Dodaj do ulubionych

No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnienia:)

07.01.08, 13:20
Drogie Panie, to ja mam takie pytanie:

idziecie na randkę z facetem. Randkę oczywiście udaną :) Randka
kończy się wieczorem... W związku z tym, po randce facet prosi o
odprowadzenie go do domu, bo boi się wracać sam ciemnymi ulicami.

Co Wy na to?
Obserwuj wątek
    • sir.vimes Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 07.01.08, 13:53
      Wsadzamy go w taksówkę;P

      A płaci ta osoba, która na randkę zapraszała.

      A jeśli mamy dużo czasu lub chęć wproszenia się na herbatkę - odprowadzamy .

      Z końca podstawówki i początku liceum pamietam takie wielogodzinne odprowadzanie
      sie po randkach - najpierw pod dom dziewczęcia, potem pod dom młodzieńca i tak w
      kółko parę godzin - bo trudno sie rozstać :)) wiec odprowadzanie chłopców nie
      jest dla mnie niczym dziwnym.
        • sir.vimes Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 07.01.08, 14:07
          Napisałam - jeżeli nie mam ochoty odprwadzać - wsadzam w taksówkę.

          To, ze sie boi - może byc zrozumiałe. Moze mieszka na osiedlu pełnym dresów,
          którzy , jak wiadomo, chętniej i prędzej zaczepią samotnego faceta-niedresiarza
          niż parę?

          Moi znajomi "przerabiali" mieszkania w różnych dzielnicach Warszawy - i są
          miejsca gdzie samotna kobieta może bezpiecznie przemieszczać się po północy
          choćby w mini i majtkach na głowie a męzczyzna nie wyglądający jak "nasz ziom"
          jest zwyczajnie zagrożony pobiciem, wyzwaniem itp. Znajomej kilkakrotnie
          zdarzało się po nocy wyjść po męża na przystanek i "odebrać" z autobusu -
          właśnie po to by nic mu się nie stało.

          A tego, ze facet potrafi werbalizować swoje problemy nie uważam za wadę. Tego,
          ze boi się dresiarzy - też. Lepiej chyba , że sie boi niż żeby sam był skorym do
          zaczepek chuliganem?


            • sir.vimes Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 07.01.08, 14:50
              > Załóżmy, że nie mieszka na tego typu osiedlu - po prostu ogólnie boi
              > się być wieczorami sam na mieście.
              >
              > Czy umówiłabyś się z nim jeszcze?
              >

              To zależy od zupełnie innych rzeczy.

              Każdy ma jakieś zwyczaje czy nawyki - jeden się boi miasta wieczorem, inny nie
              pójdzie sam do urzędu (znam takich i takie - ludzi około 30, którzy chodza do
              urzędu z żoną, bratem , siostrą , byle nie sami ;P). Nie sadzę by była to cecha
              przekreślająca daną osobę.

              Chyba , że ktos jest ćmą barową tudzież nocnym spacerowiczem który widzi w
              przebywaniu nocami na mieście ważny aspekt związku. Zależy od wagi, jaką
              indywidualnie się do tej kwestii przykłada.
            • z_lasu Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 10.01.08, 16:27
              Nie umówiłabym się, podobnie jak nie spotkałabym się więcej razy z
              kobietą, która "ogólnie się boi", bo nienawidzę niańczyć dorosłych.
              Taka osoba jest u mnie spalona jako znajoma/znajomy, nie mówiąc o
              bliższej zażyłości. Jeżeli są jakieś obiektywne powody do obaw - nie
              ma sprawy, ale jeśli ktoś "ogólnie się boi" i w związku z tym
              oczekuje ode mnie opieki - dziękuję. Sama o taką opiekę również
              nigdy nie proszę. Natomiast w kontekście randki zastanawiałabym się,
              czy taka prośba nie ma jakiegoś podtekstu: przewidywany ciąg dalszy?
        • bri Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 07.01.08, 14:10
          Zakładasz, że my, kobiety, prosimy o odprowadzenie do domu "bo się
          boimy". Nie przypominam sobie, żeby mi się kiedykolwiek w życiu
          zdarzyło prosić jakiegoś chłopaka o odprowadzenie do domu. Bywało,
          że nie wywołana żadnym gestem z mojej strony propozycja
          odprowadzenia do domu napawała mnie znacznie większym lękiem niż
          samotny powrót i musiałam prosić, żeby nie odprowadzali. ;)

          Gdyby mnie spotkało to co opisujesz wypytałabym o powód strachu
          przed samotnym powrotem, dała na taksówkę i raczej się już więcej
          nie umawiała.
        • kocia_noga Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 07.01.08, 14:10
          Taksówka.Odprowadzając faceta narażam i siebie i jego, bo w razie
          czego go nie obronię, a potem narażam juz tylko siebie, więc
          odprowadzenie nie ma sensu.
          W sytuacji gdy jest strach, a nie ma uzasadnionej przyczyny (facet
          jest lękowy, ma złe przeczucia, sniło mu się ,że go napadli itp) -
          odprowadzam.
                • sir.vimes Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 07.01.08, 14:59
                  No tak.

                  Ale prawdziwe:)

                  Zreszta to samo zaobserwowałam w związku z powrotami wieczornymi z dzieckiem. Ta
                  sama, tak samo ubrana kobieta może być obiektem zaczepek i głupich propozycji
                  jeśli jest sama , z dzieckiem - już nie, raczej "dresiarze" nawet pomogą niż
                  zaczepią. Moze dlatego, że dzieciata kobieta już nie jest "obiektem"? Może z
                  powodu kultu maryjnego ;))? Tak samo sparowany obcy samiec nie jest dla
                  pierwotnych ziomków takim "zagrożeniem" jak samotny, wchodzący na "ich" terytorium.

                  Niektórych dziwi, że nie boję się wieczorami wracać z dzieckiem autobusem - a ja
                  tak naprawdę mniej się "boję" niż sama;)
                  • z_lasu Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 10.01.08, 16:43
                    Kult maryjny to raczej nie jest, prędzej atawizm, bo u zwierząt jest
                    podobnie :)

                    Taki przykład: stado małp, niestety, nie pamiętam jakich, ale chyba
                    szympansów. Tylko alfa-samiec ma prawo do rozrodu, pozostałe samce
                    są łaskawie tolerowane na obrzeżach stada. Oczywiście, im kto bliżej
                    władzy, tym jego znaczenie w stadzie większe. Co wymyślił "podrzędny
                    samiec"? Wziął dziecko (oczywiście nie swoje, tylko alfa-samca),
                    posadził sobie z przodu i powolutku, powolutku przysuwał się
                    do "władzy". Gdyby robił to bez dziecka, alfa-samiec już dawno by go
                    pogonił. Ale wobec dziecka (zwłaszcza własnego) agresja jakoś tak
                    topniała, więc tamten się przysuwał i przysuwał, a jego znaczenie
                    rosło i rosło :) U wielu gatunków ten odruch opiekuńczości działa
                    nie tylko w stosunku do własnego potomstwa, ale do wszystkich
                    młodych osobników własnego gatunku/ stada.
                • evita_duarte Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 07.01.08, 16:32
                  kocia_noga napisała:

                  > sir.vimes napisała:
                  >
                  > > O dzięki, a co dokładnie? To o moich znajomych?
                  >
                  >
                  > To że ziomale walczą z obcym osobnikiem spoza stada a ignorują
                  > dziewczyny tudzież pary.To takie pierwotne :)))
                  Mnie sie to tez zdarzalo. Odprowadzalam na przyklad mojego meza do
                  autobusu wiedzac, ze chlopaki z osiedla nie zaczepia go jak bedzie
                  ze mna. jak wracal sam to roznie bywalo.
        • saszenka2 Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 11.01.08, 22:21
          stephen_s napisał:

          > OK, ale ja mówię o wzajemnym odprowadzaniu - ale o konkretnej
          > prośbie wynikającej z tego, że facet po prostu się boi. I na pewno
          > Ciebie z kolei nie odprowadzi...
          >
          Nie jestem specjalnie silna fizyczna, ale naprawdę nie oczekuję od
          ludzi, żeby mnie odprowadzali. Nie chodzę do przedszkola ani do
          podstawówki, więc chyba sama mogę dotrzeć do domu, zresztą koleżanka
          po każdym wypadzie też mnie nie odprowadza. Biorę taksówkę i
          przyjeżdżam do domu. Gdybym mogła, to bym go odprowadziła, to
          naprawdę nic nadzwyczajnego, gdyby nie, to zadzwoniłabym po taksówkę.
    • piekielnica1 Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 07.01.08, 21:11
      W pierwszj chwili pytanie wydalo mi sie dziwaczne, ale zaraz potem
      przypolnialam sobie, ze moja znajoma lub jej maz jezdza czasami w
      srodku nocy lub nad ranem odebrac syna (student IVrok) z imprezy i
      rowoza czesc towarzystwa po drodze. Sami rowniez dzwonia po ktores
      dziecko, jak trzeba wrocic w srodku nocy z jakiejs imprezy.
      Wola by mlodzian sam sie nie krecil po ulicach, zwlaszcza, ze na
      tych spotkaniach bywa rowniez alkohol.
      Nie wiem czy on sie boi odprowadzac dziewczyne, czy dzwoni do
      rodzicow za kazdym razem gdy wychodzi "bez samochodu" bo na
      szczescie jak pije to nie jezdzi.
      I mam wrazenie, ze nie jest to jakas nadopiekunczosc i
      kontrolowanie, tylko zapewnianie sobie nawzajem bezpieczenstwa.
      A jakie skutki to przyniesie na przyszlosc?
      Kobiety juz wychodza na przystanki po mezczyzn, i nie ma nic w tym
      dziwnego, nie ma potrzeby ryzykowac, tego rodzaju bohaterstwa nie
      potrzebujemy.
      • lolyta Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 07.01.08, 21:47
        > Kobiety juz wychodza na przystanki po mezczyzn, i nie ma nic w tym
        > dziwnego, nie ma potrzeby ryzykowac, tego rodzaju bohaterstwa nie
        > potrzebujemy.

        ja jakso nei do konca kumam mimo wszystko, wychodzaca po faceta i stojaca na
        przystanku samotna kobieta niczym nei ryzykuje, a wracajacy facet jak najbardziej?

        hmmm, moze ja w innych czasach i srodowiskach dorastalam, ale to, ze koles ma
        statystycznei wieksze szanse byc napadnietym i oberwac/byc zgwalcony/obrabowany
        niz kolezanka to dla mnie nowosc.
        Przy czym wloczylam sie po miesice po nocach sporo, koledzy i kolezanki tez.
        Statystycznei to wyglada tak w naszym przypadku:
        ja zostalam napadnieta fizycznie raz (facet zostal lezec, ale to dlatego ze
        Aniol Stroz czuwal nade mna i dal mi w reke gaz paralizujacy, gdyby byl w
        torebce, nie mialabym szans). Czy odprowadzalabym w nieciekawej dzielnicy
        smutnego kolege zeby taka akcje ryzykowac jeszcze raz - no nie gwarantuje. Mimo
        wszystko w trakcie starcia kolega z racji sily fizycznej ma wieksza szanse w
        starciu z brutalem niz ja, no i jego nikt nie bedzie probowal gwalcic.
        moj znajomek zostal napadniety (czy raczej otoczony i poproszony o oddanie
        plecaczka) raz. Oddal i nie oberwal.
        my jako grupa (plciowo mieszana) zostalismy napadnieci raz - oberwal koles, my
        wystraszylysmy napastnikow ale plec tu nie ma znaczenia tylko fakt, ze on byl do
        nich tylem i ich nie widzial, a my tak, gdyby nadeszli od innej strony to kto
        inny by pierwszy zaliczyl kopa w glowe.
        Zaprzyjazniona dama zostala napadnieta fizycznie w nocy raz. Jej facet szedl
        przed nia kilkanascie metrow, jego nikt nie zaczepil. Obronila sie sama.
        Wszystkie akcje w centrum duzego miasta, w dzielnicach niemajacych zlej slawy.

        A, zadnemu z kolegow nigdy nie wyskakiwal na srodek chodnika pan z ekspozycja,
        ale to raczej element humorystyczny niz straszny.

        Faktemm jest ze w zakapiorskich dzielnicach zakapiory raczej mialy wobec mnei
        instynkta opiekuncze (jejku, ty tu nie powinnas byc, odprowadze cie na
        przystanek), ale jak rozumeim nei mowimy o dzielnicach zakapiorskich.

        Faceci zas ktorzy obrywali sami sie o to prosili, wdajac sie w awantury w
        knajpach alboco.
          • lolyta Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 07.01.08, 22:26
            zalezy czego by sie bal, jeseli centralnie personalnie otrzymalby w poczcie
            snieta rybe to bym rozumiala ze strach jest jakby jego osobisty i moglabym go
            odprowadzic, jesliby zas chodzilo o to ze miejsce jakeis odludne i ekipa
            neiciekawa wokol to zakladam ze tak samo nieprzyjemny bylby jego samotny powrot
            jak i moj, potem, od niego, wiec nie.
              • evita_duarte Stephen przeciagasz 12.01.08, 21:30
                stephen_s napisał:

                > No dobrze, ale jak byś go oceniła jako człowieka? Umówiłabyś się z
                > nim na kolejną randkę itd.?
                >


                Wydaje mi sie ze dostales juz swoja odpowiedz. Umowilaby sie jesli
                mialby jakies racjonalne powody do starchu.

