bri
16.05.07, 14:22
Skopiowane ze strony RP bo tam szybko przenoszą do archiwum i link zaraz
będzie nieczynny:
Czy żona powinna głosować na męża
Francję obiegły informacje, że małżonka nowego prezydenta Francji w ogóle nie
wzięła udziału w drugiej turze wyborów. Czyżby nie chciała, by Nicolas
Sarkozy został szefem państwa? - zastanawiają się Francuzi. Ale czy żona ma
obowiązek głosować na męża?
Sandra Lewandowska Samoobrona
Jeśli mąż kandyduje w wyborach prezydenckich, to kochająca żona, której
zależy na szczęściu męża i jego wygranej, powinna mu w tym pomagać i popierać
jego działania.
Tym bardziej że w przypadku pani Sarkozy wszyscy mogliśmy obserwować, jak
podczas całej kampanii wyborczej była zawsze u jego boku.
Zupełnie nie widzę więc powodów, dla których na koniec miałaby na niego nie
zagłosować. Nie twierdzę jednak, że małżonka zawsze musi się zgadzać z
poglądami męża. Zgodnie z prawem wyborczym może głosować tak jak chce, to
jest tylko i wyłącznie jej decyzja.
Nie chce mi się jednak wierzyć, że pani Sarkozy tak nagle zmieniła zdanie na
temat poglądów swojego męża. Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się jednak,
że nie pojawiła się na głosowaniu z powodu np. złego samopoczucia, może
jakiejś nagłej przypadłości albo choroby.
Stefan Niesiołowski PO
Co to za żona, która nie chce iść głosować na własnego męża? Dla Sarkozy'ego
gorsze mogłoby być tylko, gdyby jego żona poparła Segolene Royal. Jest to tym
dziwniejsze, że Sarkozy pokazywał się z żoną podczas kampanii wyborczej.
Eksponowanie rodziny jest zresztą typowym nadużyciem także u nas.
Przypomnijmy zdjęcia szczęśliwej rodziny Kaczyńskich przed wyborami
prezydenckimi. Zaraz potem zaś wyszedł na jaw rozwód córki prezydenta.
Oczywiście żona nie zawsze musi mieć identyczne poglądy jak jej mąż, ale nie
powinna tego demonstrować, ponieważ może w ten sposób zaszkodzić swojemu
małżonkowi. Trochę inaczej rzecz ma się z dziećmi, które często myślą inaczej
niż rodzice i nic na to nie poradzimy.
Ja mam akurat to szczęście, że zarówno moja żona, jak i córka i w ogóle cała
rodzina popierają mnie całkowicie w tym, co robię. I nie wyobrażam sobie, by
mogło być inaczej.
Halina Nowina-Konopczyna polityk katolicko-narodowy
To, czy żona głosuje w wyborach na swojego męża, jest indywidualną sprawą
każdej rodziny. Nie można zadekretować tego jako małżeńskiego obowiązku.
Wydaje mi się, że w dobrze zgranym małżeństwie, gdzie małżonkowie mają
zbliżone poglądy, sprawą naturalną jest, że jeśli życiowy partner bierze
czynny udział w życiu politycznym, to druga osoba popiera go. Zapewne
istnieją także małżeństwa, w których między małżonkami mogą występować
zasadnicze różnice w poglądach politycznych. I nie widzę w tym nic złego. Nie
odważyłabym się powiedzieć, że ślub zobowiązuje małżonków moralnie do
podzielania tego samego zdania. Zobowiązaniem moralnym w małżeństwie jest
dochowanie wierności, a nie poparcie męża czy żony w wyborach. I nie zmusicie
mnie, bym powiedziała, że żona zawsze musi myśleć tak jak mąż i zawsze na
niego głosować.
Nie wiem, jak było w przypadku państwa Sarkozych, ale pani Sarkozy mogła nie
głosować na swojego męża z naprawdę bardzo różnych przyczyn. Być może po
prostu nie chciała mieć męża prezydenta, bo w końcu funkcja ta wiąże się z
wieloma wyrzeczeniami, także jeśli chodzi o życie rodzinne.
Tadeusz Cymański PiS
To jest dość ciekawa historia i rzadka. Na pewno pani Sarkozy pokazała, iż
jest wolną i niezależną kobietą, co oczywiście nie usprawiedliwia jej
zachowania.
Ja oddaję rację staremu powiedzeniu: "Gdzie ty Kajus, tam ja Kaja", bo ono
chyba najlepiej oddaje relacje, jakie powinny panować między małżonkami. Tym
bardziej w tak ważnym momencie jak wybory prezydenckie. Żona powinna się
identyfikować ze swoim mężem.
Każdy z nas pamięta chyba takie obrazki, kiedy np. przychodzą, by aresztować
męża, a żona stoi na progu i krzyczy: - On jest niewinny! To dopiero
prawdziwa solidarność małżeńska.
Dla Nicolasa Sarkozy'ego brak wsparcia własnej żony musiał być nie tylko
czymś przykrym, ale w jakimś stopniu naruszył pewnie jego męską ambicję.
Wygląda na to, iż udało mu się przekonać do siebie dużą większość Francuzów,
a nie udało mu się przekonać własnej żony.
Ale może państwo Sarkozy po prostu się pokłócili i to była taka forma zemsty.
Jak widać, ciężki jest los mężczyzn polityków.