Mój brzuch - moja sprawa

06.03.07, 13:01
ciąg dalszy

Wedle niektórych , tylko matka winna zatem ponosić koszty wychowania dziecka.

A zatem - i jego konsekwencje.

Jeżeli dziecko zostaje milionerem - korzysta z tego tylko
mamusia, tatuś - nie?

starą, schorowaną mamusią dziecko opiekuje się, tatusiem - nie?

a jeżeli dziecko dostanie nagrodę Nobla - powinno rozsławić nazwisko
MATKI...czyli powinno je nosić!
    • pavvka Re: Mój brzuch - moja sprawa 06.03.07, 13:06
      kochanica-francuza napisała:

      > Wedle niektórych , tylko matka winna zatem ponosić koszty wychowania dziecka.

      Wedle kogo? Szczerze nie kojarzę, żeby ktoś tu coś takiego sugerował.
      • kochanica-francuza Re: Mój brzuch - moja sprawa 06.03.07, 13:07

        >
        > Wedle kogo? Szczerze nie kojarzę, żeby ktoś tu coś takiego sugerował.
        Oj było, było, z okazji dyskusji "mój brzuch jest tylko mój".
        Sztandarowym przedstawicielem niektórych jest tad.
        • kochanica-francuza Re: Mój brzuch - moja sprawa 06.03.07, 13:11
          kochanica-francuza napisała:

          >
          > >
          > > Wedle kogo? Szczerze nie kojarzę, żeby ktoś tu coś takiego sugerował.
          > Oj było, było, z okazji dyskusji "mój brzuch jest tylko mój".
          > Sztandarowym przedstawicielem niektórych jest tad.
          Który zdaje się porównywał współżycie do wspólnego robienia np. ciasta...
    • bri Re: Mój brzuch - moja sprawa 06.03.07, 13:13
      Trochę nie wiadomo do czego się odnosisz.

      A w ogóle do mnie akurat to hasło "Mój brzuch - moja sprawa" nie przemawia. Nie
      jestem za dopuszczalnością aborcji z przyczyn społecznych powyżej 12 tc. Nie
      lubię też sprowadzania ew. konsekwencji ciąży do rejonu brzucha tylko - bo są
      znacznie bardziej rozległe. Raczej bym akcentowała fakt, że ciężko nazwać
      człowiekiem zarodek na wczesnym etapie rozwoju.
      • kochanica-francuza Re: Mój brzuch - moja sprawa 06.03.07, 13:18
        bri napisała:

        > Trochę nie wiadomo do czego się odnosisz.

        Na hasło "Mój brzuch - moja sprawa" rzeczeni niektórzy zawołali, że skoro
        kobieta o aborcji decyduje SAMA , to i SAMA powinna wychować.
        • bri Re: Mój brzuch - moja sprawa 06.03.07, 13:20
          No to głupota bo to sprzeczność sama w sobie. Skoro decyduje się na aborcję to
          nie ma kogo wychowywać.
          • kochanica-francuza Re: Mój brzuch - moja sprawa 06.03.07, 13:21
            bri napisała:

            > No to głupota bo to sprzeczność sama w sobie. Skoro decyduje się na aborcję to
            > nie ma kogo wychowywać.

            Nie, nie. SAMA decyduje , ale niekoniecznie wybiera aborcję.
            • bri Re: Mój brzuch - moja sprawa 06.03.07, 13:25
              W takim razie nie sposób odmówić im słuszności przynajmniej w części. Moim
              zdaniem ew. ojciec powienien jednak mieć coś do powiedzenia w takiej kwestii,
              poza pewnymi przypadkami, w których już samo poczęcie odbyło się wbrew woli
              kobiety. Ale jak to w praktyce rozwiązać w przypadku gdy rodzice są w
              konflikcie - zupełnie sobie tego nie wyobrażam.
              • kochanica-francuza Re: Mój brzuch - moja sprawa 06.03.07, 13:28
                bri napisała:

                > W takim razie nie sposób odmówić im słuszności przynajmniej w części.

