chooligan
18.06.03, 10:45
Pamietam z liceum - koleżanke feministkę. Wiecznie pyskata, ordynarna w
stosunku do chłopaków. Pouczająca płec brzytką o jej niższości i tępocie w
zestawieniu z kobietami. Szczególnie zawzieta była, nie wiedzieć czemu na
mojej skromnej osobie.
Przed maturą pisemną stalismy w kolejce do sali. Ona akurat stanęła obok i
coś syknęła do mnie. Odwróciłem się do niej, przycisnąłem ją do siebie i
połozyłem rękę na jej tyłku ściskając pośladki. Zapytałem ją: "Co?, też się
stresujesz?". Ona zbaraniała i kiwnęła łbem. Po maturze była zupełnie
odmieniona, usmiechała sie do mnie i rozmawiała po ludzku. Miesiąc potem
przezyłem szok w autobusie. Usiadłem na końcu autobusu i spostrzegłem ją że
siedzi kilka rzędów miejsc dalej. Też mnie spostrzegła i... nie do wiary!
Wstała, sama podeszła do mnie i usiadła obok szczebiocząc przez cała trasę o
jakis duperelach. Rzecz, dawniej nie do pomyslenia!!!