jest potrzebna jak
      dziura w moście. Wśród kobiet, które znam przeważaja opinie zgodne z moją a
      należą do kobiet wyksztalconych, naucznych, że TRZEBA być niezleżną i pracować
      na dwa etaty : w domu i w biurze. Same przyznają, że wolalyby widzieć, jak rosną
      ich dzieci i dbać o męża i o dom. Feminizm, to takie szarpanie się ze zlości:
      dostalysmy prawa wyborcze (które jak widać nie slużą krajowi), prawa do tyrania
      poza domem...mnie to niepotrzebne.
      • kochanica-francuza Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 16:47

        > na dwa etaty : w domu i w biurze. Same przyznają, że wolalyby widzieć, jak rosn
        > ą
        > ich dzieci i dbać o męża i o dom.

        Pod warunkiem, że mąż nie odejdzie w siną dal, pozostawiając żonę z dziećmi...
        Poza tym gó..prawda, znam wiele kobiet, które nie potrafią żyć bez pracy zawodowej.
      • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 16:50
        >mnie to niepotrzebne...

        Tobie moze to być niepotrzebne, tak samo jak katolikom antykoncepcja jest
        neipotrzebna. Warto jednak przyjać do wiadomosci, że nikt nei ejst samotną
        wyspą i na swiecie są też kobiety, któym i antykoncepcja jest potrzebna i nei
        zabrania jej religia, i prawa wyborcze się przydają, i mozliwość posiadania
        pieniędzy na własnym koncie bankowym odpowiada, i możliwość zarobienie
        pieniędzy własnoręcznie i wydanie ich bez pytania kogokolwiek(rodziców, meza)
        odpowiada, a wreszice, ze jesli twój mąz od ciebie by odszedł, to dzieci
        prawnie zawsze przypadałyby jemu (no chyba, z ebyłby autorem jakiegoś
        neisłychanego znisławienia)

        • kochanica-francuza Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 16:54
          iluminacja256 napisał:

          > >mnie to niepotrzebne...

          Ty dziecko wiesz jak wyglądało życie kobiet przed sufrażystkami?
        • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 16:54
          Kobiety "nie pracują" glównie na wsiach.A te niepracujące w mieście to
          najczęściej osoby korzystające ze sponsoringu i nieukrywające, że na malzeństwo
          zdecydowaly sie dla pieniędzy. Zmiany w gospodarce są nieodwracalne i nic sie
          nie zmieni. Chodzi mi o to, że mężczyźni mówia nieraz "chcialyście
          równouprawnienie , to nie oczekujcie przepuszczania w drzwiach". A prawda jest
          taka, że to nie my chcialysmy równouprawnienia, tylko oni nie chcieli mieć nas
          dlużej na swoich barkach.
          • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 16:58
            A prawda jest
            > taka, że to nie my chcialysmy równouprawnienia, tylko oni nie chcieli mieć nas
            > dlużej na swoich barkach.


            Prawda jest jak dupa, kazdy ma swoją. To jest twoja prawda. Moja jest inna.
            Moja brzmi - nei muszę wyjść za maż, zeby z czegoś zyc. Nie muszę wyjsć za
            starego dziada, bo on ma pieniądze. Nie muszę rzygać kiedy sie z nim kocham,bo
            ma syfilis . dzięki ci panie, ze nie zyje w tym szczęsliwym XIX wieku, kiedy
            nie mogłabym nawet skonczyć studiów, aby wiedzieć jak są mi neipotrzebne.
      • bitch.with.a.brain Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 23:04
        a po co brać na siebie dwa etaty?Nie wystarczy praca zawodowa?
    • piekielnica1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 16:45
      makrauchenia1 napisała:
      > Tak naprawdę sądzę że 99% kobiet z chęcią zrzekloby się
      > swoich praw żeby żyć wygodnie i zajmować się domem i dziećmi (gdyby nie bylo
      > przymusu spolecznego i napiętnowania "ona nic nie robi")

      A w jakich to czasach i ststemach społecznych 99% kobiet żyło sobie wygodnie.
      Musiałbyś należeć do nielicznej arystokracji, bo gdyby przyszło Ci urodzić się
      panną służąca, praczką, szwaczką lub kuchtą poczułabyś co znaczy brak
      równouprawnienia.
      W dzisiejszych czasach wiele kobiet nie pracuje, realizuje wię w tzw.
      czynnościach typowo kobiecych, a czy rodzinę stać na taki model życia zależy od
      właściwego doboru partnera.
      • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 16:55
        Niekoniecznie, arystokratka włoska nie mogła sie np. rozwieść, nawet jesli maż
        ją prał codziennie. Jesli nawet sie rozwiodla, nei było mozliwości aby dzieci
        zostały przy niej. Identycznie w prawie niemieckim i francuskim. Pieniądze
        wiele załatwiały, ale nie wszystko.


        Jak to fajnei kiedyś Filipiak napisała ;)
        Mniej wiecej: Diupa nie ejst bytem samym w sobie, bytem jest mezczyzna. Dupa
        musi mieć znak przynalezności. Dupa najpierw przynalezy do ojca, a potem do
        meza, Dupa, która odchodzi od meza, traci przynaleznosc, a dupa , która nei
        przynalezy, ojeojoj, to juz w ofgóle nawet dupa nei jest:)))))) taki fragment u
        pani Filipiak mamy i to jest los rozwódek w Europie XIX/XX.
        • kochanica-francuza gdzie Filipiak pisała to o dupie? 19.08.06, 16:59
          bo dobre, a nie trafiłam

          tudzież iluminacja - świetna twoja uwaga o niemożliwości skończenia studiów, aby
          się przekonać o ich zbyteczności :-)))
          • iluminacja256 Re: gdzie Filipiak pisała to o dupie? 19.08.06, 17:01
            A jest to fragment w "Absolutnej Amnezji" - mój ulubiony zresztą - taka jakby
            sztuka którą mają wystawiać w szkole :))
        • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 17:04
          Ale nie żyjemy w XIX wieku:) Żyjemy w XXI . Mamy darmową opiekę medyczną,
          możliwość nauki. No i popatrz na liczbę kobiet w samorzadach i w sejmie.
          Kobiety NIE CHCĄ wladzy. NIE CHCĄ decydować o sobie. Raczej te, które chcą, są
          mikroskopijną mniejszością i to im sluży obecny system. Kobiety, które nie
          umieją żyć bez pracy zawodowej istnieją : zapelniają pustke życiu uczuciowym i
          rodzinnym po prostu...Dobrze, że mogą, to prawda.
          • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 17:19
            No i popatrz na liczbę kobiet w samorzadach i w sejmie.
            > Kobiety NIE CHCĄ wladzy.

            To ty tak twierdzisz. Dorwanie się do władzy w Polsce na szczeblu sejmowym to
            wrećz cud, przy takiej ordynacji wyborczej jaką mamy obecnie w Polsce. Czy z
            warszawy w wyborach skreślisz np. Leszka Millera, czy jakaś pania Zosię,
            nauczycielekę ? Chyba logiczne , kogo. W ogóle polityka w Polsce na poziomie
            sejmu to obecnie tak kupa gowna , z e wcale sienei dziwię, ze kobiety nei
            chcą sie w to babrać . W samorządach jest już zupełnie inaczej - nei weim ,
            dlaczego twierdzisz, z enei ma kobiet w samorządach - neiw meiscie dokładnei
            połowa sejmiku wojeqwódzkeigo to kobiety- zapewne dużą role pełni tu ffakt, ze
            najlepeij wiedza czego region potrzebuje i nie musze wyjezdzać na narady poza
            miasto.


            . Kobiety, które nie
            > umieją żyć bez pracy zawodowej istnieją : zapelniają pustke życiu uczuciowym i
            > rodzinnym po prostu.

            A ajk bedę te pustkę zapełnaić kobiety, które pracy nigdy nei maiły i których
            dzieci wreszcie odejdą z domu? Tak jak gospodynei domowe w stanach w latach 50-
            tych? Prochami ?

            • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 17:27
              > A ajk bedę te pustkę zapełnaić kobiety, które pracy nigdy nei maiły i których
              > dzieci wreszcie odejdą z domu? Tak jak gospodynei domowe w stanach w latach 50-
              > tych? Prochami ?
              >
              A emerytura? Dzieci odejda z domu, praca się skończy prędzej czy póxniej.

              Co do wladzy. Nie da się zaprzeczyć, że więcej mężczyzn próbuje sil w polityce.
              Kobiety mimo wszystko wolą poczytać książkę, pójść do kina, na plotki. Nie bez
              powodu gazety dla kobiet są takie niepoważne i odlegle od polityki, a ktoś je w
              końcu czyta...Kobieta nie jest zwierzęciem politycznym..Tak uważam.
              • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 17:34
                >A emerytura? Dzieci odejda z domu, praca się skończy prędzej czy póxniej.

                Dzieci odchodzą z domu na długo wczeniej, zanim pzrechodzi sie na emeryture.
                Przecięte matka 20 latka ma 40-45 lat. Chcesz kobietę w kwiecie wieku wysłać na
                emeryturę?
                Poza tym, nie zauwazyłam, aby w Polsce obowiązywał model - jesteś gospodynia
                domową - masz dzieci, pracujesz - chocby w tym "darmowym" szkolnictwie, czy
                opiece zdrowotnej- nie masz ani jednego dziecka.



                Co do wladzy. Nie da się zaprzeczyć, że więcej mężczyzn próbuje sil w polityce.
                > Kobiety mimo wszystko wolą poczytać książkę, pójść do kina, na plotki. Nie bez
                > powodu gazety dla kobiet są takie niepoważne i odlegle od polityki,.

                A dlaczego nei napisałaś ile kobiet działa w pomocy społecznej, charytatwynych
                fundacjach, hospicjach , porozumieniach ponad podziałami , ile prowadzi
                programy socjalne dla dzieci - to wszystko sa gigantyczne prace społeczne i
                nikt mi nei będzie mówił, ze konbiety wolą plotki niz robienei czegokolwiek. Po
                prostu Leppera widzisz na codzień w TV, kobiety prowadzącej Fundację "Usmiech
                dziecka" na oczy nei widziałaś , a ona robi takąpracę jak czterech pierdzących
                w stolek posłów w Warszawie.
                • kochanica-francuza Maukrauchenia, źle ci w liberalnej Europie 19.08.06, 17:40
                  jedź na Bliski Wschód! Tam zatrzęsienie prawdziwych mężczyzn i domowych kobiet,
                  hehe.

                  I takie ładne, tradycyjnie kobiece stroje noszą

                  people.interaction-ivrea.it/k.franinovic/courses/onBody/ideas/blockingSenses/burka%20copy.gif
                  • iluminacja256 Re: Maukrauchenia, źle ci w liberalnej Europie 19.08.06, 17:43
                    Gospodarkę tez mają na takim poziomie, jak przed rewolucja przemysłową:)))))

                    Jakby nei ropa, która ich ustawia , to by sie chyba powycinali tam w pień
                    wszyscy - a tak to Wielki Brat czuwa. Tylko, ze ta ropa też sie keidyś skończy
                    i ciekawe co wtedy będzie?
                    • kochanica-francuza Wtedy to akurat my padniemy na ryjo 19.08.06, 18:03
                      bo na tej ropie stoimy.
                      • iluminacja256 Re: Wtedy to akurat my padniemy na ryjo 19.08.06, 18:14
                        Bo ejstesmy głupi - jakbyśmy byli mądrzy tooswieciłoby nas , ze ropa nei jest
                        jedynym żródłem energii na swiecie.
                  • makrauchenia1 Re: Maukrauchenia, źle ci w liberalnej Europie 19.08.06, 17:44
                    Nie lubię brunetów i cieplego klimatu:)
                • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 17:43
                  > prostu Leppera widzisz na codzień w TV, kobiety prowadzącej Fundację "Usmiech
                  > dziecka" na oczy nei widziałaś , a ona robi takąpracę jak czterech pierdzących
                  > w stolek posłów w Warszawie.



