czyje prawo wazniejsze?

28.02.03, 13:46
mam pytanie na rozdrozach rownuprawnienia...

niewatpliwie zdarzaja sie sytuacje, ze prawo jednej
strony jest ograniczone lub zagrozone prawem drugiej
strony...

... czyje prawo jest wtedy wazniejsze??? kto ma prawo
do swojego prawa?

jak myslicie?
jakie jest Wasze zdanie?
    • losiu4 Re: czyje prawo wazniejsze? 28.02.03, 14:10
      sagan2 napisała:

      > mam pytanie na rozdrozach rownuprawnienia...
      >
      > niewatpliwie zdarzaja sie sytuacje, ze prawo jednej
      > strony jest ograniczone lub zagrozone prawem drugiej
      > strony...
      >
      > ... czyje prawo jest wtedy wazniejsze??? kto ma prawo
      > do swojego prawa?
      >
      > jak myslicie?
      > jakie jest Wasze zdanie?

      Moje zdanie jest takie: kazda sytuacja powinna byc rozpatrywana indywidualnie. Jesli podzasz jakis
      konkretny przyklad - ustosunkuje sie do niego. A co Ty o moim podejsciu myslisz?

      Pozdrawiam

      Losiu
      • sagan2 Re: czyje prawo wazniejsze? 28.02.03, 14:27
        hm... ale takie podejscie daje wrazenie, ze prawo w sumie
        mozna naginac "indywidualnie", albo szargac
        "indywidualnie"
        czy prawo nie powinno byc bardziej konkretne i, ze tak
        powiem, stanowcze?
        tzn. jesli mam do czegos prawo, to je mam, a nie "mam, o
        ile w indywidualnym rozpatrzeniu wyjdzie, ze mam"...
        • losiu4 Re: czyje prawo wazniejsze? 28.02.03, 15:08
          sagan2 napisała:

          > hm... ale takie podejscie daje wrazenie, ze prawo w sumie
          > mozna naginac "indywidualnie", albo szargac
          > "indywidualnie"
          > czy prawo nie powinno byc bardziej konkretne i, ze tak
          > powiem, stanowcze?
          > tzn. jesli mam do czegos prawo, to je mam, a nie "mam, o
          > ile w indywidualnym rozpatrzeniu wyjdzie, ze mam"...

          Moze najpierw napisze jak zrozumialem Twoj dylemat. Najpierw zalozylem ze chodzi o prawa skodyfikowane. Nagle
          wybuchl konflikt 2 stron kazda oskarzajaca druga o pogwalcenie swoich praw. Wiec ida do sadu (tu naduzylem
          swojej pozycji, stawiajac sie na jego miejscu) i niezaleznie od oczywistosci tego kto komu co pogwalcil _kazda_
          sprawa ma byc rozsztrzygnieta indywidualnie. I o to mi chodzilo. Potem zajalem sie sprawami innymi. Sprawy inne
          tez podlegaja ludzkim osadom i cos co w jednym kacie swiata bedzie sie wydawalo ze strona 1 pogwalcila prawa
          strony 2 w innym wiekszosc ludzi by sie zgodzilo ze jest wrecz odwrotnie. Vide dylemat aborcji z pozycji dziecko -
          kobieta z roznymi niuansami,zarowno gdyby rozstrzyganie bylo w gestii sadow jak i gdyby decydowanie bylo tylko i
          wylacznie po stronie przekonan ludzi. Sprawiedliwe rozstrzygniecia wszedzie i zawsze daje P. Bog.

          Pozdrawiam

          Losiu
          • sagan2 Re: czyje prawo wazniejsze? 28.02.03, 16:59
            no wlasnie, co z tym prawem skodyfikowanym? gdy obie
            strony maja prawo do przeciwstawnych rzeczy?
            ktorej ma sie przyznac to prawo?
            czy tej slabszej stronie?
            czy tej, ktora umie je sobie wywalczyc?
            czy, jak pisal Doku, tej, ktora prawo "nabyla" pierwsza?

            czy sa jakies jasne zasady w prawodastwie?
            bo wydaje mi sie, ze problem jest, i to spory
            • losiu4 Re: czyje prawo wazniejsze? 01.03.03, 16:56
              sagan2 napisała:

              > no wlasnie, co z tym prawem skodyfikowanym? gdy obie
              > strony maja prawo do przeciwstawnych rzeczy?
              > ktorej ma sie przyznac to prawo?
              > czy tej slabszej stronie?
              > czy tej, ktora umie je sobie wywalczyc?
              > czy, jak pisal Doku, tej, ktora prawo "nabyla" pierwsza?

