Nic ważnego...

08.04.07, 04:40
Szkoda mi trochę kobiet, bo za sprawą feministek za jakieś 50-100lat wrócą do
domów jako pół służące:(
Dlaczego? Każdą akcja pociąga za sobą reakcję. Szczytny cel jakim jest
równouprawnienie został już osiągniemy w europie parędziesiąt lat temu. Teraz
na fali tego sukcesu, feministki zagarniają coraz więcej przywilejów (które
nie mają nic wspólnego z równouprawnieniem) nie nakładając na siebie żadnych
obowiązków. Korzystacie z pewnego szoku kulturowego jaki przeżywają mężczyźni,
rozdarci pomiędzy słusznymi ideałami równości, a słowami ojców "kobiety trzeba
chronić"- nazywa się to chyba w waszej terminologii "kryzys męskości".
Kiedy on minie mężczyźni upomną się o swoje prawa- wszystkie procesy społeczne
maja przebieg sinusoidy tak było jest i będzie. Są rozsądni ludzie (zarówno
kobiety jak i mężczyźni), którzy szukają złotego środka, chcą wygasić
amplitudę sinusoidy. Lecz nie są to ani feministki ani szowiniści.

To taka moja mała refleksja po kilku tygodniach na forum;)
Za 50-100 lat jeśli dożyje;) a to co napisałem się spełni, będę znów po waszej
stroni barykady, teraz moim zdaniem czas przejść na drugą...
--------------------
Fanatyzm jest jak ślepota. Niewidomemu o "kolorkach;)" może opowiedzieć tylko
osoba ukochana, w innym wypadku odbierze to jako szyderstwo.
Więc chyba nie mam tu po co więcej pisać!. Ale z miłą chęcią czasem poczytam.
Paps
    • jdbad Re: Nic ważnego... 08.04.07, 06:56
      Nie dożyjesz. I to by było na tyle. Możesz się jeszcze pozastanawiac nad
      wyższością Swiąt wielkiejnocy nad świętami bożego narodzenia.
    • karolana Re: Nic ważnego... 08.04.07, 11:15
      Fajnie, ze masz taki filozoficzny nastrój w świateczny poranek, ale odpowiedz mi
      na kilka pytań:
      1. dlaczego uważasz, że równouprawnienie jest już osiągnięte, skoro kobiety
      nadal mają większe problemy w życiu ekonomiczno-polityczno-społecznym -
      zarabiają mniej, trudniej im znaleźć pracę, awansować, ale łatwiej tę pracę
      stracić, ciągle, mimo tego, co bredzi takete, są w większości ofiarami przemocy
      domowej (takete, myszko, dla ciebie drukowanymi PRZEMOCY DOMOWEJ), ciągle słyszy
      się debilne kawały o blondynkach, ciągle są znakomitą większością ofiar
      molestowania sexualnego, itd.
      2. jakie przywileje zgarniają feministki, które nie mają nic wspólnego z
      równouprawnieniem, z uwzględnieniem naszego pięknego kraju.
      3. dlaczego uważasz, że mężczyźni mają jakieś prawa, które są obecnie naruszane
      przez równouprawnienie i jakie to są prawa
      4. w jaki sposób mężczyźni wg ciebie będą walczyć o odzyskanie tych praw? wyjdą
      na ulice krzycząc "baby do garów i rodzenia dzieci!"? "chcemy mieć znowu prawo
      bezkarnie bić i gwałcić nasze kobiety!"? a może ostrzał zastosują i jakieś miny
      przeciwpiechotne^^
      Wesołych świąt
      • czarny.kot997 Re: Nic ważnego... 08.04.07, 17:07
        A no wlasnie ja sie podpisuje pod tymi pytaniami, bo tez chcialabym znac na nie
        odpowiedz
        aha, i jeszcze jedno, chcialabym wiedziec przsd czym mezczyzna mialby
        mnie "chronic", bo nie rozumiem :)
      • aelithe Re: Nic ważnego... 08.04.07, 17:13
        Omówmy najważniejsze osiągniecie femistek ostatnich lat.
        Np. obniżenie zarobków zawodów, w których więszośc pracowników stanowią
        mężczyźni w sektorze publicznym Zjednoczonego Królestwa.

        Weźmy drugi - prawo do chodzenia z nagim biustem w Nowojorskim Metrze. Gdzie
        tu prawo kobiet; szczególnie że paniusia defilująca tam na golasa, moze skazac
        mężczyznę na 2 lata w więzieniu za wzód w spodniach
        • karolana Re: Nic ważnego... 08.04.07, 19:49
          > Np. obniżenie zarobków zawodów, w których więszośc pracowników stanowią
          > mężczyźni w sektorze publicznym Zjednoczonego Królestwa.

          Feministki nie chciały OBNIŻENIA żadnych pensji, ale WYRÓWNANIA płac kobiet i
          mężczyzn na tych samych stanowiskach. Nie wciskaj kitu. To, że RZĄD, bynajmniej
          nie zdominowany przez kobiety, a zwłaszcza przez feministki, robi taki zabieg,
          jest to wina RZĄDU, nie feministek.

          > Weźmy drugi - prawo do chodzenia z nagim biustem w Nowojorskim Metrze. Gdzie
          > tu prawo kobiet; szczególnie że paniusia defilująca tam na golasa, moze skazac
          > mężczyznę na 2 lata w więzieniu za wzód w spodniach

          Amerykanie są powaleni to raz, mają sterty dziwnych "praw", np, ze kobieta nie
          może chodzić w czerwonych sukienkach, itp. a dwa, ze skoro mężczyźni mogą
          chodzić bez koszulek, dlaczego kobiety nie? jeśli mają ochotę?
          a więzienie nie jest za wzwód misiu, tylko za MOLESTOWANIE. zaś molestowanie, to
          niechciane ZACHOWANIE, typu natarczywe spojrzenia, gesty i słowa o podtekście
          seksualnym, itp. żadna laska cie po rozporku nie maca przecież, wiec o co kaman??
          • evita_duarte A co wy obydwoje wiecie o Amerykanach... 08.04.07, 20:07
            karolana napisała:
            > Amerykanie są powaleni to raz,

            Tego typu generalizowania spodziewalabym sie po trollu nie po Tobie


            mają sterty dziwnych "praw", np, ze kobieta nie
            > może chodzić w czerwonych sukienkach, itp. a dwa, ze skoro mężczyźni mogą
            > chodzić bez koszulek, dlaczego kobiety nie?

            O czerwonej sulience pierwsze slysze, sama mam jedna i jakos chodze.
            Mezczyzni tez nie chodza w metrze bez koszulek.



            href="marzenkowonyc.wordpress.com/"
            target="_blank">marzenkowonyc.wordpress.com/</a>
            spojrzeniezobiektywu.wordpress.com/
            • wiarusik [...] 08.04.07, 20:38
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • wiarusik [...] 08.04.07, 21:39
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • karolana Re: A co wy obydwoje wiecie o Amerykanach... 09.04.07, 03:47
              evita, masz rację, że generalizuję, ale niestety, o Amerykanach jako o
              społeczeństwie nie mam wysokiego mniemania...
              jeśli zaś chodzi o prawa, kiedyś na Discovery albo NG, nie pamiętam, były takie
              spoty z zapisami prawa stanowego, czy jakiegoś innego lokalnego... o jesssu co
              tam było!! pamiętam właśnie to o czerwonej sukience (tylko teraz zachodzę w
              głowę, czy zakaz dotyczył kobiet, czy mężczyzn... serio, nie pamiętam) i że
              jesli kobieta jedzie samochodem, musi przed nia biec koleś z flagą ostrzegają,
              że jedzie kobieta :/ było tez cos o łosiach, ale nie pamiętam co....
              to jest oczywiście prawo, ktore nie jest przestrzegane, ale... z tego co wiem, w
              USA jest coś takiego jak powoływanie się na casus... i zawsze może znaleźć się
              swir, który sie na owo prawo powoła...i chyba był jakiś przypadek, ze ktoś
              powołał sie na prawo dotyczące pożycia małżeńskiego... że nie wolno w jakimś tam
              miejscu uprawiać sexu w któreś dni i koleś pozwał na podstawie tego przepisu, z
              roku tysiąc osiemsetktóregoś, parę, która mu zakłócała odpoczynek ^^ trzeba by
              poszperać, a ja nie mam teraz czasu ... jednak ... kiedyś sie wezmę ;)
              to było tak a propos przepisów prawnych w USA, jakby się kto pytał.
              • jdbad Re: A co wy obydwoje wiecie o Amerykanach... 09.04.07, 06:49
                Potwierdzam, bo też pamiętam ten film.
              • evita_duarte Re: A co wy obydwoje wiecie o Amerykanach... 10.04.07, 22:34
                karolana napisała:

                > evita, masz rację, że generalizuję, ale niestety, o Amerykanach jako o
                > społeczeństwie nie mam wysokiego mniemania...

                ilu z nich poznalas osobiscie, ze masz jakies wyrobione mniemanie
              • maraiss Re: A co wy obydwoje wiecie o Amerykanach... 12.04.07, 17:31
                karolana napisała:

                > evita, masz rację, że generalizuję, ale niestety, o Amerykanach jako o
                > społeczeństwie nie mam wysokiego mniemania...
                > jeśli zaś chodzi o prawa, kiedyś na Discovery albo NG, nie pamiętam, były takie
                > spoty z zapisami prawa stanowego, czy jakiegoś innego lokalnego... o jesssu co
                > tam było!! pamiętam właśnie to o czerwonej sukience (tylko teraz zachodzę w
                > głowę, czy zakaz dotyczył kobiet, czy mężczyzn... serio, nie pamiętam) i że
                > jesli kobieta jedzie samochodem, musi przed nia biec koleś z flagą ostrzegają,
                > że jedzie kobieta :/ było tez cos o łosiach, ale nie pamiętam co....
                > to jest oczywiście prawo, ktore nie jest przestrzegane, ale... z tego co wiem,
                > w
                > USA jest coś takiego jak powoływanie się na casus... i zawsze może znaleźć się
                > swir, który sie na owo prawo powoła...i chyba był jakiś przypadek, ze ktoś
                > powołał sie na prawo dotyczące pożycia małżeńskiego... że nie wolno w jakimś ta
                > m
                > miejscu uprawiać sexu w któreś dni i koleś pozwał na podstawie tego przepisu, z
                > roku tysiąc osiemsetktóregoś, parę, która mu zakłócała odpoczynek ^^ trzeba by
                > poszperać, a ja nie mam teraz czasu ... jednak ... kiedyś sie wezmę ;)
                > to było tak a propos przepisów prawnych w USA, jakby się kto pytał.