                  A to się aż prosi o komentarz,że robią to,bo spelniają swoje naturalne potrzeby
                  opiekowania się innymi, niesienia pomocy itp. Po kobiecemu. Z dala od kamer i
                  polityki. To samo robily i w XIX wieku (te które mogly). Jestem przekonana, że
                  gdyby kaczy ród nie wpisal praw glosów do konstytucji, to w marszu na Wiejską
                  poszloby nie więcej pań niż na Manifie. Wiesz ile kobiet mówi o sobie "jestem
                  feministką"?
                  • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 17:47
                    się aż prosi o komentarz,że robią to,bo spelniają swoje naturalne potrzeby
                    > opiekowania się innymi, niesienia pomocy itp. Po kobiecemu. Z dala od kamer i
                    > polityki. To samo robily i w XIX wieku (te które mogly)

                    Czgoś tu nei rozumiesz:) Prowadzenei fundacji nei polega na podawaniu wody
                    spieczonym ustom powstańca:)))To gigntyczna prawno-ekonomiczna praca, nei po
                    kobiecemu w ogóle :))) A w XIX-stym wieku to mieliśmy własnie siostry
                    miłosierdzia, takie siłaczki , co czegoś tam sie nauczyły i poszły w lud , az
                    umarły na grużlicę. A jakby założyły takową fundację , to zrobiłyby komuś
                    reklamę i zarobiły kasę na ten lud, zeby lud miał wybudowaną szkołe, a nei
                    matwa nauczycielkę , która sie zajezdzial pracując u podstaw z 40 dzieci. \


                    Wiesz ile kobiet mówi o sobie "jestem
                    > feministką"?

                    A wiesz ilu męzczyzn pisze na tym forum udając kobiety?

                    • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 17:52
                      > Czgoś tu nei rozumiesz:) Prowadzenei fundacji nei polega na podawaniu wody
                      > spieczonym ustom powstańca:)))To gigntyczna prawno-ekonomiczna praca, nei po
                      > kobiecemu w ogóle :)))


                      Podobalo mi sie to o powstańcu xD Ja się cieszę, że to piękna i twórcza praca.
                      Ale nijak się ma do prawa glosu czy równouprawnienia:) Jakoś Endrju ani inni nie
                      pchają się do organizacji charytatywnych.
                      To ilu facetów udaje kobiety;>?
                      • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 17:58
                        się cieszę, że to piękna i twórcza praca.
                        > Ale nijak się ma do prawa glosu czy równouprawnienia:)

                        Ma się w pełni do równouprawnienia. Nie mając prawa głosu , nie masz praw
                        wyborczych, nie mając praw wyborczych, nie masz zadnego wpłuwu na to, kto
                        wejdzie do sejmu , decyduję si to za ciebie . Ktoś za ciebie zdecydować moze
                        również w owym sejmie, którego nie wybrałaś , bo nei mogłaś , ze jako osoba nie
                        mająca praw wyborczych , nei masz pzrecież pełni praw społecznych, a zatem nie
                        mozesz reprezentować jakiejś fundacji jako tzw. osoba prawna, podmiot prawny
                        [przy zawieraniu umów, odpisach, dotacjach itp Ergo -nei mozesz juz prowadzić
                        tej swojej fundacji , bo jesteś kobietą . Moze ją prowadzić męzczyzna. Wracaz
                        do proweadzenia ochronki i chodzenia z puszką do pana, pan klepnie po tyłku i
                        moze da, amoze da, jak ty mu dasz. mamy na powrót XIX wiek.

                        To ilu facetów udaje kobiety;>?
                        Wielu:)

                        • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 18:14
                          >Nie mając prawa głosu , nie masz praw
                          > wyborczych, nie mając praw wyborczych, nie masz zadnego wpłuwu na to, kto
                          > wejdzie do sejmu , decyduję si to za ciebie . Ktoś za ciebie zdecydować moze
                          > również w owym sejmie, którego nie wybrałaś , bo nei mogłaś <

                          Mam prawa wyborcze, glosowalam. Nie mialam wplywu na wybranie tego , kogo
                          chcialam. Ktos za mnie decyduje w owym sejmie, bo kobiety , mające prawo
                          wyborcze wybraly takich ludzi jakich wybraly :tradycyjnych antyfeministów. Mnie
                          jest prawo wyborcze niepotrzebne.Tym kobietom, które wybraly kaczki też jest
                          niepotrzebne. Ergo: jeśli kaczki i Piękny Roman zabiorą mi pewnego dnia prawa
                          wyborcze to ani sie nie zdziwię ani nie oburzę.
                          • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 18:22
                            Ktos za mnie decyduje w owym sejmie, bo kobiety , mające prawo
                            > wyborcze wybraly takich ludzi jakich wybraly :tradycyjnych antyfeministów.

                            Nie sadzę, aby w tym kraju nagle kobiety zadecydowały o tym akurat sejmie V
                            kadencji . O poprzednim sejmie z pzrewagą SLD zadecydowali geje?

                            Moze dodasz - jakie kobiety, bo coś mi sie wydaje, ze to po 65 roku zycia
                            from Maryja's Radio - te, które reprezentują dokładnie twoje poglądy wg
                            których kobniety nei pwoinny mieć prawa głosu, powinny siedzieć w domu i
                            rodzić, a w wolnym czasie nei fundacje zakładać, ale na drutach coś zrobić i
                            podłogę zapastować. Tak wiec one zadecydowały tobie na rękę, tak jak chcesz -
                            konserwatywnie aż do bólu - o co ci chodzi? To jest pzrecież wizja PiS-u - nie
                            głosujesz, siedziśz w domu na dozywtonim macierzyńskim, placa ci za to i
                            rodzisz.

                            Ja i wszyscy moi znajomi głosowali na PO. To ja mam problem, a nei ty, bo to
                            moja wizja państwa nei wspólgra z katolicyzmem, radierm Maryja i moherowymi
                            beretami. Drugie tyle na nikogo nie psozło głosować, bo mają ogólenie gdzieś
                            ten kraj i chca juz tylko wyjechać jak najszybciej i nei wracać.

                            Takze moze - konsekwentnie chociaz prowadż swój pomysł na zycie, bo jesli w
                            pierwszym poscie piszesz, zeprawa wyborcze ci neipotzrebne, to nie wiem,
                            dlaczego denerwuje cię to, z eelektorat, który niedługo umrze zdecydował za
                            ciebie. Młodzi ludzie po prostu olali wybory i juz.

                            • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 18:33
                              Jestem konsekwenta. Więcej do wyborów nie pójdę, bo mi to niepotrzebne. Postaram
                              się wcielić w życie swoje idealy, spokojna glowa. A Ty nie masz żadnego
                              problemu, bo jak się tak zastanowić, to trochę promacierzyńskiej prawicowej
                              polityki nie zaszkodzi Polsce ani Tobie. Dluższy urlop macierzyński to nic
                              nienormalnego w krajach rozwiniętych.Wbrew pozorom kaczki wcale nie robią źle.
                              Po kaczkach przyjdą liberaly i znowu feministycznie skrócą urlop macierzyński. A
                              bezrobocie jak jest, tak będzie zawsze. Dlatego trochę prorodzinnej polityki
                              kobietom nie zaszkodzi;)Może nawet ustanowią model japoński: kilkadziesiąt %
                              wynagrodzenia męża dla niepracującej żony za prowadzenie domu. :P
                              • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 18:40
                                Ty nie masz żadnego
                                > problemu, bo jak się tak zastanowić, to trochę promacierzyńskiej prawicowej
                                > polityki nie zaszkodzi Polsce ani Tobie. Dluższy urlop macierzyński to nic
                                > nienormalnego w krajach rozwiniętych.Wbrew pozorom kaczki wcale nie robią źle.
                                > Po kaczkach przyjdą liberaly i znowu feministycznie skrócą urlop
                                macierzyński.


                                Własnie widzę jak ta prawicowa polityka nei szkodzi Polsce - wystepy gościnne
                                pana prezydenta w postaci obrazania sie na UE, brednie o karze smierci, które
                                powodują panikę na rynku finansowym , wystepy Romana Giertycha, które powoduj ,
                                ze dupę sobie mozna maturą podetzreć , nieustanna nagonka lustracyjna i ZERO
                                pomysłów na gospodarke . Przyszły rok to maks dopłat unijnych - jestem
                                przekonana, z e rozpierdziela to takze na maksa.

                                Nie zrobi, albo i zrobi krzywdę - my nei jestesmy jeszcze rozwinietym krajem
                                europejskim ze stabilną gospodarką z nadwyzkami... Pracodawca to nei
                                choragiewka na wietzre, gośc chce mieć stabilną sytuację - jak ktoś mu chce
                                wpierdzielić nie tylko dłuzszy macierzyński, ale i okres gwarancji 3 letniej na
                                neizwolnienei kobiety mającej dziecko, to zakończy sie to dla kobiet wielką
                                czkawką w postaci problemów z podjeciem pracy. I będzie sie to odbijało długo.
                                A dzieci od tego nei przybędzie, neistety, bo Polska to nie Eldorado, w którym
                                jedna osoba utrzyma kilka.
                                • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:05
                                  > neizwolnienei kobiety mającej dziecko, to zakończy sie to dla kobiet wielką
                                  > czkawką w postaci problemów z podjeciem pracy. I będzie sie to odbijało długo.
                                  > A dzieci od tego nei przybędzie, neistety, bo Polska to nie Eldorado, w którym
                                  >
                                  > jedna osoba utrzyma kilka.

                                  jesli jakiś pracodawca nie zatrudnia kobiety, bo jest kobietą, to jej nie
                                  zatrudni ani teraz ani jak będzie miala prawo do urlopu macierzyńskiego. Taka
                                  jest prawda. Jeśli Polskę stać na utzrymywanie rolnictwa, to i stać na urlopy
                                  macierzyńskie.
                                  Unia Eurpejska nam nic nie daje. Albo z niej wylecimy po przyjęciu kary smierci,
                                  albo sama się rozpadnie. Tak naprawdę to tylko blokuje nam import towarów z
                                  Afryki i Azji. Doplaty to bujda. Skladki unijne są wysokie, oni nam tylko
                                  dyktują na co mamy je wydać.Jedyny plus to mozliwość ucieczki do GBR.
                                  • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:21
                                    Nie o to chodzi. kobiety maja macierzyński i dziś , ale są zatrudniane. jesli
                                    wprowadza 3 letnią neimozliwość zwolneinie kobiety po macierzyńskim, co juz
                                    jest projektem pod głosowanie, to kazdy rozsadnie myslący własciciel firmy
                                    bedzie wolał zatrudnić faceta, zeby nei mieć 3 letniego obciazenia
                                    finansowego , związanego z kobieta na wypadek ciazy. To logiczne -

                                    Unia Eurpejska nam nic nie daje. Albo z niej wylecimy po przyjęciu kary smierci
                                    > ,
                                    > albo sama się rozpadnie. Tak naprawdę to tylko blokuje nam import towarów z
                                    > Afryki i Azji. Doplaty to bujda.

                                    Chyba nie zetknełas sie nigdy z dofinansowaniami - nasza wkładaka obecnie to
                                    grosze dla budzetu i ogromne doplaty rolnicze chocby - mamy cały czasokres
                                    karencji - płacimy składkę najnizszą wEuropie - wkurza mnei taka cholerna
                                    propaganda - skoro zdecydowalismy sie wejsc do tej unii, to moze to tez wina
                                    kobiet?

                                    • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:26
                                      > Chyba nie zetknełas sie nigdy z dofinansowaniami - nasza wkładaka obecnie to
                                      > grosze dla budzetu i ogromne doplaty rolnicze chocby - mamy cały czasokres
                                      > karencji - płacimy składkę najnizszą wEuropie - wkurza mnei taka cholerna
                                      > propaganda - skoro zdecydowalismy sie wejsc do tej unii, to moze to tez wina
                                      > kobiet?
                                      >

                                      Doplaty rolnicze:/Faktycznie mnie cieszą.Jak już napisalam: unia blokuje import
                                      tanich towarów, tym samym rozwój biednych regionów świata, a dotuje nierentowny
                                      sektor. Kolos na glinianych nogach.Wina jak wina. Potrzebne nam to jak NATO.AD.
                                      kary smierci - jestem przeciw.
              • bitch.with.a.brain Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 22:54
                tzw gazety dla mężczyzn tez sa odległe od polityki.a tygodniki społeczno
                polityczne nie są adresowane do konkretnej płci.
          • piekielnica1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 17:47
            makrauchenia1 napisała:

            > Ale nie żyjemy w XIX wieku:) Żyjemy w XXI . Mamy darmową opiekę medyczną,

            Twoja wiara w darmową opiekę medyczna wyjaśnia właściwie wszystko.