              Nadal nie wycofuje sie z tego co powiedzialem: kazda sprawa powinna byc
              rozpatrywana indywidualnie. Nie raz zdarzaly sie procesy, w ktorych jedna
              strona stawiala na 'slabosc' liczac na wspolczucie sedziego (lawy
              przysieglych). I gdyby sedzia nie zwracal na to uwagi, zle by sie dzialo. Inna
              znowu strona stawiala za 'sile' (np. znajomosci w wysokich kregach wladzy)- i w
              kazdym przypadku sad, wg mojego zdania powinien przypatrzec sie temu
              bezstronnie. Wiem, ktos moze zarzucic mi teraz, ze jestem idealista. No ale
              coz, taki jestem... Jesli chodzi o sprawy 'grube' (np. rozstrzygniecia pomiedzy
              panstwami) przytocze zdanie, ktore wg. mnie jest adekwatne do takowych
              rozstrzygniec: zwyciezca ma zawsze racje. I tak byloby, gdyby np. p. Hitler
              wygral II wojne swiatowa. Wszystkie rozstrzygniecia sadow (chodzi mi o sprawy
              zwiazane z wojna) bylyby po jego stronie.

              > czy sa jakies jasne zasady w prawodastwie?
              > bo wydaje mi sie, ze problem jest, i to spory

              Nie wiem, czy jest problem. Jesli slysze zdanie ze ktos 'zawsze ma racje'
              dzwonia mi w uszach dzwonki alarmowe i zaczynam sie sprawie przygladac uwazniej
              (vide: USA vs Irak). Rozwiazaniem wszelkich dylematow byloby zatrudnienie do
              rozsadzania wszelkich spraw Boga. Chociaz i jego wyroki moglyby
              byc 'niesprawiedliwe' (Bog chrzescijanski) gdyby przyszlo sadzic niektore
              sprawy (np. hinduistow). Dla mnie - i z tego zdania sie nie wycofuje jak na
              razie - _kazda_ sprawa powinna byc rozstrzygana indywidualnie, gdyz wg. mnie
              zalozenie ze jakakolwiek strona (slabsza czy silniejsza, wczesniejsza czy
              pozniejsza) ma zawsze i wszedzie racje, wrecz prowokuje do niesprawiedliwosci,
              gdyz na tym padole sprawy sklada i rozsadza czlowiek, istota niestety
              niedoskonala...

              Pozdrawiam

              Losiu
              • Gość: sagan Re: czyje prawo wazniejsze? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 02.03.03, 21:15
                no ale skoro cylowiek niedoskonaly rozpatruje sprawy, to
                tak samo moze popelnic "czyn niesprawiedliwy", gdy
                rozstrzyga indywidualnie, prawda? tutaj jest dopiero pole
                do manipulacji, gdy nie ma nic na ten temat w
                prawodawstwie...
                rozumiem Twoje przeslanie, ale jest ono bardzo
                idealistyczne - zaklada, ze kazdy sadzony jest
                sprawiedliwie. a tym roznie bywa, zwlaszcza gdy nie ma
                regulacji prawnych...
                • losiu4 Re: czyje prawo wazniejsze? 03.03.03, 14:46
                  Gość portalu: sagan napisał(a):

                  > no ale skoro cylowiek niedoskonaly rozpatruje sprawy, to
                  > tak samo moze popelnic "czyn niesprawiedliwy", gdy
                  > rozstrzyga indywidualnie, prawda?

                  Oczywiscie ze moze - ba, powiem wiecej - zdarza sie to o wiele za czesto. I nic na to nie mozna poradzic (tzn.
                  -przynajmniej przy sadach - istnieje instytucja odwolania, gdyz dla spraw 'obyczajowych' takiej drogi nie ma).

                  > tutaj jest dopiero pole
                  > do manipulacji, gdy nie ma nic na ten temat w
                  > prawodawstwie...

