szlachcic
16.04.07, 18:02
Za "Gazeta Pomorska"
Panie się śmieją ojcom w twarz
Rozmowa z Januszem Falińskim prezesem Fundacji Ojców Pokrzywdzonych przez Sądy
Fundacja walczy o to, aby obowiązek alimentacyjny, płatny do rąk matek,
ustawał po ukończeniu osiemnastego roku życia dzieci. (Fot. Archiwum) - Czy w
Polsce potrzebna jest fundacja, która chroni ojców? Może "krzywdzenie przez
sądy" to problem ich samych?
- Sądy rodzinne w naszym kraju są sfeminizowane i dlatego dochodzi aż do
około pięćdziesięciu procent rozwodów. Jesteśmy pod względem liczby rozwodów
drugim krajem w Europie. Więcej ma tylko Ukraina. Radykalny wzrost liczby
rozwodów nastąpił przez ostatnie trzydzieści lat. W latach sześćdziesiątych
dwudziestego wieku w sądach rodzinnych zasiadało około 4 procent kobiet, a
obecnie jest ich około 98 procent. Wprost proporcjonalnie do wzrostu liczby
sędzin, wzrosła też liczba rozwodów. To o czymś świadczy. Jedyną przyczyną
tego bałaganu jest sfeminizowanie sadów. Kobiety - sędziny, same mają swoje
dzieci i są żywotnie zainteresowane, aby kazuistyka rodzinna była dla nich
przychylna. Ojcowie są w Polsce nagminnie krzywdzeni kobiety-sędziny.
- To dosyć radykalny pogląd. Nie jest pan posądzany o antyfeminizm?
- Pytano mnie o to. Nie jestem antyfeministą. To, co się obecnie dzieje nie
jest winą matek i ojców. Rodzice nie są winni. To nie jest walka o
kilkusetzłotowe alimenty, ale o często o kilkaset tysięcy, które ojcowie,
zobowiązani przez sądy, łożą dla dzieci przez kilkanaście lat. Trzeba je
płacić do momentu, kiedy dzieci się uczą w dziennych szkołach.
Zgłasza się do nas wielu ojców, którzy płacą alimenty, mając
trzydziestoletnie dzieci. Kontaktował się ze mną ojciec z Józefowa. Ma 29-
letniego syna, na którego musi łożyć. Sam ma 62 lata i emeryturę. Nie ma
żadnego kontaktu z synem, nie wie, czy syn uczy się, czy pracuje. Sądy nie
zobowiązują dzieci do informowania ich samych lub ojców o swojej aktualnej
sytuacji. Dorosłe dzieci nie muszą przedstawiać dokumentów, uprawniających do
pobierania alimentów. Są też skrajne przypadki. Michał Wiśniewski, z którym
mamy sporadyczny kontakt, płaci podobno około czterech tysięcy złotych
alimentów na dwoje dzieci a Mandaryna dodatkowo utrudnia mu kontakty z nimi.
Biorąc pod uwagę, że jego dzieci nie ukończą edukacji na szkole średniej,
może nam wyjść niebagatelna suma, około jednego miliona złotych. Matka także
zobowiązana jest do łożenia alimentów, ale często jest tak, że tylko część
alimentów wydaje na dzieci, pozostałą na siebie.
Fundacja walczy o to, aby obowiązek alimentacyjny, płatny do rąk matek,
ustawał po ukończeniu osiemnastego roku życia dzieci. Później, co pół roku,
dzieci powinny składać do sądów stosowne zaświadczenia, że alimenty jeszcze
im się należą. Kiedy ich nie dostarczą, obowiązek alimentacyjny powinien
ustawać. Powinno się to przeprowadzić na wzór obowiązku zgłaszania się
bezrobotnego po zasiłek albo ważne ubezpieczenie społeczne.
- Dążycie do zmiany prawa?
- Tak, jesteśmy zainteresowani zmianami legislacyjnymi. Chodzi głównie o
alimenty i o poprawienie kontaktów ojców z dziećmi a także o powierzanie
opieki nad dziećmi ojcom, jeżeli rozwodom winne są matki. W Polsce jest
obecnie około 3 miliony samotnych matek. Jest w takim razie tyle samo ojców
którzy nie mieszkają z dziećmi. W Polsce około 2,8 miliona ojców ma
utrudnione kontakty z dziećmi. To jest następstwem płacenia przez ojców
wysokich alimentów, bo matki, otrzymując pieniądze nie chcą, aby ojcowie
sprawdzali, czy faktycznie wydają je na dzieci. Do tego dochodzi także
niezauważane przez sądy bezrobocie. Wielu ojców nie ma pracy.
Pomimo tego, że są zarejestrowani w urzędach pracy, sędziny wyrzucają te
kwitki do kosza. Dają takim ojcom "z bomby" 400 złotych alimentów. I
automatycznie robią z nich wyrzutków społeczeństwa. Komornik siedzi im na
karku, a oni unikają pracy na umowy, pracują na czarno, bo komornik może
zabrać im 60 procent dochodów plus swoje koszty. Matki nie są zainteresowane
zarobkowaniem, bo jeśli zaczęłyby pracować, to sąd mógłby im zmniejszyć
alimenty.