                I konsekwentnie:

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=58540900&a=58540900
                • marzeka1 Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 20:09
                  Gdy oglądałam w TV migawki z manify też zwróciłam uwagę na to hasło, poza tym jakaś natchniona dziewoja też argumentowała w ten sposób. Dla mnie jest to NAJGŁUPSZY z możliwych argumentów,bo aby kobieta była w ciąży potrzeba 2 osób (pomijam inne rodzaje zapłodnienia),w ten sposób uważa się, że mężczyzna nie ma nic do powiedzenia.
                  • kot_behemot8 Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 20:56
                    > w ten sposób uważa się, że mężczyzna nie ma nic d
                    > o powiedzenia.



                    Nie, w ten sposób "uważa się", ze o aborcji nie ma nic do powiedzenia poseł,
                    ksiądz czy działacz wszechpolski. Uważa się też, że o aborcji powinni decydowac
                    wyłącznie osoby które przyczyniły się do ciąży - ojciec i matka.
    • aelithe Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 20:47
      Droga kochanico francuza nie wiem skąd wzięłaś takie hasła. Do niedawna w
      europie istanił system zwany patryarchalizmem. Ten uparcie zwalczany przez
      opierał się na fundamentalnej zasadzie, że dziecko ma ojca i jest on jako
      współodpowiedzilany za jego istnienie odpowiedzialny za jego przyszłość.
      Rewolucja feministyczno- matryarchalna jaka teraz zachodzi, dzięki sukcesom
      jaśnie oświeconych feministek radykałów takie przeżytki przeszłości jak
      patryarchalizm uważa za idiotyczne. Nie dziwi mnie więc stwierdzenie , że
      brzuch należy do kobiety; a życie płodu i później urodzonego dziecko może
      zależeć wyłącznie do damskiego kaprysu. Odrzucając pryncypia odrzucamy samą
      zasadę odpowiedzialności ojca za dziecko.; więc nie można oczekiwac poczuwanie
      się przez niego do właśności kaprysu kobiety.
      • kochanica-francuza Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 20:53
        aelithe napisał:

        > Droga kochanico francuza nie wiem skąd wzięłaś takie hasła.
        Z forum "Społeczeństwo". Myślisz, że jak będziesz drwić w sposób wyrafinowany,
        to nikt się nie zorientuje?
        • aelithe Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 21:15
          Wielce szanowna Pani Kochanico; jakbym śmiał z jejmość Pani ( Panny) drwiny
          sobie stroić; wszak drwina jest wyższych istot bronią, a mój atawistyczny
          smaczy umusł do zdolny być nie powinien.
          • kochanica-francuza Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 21:18
            aelithe napisał:

            > Wielce szanowna Pani Kochanico; jakbym śmiał z jejmość Pani ( Panny) drwiny
            > sobie stroić; wszak drwina jest wyższych istot bronią, a mój atawistyczny
            > smaczy umusł do zdolny być nie powinien.

            Imputujesz mi coś, czego nigdy nie powiedziałam... Niezależnie od formy
            wypowiedzi, jesteś trollem.
            • aelithe Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 21:30
              Wielce Szanowna Pani ( Panno) Kochanico nie wiedziałem , ze próba rzeczowej
              dyskusji uważana jest za trolling. Sugerowałbym ścisłe okreśłenie sformuować i
              zwotów dozwolonych na tym forum, abym zmysłów wrażliwych, moim prostackim
              jezykiem nie urażał. Przeciez Marylka nie moze znowu dostać globusa:)
          • kochanica-francuza Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 21:19
            aelithe napisał:

            > Wielce szanowna Pani Kochanico; jakbym śmiał z jejmość Pani ( Panny) drwiny
            > sobie stroić; wszak drwina jest wyższych istot bronią, a mój atawistyczny
            > smaczy umusł do zdolny być nie powinien.