                o Amerykanach ja tez nie mam dobrego zdania (wiem,uogolniam) ... wyzej sr@ja niz
                du@y mają... takie jest moje zdanie na ich temat:((((

                przypadki , ktore opisałas Karolana znam.... o łosiu obowiazuje w stanie Alaska...
                Te dziwne prawa zostały uchwalone jeszcze w XVIII, XIX wieku i dlatego nie
                odzwierciedlają obecnej sytuacji politycznje kraju... dziwię sie tylko dlaczego
                nie zostały jeszcze uchylone:(
                Prawa te stanowiły stany , ktore mają dużą autonomie i te śmieszne zakazy
                nie obowiazuja w całych kraju...
                Kobietom natomiast udało sie wprowadzic do konstytucji poprawke (z tego co
                pamietam to była to 27 poprawka) mowiaca o tym, ze kobiety tak jak mezczyźni
                maja prawo do "rozbierania sie do pasa"...
          • aelithe Re: Nic ważnego... 08.04.07, 22:27
            karolana napisała:

            > Feministki nie chciały OBNIŻENIA żadnych pensji, ale WYRÓWNANIA płac kobiet i
            > mężczyzn na tych samych stanowiskach. Nie wciskaj kitu. To, że RZĄD,
            bynajmniej
            > nie zdominowany przez kobiety, a zwłaszcza przez feministki, robi taki zabieg,
            > jest to wina RZĄDU, nie feministek.

            A więc zmusiły do obniżenia zarobków w zawodach, któe są zdominowane przez
            mężczyzn. Oczywiście póki mają do roboty brudasów w stylu hindusów,
            pakistanczyków, czy Polaków, nnei jest to tragedia, ale gdyby to było państwo
            typu Polska, spowodowałoby to zapaść sektora publicznego; co i tak nie jest
            wykluczone. W przypadku tak szlachetnego równouprawnienia ta decyzja spowoduje
            obniżenie dochodów rodzin, w których mężczyzxni sa zatrudnieni w tych zawodach.
            Jak widzisz ich żony, które sa także kobietami, straca.

            > Amerykanie są powaleni to raz, mają sterty dziwnych "praw", np, ze kobieta nie
            > może chodzić w czerwonych sukienkach, itp. a dwa, ze skoro mężczyźni mogą
            > chodzić bez koszulek, dlaczego kobiety nie? jeśli mają ochotę?
            > a więzienie nie jest za wzwód misiu, tylko za MOLESTOWANIE. zaś molestowanie,
            t
            > o
            > niechciane ZACHOWANIE, typu natarczywe spojrzenia, gesty i słowa o podtekście
            > seksualnym, itp. żadna laska cie po rozporku nie maca przecież, wiec o co
            kaman
            > ??
            Jednak właśnie to zostało uznane za sztandarowy sukcess przez dużą część z
            amerykańskich organizacji feministycznych. W prawie miasta Nowy York mężczyzna
            może zostac skazany na 2 lata więzienia, jeśli członek będzie we wzwodzie.
            Nawet jeśli pozostaje on w spodniach.
            Co do gestów, spojrzeń? Ostatnio w USA zostały utworzone specjalne pokoje dla
            mężczyzn, aby nie zostali pozwani o molestowanie. Tymczasem feministki traktuja
            to jako kolejny przejaw dyskryminacji.
            Powiedz mi jakie według ciebie gestym, spojrzenia i słowa są dozwolone. Wydaje
            mi się, że niedługo będziemy musieli chodzić w kwefach jak islamskie kobietym
            by zostac oskarżonych o molestowanie seksualne.
            To co jest molestowaniem seksualnym zależy od definicji prawnej. W USA od 20
            lat podejmowane są ustawowe i precedensowe działania mające ograniczyć zakres
            molestowania seksualnego. Dlaczego?? Ponieważ, w stanach, gdzie duży wpływ mają
            radykalne feministki likwidowane są zakłady pracy i przenoszone do innych
            hrabstw i stanów. Nie przez przypadek pisane są instrukcje zachowania dla
            mężczyzn. 1. pod żadnym pozorem nie zatsawaj sam z kobietą w pomiesczeniu. 2.
            jeśli musisz, otwórz drzwi i zapewnij sobie świadków. 3. w ostateczności nagraj
            cały przebieg rozmowy na video lub magnetofonie
            x. nie proponuj pomocy w przenoszeniu ciękzich przedmiotów ; odmawiaj , gdy
            zostaniesz o to poproszony.
            xx. odmawiaj gdy pracownik płci żenskiej prosi cię o pomoc; chyba, że takie
            polecenie wyda ci tój przełożony.

            Czy taki świat ci się podoba?? Czy na prawdę do tekiego społeczeństwa dążysz?
            • kot_behemot8 Re: Nic ważnego... 09.04.07, 12:11
              > Czy taki świat ci się podoba?? Czy na prawdę do tekiego społeczeństwa dążysz?

              Wolę taki od świata Łyżwińskich i Lepperów.
              Poza tym - w krajach cywilizowanych przepisy o melstowaniu działaja od prawie
              20 lat i jakoś apokalipsy nie widać.
            • lolyta Re: Nic ważnego... 09.04.07, 21:06
              Nie przez przypadek pisane są instrukcje zachowania dla
              > mężczyzn.

              nigdy takiej instrukcji nie widziaam ani o takeij nie slyszalam.

              1. pod żadnym pozorem nie zatsawaj sam z kobietą w pomiesczeniu.

              nie raz i nie dwa zostawalam z hameryckim szefem-mezczyzna za zamknietymi
              drzwiami. Zdarzalo sie tez przebywac z nimi w samochodzie. Zadne tragedie z tego
              nie wynikaly.

              2.
              > jeśli musisz, otwórz drzwi i zapewnij sobie świadków.

              bywalo, ze swiadkowie byli wypraszani jesli rozmowa byla nie dla osob trzecich.

              3. w ostateczności nagraj
              >
              > cały przebieg rozmowy na video lub magnetofonie

              bo, jak wiadomo, kazden jeden ma w szafie magnetofon jak w "Misiu". I tajnego
              pilota ukrytego w dlugopisie.

              > x. nie proponuj pomocy w przenoszeniu ciękzich przedmiotów ; odmawiaj, gdy
              > zostaniesz o to poproszony.

              aleszzz proponuja, przenosza, nawet drzwi otwieraja.

              > xx. odmawiaj gdy pracownik płci żenskiej prosi cię o pomoc;

              coz za buraczani szefowie mi sie trafiaja, normalnie. Zaden mi jeszcze nei
              odmowil pomocy, gdy byl proszony. Musze to gdzies zaskarzyc, moze wygram milion
              dolcow odszkodowania od korpo.
      • andreas3233 Re: Nic ważnego... 08.04.07, 21:52
        Poniewaz padly Twe pytania, zatem zapewne wymagaja odpowiedzi. Skupie sie
        przedewszystkim na pyt.3 i po po czesci na pyt.2
        Tak, jest taka spora dziedzina naruszen, jest nia EDUKACJA /szkolnictwo/, gdzie
        prawa chlopcow / pozniej mlodych mezczyzn/ i w konsekwencji mezczyzn sa
        naruszane. Cale systemy edukacyjne i nie tylko w Polsce, wyznaja jedna
        ideologie edukacyjna: " niekonkurencyjna kooperacja".
        Problem z tym wyznaniem jest taki, ze uwzglednia wylacznie interes dziewczat /
        ze wzgledu na ich sposob uczenia sie/. Po prostu zaklada sie , ze chlopcy beda
        sie uczyli w taki sposob, tak jak dziewczeta - tzn. z uzyciem duzej ilosci slow
        i niekonkurencyjnie. Chlopcy nie sa tak sprawni jezykowo jak dziewczeta i sa
        bardziej nastawieni na konkurencje. Uczenie sie w przecietnej klasie jest
        latwiejsze dla dziewczat, bo jest to dla nich przjazniejsze sfeminizowane
        otoczenie. Dziewczeta uwazaja, chlopcy sa niecierpliwi. Wszystko ma swoje
        podloze biologiczne, a nie kulturowe.
        Nastepne zjawisko, to feminizacja zawodu nauczycielskiego, zjawisko to bardziej
        wzmacnia pozycje dziewczat w klasie i oslabia pozycje chlopcow.
        Konsekwencje sa wielorakie, min. znacznie wiekszy odsiew/odpad szkolny wsrod
        chlopcow niz wsrod dziewczat / np. szkola taka jaka jest - wydaje sie chlopcom
        nudna/. Moze to pociagac za soba dalsze niedostosowanie spoleczne,agresje,
        zagubienie, rowniez przestepczosc. To bardzo pokrotce.

        *** W razie potrzeby sluze stosowna literatura.
        • karolana Re: Nic ważnego... 09.04.07, 03:54
          i na pewno feminizacja zawodu nauczyciela to celowe działanie organizacji
          feministycznych :D
          i na pewno system szkolnictwa, zwłaszcza w Polsce, został wymyślony przez
          feministki celem pognębienia facetów :D
          a dziewczynkom szkoła nigdy nie wydaje sie nudna, z natury nie lubią konkurencji
          i z natury są grzeczne, uważne, spokojne... wszystkie jak jeden mąż :D
          fajne teorie, ale ja czekam na odpowiedzi na inne pytania i moze bardziej
          sensowne przykłady ;)
          • andreas3233 Re: Nic ważnego... 09.04.07, 21:30
            karolana napisała:

            > i na pewno feminizacja zawodu nauczyciela to celowe działanie organizacji
            > feministycznych :D

            Nigdzie nie uzylem wyrazu "celowo", nie przypisuj mi tego czego nie napisalem,
            takie przejaskrawienie, jest naduzyciem w dyskusji. Feminizacja zawodu
            nauczycielskiego ma ROZNE PODLOZE, ale taz feminizacja na pewno pozbawia
            chlopcow rol meskich w szkole, co tez skutkuje zwiekszono agresja - jesli ta
            agresja nie zostanie ukierunkowana na konkurencyjnosc.
            > i na pewno system szkolnictwa, zwłaszcza w Polsce, został wymyślony przez
            > feministki celem pognębienia facetów :D
            To sa kompletne bzdury, historycznie szkolnictwo zostalo wymyslone przez
            mezczyzn dla mezczyzn, dopiero pozniej ewoluowalo w kierunku akceptacji kobiet.

