Rewolucja lesbijska w USA. Czy to efekt feminizmu?

27.08.07, 04:53
nymag.com/news/features/15589/
    • vivian.darkbloom raczej efekt biseksualizmu 27.08.07, 08:31
      wiesz seksuolodzy twierdzą, że duży procent społeczeństwa jest w
      istocie biseksualny, ale nie praktykuje biseksualizmu z powodu
      dominacji wzorców heteroseksualnych w społeczeństwie.

      A w ostatnim dodatku Gazety o seksie (którego tematem był
      homoseksualizm) twierdozno, że mężczyźni sa bardziej skrajni w
      sowjej orientajci seksualnej - zwykle są albo zdecydowanie homo albo
      zdecydowanie hetero. Tymczasem kobiety maja większą skłonnosć do
      biseksualizmu.
      • heretic_969 Wszystko to prawda, ale 27.08.07, 11:04
        to właśnie feminizm - czyli coraz większa niezależność kobiet od mężczyzn w
        sferze zarówno materialnej, jak i emocjonalnej - jest za ten narastający trend
        odpowiedzialny. Bo jakoś nie wydaje mi się, żeby 100 czy 50 lat temu kobiety
        miały mniejsze skłonności biseksualne, ale ugruntowane wówczas role mężczyzn i
        kobiet oraz zdecydowanie wyższa pozycja społeczna tych pierwszych powodowały, że
        kobiety miały wyraźny interes w tym, by wiązać się z mężczyznami. Teraz już tego
        interesu nie mają i dlatego wychodzi na jaw prawdziwe oblicze pań:) Biedni
        faceci...
        • bri Re: Wszystko to prawda, ale 27.08.07, 11:53
          Mówiłoby to cokolwiek, gdybyśmy mogli porównać ile kobiet miało
          kontakty homoseksualne 100, 50, i 25 lat temu. A tak to nie wiadomo
          czy w ogóle coś się w tym temacie zmieniło.
          • heretic_969 Zmieniło się, bo 27.08.07, 13:26
            nawet jeśli kobiety miały kontakty homoseksualne, to nie było mowy o tym, by się
            z tym obnosić ani też poważnie rozważać trwały lesbijski związek. Nawet 100%
            lesbijki wychodziły za mężczyzn.
            • bitch.with.a.brain Re: Zmieniło się, bo 27.08.07, 17:07
              Co nie oznacza,że rezygnowały ze swoich "przyjaźni".Tylko dziś trudno rozróżnić
              np romantyczno-młodopolską retorykę i manierę od rzeczywistego przekazu.Jednak
              kiedy się czyta dzienniki i zapiski kobiet np z XIX wieku,to dużo w nich mozna
              znaleźć.
        • johnny-kalesony Re: Wszystko to prawda, ale 27.08.07, 15:20
          Niekoniecznie. Coraz więcej mężczyzn woli wiązać się z kolekcją filmów z
          Brigitte Bardot albo Audrey Hepburn, niż z koleżankami, które pod wpływem
          głupawej propagandy jeszcze bardziej głupawego gender-feminizmu robią z siebie
          groteskowe maszkary w brudnych gaciach.


          Pozdrawiam
          Keep Rockin'
    • turbomini Re: Rewolucja lesbijska w USA. Czy to efekt femin 27.08.07, 08:50
      No cóż, pragnę zauważyć, że safickie praktyki stoją w historii
      trochę dalej niż obecna cywilizacja amerykańska ;-).
      • heretic_969 Re: Rewolucja lesbijska w USA. Czy to efekt femin 27.08.07, 11:10
        Ja przecież nie twierdzę, że lesbijskie skłonności u kobiet pojawiły się tak z
        powietrza. Po prostu zauważam oczywistą korelację między awansem społecznym
        kobiet/degradacją społeczną mężczyzn a coraz bardziej powszechnymi lesbijskimi
        związkami i lesbijskimi eksperymentami, co jednoznacznie wynika z artykułu.
        • 2_sara Re: Rewolucja lesbijska w USA. Czy to efekt femin 27.08.07, 11:22
          Być może jest jakaś zależność przyczynowa między zjawiskami o których
          wspomniałeś,ale nie rozumiem w czym problem?To chyba dobrze,że kobiety się (z
          trudem) uniezależniają od mężczyzn i bardziej swobodnie wyrażają
          swoje preferencje seksualne?
          • heretic_969 Re: Rewolucja lesbijska w USA. Czy to efekt femin 27.08.07, 13:20
            To chyba dobrze,że kobiety się (z
            > trudem) uniezależniają od mężczyzn i bardziej swobodnie wyrażają
            > swoje preferencje seksualne?