            Jeszcze raz. Masz prawo żyć jak chcesz, jeżeli Twój partner zmusza Cię do pracy
            zawodowej wbrew Twojej woli to znaczy tylko, że nie uzgodniłaś z nim wcześniej
            swoich priorytetów.
            Ja korzystam ze swojego prawa wyborczego i gdybym chciała zostałabym
            politykiem. Wielu mężczyzn nimi nie zostaje również z własnego wyboru.

            Jeżeli pożyjesz troszeczkę dłużej to może z własnego doświadczenia, lub
            doświadczenia innych dowiesz się co to znaczy pustka w życiu uczucioiwym w
            małżeństwie, przy braku środków na uwolnienie się z tego stanu. Czego
            oczywiście Ci nie życzę.
            • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 17:54
              > Ja korzystam ze swojego prawa wyborczego i gdybym chciała zostałabym
              > politykiem. Wielu mężczyzn nimi nie zostaje również z własnego wyboru.

              Ale nie chcesz. Wlaśnie o tym mówię. Dlatego uważam, że kobietom polityka w
              żadnej formie nie jest potrzebna, bo nie chcą w niej uczestniczyć czynnie.Wielu
              mężczyzn nie zostaje z wlasnego wyboru ,ale wielu zostaje. Kobiety po prostu nie
              zostają.
              • joans1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 17:56
                Przynajmniej mamy jakiś wybór,a to chyba się liczy.
              • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 18:12
                To, z e ona nei chce nie znaczy, ze tak samo nei chciały zajmować sie polityka
                np. Gronkiewicz -Waltz, Suchocka, Beger,Jaruga_Nowacka, Sroda, Zyta Gilowska,
                Małgorzata Bartyzel, Julia Pitera, Huebner, Sledzińska _Katarasińska,Krystyna
                Łybacka , Senyszyn, Katazryna Piekarska , Szymanek_Deresz i inne. a w twoejje
                nowej ordynacji wyborczej zadna z tych kobiet już nigdy nie mogłaby mieć nic
                wspólnego z polityka , a z niczym w ogóel co o politykę sie ociera. Mogłaby co
                najwyżej umacniać i ubogacać posła Wierzejskeigo.
                • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 18:16
                  Pięknie to wygląda. Wszystkie nasze Panie polityk mozna latwiutko wymienić. Nie
                  pomylą się, bo jest ich mala, zgrabna liczba, wręcz kobieco filigranowa:> Gdybym
                  nie miala praw wyborczych, żylabym w takim samym kaczystanie, w jakim żyję.
                  • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 18:29
                    Nie, nei mozna wymienić wszystkich , to te, które akurat przyszły mi do
                    głowy:)))))

                    W sejmie jest sporo nazwisk zarówno posłanek, jak i posłow, o których
                    nazwiskach ani ja, ani ty, nei mamy pojecia. Tak samo łatwiutko i filigranowo
                    mozna wymienic czołówkę polityków, nic ci nie powie jakiś Chciuk.


                    >Gdybym nie miala praw wyborczych, żylabym w takim samym kaczystanie, w jakim
                    żyję.


                    Nie sądzę. Wtedy moherowo-ludowe berety nei zagłosowałyby na kaczki,bo nei
                    miałyby prawa głosu, wieć kaczkowy elektorat by nei wygrał.
                    • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 18:35
                      I tu masz dowód, że kobiety nie powinny glosować, hehe. Sama widzisz.Kierują się
                      uczuciami (do Ojca Dyrektora) i emocjami (w obronie życia poczętego) a nie
                      zminym wyrachowanym zmyslem ekonomicznym.Gdybysmy nie mialy glosu, nie mialyby i
                      mohery, więc może panowie wybraliby mądrzej:D


                      Wolę, że Chciuk mi nic nie mówi niż to , co mi mówi Cymański.
                      • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 18:46
                        tu masz dowód, że kobiety nie powinny glosować, hehe. Sama widzisz.Kierują si
                        > ę
                        > uczuciami (do Ojca Dyrektora) i emocjami (w obronie życia poczętego) a nie
                        > zminym wyrachowanym zmyslem ekonomicznym.Gdybysmy nie mialy glosu, nie
                        mialyby
                        > i
                        > mohery, więc może panowie wybraliby mądrzej:D

                        Kobiety, które zagłosowaly na wymienionych, są już po menopauzie, zatem
                        argument, ze kierują sie emocjami i uczuciami , jakoś tu nei pasuje -
                        wiadomo,z e to mityczne kierowanie sie emocjami i uczuciami warunkują
                        estrogeny, a one juz dawno wypadły w obiegu.

                        Jestem jakos dziwnei pzrekonana, ze piszę w facetem, wiesz? A to dlatego ze
                        jescze nei spotkałam kobiety, która mówi sama o sobie , ze jest głupia. No
                        chyba, ze to masochistka:P

                        • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 18:51
                          I jeszcze jedno - największa karierę na zyciu poczetym robią faceci - oni też
                          są nazagiorzalszymi zwolennikami braku mozliwoesci jakijkolwiek aborcji -
                          Strąk, Cymański, Giertych, Wierzejski - mozna by powiedzieć, ze testosteron ich
                          roznosi jak slyszą o poczetych - tylko isć na barykadę i bronić .
                        • kochanica-francuza Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 18:53
                          aliby mądrzej:D
                          >
                          > Kobiety, które zagłosowaly na wymienionych, są już po menopauzie, zatem
                          > argument, ze kierują sie emocjami i uczuciami , jakoś tu nei pasuje -
                          > wiadomo,z e to mityczne kierowanie sie emocjami i uczuciami warunkują
                          > estrogeny, a one juz dawno wypadły w obiegu.
                          >


                          Eeeee?

                          To kobieta bez estrogenów jest takim bezdusznym cyborgiem?

                          A co do prowokacji męskiej, to się zgadzam... (tzn. że mankrauchenia to facet)
                          • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 18:57
                            Nie, tylko po rpstu ta EMOCJONALNOSC, ktora jest tak przypisywana kobietom i ma
                            decydować o tym, ze są nieprzydatne do wszystkiego, nielogiczne, ma byc
                            uwarunkowania jak zwykle naturalnie - hustawką hormonalną . No to kobieta po
                            menopazauzie juz tej huśtawki mieć nie moze:))))
                            • kochanica-francuza Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:12
                              iluminacja256 napisał:

                              > Nie, tylko po rpstu ta EMOCJONALNOSC, ktora jest tak przypisywana kobietom i ma
                              >
                              > decydować o tym, ze są nieprzydatne do wszystkiego, nielogiczne, ma byc
                              > uwarunkowania jak zwykle naturalnie - hustawką hormonalną . No to kobieta po
                              > menopazauzie juz tej huśtawki mieć nie moze:))))
                              A. To przepraszam.
                          • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:13
                            > A co do prowokacji męskiej, to się zgadzam... (tzn. że mankrauchenia to facet)


                            hehehe dziękuję, to dla mnie w jakims stopniu komplement, zawsze chcialam być
                            facetem:)
                        • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:11
                          > Jestem jakos dziwnei pzrekonana, ze piszę w facetem, wiesz? A to dlatego ze
                          > jescze nei spotkałam kobiety, która mówi sama o sobie , ze jest głupia. No
                          > chyba, ze to masochistka:P
                          >
                          Zauważ, że nigdzie nie napisalam, że jestem glupia.Chos byc może jestem, nie
                          wiem. Nie jestem mężczyzną, spokojna glowa:)Mam tylko mieszane uczucia co do
                          sensu feminizmu. Mam wrażenie, że to jakiś maleńki trybik w maszynie, który ktoś
                          uruchomil dla lepszej efektywności calego systemu. Taka sztuczna wojna w gatunku
                          ludzkim o jakies prawa, których nie ma i ideę , która jest utopią. Nota bene nie
                          wierzę, że kobiety( w tym feministki) bylyby szczęśliwe, gdyby rownouprawnienie
                          nastapilo czy to drogą ewolucji czy rewolucji ( po usmierceniu wrogów
                          feminizmu).Każda ideologia potrzebuje pożywki a ideolodzy wrogów.
                          • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:30
                            Własnie problem polega na tym, ze z twoich postów bije nie niechęć do
                            feminizmu, ale niechęć do przyznania kobietom wolnego wyboru w ogóle - tzn.
                            chcesz - głosuj, nei chcesz - nei głosuj, chcesz - pracuj, nie chesz - znajdz
                            sobie bogatego męza. Uparcie piszesz, ze lepiej by kobietom było, jakby tego
                            wyboru nie miały, albo maiły, pod warunkiem, ze byłaby to zawsze ta sama
                            rzecz :))))). A ja sądze, z e dopeiro jak sie tego wyboru nie ma , to człwoeik
                            zaczyna czuć jak cholernei zle mu w społeczeństwie - jak się go ma, to sie z
                            niego nei korzysta. U nas ludzie nei chodza na wybory, na Ukrainei zrobili cąły
                            protest po ich sfałszowaniu - sparwa ta sama , ale z dwóch róznych oglądów .

                            W feminizmie chodzi własnie o wybór, ale o mądry wybór - nei siedz w domu, bo
                            tak cię stworzyła natura jako kobietę i pewnei 99% też , ale tak zdecydowałaś i
                            tej drogi sie tzrymasz. I w z wwiązku z tym , skoro to twoja droga, to po
                            smierci męza powinnaś mieć czesc jego poborów z racji takiej drogi zycia itp...
                            • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:37
                              Zapytaj muzulmanek czy im brak wyboru przeszkadza.One nam wspólczują!!! A mi
                              chodzi o to, że tej calej zabawy w rozszerzanie praw kobiet by nie bylo, gdyby
                              nie kryzysy wojen światowych. Jakby facetów nie naginęlo, to nikt by kobiet silą
                              nie ruszyl z cieplych domków, znad kolebek i kolowrotków. Taka jest
                              prawda.Potrzebowali sily roboczej: znaleźli.To się nazywala mobilizacja
                              spoleczeństwa.Byla przymusowa, nie dobrowolna. Tyle, że przy okazji wmówili, że
                              to przywilej.I to jak skutecznie;)
                              • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:47
                                >Zapytaj muzulmanek czy im brak wyboru przeszkadza.One nam wspólczują!!!

                                Widzę codziennie dziesiatki tych muzułmanek w studium jezyka polskiego dla
                                obcokrajowców - widać im pzreszkadzał , skoro tu przyjechały. Inaczej wraz z
                                piersiami pełnymi mleka pzrez 20 lat przędłyby na kołowrotku karmiąc dzieci
                                rzeką mleka i macierzyństwa i błogiej nieswiadomosci niczym troszkę wieksze
                                dzieci , jakze szczęsliwe, ze Allah nei pozwolił im nauczyć sie czytać, aby nie
                                mogły nigdy przeczytać Koranu. Jakei to szczęscie prawdziwe , objawia sie ono w
                                szczęsciu kobiet kamieniowanych w Pakistanie, podpalanych zywcem w Turcji,
                                gwalcownych pzrez własną rodzinę a potem zabijanych w obronie homnoru klanu
                                przez swojego najmłodszego brata,któremu nei grozi pójscie do wiezienia.
                                jakimzeszczesciem jest zostać pzrez rodzinę odana na tzrecia zonę i zakosztować
                                przyjemnosci gwałtu rytualnego , jesli sie dobrowolnieniechce oddać swojemu
                                męzowi. Szczescie to prawdziwe. Allah akbar, zwałszcza w państwie tokratycznym.

                                • kochanica-francuza Jeszcze oblewanych kwasem za rzekomą zdradę 19.08.06, 19:50
                                  a zresztą! choćby i prawdziwą!
                                • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:53
                                  1)Nie wszyscy muzulmanie są źlii podpalają żony. 2) Polska nigdy krajem
                                  muzulmańskim nie byla o ile pamietam z historii.3) Dane statystyczne o przemocy
                                  w rodzinie w naszym kraju nie są za rózowe.Równouprawnienie sie ma nijak do
                                  przemocy.Przemoc to dewiacja i patologia.
                                  • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:07
                                    >Nie wszyscy muzulmanie są źlii podpalają żony.