            > a dziewczynkom szkoła nigdy nie wydaje sie nudna, z natury nie lubią
            konkurencj
            > i
            > i z natury są grzeczne, uważne, spokojne... wszystkie jak jeden mąż :D
            > fajne teorie, ale ja czekam na odpowiedzi na inne pytania i moze bardziej
            > sensowne przykłady ;)

            Nigdzie nie nie napisalem "wszystkie jak jeden maz" - kolejny Twoj przekret.
            Na pewno sa bardziej kooperujace z nauczycielami i bardziej posluguja sie
            slowami / zapewne nie 100%/.
            Zapewne nastepnie oskarzysz mnie o arogancje, a gdy bede nastawal na fakty -
            stane sie dogmatykiem.
            • karolana Re: Nic ważnego... 10.04.07, 02:10
              to o co ci chodzi z tą szkołą, bo sie pogubiłam :/
              że źle program skonstruowany?
              ze co jest nie tak??
              wiesz... kobiety w szkolnictwie w większości są szeregowymi pracownicami, a
              decyzję podejmuje MINISTERSTWO, a w skład owego wchodzą... nooo właśnie... kto??
              pytanie za 100 punktów... i odpowiedź NIE brzmi "feministki"
        • lolyta Re: Nic ważnego... 10.04.07, 20:01
          > Tak, jest taka spora dziedzina naruszen, jest nia EDUKACJA /szkolnictwo/, gdzie
          >
          > prawa chlopcow / pozniej mlodych mezczyzn/ i w konsekwencji mezczyzn sa
          > naruszane. Cale systemy edukacyjne i nie tylko w Polsce, wyznaja jedna
          > ideologie edukacyjna: " niekonkurencyjna kooperacja".
          > Problem z tym wyznaniem jest taki, ze uwzglednia wylacznie interes dziewczat /
          > ze wzgledu na ich sposob uczenia sie/. Po prostu zaklada sie , ze chlopcy beda
          > sie uczyli w taki sposob, tak jak dziewczeta - tzn. z uzyciem duzej ilosci slow
          >
          > i niekonkurencyjnie.

          Na przyklad taka bezkonkurencyjna dziedzina sa wszystkie egzaminy wstepne, prawda?
          a sprawnoscia jezykowa trzeba sie szczegolnie popisac rozwiazujac wszystkie
          zadania testowe, gdzie trzeba tylko wybrac jedna lub wiecej prawidlowych
          odpowiedzi, co nie?
          zaczynaja mnie fascynowac twoje teorie. Juz przy 'interpretacji zludzenia
          optycznego" wiedzialam, ze bedzie niezle, ale nie sadzilam, ze az tak.
          • andreas3233 Re: Nic ważnego... 13.04.07, 00:52
            lolyta napisała:

            > Na przyklad taka bezkonkurencyjna dziedzina sa wszystkie egzaminy wstepne,
            praw
            > da?
            O ile wiem praktycznie nigdzie w systemie oswiaty nie ma egzaminow wstepnych.
            A o ile jest konkurencja /np przy przyjeciu na studia wyzsze/ - to bardzo
            dobrze, przeciez bez sensu bylaby kooperacja.
            > a sprawnoscia jezykowa trzeba sie szczegolnie popisac rozwiazujac wszystkie
            > zadania testowe, gdzie trzeba tylko wybrac jedna lub wiecej prawidlowych
            > odpowiedzi, co nie?
            Odpowiedz jest nastepujaca: egzaminy / zadania testowe/ stanowia tak znikoma
            czesc czasu nauki szkolnej - ze nie ma o czym mowic.
            > zaczynaja mnie fascynowac twoje teorie. Juz przy 'interpretacji zludzenia
            > optycznego" wiedzialam, ze bedzie niezle, ale nie sadzilam, ze az tak.
            >
            No widzisz jest niezle, to wszystko wynika w oczytaniu w zrodlowej literaturze
            naukowej. Bardzo wiele prostych zachowan zostalo juz jakos objasnionych - tylko
            my po prostu o tym nie wiemy, nie chcemy o tym wiedziec, lub mentalnie sie z
            tymi wyjasnieniami nie zgadzamy.
        • vivian.darkbloom szkoła w Polsce niekonkurencyjna?... 11.04.07, 12:25
          jakoś nie zauważyłam, żeby szkoła w Polsce była niekonkurencyjna... konkurencja
          przez nieżyczliwych zwana "wyścigiem szczurów" jest u nas coraz większy, a nie
          coraz mniejszy. za niekonkurencyjną to można uznać np. szkołę w Danii, gdzie jak
          ostatnio czytałam bardzo długo nie stawia się ocen.
          co do kooperacji: ja słyszę narzekania, że polska szkoła nie uczy pracy w
          zespole. w wystarczającym zakresie.
          czy to wina feministek, że wśród nauczycieli przeważają kobiety? rozumiem, ze
          jesteś za wprowadzeniem parytetu w szkolnictwie? ;) bo jak inaczej zmusić
          mężczyzn by zostawali nauczycielami?
          • andreas3233 Re: szkoła w Polsce niekonkurencyjna?... 13.04.07, 01:09
            vivian.darkbloom napisała:

            > jakoś nie zauważyłam, żeby szkoła w Polsce była niekonkurencyjna...
            konkurencja
            > przez nieżyczliwych zwana "wyścigiem szczurów" jest u nas coraz większy, a nie
            > coraz mniejszy. za niekonkurencyjną to można uznać np. szkołę w Danii, gdzie
            ja
            > k
            > ostatnio czytałam bardzo długo nie stawia się ocen.

            Ja nie pisalem tylko o szkole polskiej; szkoly, ktore sie nastawiaja na to ,ze
            wszyscy wygrywaja, usuwaja wszelkie trudnosci spod nog - osiagaja porownywalnie
            gorsze wyniki i produkuja niekonkurencyjne / sfeminizowane/spoleczenstwa
            > co do kooperacji: ja słyszę narzekania, że polska szkoła nie uczy pracy w
            > zespole. w wystarczającym zakresie.
            A powinna - tylko konkurencyjnej kooperacji, jak np konkurujace ze soba dwie
            osady wioslarskie /np. osemki/, ktore musza w swych zespolach kooperowac, i to
            idealnie, aby wygrac.
            > czy to wina feministek, że wśród nauczycieli przeważają kobiety? rozumiem, ze
            > jesteś za wprowadzeniem parytetu w szkolnictwie? ;) bo jak inaczej zmusić
            > mężczyzn by zostawali nauczycielami?
            To bardzo interesujace pytanie badawcze, nie umiem na nie odpowiedziec, choc
            jak sadze z postepami feminizmu /feminizacji zycia/ nastepuje postepujaca
            feminizacja zawodu, uczciwe pytanie brzmi: czy sa to zmienne zalezne?
            Parytet i lepsze uposazenia - kto wie?
        • bene_gesserit Re: Nic ważnego... 13.04.07, 08:58
          andreas3233 napisał:

          > Poniewaz padly Twe pytania, zatem zapewne wymagaja odpowiedzi. Skupie sie
          > przedewszystkim na pyt.3 i po po czesci na pyt.2
          > Tak, jest taka spora dziedzina naruszen, jest nia EDUKACJA /szkolnictwo/,
          gdzie
          >
          > prawa chlopcow / pozniej mlodych mezczyzn/ i w konsekwencji mezczyzn sa
          > naruszane. Cale systemy edukacyjne i nie tylko w Polsce, wyznaja jedna
          > ideologie edukacyjna: " niekonkurencyjna kooperacja".
          > Problem z tym wyznaniem jest taki, ze uwzglednia wylacznie interes
          dziewczat /
          > ze wzgledu na ich sposob uczenia sie/. Po prostu zaklada sie , ze chlopcy
          beda
          > sie uczyli w taki sposob, tak jak dziewczeta - tzn. z uzyciem duzej ilosci
          slow
          >
          > i niekonkurencyjnie. Chlopcy nie sa tak sprawni jezykowo jak dziewczeta i sa
          > bardziej nastawieni na konkurencje. Uczenie sie w przecietnej klasie jest
          > latwiejsze dla dziewczat, bo jest to dla nich przjazniejsze sfeminizowane
          > otoczenie.

          A to akurat przedziwne, bo statystyki dowiodly, ze dziewczynom ze szkol
          niekoedukacyjnych wiedzie sie o wiele lepiej, glownie zreszta na polu nauk
          scislych. Moze sposob uczenia matematyki, fizyki i chemii w szkolach
          koedukacyjnych jest dostosowany do chlopcow? A - i czym, jak nie konkurencja,
          jest min. stawianie stopni, swiadectwa z czerwonym paskiem, odznaki wzorowego
          ucznia, dyplomy i rankingi najlepiej uczacych sie?

          Swoja droga - chcialabym zobaczyc lekcje jezyka polskiego, na ktorej nie uzywa
          sie duzo slow; nauczycielka - w zaleznosci od zdolnosci - porozumiewalaby sie
          przy pomocy emisji fal mozgowych czy raczej pantomima?

          Dziewczeta uwazaja, chlopcy sa niecierpliwi. Wszystko ma swoje
          > podloze biologiczne, a nie kulturowe.

          To bardzo ciekawe, ze biologia jest podlozem 'wszystkiego'.
          Mozesz opowiedziec, jak biologia ma sie np do normy dobrych manier przy stole?



      • planicjuszniewypal Re: Nic ważnego... 09.04.07, 20:12
        > Fajnie, ze masz taki filozoficzny nastrój w świateczny poranek, ale odpowiedz m
        > i na kilka pytań:
        Filozoficzny nastrój to u mnie konsekwencja kaca a nie świąt ;)

        > 1. dlaczego uważasz, że równouprawnienie jest już osiągnięte?
        Bo w prawodawstwie polskim nie znajdziesz jednego przepisu dyskryminującego
        kobietę. Za to znajdziesz mnóstwo takich, które ją wspierają, szczególnie w
        sferze pomocy społecznej, socjalnej, emerytalnej, ochronie na stanowisku pracy
        etc. Są to przywileje na które to mężczyźni nie mogą liczyć.