            Zależy dla kogo dobrze. Chyba nie dla mężczyzn, którym grozi samotność...
            • bleman ale na dluzsza mete to dobrze bo populacja 27.08.07, 18:30
              kiepskich ezczyzn bedzie przetrzebiona
        • niedo-wiarek Re: Rewolucja lesbijska w USA. Czy to efekt femin 27.08.07, 11:22

          Dawniej szły takie do klasztoru, zostawały starymi pannami albo
          zatruwały życie mężom. Dzisiaj parzą się we własnym gronie i co
          najwyżej od czasu do czasu wygłaszają tyrady o śmierdzących nogach
          mężczyzn i pachnących nogach kobiet. Mimo wszystko liczebność tej
          grupy utrzymuje się na stałym poziomie. Tak to już jest, że na
          naszej planecie mężczyźni wzbudzają ogólnie więcej zachwytów. Geje i
          heteroseksualne kobiety przytłaczają liczebnie lesbijki i
          hereroseksualnych mężczyzn. Aż dziw, że wciąż utrzymuje się
          mit "płci pięknej" ;)
        • turbomini Re: Rewolucja lesbijska w USA. Czy to efekt femin 27.08.07, 12:07
          Lesbijski coming-out w skali porównawczej z gejowskim to mały pikuś.
          Feminizm ma wspierać poczucie własnej wartości u kobiet, także
          lesbijek. W tym kontekście przyczynia się on do ujawniania się
          par/związków lesbijskich. Nie sądzę jednak żeby miał aż taką siłę,
          by zmieniać ludzką naturę, choć przydałoby się.
          • bleman Re: Rewolucja lesbijska w USA. Czy to efekt femin 27.08.07, 12:36
            ie sądzę jednak żeby miał aż taką siłę,
            > by zmieniać ludzką naturę, choć przydałoby się.

            dziwnie to zabrzialow kontekscie romowy o lesbijkach i gejach ;-)
            • turbomini Re: Rewolucja lesbijska w USA. Czy to efekt femin 27.08.07, 15:46
              Faktycznie, chodziło mi raczej o nastawienie społeczeństwa do
              feminizmu, nie o zmienianie orientacji seksualnej przez
              feminizm :))).
        • bleman dlaczego uwazasz ze mezcyzni zostali 27.08.07, 12:37
          zdegradowani ?
          przeciez teraz maja wieksza mozliwosc wyrazania siebie i zachowywania sie wedlog
          wlasnego widzi mi sie niz kiedy kolwiek w historii, kiedy mieli pozorna wladze
          absolutna ale byli jednoczesnie skrepowani bardzo sztywnymi i ograniczajacymi
          wzorcami "prawdziwej meskosci"
          • heretic_969 Tylko to "siebie" 27.08.07, 13:18
            coraz mniej znaczy, właśnie przez zanik tych wzorców...
            • bitch.with.a.brain Re: Tylko to "siebie" 27.08.07, 17:05
              jak odtwarzasz wzór to raczej mało w tmy wyrażania siebie,raczej dostosowywanie
              się do społecznych wymagań
              • heretic_969 Re: Tylko to "siebie" 27.08.07, 17:20
                Ale ja nie opowiadam się za przymusem. Po prostu uważam, że dawne wzorce
                męskości miałyby bardzo dobry wpływ na mężczyzn, gdyby je przyjęli. Zanik tych
                wzorców doprowadził m.in. do tego, że dla wielu kobiet związek z mężczyzną
                utracił jakikolwiek sens.
                • karolana Re: Tylko to "siebie" 27.08.07, 17:52
                  > Ale ja nie opowiadam się za przymusem. Po prostu uważam, że dawne wzorce
                  > męskości miałyby bardzo dobry wpływ na mężczyzn, gdyby je przyjęli. Zanik tych
                  > wzorców doprowadził m.in. do tego, że dla wielu kobiet związek z mężczyzną
                  > utracił jakikolwiek sens.