                                    Nie wszyscy są też dobrzy i ich nei podpalają - wystarczy mi jeden taki
                                    przypadek kiedy kobietę mąż moze bezkarnie zabić i to juz nie jest wszyscy -
                                    nikt. To jest mozliwość, ze zostaniesz zabita to komuś sie nei spodoba cos w
                                    tobie i ten ktoś ma prawo cie zabić - bez sadu, wg własnego widzi mi sie.

                                    >Polska nigdy krajem
                                    > muzulmańskim nie byla o ile pamietam z historii.

                                    Ejze, za wzór podawałes pzrecież szczescie muzułmanek? Przecież piszemy o ich
                                    szczęściu i o tym
                                    jakze cieszy je brak wyboru i jak nam , Polkom, wspólczują.



                                    Równouprawnienie sie ma nijak do
                                    > przemocy.Przemoc to dewiacja i patologia.

                                    Muzułmanki nei maja dzięki brakowi równouprawneinia nawet takiej instancji, do
                                    której mogłyby sie odwołać - ty pójdziesz do schroniska dla kobiet, do sadu-
                                    one musza kryć sie pzred własną rodzina.
                                    • kochanica-francuza Ale jak to miło, prawda 19.08.06, 20:10
                                      iluminacja256 napisał:

                                      > >Nie wszyscy muzulmanie są źlii podpalają żony.

                                      być zdanym na łaskę i niełaskę męża in spe. Podpali, czy nie...?
              • piekielnica1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:07
                makrauchenia1 napisała:
                > Ale nie chcesz. Wlaśnie o tym mówię.

                Ale chcę by te, które mają na to ochotę mogły na równych z facetami prawach
                realizować swoją potrzebębycia politykiem.
                Kobieta polityk łagodzi obyczaje (poza wyjątkami).
                Gdyby Pan Bóg był kobietą świat byłby zupełnie inny.
                • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:18
                  > Kobieta polityk łagodzi obyczaje (poza wyjątkami).
                  > Gdyby Pan Bóg był kobietą świat byłby zupełnie inny.


                  Ha!!!! I tu Cię mam!!!Kobieta lagodzi obyczaje, bo ma uczucia macierzyńskie,
                  jest z natury lagodna i opiekuncza. Lepsza, bo grzeczna i mila. Gdyby Pan Bóg
                  byl kobietą, świat pachnialby szarlotką i byl czyściutki jak ukwiecony ogródek
                  szwajcarskiej gospodyni:)Więc dobrze,Panie ladnie wyglądają na zdjęciach, niech
                  sobie pochodzą po sejmie dla urozmaicenia i poczucia estetyki.;)

                  Twój post wydal mi sie przezabawnie szowinistyczny, ale jakże dużo mówi o naszej
                  naturze...

                  • piekielnica1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:56
                    makrauchenia1 napisała:
                    > Ha!!!! I tu Cię mam!!!Kobieta lagodzi obyczaje, bo ma uczucia macierzyńskie,
                    > jest z natury lagodna i opiekuncza. Lepsza, bo grzeczna i mila. Gdyby Pan Bóg
                    > byl kobietą, świat pachnialby szarlotką i byl czyściutki jak ukwiecony ogródek
                    > szwajcarskiej gospodyni:

                    Właśnie dość tego brudu, kobiety do władzy - wtedy będzie porządek.
                    Nie tylko we własnym ogródku.
                    Nie tylko grzeczna i miła, ale pracowita i systematyczna - żadna pozerka.

                    > Więc dobrze,Panie ladnie wyglądają na zdjęciach, niech
                    > sobie pochodzą po sejmie dla urozmaicenia i poczucia estetyki.;)

                    Gubisz się. Tyle sprzczności w jednym poście?

                    > Twój post wydal mi sie przezabawnie szowinistyczny, ale jakże dużo mówi o
                    > naszej naturze...

                    Aż tak jestem skrajna?. Czy pozbawiam kogoś jego praw?, czy bronię swoich?.


                    • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:06
                      Nie pozbawiasz praw, ale ślicznie wpisujesz sie w stereotyp, skwapliwie mu
                      przytakując.Dla mnie kobieta nie jest zwierzeciem politycznym i kropka. Jest
                      parę kobiet w sejmie, bo muszą być. Piszesz :
                      > Właśnie dość tego brudu, kobiety do władzy - wtedy będzie porządek.<

                      A kto nam broni? Nikt!!! My po prostu nie chcemy. Jakby dali 50% parytet w
                      sejmie, to nie wiem gdzie by znaleźli te poslanki. Chyba że wśród
                      świeżoupieczonych bezrobotnych studentek uniwerków katolickich. Fajnie, że mamy
                      wybór, tylko że z tego nic nie wynika. To tak jakby dać niemowlakowi prawo jazdy
                      albo kotu kartę kredytową. Po prostu nie skorzysta, co najwyżej sie pobawi i
                      zapomni. Ja wiem, że wierzysz w to, co piszesz. ja TEż kiedyś wierzylam, że to
                      prawda. Ot akademicka dyskusja o życiu:PMężczyxni robią a kobiety dyskutuja
                      jakie to by nie byly dobre gdyby im sie chcialo.
                      • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:13
                        >A kto nam broni? Nikt!!! My po prostu nie chcemy.

                        No wiesz, ty to nawet nie chcesz , zeby ktoś inny - chociaz jedna kobieta -
                        mogła chcieć. I to jest dopiero nienormalne...
                    • kochanica-francuza Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:11
                      piekielnica1 napisała:

                      > makrauchenia1 napisała:
                      > > Ha!!!! I tu Cię mam!!!Kobieta lagodzi obyczaje, bo ma uczucia macierzyńsk
                      > ie,
                      > > jest z natury lagodna i opiekuncza.


                      Noooo, a otóż się nie zgadzam. Kobieta ma większy potencjał w dobrym i w złym.
                      Patrz gangi męskie i kobiece.
                      • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:21
                        Mialam na mysli kochanico, że koleżanka przyznala racje stereotypom;) Ja wiem,
                        że baby bywaja wredne jak cholera:> Potencjal może mają, ale potrafią go nie
                        wykorzystać. Zaniechać. Siąść i poczytać Panią Domu zamiast wstąpić do
                        gangu.Obgadać Anię zamiast napisać książkę. ;)
                      • piekielnica1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:44
                        kochanica-francuza napisała:

                        > > makrauchenia1 napisała:
                        > > > Ha!!!! I tu Cię mam!!!Kobieta lagodzi obyczaje, bo ma uczucia
                        > > macierzyńskie,
                        > > > jest z natury lagodna i opiekuncza.

                        > Noooo, a otóż się nie zgadzam. Kobieta ma większy potencjał w dobrym i w złym.
                        > Patrz gangi męskie i kobiece.

                        Zawsze wyjątki potwierdzają regółę
                        makrauchenia1 już gubi się w swoich teoriach.
    • roraima Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 18:49
      makrauchenia1 napisała:

      > Jak uważacie- czy równouprawnienie i prawo glosu jest kobietom do czegoś
      > potrzebne? Moim zdaniem kobietom nigdy na tym nie zależalo (poza sufrażystkami
      > w mniejszości). Nowe prawa i obowiązki narzucili nam mężczyźni i zmiany
      > ekonomiczne, kiedy stalo się jasne, że jedna osoba nie może dlużej
      > utrzymywać rodziny. Tak naprawdę sądzę że 99% kobiet z chęcią zrzekloby się
      > swoich praw żeby żyć wygodnie i zajmować się domem i dziećmi (gdyby nie bylo
      > przymusu spolecznego i napiętnowania "ona nic nie robi").Podobnie z prawami
      > wyborczymi. Przecież naprawdę niewiele kobiet angażuje się w życie
      > spoleczne... Nie żalujecie, że czasy się zmienily? Panowie z pewnością nie żalu
      > ją.


      czesc
      można mieć do czegoś prawo ale z niego nie korzystać.
      gorzej jak się chce coś zrobić a nie ma się do tego prawa.
      pytasz grupę czy jednostkom są potrzebne jakieś prawa. Sama też masz jakąś
      propozycję odpowiedzi co do praw i n n y c h ludzi ("sądzę że 99% kobiet z
      chęcią zrzekloby się swoich praw żeby żyć wygodnie i zajmować się domem i
      dziećmi"). Przecież ludzie są rożni: jedni chcą tego inni znow czegoś innego (na
      dodatek to też może sie zmieniać zbiegiem lat). Nie lepiej, żeby każdy mogl
      indywidualnie odpowiedzieć i zdecydować w danej chwili czego chce dla s i e b i
      e bez zazdrosnych zakusów na wolność wyboru bliźniego swego? :-)
      pozdrawiam :-)


      • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:24
        Droga roraimo!
        Mówię, co myślę i co slyszę od koleżanek pracujących w banku, doktorantek -
        kobiet spelnionych zawodowo, które nie interesują sie polityką i mają za zle
        obecnym czasom, że nie mogą być po prostu kobietami, tylko zagonionymi
        szczurami. Cóż, takie czasy. Wolność wyboru to uluda. Kobiety dostaly ochlap w
        postaci praw wyborczych a utracily opiekę w mężczyznach, którą mialy przez
        tysiące lat.Tak naprawdę zyskali tylko panowie. Nie dali nic a dostali
        wszystko;) Pozdrawiam
        • roraima Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:38
          CHodzi mi o coś bardziej podstawowego :-)
          bez względu na statystyki, bez wzgledu na to co mowią ci czy inni, nie chcę
          okreslać że jakieś prawo jest komuś niepotrzebne. Nie przyznaję sobie takiego
          prawa :-)


        • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:38
          Kobiety dostaly ochlap w
          > postaci praw wyborczych a utracily opiekę w mężczyznach, którą mialy przez
          > tysiące lat.

          Czy te twoje kolezanki doktorantki tyle utraciły mogąc skończyć studia? Czy
          wolałyby wyjść za maż majac 18 lat za 50 letniego bankiera, który mógłby być
          dla nich dobry, ale mógłby też je lać szpicruta i gwałcić? Czy tyle utracily i
          tak załują tego, ze teraz mogłyby od kogoś takeigo odejsc, a kiedyś wystarczyło
          słowo męza i dwóch swiadków(przekupionych), aby zonę chcąca odejść od męza
          (czyli po prostu neiposłuszną) uznać za osobe niespełna rozumu i zamknać w domu
          dla oblakanych? Czy tyle utraciły mogąc wyjść same na ulicę w bialy dzień ,
          bez przyzwoitki? Czy tyle utraciły mogąc samemu wybrać sobiepartnera zyciowego,
          a nei zostać zmuszona do poslubienia kogoś wg woli rodziców? Czy to jest ułuda,
          moja droga/ ? Chciałabym , zebyś spotkała neijaką Marie Komornicką, ona duzo by
          ci oowiedział o tej ułudzie...
          • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:49
            Ale jak już powiedzialam : żyjemy w czasach kanalizacji, internetu , w XXI
            wieku. GDyby wszystko bylo jak jest teraz a nie w XIX wieku ( prawa kobiet nie
            ruszyly rozwoju cywilizacyjnego naprzód, techniką zajmują się mężczyźni)a my
            nadal nie mialybyśmy prawa glosu, to nic by się nie stalo. Przecież brak prawa
            wyborczego nie musialby oznaczać przymusu wychodzenia za 50 letniego faceta o
            upodobaniach sadystycznych (które też wielu kobietom nie przeszkadzają,
            sypialnia, kwestia bardzo osobista:>).Zwróć uwagę, że Lichtenstein i Szwajcaria
            przyznaly prawa wyborcze kobietom jakoś niedawno (70'?) a kobietom jest tam
            bardzo dobrze.Poza tym nie wszyscy mężczyźni pragną kobiety upokarzać i zamykać
            w szpitalach psychiatrycznych.Powiedzialabym, że nawet bardzo niewielu. I śmiem
            twierdzić, że robi to obecnie nie mniejsza liczba procentowa niż kiedyś. Teraz
            też wystarczy kasa i znajomość dwóch gosci (sędziego i lekarza) i kobieta siedzi
            w psychiatryku na psychotropach.To są przypadki skrajne w każdym spoleczeństwie,
            w każdych czasach.
            • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 19:58
              Cała twoja wizja nie istnieje bez XIX wieku, bo ty chcesz swiata z kołyską i
              kołowrotkiem, czyli swiata spzred rewolucji pzremysłowej, nei dociera?