            Tak, tak, powmawiasz nam coś, czego nie myślimy, powkurzasz, każesz udowadniać,
            że nie jesteśmy wielbłądami, a pod koniec, jak już uda ci się parę forumek
            wkurzyć (a wyłącznie to jest twoim celem), ogłosisz triumfalnie, jakie
            feministki są agresywne...
            • aelithe Re: Mój brzuch - moja sprawa 12.03.07, 19:37
              kochanica-francuza napisała:

              > aelithe napisał:
              >
              > > Wielce szanowna Pani Kochanico; jakbym śmiał z jejmość Pani ( Panny) drwi
              > ny
              > > sobie stroić; wszak drwina jest wyższych istot bronią, a mój atawistyczny
              >
              > > smaczy umusł do zdolny być nie powinien.
              >
              > Tak, tak, powmawiasz nam coś, czego nie myślimy, powkurzasz, każesz
              udowadniać,
              > że nie jesteśmy wielbłądami, a pod koniec, jak już uda ci się parę forumek
              > wkurzyć (a wyłącznie to jest twoim celem), ogłosisz triumfalnie, jakie
              > feministki są agresywne...

              Wiesz, że masz ciekawy pomysł. Nie sugerowałem, że masz udowodnić, że jesteś
              wielbłądem. Tak z ciekawości, a czy potrafiłabyś to zrobić ??

              Miałem ochotę podyskutować na jakiś ciekawy temat. Cóż poziom dyskusji nalezy
              dostosować do poziomu dyskutantów. Z doświadczenia wiem, że nie należy
              przytłaczać kobiet zbyt wysokim poziomem intelektualnym.
              • kocia_noga Re: Mój brzuch - moja sprawa 12.03.07, 20:14
                aelithe napisał:

                Z doświadczenia wiem, że nie należy
                > przytłaczać kobiet zbyt wysokim poziomem intelektualnym.

                To zdanie jest seksistowskie,zgadzasz się?
                • aelithe Re: Mój brzuch - moja sprawa 13.03.07, 16:21
                  Nie jest seksistowskie. Po prostu jest stwierdzeniem faktu. W realu wiele osób
                  w mojej obecności czuję się przytłoczonych. Meżczyźni raczej przechodzą nad tym
                  do porządku dziennego; kobiety niestety starają się za wszelką cenę udowdnić
                  wyższość.
      • kot_behemot8 Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 20:59
        > Droga kochanico francuza nie wiem skąd wzięłaś takie hasła

        A ja nie wiem skąd ty wziąłes swoje rozumienie słowa patriarchalizm. Zapewniam
        cię, że ma ono tyleż samo wspólnego z odpowiedzialnoscią ojca za wychowanie
        własnych dzieci co feminizm ma z hodowlą złotych rybek.
        • aelithe Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 21:14
          Na terenie cłej kuli ziemskiej wykształcono jedynie dwa generalne systemy
          relacji miedzy rodzicami a dziećmi i między nimi: patryarchalizm i
          matryarchalizm. Obydwa te dwa systemy mają rózne warianty i mutacje ( choćby
          generalny podział na patryarchalizm północy i południa); ale ze wszystkich tych
          formacji możesz wyciągnąć wspólne cechy. Matryarchalizm niezależnie do mutacji
          zakłada brak rodziny; kobieta może dowolnie dobierać sobie partera, więc
          dziecko jeje własnością i do końca życia jest jej własnością - system ten jest
          typowy dla społeczeństw odrzucających udział ojca w prokreacji dziecka lub
          nieuznajacych prywatnej własności.
          Patryarchalizm niezależnie od wielu jego mutacji uznaje zawsze dwa fakty 1.
          Ojciec jest odpowiedzialny za prokreację dziecka; więc jest obowiazany do
          opieki nad nim. Wynalazkami patryarchalizmu są małżeństwo oraz opieka ojca nad
          dzieckiem. - Patryarchalizm jest typowy dla spółeczeństw, które poznały
          tajemnice prokreacji oraz w których wykształciły się silne prawa własnosciowe.
          ( Ojciec zainteresowany jest przekzaniu dorobku życia dzieciom włąsnym , a nie
          sąsiada). Dotychczas systemów pośrednich nie wynaleziono.
          • kot_behemot8 Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 21:29
            Brednie wyjatkowe. Poczytaj cos na temat tego czym naprawdę jest patriarchat i
            czym był matriarchat, to pogadamy (zacznij może od korekty pisowni). Póki co
            musi ci wystarczyc stwierdzenie, że żaden znaczący współczesny prąd myslowy,
            społeczny czy polityczny nie zdjął ani nie zamierza zdjąć, z ojca
            odpowiedzialności za własne dzieci.
            • aelithe Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 21:37
              Masz rację, nie spotkałem się z żadnych prondem umysłowym, który by domagał się
              rezygnacji z instytucji ojca.
              Niestety filozofia jedno, a życie jest czym innych. W przypadku rozpadu pożycia
              małżeńskiego polskie sądy jednoznacznie redukują ojca jedynie do roli płatnika
              alimentów. Mimo, iż większość psychologów ocenia, że dziecko powinno pozostać w
              ok 70% z matką; a w 30% z ojcem; w praktyce polskiego orzecznictwa sądowego
              ponad 99% dzieci jest przyznawane matką, często wbrew oczywistemu interesowi
              dziecka. Podobnie nie ma możliwości wyegzekwowania wyroków sądów dotyczących
              prawa widzeń z dzieckiem, podobnie rozliczenia matki z wykorzystania alimentów.
              Pamietaj, że w niekórych domach alimenty dziecka są jedynym źródłem środków na
              alkohol, dla kochającej mamuśki i jej konkubenta. Oczywiście ta sytuacja nie
              jest reprezentatywna dla cąłego społeczeństwa; ale niestety stanowi doskonałą
              ilustrację stanu naszej praworządności.
              • kot_behemot8 Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 22:05
                aelithe napisał:


                > ponad 99% dzieci jest przyznawane matką, często wbrew oczywistemu interesowi
                > dziecka.


                A jaki procent ojców w ogóle zabiega o powierzenie im opieki nad dzieckiem i
                jaki procent wśród tych zabiegających zostaje załatwionych odmownie?



                Podobnie nie ma możliwości wyegzekwowania wyroków sądów dotyczących
                > prawa widzeń z dzieckiem, podobnie rozliczenia matki z wykorzystania
                alimentów.



                Średnie alimenty zasądzanie przez polskie sądy wynoszą 300-400 zł. Co tu jest
                do rozliczania, człowieku... pomyśli zanim napiszesz głupstwo. Tu nie ma czego
                rozliczać bo i tak wiadomo, że ojciec nie płaci nawet połowy tego co powinien a
                dziecko jest de facto na utrzymaniu matki.
                Zaś co do egzekwowania widzeń, to matki którym odebrano prawo opieki mają
                dokładnie takie same z tym problemy jak i ojcowie. Domyśl się dlaczego.


                >
                > Pamietaj, że w niekórych domach alimenty dziecka są jedynym źródłem środków
                na
                > alkohol, dla kochającej mamuśki i jej konkubenta.


                Powtarzasz bajki któr miło brzmią dla twego ucha. Tylko widzisz, ja jestem
                realistką i wiem, że nawet w rodzinach patologicznych dzieci muszą coś jeść i
                coś na grzbiet włożyć zaś średnie alimenty nawet i na to nie wystarczają.


                Oczywiście ta sytuacja nie
                > jest reprezentatywna dla cąłego społeczeństwa; ale niestety stanowi doskonałą
                > ilustrację stanu naszej praworządności.


                Doskonałą ilustracją stanu naszej praworządności jest raczej stopień
                ściągalności alimentów oraz łatwość z jaką tatusiowie się od nich wymigują.
                • aelithe Re: Mój brzuch - moja sprawa 12.03.07, 19:33
                  >
                  > Średnie alimenty zasądzanie przez polskie sądy wynoszą 300-400 zł. Co tu jest
                  > do rozliczania, człowieku... pomyśli zanim napiszesz głupstwo. Tu nie ma
                  czego
                  > rozliczać bo i tak wiadomo, że ojciec nie płaci nawet połowy tego co powinien
                  a
                  >
                  Właśnie tydzień temu rozmawiałem z emerytem, który został pozwany za
                  pośrednictwem jednej z najlepszych krakowskich kancelarii adwokackich o
                  płacenie alimentów w wysokości 2400 zlotych miesięcznie w związku z uchylaniem
                  się od płacenie przez jego syna. Chciałbym zaznaczyć, że biedna matka jest
                  właścicielką jednej z większych agencji nieruchomości z biurami w Krakowie,
                  Warszawie i Poznaniu; ojciec dziecka ( ex mąż) zbankrutował 3 lata temu i
                  aktualnie ma niespłacalne długi sięgające miliona złotych; a ojciec emeryt ma
                  750 złotych emerytury.