                  To nie jest tak, że dla kobiet związek z mężczyzną utracił sens, tylko teraz
                  kobiety są z mężczyznami częściej dlatego, ze tego naprawdę chcą, a nie dlatego,
                  ze nie mają innego wyjścia. I szczerze mówiąc na miejscu facetów cieszyłabym się
                  z tego. Jeśli silna, zaradna, potrafiąca dać sobie doskonale radę samodzielnie
                  kobieta wybiera życie w związku z mężczyzną, jest to dla niego powód do dumy! Bo
                  to oznacza, że jest na tyle fajny, że wg niej warto z nim być. Co to za frajda
                  mieć przy sobie głupawego tłumoka, który jest, bo tak mu wygodnie albo jest, bo
                  sama nie da sobie rady w życiu?
                  A wzorce... dla kogo one były dobre? Dla rzeszy facetów uwikłanych w zamknięty
                  krąg bycia "głową rodziny" i ponoszenia całej odpowiedzialności
                  moralno-finansowej za kilka osób, którzy w pewnym momencie przestawali sobie
                  dawać radę z takim obciążeniem i zaczynali swoje frustracje wyładowywać w
                  agresji wobec kobiet i dzieci? Czy dla kobiet zmuszonych do cierpiętniczego
                  znoszenia podrzędnej pozycji, pokornego zginania karku przed facetem, który ani
                  nie był od nich mądrzejszy, ani w niczym lepszy, ale miał penisa i już ? Co tak
                  naprawdę jest strasznego w partnerstwie? Co jest takiego okropnego w przyznaniu,
                  że kobieta i mężczyzna mają równe prawa i obowiązki? Czy nie lepiej jest mieć
                  partnerkę w życiu niż służącą i podwładną? Czy nie lepiej mieć przy sobie kogoś,
                  kto zrozumie, poradzi, wesprze niż szarpać się samemu ze wszystkimi problemami,
                  których jest przecież niemało? Jest to dla mnie zagadka stulecia.
                  • heretic_969 Ale "wzorce męskości" nie oznaczają powrotu 27.08.07, 22:42
                    do patriarchalnej rodziny, ani też nie są zaprzeczeniem partnerstwa.
                    Problem polega na tym, że współczesna kultura nie prowadzi ku partnerstwu, ale
                    ku odwróceniu ról - jeśli tak dalej będzie, to kobiety będą dominować nad
                    mężczyznami pod prawie każdym względem, wszak już teraz dysponują olbrzymią
                    przewagę jeśli chodzi o wykształcenie, a to prędzej czy później doprowadzi do
                    dominacji materialnej. Już od dawna zauważono, że samotne wykształcone kobiety i
                    niewykształceni mężczyźni to zazwyczaj słabo dobrane pary.
                    A poza tym nie można zapominać, że kobieta wnosi coś do związku już z samej
                    racji bycia kobietą - jest ładniejsza oraz może dać mężczyźnie potomstwo.
                    Tak więc "wzorce męskości" w rzeczywistości będą sprzyjać partnerstwu, bo
                    przywrócą równowagę - bez tego obawiam się, że związek heteroseksualny stanie
                    się najbardziej zagrożony wyginięciem gatunkiem.
                    • 2_sara Re: Ale "wzorce męskości" nie oznaczają powrotu 27.08.07, 22:59
                      Wiem,że może nie jestem bezstronna,ale może jesteś w sytuacji rzymskiego
                      właściciela niewolników protestującego przeciw ich wyzwoleniu i wieszczącego
                      koniec cywilizacji w związku z tym?Może to po prostu jest nieuniknione,choć
                      bolesne jak każda kulturowa rewolucja??
                    • karolana Re: Ale "wzorce męskości" nie oznaczają powrotu 28.08.07, 00:42
                      > Problem polega na tym, że współczesna kultura nie prowadzi ku partnerstwu, ale
                      > ku odwróceniu ról -

                      niemożliwe?? a gdzie ty widzisz takie tendencje?? na razie kobiety ciągle muszą
                      jeszcze upominać się o równość na rynku pracy, w podziale obowiązków domowych, w
                      polityce, itd, więc do "odwrócenia ról" jeszcze baaaaardzo daleko.

                      jeśli tak dalej będzie, to kobiety będą dominować nad
                      > mężczyznami pod prawie każdym względem, wszak już teraz dysponują olbrzymią
                      > przewagę jeśli chodzi o wykształcenie, a to prędzej czy później doprowadzi do
                      > dominacji materialnej.

                      ale moment, czyja to wina? kobiet, bo są ambitne, bo chcą studiować? bo nie chcą
                      zostać na poziomie kuchty i pomywaczki? nie rozumiem tego problemu... wszak
                      mężczyznom nikt nie zabrania dostępu do edukacji.