              I nie ma zadnej kanalizacji, ani fabryk,ani internetu , bo nikt ich nei
              zbudował i w nich nei pracował - nie było rewolucji pzremysłowej , bo kobiety
              nigdy nie posżły do pracy, nie charowały w przedzalnaich, tkalniach, w
              fabrykach bomb i w zakładach chemicznych, Skłodowska nigdy nei skończyła
              studiów i nie osdkryła radu i polonu, karmila nad kolowrotkiem w Polsce,
              Einstein nei rozbił więc atomu, bo nei mia go z czego wyodrębnić i mamy taki
              szczęsliwyczas wciaz z XVIII weiku, bo neistety ni cholery - jesli te baby i
              dzieci nei pójda do pracy w XIX-stym weiku, to nei wyodrębnia nam sie robotnicy
              do fabryk, gdyz jeden chłop chcacy niepracujaca rodzinę w meiscie umiera nam po
              tzrech latach - ergo - wracamy do Pakistanu, do cywilizacji rolniczej - nic
              sie nei zmieniło.
              • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:01
                >Teraz
                >też wystarczy kasa i znajomość dwóch gosci (sędziego i lekarza) i kobieta
                siedzi
                w psychiatryku na psychotropach.

                za duzo filmów ogladasz i nei masz pojęcia jak trudno jest w ogóel zlecić
                obserwację psychiatryczną w polskim sądzie , a co dopiero psychotropy i
                ubezwłasnowolnienie w szpitalu psychiatrycznym. Lady _prenentious, tad czy kto
                tym razem?
                • kochanica-francuza chłe chłe 19.08.06, 20:03
                  za dużo filmów, za mało wiedzy o realu
              • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:14
                Kobiety nie wymyslily nawet kaloryfera. Glupia klamka to robota facetów.
                Rozejrzyj się. Może z tego co masz pod ręką wymyslily talerz.Sklodowska byla
                biedną pensjonarką i dorabiala jako prywatna nauczycielka.A że miala wybitnie
                ścisly umysl, o zdolnosciach malokobiecych, to się wybila. A ja mówię o prawach
                wyborczych: to jest dziwadlo XX wieczne, nieuznawane na zachodzie Europy
                baaardzo dlugo. Jeśli Szwajcarkom nie przeszkadzal brak tych praw tak dlugo a
                żyly w dobrobycie, to o czyms świadczy.Równouprawnienie i prawo glosu-na co to
                im bylo? Na nic, dlatego to olaly. W końcu im to wcisnęli na silę.
                • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:26
                  >Kobiety nie wymyslily nawet kaloryfera. Glupia klamka to robota facetów.

                  W tym i twoja prawda? Bo kobiety nie mogły nic wymyślić, gdyż nei
                  myślą!!!!!!!!! Skłodowska też coskolwiek wymysliła, tylko dlatego, z emiała
                  MESKI mózg:))))) Kobiece jest z założenia głupie, ciemne, macierzyńskie, ma
                  peirsi do karmienia, i rozdziawione usta do podziwiania.

                  Jesteśmy w domu, wiem z kim piszę:))))

                  Uwzazm autentycznei, ze jestes po..y - brak ci zainteresowanai ze strony
                  plci zeńskiej i tym to sie cholera kończy - weż sie chłopie zastanów, bo ile
                  mozna robić tych prowokacji:)))))) Problem w tym, ze twój styl jest
                  rozpoznawalny wiesz? Za szybko rozpoznawalny - tego sie nei da zmienic, chocby
                  250 razy zmienił nick - nawet blog cię zdradza:))))

                  Bo widziszte tyrady - skąd ja je znam i ile tysiecy razy słyszałam:))))
                  • heretic_969 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:28
                    Iluminacja, tak się czepiałaś mojej prowokacji o lesbijkach, a teraz sama
                    rozwinęłaś trollowaty wątek:)
                    • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:30
                      Bo i tak dzisiaj siedzę cały dzień tutaj, mam skręcona nogę , to i rozwinełam:)
                      • iluminacja256 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:31
                        Chcoazia raczej stłuczoną niż skręconą - cuchnę okładem z octu, zeby juz tak do
                        końca zniechęcic do marnych prowokacxji
                  • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:34
                    > Uwzazm autentycznei, ze jestes po..y - brak ci zainteresowanai ze strony
                    > plci zeńskiej i tym to sie cholera kończy - weż sie chłopie zastanów, bo ile
                    > mozna robić tych prowokacji:)))))) Problem w tym, ze twój styl jest
                    > rozpoznawalny wiesz? Za szybko rozpoznawalny - tego sie nei da zmienic, chocby
                    > 250 razy zmienił nick - nawet blog cię zdradza:))))
                    >
                    > Bo widziszte tyrady - skąd ja je znam i ile tysiecy razy słyszałam:))))


                    hihihi. Wybacz, jeśli wpędzilam Cię swoimi postami w lekką paranojkę, ale nie
                    jestem facetem . Mimo tego na brak zainteresowania ze strony kobiet nie
                    narzekam:> Wręcz narzekalam swego czasu na nadmiar zainteresowania:>
                    A kaloryfer to nie jest żadna prowokacja:) To jest prawda. Chialabym móc
                    powiedzieć, że polowę rzeczy , których uzywam wymyślily kobiety, ale nie
                    wymyslily. Nie jest mi
                    z tym fajnie, bo to samo mówi za siebie. Ale może za 100 lat nadrobimy
                    zaleglości. W końcu nauką zajmujemy się od niedawna;)Mam dziś nastrój do pisania
                    może dla niektórych wnerwiających postów, za co z góry proszę o wybaczenie.
                    Dzielę się może zbyt szczerze wlasnymi przekonaniami.
        • piekielnica1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:12
          makrauchenia1 napisała:
          > Tak naprawdę zyskali tylko panowie. Nie dali nic a dostali
          > wszystko;) Pozdrawiam

          Tutaj się z Tobą zgodzę.
          Mój dziadek po powrocie z pracy zasiadał w fotelu z gazetką. Żadne problemy
          domowe, dziecięce go nie interesowały. Czasami tylko w celach wychowawczych
          użył pasa.
          Mój ojciec już trochę, ale naprawdę tylko trochę zaangażował się w sprawy
          domowe, bo mama zaczęła pracować, ale były prace męskie i babskie.
          Mój mąż już dużo więcej angażował się w wychowywanie dzieci i prowadzenie domu,
          ale wg mnie o wiele zamało.
          Moi zięciowie to dopiero idealni mężczyźni.
          Nie ma wylegiwania się na kanapie. Wykonują wszystkie prace domowe w zależności
          od potrzeb wspólnie ze swoimi żonami, zajmują się z pełnym oddaniem dziećmi,
          robią doskonale zakupy, pranie, sprzątanie i co tam jeszcze potrzeba.
          Zyskują w zamian wdzięczność i miłość mniej zapracowanych żon i świetny kontakt
          z dziećmi.

          > Nie dali nic a dostali wszystko;) Pozdrawiam

          Nie dali nic?.
          Są również i tacy - to z ich powodu istnieje feminizm.
          • makrauchenia1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:37
            Twoi wspaniali zięciowie to piekna rzecz, ale oni szanują swoje zony, kochaja
            je , chcą żeby byly wypoczęte. I z mądrej milości pomagaja jak mogą. Nie z
            feminizmu. Feminizm to walka plci, która z mądrą milościa niewiele ma
            wspólnego. Równouprawnienie, to regulacja prawna i z milościa mi sie nie
            kojarzy. Nie da się uregulować, kto ile talerzy myje.
            • piekielnica1 Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 20:56
              makrauchenia1 napisała:
              > Feminizm to walka plci, która z mądrą milościa niewiele ma
              > wspólnego.

              To nie walka płci tylko walka o sprawiedliwość.
              Ukończyłam najlepszą uczelnię z pierwszą lokatą i zostałam zastępcą zastępcy
              wicekiertownika.
              Mój szef ukończył czwartorzędną lub piątorzędną szkołe z oceną dostateczną, co
              nie przeszkodziło mu zostać od razu wiceszefem.
              Jest bardzo fajnym facetem i nie mam nic przeciw jego płci. Problem leży
              zupełnie gdzie indziej. Bo to ja ciągle pracuję na jego sukcesy a chciałabym
              na swoje.

        • bitch.with.a.brain Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 21:33
          Cóż, można mieć prawa wyborcze i wolność wyboru a także znaleźć mężczyzne który
          bedzie wspierał.Oczywiście to wsparcie musi być wzajemne.Mnie się to udało.I nie
          jestem żadnym zagonionym szczurem.I zdecydowanie jestem kobietą.Może twoje
          koleżanki mają jakiś problem ze sobą? Zdecydowanie polecam lekturę np ksiażek
          Zapolskiej.Ona opisuje jak wyglądało to cudowne "bycie po prostu kobietą" i
          opieka mężczyzn. Przeczytaj np Pamiętniki młodej mężatki, O czym się nie mówi, O
          czym się nawet myśleć nie chce,Małaszka.I inne ksiązki z XIX wieku, z czasu
          przed prawami wyborczymi.A o nierpzystosowaniu do życia takich "po prostu
          kobiet" świetnie pisze Orzeszkowa w "Marcie"
    • bitch.with.a.brain Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 19.08.06, 21:30
      Pytanie retoryczne.Jest dla mnie ważne,że nie jestem niczyją własnością, mam
      prawo do nauki,do pracy zawodowej, mam prawo współdecydować o tym kto bedzie
      decydował o państwie.Dla mnei to jest bardzo ważne.to niezbedna sfera
      wolności.Nie wyobrazam sobie życia takiego,jakie bylo jeszcze 100 lat temu.Te
      wszystkie prawa sa dla mnie oczywistością i czymś naturalnym.A kto chce się
      zajmowac dziećmi nadal może.Nie mamy obowiązku pracy
    • illiterate Po co makrauchenii aborcja? 19.08.06, 22:10
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=42186282&a=42195789

      Feminizm daje Ci wybor: usuniesz albo nie usuniesz, pojdziesz do szkoly
      ponadpodstawowej albo nie, zaglosujesz, albo nie, wyjdziesz bogato za maz i
      bedziesz spedzac dnie na polerowaniu pazurkow i krwawych wirtualnych lowach,
      ktore tak lubisz, albo staniesz sie ambitna bisnessa, bedziesz sie cieszyc
      tuzinem dzieciatek, albo zrobisz skrobanke.


      Jesli TOBIE prawo wyboru nie jest potrzebne, to obierz kurs, jaki mialy kobiety
      150 lat temu i nie zawracaj glowy. 4 klasy szkoly, gdzie uczysz sie kaligrafii
      i haftu, potem malzenstwo z kims na stanowisku i opieka nad gromadka pociech,
      nie myslac o polityce, bo to nie na twoja piekna mala glowke. Kto Ci broni?