                  Dla ponad 80 tysięcy dzieci w Polsce posiłke w szkole jest jedym posiłkiem ,
                  który jedzą. Ubrania otrzymują od pomocy społecznej, z reszta i tak część z
                  nich jest sprzedawana przez piających rodziców. Przypadki przepijania alimentów
                  przez mamusię są mi znane.


                  > Podobnie nie ma możliwości wyegzekwowania wyroków sądów dotyczących
                  > > prawa widzeń z dzieckiem, podobnie rozliczenia matki z wykorzystania
                  > alimentów.
                  >
                  >
                  Więc sama przyznajesz, że prawo jest złe. Różnica w naszej ocenie polega na
                  tym , że ja widzę człowieka, którego prawa ludzkie i obywatelskie są łamany; ty
                  starasz się widzieć tylko fakt, że ten cżłowiek jest kobietą.

                  >
                  > Doskonałą ilustracją stanu naszej praworządności jest raczej stopień
                  > ściągalności alimentów oraz łatwość z jaką tatusiowie się od nich wymigują.
                  >
                  >

                  Złego prawa i braku administracji państwowej w masie upadłościowej po byłym
                  państwie polskim nie można sprowadzać do relacji damsko męskich; należy mowić,
                  że albo prawo, albo jego wykonananie na terenie Priwislankiej Obłastii jest
                  złe. Czyli pierwszą sprawę, która należy usprawnić jest egzekucja komornicza.
                  Ale swoją drogą, nie możesz pozbawiać tych biednych komorników podstawowego
                  źródła dochodu.
                  • kocia_noga Re: Mój brzuch - moja sprawa 12.03.07, 20:18
                    aelithe napisał:

                    Czyli pierwszą sprawę, która należy usprawnić jest egzekucja komornicza.
                    > Ale swoją drogą, nie możesz pozbawiać tych biednych komorników podstawowego
                    > źródła dochodu.


                    Dochód komorników nie pochodzi ze ściągania alimentów- to marne pieniądze,
                    dlatego olewaja.Opłaca się im posciągac wyższe kwoty.
                    • aelithe Re: Mój brzuch - moja sprawa 13.03.07, 16:19
                      O widzisz, mówiąc z przekąsem uzyskałem fakt zrozumienia mojego przekazu :)
      • piekielnica1 Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 21:27
        aelithe napisał:

        > Droga kochanico francuza nie wiem skąd wzięłaś takie hasła. Do niedawna w
        > europie istanił system zwany patryarchalizmem. Ten uparcie zwalczany przez
        > opierał się na fundamentalnej zasadzie, że dziecko ma ojca i jest on jako
        > współodpowiedzilany za jego istnienie odpowiedzialny za jego przyszłość.

        A jak to było bosko w tych cudownych czasach!

        "Rodzina patriarchalna to miejsce, gdzie uświęconym obyczajem mężczyzna
        kontroluje życie żony i dzieci. Domaga się obsługiwania go, określa sposoby, w
        jakie domownicy mają spędzać swój czas oraz wymierza kary, często fizyczne, za
        niestosowanie się do jego zasad. Na tym gruncie następuje bardzo wczesne
        zróżnicowanie ról, jakie w patriarchalnej rodzinie przypadają synom i córkom.
        Chłopcy nagradzani są za pewność siebie, nieokazywanie emocji i chęć do
        rywalizacji. Nagradzani są też za okazywaną agresję. Władczy ojciec, mimo że
        oficjalnie może wyrażać dezaprobatę dla agresywnych zachowań syna, w
        rzeczywistości jest z nich zadowolony, co dziecko niezawodnie wyczuwa. Za
        okazywanie słabości chłopiec jest karany i, co ważne z naszego punktu widzenia,
        używane są wtedy wobec niego określenia takie jak "baba". To, co w nim
        najgorsze, czego u siebie nie lubi, jest kojarzone z cechami kobiecymi. Tak
        uczy się chłopca niechęci do cech żeńskich, a w konsekwencji pełnego wyższości
        stosunku do kobiet."

        • kochanica-francuza Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 21:29

          > To, co w nim
          > najgorsze, czego u siebie nie lubi, jest kojarzone z cechami kobiecymi.

