johnny-kalesony
04.11.06, 01:44
Włączam sobie dzisiaj odbiornik telewizyjny o godzinie bodaj 22.30, żeby
obejrzeć szydzącego z aberracji rzeczywistości Rafała Ziemkiewicza.
Rafał Ziemkiewicz zaprosił do programu najpierw Manuelę Gretkowską, która
zaszokowała publiczność książką, będcą pochwałą maciererzyństwa (istotnie -
takich to czasów dożyliśmy; lada moment ktoś zaszokuje nas zapewne książką o
romansie damsko-męskim), później zaś wydarzyło się coś, co stało się powodem
mojego oszołomienia.
Kolejny temat programu miał wyczerpać się w dyskusyjce na temat gazet i
periodyków koleżankowych. Na scenę wkroczyła zdeklarowana feministka, redaktor
Domagalik i nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to JAK wkroczyła.
Nie wiem doprawdy, w jaki sposób to napisać, ponieważ do tej pory nie mogę
zdobyć się na zaufanie wobec ócz mych błękitu ...
Otóż redaktor Domagalik, podobno feministka, pojawiła się w studio w
minióweczce ... i to na dodatek - skórzanej! Mało tego - na wysokich
szpilaskach na widok patriarchalnych, podłych samców się wystawiała!
Co na to Kazia, co na to Kinga?
Wiecie - ja do tej pory dojść do siebie nie mogę ...
Pozdrawiam
Keep Rockin'