      PS Tak, panowie z pewnoscia zaluja - sto lat temu zadnemu by do glowy nie
      przyszlo, ze facet moze pozmywac ;)
      • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 19.08.06, 22:36
        Abstrahując od naszej klótni...uwielbiam muminki:)


        PS> Mi aborcja nie jest do niczego potrzebna:)Bylam ciekawa opinii innych
        kobiet, a że wyszla z tego klótnia i masa nieporozmumień- trudno. Mam takie
        poglądy jakie mam. Wyszlam od tego, że niepotrzebna nam walka o
        równouprawnienie, feminizm i prawo wyborcze, bo tak uważam.Jak pisalam - w
        Szwajcarii nikt nie narzekal, że praw wyborczych nie bylo prawie caly XX wiek.
        Kobiety sie od mężczyzn róznią. Może i dobrze, że jest wybór, ale Sklodowska
        niby praw nie miala, a do swojego doszla, więc tak naprawdę nie w feminizmie
        rzecz. Co do XIX wieku i klepania w tylek: pracowalam u faceta, który traktowal
        mnie z góry, bo bylam tylko asystentka studenteczką, więc odeszlam. Ludzie
        traktują nas tak, jak im na to pozwalamy. Mam też znajomych mężczyzn
        dyskryminowanych przez kobiety. Pod względem podlości ludzie nie dzielą się na
        dobre kobiety i mężczyzn ciemiężycieli tylko na ludzi i ludziki.
        Pozdrawiam.
        • gotlama Re: Po co makrauchenii aborcja? 19.08.06, 23:50
          A ja odpowim ci inaczej - to duża różnica - zrezygnować dobrowolnie z
          egzekwowania posiadanych praw a nieposiadanie ich.
          Nie wiem dlaczego postrzegasz feminizm jako nawoływanie do przymusu korzystania
          z równouprawnienia a nie jako żądanie stworzenia możliwości korzystania z niego.

          Odeszłaś od paskudnego pracodawcy? Co za bohaterstwo ... Cóż ci groziło za to
          odejście? A teraz zastanów się, czy równie łatwo, jako niewolnik podjęła byś
          decyzję o ucieczce od swego właściciela, jeśli w razie schwytania byś poszła na
          mięsko na arenie. To tyle na temat pozwalania na traktowanie.

          • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 00:18
            jeśli w razie schwytania byś poszła na
            > mięsko na arenie. To tyle na temat pozwalania na traktowanie.
            >
            Jestem przeciwna corridzie.

            > Nie wiem dlaczego postrzegasz feminizm jako nawoływanie do przymusu korzystania
            > z równouprawnienia a nie jako żądanie stworzenia możliwości korzystania z niego<

            Feminizm postrzegam przez pryzmat feministek, które porównują sytuację kobiet w
            Szwajcarii w latach 70' do sytuacji byka na arenie w Madrycie.
            • gotlama Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 00:27
              Ja o walkach na arenach rzymskich, więc dzisiejsza Hiszpania jako prowincja była
              w sam raz na występy nieposłusznych "amatorów" ;)

              No i dobrze robią tak porównując - bo byk w przeciwieństwie do matadora NIE MA
              WYBORU. Pierwszy na arenę jest wganiany, a drugi wchodzi z własnej woli (no
              ewentualnie pod presją ambicji). To nie determinuje że zwycięzcą może być
              byk, a nie matador. Nie zmienia to jednak istnienia przymusu wobec byka i
              wyboru po stronie matadora.
              • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 00:35
                Ale kobiety maja wybór!!! Jesli "wpadniesz", wystarczy odrobina oleju w glowie,
                trochę pieniędzy i klopot zniknie. Kobieta może wszystko. A kobiety w
                Szwajacarii moga dziwnym trafem więcej niz Polki, równouprawnione w 1918:P
                Feministki mnie przerażają szczerze mówiąc;)Czasem mam wrażenie , że nie slysza
                nic i nie odbierają sygnalów zewnętrznych , tylko nadają TORA TORA TORA.:P
                • gotlama Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 00:46
                  A ja nadal "tora rora tora" - wolę REZYGNOWAĆ z praw niż o nie walczyć.
                  A jak padniesz? To co dalej - jak Marta z powiastki Orzeszkowej - albo się
                  ku..ć albo umierać z głodu?
                  Coś mi się widzi,że ci się jeszcze w życiu w uszka nie nalało, więc jesteś
                  bardzo pewna swej siły przebicia.
                  Co do Szwajcarek w Szwajcarii - to proszę mnie łaskawie oświecić, co mogą wiecej
                  poza zarabianiem większych pieniędzy niż Polki w Polsce, co wynika z tego że są
                  w Szwajcarii, a nie z tego że są kobietami w Szwajcarii.
                  • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:21
                    Co moga więcej poza zarobieniem wiecej? Pieniądze to bardzo dużo. Mogą też
                    usunąć ciążę na mniej restrykcyjnych zasadach niż Polki.

                    Nie chodzi o sile przebicia.Chodzi o to, żeby nie zrzucać na patrairchat winy za
                    niepowodzenia kobiet. To nie wina mężczyzn, że kobiety są niesolidarne. Sad but
                    true.
                    • gotlama Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:29
                      Niesolidarne ? no no...... I to jest oczywiście racjonalne wytłumaczenie
                      dyskryminacji kobiet w dziedzinach gdzie stawia się na indywidualizm, a nie
                      działanie w stadzie.

                      • illiterate Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:33
                        Troche mnie zastanawia ten problem niesolidarnosci kobiet.
                        Czyli jak - kobiety sa niesolidarne i dlatego maja niefajnie. Na logike
                        implikowaloby to zalozenie, ze faceci sa solidarni i dlatego jest im fajnie -
                        chyba sie nie myle. Powiem to mojemu facetowi, kiedy bedzie przeklinal swojego
                        prezesa.

                        (Jak napisal ktos w innej dyskusji, cytat z pamieci: 'glupota jest utozsamiac
                        grupe interesow z grupa wlasnej plci').
                        • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:41
                          > (Jak napisal ktos w innej dyskusji, cytat z pamieci: 'glupota jest utozsamiac
                          > grupe interesow z grupa wlasnej plci').

                          moim zdaniem można uznać grupę ludzi z macicą za grupe interesu w kwestii
                          regulacji aborcyjnych, ale to zdanie glupiego
                          • illiterate Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:43
                            Sek w tym, ze - jak zauwazylas, wsrod ludzi z macicami sa osoby o pogladach na
                            aborcje co najmniej roznych. Feminizm im daje prawo do tych roznic. Moga - ale
                            nie musza.
                            • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:02
                              > Sek w tym, ze - jak zauwazylas, wsrod ludzi z macicami sa osoby o pogladach na
                              > aborcje co najmniej roznych. Feminizm im daje prawo do tych roznic. Moga - ale
                              > nie musza.


                              Tak, ale te z poglądami antyaborcyjnymi sie nie zabezpieczają, więc wpadaja
                              cześciej i czesciej się skrobią- więc ich też to dotyczy.Potem wpadaja w
                              poczucie winy i gloszą, że to zlo i że nikt tego nie powinien robić a prawo
                              powinno tego zabraniać.To mam na mysli mówiąc o braku solidarności.
                      • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:38
                        No więc wyjdźmy jutro na ulicę. Zwolajmy koleżanki i zażądajmy wyższych plac i
                        równouprawnienia. Ile wyjdzie? 3? 12? Kobiety nie chcą równouprawnienia czy
                        prawa do aborcji, bo gdyby chcialy, to by poszly pod sejm. Górnicy chcieli
                        czegos - poszli. Taksówkarze chcieli, trąbili i jeździli w kólko. A kobiety nie
                        chcą, wiec nie pójdą. Bo część jest , za część jest przeciw a najwięcej jest za
                        sobą przeciw koleżankom:P
                        • gotlama Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:14
                          Ja nie jestem ulicznicą, by negocjować wynagrodzenie "kupą mości panie" na ulicy.
                          Nie na tym solidarność polega. Ale na tym by uświadomić paniom, którym brakuje
                          pewności siebie w jaki sposób negocjować z pracodawcą, jak przedstawić się od
                          najlepszej strony - owszem.
                          Do czego ty nawołujesz - do solidarności w łobuzerce?
                          Jeżeli prawo stworzyło inne instrumenty nacisku - np poprzez istnienie prawa
                          wyborczego dla kobiet,wolności słowa itd.itd. to proszę lepperyzmu nie
                          przytaczać jako przykładu godnego naśladowania "solidaryzmu". Bo to jest
                          solidaryzm szajki robiącej skok na bank.
                          • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:17
                            Ale na tym by uświadomić paniom, którym brakuje
                            > pewności siebie w jaki sposób negocjować z pracodawcą, jak przedstawić się od
                            > najlepszej strony - owszem.

                            Optymistka!!! hehehe!!!Nie ten kraj, nie to stulecie!!!

                            > Do czego ty nawołujesz - do solidarności w łobuzerce?
                            > Jeżeli prawo stworzyło inne instrumenty nacisku - np poprzez istnienie prawa
                            > wyborczego dla kobiet,wolności słowa itd


                            Pozwolę sobie zauważyć, że te instrumenty nacisku sa skuteczne a te grzeczne
                            formy jakoś nie dzialają...Wolność slowa to historia.



                            • gotlama Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:25
                              > Pozwolę sobie zauważyć, że te instrumenty nacisku sa skuteczne a te grzeczne
                              > formy jakoś nie dzialają...Wolność slowa to historia.
                              No to zasługa sposobu myślenia męskich i żeńskich makraucheni gloryfikujących
                              awanturnictwo jako sposób wywierania nacisku - pogratulować.

                              A ostatnio wynegocjowałam 30% podwyżki. Tak - jestem optymistką mocno powyżej
                              średniej krajowej optymizmu.
                              • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 10:39
                                No to gratulacje:) Ja sobie na negocjacje nie będę mogla pozwo;ić jeszcze bardzo
                                dlugo.


                                PS Nie wspieram awanturnictwa. Wyciagam wnioski z zaobsewrowanych faktów.
                                • apetyt_na_zycie Ale po co Ci jakiekolwiek negocjacje? 24.08.06, 13:29
                                  To Ty pracujesz??? Nie siedzisz w domu z gromadką dzieci, sprzątając, gotując i
                                  czekając na jedynego żywiciela rodziny??? Cóż za niekonsekwencja....
            • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 00:31
              Poza tym kilka razy zastrzeglam, że nie nawoluję do odebrania kobietom praw
              wyborczych, lecz pytam o poglądy na ten temat. NIGDZIE nie napisalam, że chcę
              odebrać komuś jakieś prawa.Uważam,że tzw. równouprawnienie które de facto nigdy
              nie nadeszlo i nie nadejdzie, bo nic nie jest równe niczemu poza danymi nauk
              ścislych, jest niepotrzebnym haslem w niepotrzebnej walce o niepotrzebne idealy,
              które wyznaje znikoma mniejszość. Po prostu feministki nie są w stanie
              zaakceptować czyichś poglądów i rozważań , bo brak tolerancji im tego zabrania.
              OD razu część musi z pianą na ustach i maczetą w dloni pędzić w obronie praw
              uciemięzonych kobiet, które tak naprawde mają Was, Drogie Panie w dupie. Bo
              prawda jest taka, że te kobiety, dla których chcecie wywalczyć np. prawo do
              aborcji, czyli często niekorzystające z antykoncepcji praktykujące katoliczki,
              pierwsze Was ukamienują za mordercze plany w stosunku do zygoty. Poza tym
              katolicyzm niesie ze sobą wiele cennych wartości,nie tylko ciemiężenie i warto
              na to czasem zwrócić uwagę(to do pań, które wyzywaly moje poglądy od
              katolickich).Nieprzyjaciele we wrogim obozie też czasem mają rację.
              • illiterate Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:04
                makrauchenia1 napisała:

                > Poza tym kilka razy zastrzeglam, że nie nawoluję do odebrania kobietom praw
                > wyborczych, lecz pytam o poglądy na ten temat. NIGDZIE nie napisalam, że chcę
                > odebrać komuś jakieś prawa.Uważam,że tzw. równouprawnienie które de facto
                nigdy
                > nie nadeszlo i nie nadejdzie, bo nic nie jest równe niczemu poza danymi nauk
                > ścislych, jest niepotrzebnym haslem w niepotrzebnej walce o niepotrzebne
                idealy

                Feminizm jest bardzo mlody. Jednak mimo to mozesz sie ksztalcic, mozesz sobie
                (sama!) wybrac meza, mozesz z nim nawet nie brac slubu, mozesz jeszcze milion
                innych rzeczy, ktorych nie mialy kobiety przed feminizmem. Mozesz pracowac, a
                jesli Cie przelozony podszczypuje, mozesz odejsc z pracy albo pozwac go do sadu.