        >skoro kobiety nadal mają większe problemy w życiu
        >ekonomiczno-polityczno-społecznym
        Znów odpowiem Ci tym samym, pokaż jeden przepis, w którym jesteś dyskryminowana,
        dotyczący życia ekonomiczno-polityczno-społecznego. Obiecuje że zorbie wszystko
        żeby go znieść. Ja "na szybko" mogę Ci podać 3 przykłady jawnej dyskryminacji
        mężczyzn ze względu na płeć, lub też z drugiej strony jawnego uprzywilejowania
        kobiet:
        1)Obowiązkowa służba wojskowa
        2)5 lat dłuższy okres pracy
        3)Wszystkie przepisy BHP i PIP dotyczące pracy w warunkach szkodliwych dla zdrowia.

        > zarabiają mniej, trudniej im znaleźć pracę, awansować,
        Czynnikiem "pensjotwórczym" jest ekonomia a nie państwo!!! Szef a nie przepis
        prawny.
        hasło "to samo wynagrodzenie na tym samym stanowisku" jest nonsensem, za to jak
        najbardziej popieram hasło "to samo wynagrodzenie, za tożsamą pracę". Ekonomia
        jest brutalna, ja jako szef firmy budowlanej nie zatrudniłbym kobiety na
        stanowisku pomocnika murarza- gdyż jest ona w stanie przenieść 50% cegieł w
        stosunku do mężczyzny. Według logiki feministek musiałbym jej zapłacić tyle co
        mężczyźnie za połowę wykonanej pracy(dlatego unikałbym zatrudniania kobiet).
        Koszty są wiele większe, bo gdybym chciał utrzymać wydajność musiałbym zatrudnić
        2 kobiety(2 pensje)co więcej zapłacić dwa zusy i ubezpieczenia-całkowity koszt
        nie jest 2 a 3 razy większy. Stąd biorą się różnice w wynagrodzeniach pomiędzy
        płciami. Nie wszyscy jednak pracują fizycznie, na stanowiskach umysłowych
        kobiety mniej zarabiają z powodu mniejszej dyspozycyjności. Przeważnie jest tak
        że to kobieta ma więcej obowiązków domowych, przez co jest ograniczona w pracy,
        nie może zostać po godzinach itd. Ale to nie wina mężczyzn, kobiecie z reguły
        bardziej na ognisku domowym zależy. Możemy sie nie zgadzać co do przyczyny
        większej "rodzinności" kobiet- wychowanie, naturalne potrzeby etc, ale fakt jest
        faktem. Ja to spostrzegam jako ogromną zaletę, a nie wadę kobiet- z tym że na
        płaszczyźnie prywatnej- w pracy to niestety wada.
        Co więcej ja nie zajdę w ciąże (co najmniej 6 miesięcy strat dla pracodawcy) ja
        nie będę miał problemów z dyspozycyjnością, czy złym humorem prze parę dni w
        miesiącu.
        Jako społeczeństwo "doszliśmy do wniosku ;)" około 80lat temu, że pomimo paru
        ograniczeń, kobieta w pracy to skarb, inny punkt widzenia, troch mniej chamstwa,
        większa lojalność, obowiązkowość, odpowiedzialność. I żebyście mogły w tym rynku
        pracy uczestniczyć, zrównano prawa mężczyzn i kobiet. Jednakże w europie
        zachodniej zauważono ze to nie wystarczy. Przy równych prawach na rynku pracy
        kobiety nie mają szans konkurować z facetami. Dlatego kiedy feministki mówią o
        równości na rynku pracy, to sie moim zdaniem mylą. Wy walczycie o
        uprzywilejowanie kobiet ażeby na równi z mężczyznami konkurować mogły- takie
        jest moje zdanie.
        Przykład:
        Pracuje na tym samym stanowisku co kobieta, przyjmijmy że jest to praca umysłowa
        (nie ma znaczenia moja naturalna przewaga siły) wykonujemy tą sama prace z tą
        samą starannością i rzetelnością. W pewnym momencie zarówno ja jak i ona chcemy
        mieć dziecko, przyjmijmy że społeczeństwo składa się z 4 osób, ja moja
        niepracująca partnerka, oraz moja koleżanka z pracy i jej niepracujący partner.
        Ona zachodzi w ciążę, moja partnerka również, ja nadal jestem w stanie wykonywać
        swoje obowiazki w pracy koleżanka już nie. Moja rodzina nadal ma źródło
        utrzymania rodzina koleżanki już nie. Czy pozwolę jej rodzinie umrzeć z głodu?
        Nie!!! Gdyby to małe 4osobowe państwo miało budżet, wyasygnował bym z niego
        pieniądze ażeby jej pomóc do momentu aż nie wróci na stanowisko pracy. Z tym że
        ten budżet zasilam tylko ja- jak łatwo zauważyć to ja ponoszę obciążenia
        związane z jej ciążą. Jak można byłoby tego uniknąć? Nie było by problemu gdyby
        to jej mąż pracował, dlatego faceci mają silniejszą pozycję na rynku pracy.
        Gdybyśmy stosowali bezwzględnie zasadę równości to nie miałbym obowiązku jej
        pomagać w ciężkich chwilach- bo ona nie musiałaby tego robić dla mnie(ja w ciążę
        nie zajdę). Oczywiście to ogromne uproszczenie, ale pokazuje że walczycie o
        przywileje, pomoc państwa kosztem mężczyzn, a nie o równość :(

        >są w większości ofiarami przemocy domowej
        To akurat bardziej złożony problem, zastanawiałem sie kiedyś nad prawdziwością
        tych statystyk, przeprowadziłem nawet szybką ankietkę wśród znajomych i
        doszedłem do pewnych wniosków. Grupa respondentów nie była zbyt reprezentatywna
        gdyż byli to przeważnie ludzie z "normalnych" domów. Zadawałem proste pytania
        czy rodzice Cię kiedyś uderzyli? Jeśli tak, to które z nich? Które częściej?Czy
        kiedykolwiek ojciec uderzył matkę? Czy matka, kiedykolwiek uderzyła ojca? itd.
        Wyniki nie były wcale takie pochlebne dla kobiet...
        Jeśli chodzi o bicie dzieci wychodziło po równo. Najczęściej ludzie odpowiadali
        "od matki dostawałem/łam co chwile, od ojca rzadziej, ale jak już dostałam/łem
        to porządnie"
        Natomiast na pytanie o przemoc pomiędzy rodzicami kobiety wychodziły fatalnie,
        nikt z moich znajomych nie widział żeby ojciec uderzył matkę, natomiast około
        1/3 widziało jak matka "strzeliła w pysk z liścia ;)" ojca.
        Powtarzam grupa jest niereprezentatywna w większości studenci/studentki...
        Przyjmuje że jeśli 1/3 pytanych nie wstydziła sie powiedzieć że matka uderzyła
        ojca, to też nie kłamała przy odpowiedzi na pytanie "czy ojciec uderzył matkę"
        Moje wnioski:
        1)Kobiety i mężczyźni są tak samo agresywni.
        2)Mężczyźni częściej potrafią swoją agresje hamować- "od ojca rzadziej, ale jak
        już dostałam/łem to porządnie"- większość też nie widział jak ojciec uderzył matkę.
        3)Niestety ze względu na przewagę siły mężczyźni biją "porządniej"
        Nie widzę rozbieżności pomiędzy statystykami o przemocy w rodzinie a moimi
        wnioskami. Kobieta której "puszczą nerwy" może pozwolić sobie na rozładowanie
        emocji poprzez agresję, bo konsekwencje tego są na tyle znikome że nie trafią do
        policyjnych kartotek. Mężczyzna natomiast kiedy straci panowanie nad sobą i
        zachowa się w sposób agresywny w stosunku do dziecka lub kobiety, na pewno
        pozostawi stały uszczerbek na zdrowiu i to odnotowują statystyki policyjne.

        >ciągle słyszy się debilne kawały o blondynkach
        O policjantach, blondynach, górnikach, lekarzach też, tu moim zdaniem jesteś
        przewrażliwiona;)

        >ciągle są znakomitą większością ofiar molestowania seksualnego, itd.
        Na ten problem moim zdaniem składają się trzy czynniki, męska przewaga fizyczna,
        pewnego rodzaju dbałość kobiet o opinie na własny temat, i mniej agresywna
        seksualność kobiet.
        Kiedy mnie w pracy "zaczepia;)" rycząca 40 sam mam 25lat. Po pierwsze się nie
        boje, gdyż jestem silniejszy, więc ona może tylko flirtem "prosić;)". Po drugie
        nawet gdyby do czegoś doszło, to ja w społeczeństwie nie będę postrzegany
        negatywnie, a ona niestety dostanie łatkę "szmata". Po trzecie kobiety raczej
        okazują swoje "chęci" w subtelny i delikatny sposób.
        Kiedy ryczący40stek "zaczepia" 25latkę w pracy. Po pierwsze kobieta ma prawo
        czuć się zagrożona, mężczyzna stoi tutaj na pozycji silniejszego. Po drugie to
        znów niestety ona dostanie łatkę szmata. Po trzecie mężczyźni raczej nie znają
        dobrego smaku "w tych kwestiach".
        Jak widzisz uregulowania prawne dotyczące molestowania w miejscu pracy, są
        stworzone dla kobiet, nie dla mężczyzn. Choć słuszne, są kolejnym przywilejem
        stworzonym na potrzeby kobiet i służące ochronie ich w miejscu pracy. Nie mają
        nic wspólne
        • planicjuszniewypal Re: Nic ważnego... 09.04.07, 20:21
          dc2
          Nie mają nic wspólnego z równością. Gdybyśmy mówili o równości w kwestii
          molestowania, zabronilibyśmy np. proszenia kolegów z pracy, o pomoc przy
          zepsutej drukarce czy kopiarce, bo najczęściej tak zaczynają flirt ze mną stare
          baby z mojego biura- co mnie osobiście nie przeszkadza, a wręcz mi schlebia ;).
          Cel tych tajemniczych zepsuć jest taki sam jak poklepywanie po tyłku, tylko
          środki bardziej subtelne i kobiece.
          > 2. jakie przywileje zgarniają feministki, które nie mają nic wspólnego z
          > równouprawnieniem, z uwzględnieniem naszego pięknego kraju.
          kilka opisałem u góry, w każdej innej kwestii którą poruszacie wygląda to podobnie.
          > 3. dlaczego uważasz, że mężczyźni mają jakieś prawa, które są obecnie
          > naruszane przez równouprawnienie i jakie to są prawa.
          Każde uprzywilejowanie jakiś grupy społecznej jest automatycznie dyskryminacją
          innej- co chyba rozumiesz?
          Wracając do przykładu 4 osobowego państwa, zgadzam się na przywileje dla kobiet,
          gdyż mam nadzieje że w sytuacji odwrotnej,(moja żona pracuje, z kolegą, ja i
          jego partnerka nie) gdyby moja partnerka zaszła w ciążę chciałbym, aby on pomógł
          mojej rodzinie. Ale jak widzisz w obydwu przypadkach to mężczyzna nadpłaca przez
          ten okres do "budżetu" i wypracowuje PKB, do czego jeszcze musi pracować 5 lat
          dłużej. Zgadam się że kobieta pracując przynosi więcej pożytku państwu, niż
          gdyby siedziała w domu. Ale dzisiejsze zasady na jakich funkcjonują kobiety w
          społeczeństwie są dla mężczyzn z punktu widzenia ekonomi krzywdzące. Dlatego
          wyrównywane są równicą płac. Dlatego napisałem w poprzedniej wypowiedzi że zbyt
          dużo żądacie. Gdyby nastąpiło faktyczne zrównanie płac o co postulujecie i
          pewnie do tego kiedyś dojdzie, mężczyźni się przeciw temu zbuntują. Zaczną
          odbierać wam "przywileje" i znów będziecie rugowane z rynku pracy.
          4. w jaki sposób mężczyźni wg ciebie będą walczyć o odzyskanie tych praw?
          Odpowiedziałem wyżej.