To nie są jedyne zmiany, które chcemy zaproponować. Fundacja optuje za tym,
aby w sprawach rodzinnych sądy były wybierane przez społeczeństwo na
kadencje. Mogliby m.in. zasiadać w nich księża, którzy przecież nie mają
dzieci i są bezstronni lub kobiety, nie mające dzieci w okresie
alimentacyjnym, po 50 roku życia. Piszemy do ministra sprawiedliwości, Sądu
Najwyższego, ale to nie jest takie proste. Środki masowego przekazu są
nieprzychylne ojcom. Szczególnie prywatne stacje telewizyjne, które są w 70
procentach sfeminizowane, starają się bagatelizować tragiczną sytuację ojców.
- Naprawdę jest taka ciężka?
- Kiedy ojciec idzie na rozprawę, to spotyka tam tylko kobiety. Sędzinę,
protokólantkę, żonę, adwokatkę - zazwyczaj też kobietę. Często matkę albo
siostrę żony. Nawet w sekretariatach też są same kobiety. I zaczyna się
przedstawienie. Panie śmieją się ojcom w twarz. Sędzina co chwila
powtarza: "mówi pan nie na temat" albo "jeśli pan się nie uciszy, to będzie
tysiąc złotych kary". Ojcowie nie korzystają z pomocy adwokatów, bo nie mają
pieniędzy i nie stać ich na wysokie koszty obrony. Jeżeli sporadycznie
zjawiają się z obrońcami w sądach, to sędziny najczęściej wydają jeszcze
gorsze postanowienia. Zresztą adwokaci niechętnie chodzą na sprawy ojców.
Matki korzystają z pomocy obrońców w około 80 procentach spraw, bo płaci za
to strona przegrana, czyli prawie zawsze ojcowie. W Ameryce, kiedy zaczęła
rosnąć liczba rozwodów natychmiast wprowadzono w niektórych stanach
naprzemienne wychowywanie dzieci i tzw. dzielenie dzieci. Nie orzekano
alimentów, więc i liczba rozwodów spadła. W Polsce chodzi o kasę, bo sto
procent dzieci przyznawanych jest matkom. Gdyby chociaż 10 procent dzieci
oddawano pod opiekę ojcom, to matki zastanowiłyby się kilka razy, zanim
poszłyby do sądu.
- Jacy ludzie zgłaszają się do fundacji?
- To są mężczyźni z różnych warstw społecznych. O pomoc proszą zarówno
pracownicy fizyczni, jak i lekarze. Wielu jest policjantów i żołnierzy,
szczególnie tych, którzy wyjechali na misję za granicę, zostawiając żony w
kraju. Najważniejsze dla fundacji jest to, aby zapewnić im pomoc w trudnych
chwilach. Rozwody to wyjątkowo stresujące przeżycie. Moim zdaniem są gorsze
niż śmierć najbliższych osób. Już sam fakt rozmowy podtrzymuje ojców na
duchu, bo wiedzą, że nie są sami. Ojcowie wstydzą się powiedzieć o swoich
problemach kolegom, matce, ojcu. To dla nich wstyd, że nie mogą żyć w pełnych
rodzinach. A nie muszą się wstydzić, gdyż nie są winni tak dużej liczbie
rozwodów. To państwo przejęło wychowywanie dzieci w polskich rodzinach i
rozbiło je, doprowadziło do anarchii. Każda rodzina w Polsce, posiadająca
dzieci w okresie alimentacyjnym, siedzi na beczce prochu. Każdy ojciec może
być bez żadnej przyczyny z dnia na dzień wyrzucony ze swojego mieszkania.
Zadzwonił do mnie ojciec z Katowic. On waży 100 kilogramów, jego żona 48. Co
drugi dzień bije go i drapie. A taki facet nie pójdzie na policję, bo go
wyśmieją, wstydzi się. Obecnie w Polsce około 70 procent mężczyzn, mężów i
ojców nie jest szanowanych przez żony. Duży procent to pantoflarze, którzy są
bici, wyzywani, sprzątają w łazienkach, piorą i gotują. Na dodatek pokłosiem
orzecznictwa przez sędziny w sądach rodzinnych jest ujemny wzrost populacji.
Na dwoje rodziców przypada obecnie 1,2 dziecka. I pod tym względem jesteśmy
na ostatnim miejscu w Europie, ale za to w rozwodowej czołówce.
- A pan w jakiej jest sytuacji?
- Mam troje dzieci. Z małżeństwa mam 19-letniego syna, który mieszka ze mną.
Mam też dwie córki, z którymi mam utrudniony kontakt. W Polsce we większości
ojcowie nie maja wpływu na wychowanie dzieci niezależnie, czy mieszkają
razem, czy nie. W Polsce to matki są właścicielkami dzieci. Każdy nor