                Ja rowniez nie umowilabym sie z jakims lekowym facetem. Nie
                umowilabm sie tez z nieodpowiedzialnym kolesiem, ktory dopiero po
                randce orientuje sie ze nie ma jak wrocic do domu. Ja mam zawsze na
                taksowke. Nie podprowadzilabym wiec faceta do domu, chyba ze tak jak
                jak mowi bisia nie bylby to strach a gorszy dzien i on chcialby
                jeszcze z kims poprzebywac. W innym przypadku co najwyzej wsadzilbym
                go do taksowki.
                Usatysfakcjonoway?
                • stephen_s Re: Stephen przeciagasz 12.01.08, 21:55
                  Będę usatysfakcjonowany, jak podacie racjonalny powód, dla którego wolno
                  skreślic faceta tylko za to, że jest lękowy... :P

                  W odwrotnej sytuacji (tj. męzczyzna na randce z lękową kobietą) uznany zostałby
                  za gbura, jeśli takiej kobiecie nie zaoferowałby pomocy...
                  • evita_duarte Re: Stephen przeciagasz 12.01.08, 22:07
                    stephen_s napisał:

                    > Będę usatysfakcjonowany, jak podacie racjonalny powód, dla którego
                    wolno
                    > skreślic faceta tylko za to, że jest lękowy... :P

                    Alez to jest jak najbardziej powod! Nie kazdy ma ochote zajmowac sie
                    dorosla osoba jak dzieckiem. Jesli ktos jest lekowy niech sobie
                    zapewni taksowke, proste.

                    >
                    > W odwrotnej sytuacji (tj. męzczyzna na randce z lękową kobietą)
                    uznany zostałby
                    > za gbura, jeśli takiej kobiecie nie zaoferowałby pomocy...
                    >

                    Wybacz ale bredzisz. Zamowienie taksowki i wsadzenie do niej
                    delikwenta jest wystrczajaca pomoca. Plec nie ma tu znaczenia.
                    Wieksza pomoc to juz opieka a ja opiekowac sie nikim nie zamierzam.
                    • stephen_s Re: Stephen przeciagasz 12.01.08, 22:36
                      > Alez to jest jak najbardziej powod! Nie kazdy ma
                      > ochote zajmowac sie
                      > dorosla osoba jak dzieckiem.

                      Uważasz, że pomoc osobie lękowej jest "zajmowanie się nim jak dzieckiem"?
                      Ciekawe podejście do cudzych problemów :\\

                      > Wybacz ale bredzisz.

                      Bredzę? Według Ciebie facet, który odmawia odprowadzenia bojącej się dziewczyny
                      do domu, byłby w Polsce oceniony pozytywnie - "ma rację, nie musi się nią
                      opiekować"?
                      • saszenka2 Re: Stephen przeciagasz 12.01.08, 23:16
                        stephen_s napisał:

                        > > Alez to jest jak najbardziej powod! Nie kazdy ma
                        > > ochote zajmowac sie
                        > > dorosla osoba jak dzieckiem.
                        >
                        > Uważasz, że pomoc osobie lękowej jest "zajmowanie się nim jak
                        dzieckiem"?
                        > Ciekawe podejście do cudzych problemów :\\
                        Stephen, ja nie skreślałabym takiej osoby z powodu uzasadnionych
                        lęków, ale jakichś fobii o nieznanym źródle. Nie chciałabym
                        żyć/mieszkać/przyjaźnić się z osobą, która ma jakieś problemy ze
                        sobą, bo po prostu jest to męczące i uciążliwe. Strach jest jak
                        najbardziej ludzki, ale jeśli ktoś po prostu boi się wyściubić nos z
                        domu, bo uważa, że czyhają na niego same nieszczęścia łącznie z
                        atakiem terrorystycznym, to coś z rozwojem takiej osoby jest nie
                        tak, a ja nie jestem matką Teresą z Kalkuty, żeby zbawiać świat.
                        Facet odczuwający strach w jakiś sposób uzasadniony nic nie traci w
                        moich oczach.
                        >
                        > > Wybacz ale bredzisz.
                        >
                        > Bredzę? Według Ciebie facet, który odmawia odprowadzenia bojącej
                        się dziewczyny
                        > do domu, byłby w Polsce oceniony pozytywnie - "ma rację, nie musi
                        się nią
                        > opiekować"?
                        >
                        Zależy od sytuacji. Jeśli to są lęki wyssane z palca, to nie widzę
                        powodu, dla którego miałby niańczyć dorosłą osobę, która sama za
                        siebie odpowiada. Takie osoby po prostu mają problem ze sobą albo
                        odcięciem pępowiny. Czy jak wyjdą z pracy zimą, będą dzwonić do
                        tatusia/brata/mamusi, żeby ich odebrali spod firmy jak dzieci z
                        przedszkola?
                        Stephen, bez urazy, ale Twoje pytania przypominają mi takie pytania
                        kilkulatka w stylu:"Kochasz tatusia?"
                        -Kocham
                        -A dlaczego go kochasz?
                        - Bo jest ...
                        -A dlaczego taki jest?
                        - Bo babcia z dziadkiem go dobrze wychowali.
                        - A dlaczego go wychowali dobrze?
                        I tak w kółko.
                        O ile w przypadku małego dziecka w pełni rozumiem fascynację światem
                        i jego "naiwne" pytania, o tyle w Twoim już nie.
                        • stephen_s Re: Stephen przeciagasz 12.01.08, 23:36
                          > Stephen, ja nie skreślałabym takiej osoby z powodu uzasadnionych
                          > lęków, ale jakichś fobii o nieznanym źródle. Nie chciałabym
                          > żyć/mieszkać/przyjaźnić się z osobą, która ma jakieś problemy ze
                          > sobą, bo po prostu jest to męczące i uciążliwe.

                          No przepraszam, a przyjaźń to polega tylko na tym, by było przyjemnie???

                          Strach jest jak
                          > najbardziej ludzki, ale jeśli ktoś po prostu boi się wyściubić nos z
                          > domu, bo uważa, że czyhają na niego same nieszczęścia łącznie z
                          > atakiem terrorystycznym, to coś z rozwojem takiej osoby jest nie
                          > tak, a ja nie jestem matką Teresą z Kalkuty, żeby zbawiać świat.

                          Bez obrazy, ale uważam, że to bardzo egoistyczne podejście.

                          > Zależy od sytuacji. Jeśli to są lęki wyssane z palca, to nie widzę
                          > powodu, dla którego miałby niańczyć dorosłą osobę, która sama za
                          > siebie odpowiada. Takie osoby po prostu mają problem ze sobą albo
                          > odcięciem pępowiny. Czy jak wyjdą z pracy zimą, będą dzwonić do
                          > tatusia/brata/mamusi, żeby ich odebrali spod firmy jak dzieci z
                          > przedszkola?

                          Bez komentarza :(( To naprawdę zakrawa na jakieś średniowieczne podejście do
                          ludzkich problemów...

                          > O ile w przypadku małego dziecka w pełni rozumiem fascynację światem
                          > i jego "naiwne" pytania, o tyle w Twoim już nie.

                          Naprawdę nie rozumiem, co jest w moich pytaniach takiego naiwnego...
                          • saszenka2 Re: Stephen przeciagasz 13.01.08, 19:20
                            stephen_s napisał:

                            > > Stephen, ja nie skreślałabym takiej osoby z powodu uzasadnionych
                            > > lęków, ale jakichś fobii o nieznanym źródle. Nie chciałabym
                            > > żyć/mieszkać/przyjaźnić się z osobą, która ma jakieś problemy ze
                            > > sobą, bo po prostu jest to męczące i uciążliwe.
                            >
                            > No przepraszam, a przyjaźń to polega tylko na tym, by było
                            przyjemnie???
                            Nie musi być przyjemnie, ale ja zdecydowanie nie czuję się na siłach
                            zmagac się z cudzymi fobiami. To jest robota dla specjalisty, a nie
                            dla mnie.
                            >
                            > Strach jest jak
                            > > najbardziej ludzki, ale jeśli ktoś po prostu boi się wyściubić
                            nos z
                            > > domu, bo uważa, że czyhają na niego same nieszczęścia łącznie z
                            > > atakiem terrorystycznym, to coś z rozwojem takiej osoby jest nie
                            > > tak, a ja nie jestem matką Teresą z Kalkuty, żeby zbawiać świat.
                            >
                            > Bez obrazy, ale uważam, że to bardzo egoistyczne podejście.
                            Może i trochę egoistyczne, ale czy oosba, która nie nosi przy sobie
                            kasy na taksówkę i oczekuje odprowadzania, nie jest sama
                            egoistycznie nastawiona, bo dba tylko o własny interes? Jak już
                            wspomniałam, nie zamierzam ubiegać się o kanonizację. Nikogo nie
                            można zmusić do zycia z osobą, z którą wspólne życie jest trudne.
                            >
                            > > Zależy od sytuacji. Jeśli to są lęki wyssane z palca, to nie
                            widzę
                            > > powodu, dla którego miałby niańczyć dorosłą osobę, która sama za
                            > > siebie odpowiada. Takie osoby po prostu mają problem ze sobą albo
                            > > odcięciem pępowiny. Czy jak wyjdą z pracy zimą, będą dzwonić do
                            > > tatusia/brata/mamusi, żeby ich odebrali spod firmy jak dzieci z
                            > > przedszkola?
                            >
                            > Bez komentarza :(( To naprawdę zakrawa na jakieś średniowieczne
                            podejście do
                            > ludzkich problemów...
                            Steph, masz problem, zgłaszasz się do specjalisty. On Ci pomoże. Ja
                            nie jestem psycholożką/psychiatrą, aby walczyć z ludzkimi fobiami,
                            brakiem dojrzałości. Nie wiem, jak się z nimi zmagać i dlatego
                            odpuszczam.
                            • stephen_s Re: Stephen przeciagasz 13.01.08, 21:26
                              > Nie musi być przyjemnie, ale ja zdecydowanie nie czuję się na siłach
                              > zmagac się z cudzymi fobiami.

                              W porządku, ale jest to przejaw słabości. Nie racjonalizuj, że taka postawa jest
                              w porządku.

                              > Może i trochę egoistyczne, ale czy oosba, która nie nosi przy sobie
                              > kasy na taksówkę i oczekuje odprowadzania, nie jest sama
                              > egoistycznie nastawiona, bo dba tylko o własny interes?

                              A może tej osoby NIE STAĆ na taksówkę?

                              > Jak już
                              > wspomniałam, nie zamierzam ubiegać się o kanonizację.

                              A szkoda...

                              > Steph, masz problem, zgłaszasz się do specjalisty.

                              ... a od reszty ludzi nie oczekuj niczego, tak?

                              > Steph, masz problem, zgłaszasz się do specjalisty. On Ci pomoże. Ja
                              > nie jestem psycholożką/psychiatrą, aby walczyć z ludzkimi fobiami,
                              > brakiem dojrzałości.

                              Fobie nie biorą się z braku dojrzałości!
                              • saszenka2 Re: Stephen przeciagasz 15.01.08, 19:40
                                stephen_s napisał:

                                > > Nie musi być przyjemnie, ale ja zdecydowanie nie czuję się na
                                siłach
                                > > zmagac się z cudzymi fobiami.
                                >
                                > W porządku, ale jest to przejaw słabości. Nie racjonalizuj, że
                                taka postawa jes
                                > t
                                > w porządku.
                                Nie powiedziałabym, że jest to przejaw słabości. Jeden umie
                                przeprowadzać terapię, a drugi montować koło, trzeci zajmuje się
                                fizyką, a czwarty pisze książki. Po prostu nie jestem specjalistką
                                od spraw ludzkiej psychiki. Nie zamierzam zaszkodzić tej osobie ani
                                sobie, od pomocy są konkretne osoby. Tak samo jak nie leczysz ludzi
                                z nowotworów, jeśli nie jesteś onkologem, po prostu nie masz
                                kwalifikacji. To jest uczciwa postawa.
                                >
                                > > Może i trochę egoistyczne, ale czy oosba, która nie nosi przy
                                sobie
                                > > kasy na taksówkę i oczekuje odprowadzania, nie jest sama
                                > > egoistycznie nastawiona, bo dba tylko o własny interes?
                                >
                                > A może tej osoby NIE STAĆ na taksówkę?
                                Jeśli naprawdę nie było jej stać, to naprawdę mogłabym zapłacić.
                                > > Steph, masz problem, zgłaszasz się do specjalisty.
                                >
                                > ... a od reszty ludzi nie oczekuj niczego, tak?
                                A czy oczekujesz, że sąsiad z naprzeciwka będzie Cię leczył z
                                nowotworu? Od tego są specjaliści i zwykły człowiek nie musi, wręcz
                                nie powinien leczyć innych bez należytych kompetencji.
                                >
                                > > Steph, masz problem, zgłaszasz się do specjalisty. On Ci pomoże.
                                Ja
                                > > nie jestem psycholożką/psychiatrą, aby walczyć z ludzkimi
                                fobiami,
                                > > brakiem dojrzałości.
                                >
                                > Fobie nie biorą się z braku dojrzałości!
                                >

                                Niektóre są efektem takiego wychowania, w którym nie było miejsca na
                                naukę dojrzałości. Wieczne wyręczanie dziecka, niwypuszczanie z
                                domu, nadopiekuńczość rodziców.
                      • evita_duarte Czego nie zrozumiuales??? 12.01.08, 23:56
                        stephen_s napisał:

                        > > Alez to jest jak najbardziej powod! Nie kazdy ma
                        > > ochote zajmowac sie
                        > > dorosla osoba jak dzieckiem.
                        >
                        > Uważasz, że pomoc osobie lękowej jest "zajmowanie się nim jak
                        dzieckiem"?
                        > Ciekawe podejście do cudzych problemów :\\

                        Chyba wyrazilam sie jasno, ale widze, ze nie czytales wiec sioe
                        powtorze. Jesli ktos sie boi wracac do domu to powienien o tym
                        wczesniej pomyslec. Jedyne co ja moge zrobic to zaczekac z ta osoba
                        na taksowke.

                        >
                        > > Wybacz ale bredzisz.
                        >
                        > Bredzę? Według Ciebie facet, który odmawia odprowadzenia bojącej
                        się dziewczyny
                        > do domu, byłby w Polsce oceniony pozytywnie - "ma rację, nie musi
                        się nią
                        > opiekować"?
                        >


                        I znow nie przeczytales tego co napisalam. czytaj najpierw posty, a
                        pozniej odpowiadaj. Nikt nie musi nikogo odprowadzac jesli wsadzi
                        kogos do taksowki. Nie sadze, zeby Polskie spoleczenstwo zmienilo
                        sie az tak bardzo od ostaniego razu, kiedy tam bylam.
        • bitch.with.a.brain Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 07.01.08, 22:09
          Statystycznie to bardzo duża liczba aktów przemocy jest między osobami znającymi
          się. więc znacznie bardziej niebezpieczne jest jak cię kolega odprowadza niż jak
          sama wracasz.Ale to tyle statystyka.
          Wiele razy byłam gdzieś sama w nocy. Jeździłam nocnymi pociągami, autobusami.
          Nigdy nikt nie próbował mnie zaatakować.Nie zostałam też nigdy "poproszona" o
          oddanie portfela, telefonu czy czegoś tam.
          Tego typu akcje zdarzały się moim kolegom.
        • kocia_noga Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 08.01.08, 10:15
          lolyta napisała:

          zadnemu z kolegow nigdy nie wyskakiwal na srodek chodnika pan z
          ekspozycja,
          > ale to raczej element humorystyczny niz straszny.


          Nie do końca.Raz zdarzyło mi się że facet wyskoczył nagle z bramy z
          ekspozycją a po moim jakims tam komentarzu ( nie zaczepnym, nie
          lekliwym ani niespecjalnie kpiacym - nie pamiętam już co
          powiedziałam) złapał mnie za głowę i zaczał ciągnąć w krzaki -
          narobiłam natychmiast krzyku i puscił.Było to w bliskich okolicach
          szpitala Żeromskiego w Krakowie, w godzinach południowych, szłam
          odwiedzić chore dziecko.
          Od tamtego czasu uważnie czytam,to co piszą o wystawcach
          klejnotów,ze 'naogół' sa nieszkodliwi.Otóż na ogół.
    • bucefal_macedonski Ale kulanie babola! 08.01.08, 04:57
      Co to, kurtka na wacie, ma być?!?!?! To już 3784-te pytanie Stephena
      nt. równouprawnienia pci! Na miłość Boską!

      Gdybym był Twoją kobietą, to zanim umarłabym z nudów, zdradziłabym
      Cię z największym fajtłapą wśród informatyków w moim biurze - takim
      we flanelowej koszuli wciąganej w spodnie, przetłuszczonych kłajach
      i z wczorajszym obiadem na okularach! I to kilkakrotnie i zgoła
      półjawnie!

      Chłopie! Ogarnij się! Weź może, ja nie wiem, umów się z panienkami z
      gastronomika na jakąś ustawkę pod stadionem, do baru dla
      militaryzujących lesbijek się wybierz, szafę siostrze przetrząśnij w
      poszukiwaniu jakiś fatałaszków na niedzielę - cokolwiek co w
      praktyce pozwoli Ci doświadczyć różnic pomiędzy pciami. Tylko
      proszę - nie, błagam! - nie stawiaj zagadnień rodem z zajęć
      naiwności w klasie Przylizanych Prymusów przy Wyższej Szkole
      Mamisynków i Rzyciowłazów.
      • kocia_noga Re: Ale kulanie babola! 08.01.08, 10:21
        bucefal_macedonski napisał:
        wśród informatyków w moim biurze - takim
        > we flanelowej koszuli wciąganej w spodnie, przetłuszczonych
        kłajach
        > i z wczorajszym obiadem na okularach!

        Ech, wszystk się zgadza, brakuje tylko niemytych rozczochranych
        włosów i woniejących skarpetek z 'oczkami' na pietach.

        A tak ot - są w przyrodzie też informatyczki - czy one maja ten sam
        syndrom i jak to wygląda?
        • bri Re: Ale kulanie babola! 08.01.08, 10:42
          A ja tylko jednego informatyka poznałam, który pasuje do takiego
          opisu. Reszta, łącznie z informatyczkami, była atrakcyjna lub nawet
          bardzo atrakcyjna.
          • pavvka Re: Ale kulanie babola! 08.01.08, 14:38
            bri napisała:

            > A ja tylko jednego informatyka poznałam, który pasuje do takiego
            > opisu. Reszta, łącznie z informatyczkami, była atrakcyjna lub
            nawet
            > bardzo atrakcyjna.

            Może lubisz takich z tłustymi włosami? ;-)
          • lolyta Re: Ale kulanie babola! 08.01.08, 15:45
            bo ten opis to raczej tyczy informatycznych "wannabies" czy studenciakow, ew.
            informatykow w filmach, ci prawdziwi to juz zarabiaja tyle ze i stac ich na
            szampon i nie moga sobei pozwolic nan taka prezentacje jak opisana ze wzgl.
            profesjonalnych.
            • bucefal_macedonski Lolyta 08.01.08, 19:15
              lolyta napisała:

              > ci prawdziwi to juz zarabiaja tyle ze i stac ich na
              > szampon i nie moga sobei pozwolic nan taka prezentacje jak opisana
              ze wzgl.
              > profesjonalnych.

              I teraz pozostaje roztrzygnąć kwestię, kim jest prawdziwy
              informatyk. Łeb koński dam se urwać, że z kolejnej
              przeyntelekualyzowanej dyskusji posiłkującej się artefaktami,
              wykształconymi stereoptypami i wielkomiejskimi legendami wyjdzie na
              to, iż prawdziwy informatyk, to taki profesjonalista (słowo o
              kluczowym znaczeniu!) prezencyjny, którego stać na szampon,
              eleganckie oprawki oraz szykowną, choć nieprzesadnie, garderobę.

              Warszawa, "San Lorenzo", późne godziny popołudniowe. Ona i on przy
              stoliku nr 7.

              ONA (głosem uprzejmym, lecz zdradzającym oznaki znużenia): A ty,
              czym się zajmujesz, jeśli można wiedzieć?
              ON (ożywia się nagle, jak przy każdym pytaniu profesjonalnym):
              Jestem informatykiem! Pracuję nieopodal w tym tam oto biurowcu...
              ONA (delikatnie wchodzi mu w słowo i równie delikatnie stara się nie
              taksować spojrzeniem): Hmm, nie wyglądasz...
              ON: No staram się trochę wyróżniać z tego tłumu klonów Billa Gatesa.
              (zaczyna rżeć, jakby właśnie przeczytał arcyzabawny dowcip z
              almanachu "500 dowcipów o szefie")
              ONA: No właśnie niebardzo...
              On jeszcze przez chwilę rży siłą bezwładu, po czym następuje
              krępujące milczenie, którego nie sposób załagodzić odsłuchaniem
              choćby jednej mp3 na ajpodzie, gdyż w lokalu tej kategorii po prostu
              nie wypada.
              ON (nieśmiało): Czy mógłbym mieć do Ciebie prośbę...?
              ONA (delikatnie stara się nie brzmieć podejrzliwie): Hmmm?
              ON: Odprowadziłabyś mnie na przystanek potem? O tej porze robi się
              niebezpiecznie. Policyjne statystyki są dla mnie, kawalera przed
              trzydziestką, nieubłagane. Większość ofiar krajalniczych napaści po
              zmroku, to młodzi profesjonaliści płci męskiej, których podręczne
              gadżety stanowią dla napadaczy najatrakcyjniejszy łup, więc tak
              pomyślałem sobie, że osoba towarzysząca pci przeciwnej załagodziłaby
              znacznie rabusie zapędy ewentualnych opryszków, gdyż przeczytałem
              niedawno w Fokusie ciekawy artykuł o przestępczej mentalności, i
              wyszło z niego że oni mają zdecydowanie wsteczne poglądy obyczajowe
              i tą taką osobliwą kurtuazję wobec dam. Poza tym mogli by nas wziąć
              za młode maużeństwo... (tu pauzuje na moment w oczekiwaniu na
              niewiadomo co) ...a kto chciałby takich okraść? I z czego? Z kredytu
              hipotecznego na 30 lat? HEHEHE! (znowu zaczyna rżeć tak głośno, że
              ona instynktownie odsuwa nogi w obawie przed siarczystym klepnięciem
              jowialnym)
              ONA: No dobrze...
              ON (szeptem na stronie): Uff... To teraz pozostała jeszcze kwiestia
              uregulowania rachunku...
      • piekielnica1 Re: Ale kulanie babola! 08.01.08, 15:56
        > Cię z największym fajtłapą wśród informatyków w moim biurze -
        > takim we flanelowej koszuli wciąganej w spodnie,
        > przetłuszczonych kłajach i z wczorajszym obiadem na okularach!

        Alez takich osobnikow nie potrzeba szukac wsrod informatykow,
        znajdziesz ich w kazdym, absolutnie kazdym srodowisku, nawet
        wsrod klerykow i niedozywionych poetow.
      • kochanica-francuza Co autor miał na myśli? 12.01.08, 20:17

        >
        > Chłopie! Ogarnij się! Weź może, ja nie wiem, umów się z panienkami z
        > gastronomika na jakąś ustawkę pod stadionem, do baru dla
        > militaryzujących lesbijek się wybierz, szafę siostrze przetrząśnij w
        > poszukiwaniu jakiś fatałaszków na niedzielę - cokolwiek co w
        > praktyce pozwoli Ci doświadczyć różnic pomiędzy pciami. Tylko
        > proszę - nie, błagam! - nie stawiaj zagadnień rodem z zajęć
        > naiwności w klasie Przylizanych Prymusów przy Wyższej Szkole
        > Mamisynków i Rzyciowłazów.
        >

        I co do tego mają lesbijki? Do tego militaryzujące? I co to w ogóle jest
        militaryzująca lesbijka?
    • drinkit Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 08.01.08, 18:27
      W związku z tym, po randce facet prosi o
      > odprowadzenie go do domu, bo boi się wracać sam ciemnymi ulicami.
      >
      > Co Wy na to?

      Czyzby to był kolejny post w stylu "chcecie miec równouprawnienie? To za karę
      my, mężczyzni nie bedziemy was przepuszczac w drzwiach/ chronic/ etc"
      Dla mnie takie rzeczy jak:
      - odprowadzanie po ciemku
      - przytrzymanie drzwi
      - pomoc w odkręceniu słoika
      - przyniesienie siat z zakupami
      - zmiana koła w samochodzie
      - itp

      nie maja nic wspólnego z tematem równouprawnienia. Istnieje podstawowa zasadza
      savoir-vivre, że slabszym sie pomaga. I własnie o to chodzi. Jezeli nie mam na
      tyle siły by wymienic koła, czy jestem zawalona siatami to czemu facet nie moze
      mi pomóc? Ja otwieram drzwi staruszkom, pomagam wnosić wózki z dziecmi do
      tramwaju, jak obce dziecko przewroci sie to podnoszę, otwieram drzwi do windy
      facetom niosącym dwie kraty browarów pod pachą z prostej przyczyny: jeżeli ktoś
      potrzebuje w danym momencie pomocy bo nie moze sobie poradzić, to pomogę.

      Wracając do pytania: jeżeli facet byłby mały, wątly i cherlawy, a ja babą -
      piecem, to bym go odprowadziła.
    • goblin.girl Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 10.01.08, 12:39
      Raczej ie odprowadzałabym. Rozumiem, ze dla faceta samotny powrót nocą też jest
      niebezpieczny, ale co byłoby ze mną, dlaczego ja mialabym sie narażać wracajac
      samotnie. Ja w takiej sytuacji nie oczekiwalabym odprowadzania, miałabym
      pieniadze na taksówkę; uważam, ze mezczyzna też moze o tym pomyśleć.
    • triss_merigold6 Temu panu dziękujemy 11.01.08, 09:21
      Byłabym zdziwiona, zaproponowałabym zamówienie taksówki i temu panu
      dziękujemy.
      Powody:
      - nie odczuwam strachu w dzień/wieczorami/nocą, po różnych miejscach
      i lokalach chodziłam i różne klimaty widziałam
      - nie interesując mnie mężczyźni z lękami czy wymagający takiego
      wsparcia
      - nie interesują mnie mężczyźni niesprawni fizycznie
      - nie interesują mnie mężczyźni nie potrafiący ocenić zagrożenia
          • stephen_s Re: Temu panu dziękujemy 12.01.08, 20:08
            > Ponieważ nie ma zadatkow na pielęgniarkę czy inną terapeutkę
            > społeczną. Proste.

            A jakby facet takie coś powiedział, to by większość kobiet pewnie za
            grubianina uznało... :\\\
              • stephen_s Re: Temu panu dziękujemy 12.01.08, 22:38
                > A cóż w tym dziwnego? Bycie z osoba, która ma na przykład skłonności depresyjne
                > albo stany lękowe nie jest proste i nie każdy musi się na to decydować

                To prawda, natomiast uważam, że jakby np. facet podał jako powód niebycia z
                kobietą to, że jest lękowa albo depresyjna, to zostałby oceniony jako niemęski,
                niestojacy na wysokości zadania itd. - bo skoro kobieta ma problem, to
                obowiązkiem męzczyzny jest się nią zaopiekować...
                • kochanica-francuza Re: Temu panu dziękujemy 12.01.08, 23:17
                  stephen_s napisał:

                  > > A cóż w tym dziwnego? Bycie z osoba, która ma na przykład skłonności depr
                  > esyjne
                  > > albo stany lękowe nie jest proste i nie każdy musi się na to decydować
                  >
                  > To prawda, natomiast uważam, że jakby np. facet podał jako powód niebycia z
                  > kobietą to, że jest lękowa albo depresyjna, to zostałby oceniony jako niemęski,
                  > niestojacy na wysokości zadania itd. - bo skoro kobieta ma problem, to
                  > obowiązkiem męzczyzny jest się nią zaopiekować...

                  Bzdura, nikt nie może wymagać od partnera, żeby go wyleczył z lęków/depresji.
                  Taka reakcja świadczy o jednostce jako CZłOWIEKU, nie jako mężczyźnie/kobiecie.
                • saszenka2 Re: Temu panu dziękujemy 12.01.08, 23:19
                  stephen_s napisał:

                  > > A cóż w tym dziwnego? Bycie z osoba, która ma na przykład
                  skłonności depr
                  > esyjne
                  > > albo stany lękowe nie jest proste i nie każdy musi się na to
                  decydować
                  >
                  > To prawda, natomiast uważam, że jakby np. facet podał jako powód
                  niebycia z
                  > kobietą to, że jest lękowa albo depresyjna, to zostałby oceniony
                  jako niemęski,
                  > niestojacy na wysokości zadania itd. - bo skoro kobieta ma
                  problem, to
                  > obowiązkiem męzczyzny jest się nią zaopiekować...
                  >

                  Ja tak bynajmniej nie uważam. Nikt nie ma obowiązku brać na swe
                  ramiona krzyż w postaci opieki nad osobą w depresji, bo to jest
                  trudne, wyczerpujące psychicznie i nikt nie ma prawa do tego zmuszać
                  kobiety/ mężczyzny.
                • triss_merigold6 Tak, oczywiście 13.01.08, 09:35
                  Brednie. Każdy bez wględu na płeć ma prawo oczekiwac, że jego
                  partner/partnerka będzie mieć stabilne sajko.
                  Nie przepadam za ludźmi lękowymi a mężczyzn lubię silnych fizycznie
                  i psychicznie. Mam prawo do osobistych preferencji. Facet proszący o
                  odprowadzenie mnie - drobną kobietę o wzroście 160 cm - byłby
                  żałosny.
                  • piekielnica1 Re: Tak, oczywiście 13.01.08, 12:31
                    > Facet proszący o odprowadzenie mnie -
                    > drobną kobietę o wzroście 160 cm - byłby żałosny.

                    I pytanie, czy ktos kto nie ma ODWAGI przemieszczac sie ulicami
                    wieczorem, odwazy sie zaprosic jakakolwiek kobiete na randke?
                    • stephen_s Re: Tak, oczywiście 13.01.08, 16:53
                      > I pytanie, czy ktos kto nie ma ODWAGI przemieszczac sie ulicami
                      > wieczorem, odwazy sie zaprosic jakakolwiek kobiete na randke?

                      A co to ma jedno z drugim wspólnego? Można być jednocześnie towarzyską osobą z
                      dobrymi kontaktami z kobietami ORAZ cierpieć na stany lękowe.
                  • kochanica-francuza Re: Tak, oczywiście 13.01.08, 15:41
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Brednie. Każdy bez wględu na płeć ma prawo oczekiwac, że jego
                    > partner/partnerka będzie mieć stabilne sajko.

                    Ale wiesz, stanów lękowych to każdy może NAGLE dostać, np. mając 40 lat. I wtedy
                    co? Rzucamy partnera/kę?
                    • evita_duarte To zupelnie cos innego 13.01.08, 16:46
                      kochanica-francuza napisała:

                      > Ale wiesz, stanów lękowych to każdy może NAGLE dostać, np. mając
                      40 lat. I wted
                      > y
                      > co? Rzucamy partnera/kę?


                      Tak jak mozna zachorowac na impotencje. Nie rzucilabym meza
                      chorujacego na impotencje, ale nie wplatywalabym sie w nowy zwiazek
                      z osoba z tymi problemami.
                      Mam przyjaciolke, ktora cierpi na depresje dwubiegunowa (tak sie to
                      nazywa?). Mimo lekow czasem ma takie zmiany nastrojow, ze tylko
                      dlatego, ze ktos ja kocha bylby w stanie to zniesc. Nie sadze, zeby
                      to bylo rownie proste na codzien jak dla mnie, ktora ja widzi trzy
                      razy w tyg. I uwierz mi ona jest wspaniala osoba ale rozumiem
                      dlaczego ktos nie chcialby budowac z nia zwiazku. Zwiazki sa
                      wystarczajaco trudne i bez tego.
                    • bri Re: Tak, oczywiście 13.01.08, 19:38
                      Kochanico - Stephen pytał o reakcję po randce. Już taka sytuacja
                      może mieć tysiąc odmian, od których zależałaby moja reakcja. Proszę
                      przynajmniej mojej odpowiedzi nie rozciągać na inne typy relacji.
                  • stephen_s Re: Tak, oczywiście 13.01.08, 16:51
                    > Brednie. Każdy bez wględu na płeć ma prawo oczekiwac, że jego
                    > partner/partnerka będzie mieć stabilne sajko.

                    Aha, a co z tymi, którzy mają "niestabilne sajko"? Odizolować, by wspaniałemu
                    zdrowemu społeczeństwu nie wchodzili w drogę?

                    Nie mówiąc o tym, że "sajko" może się KAŻDEMU zdestabilizować. Nawet TOBIE, moja
                    droga Triss.

                    > Nie przepadam za ludźmi lękowymi a mężczyzn lubię silnych fizycznie
                    > i psychicznie. Mam prawo do osobistych preferencji.

                    Ręce opadają...
                    • bri Re: Tak, oczywiście 13.01.08, 22:31
                      Jasne - psychika każdemu może się zdestabilizować, ale z niczego to
                      się chyba raczej nie bierze. Jednym ze sposobów dbania o własną
                      stabilność emocjonalną jest np. unikanie wchodzenia w związki z
                      osobami, które są niestabilne emocjonalnie. Bywa, że dla własnego
                      zdrowia psychicznego trzeba czasem z takiego związku się wymiksować,
                      nawet pomimo gorącego uczucia.
                      • stephen_s Re: Tak, oczywiście 13.01.08, 22:44
                        No, ludzi stabilnych emocjonalnie to jest raczej mniejszość. Na tej zasadzie to
                        prawie nikt z prawie nikim by się nie związał.

                        Miłość jest na dobre i na złe, wiesz.
                        • bri Re: Tak, oczywiście 13.01.08, 23:06
                          Wg moich kryteriów ludzi ludzi stabilnych emocjonalnie jest raczej
                          większość.

                          > Miłość jest na dobre i na złe, wiesz.
                          Po kilku randkach rzadko się kogoś kogoś kocha "na dobre i na złe".
                          Poza tym tak jak pisałam wyżej, czasem trzeba się rozstać nawet
                          jeśli kochasz.
                          • stephen_s Re: Tak, oczywiście 13.01.08, 23:09
                            > Wg moich kryteriów ludzi ludzi stabilnych emocjonalnie jest raczej
                            > większość.

                            Zludzenia, złudzenia :)))

                            Poza tym, kto powiedzial, że osoba lękowa nie jest stabilna emocjonalnie? ;)

                            > Po kilku randkach rzadko się kogoś kogoś kocha "na dobre i na złe".
                            > Poza tym tak jak pisałam wyżej, czasem trzeba się rozstać nawet
                            > jeśli kochasz.

                            Z drugiej strony, są ludzie, którzy kochają się pomimo chorób.

                            Wg podejścia, jakie widze w Waszych wypowiedziach, wychodzi na to, że osoba
                            chora, niepełnosprawna itd. nie ma szans na związek - bo przecież to zbyt trudne
                            dla tej drugiej strony...
                            • bri Re: Tak, oczywiście 13.01.08, 23:36
                              Przecież musisz to wiedzieć, że osoby z problemami psychicznymi
                              często własnoręcznie zaprzepaszczają znakomicie zapowiadające się
                              związki. Bo mają nierealistycznie oczekiwania względem partnera, bo
                              trudno im dochować wierności, bo niskie poczucie wartości powoduje u
                              nich chorobliwą zazdrość, bo unikają rozwiązywania problemów
                              powstających w związku, bo mają trudności z podejmowaniem decyzji,
                              bo oddalają się od partnera z powodu zadurzenia się w terapeucie, bo
                              pozostają w niezdrowej zależności od rodziców, bo bywają agresywne,
                              bo pozostają nieświadome swoich zaburzeń i nie mają zamiaru się
                              leczyć itd. Spróbowałam tego w życiu i po prostu mam dosyć. Pewnie
                              mogłam być bardziej wyrozumiała i wspierająca i czasem się nawet
                              zastanawiam, co by było gdybym taka była. Ale niestety ja też mam
                              swoje ograniczenia i pewne rzeczy były po prostu ponad moje siły.
                      • saszenka2 Re: Tak, oczywiście 15.01.08, 19:47
                        bri napisała:

                        > Jasne - psychika każdemu może się zdestabilizować, ale z niczego
                        to
                        > się chyba raczej nie bierze. Jednym ze sposobów dbania o własną
                        > stabilność emocjonalną jest np. unikanie wchodzenia w związki z
                        > osobami, które są niestabilne emocjonalnie. Bywa, że dla własnego
                        > zdrowia psychicznego trzeba czasem z takiego związku się
                        wymiksować,
                        > nawet pomimo gorącego uczucia.
                        Bri, mam podobne odczucia. Zawsze istnieje takie ryzyko. Czym innym
                        jest pracowanie, studiowanie, mieszkanie na jednej ulicy z taką
                        osobą, a czym innym bliższa relacja.
                    • triss_merigold6 ??? 14.01.08, 09:54
                      Pytanie dotyczyło RANDKI. Randka to jeszcze nie związek, po randkach
                      decyduję czy w ogóle jest sens kontynuować znajomość i nie mam
                      żadnych zobowiązań.
                      Niech ci z niestabilnym sajko umwaiają się z innymi, ja nie mam
                      życzenia.

                      Stephen a cóż Cię szokuje? Jestem decyzyjna, dość odporna
                      psychicznie i nie muszę się oszukiwać - pociągają mnie mężczyźni
                      silni a nie słabi.
    • vivian.darkbloom sama się boję, więc nie odprowadzałabym :) 11.01.08, 16:27
      też boję sie chodzenia sama ciemnymi ulicami, więc nie odprowadziłabym.

      Ocena faceta zależałaby od tego czy postrzegałabym jego strach jako uzasadniony
      czy nie. Nie widzę nic nienormalnego w tym, ze mężczyzna boi się wracać sam w
      nocy jeśli mieszka w niebezpiecznej dzielnicy - zwłaszcza, że niektóre "dresy"
      moją podobno coś w rodzaju przestępczego kodeksu honorowego i nie kroją, ani
      nie napadają dziewczyn.

      Żeby obiektywnie ocenić kto kogo powinien odprowadzać musielibyśmy odwołać sie
      wiedzy jakiegoś kryminologa. Nigdy nie spotkałam sie ze statystyką czy bardziej
      narażony na padnięcie wieczorem ofiarą przestępstwa jest mężczyzna czy kobieta.
    • gotlama Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 12.01.08, 00:12
      A to kokietek ;) A jak ona takie teksty "żeni" zamiast wezwać radiotaxi - to
      kokietka.
      To zawoalowana forma zaproszenia na kolację i śniadanie i w czasoprzestrzeń
      "pomiędzy".
      Dawna forma męsko-rycerskiego narzucania się z odprowadzaniem często nie była
      niczym innym jak próbą wepchnięcia się na kolację, śniadanie i to co w
      międzyczasieiprzestrzeni ;)
    • piekielnica1 Re: No to ja mam pytanie z praktyki równouprawnie 12.01.08, 20:31
      W związku z tym, po randce facet prosi o
      > odprowadzenie go do domu, bo boi się wracać sam ciemnymi ulicami.
      >
      > Co Wy na to?

      Troche poszperalam i wyslo mi, ze na ulicach jest 100%
      bezpieczenstwo.
      Jeszcze w roku 2004 zdarzaly sie przestepstwa popelniane w lasach,
      a w 2003 w lasach, parkach, ulicach, drogach i szosach.
      Natomiast od 2005 nie pojawiaja sie te kategorie, tylko pomieszcenia
      sa wymieniane jako miejsca popelnienia przestepstw.
      Czyzby rozbojnicy tez sie bali ulic, moze patroli?
      Dla niedowiarkow link ststystyki policyjnej.

      www.policja.pl/portal/pol/4/311/Miejsca_popelniania_przestepstw.html

      W zwiazku z powyzszym nie odprowadzalabym ani nie randkowala - za
      brak znajomosci aktualnej sytuacji.
    • saraja Co do stanów lękowych 13.01.08, 13:30
      Czytam i zadziwia mnie podejście.
      Stany lękowe to nie jest coś, na co ma się wpływ. Nie wynika to z
      mamisynkowatości ani nieodpowiedzialności. I rozumiem, że można kogoś skreślić z
      tego powodu (chociaż jest to przykre), ale trzeba też mieć świadomość, że to
      może się zdarzyć każdemu, tak samo nam, albo osobie, z którą się wiążemy w
      momencie, kiedy jest w pełni zdrowia psychicznego. Czego nikomu nie życzę.
      Co do zaplanowania tego wcześniej - czy osoba ze stanami lękowymi powinna
      przestać wychodzić z domu?
      • kochanica-francuza Ależ saraja 13.01.08, 15:41
        saraja napisała:

        > Czytam i zadziwia mnie podejście.
        > Stany lękowe to nie jest coś, na co ma się wpływ. Nie wynika to z
        > mamisynkowatości ani nieodpowiedzialności. I rozumiem, że można kogoś skreślić
        > z
        > tego powodu (chociaż jest to przykre), ale trzeba też mieć świadomość, że to
        > może się zdarzyć każdemu, tak samo nam, albo osobie, z którą się wiążemy w
        > momencie, kiedy jest w pełni zdrowia psychicznego.


        Te aspekty uda się wytłumaczyć naszym rodakom/rodaczkom, sądzę, za jakieś 50-100
        lat...
        • piekielnica1 Re: Ależ saraja 13.01.08, 19:43
          > Te aspekty uda się wytłumaczyć naszym rodakom/rodaczkom, sądzę,
          > za jakieś 50-100 lat...

          No przepraszam bardzo, ale teza nie zakladala, ze ewentualny
          kandydat do randkowania ma stany lekowe.
          A jezeli autor watku mial wlasnie to na mysli to powinien inaczej
          skonstruowac pytanie.

          Bo co innego jest ciamciaramcia, a co innego facet z choroba
          wymagajaca leczenia, a zupelnie co innego, jezeli objawy choroby
          ujawnily sie w trakcie dlugotrwalego zwiazku.
          • saraja Re: Ależ saraja 13.01.08, 20:28
            A czy kobieta prosząca o odprowadzenie to "ciamciaramcia"?

            Jak dla mnie - bardzo ciekawy wątek.
            Mężczyzna bojący się (mniejsza już o to, czy są racjonalne podstawy tego
            strachu) w naszej kulturze zawsze pociąga za sobą ładunek śmieszności,
            niższości, groteskowości. To jest pewien schemat, którego bardzo trudno nie
            uwzględnić.