          To długi i nudny wywód, ale pytanie w gruncie rzeczy sprowadza się do tego, czy
          kobieta jest w stanie w przebiegu całej kariery zawodowej wypracować takie same
          środki jak mężczyzną?
          W pracach fizycznych, niestety nie.I tu przepaść jest ogromna.Ze zrozumiałych
          chyba dla Ciebie powodów.
          W pracach na stanowiskach umysłowych według wszystkich badań też nie. Ale
          różnica nie jest już tak wielka. Tu akurat czynnikiem nie jest to ze kobiety są
          głupsze, czy inny tego typu durny stereotyp, lecz fakt iż kobiety rodzą dzieci i
          bardziej niż mężczyźni angażują się w ich wychowanie- co automatycznie odbija
          się na wydajności pracy.
          Poza tym każdy postulat feministek, przedszkola przyzakładowe, pokoje dla matek
          karmiących etc, podnoszą koszta zatrudnienia kobiety, przez co zmniejszają
          środki które kobieta wypracowuje, i jej atrakcyjność na rynku pracy.
          ehhh pewnie i tak nawet się nad tym nie zastanowisz, szkoda :(
          Szkoda że nie zauważasz że prawie 70% budżetu wypracowują mężczyźni. A
          beneficjentami socjalnymi, w prawie 65% są kobiety (bez pomocy dla dzieci).
          To pewnie też wina facetów.
          Szkoda też że jedynym argumentem jakie macie to kilku procentowa patologia
          idiotów z pod budki z piwem.
          Już najbardziej mi przykro, że nie potraficie być dumne z bycia kobietami- a tak
          głośno to krzyczycie.
          Znam wiele silnych, wykształconych, "wyzwolonych" kobiet, które wiedzą o tym że
          jeśli chcą dorównać mężczyźnie muszą dać z siebie 120% tego co facet, bo tak nas
          natura stworzyła. I już teraz, wiem czemu na dźwięk słowa "feminizm" dostają
          spazmów lub ataku śmiechu.
        • karolana Re: Nic ważnego... 10.04.07, 02:08
          w twojej wypowiedzi widzę taką prawidłowość :
          kobiety rodzą dzieci, a więc muszą się pogodzić z tym, że są niewygodne dla
          pracodawcy i jeśli chcą pracować i zarabiać, muszą dać z siebie więcej niż
          mężczyźni, jednak generalnie powinny być dumne z tego, ze są kobietami i rodzą
          dzieci i mężczyźni powinni na nie pracować.
          jednak:
          a) nie wszystkie kobiety rodzą dzieci (ja na przykład nie urodziłam, nie urodzę,
          a nie czuję się przez to mniej kobietą)
          b) są kobiety, które samotnie wychowują dzieci i wcale nie jest ich mało
          c) kobiety tracą na wcześniejszej emeryturze, bo po prostu dostają mniej
          pieniędzy, a żyją statystycznie dłużej
          d) przepisy BHP nie służą ochronie kobiety jako takiej, ale MATKI, w tym
          potencjalnej
          e) przepisy są jak 10 przykazań - wszyscy je znają, ale pokaż mi te 97%
          katolickiego społeczeństwa, które przestrzega przykazania "nie cudzołóż" ;)
          f) problem większego zaangażowania kobiet w życie rodzinne można baaardzo łatwo
          rozwiązać ;) zgadnij jak
          co do całej reszty, jednak przyznałeś sam, chyba niechcący, uprzywilejowaną
          sytuację meżczyzn (molestowanie)
          i tak się zastanawiam co chcesz udowodnić.
          że mężczyźni mają gorzej? nie mają!! mają lepiej, łatwiej i przyjemniej.
          bo świat, w jakim żyjemy jest światem stworzonym przez białego,
          heteroseksualnego faceta. mówi ci to cos??
          1.kobiety na takich samych stanowiskach, za tę samą pracę powinny zarbiać tyle
          samo - nie zarabiają i to nie dlatego, że rodzą i wychowują dzieci, zarabiaja
          mniej nawet te, które dzieci nie maja!! odkryto to w jednym z polskich ministerstw
          2. kobiety powinny miec świete prawo ubierać się jak chcą, wychodzić z domu o
          której chcą i chodzic gdzie im się żywnie podoba - nie mają, bo zaraz się
          dowiedzą, ze "sama jest sobie winna"
          3. kobieta w ciąży powinna mieć prawo do szczególnej ochrony, zwłaszcza w kraju,
          w którym nie może o tej ciąży autonomicznie decydować
          czy to są "przywileje" według ciebie??
          • planicjuszniewypal Re: Nic ważnego... 11.04.07, 22:07
            > kobiety rodzą dzieci, a więc muszą się pogodzić z tym, że są niewygodne dla
            > pracodawcy i jeśli chcą pracować i zarabiać, muszą dać z siebie więcej niż
            > mężczyźni,
            Tak niestety dla Ciebie jest:(
            W społeczeństwie równa się w górę nie w dół, jeśli nie masz do czegoś
            predyspozycji, musisz dać z siebie więcej, aby dorównać najlepszym.
            Feministki natomiast wychodzą z założenia, że trzeba odebrać "lepszym", w ramach
            sprawiedliwości społecznej...Po pierwsze nie ma to nic wspólnego z równością, po
            drugie spowalnia rozwój społeczno-ekonomiczny. Po co mam dawać z siebie więcej
            niż inni (choćby kosztowało mnie to mniej wysiłku) skoro i tak mi to odbiorą?
            Wiec będę sie obijał i równał w dół... To chyba logiczne.
            Przykład:
            Przepisy BHP mówi mężczyzna może przenosić za pomocą siły mięśni ciężar do 25 kg
            kobieta do 12kg. Pracując przez cały miesiąc, na koniec otrzymujemy takie samo
            wynagrodzenie. Z tym że ja wykonałem jeszcze raz tyle pracy co Ty. Ja
            wypracowałem powiedzmy 1000zł Ty 500zł Dlaczego miałoby mnie jako faceta
            obchodzić, że Twoje zmęczenie jest porównywalne z moim? Dlaczego miałbym w
            ramach opatrzenie rozumianej równości zarabiać 750zł??
            Ja Ci odpowiem...Mężczyzn i kobiet jest mniej więcej tyle samo, i przeważnie
            łączą się w pary, żaden facet nie chciałby żeby jego partnerka miała przetrącony
            kręgosłup i przepuklinę po roku pracy. Nie są tez tak wspaniałomyślni i uczynni
            te 500zł różnicy zawsze sobie odbijają. Gdzie?? W domu, to kobieta przeważnie
            sprząta pierze i gotuje;)Feminki chcą to zmienić, mają do tego prawo. Tylko to
            moja droga nie przejdzie, mężczyźni się na to nie zgodzą, chyba ze oddacie jakiś
            przywilej pracowniczy dotyczący kobiet, a Wy równocześnie na tym polu żądacie o
            więcej dla siebie. Na dzień dzisiejszy zwiększa się liczba zatrudnionych na
            stanowiskach "umysłowych", co sprawia że kobiety mają szanse konkurować z
            mężczyznami(dlatego mężczyźni coraz częściej pomagają w pracach domowych). Z tym
            że prawo nie rozróżnia pracy fizycznej i intelektualnej, i te "relikty" jak na
            przykład krótszy okres pracy o 5 lat dla kobiet( słusznie chroniący je w pracy
            fizycznej), jawnie mężczyzn w pracy umysłowej dyskryminują. Z drugiej strony
            gdybyśmy je znieśli, "pod dupie" dostałyby tylko i wyłącznie kobiety, które dziś
            pracują fizycznie.
            Wnioski:
            1)Tak, kobiety mają trudniej na rynku pracy.
            2)Wbrew temu co sądzisz nie jest to mężczyzn wina, lecz ekonomii i naturalnych
            różnic miedzy nami.
            3)Twoje żądanie wyrównania szans, nie ma nic wspólnego z faktyczną liberalna
            równością płci. Jesteś mi równa, o ile nie lepsza niż ja:). Ale dlaczego mam Ci
            oddać moje 250zł;)? Z przyjemnością oddam je mojej partnerce, ale nie zgodzę się
            na to, żeby państwo mi je obligatoryjnie odbierało(rękoma pracodawcy), następnie
            dzieliło, i zwracało jej w formie wyrównania. Tym niestety jest postulat równych
            płac.
            4)Równe płace zakończą się tym że mężczyźni będą równać w dół do kobiet
            (Dlaczego mam wypracowywać 1000zł a dostawać 750zł- będę dawał z siebie za
            750zł) Co automatycznie będzie się odbijać na kondycji gospodarczej. Im
            biedniejsze państwo tym gorsza pozycja społeczna kobiet- udowodnione- na dłuższą
            metę uderzy to w kobiety.
            > generalnie powinny być dumne z tego, ze są kobietami i rodzą
            > dzieci i mężczyźni powinni na nie pracować.
            Tak bądź dumna że jesteś kobietą, a macierzyństwo nie jest wyznacznikiem Twojej
            kobiecości, choć jest jej elementem. Tak jak dla mnie bycie ojcem nie jest
            wyznacznikiem męskości, choć wiem że bycie "dobrym" ojcem i mężem na pewno
            sprawi mi wiele przyjemności jako facetowi.
            > b) są kobiety, które samotnie wychowują dzieci i wcale nie jest ich mało
            Zgadza się, i jestem dla nich pełen podziwu, lecz nadal nie oddam im swoich
            500zł ;) No dobra, oddam, ale nie pod przymusem- zrównanie płac- a raczej jako
            dar serca, wolny wybór.
            > c) kobiety tracą na wcześniejszej emeryturze, bo po prostu dostają mniej
            Nie moja droga, kobieta pracuje do 60 roku życia a żyje do 78, mężczyzna pracuje
            do 65 a żyje 71... Jak łatwo policzyć wyciągam z ZUSu 3 razy mniej. Nie
            dostajesz mnie, co więcej masz prawo do przejęcia emerytury męża po jego
            śmierci, czyli statystycznie połowę życia na emeryturze spędzasz za pieniądze
            naliczone z jego ciężkiej pracy, choćbyś cale życie nic nie robiła. Tego
            przywileju nie mają faceci.
            > d) przepisy BHP nie służą ochronie kobiety jako takiej, ale MATKI, w tym
            > potencjalnej
            Ja potencjalnie jestem, osobnikiem w którego organizmie wirus grypy zmutuje tak
            że zamiast kichania będzie powodował orgazm;) więc państwo powinno mnie chronić?
            > e) przepisy są jak 10 przykazań - wszyscy je znają, ale pokaż mi te 97%
            > katolickiego społeczeństwa, które przestrzega przykazania "nie cudzołóż" ;)
            Ooooo i tu się zgadzamy!!!
            > f) problem większego zaangażowania kobiet w życie rodzinne można baaardzo
            >łatwo rozwiązać ;) zgadnij jak
            1)Możesz znaturalizować facetów;)
            2)Możesz od urodzenia, szprycować kobiety hormonami i wynaleźć inkubatory od
            pierwszego miesiąca ciąży.
            3)W końcu możesz liczyć na takich facetów jak ja, którzy może nie zgodzą się
            obligatoryjne odebranie im wypracowanych pieniędzy by oddać je Tobie. Ale na
            pewno nie zostawią Cię w potrzebie. Co więcej będą dumni, że mogą utrzymywać
            swoją rodzinę, bo miedzy innymi tak postrzegają swoje ojcostwo.
            Masz inny pomysł to napisz...
            > co do całej reszty, jednak przyznałeś sam, chyba niechcący, uprzywilejowaną
            > sytuację meżczyzn (molestowanie)
            Tak wiem że jestem w uprzywilejowanej sytuacji(tak nas stworzyła natura), ale
            nigdy nie mam zamiaru tego wykorzystać, bo Cię szanuje. Szkoda że nie mogę
            liczyć na to samo z Twojej strony(szacunek)- jak dotychczas na tym forum
            nazywacie mnie idiotą i ignorantem.
            > i tak się zastanawiam co chcesz udowodnić.
            To że nie jestem taki zły jak to malują feministki, że pomimo że jestem dobrze
            radzącym sobie heteroseksualnym białym mężczyzną, chce znać Twój punkt widzenia,
            i przedstawić i wytłumaczyć Ci mój(z tego powodu długie wywody, a nie trzy
            zdaniowe pyskówki). Może właśnie dlatego mam taką silna pozycję w
            społeczeństwie, w odróżnieniu od feministek i murzynków z dzidami;)?? Zastanów
            się nad tym, proszę. Ja na przykład dostrzegam potrzebę pomocy państwom 3świata,
            lecz nie z dobrego serca, lecz z pobudek ekonomicznych korzyści dla mnie(Do
            półki oni będą siedzieć w szałasach nic im nie sprzedam, oni mi też, a na tym
            buduje się dobrobyt). Więc udowodnij mi że mam kobiecie(jako grupie społecznej,
            a nie żonie, matce, kochance i córce) pomagać, i co z tego będę miał dla siebie,
            oprócz świętego spokoju;)? Możesz wierzyć lub nie, ale moja przewaga jest
            zbudowana na ciężkiej pracy i co najważniejsze na rozsądku, a nie na przemocy
            jak próbujesz udowodnić.
            > 1.kobiety na takich samych stanowiskach, za tę samą pracę powinny zarbiać tyle
            > samo
            Zgadzam się, tylko zawsze dodawaj gdy to mówisz, ten drugi człon "za tę samą
            pracę", a gwarantuje Ci że żaden mężczyzna się temu nie sprzeciwi;). Co więcej
            nie tylko mów, lecz czyń. Z tym że pamiętaj, Twoje 100% i faceta 100% możliwości
            to nie to samo. Faceci na nieszczęście dla Ciebie, na większości stanowisk przy
            mniejszym wysiłku będą lepsi. Nie dlatego że jesteś gorsza, lecz dlatego że
            jesteś delikatniejsza, bardziej (no może nie bardziej, ale inaczej) kochasz
            swoje dzieci, że masz serce i pochylisz się nad konkurentem etc. I bądź z tego
            dumna!!!Że też ja Ci muszę takie rzeczy tłumaczyć;)
            > 2. kobiety powinny miec świete prawo ubierać się jak chcą, wychodzić z domu o
            > której chcą i chodzic gdzie im się żywnie podoba - nie mają, bo zaraz się
            > dowiedzą, ze "sama jest sobie winna"
            Zgadzam się, tylko że jako ojciec bardziej będę sie bał o córkę niż o syna, bo
            wiem że świat nie jest idealny jakbyśmy obydwoje chcieli.
            Powiem Ci więcej, jako facet.
            Stojąc na przystanku w nocy obok pięknej na pół rozebranej młodej kobiety, mam
            "złe" myśli,
            • planicjuszniewypal Re: Nic ważnego... 11.04.07, 22:10
              cd2
              Stojąc na przystanku w nocy obok pięknej na pół rozebranej młodej kobiety, mam
              "złe" myśli, każdy facet który powie że nie ma, jest kłamcą. Taka już nasz męska
              natura, ale potrafię popęd kontrolować. Powiesz tak, tak niech sobie gada;) ale
              nie jesteś facetem i nie wiesz jaki to silny bodziec, tym bardziej kiedy facet
              jest pijany i sie w mniejszym stopniu kontroluje. Dlatego zawsze będę sie bał
              bardziej o córkę czy dziewczynę, niż o syna czy brata. I nich sobie moja córka
              psioczy że ją bardziej kontroluje niż syna. Przykro mi.