                Wiec jeszcze raz: jesli Ci wybor nie pasuje, to z niego zrezygnuj. Ty. Mysle,
                ze na tym forum malo bedzie chetnych na rezygnacje z wolnosci, wiec moze na
                forum 'kobieta' albo 'na luzie' znajdza sie panie, ktore sie z Toba chetnie
                zgodza. Bardzo bylabym ciekawa wynikow takiej dyskusji, bo mam wrazenie, ze
                bylabys w mniejszosci.

                No i - o czym warto pamietac - Ty sama tez na feminizmie skorzystalas. Byc moze
                skonczylas szkole ponadpodstawa, moze poszlas na studia, moze chodzisz z
                facetem, ktory przede_wszystkim podoba sie Tobie, a nie Twojemu ojcu, moze z
                nim wspolzyjesz przed slubem czy cos w tym stylu. To, ze mozesz to robic to
                zasluga procesow emancypacyjnych. Powaznie wolalabys inaczej?

                Ale jesli 'to Ci niepotrzebne', to kto Ci broni z tego zrezygnowac? A jesli
                ktos walczy z czyms, co uwaza za niesprawiedliwe, to w czym Ci to przeszkadza,
                skoro mozesz z wywalczonej przez inne sprawy tak samo zrezygnowac?

                > które wyznaje znikoma mniejszość. Po prostu feministki nie są w stanie
                > zaakceptować czyichś poglądów i rozważań , bo brak tolerancji im tego
                zabrania.

                Nie wiem jak Ty, ale ja nie akceptuje pogladow, ktorych nie akceptuje. Trudno
                mi sobie wyobrazic inna sytuacje. Co do braku tolerancji - zabawne, ze to
                mowisz; feministkom czesto zarzuca sie jej nadmiar, przy okazji odsadzania od
                czci, wiary i braku tzw. 'tradycyjnych wartosci'. Takim rozmowcom i Tobie teraz
                dedykuje linka:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=42186282&a=42195789
                Przyjmuje do wiadomosci, ze Ty i Twoje poglady istniejecie, ale nie mam zamiaru
                sie z Toba zgadzac. Gdzie tu brak tolerancji?

                > OD razu część musi z pianą na ustach i maczetą w dloni pędzić w obronie praw
                > uciemięzonych kobiet,

                A moglabys jakies przyklady? Troche glupio mi dyskutowac o czyms, o czym nie
                mam pojecia.

                > które tak naprawde mają Was, Drogie Panie w dupie. Bo
                > prawda jest taka, że te kobiety, dla których chcecie wywalczyć np. prawo do
                > aborcji, czyli często niekorzystające z antykoncepcji praktykujące katoliczki,
                > pierwsze Was ukamienują za mordercze plany w stosunku do zygoty.

                Organizacje prokobiece i feministycznie maja sie calkiem dobrze - jest ich
                kilkaset w calej Polsce, i nie utrzymalyby sie, gdyby byly niepotrzebne.

                Z tego, co sie zorientowalam, Ty jestes katoliczka, ktora chce prawa do
                aborcji? No i - organizacje kobiece nie zajmuja sie tylko prawami matek,
                traktuja kobiety bardziej, hm, calosciowo.

                Poza tym
                > katolicyzm niesie ze sobą wiele cennych wartości,nie tylko ciemiężenie i warto
                > na to czasem zwrócić uwagę(to do pań, które wyzywaly moje poglądy od
                > katolickich).Nieprzyjaciele we wrogim obozie też czasem mają rację.

                W czym Ci przyznac racje, panno z wrogiego obozu? "Tak, oddalabym swoje prawo
                do glosu w zamian za statecznego meza"? "Tak, spale swoj dyplom ze studiow,
                razem ze wszystkimi ksiazkami, jesli to pomoze mi urodzic dwanascioro dzieci"?
                Jak mam przyznac Ci racje, skoro po prostu sie z Toba nie zgadzam?

                ___
                Nagle Buka zaczela spiewac.
                • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:26
                  A skąd Ci do glowy przyszlo że jestem katoliczką i że jestem przeciwna prawu do
                  aborcji? W którymś z postów jedna pani mi wywrzeszczala w twarz, że jestem, ale
                  to nie ma znaczenia:) Feministki się nie mają dobrze. Wlaśnie dlatego, że nie
                  akceptują poglądów, których nie akceptują.
                  • illiterate Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:30
                    Twoj katolicyzm to hipoteza. OK, zapomnijmy o tym, to tak naprawde nie ma nic
                    do rzeczy.

                    A teraz - podyskutujemy rzeczowo, co probowalam zaproponowac? Wiesz, np z
                    argumentami itd, jak dorosli. Sluze lista organizacji feministycznych, jakby
                    co, tak na poczatek ;)
                    • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:55
                      A te organizacje z adresami, żebym się nie zbliżala:)? Ja się w politykę nie
                      bawię, jak to 100% kobieta:P Wiem,że dla Ciebie moje poglądy brzmia kosmicznie.
                      Dla mnie Twoje pewnie znacznie mniej. Chcialabym żyć w kraju mlekiem i miodem
                      plynącym, bynajmniej nie XIX wiecznym i nie nad kolowrotkiem,ale gdzie wszyscy
                      są równi wobec prawa, kobiety robią zawrotna karierę na wysokich szczeblach też
                      w polityce, jesli mają na to straszna ochotę.Ale wolalabym żeby to wynikalo ze
                      świadomości spolecznej wyrobionej przez rozwój cywilzacyjny. Nie da sie zmusić
                      prawie nikogo do zmiany poglądów. Na pewno nie antyfeministycznych facetów i
                      religijne kobiety. Więc po co się w to bawić? Chyba , że feministki planują
                      jakąś rewoltę zbrojną;)Przecież wiesz, co taki przeciętny czlowiek myśli o
                      feminizmie (bez względu na pleć).I nie zgodzę sie, że to , co teraz mam, mam
                      dzieki Emmeline Pankhurst i innym sufrazystkom.Mam to, bo jeden pan w Niemczech
                      i kilku w Japonii zapragnelo zawladnąć światem i przy okazji naruszylo równowagę
                      populacyjną.Kobiety nic nie wywalczyly do tej pory.
                      • illiterate Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:06
                        Jasne, jakbys miala jakies klopoty, to wal:
                        www.oska.org.pl/baza_organizacji/wyniki_proste.php
                        Koncze te wymiane z nadzieja, ze odmowisz sobie prawa glosu w nastepnych
                        wyborach ;)
                        • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:10
                          Dzięki za linka, wiem już gdzie naslać znajomych terrorystów :P Co do wyborów,
                          możesz być spokojna, nie pójde do urn;) Milego wojowania z wiatrakami;) Pozdrawiam.
                      • piekielnica1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 20:59
                        makrauchenia1 napisała:
                        > Ale wolalabym żeby to wynikalo ze
                        > świadomości spolecznej wyrobionej przez rozwój cywilzacyjny.

                        Zeby ten rozwój cywilizacyjny UFO przyniosło, czy samemu trzeba zawalczyć?

                        > Kobiety nic nie wywalczyly do tej pory.

                        A moja babcia mówi swojej prawnuczce, żeby nie pozwoliła nigdy odebrać sobie
                        tego, co wywalczyły kobiety. I, że żałuje, że nie jest młoda teraz.

                        > Więc po co się w to bawić?

                        Ludzie siedzieliby dotychczas na drzewach gdyby stosowali życiu Twoje teorie
              • gotlama Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:08
                Czy to tak trudno zrozumieć różnicę między wyrzeczeniem się praw (przywilejów) a
                ich BRAKIEM? Czy znasz feministkę która np. walczy o przymus usuwania ciąży
                pochodzącej z gwałtu? Albo o przymus usuwania ciąży tzw. wysokiego ryzyka
                upośledzenia płodu? Albo o przymus pracy kobiet poza domem? Albo o przymus
                rozwodu z bijącym mężem?

                Czy tak trudno zrozumieć różnicę między niechęcią do korzystania z praw
                wyborczych a z BRAKIEM takiej możliwości?

                Wiesz moja droga, JA MAM W DUPIE czy Ty i Tobie podobne zechcą skorzystać z praw
                wywalczonych przez sufrażystki - bo nie ma przymusu korzystania. Ja nie walczę
                o twój obowiązek korzystania z wywalczonych praw, a o to, byśmy zarówno ja jak
                i Ty miały mozliwosć korzystania z nich.
                • heretic_969 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:10
                  Albo o przymus usuwania ciąży tzw. wysokiego ryzyka
                  > upośledzenia płodu?

                  To nie byłoby wcale głupie.
                  • illiterate Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:13
                    Wez sie puknij w glowe, dziekuje z gory.
                    • heretic_969 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:17
                      > Wez sie puknij w glowe, dziekuje z gory.

                      ?
                      Takie to dla Ciebie przykre, skandaliczne?
                      • illiterate Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:24
                        Czyli tak - przymus aborcji niepelnosprawnego plodu jest ok, ale brak prawa do
                        legalnej aborcji - nie?

                        Czytales projekt nowej konstytucji? Oburza Cie? Nie oburza Cie natomiast pomysl
                        na kolejne regulacje, dotyczace tego, co kobieta _musi_ zrobic ze swoim
                        brzuchem? Im mniej wkraczania urzedasow w te, w koncu najintymniejsze sprawy,
                        tym lepiej.
                        • heretic_969 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:28
                          > Czyli tak - przymus aborcji niepelnosprawnego plodu jest ok, ale brak prawa do
                          > legalnej aborcji - nie?

                          Nie wiem czy wiesz, ale jestem chyba najbardziej radykalnym zwolennikiem aborcji
                          na tym forum. Uważam, że kobieta ma prawo do aborcji (niezależnie od przyczyny)
                          do 20-22 tygodnia. W dodatku w wielu przypadkach aborcja powinna być "bezpłatna"
                          (ciężka sytuacja finansowa kobiety, gwałt, uposledzenie płodu, choroba matki)

                          I nie chodzi mi o ingerencję urzędasów, ale o zapobieganie patologii.
                          • illiterate Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:36
                            Jasne.
                            Tyle, ze nie Tobie oceniac, kto ma prawo zyc, a kto nie. Od jakiego braku
                            zaczynamy zabijac. Warto tez - oprocz praw dziecka do szczescia, bo tego chyba
                            w pokretny sposob probujesz bronic, arbitralnie skazujac niepelnosprawnych na
                            smierc przed urodzeniem, pomyslec o matce. Dla niektorych 3 godziny
                            macierzynstwa przed smiercia dziecka to bardzo duzo.
                            • heretic_969 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:42
                              Argument z matką jest najcelniejszy.
                              Dlatego potrzebny byłby psycholog, który wyjaśniłby, jakie byłyby konsekwencje,
                              gdyby ona to dziecko urodziło. Żeby zrozumiała, na co ona je skazuje. Uwierz mi,
                              że życie nie musi być najwyższą wartością.
                              PS - Czy powinniśmy kontynuować dyskusję na tym wątku?
                              • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:43
                                a tu sie zgodzę z heretikiem. Na cholerę rodzić chore i uposledzone dzieci?:/
                                • heretic_969 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:45
                                  Mi bardziej chodzi o to, by nie skazywać ludzi na żywot upośledzonego. A koszt
                                  dla społeczeństwa to inny argument...
                                  • illiterate Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:54
                                    Zesz, heretic, mialam Cie za lewaka. Skad ten rachunek ekonomiczny?

                                    Wiem, ze Polska to kraj biedny, ale nie zycze sobie zyc w kraju, w ktorym dla
                                    oszczednosci zabija sie niepelnosprawnych - narodzonych czy nie narodzonych.
                                    Sto razy wole finansowac z podatkow do konca zycia kulawy system opieki
                                    zdrowotnej, czyli dokladac sie do opieki takze nad nimi. Jesli by kontynuowac
                                    Twoje myslenie, od nienarodzonych mozna gladko przejsc do zabijania
                                    narodzonych, lub termalnie chorych - zeby sie nie meczyli i zeby niepotrzebnie
                                    pieniedzy nie wydawac.

