Gość: tad
IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl
14.07.03, 16:20
Barbinator wiedziona kobiecą intuicją określiła feminizm współczesny mianem
kontrkultury. Trafiła w sedno. Postanowiłem wesprzeć jej intuicję męskim
intelektem i wygłosić cykl wykładów poświęconych feminizmowi jako przykładowi
kontrkultury. Wpierw jednak - trochę historii. Zaczynamy bowiem ten wątek w
dniu szczególnym. Obchodzimy dziś po raz kolejny smutną rocznicę: 214 lat
temu paryski motłoch podburzony przez ówczesnych "kontrkulturowców" "zdobył"
Bastylię. Dzień ten uznany został za początek tzw. "rewolucji francuskiej", i
stał się obiektem swoistego kultu (ogłupiali Francuzi czczą ów dzień jako
święto narodowe, choć wydawać by się mogło, że świętowanie początku krwawej
wojny domowej jest zupełnie nie na miejscu). Lewica swoim zwyczajem rozsnuła
wokół tego smutnego wydarzenia mnóstwo mitów, przez co wielu ludzi szczerze
wierzy, że Bastylię nie tylko 14 lipca "zdobyto", ale i "zburzono" (tak
przedstawiano to np. w dzisiejszych serwisach PR III), tymczasem przebieg
wypadków był znacznie mniej malowniczy: "W nocy z 12 na 13 lipca i cały dzień
13 lipca panowała złowieszcza atmosfera. Wszystko świadczyło o całkowitym
rozkładzie ustroju społecznego. Mieszczaństwo zabarykadowało się w domach.
Ulice wydano na łup najgorszego i najgroźniejszego pospólstwa. Spustoszono
magazyn mebli. (...). Bandy atakują i grabią skład broni. 14 lipca uderzają
na Inwalidów. Tymczasem baron Besenval, rozporządzający 3 regimentami
Szwajcarów i 800 kawalerzystami ze szkoły wojennej nie wykonuje żadnego
ruchu. Po godzinie odstępują w stronę Bastylii. Gubernator de Launay ze swą
małą załogą złożoną ze Szwajcarów i inwalidów, mógł się łatwo obronić, lecz
wyznawane przez niego zasady nakazywały odrzucić podobną myśl. Toteż wchodzi
w układy z pospólstwem, usuwa armaty, zamyka otwory strzelnicze, pozwala
emisariuszowi zarządu miejskiego zwiedzić starą fortecę i zaprasza do swego
stołu delegatów oblegającego tłumu. Mimo takiej uprzejmości(...)
rozwścieczony tłum, zasilony przez tysiące ciekawskich, gromadzi się pod
murami, strzela bez przerwy i usiłuje podpalić jedną z wież. Wreszcie 2
silnym ludziom uzbrojonym w topory - są to kołodziej Tournay i kupiec
kolonialny Pannetier - udaje się wskoczyć na dach przybudówki i rozkuć
łańcuchy zwodzonego mostu, który z trzaskiem opada. Nie był to most
prowadzacy do twierdzy, lecz ten, po którym możba się było dostać na
dziedziniec zewnętrzny, gdzie znajdował się niewielki domek gubernatora. Tłum
wdziera się na dziedziniec i plądruje budynki. Cztery działa mierzą teraz w
następne wrota. Załoga twierdzy wymachuje czym się da, próbuje powstrzymac
atakujących. Kiedy to się nie udaje, zołnierzy ogarnia strach. Instynktownie
odpowiadają strzałami, niebawem jednak tracą głowę i (...) zmuszają de
Launaya do kapitulacji. Niższy rangą oficer, dowodzący zbuntowanymi
gwardzistami, ręczy honorem, że nikomu nic złego się nie stanie. Wbrew
przyżeczeniom zmasakrowano Launaya i ciało jego wrzucono do rynsztoka.
Kuchcik, który "umiał obchodzić się z mięsem", obcina głowę trupa, osadza ją
na ostrzu piki i aż do wieczora obnosi po mieście, krocząc na czele dzikiego
motłochu. Następnie ginie major, po nimzas jego adiutant i porucznik. Dwóch
inwalidów powieszono. Trzeciemu obcięto rękę. Krwiożerczy tłum pędzi na
Ratusz. Starszy cechu kupców, Flesselles, bardzo blady wychodzi na spotkanie.
Zaledwie wszedł na plac Greve, natychmiast został zamordowany, a jego ciało
rozszarpano. W tym czasie przeszukiwano Bastylię. Znaleziono 7 więźniów: 4
fałszerzy, 1 młodego rozpustnika zamkniętego na prośbę rodziny i 2
obłąkanych. Fałszerze zbiegli nie żądając wyjaśnień. Ucznia markiza de Sade
przyjęto z wielką pompą w stowarzyszeniach rewolucyjnych. Wygłosił tam
wzruszające mowy przeciw tyranii i despotyzmowi. @ wariatów, których
początkowo witano z tym samym entuzjazmem, przewieziono nazajutrz do
Charenton. Znaleziono także nieznane urządzenia, które Dussaulx musiał
pokazać Zgromadzeniu Narodowemu, prezentując je jako narzędzia straszliwych
tortur. Pierwsze z nich to "żelazny pancerz usztywniający wszystkie stawy i
umożliwjający przetrzymywanie torturowanego bez ruchu przez całe lata". W
rzeczywistości była to średniowieczna zbroja znaleziona w muzeum broni, które
znajdowało się w twierdzy. Druga machina sprawiała wrażenie "równie
złowrogiej". Wydobyto ją wprawdzie na światło dzienne, ale nikt nie wiedział,
co to takiego i do czego służy. Tym razem chodziło o prasę drukarską
skonfiskowaną w roku 1786 u niejakiego F. Lenormanda. Znaleziono też groby
samobójców, którzy nie mogli być pochowani w poświęconej ziemi na cmentarzu.
Teraz miały to być szkielety nieszczęsnych więźniów skrycie pomordowanych w
przepastnych lochach Bastylii. (...). 15 lipca rentierzy paryscy, którzy
obudzili sie rano zawstydzeni, ponieważ ustąpili pola mordercom, dowiedzieli
się nagle, ze nigdy nie było żadnych morderców, że cały naród powstał w
obronie wolności, a zabójstwo Launaya i Flessellesa było przejawem wzniosłej
sprawiedliwości narodowej. Sporządzono oficjalną listę "zdobywców Bastylii".
Naliczono ich ogółem 954. Byli wśród nich oszuści, którzy wzajemnie za siebie
poręczali. Każdy "zdobywca" otrzymał: dyplom, herb i ubiór z wyhaftowaną na
lewym rękawie koroną. Niektórym przyznano pensje, bądż coroczne zapomogi"
(Pierre Gaxotte, Rewolucja francuska). Tak zaczęła się wielka kariera lewicy,
ktorej dzieckiem jest też feminizm.