              > 3. kobieta w ciąży powinna mieć prawo do szczególnej ochrony, zwłaszcza w
              >kraju w którym nie może o tej ciąży autonomicznie decydować.
              1) Pamiętaj że decydujesz nie tylko o swoim dziecku, lecz także jakiegoś mężczyzny.
              2)Ochronę powinien zapewnić Ci Twój partner, a nie państwo. Jeśli scedujemy to
              na państwo, zapłacę za to ja, a dlaczego miałoby mnie to obchodzić??

              > czy to są "przywileje" według ciebie??
              Tak niestety są to przywileje, bo ja ich nie mam. Wszystko co jest prawem
              ułatwiającym życie komuś innemu moim kosztem, to przywilej.
            • justysialek Re: Nic ważnego... 12.04.07, 23:49
              planicjuszniewypal napisał:
              > Przykład:
              > Przepisy BHP mówi mężczyzna może przenosić za pomocą siły mięśni ciężar do 25
              kg
              > kobieta do 12kg. Pracując przez cały miesiąc, na koniec otrzymujemy takie samo
              > wynagrodzenie. Z tym że ja wykonałem jeszcze raz tyle pracy co Ty. Ja
              > wypracowałem powiedzmy 1000zł Ty 500zł Dlaczego miałoby mnie jako faceta
              > obchodzić, że Twoje zmęczenie jest porównywalne z moim?
              (...)
              Mężczyzn i kobiet jest mniej więcej tyle samo, i przeważnie
              > łączą się w pary, żaden facet nie chciałby żeby jego partnerka miała
              przetrącon
              > y
              > kręgosłup i przepuklinę po roku pracy.

              Przepisy nie dlatego wyznaczają mniejszy limit ciężaru dla kobiet, bo się
              szybciej męczą - ale dlatego, że w przypadku wystąpienia przepukliny, kobieta
              nigdy więcej nie mogłaby mieć dzieci!

        • czarny.kot997 Re: Nic ważnego... 10.04.07, 19:33
          planicjuszniewypal napisał "Przeważnie jest tak
          że to kobieta ma więcej obowiązków domowych, przez co jest ograniczona w pracy,
          nie może zostać po godzinach itd. Ale to nie wina mężczyzn, kobiecie z reguły
          bardziej na ognisku domowym zależy. Możemy sie nie zgadzać co do przyczyny
          większej "rodzinności" kobiet- wychowanie, naturalne potrzeby etc, ale fakt jest
          faktem. Ja to spostrzegam jako ogromną zaletę, a nie wadę kobiet- z tym że na
          płaszczyźnie prywatnej- w pracy to niestety wada."

          no tos sie chlopie napisal. jesli piszesz, ze kobiety maja wiecej obowiazkow
          domowych to powiedz mi- a to mezczyzni nie maja domow? z ta "rodzinnoscia" to
          tez przeginasz- wiekszosc mezow moich znajomych (w wiekszosci naukowcy, ale nie
          wszystkie)plus moj osobisty maz, w wiekszym stopniu zajmuje sie domem i
          dziecmi. To oni gotuja, zostaja na zwolnieniach lekarskich itp. Ja do kuchni
          wchodze tylko, zeby wlozyc gary do zmywarki, bo gotuje maz. urzadzanie
          mieszkania, dekoracje-tez on. ja czesto i gesto zostaje po godzinach w pracy,
          ze bylam w ciazy to moj szef ciagle zapominal, bo nic sie nie zmienilo w moim
          systemie pracy. co do "typowych" zajec kobiecych, to moim obowiazkiem (poza
          codziennymi czynnosciami)jest np., "serwisowanie" samochodu, remonty w domu,
          skrecanie mebli, organizowanie wyjazdow itp. i tak jest, jak juz mowilam w
          znacznej wiekszosci malzenstw jakie znam. a teraz pytanie: zyjemy w
          rownoleglych swiatach ?