                  Jestem zdania ze jeszcze wiecej zamieszania wprowadzilaby zasada nienaruszalna: ' zawsze wygrywa ta
                  strona....
                  no bo tak i juz'. Matactwa byly, sa i beda (niezaleznie od tego czy mialoby byc 'po mojemu' czy 'po Twojemu')- nie
                  jestem az takim idealista... Jesli na dany temat nic nie ma w prawodawstwie - to juz sprawa sumien i umyslow ludzi.
                  A na te wplywu nie mamy

                  > rozumiem Twoje przeslanie, ale jest ono bardzo
                  > idealistyczne - zaklada, ze kazdy sadzony jest
                  > sprawiedliwie. a tym roznie bywa, zwlaszcza gdy nie ma
                  > regulacji prawnych...

                  Zauwaz, ze nikt rowniez nie zagwarantuje iz przy ostrej zasadzie prawnej zostanie wydany sprawiedliwy wyrok.
                  Sadzic i tak bedzie czlowiek i niezaleznie od paragrafow - jesli bedzie chcial - wyda wyrok po swojemu... Dlatego
                  twierdze, ze - IMO - mniejszym ryzykiem bedzie to, co dzis mamy: rozpatrywanie indywidualne z mozliwoscia
                  odwolan. A gdy nie ma regulacji prawnych - no coz, i tak decyduja indywidualnie ludzie, niezaleznie od tego co
                  chcialabys wprowadzic.

                  Podam przyklad, ktory ktos mi opowiadal (zakladam ze nie klamal). To bylo na kontrakcie w Arabii Saudyjskiej czy
                  innym Libanie. Gdy tam przyjechal, dziwil sie niepomiernie, za kierowcami wozacymi ich do pracy byli Arabowie. Co
                  jest - myslal sobie- czyzby nikt z naszych nie umial jezdzic? I po paru dniach dowiedzial sie od starszego stazem
                  kolegi: otoz tam bylo tak, ze za spowodowany wypadek miedzy obcokrajowcem (Europejczykiem) a tubylcem winny
                  jest zawsze obcokrajowiec. Sad nigdy w zyciu nie wyda innego wyroku...

                  Pozdrawiam

                  Losiu
                • Gość: Sebastian Re: czyje prawo wazniejsze? IP: *.tele2.pl 03.03.03, 15:36
                  > no ale skoro cylowiek niedoskonaly rozpatruje sprawy, to
                  > tak samo moze popelnic "czyn niesprawiedliwy", gdy
                  > rozstrzyga indywidualnie, prawda? tutaj jest dopiero pole
                  > do manipulacji, gdy nie ma nic na ten temat w
                  > prawodawstwie...
                  > rozumiem Twoje przeslanie, ale jest ono bardzo
                  > idealistyczne - zaklada, ze kazdy sadzony jest
                  > sprawiedliwie. a tym roznie bywa, zwlaszcza gdy nie ma
                  > regulacji prawnych..
                  Powyższe stwierdzenie jest ze wszechmiar słuszne i tylko dziwi mnie, że mając
                  świadomośc powyższego jednocześnie reprezentujesz światopogląd taki jaki
                  reprezentujesz.
    • Gość: doku Problem jest prosty na wysokim poziomie ogólności IP: *.mofnet.gov.pl 28.02.03, 14:32
      Jeżeli dwa prawa wchodzą w konflikt, to rozstrzygają związki przyczynowo-
      skutkowe pomiędzy ich realizacją. Pierwszeństwo ma prawo, którego realizacja
      zostaje zakłócona, a które było realizowane wcześniej niezależnie od realizacji
      prawa zakłócającego. W sytuacji idealnej synchronizacji w czasie dwóch
      niezależnych realizacji niezaleznych i różnych praw, konieczne jest aprioryczne
      rozstrzygnięcie, jak w wypadku kolizji na drogach równorzędnych.
      • Gość: doku Jeżeli więc dwa prawa są dobrze określone, to... IP: *.mofnet.gov.pl 28.02.03, 15:31
        ... rozstrzygnięcie też jest proste. Źródłem kontrowersji jest wyłącznie
        niezgoda na uznanie jakiegoś prawa. Np. czy zwierzę powinno mieć prawo do
        życia? Jeśli tak, to powinniśmy je szanować. Gdyby zwierzę miało prawo do
        życia, to tylko wegetarianie byliby na wolności. Sam konflikt między prawami
        nie wywołuje kontrowersji, każdy intuicyjnie czuje, czyje prawo w konkretnej
        sytuacji zostało naruszone.
      • sagan2 Re: Problem jest prosty na wysokim poziomie ogóln 28.02.03, 16:30
        Doku, a czy to jest jakies "oficjalne", tzn np prawnicze
        rozwiazanie? nie slyszalam o czyms takim (ale na prawie
        zupelnie sie nie znam!), a wydaje mi sie to interesujace.
        czy tez jest to Twoja wlasna teoria?
        • Gość: doku Kiedyś interesowałem się historią filozofii ... IP: *.mofnet.gov.pl 28.02.03, 16:40
          sagan2 napisała:

          > czy to jest jakies "oficjalne", tzn np prawnicze
          > rozwiazanie?

          ... i tak zapamiętałem zakończenie jednego z wątków etycznych, chociaż nie
          pamiętam kto i kiedy to napisał, to jednak prawie pewien jestem, że nic
          lepszego nie wymyślono już w kwestii relacji podmiotów praw.
          • sagan2 Re: Kiedyś interesowałem się historią filozofii . 28.02.03, 16:49
            a czy to sie stosuje w praktyce?

            mi jakos utkwilo w pamieci "prawo slabszego", tzn ze
            prawo chroni jednostke slabsza w danym konflikcie. tylko
            tutaj oczywiscie zaraz pojawia sie pytanie, wedle jakich
            kryteriow okreslamy, kto jest slabszy...
            cy nie taka jest wlasnie motywacja w prawie cywilnym
            tego, ze nie zawsze zaklada sie domniemanie niewinnosci?
            np trudno jest (z roznych przyczyn, glownie finansowych)
            skarzyc prywatnej osobie duza firme... i prawo niejako
            pomaga "slabszemu" (w tym przypadku osobie prywatnej).
            moze cos strasznie mieszam, pisalam, ze na prawie sie nie
            znam...

            a to, co napisales dalo mi do myslenia
            • Gość: doku Prawo słabszego bierze się z umowy IP: *.mofnet.gov.pl 28.02.03, 17:27
              sagan2 napisała:

              > jakos utkwilo w pamieci "prawo slabszego"

              Wcześniej musi być określone jaka słabość jest przez prawo wyróżniona nadaniem
              specjalnych praw. Mając już konkretne prawo (słabszego), mamy potencjalne
              źródło konfliktu z innym prawem. Przykładem jest prawo do miejsca siedzącego w
              autobusie. Nie ma zasady, że silniejszy ustępuje słabszemu w każdej sytuacji.
              Kto pierwszy, ten lepszy, chyba że jest to miejsce wyróżnione przez specjalne
              prawo do siadania. Prawo zwykłego człowieka do siedzenia sobie nie jest
              realizowane niezależnie w warunkach, gdy miejsce jest oznakowane - siadając na
              tym miejscu zdrowy człowiek z góry jest skazany na przegraną w wypadku
              konfliktu z inwalidą. Nie jest więc to jakiś szczególny typ prawa "słabszego"
              ale raczej rodzaj prawa do rezerwacji miejsca.

              Dlatego o łobuzie, który nie ustępuje miejsca nieoznakowanego nie powiemy
              "bezprawie", ale "znieczulica".

              > w prawie cywilnym
              > tego, ze nie zawsze zaklada sie domniemanie niewinnosci?

              Zasadniczym kryterium odróżniającym prawo karne od cywilnego jest samo pojęcie
              kary - stąd prawo karne. Domniemanie niewinności dotyczy tylko winy w
              rozumieniu prawa karnego, czyli chroni niewinnych przed okrucieństwem kary.
              Prawo cywilne służy rozsądzaniu konfliktów stron i nie nakłada takich kar, jak
              prawo karne. Wina w prawie cywilnym ma znaczenie fizyczne (jako przyczyna), a
              nie etyczne.

