Eichelberger o ojcach

26.11.07, 12:41
Jak tego czlowieka nie lubie i nie ufam mu, akurat wypowiada sie
ciekawie. To, co mowi, przeklada mi sie bezposrednio na wielu moich
znajomych - ojcow i synow. Corki i matki tez.
Wywiad w dzisiejszym 'Magazynie', pewnie bedzie mozna zlinkowac
jutro.
    • ibelin26 Re: Eichelberger o ojcach 26.11.07, 14:42
      Wywiad przeczytam, chociaż pan E. mnie drażni.

      Był kiedyś taki cykl w "Zwierciade" - mężczyzna wobec kobiet, czy
      coś w tym guście i pan E. z aboslutną pewnością siebie ogłaszał co
      czuje kobieta np. w ciąży.

      Ciekawe, wcielił się w jakąś ciężarną?

      Jestem kobieta, ale jakoś kompletnie nie mogę sobie wyobrazić co
      będe czuć jak będę w ciąży.
    • skrzydlate Re: Eichelberger o ojcach 26.11.07, 23:42
      a ja go lubie, raz chyba z nim rozmawiałam ale dawno, zawsze lubiłam jego sposob
      mowienia
    • olgagraf Re: Eichelberger o ojcach 27.11.07, 21:07
      Kiedyś byłam wielbicielką Eichelbergera. Chyba nawet w dalszym ciągu bardzo go
      cenię za umiejętność rozmowy - umiał wspaniale prowadzić rozmowy z ludźmi w
      telewizyjnym programie (chyba to miało tytuł "Okna") albo w radiowych nocnych
      rozmowach w "Trójce" (pojawiał sie tam na zmianę z Andrzejem Samsonem). Ale
      coraz bardziej irytują mnie jego poglądy, a już zupełnie wyprowadziło mnie z
      równowagi jego poparcie dla szarlatana Berta Hellingera, który moim zdaniem jest
      świrem i psychopatą, od którego uczciwy psycholog powinien trzymać się z daleka.

      W "Dużym Formacie" Eichelberger plecie - moim zdaniem - bzdury. Odnosząc się do
      prawdziwych i ważnych problemów (jak kryzys rodziny) opowiada bajdy żywcem
      wzięte z XIX-wiecznej psychoanalizy. Z przedstawionej przez niego wizji
      wynikałoby, że o osobowości dziecka decydują rodzice (tak jak w koncepcjach
      dziadka Freuda). Mam wrażenie, że pan Eichelberger nie czyta nawet tego, co
      ukazuje się po polsku na ten temat. Bo została już wydana po polsku praca
      pewnej Amerykanki, "The Nurture Assumption" ( polski tytuł "Geny czy
      wychowanie") która w USA spowodowała małe trzęsienie ziemi wśród psychologów
      rozwojowych i pedagogów. Judith Rich Harris, po przeanalizowaniu setek badań
      psychologicznych i socjologicznych, doszła do wniosku, że teorie mówiące o
      ogromnym (wręcz decydującym) wpływie rodziców na osobowość dzieci nie liczą się
      z faktami, a rzetelne badania wskazują że decydujący wpływ na kształtowanie się
      osobowości dzieci mają grupy rówieśnicze, a nie rodzina
      (home.att.net/~xchar/tna/ ).
      Tymczasem proszę zwrócić uwagę, że w wywiadzie Eichelberger mówi kto jego
      zdaniem bierze udział w kształtowaniu osobowości mężczyzny: "rodzice,
      rodzeństwo, dziadkowie, wujkowie, przyjaciele rodziców, sąsiedzi i
      nauczyciele". Koniec listy! O rówieśnikach, o grupach rówieśniczych nawet sie
      nie zająknął. Okay, można się nie zgadzać z panią Harris, ale jeśli ona
      przedstawiła setki stron argumentów na rzecz swojej tezy, to wypadałoby
      przynajmniej przemyśleć te argumenty. A tu nic. Podobnie stwierdzenie, że "coraz
      powszechniejszy męski homoseksualizm jest wielkim wołaniem o prawdziwego ojca"
      uważam za psychoanalityczny bełkot. To znaczy, że lesbijki to takie dziewczynki,
      których mamusie nie przytulały? Panie, puknij się pan w głowę.
      • bene_gesserit Re: Eichelberger o ojcach 27.11.07, 21:36
        Rewelacje pani Harris to nie jest rewolucja w psychologii, a
        zaledwie glos w dyskusji, ktora toczy sie nie od dzis. Glos mocno
        krytykowany. Niespecjalnie mnie dziwi, ze E. sie na nia nie powolal -
        mnostwo psychologow wzrusza ramionami, kiedy o niej czyta. Imo jej
        przemyslenia nie musza sie tlumaczyc na nasza, wschodnioeuropejska
        kulture, w ktorej jest jakby odrobine inaczej, niz w USA. Te
        fragmety jej ksiazki, ktore czytalam, wydaly mi sie bardzo
        amerykanskie i raczej nieprzetlumaczalne na nasza rzeczywistosc.
        Oprocz tych badan, na ktore sie powoluje sa inne, co najmniej tak
        samo liczne, ktore przecza temu, co pisze. I co? Oraz solidne lata
        praktyki wielu terapeutow, ktorzy o wiele rzadziej lecza 'z kolegow'
        niz 'z rodzicow'. I, o dziwo, ich pacjenci osiagaja sukcesy. Balabym
        sie rzeczywistosci, w ktorej dzieci wychowuja ludzie wierzacy w te,
        hm, rewelacje Harris. Brr.

