niedzwiedziczka
20.08.03, 12:35
No właśnie tak się zastanawiam i sama nie wiem.
Z jednej strony: uważam, że kobiety powinny mieć prawo
wyboru, czy i jak chcą pracować, czy chcą być same, czy
wychodzić za mąż,czy robić karierę, czy prać pieluszki
i gotować zupki w domu, swoją córkę wychowuję w duchu,
że wszyscy ludzie mają równe prawa i należy szanować
każdego bez względu na płeć, kolor skóry, wynanie, czy
jego brak. Z drugiej jednak strony nie popieram
aborcji, bo uważam, że płód też ma prawo do życia, i
uważam, że homoseksualiści nie powinni adoptować
dzieci, bo mają one prawo do posiadania matki i ojca, a
nie dwóch matek i dwóch ojców. No toja, jestem
feministką, katolickim betonem, czy czymś po środku? I
jak to pośrodku zdefiniować?