              > np trudno jest (z roznych przyczyn, glownie finansowych)
              > skarzyc prywatnej osobie duza firme... i prawo niejako
              > pomaga "slabszemu" (w tym przypadku osobie prywatnej).

              nic o tym nie wiem, nie jestem prawnikiem

    • Gość: EWOK Niestety IP: 213.241.18.* 28.02.03, 14:45
      nikt nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. To jest sytuacja taka jak -
      dopuszczalnośc aborcji jako pogwałcenie prawa do życia lub zakaz aborcji jako
      pogwałcenie prawa do decydowania o sobie i swoim organizmie. I dalej idąc -
      aborcja w sytuacji jeśli jest zagrożone życie matki - co wtedy przy takim
      konflikcie praw (zakładając, że jest to sytuacja, kiedy dziecko jest zdolne
      przeżyć). A przetaczanie lub nieprzetaczanie krwi świadkom Jehowy? Pełno jest
      takich dylematów, gdzie wręcz chodzi o życie, kwestia równej płacy czy kto
      stanie przy garach to przy tym naprawdę małe piwo.
      • sagan2 Re: Niestety 28.02.03, 16:28
        Zgadzam sie, Ewok.
        i nie bylo moim celem rozstrzygniecie, kto ma prawo
        ogladac telewizje, a kto ma prawo stac przy garach...
        po prostu zauwazylam, przy okazji roznych dyskusji tutaj,
        ze czesto jest tak, ze obie strony konfliktu powoluja sie
        na przyslugujace im prawa, ktore sa w sprzecznosci.
        i co wtedy?

        przyklad z aborcja, gdy kobiecie grozi smierc jest
        szczegolnie drastyczny i chyba kazdy przyzna, ze to
        bardzo ciezka sprawa... wg stwierdzenia Doku, trzeba by
        uznac prawo kobiety za wazniejsze (zyla wczesniej). a
        takze trudno wymagac od kazdego bohaterstwa. ale
        wyobrazam siebie, ze dla osob gleboko wierzacych albo tez
        bezwzglednie przyznajacych zarodkowi czlowieczenstwo to
        wielki dramat.

        ale sa rowniez mniej dramatyczne sprawy, w ktorych obu
        stronom wydaje sie, ze maja prawo do sprzecznych
        rzeczy...
        ... co robic wtedy?

        oczywiscie nasuwaja sie dwie bardzo szybkie mysli:
        - prawo silniejszego
        - prawo slabszego

        to co napisal Doku nie przyszlo mi do glowy, musze sobie
        przemyslec.
        • Gość: doku Nie zawsze ciąża zagraża życiu kobiety IP: *.mofnet.gov.pl 28.02.03, 17:03
          sagan2 napisała:

          > wg stwierdzenia Doku, trzeba by
          > uznac prawo kobiety za wazniejsze (zyla wczesniej)

          Tylko w wypadku zagrożenia życia kobiety to rozumowanie tak działa.

          Zwykle konflikt występuje pomiędzy prawem dziecka do życia, a prawem kobiety do
          swobodnego dysponowania swoim ciałem. Jeżeli nikt nie kwestionuje prawa dziecka
          do życia, to prawo dziecka z tego konfliktu zwykle wychodzi zwycięsko, bo
          dziecko wcześniej sobie żyło, a pomysł aborcji pojawia się później.

          Źródłem kontrowersji nie jest konflikt praw, ale samo uznanie prawa dziecka do
          życia. Kontrowersje dotyczą tego, czy kupkę komórek, która nawet jeszcze
          zwierzęcia nie przypomina, możemy nazywać człowiekiem i uznać go za podmiot
          praw. To jest źródło nieustających sporów, a prawo różnych krajów w różnym
          wieku określa tę granicę (12 lub 14 tygodni, 3 miesiące) powyżej której płód
          jest chroniony przez prawo. W innych krajach, np. w Polsce, aborcja w każdym
          wieku może być w pewnych sytuacjach ukarana przez prawo, więc prawo polskie
          uznaje podmiotowość płodu od chwili poczęcia.

          Jak widać, konflikty rozstrzyga się łatwo, trudniej uzgodnić zakres
          przysługujących praw.
          • sagan2 Re: Nie zawsze ciąża zagraża życiu kobiety 28.02.03, 17:10
            oczywiscie, ze mialam na mysli tylko przypadek, gdy ciaza
            zagraza zyciu kobiety
            • Gość: doku a więc przepraszam. nt IP: *.mofnet.gov.pl 28.02.03, 17:30
    • Gość: Sebastian Re: czyje prawo wazniejsze? IP: *.tele2.pl 28.02.03, 17:31
      sagan2 napisała:

      > mam pytanie na rozdrozach rownuprawnienia...
      >
      > niewatpliwie zdarzaja sie sytuacje, ze prawo jednej
      > strony jest ograniczone lub zagrozone prawem drugiej
      > strony...
      >
      > ... czyje prawo jest wtedy wazniejsze??? kto ma prawo
      > do swojego prawa?
      >
      > jak myslicie?
      > jakie jest Wasze zdanie?
      Trochę zbyt ogólnie i niejasno sformułowałas to pytanie ale spróbuję ci
      odpowiedzieć.
      Sa sytuacje, w których następuje konflikt dwóch równoważnych praw i trzeba to
      jakoś rozwiązać.
      Kazdy ma prawo zaparkowac samochód na publicznym parkingu ale to nie znaczy, że
      jak sąsiad zajmie ostatnie wolne miejsce na prakingu to moge jego samochód
      zepchnąć i postawić tam swój.
      Trzeba więc przyjąc jakąs -nazwijmy to - "sztuczną" zasadę rozwiązywania tego
      sporu.
      W tym przypadku zasada ta jako tako funkcjonuje i polega na tym, że każdy ma
      prawo zaparkowac w publicznym miejscu ale jeśli ktos zajął wcześniej dane
      miejsce to musimy czekac aż to miejsce się zwolni.
      Cóż. Zasada nie jest doskonała, ale przynajmniej w miarę jako tako uniwersalna
      i bezstronna ponieważ nie preferuje żadnej grupy kierowców kosztem innych.
      Jest po prostu jakieś deficytowe dobro - miejsce na prakingu i chcąc nie chcąc
      musimy wprowadzić jakies zasady podziału tego deficytowego dobra. Zasady te
      będą zawsze sztuczne i umowne ale to nie zmienia faktu, że w ramach tej
      umowności moga byc bardziej sprawiedliwe lub mniej sprawiedliwe. Zasada że
      właściciel samochodu w jaśniejszym kolorze musi ustąpić miejsca samochodowi w
      ciemniejszym kolorze też "jakoś" by problem rozwiązywała ale byłaby
      niesprawiedliwa - preferowałaby określoną grupę kierowców i w dodatku rodziła
      potencjalen konlikty (dwa samochody w tym samym kolorze?)
      Przeczucie podpowiada mi jednak , że Ty pisząc o dwóch stojących naprzeciw
      siebie prawach masz na myśli coś zupełnie innego.
      Podejrzewam, że chodzi ci o POZORNY konflikt typu: prawo pracodawcy do
      swobodnego wyboru pracownika i prawo pracownika do bycie "niedyskryminowanym".
      Mam rację?
      • sagan2 Re: czyje prawo wazniejsze? 01.03.03, 15:02
        nie do konca masz racje. "pozorny" problem podany przez
        Ciebie zainspirowal mnie do zastanowienia sie, jak to
        jest z tym prawem do czegos.
        i "konflikt samochodowy", ktory podales za przyklad jest
        bardzo trywialny. chodzilo mi raczej o naprawde ciezkie
        przypadki, chocby takie, jakie wymienila Ewok.
        to barziej rozwazania filozoficzne i moralne. choc
        chcialabym tez wiedzeic, jak PRAWO sobie z tym radzi.

        PS. dlaczego uwazasz, ze problem jest "pozorny"?
        • Gość: Sebastian Re: czyje prawo wazniejsze? IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 01.03.03, 17:10
          > nie do konca masz racje. "pozorny" problem podany przez
          > Ciebie zainspirowal mnie do zastanowienia sie, jak to
          > jest z tym prawem do czegos.
          > i "konflikt samochodowy", ktory podales za przyklad jest
          > bardzo trywialny. chodzilo mi raczej o naprawde ciezkie
          > przypadki, chocby takie, jakie wymienila Ewok.
          > to barziej rozwazania filozoficzne i moralne. choc
          > chcialabym tez wiedzeic, jak PRAWO sobie z tym radzi.
          Mechanizm konfliktu w moim i przykładzie i w przykładzie EWOK jest podobny
          tylko drastycznośc większa w tym drugim.


          > PS. dlaczego uwazasz, ze problem jest "pozorny"?
          Który problem?
          Problem dyskryminacji?
          Z wielu powodów.
          Jeden z nich podałem w wątku "Feminizm kontra antyfeminizm":
          www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=212&w=4750315&a=4798050
Inne wątki na temat:
Pełna wersja