Gość: barbinator
IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl
26.08.03, 09:51
Chciałabym poruszyć pewną sprawę, która od pewnego czasu mnie irytuje na
forum - gdyż utrudnia prowadzenie sensownej rozmowy. Feministkom często
zarzuca się, że nie potrafią dyskutować merytorycznie i kierując się zasadami
logiki a także szacunku dla rozmówcy. Pewną ilustracją tego zarzutu może być
ten oto cytat:
"To zaskakujące, jak często feministki, gdy kto
skrytykuje feminizm, odpowiadają: inni też tak robią."
Zgadzam się - faktycznie często tak robią. Proponuję jednak zastanowić się
nad tym, dlaczego one MUSZĄ to robić - proponuję na przykładzie; przykład
będzie nieco obsceniczny, więc góry proszę o wybaczenie, nie będzie natomiast
odnosił się do KK więc Tad może odetchnąć z ulgą...
Powiedzmy, że ktoś pisze taki post:
"kobiety się pocą i nie zawsze codziennie się kąpią. Niektóre w dodatku nie
używają dezodorantów. Kobiety puszczają bąki, bekają i robią kupę. Kiedyś
widziałem jedną taką, która sikała w parku. Ponadto kobietom psują się zęby i
miewają nieświeży oddech" ...i dalej w podobnym stylu. Wniosek: kobiety są
obrzydliwe.
Powiem od razu, że przykład jest znaczący - uważam, że spora część zarzutów
wobec feministek opiera się właśnie na tym schemacie tyle że skomponowanym
znacznie subtelniej. Feministki robią to, feministki robią tamto i siamto,
wszystko to paskudne ergo: "feminizm to zmierzch zachodu" czyli zgroza i
okropieństwo.
Wracając do mojego przykładu: jak można odpowiedzieć na podobny post?
No bo przecież jego autor wcale nie kłamie! Wszystko co napisał o kobietach
to szczera prawda - w dodatku asekuruje się pisząc że tylko niektóre kobiety
np nie używają dezodorantów czy nie kąpią się regularnie (pozornie jest więc
obiektywny!!). Gdyby próbować zarzucić mu kłamstwo, to natychmiast z
łatwością odrzuci taki zarzut. Można także tłumaczyć, że problem nie jest tak
poważny a rozmówca przesadza - wtedy mówi się: wiesz, ten smród wcale nie
jest taki zły, można to nawet polubić a ta pani co sikała w parku to pewno
była chora na nerki itd. Jednym słowem: żenada nie argumenty. Nasz rozmówca
natychmiast to zauważy i ośmieszy.
Mniej doświadczeni dyskutanci często łapią się w tę pułapkę i próbują obydwu
wyżej opisanych sposobów obrony feminizmu ( np zaprzeczają faktom oczywistym
albo idealizują coś, co faktycznie jest złe) co z reguły kończy się jak wyżej
czyli dla feminizmu fatalnie.
Jest trzeci sposób, stosowany przez feministki które już się sparzyły na
dwóch pierwszych. Można wykpić, ośmieszyć - mniej lub bardziej ostro, mniej
lub bardziej dowcipnie... To niezły sposób, ale ma jedną wadę: prędzej czy
później usłyszymy, że obrażamy zamiast dyskutować i że to pewnie dlatego że
brak nam argumentów a w ogóle to feministki są wredne i złośliwe.
Czwarty sposób to zlekceważenie rozmówcy na zasadzie "z głupimi nie
rozmawiam" i nie odpowiadanie na takie zaczepki. Metoda dobra, ale wyłącznie
dla odpornych psychicznie w dodatku na dłuższą metę nieskuteczna.
No dobrze, ale co w takim razie mają robić feministki gdy ktoś atakuje ich
poglądy w sposób podany na przykładzie? To samo co zrobiłby każdy widząc taki
post jak ten wymyślony przeze mnie o kobietach: napisać, że post mówi prawdę
ale prawdą jest też i to, że podobne zarzuty można zgłosić wobec mężczyzn a
skoro tak, to cały ten wywód o kobietach nie ma wielkiego sensu.
I tak właśnie jest ze znaczącą częścią pretensji do feministek. Ja istotnie
dość często odpieram zarzuty stosując piątą i ostatnią z opisanych metod - o
co np Tad ma do mnie duże pretensje. Proszę jednak o radę - czy jest jakiś
szósty sposób, lepszy i bardziej elegancki a przede wszystkim skuteczny?
Niżej piszę o drugim sposobie używania sobie na feministkach jaki
zaobserwowałam na tym forum.
Pozdr. B.