                      Już od dawna zauważono, że samotne wykształcone kobiety
                      > i
                      > niewykształceni mężczyźni to zazwyczaj słabo dobrane pary.

                      no to chyba nic dziwnego, prawda? ale do kogo (ponownie) pretensje? do kobiet?

                      > A poza tym nie można zapominać, że kobieta wnosi coś do związku już z samej
                      > racji bycia kobietą - jest ładniejsza oraz może dać mężczyźnie potomstwo.

                      Co za bzdety, to głowa mała. Po pierwsze często przystojny facet wiąże się z
                      obiektywnie mało atrakcyjną kobietą, po drugie dzieworództwo na razie jest w
                      powijakach, więc mężczyzna "daje" kobiecie potomstwo w stopniu identycznym jak
                      ona jemu, a po trzecie nie każda kobieta jest w stanie i chce urodzić dziecko i
                      nie każdy mężczyzna jest zdolny do jego spłodzenia, więc argument co najmniej
                      idiotyczny.

                      > Tak więc "wzorce męskości" w rzeczywistości będą sprzyjać partnerstwu, bo
                      > przywrócą równowagę - bez tego obawiam się, że związek heteroseksualny stanie
                      > się najbardziej zagrożony wyginięciem gatunkiem.

                      Hehehe, no tak, gejostwo świat zaleje... oj ty ty ;) Jeśli ci zależy na "wzorcu
                      męskości" to go sobie w życie wprowadzaj, tylko bardzo cię proszę, mógłbyś mi w
                      takim razie wyjaśnić, tak jak małemu dziecku, co to jest wg ciebie ten "wzorzec
                      męskości"... bo się pogubiłam... Nie jest to mężczyzna patriarchalny, a wiec
                      trzymający władzę w rodzinie, dominujący i za wszystko odpowiedzialny. Więc
                      JAKI to "wzorzec" który zanika??
                      • heretic_969 Re: Ale "wzorce męskości" nie oznaczają powrotu 28.08.07, 03:40
                        tylko bardzo cię proszę, mógłbyś mi w
                        > takim razie wyjaśnić, tak jak małemu dziecku, co to jest wg ciebie ten "wzorzec
                        > męskości"... bo się pogubiłam... Nie jest to mężczyzna patriarchalny, a wiec
                        > trzymający władzę w rodzinie, dominujący i za wszystko odpowiedzialny. Więc
                        > JAKI to "wzorzec" który zanika??

                        Nie no, dobrze kojarzysz:) Tylko nie rozumiem, dlaczego nazywasz ten typ
                        mężczyzny mianem "patriarchalnego"? W patriarchacie są DWA elementy - silny,
                        dominujący mężczyzna oraz słaba, uległa kobieta. A ja przecież nigdy nie
                        postulowałem, by kobiety rezygnowały ze swoich ambicji zawodowych, pasji,
                        zainteresowań itd.
                        Ja koncentruję się w tym wątku wyłącznie na mężczyźnie - który coraz bardziej
                        mija się z pewnym kulturowym ideałem. I nie rozumiem, dlaczego facet, którego Ty
                        z niewiadomych przyczyn nazywasz patriarchalnym, miałby być zagrożeniem dla
                        współczesnej kobiety? Nie rozumiem, dlaczego fakt, że przed kobietami otworzyły
                        się nowe możliwości ma powodować, że faceci mają się zamienić w słabe fajtłapy...
                        • karolana Re: Ale "wzorce męskości" nie oznaczają powrotu 28.08.07, 12:22
                          nie rozumiem, dlaczego facet, którego T
                          > y
                          > z niewiadomych przyczyn nazywasz patriarchalnym, miałby być zagrożeniem dla
                          > współczesnej kobiety? Nie rozumiem, dlaczego fakt, że przed kobietami otworzyły
                          > się nowe możliwości ma powodować, że faceci mają się zamienić w słabe fajtłapy.
                          > ..