          "utrzymania rodzina koleżanki już nie. Czy pozwolę jej rodzinie umrzeć z głodu?
          > Nie!!! Gdyby to małe 4osobowe państwo miało budżet, wyasygnował bym z niego
          > pieniądze ażeby jej pomóc do momentu aż nie wróci na stanowisko pracy. Z tym
          że
          > ten budżet zasilam tylko ja- jak łatwo zauważyć to ja ponoszę obciążenia
          > związane z jej ciążą. "

          a jak ty sobie noge zlamiesz to ja bede placila na ciebie, tylko, ze to co
          wplacono na moja ciaze sie zwroci w przyszlosci a co spoleczenstwu po twoim
          zlamaniu?

          "Co więcej ja nie zajdę w ciąże "- taaak ale twoja matka zaszla, tez moga byc
          taka egoistka jak ty i cie nie urodzic, mozesz na to patrzec tez tak, ze ty
          placac na ciaze kolezanki z pracy zwracasz te koszty, ktore powstaly w wyniku
          twojego zycia plodowego-czy moze myslisz, ze kobiety maja same ponosic
          konsekwencje?

          "Kiedy ryczący40stek "zaczepia" 25latkę w pracy. Po pierwsze kobieta ma prawo
          > czuć się zagrożona, mężczyzna stoi tutaj na pozycji silniejszego. Po drugie to
          > znów niestety ona dostanie łatkę szmata"

          czlowieku jakie ty kobiety znasz? jeszcze nigdy nie czulam sie zagrozona, bo co
          prawda niektorzy mezczyzni sa ode mnie silniejsi, ale ja jako kobieta jestem
          bardziej przebiegla, a mezczyzna to madra kobieta moze manipulowac jak chce,
          wiec oszczedz mi prosze tekstow o byciu "silniejszym" ha ha ha...
          co do "szmaty" to ty chyba w sredniowieczu zyjesz, czasy sie zmieniaja.... :)
          • planicjuszniewypal Re: Nic ważnego... 11.04.07, 19:30
            Cytata powtarzam cytat:
            >ja jako kobieta jestem bardziej przebiegla, a mezczyzna to madra kobieta moze
            manipulowac jak chce,
            Masz męża osła z którego ciągniesz jak chcesz i niedojda się dla Ciebie
            wykrwawia, bo Cię kocha. Choć Ty tego nie zauważasz. Typowa postaw feminek i
            szowinistów. Jeśli druga strona się na to zgadza nie ma problemu...
            Problem polega na tym, że ja też jestem przebiegły ;) i nie dam Ci sie wydymać
            jak osioł- dlatego nazywasz mnie ignorantem.
            Ja w odróżnieniu od Ciebie zauważam potrzeby kobiet, i nie chce ich za pomocą
            swoich 187 IQ i skończonych 2 kierunków studiów wydymać. Chce merytorycznej
            dyskusji... Może Twoja córka do tego dorośnie, bo Ty raczej nie dasz rady...
            • karolana Re: Nic ważnego... 11.04.07, 20:53
              planicjuszu miły, niestety, argument o przebieglości kobiet, o szyi, ktora kręci
              głowa jest baaaardzo daleki od feminizmu!! jest charakterystyczny dla kobiet,
              ktore w ten sposób tłumaczą sobie istniejacy system - on jest głową, on
              podejmuje dycyzje, on jest szefem, acha, ale to ja jestem ta sprytna.
              jako feministka odczuwam głęboki sprzeciw wobec takiej postawy, ponieważ uważam,
              ze w związku powinno obowiązywac PARTNERSTWO, które z góry odrzuca sztuczki i
              manipulację. nie rozumiem, dlaczego gierki i oszustwa kojarzysz z postawą
              feministyczną, skoro jest to typowa "broń" kobiet patriarchatu?
              • czarny.kot997 Re: do karolan 12.04.07, 18:11
                karolana, odnioslas sie do mojej wypowiedzi, wiec spiesze wyjasniac-mowiac
                o "manipulowaniu" nie chodzilo mi o zycie codzienne, bo tu sie z Toba zgadzam
                calkowicie; mowilam to w kontekscie samoobrony-tu chodzilo o "ochranianie"
                kobiety i o tym, ze facet jest silniejszy. I faktycznie tak jest, ze mezczyzni
                sa czasami silniejsi fizycznie i trzeba sobie jakos innaczej radzic. Ja
                niestety juz taka sytuacje w zyciu mialam. mezczyzna byl ode mnie duzo
                silniejszy, a ja nie mialam drogi ucieczki. to co mi pomoglo to zimna i szybka
                analiza sytuacji i dzialanie-dzisiaj wiem, ze tylko dzieki wlasnie manipulacji
                udalo mi sie opanowac jego agresje (zachowalam sie dokladnie innaczej niz tego
                oczekiwal),tak, ze przejelam kontrole nad sytuacja i w chwili jego zmniejszonej
                koncentracji zdolalam sie wyrwac i uciec. wole nie myslec co bylo by gdybym nie
                wiedziala tyle o psychice mezczyzn (zawsze mialam mnostwo kumpli i to oni
                zawsze udzielali mi praktycznych porad :)). reasumujac agresywnego, co dla mnie
                znaczy glupigo faceta, slabsza kobieta moze pokonac nie sila ale wlasnie
                cwaniactwem-glupota jest walic na oslep, sztuka jest wiedziec gdzie i jak
                uderzyc. tak, ze jak widzisz moja wypowiedz nie odnosila sie do wszystkich
                mezczyzn, tylko do tych, przed ktorymi trzeby kobiety "chronic"
                mam nadzieje, ze teraz wiesz o co mi chodzilo,- faktycznie, pewnie moja
                wypowiedz nie byla wystarczajaco klarowna, ale kiedy slysze takie teksty jak
                powazej to mnie szlag trafia i nerwy ponosza :)
                aha, wierz mi, jestem naprawde nienajlepsza kandydatka na "kobiete
                patriarchatu" :D
                pozdrawiam
                • karolana Re: do karolan 13.04.07, 01:01
                  > karolana, odnioslas sie do mojej wypowiedzi, wiec spiesze wyjasniac-mowiac
                  > o "manipulowaniu" nie chodzilo mi o zycie codzienne, bo tu sie z Toba zgadzam
                  > calkowicie; mowilam to w kontekscie samoobrony-

                  w kontekście samoobrony również preferuję makiawelizm ;) zasady wendo ;) pozdro
            • justysialek Re: Nic ważnego... 12.04.07, 23:54
              > Ja w odróżnieniu od Ciebie zauważam potrzeby kobiet, i nie chce ich za pomocą
              > swoich 187 IQ i skończonych 2 kierunków studiów wydymać. Chce merytorycznej
              > dyskusji... Może Twoja córka do tego dorośnie, bo Ty raczej nie dasz rady...

              Takie teksty świadczą dokładnie o czymś odwrotnym.
              Inteligentny człowiek nie musi się uciekać do argumentu: bo ja jestem
              mądrzejszy!
        • vivian.darkbloom feminizm walczy też z "uprzywilejowaniem" kobiet 11.04.07, 12:46
          trudno zrozumieć czemu utyskujesz na feminizm. chyba nie zdajesz sobie sprawy,
          że duża część feministek jeśli nie większośc jest przeciw temu co nazywasz
          "jawnym uprzywilejowaniem kobiet" w kwestiach służby wojskowej, wieku
          emerytalnego i zatrudnienia.
          Co do służby wojskowej to z mojego doświadczenia wynika, że feministki są
          generalnie za armią zawodową i większość uważa, że zmuszanie do służby wojskowej
          zarówno mężczyzn jak i kobiet nie powinno mieć miejsca.
          co do wieku emerytalnego jako feministka jestem za jego zrównaniem, o ile
          oznaczałoby ono podwyższenie wieku kobiet a nie obniżenie wieku mężczyzn, bo w
          istocie jest to rzekomy przywilej, który kończy sie tym, ze kobiety mają niższe
          emerytury, a poza tym jest to po prostu niesprawiedliwe.
          co do szkodliwych warunków - to przepisy Bhp powinny być przestrzegane gdy
          kobieta jest w ciąży, bo wtedy wchodzi w grę interes nie tylko jej ale i płodu,
          w którego interesie jest urodzić się zdrowym.
          Ale generalnie nie powinny istnieć zawody zabronione dla kobiet - jedynie
          powinny być one informowane o zagrożeniach zdrowotnych jeśli rzeczywiście jest
          naukowo dowiedzione, że są one większe w ich przypadku niż w przypadku mężczyzn.
          Ale w końcu - każdy ma prawo świadomie podjąć decyzję o pracy w szkodliwych dla
          siebie warunkach, jeśli np. woli to od bezrobocia.
          • andreas3233 Re: feminizm walczy też z "uprzywilejowaniem" kob 13.04.07, 00:35
            vivian.darkbloom napisała:

            >
            >
            >
            >
            > Co do służby wojskowej to z mojego doświadczenia wynika, że feministki są
            > generalnie za armią zawodową i większość uważa, że zmuszanie do służby
            wojskowej zarówno mężczyzn jak i kobiet nie powinno mieć miejsca.

            O ile jestem w kursie rzeczy, to niedlugo w Polsce nie bedzie zas. sl. wojsk,
            sterujemy od dluzszego czasu w strone armii zawodowej. Wiec zmuszanie zniknie i
            nie ma o czym mowic.
            Natomiast pojawi sie nowy problem: kobiety w jednostkach bojowych, na pewno w
            imie "poprawnosci politycznej"/ rownosci/ tam sie pojawia. Tylko, ze jest to
            rowniez rownosc wobec niebezpieczenstwa. Medyczne badania izraelskie / 2003/
            spowowodowaly zakaz wystepowania kobiet w bojowych jednostkach piechoty -
            poniewaz nie moga one maszerowac w trudnych warunkach terenowych, tak dlugo jak
            mezczyzni. Raport brytyjskiego Min. Obr /2002/ stwierdzil, ze zaledwie 1%
            kobiet jest w stanie osiagnac sprawnosc fizyczna niezbedna w walce bojowej /
            twarza w twarz z nieprzyjacielem/. Kobiet w armii bryt. jest 17 tys / 9% stanu
            armii/. Do czego mogloby doprowadzic dalsze zwiekszanie stanu kobiet w armii /
            w imie rownosci?/
            > co do wieku emerytalnego jako feministka jestem za jego zrównaniem, o ile
            > oznaczałoby ono podwyższenie wieku kobiet a nie obniżenie wieku mężczyzn, bo w
            > istocie jest to rzekomy przywilej, który kończy sie tym, ze kobiety mają
            niższe
            > emerytury, a poza tym jest to po prostu niesprawiedliwe.
            Oczywiscie popieram ten poglad.
            > co do szkodliwych warunków - to przepisy Bhp powinny być przestrzegane gdy
            > kobieta jest w ciąży, bo wtedy wchodzi w grę interes nie tylko jej ale i
            płodu,
            > w którego interesie jest urodzić się zdrowym.
            Przepisy BHP powinny byc przestrzegane zawsze i nie roznicowac mezczyzn i
            kobiet / oczywiscie oprocz stanu kobiecej ciazy - to zrozumiale/.
            > Ale generalnie nie powinny istnieć zawody zabronione dla kobiet - jedynie
            > powinny być one informowane o zagrożeniach zdrowotnych jeśli rzeczywiście jest
            > naukowo dowiedzione, że są one większe w ich przypadku niż w przypadku
            mężczyzn
            > .
            > Ale w końcu - każdy ma prawo świadomie podjąć decyzję o pracy w szkodliwych
            dla
            > siebie warunkach, jeśli np. woli to od bezrobocia.