        A co do homoseksualistow, szukajacych rodzica w partnerze, to zdarza
        sie to rownie czesto w zwiazkach heteroseksualnych, nie widze w tym
        nic dziwnego czy nienormalnego - raczej smutnego.
        • olgagraf Re: Eichelberger o ojcach 27.11.07, 22:07
          Nie domagam się, żeby Eichelberger powoływał się na panią Harris. Moim zdaniem
          jej zasługa polega przede wszystkim na podważeniu schematu powtarzanego bez
          sprawdzania przez kolejne pokolenia psychologów. Namawiałabym do przeczytania
          nie tylko fragmentów z jej książki, ale całości, bo to, co przedstawia pani
          Harris, jest pewnym ciągiem rozumowania i argumentacji. Wyjęcie z tego tylko
          fragmentów uniemożliwia czytelnikowi prześledzenie rozumowania autorki. A
          mnóstwo psychologów wzrusza ramionami, czytając panią Harris, m.in. dlatego że w
          psychologii bardzo lekko podchodzi się do empirycznego sprawdzania różnych
          koncepcji (a już szczególnie do ich statystycznej analizy).

          Piszesz "solidne lata praktyki wielu terapeutów". Moim zdaniem nie powinniśmy
          mylić problemów pacjenta/klienta z interpretacją terapeuty (szkoły
          terapeutycznej). Jak wykazały prace Hansa Eysencka, większość szkół
          psychoterapeutycznych nawet nie usiłuje badać skuteczności swoich działań
          metodami podobnymi do używanych w medycynie, i nawet nie bardzo im przeszkadza,
          że wyniki wielu psychoterapii nie odbiegają skutecznością od efektu placebo.
          Niewygodne fakty opisywane przez Eysencka zresztą też są zbywane przez wielu
          psychologów wzruszaniem ramion - z bardzo prostej przyczyny: klienci
          psychoterapeutów zazwyczaj nie czytują takiej literatury jak Harris czy Eysenck,
          więc można im opowiadać bajki o "kastrującym tatusiu", "szukaniu rodzica w
          partnerze" tak samo jak o tajemnej energii chi czy prastarych liniach mocy
          Maorysów.

          Żaden klient psychoterapeuty nie jest w stanie sam zweryfikować prawdziwości
          tego, co mu mówi terapeuta. Brak mu wiedzy i możliwości. Bo jak to może zrobić?
          Pójść do pięciu terapeutów i porównać , co mu powiedzą? To bardzo drogo
          wychodzi. Zweryfikować, ocenić skuteczność, mogą tylko naukowcy.
        • bri Re: Eichelberger o ojcach 28.11.07, 10:39
          To z czego się leczy zależy w dużej mierze od podejścia
          teoretycznego terapeuty. Oprócz metody czynników leczących w terapii
          jest cała masa.
    • bene_gesserit Wywiad tu: 27.11.07, 21:40
      www.edziecko.pl/rodzice/1,79354,4702241.html
      • kocia_noga Re: Wywiad tu: 28.11.07, 09:52
        Mam takie samo wrażenie co Mal11.
        • pavvka Re: Wywiad tu: 28.11.07, 10:00
          Anuszka też ładnie napisała.
      • bri Re: Wywiad tu: 28.11.07, 11:09
        Moim zdaniem rodzice mają pewien wpływ na dzieci, ale poglądy
        wyrażone w tym wywiadzie są strasznie stygmatyzujące. Można
        pomyśleć, że człowiek nie ma szans na dobre życie, jeśli miał
        zagubionych rodziców.
        • saszenka2 Re: Wywiad tu: 28.11.07, 22:25
          bri napisała:

          > Moim zdaniem rodzice mają pewien wpływ na dzieci, ale poglądy
          > wyrażone w tym wywiadzie są strasznie stygmatyzujące. Można
          > pomyśleć, że człowiek nie ma szans na dobre życie, jeśli miał
          > zagubionych rodziców.
          Też odniosłam podobne wrażenie. To tak, jakby z góry przekreślić
          szansę niektórych dzieci na normalne życie, bo mają nie najlepszych
          rodziców. A przecież wiemy, że z rodzin np. alkoholika, nie zawsze
          wychodzą alkoholicy. Poza tym zauważyłam, że istnieje zjawisko
          powielania wzorców wyniesionych np. z domu, jak ich pełna negacja w
          dorosłym życiu. To nie jest takie proste, bo to wypadkowa bardzo
          wielu czynników, w tym nie można pominąć wpływu grupy rówieśniczej.
Pełna wersja