Gość: tad
IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl
24.08.03, 11:04
"Lektura tego, co piszą bojowniczki gender, jest równie nudna, jak lektura
kolejnej polskiej Briget Jones" - taki cytat przytacza Kinga Dunin w
felietonie "Nuda". Dunin ma chyba do autora cytatu pretensje, choć zdaje się
z nim zgadzać, co do istoty sprawy: "dyskurs feministyczny" jest nudny.
Oczywiście feministki są według KD usprawiedliwione, bo po pierwsze wszyscy
inni też nudzą, a poza tym feministki nudzą bo muszą. Można zauważać, że
skoro nudzenie się wzajemne jest tak powszechne - jak pisze Dunin - to autor
cytatu stwierdził po prostu fakt, i nie bardzo wiadomo dlaczego Dunin zdaje
się być cytatem rozdrażniona. To zaskakujące, jak często feministki, gdy kto
skrytykuje feminizm, odpowiadają: inni też tak robią. Może i robią, ale
przecież ruch feministyczny miał wnieść do patriarchalnej kultury zupełnie
nową jakość! Tymczasem wygląda na to, że feministki gorliwie naśladują
wszelkie mozliwe wady "androcentryczności", a jeśli wziąźć pod uwagę to, co
pisze Barbinator, to ich głównym wzorem jest nie kto inny, jak ... KK
(wystarczy przypomnieć sobie jak często Barbinator przywołuje analogie:
feministki - KK). Mniejsza z tym. Przechodzę do rzeczy: proponuję by w tym
wątku zająć się dorobkiem intelektualnym feminizmu. Co Waszym
zdaniem "dyskurs feministyczny" wniósł do kultury? Nie chodzi mi przy tym, o
ogólniki w rodzaju "wniósł perspektywę kobiecą", lecz o konkrety. Od
kilkudziesięciu lat istnieją wszak na setkach uniwersytetów Zachodu
ośrodki "studiów kobiecych". Jaki jest ich dorobek? Ile wybitnych (ważnych
nie tylko dla światka feministycznego) uczonych wydały? Jakie dzieła
feministek-teoretyczek weszły nie tylko do "kanonu feministycznego", ale do
kanonu kultury po prostu? Czy "interpretacja feministyczna" nie skostniała
już ze szczętem? Oto pytania!