                          No to wyjaśnię ci jak krowie na rowie.
                          "Wzorzec mężczyzny" był taki a nie inny właśnie dlatego, ze stał w opozycji do
                          słabej, biernej, uległej i niezaradnej kobiety. To mężczyzna utrzymywał (w
                          założeniu) rodzinę, a więc on podejmował wszelkie decyzje, z założenia był
                          szefem, panem i władcą. Jego autorytet nie opierał się tym, że był on mądrzejszy
                          czy w jakimkolwiek sensie lepszy od kobiety, ale na tym, że jako jedyny żywiciel
                          rodziny i mężczyzna miał po prostu z góry przypisana mu władzę. Z drugiej strony
                          ten "wzorzec mężczyzny" MUSIAŁ sobie SAM ze wszystkim dawać radę, nie miał prawa
                          do okazywania uczuć, nie miał prawa do ujawniania własnej prawdziwej natury, np.
                          takiej, że ma w dupie pięcie się po szczeblach kariery, że nie ma ochoty
                          pracować po 16 godzin dziennie, a zamiast tego wolałby pójść ze swoimi dziećmi
                          do parku, zobaczyć jak córka zaczyna chodzić, usłyszeć jak syn wypowiada
                          pierwsze słowo, itd. Musiał jednak jakoś to odreagować, więc odreagowywał
                          agresją - krzykiem, wymuszaniem posłuszeństwa, udowadnianiem samemu sobie, że
                          jego rola jest taka, jaka jest z jakiejś racjonalnej przyczyny, itd. U wielu
                          facetów wygląda tak to do tej pory, tylko spotęgowane jest strachem, że świat
                          już nie widzi w nich "naturalnych przywódców stada", a oni sami z siebie nie są
                          w stanie tego osiągnąć.

                          Teraz pytanie - co to znaczy "słaby fajtłapa"??
                          Czy jest nim mężczyzna, który zamiast pracować i zarabiać więcej niż jego
                          partnerka zajmuje się domem? NIE. Bo do tego potrzebna jest po pierwsze ogromna
                          siła jaką jest cierpliwość, po drugie niesamowita pewność siebie i brak
                          kompleksów, co pozwala zmierzyć się z tekstami "fajtłapa, pantoflarz, itp"
                          Mężczyzna zajmujący się domem musi mieć takie przekonanie o własnej wartości i
                          pewność własnej męskości żeby pokonać stereotypy tkwiące w nim samym i w jego
                          otoczeniu.
                          Może "fajtłapa" to ten, który nie podejmuje decyzji autorytarnie, ale wspólnie z
                          partnerką? Wspólne podejmowanie decyzji z osobą, której również dotyczą decyzje
                          jest oznaką słabości? Bo dla mnie szacunku dla tej osoby i niczego więcej.
                          A może słaby jest mężczyzna, który przyznaje się do własnych ograniczeń, błędów,
                          lęków?
                          To jest słabość wg ciebie?? Dla mnie słabością jest okopywanie sie na
                          schematycznych pozycjach, nieumiejętność odnalezienia się w nowej sytuacji,
                          kompleksy nakazujące mężczyznom zgrywać się na "twardzieli", śmieszą mnie takie
                          miśki.

                          Słaby i silny to pojęcia względne. Co to dla ciebie znaczy "fajtłapa"?? A co to
                          znaczy "silny mężczyzna"?? Nadal nie rozumiem.
              • johnny-kalesony Re: Tylko to "siebie" 27.08.07, 17:41
                bitch.with.a.brain napisała:

                > jak odtwarzasz wzór to raczej mało w tmy wyrażania siebie,raczej dostosowywanie
                > się do społecznych wymagań

                Otóż to. A czy te koleżanki nie odtwarzają czasami wzoru, opracowanego przez
                apostołkę gender-feminizmu, św. Dworkinię?


                Pozdrawiam
                Keep Rockin'
                • bitch.with.a.brain Re: Tylko to "siebie" 27.08.07, 17:48
                  Te z artykułu?
                  Tobie powinno być łatwo zrozumieć,że dla kogoś może być pociągająca
                  kobieta:)Dlaczego kobiety mają nie dostrzegac piękna innych kobiet.Przecież to
                  tylko wzbogaca życie.Kobiety są naprawdę fascynujące...tak samo jak mężczyźni:)
Pełna wersja