turbomini
25.03.07, 22:48
Zastanawia mnie pewna sporna kwestia, która powoli narasta wokół feminizmu, w
miarę jak wpisuje się on w otwierane w Polsce ośrodki gender studies: czy
można uprawiać feminizm akademicki (tj. pisać, publikować, wykładać, uczyć
teorii) nie będąc jednocześnie czynną działaczką/działaczem ruchu? Ja uważam,
że można, a manifa czy marsz to nie obowiązek społeczny każdej feministki i
każdy powinien robić to, w czym czuje się dobrze i w czym się spełnia.
Tymczasem często słyszy się zarzut, że feminizm akademicki to taka "sztuka dla
sztuki" i to jest postawa, którą moralnie należy tępić. Ponieważ zdania na ten
temat są wyraźnie podzielone, to ciekawi mnie Wasza opinia...