            Swieta racja, tylko dlaczego jest tak malo kobiet w takich branzach, jak np
            budownictwo / moze jakis parytet?/
            • justysialek Re: feminizm walczy też z "uprzywilejowaniem" kob 13.04.07, 01:40
              andreas3233 napisał:
              Przepisy BHP powinny byc przestrzegane zawsze i nie roznicowac mezczyzn i
              > kobiet / oczywiscie oprocz stanu kobiecej ciazy - to zrozumiale/.


              Przepuklina może pozbawić kobietę możliwości donoszenia ciąży, również w
              przyszłości.
              Narażenie na działanie środków toksycznych, promieniowanie itp kobiety we
              wczesnym (niewykrywalnym) stadium ciąży może doprowadzić do poważnych wad
              rozwojowych płodu!!!
              • andreas3233 Re: feminizm walczy też z "uprzywilejowaniem" kob 13.04.07, 16:38
                justysialek napisała:

                > andreas3233 napisał:
                > Przepisy BHP powinny byc przestrzegane zawsze i nie roznicowac mezczyzn i
                > > kobiet / oczywiscie oprocz stanu kobiecej ciazy - to zrozumiale/.
                >
                >
                > Przepuklina może pozbawić kobietę możliwości donoszenia ciąży, również w
                > przyszłości.
                Po prostu nic nie wiem na ten temat /przyszlosc/, szczerze to przyznaje, czy
                ogol mlodych kobiet wie o tym?
                Wcale tegoz nie wykluczam, natomiast sztuczne mnozenie wykluczen nie jest na
                miejscu.
                > Narażenie na działanie środków toksycznych, promieniowanie itp kobiety we
                > wczesnym (niewykrywalnym) stadium ciąży może doprowadzić do poważnych wad
                > rozwojowych płodu!!!
                To jest prawda i nikt tego nie kwestionuje. W/w srodki i czesc promieniowania
                jonizujacego rownie skutecznie dziala na meskie gamety.
                Tu nie ma sporu!
            • kocia_noga Re: feminizm walczy też z "uprzywilejowaniem" kob 13.04.07, 09:59
              andreas3233 napisał:

              dlaczego jest tak malo kobiet w takich branzach, jak np
              > budownictwo / moze jakis parytet?/

              Równie ciekawe jest,dlaczego tak mało mężczyzn jest w takich branżach,jak
              nauczanie przedsszkolne,czy pielęgniarstwo oraz dlaczego w budownictwie zarabia
              się więcej,niż w tych ważnych,trudnych,ciężkich i wymagających znacznych
              kwalifikacji zawodach?
              • andreas3233 Re: feminizm walczy też z "uprzywilejowaniem" kob 13.04.07, 16:44
                kocia_noga napisała:

                > andreas3233 napisał:
                >
                > dlaczego jest tak malo kobiet w takich branzach, jak np
                > > budownictwo / moze jakis parytet?/
                >
                > Równie ciekawe jest,dlaczego tak mało mężczyzn jest w takich branżach,jak
                > nauczanie przedsszkolne,czy pielęgniarstwo oraz dlaczego w budownictwie
                zarabia
                >
                > się więcej,niż w tych ważnych,trudnych,ciężkich i wymagających znacznych
                > kwalifikacji zawodach?
                Oba pytania / Twoje i moje /sa bardzo ciekawe, nie mam tu zadnej wiarygodnej
                hipotezy. Moze Ty masz? / nie mowie tutaj o Twych pogladach, ale moze wiesz cos
                nt powaznych badan na ten temat?/
                >
                >
    • wiarusik [...] 08.04.07, 17:22
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • kot_behemot8 Re: Nic ważnego... 08.04.07, 20:00
      > Więc chyba nie mam tu po co więcej pisać!.


      Obiecanki cacanki;)
      Nie przestaniesz pisać, bo masz obsesję na punkcie feminizmu. Potrzebujesz tego
      kopa adrenalizny jaki daje ci napisanie od czasu do czasu, że feminizm
      zdycha... to utwierdza cię w wierze że tak istotnie sie stanie. Dlatego
      będziesz pisał nadal, pod tym nickiem albo pod innym. Alternatywą byłaby wizyta
      u psychologa, pomysl o tym.
      • planicjuszniewypal Re: Nic ważnego... 09.04.07, 21:12
        Jakieś kompleksy sie odezwały??
        Bo taka agresja nie jest normalna, a już na pewno nie służy Twojej niewątpliwej
        urodzie;)
        BTW. Feminizm nie zdycha, sam się wykańcza między innymi Twoją postawą.
        Nicka nigdy nie zmienię, bo pisuje na gazecie.pl na różnych forach, poza tym w
        odróżnieniu od Ciebie nie mam się czego wstydzić, za każde słowo tu napisane
        biorę odpowiedzialność i nie obrażam rozmówców. Rozmowa z ludźmi Twojego pokroju
        nie daje mi "kopa adrenaliny" a jedynie nudzi i dlatego to już naprawdę ostatni
        post.
        • justysialek Re: Nic ważnego... 10.04.07, 11:58
          planicjuszniewypal napisał:

          > Jakieś kompleksy sie odezwały??
          > Bo taka agresja nie jest normalna, a już na pewno nie służy Twojej
          niewątpliwej
          > urodzie;)
          (...)
          w
          > odróżnieniu od Ciebie nie mam się czego wstydzić, za każde słowo tu napisane
          > biorę odpowiedzialność i nie obrażam rozmówców.

          Czyli jest zakompleksiona, agresywna i nienormalna - Nie, ty jej absolutnie NIE
          obrażasz!!!
    • bri Re: Nic ważnego... 10.04.07, 10:08
      Wydaje mi się, że większość mężczyzn nie ma nic przeciwko temu, żeby kobiety
      pracowały także poza domem a fakt, że nie są jedynymi żywicielami rodziny
      przynosi im istotną ulgę. Ba! Są nawet tacy, którym domowe obowiązki np.
      gotowanie i bawienie dzieci sprawiają przyjemność i nie chcieliby z nich
      rezygnować.

      Co masz na myśli mowiąc o przywilejach dla feministek nie mających nic
      wspólnego z równouprawieniem?
    • rozczochrany_jelonek Re: Nic ważnego... 10.04.07, 21:51
      nazywa się to chyba w waszej terminologii "kryzys męskości".
      > Kiedy on minie mężczyźni upomną się o swoje prawa

      kryzys meskosci jest jak sepsa albo ptasia grypa, zawsze byl jest i bedzie,
      tylko dotyczy niewielkiej ilosci jednostek, ciagle powtarzanie w kolko tego
      samego powoduje ze niektorzy zaczynaja bezmyslnie wierzyc w ogrom tego zjawiska.
      to samo dotyczy kryzysu kobiecosci.

      mezczyzni nie musza sie o cos upominac :) nie sa kobietami, biora sobie to na
      co maja ochote :))
      • gotlama Re: Nic ważnego... 10.04.07, 22:28
        Naszej??????
        U nas się to nazywa wprost "niemożność"

        A co do brania - to trzeba mieć czym, same chęci nie wystarczą.
        Podesłać ci grzebyczek do uczesania rozczochraństwa ?


        • rozczochrany_jelonek Re: Nic ważnego... 10.04.07, 22:57
          > Naszej??????

          mnie o to pytasz ? :))

          > A co do brania - to trzeba mieć czym, same chęci nie wystarczą.
          > Podesłać ci grzebyczek do uczesania rozczochraństwa ?

          mysle ze obejdzie sie bez grzebyczka ;)
          • gotlama Re: Nic ważnego... 12.04.07, 00:07
            Wiem, wiem, jelonki wolą byc czochrane,paron, czesane "palcyma" najlepiej
            zadbanymi ;)
            • rozczochrany_jelonek Re: Nic ważnego... 12.04.07, 15:47
              najlepiej jak nie tylko palce sa zadbane :)
      • piekielnica1 Re: Nic ważnego... 11.04.07, 12:50
        > mezczyzni nie musza sie o cos upominac :) nie sa kobietami, biora sobie to na
        > co maja ochote :))


        Gwałtem to się nazywa
        • rozczochrany_jelonek Re: Nic ważnego... 12.04.07, 15:46
          gwałtowność to chyba nie jest coś złego ? :)
          • piekielnica1 Re: Nic ważnego... 12.04.07, 18:03

            > gwałtowność to chyba nie jest coś złego ? :)

            "mezczyzni nie musza sie o cos upominac :) nie sa kobietami, biora sobie to na
            co maja ochote :))"

            A jażeli to na co masz ochotę i gwałtownie sobie to bierzesz jest w
            sprzeczności z inną ochotą?.
            Prawem pięści to bierzesz?

            • rozczochrany_jelonek Re: Nic ważnego... 13.04.07, 16:18
              > A jażeli to na co masz ochotę i gwałtownie sobie to bierzesz jest w
              > sprzeczności z inną ochotą?.
              > Prawem pięści to bierzesz?

              wtedy nalezy uzyc silnych argumentow tak aby ochoty byly jednakowe.
              jesli chcesz mozesz to nazywac prawem piesci :)
    • gotlama Re: Nic ważnego... 12.04.07, 00:04
      Wszelkie zjawiska biologiczne i kulturowe są cykliczne.
      W literaturze i filozofii mamy cykl apollińsko-dionizyjski, w przyrodzie mamy
      cykl życie - śmierć.
      Nie czas żałować feministycznych róż, gdy płonie maczystowski las
Pełna wersja