          A propos:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=58532304&a=58636239
          A skąd cytat?
        • aelithe Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 21:56
          System patryarchalny pojawił się w czasie tak zwanej rewolucji neolitycznej.
          Jak zapewne wiesz rzekomo głodujący łowcy zamiast polować na mamamuty i
          przymierac z głodu, jak dotychczas uważano, zajali się wypasem zwierząt i
          uprawą roli.
          Tak wygląda obowiazują do lat 90, i często do dzisiaj cytowana propaganda.
          Niestey badania archeologiczne dowodzą czego innego, to właśnie paleolit był
          okresem raju dla ludzi, żyjącym w błogim patriarchacie. Pojawienie się kultur
          pasterskich i rolniczych było koniecznością wynikającą z wymarcia wielkich
          ssaków. Oznaczało to powstanie pierwszych miast - początkowo jako wspólnot
          potem jako struktur bardziej przypominających pańswta. Co udowadniąją niedawno
          publikowane wykopaliska z Catak Huyuc. ( niestety nie mam tureckich liter).
          podział ról dokonał się nie jako wyraz szowinizmu męskiego, ale z konieczności.
          Mężczyzna miał większą szansę obronienia stad i zasiewów, niż o 30% słabsza
          kobieta. Z konieczności pozostałe prace musiała wykonać kobieta.

          Z resztą nie wiem skąd zaczerpnąłaś ten cytat z modelem rodziny i dlaczego
          uważasz, go za reprezentatywny dla wszystkich modeli rodziny pariarchalnej?
          W tradycji polskiej - a był to niewątpliwie typowy patriarchat północy, w
          rodzinach chłopskich wszystkie decyzje ekonomiczne podejmowałą zawsze kobieta;
          w rodzianach szlacheckich mężczyzna decydował o zagrodzie i ziemiach; kobieta o
          wszelkich inwestycjach domowych i losie własnego posażnego.

          Podobnie w domach arabskich mężcyzna nie podejmie ważnej decyzji nie
          zapoznawszy się z opinią matki(dopóki żyje). / Prywatnie zaskoczył mnie bardzo
          duży szacunek moich muzułmańskich znajomyc dla ich matek/.
          • karolana Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 22:24
            dziękujemy ci, o swiatły panie, za tak wyczerpujacy wykład o rzeczach, o ktorych
            żadna z nas nie miała oczywiscie bladego pojęcia :D
            dziękujemy ci, za objawienie nam Prawdy :D zaprawde, jest ona Prawdziwą Prawdą,
            bo pochodzi spod Palcy Twoich, a my w te pędy biegniem w nią wirzyć porzuciwszy
            nasze, bezsensowne w świetle tej Prawdy, idee. :D
            • aelithe Re: Mój brzuch - moja sprawa 12.03.07, 19:13
              Nie odnosisz się do moich rzeczowych argumentów, a jedynie unosisz się
              emocjonalnie. Sugerowałbym podjęcie rzeczowej merytorycznej dyskusji, a nie
              rzucanie emocjami.
          • piekielnica1 Re: Mój brzuch - moja sprawa 07.03.07, 23:17
            > Z resztą nie wiem skąd zaczerpnąłaś ten cytat z modelem rodziny i dlaczego
            > uważasz, go za reprezentatywny dla wszystkich modeli rodziny pariarchalnej?

            Oczywiście, prawdziwy jest twój obraz patriarchatu, matriarchatu, feminizmu,
            przemocy w rodzinie, dyskryminacji w pracy.
            Twój punkt widzenia zależy od twojego punktu siedzenia

            > podział ról dokonał się nie jako wyraz szowinizmu męskiego, ale z konieczności

            ale teraz tej konieczności już nie ma, bo nie przywlekasz własnoręcznie
            upolowanego tura na plecach zagłodzonego poety, tylko żona przynosi zakupy z
            marketu.

