bri
27.12.07, 15:54
Za dzisiejszym "Dziennikiem":
Ojciec Maciej Zięba mówi w DZIENNIKU, że Kościół będzie walczył ze
stereotypem instytucji, która faworyzuje mężczyzn. Znany dominikanin
komentuje w ten sposób smutne badania, które publikował niedawno
DZIENNIK. Wynikało z nich, że kobiety wprawdzie radzą sobie w życiu
coraz lepiej (są wykształcone i nie boją się męskich prac), ale
jednocześnie konserwatywne społeczeństwo kładzie im kłody pod nogi.
Izabela Marczak: Tradycyjne pojmowanie ról jest takie: równość
równością, ale najważniejsza praca kobiety to wychowywanie dzieci.
Czy ojciec też tak uważa?
O. Maciej Zięba: Nie. Pozwolę sobie na parę słów wyjaśnienia, bo
sytuacja kobiety we współczesnym świecie to poważny problem. Primo,
jeśli kobieta za tę samą pracę, którą wykonuje mężczyzna, dostaje
niższe uposażenie, to urąga to sprawiedliwości i należy to naprawić.
To sprawa elementarna i poza dyskusją. Secundo, nasza kultura - i
wiele innych - jest, niestety, kulturą męskiej dominacji. Zdaniem
Jana Pawła II kulturę zachodnią, a także inne kultury, należy
otworzyć na pierwiastek kobiecy. Papież nazywa to "geniuszem
kobiety". Zamiast rywalizacji na męskich warunkach, należy tworzyć
równoprawność tego, co męskie i żeńskie, bez dominacji, ale z
szacunkiem dla odmienności płci. Na tym polega "chrześcijański
feminizm", którego nam wszystkim życzę.
A co to znaczy: nie dążyć do dominacji, ale szanować odmienność,
zachowując równość?
Że trzeba stworzyć kulturę, która jest tak samo otwarta na mężczyzn
i na kobiety. Nie chodzi o to, żeby kobiety siadały na traktory,
żeby zamieniały się w mężczyzn czy - gdy już zdołają dojść do głosu -
żeby funkcjonowały na samczych zasadach. To byłby kolejny etap
męskiej dominacji. Chodzi o to, żeby kobiety, zachowując swoje
cechy: siłę psychiczną, wrażliwość i delikatność, mogły żyć w
społeczeństwie na równych zasadach co mężczyźni.
Wierzy ojciec, że to da się osiągnąć?
Tak, bo cywilizujemy się. Dotychczas, niestety, w naszej kulturze
liczyła się brutalna siła. Mężczyźni byli fizycznie silniejsi, więc
mieli władzę. Kto przynosił karpia czy zająca, ten rządził. To
atawizmy z epoki kamienia łupanego. Obecnie jednak postępuje proces
humanizacji społeczeństw, wartość zyskuje siła ducha, a nie tężyzna
fizyczna. Godność każdego z nas ma równy status.
Panom jednak trudno się z tym pogodzić...
Bo mężczyźni najczęściej są niewolnikami maczyzmu. A przecież dla
nich również byłoby lepiej, gdyby świat dostrzegł, że nie są
twardzielami, ale posiadają wrażliwość. Stworzenie kultury równości
byłoby wyzwoleniem nie tylko dla kobiet, ale i dla mężczyzn.
Przecież taka metamorfoza społeczna zmieniłaby model rodziny.
Tak, to doprowadziłoby do równouprawnienia roli ojca i matki. Ale
przecież chrześcijaństwo promuje to od początku swojego istnienia.
To chrześcijaństwo przyniosło światu tę rewolucyjną wiadomość, że
jesteśmy równi. Dlatego cieszyłbym się, gdyby ludzie w końcu
wprowadzili w życie to wielkie chrześcijańskie odkrycie. Oczywiście
wiadomo, że pewnych rzeczy, np. fizjologii, nie zmienimy i że w
pierwszych latach życia dziecka ważniejszą rolę odgrywa matka.
Jednak ojciec, choć wkracza później, to z nie mniej istotną rolą.
Podział i wagę ról społecznych możemy przeformułować.
Tylko jak to zrobić?
Zapewne to kwestia generacji, bo społeczny proces dojrzewania do
nowości przebiega powoli. Ale niewątpliwie trzeba zmieniać. Przede
wszystkim - wyrównać szanse kobiet i mężczyzn w sensie prawnym. To
prymitywizm społeczny, że kobieta boi się poinformować pracodawcę o
ciąży. Samczą kulturę należy zmieniać na nową - kulturę wrażliwych.
---------------------------------------------------------------------
-----------
Ojciec Maciej Zięba* - filozof, teolog, dominikanin