                                    Puknij sie w glowe, mocno, najlepiej kilka razy.
                                    • heretic_969 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:01
                                      Lewakiem jestem. Tyle że "lewactwo" nie oznacza, że mam gdzieś ekonomię - wręcz
                                      przeciwnie.
                                      Dla mnie ważniejszy zdecydowanie jest argument "godnego życia". Ale rozumiem
                                      tych, co podkreślają też aspekt ekonomiczny.
                                  • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:56
                                    Wlaśnie o tym mówię. Tylko ktos bez sumienia powola do istnienia bezbronną
                                    istotę, bez szans na samodzielność i normalne życie.
                                • gotlama Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:55
                                  To może te, które jednak się już urodziły - zgazować?
                                  A jak sobie ktoś karczek skręci i na wózku jeździ - to też może za niego pojąć
                                  decyzję czy ma "chcieć umrzeć"?
                                  Przeczytałaś do którego tygodnia Heretic chce dopuszczalności aborcji?
                                  • illiterate Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:09
                                    Nawet nie chce mi sie sprawdzac. Daje spokoj, golym okiem widac absurd dyskusji.
                              • illiterate Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:49
                                Hehehe.
                                Dajze spokoj, heretic, z tym psychologiem. Oszalales? Psycholog nie moze nikogo
                                naklaniac do swoich pogladow, a tym bardziej - namawiac kogos do rezygnacji z
                                uczuc. Macierzynstwo wiaze sie z wieloma gwaltownymi i mocnymi
                                uczuciami, 'naturalnymi', ale i wspomaganymi przez kulture i chemie (hormony).
                                Nie znam psychologa, ktory by umial naklonic matke (niepelnosprawnego) dziecka,
                                aby je zabila. Albo ona zdecyduje, albo nikt inny. Ani podczas godzinnej sesji
                                ani grupowych, codziennych warsztow 'pozwol zabic swoje dziecko'.
                                Uwierz mi, sa ludzie, ktorzy sie urodzili jako niepelnosprawni i sa szczesliwi.
                                Mysle, ze nie Tobie oceniac, kto moze miec do tego okazje. Ani lekarzom, ani
                                psychologowi :)

                                Nie kontynuuje dyskusji, bo ide spac, a watek jest na tyle absurdalny, ze czemu
                                go nie inkrustowac.
                                • heretic_969 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:54
                                  > Uwierz mi, sa ludzie, ktorzy sie urodzili jako niepelnosprawni i sa szczesliwi.

                                  Jak ktoś nie wie, co traci, to może i jest szczęśliwy.
                                  Aha - czy aborcja to dla Ciebie zabijanie? ("Nie znam psychologa, ktory by umial
                                  naklonic matke (niepelnosprawnego) dziecka, aby je zabila.")
                                  • illiterate Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:03
                                    Mysle, ze moje poglady nie maja w tej dyskusji nic do rzeczy.


                                    Napisales:
                                    > Jak ktoś nie wie, co traci, to może i jest szczęśliwy.

                                    Strasznie mnie drazni Twoje stanowisko takze ze wzgledu na to, ze odmawiasz
                                    niepelnosprawnym prawa do szczescia, nawet do zadowolenia. Niby dlaczego?
                                    Ja od 20 lat zyje z powazna choroba, ktora byc moze doprowadzi do mojego
                                    wczesniejszego niz statystyczne zejscia, i wcale by mi sie nie podobalo, gdyby
                                    grupka lekarzy, antycypujac moja przypadlosc, wytlumaczyla mojej mamie przy
                                    pomocy lekarza, ze aborcja jest koniecznoscia (i lepiej, zeby sie zgodzila po
                                    dobroci, bo prawo to prawo). Naprawde potrafie byc szczesliwa, podejrzewam, ze
                                    bardziej od Ciebie, bo Ty taki troche ponurawy jestes.
                                    • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:07
                                      Wybacz, że sie wtrącam: ale mnie znowu drażni, jak kobieta niesie swój krzyż i
                                      rodzi dziecko bez rączek i nóżek, bo je tak strasznie kocha,nawet takie...to
                                      strasznie piekne i wzniosle, ale ja bym nie chciala tlumaczyć 15 letniemu
                                      chlopakowi, dlaczego nie pokopie na podwórku pilki ani nie dotknie dlonią
                                      dziewczyny i liczyc na to, że jego kalectwo go "wzbogaci" i może moją rodzinę.
                                      Nie kazdy jest taki dzielny jak Madzia Buczek i znajduje pociechę w Panu Bogu:/
                                    • heretic_969 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:09
                                      Zaraz, zaraz. Od razu usuwanie upośledzonych zostało zrównane z zabijaniem
                                      dorosłych niepełnosprawnych. Protestuję.

                                      > Strasznie mnie drazni Twoje stanowisko takze ze wzgledu na to, ze odmawiasz
                                      > niepelnosprawnym prawa do szczescia, nawet do zadowolenia. Niby dlaczego?

                                      Ech... Widzę, że nie zrozumiemy się, jeśli nie poznasz moich poglądów. W skrócie
                                      tylko napiszę, że moje poglądy wynikają głównie z mojego subiektywizmu. A tak
                                      się składa, że wolałbym być usunięty, niż prowadzić życie upośledzonego.
                                      • illiterate Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:13
                                        To moze spiknijcie sie z marakuchenia?

                                        Jakos tak obydwoje macie ochote zaaplikowac Wasze subiektywne checi jakiemus
                                        szerszemu ogolowi w imie jego dobra, nawet jesli mu sie to nie podoba.
                                        • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:15
                                          Sprytne posunięcie:> Jesli się ujawnimy z takimi poglądami w IV RP, stracisz
                                          dwóch przeciwników politycznych, w ciągu jednej nocy:>
                                        • heretic_969 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:15
                                          > Jakos tak obydwoje macie ochote zaaplikowac Wasze subiektywne checi jakiemus
                                          > szerszemu ogolowi w imie jego dobra, nawet jesli mu sie to nie podoba.

                                          Nie każdy z nas jest liberałem, nie każdy uznaje pogląd, że wolność jednego
                                          człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego.
                          • gotlama Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:50
                            Pokawałkować cię bez znieczulenia? 20-22 drugi tydzień to prawie piąty miesiąc.
                            To ekstremalny wcześniak, a nie embrion do pocięcia czy zatrucia.Układ nerwowy
                            zaczyna przewodzić bodźce pod koniec 12 tygodnia, czyli 8-10 tydzień to ostatni
                            termin usunięcia ciąży bez nieludzkiego okrucieństwa względem płodu.
                            No chyba że ty też jesteś z tych kartezjuszowskich mądrali, dowodzących,że
                            skowyt bitego zwierzecia to jedynie ODRUCH, a nie skutek ODCZUWANEGO bólu.
                            • heretic_969 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:58
                              Mimo wszystko szczęście kobiety jest dla mnie ważniejsze. Jasne, że lepiej,
                              gdyby kobieta dokonywała aborcji natychmiast. Ale tak nie jest.
                              I uważam, że gdyby mnie w 5 miesiącu usunięto, to o tym bym nie wiedział.
                              I co to znaczy "nieludzkie okrucieństwo"? :) Tylko ludzie potrafią być okrutni.
                              • gotlama Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:18
                                Dobra - głęboko ludzkie okrucieństwo - z tą tezą się zgodzę.
                                "Niewiedzenie" nie wyklucza odczuwania bólu.
                                • heretic_969 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:20
                                  > "Niewiedzenie" nie wyklucza odczuwania bólu.

                                  To prawda.
                                  Ale śmiem twierdzić, że kobieta podczas porodu przeżywa dużo gorszy ból.
                                  • gotlama Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:36
                                    Czyżbyś miał w tym względzie większe doświadczenie od matki dzieciom ;)
                                    Przy ciąży patologicznej - może, ale przy normalnym porodzie nie jest to takie
                                    straszne jak na amerykańskich filmach pokazują.
                                    • heretic_969 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:44
                                      Nie, nie mam doświadczenia:)
                                      Ale jest to ból świadomy i z pewnością niemały.
                                      Dla mnie największą zaletą aborcji jest zwykły fakt, że gdy nas wyskrobią, to my
                                      o tym i tak nie będziemy wiedzieć. Niczego też nie tracimy. Dlatego nigdy nie
                                      zrównam aborcji z morderstwem.
                                • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:20
                                  Ja tam bym wolala odczuć raz ból niz żyć bez rączek i bez nóżek. Ból fizyczny to
                                  nic przy bólu bezradności.
                                  • gotlama Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 02:32
                                    Ja ci nie bronię podejmowania decyzji o Twoim istnieniu lub nieistnieniu.
                  • gotlama Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:18
                    Nie mam sklerozy, twoje poglądy nt. "eutanazji prenatalnej" pamiętam.
                    A Ty pamiętasz co wtedy Ci napisałam ( a zwłaszcza co napisał Ci stephen)?
                    • heretic_969 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:19
                      Pamiętam i pamiętam także, że nie zgodziłem się.
                      • gotlama Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:30
                        To też zostało "zakonotowane"
                • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:33
                  Tak, Droga Gotlamo, bo napisalam, że uważam, że feministki chcą zmuszać kobiety
                  do usuwania ciąży:/ :/ W co drugim poście piszę o tym, że aborcja jest
                  grzechem:/ Po prostu męczy mnie sposób tej walki, który do niczego nie prowadzi
                  i wmawianie kobietom, że są takie same jak faceci, podczas gdy one w większości
                  wcale tak nie czują.
                  • illiterate Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:37
                    W ktorym dokladnie poscie ktorakolwiek z nas wmawiala kobietom, ze sa takie
                    same, jak faceci? Pytam z ciekawoscia, chetnie bym cos takiego przeczytala.
                    Podasz linka?
                    • makrauchenia1 Re: Po co makrauchenii aborcja? 20.08.06, 01:44
                      > W ktorym dokladnie poscie ktorakolwiek z nas wmawiala kobietom, ze sa takie
                      > same, jak faceci? Pytam z ciekawoscia, chetnie bym cos takiego przeczytala.
                      > Podasz linka?



                      dobra, wycofuję się, to bylo glupie:PŻadna z Was tego nie powiedziala, zresztą
                      tak jak i ja nie powiedzialam wiele rzeczy, które mi wmawiacie:)
    • bleman Chce wam sie gadac z tym trolem ? ;-) 20.08.06, 12:18

      • kot_behemot8 Właśnie, też się dziwię nt. 20.08.06, 12:26
        .
    • turbomini Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 20.08.06, 19:34
      makrauchenia1 napisała:

      > Jak uważacie- czy równouprawnienie i prawo glosu jest kobietom do czegoś
      > potrzebne?
      >Tak naprawdę sądzę że 99% kobiet z chęcią zrzekloby się
      > swoich praw żeby żyć wygodnie i zajmować się domem i dziećmi (gdyby nie bylo
      > przymusu spolecznego i napiętnowania "ona nic nie robi").

      Hmm, sama się zapytam, sama se odpowiem...wygłaszając Wam tu jedynie słuszną
      prawdę.
    • rruda Re: Równouprawnienie i prawo glosu -na co to nam? 22.08.06, 16:57
      Z tym, że to mężcyźni narzucili nam nowe prawa i obowiązki to zdecydowana
      przesada. Po co mieliby to robić? Siedziałyśmy w domu, tylko gary, dzieci i
      oczywiście pan i władca. Rousseau - wielki piewca równości, uważał, że kobieta
      istnieje tylko po to by być uległą mężczyźnie i to jest jej przeznaczenie. A
      mądra żona to dla mężczyzny nieszczeście, bo mając własne zainteresowania
      zaniedbuje dom, dzieci, a co gorsze
      stara się ukształtować męża na swój sposób. Z tym przymusem też się nie zgadzam
      - ja widzę go inaczej - pracuje zawodowo - robi karierę - zaniedbuje dzieci i
      dom. Tak to u nas funkcjonuje. Czemu kobiety w Polsce nie angażują się w zycie
      społeczne? Nie mają na to czasu - proste. Wciąż funkcjonuje u nas - mimo tego,
      że oboje pracują zawodowo - tradycyjny podział obowiązków domowych. To mąż
      łaskawie czasami pomoże żonie w domu, łaskawie rezygnujac z częsci swojego czasu
      wolnego. A kobieta tyra na dwa etaty. Nie żałuję, że czasy się zmieniły.
      Strasznie się z tego cieszę. Nie znioslabym traktowania jak powietrze. A faceci
      myślę, że właśnie załują straszliwie
Inne wątki na temat:
Pełna wersja