            Wygodne jest bycie tyranem.
            • aelithe Re: Mój brzuch - moja sprawa 12.03.07, 19:21
              piekielnica1 napisała:

              > > Z resztą nie wiem skąd zaczerpnąłaś ten cytat z modelem rodziny i dlaczeg
              > o
              > > uważasz, go za reprezentatywny dla wszystkich modeli rodziny pariarchalne
              > j?
              >
              > Oczywiście, prawdziwy jest twój obraz patriarchatu, matriarchatu, feminizmu,
              > przemocy w rodzinie, dyskryminacji w pracy.
              > Twój punkt widzenia zależy od twojego punktu siedzenia
              >
              > > podział ról dokonał się nie jako wyraz szowinizmu męskiego, ale z koniecz
              > ności
              >
              > ale teraz tej konieczności już nie ma, bo nie przywlekasz własnoręcznie
              > upolowanego tura na plecach zagłodzonego poety, tylko żona przynosi zakupy z
              > marketu.
              >
              > Wygodne jest bycie tyranem.

              Ad 1 Modele patryarchatu są różne. Zarówno prawa jak i obowiązki obu płci są
              odmienne i ich relacje. Jeśli bierzesz za model jakiś wzorzec nie możesz
              odnosić go do wszytskich społeczeństw patryarchalnych. Jedyne cechy wspólne
              wszytskich modeli to obecność rodziny oraz odpowiedzialność ojca za dziecko;
              kazdy inny element patryarchatu ulega modyfikacji: pozycja kobiety, pozycja
              mężczyzny, ich wzajemne relacje; relacje w stosunku do dzieci; prawo rozwodowe
              etc. Ja w swojej wypowiedzi nie podeszłem do faktu jak wygląda patryarchat;
              ponieważ w każdej ze znanych kultur patryarchalnych wyglada on inaczej, a
              zadalem ci pytanie na które nie raczyłaś udzielić odpowiedzi: dlaczego uważasz,
              że właśnie taki model patryarchatu ma być reprezentatywny dla wszystkich
              znanych kultur?

              ad 2 Jeśli bywam 4 razy w miesiącu w domu i przynoszę wynagrodzenie znacznie
              wyższe od żony; to trudno nie uznać, że jest to ekwiwalent żubra na plecach. Co
              do poety, skąd wiesz, że nie pisuję wierszy?
              • piekielnica1 Re: Mój brzuch - moja sprawa 13.03.07, 19:46
                ad 2 Jeśli bywam 4 razy w miesiącu w domu i przynoszę wynagrodzenie znacznie
                > wyższe od żony; to trudno nie uznać, że jest to ekwiwalent żubra na plecach.
                > Co do poety, skąd wiesz, że nie pisuję wierszy?

                No właśnie, zwłaszcza, że żona, oczywiście poza tymi czterema dniami gdy
                jesteś, to leży sobie odłogiem na kanapie i pachnie.

                A wiersze gdzie publikujesz?
                • aelithe Re: Mój brzuch - moja sprawa 14.03.07, 16:15
                  Każdy ma swoje miejsce na świecie. Prywatnie chętniej bym pograł w piłkę z
                  synem; czy prozmawiałbym z córką, niż siedział tygodniami w pracy. Co do zajęć
                  domowych; jeśli ci o to chodzi; czy uważasz, że w rodzinie , gdzie dwoje ludzi
                  pracuje, pojedyncza osoba może zadbać o dom??

                  Wiersze- czasem w internecie. Ale raczej nie wydam się na żer osób, które
                  obecnie tak agresywnie mnie atakują.
                  • hermina5 Re: Mój brzuch - moja sprawa 15.03.07, 09:47
                    Jak dzieci widzą cie przez 4 dni w miesiacu..z całym szacunkiem...ale będę
                    potem problemy i to duże...dzieci tego nei zapominają;/
                    • aelithe Re: Mój brzuch - moja sprawa 16.03.07, 15:50
                      W tym kraju nie daje mi się wyboru. To prostu Polska.
    • jan_stereo Re: Mój brzuch - moja sprawa 12.03.07, 19:48
      kochanica-francuza napisała:

      > Wedle niektórych , tylko matka winna zatem ponosić koszty wychowania dziecka.

      wedle niektorych to zyc nie warto, albo warto sie upic na smierc, a jeszcze wedlug innych to kury gdacza
      za glosno, a lato trwa za krotko... mozna naturalnie wysmiac takie wypowiedzi,pytanie tylko po co.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja