In vitro, a właściwie...

29.02.08, 18:57
chodzi mi trochę o coś innego. Rozmawiałam ostatnio z koleżanką, która ma synka z in vitro i zamrożone dwa zarodki. I powiedziała, że te zarodki absolutnie musi mieć wszczepione, dlatego woli nie zachodzić na razie w ciążę naturalnie, bo wtedy mogłoby się okazać, że będzie miała nadmiar dzieci ;) Zaskoczyło mnie to, choć właściwie taki stosunek do zarodków jest miły.
Szczerze mówiąc nie mam (chyba) żadnego specjalnego stosunku do zarodków, pewnie ich już trochę przez lata straciłam i nie robi to na mnie wrażenia. Ale może gdyby leżały gdzieś zamrożone, to bym inaczej to odczuwała?
Co o tym myślicie?
    • dagmama Re: In vitro, a właściwie... 29.02.08, 19:10
      Chyba trzeba być w takiej sytuacji. Twoja koleżanka WIE, że te
      zarodki są. O zarodkach, które statystycznie tracimy ileś razy w
      ciągu życia nie wiemy, że istnieją tak na sto procent... Jakoś tak
      fizjologicznie się to dzieje, nieswiadomie.
      Mnie też wydaje się miłe takie podejście do zarodków.
      • verdana Re: In vitro, a właściwie... 01.03.08, 19:48
        Moja kuzynka ma juz syna in vitro - i zamrożone zarodki. Waha sie,
        bo jest już po 40-ce i tak naprawde nie ma ochoty na wiecej dzieci.
        Sama nie wiem - dzieci powinno się mieć, bo chce sie je miec, a nie
        tylko dlatego, zeby "wykorzystac" zarodki. Jesli czuje się na to
        presje, to mozna skończyć jako matka dziecka, ktorego się wlasciwie
        nie chce.
    • turbomini Re: In vitro, a właściwie... 01.03.08, 23:42
      Nie kumam, czyli wolałaby mieć trzy in vitro zamiast jednego in vitro i dwóch
      ciąż z naturalnym poczęciem?! Może to i miły stosunek do zarodka, ale co
      najmniej dziwny w stosunku do siebie jako potencjalnego rodzica. Nawet nie
      udaję, że rozumiem. Żaden rodzic chyba nie marzy o poczęciu dziecka na sali
      zabiegowej i jest to po prostu konieczność.
      • jagandra Re: In vitro, a właściwie... 02.03.08, 09:36
        Turbomini, przy in vitro wszczepia się jednorazowo 2 a czasem nawet 3 zarodki, żeby zwiększyć szanse na urodzenie dziecka. Bywa że prowadzi to do zwyczajnej ciąży, a czasem do bliźniaczej albo i trojaczej, jeśli zarodków było 3. Więc ta koleżanka (i tak samo inna jej znajoma, która ma dzieci z in vitro) woli mieć dwa in vitro niż:
        a) jedno in vitro, jedną ciążę z naturalnym poczęciem i dwa "zmarnowane" czy zniszczone zarodki;
        b) dwa in vitro i jedną ciążę z naturalnym poczęciem (bo to oznacza posiadanie aż trójki albo nawet czwórki dzieci, gdyby drugie in vitro doprowadziło do ciąży bliźniaczej).
        Ja tu wolę nie oceniać. W pierwszej chwili byłam zaskoczona, ale w sumie gdyby to były moje zarodki, to nie wiem, jak bym reagowała. W sumie wychodzi na to, że to temat bliski aborcji. Jestem za tym, by była legalna, ale nie będę przecież negatywnie oceniać kobiety, która zdecyduje się urodzić nieplanowane dziecko, mimo że nie chciała go mieć.
        Domyślam się, że możliwe jest jeszcze oddanie zarodków parze, która własnych mieć nie może, ale możliwe jest ich wszczepienie do organizmu innej kobiety.
        Ciekawe dylematy.
        • turbomini Re: In vitro, a właściwie... 02.03.08, 17:21
          Ja to wszystko rozumiem, jagandro, wiem na czym polega in vitro. Nie rozumiem
          tylko tego, że ktoś może przedkładać ciążę z zapłodnieniem sztucznym nad ciążę
          naturalną. Na Zachodzie standardem jest zapłodnienie 10 komórek żeńskich. W
          Polsce z kolei zamrożone zarodki mają niewielką szansę przeżycia ze względu na
          słabe kriotechniki. W każdym przypadku pojawia się jakieś pytanie natury
          moralnej, bo in vitro jest ingerencją w ludzki proces rozmnażania i moim zdaniem
          powinno się je wykonywać tylko, jeżeli zachodzi taka konieczność.
          Na forum o niepłodności dziewczyny co chwila piszą, że one nikomu nie oddadzą
          swoich zarodków, baa, nie dadzą nawet swojej komórki jajowej, bo to niemoralne,
          bo nie będzie im jakaś obca kobieta wychowywać dziecka. A ja szeroko otwieram
          oczy, bo choć temat dotyczy mnie bardzo i powinnam rozumieć, to nie rozumiem.
          • verdana Re: In vitro, a właściwie... 02.03.08, 18:32
            Dlaczego nie rozumiesz? Dla mnie jest oczywiste, ze zarodek to
            potencjalne dziecko. MOJE dziecko. Czy oddaje do adopcji zarodek,
            czy noworodka różnicy wlasciwie nie ma - tak czy inaczej moje
            dziecko bedzie wychowywał ktos, kogo nie znam. Może miły i
            sympatyczny, a moze wredny i glupi. jest dla mnie oczywiste, ze
            opcja "oddania do adopcji" jest dla mnie nie do przyjęcia, poza
            sytuacjami absolutnie ekstremalnymi.
            • turbomini Re: In vitro, a właściwie... 03.03.08, 22:07
              Verdano, a gdybyś miała zamrożone cztery zarodki i nie miała możliwości na
              wychowanie 5 dzieci, to co byś zrobiła w takiej sytuacji? Czy Twoje zarodki
              leżałyby po prostu zamrożone czy zdecydowałabyś się podarować je parze, do
              której los nie się nie uśmiechnął?
              Wiem, że rozważamy tu problemy natury moralnej i to jest śliska dyskusja.
              • verdana Re: In vitro, a właściwie... 04.03.08, 09:51
                Na pewno wolałabym "zmarnować" zarodki, co dla mnie nie jest
                równoznaczne z zabiciem dziecka niż ryzykować, ze skażę dziecko na
                wychowanie przez całkiem nieznanych mi ludzi, ktorzy mogą być dla
                niego niedobrzy. To znacznie wieksze ryzyko niz przy adopcji - bo
                rodzice adopcyjni sa badani, szkoleni, a tu dziecko dostaje się
                temu, co za nie zapłaci. Równie dobrze mogłabym na targu sprzedac
                już urodzone dziecko...
                • jagandra Re: In vitro, a właściwie... 04.03.08, 10:23
                  Turbomini, chyba nie chodzi o to, że ktokolwiek przedkłada in vitro nad naturalne poczęcie. Tylko że niektóre, a nawet - jak piszesz - większość osób traktuje zarodki jako własne potencjalne dzieci. I przecież to ich prawo, ich zarodki.
                  Też jestem za tym, by wykonywać in vitro tylko, gdy jest konieczne. Ale chyba rzadko bywa inaczej? Na tę możliwość decydują się naprawdę zdeterminowane pary, choćby ze względu na koszt.
                  Wcześniej wydawało mi się, że nie gra roli, co by się stało z moimi zarodkami, ale po zastanowieniu - nie wiem. A komórki jajowe? Bo chyba bym mogła oddać, gdybym wiedziała, że mam ich dużo i dobrej jakości i gdybym wierzyła, że cała ta stymulacja hormonalna mi nie zaszkodzi (w co nie wierzę, ale to już nie jest kwestia moralna). Na takiej samej zasadzie, jak mogłabym oddać krew czy szpik.
                  Jeszcze mi się tu nasuwa problem kontroli płodności. Wysoce skuteczne metody antykoncepcyjne powodują chyba złudzenie, że możemy w pełni panować nad swoim życiem, kontrolować, planować, a przecież nigdy nie jest do końca tak. No i z jednej strony dobrze móc podejmować decyzje odnośnie posiadania lub nieposiadania dzieci w określonym czasie, a z drugiej strony im więcej możliwości podejmowania takich decyzji, tym więcej nowych problemów i starych tak naprawdę rozczarowań (plany szlag trafia). Nie jestem oczywiście przeciw antykoncepcji ani in vitro, tylko tak sobie rozmyślam ;)
                  • falafala Re: In vitro, a właściwie... 05.03.08, 14:26
                    Wiele rzeczy co maja takie czy inne rozwiazanie, staje sie problematyczne. Tak
                    samo sprawy poczecia jak i sprawy zakonczenia zycia, z medycznego punktu
                    widzenia sa tak rozwiazane ze powstaja nastepne problemy.
                    Verdena uwaza, ze adopcja jest lepsza od oddania zarodka, a ja uwazam ze na
                    takim samym poziomie bo jezeli ktos decyduje sie na ciaze to nie dla swojego
                    widzimisie. Tu moze nie ma grupy psychologow przed wszczepieniem, ale droga do
                    in vitro jest dluga i skaplikowana, ktos kto decyduje sie na obcy zarodek, nie
                    ma mozliwosci "stworzenia" wlasnego.
                    To co uwazamy w danym momencie na jakis temat wynika tylko z naszego neutralnego
                    pogladu, duzo inaczej czlowiek zaczyna sie patrzyc gdy problem, invitro,
                    aborcji, etanazji itd zaczyna dotyczyc jego osobiscie.
                    Jednak z mojego punktu widzenia trudno mi zrozumiec postawe kolezanki
                    przedkladajacej zamrozone zarodku (moze juz uszkodzone???) nad normalne
                    poczecie, jezeli jest takie mozliwe, duzo bezpieczniejsze, duzo tansze i duzo
                    pewniejsze.
                    • jagandra Re: In vitro, a właściwie... 06.03.08, 15:36
                      Ja też mam mieszane odczucia. Nie brałam też pod uwagę, że zarodki mogą być uszkodzone. Tak ogólnie wolałabym naturalne poczęcie - w końcu mało prawdopodobne, skoro konieczne było in vitro, ale nie niemożliwe, bo po okresie ciąży, karmienia piersią coś mogło drgnąć w gospodarce hormonalnej. A z drugiej strony - te zarodki.
                      • turbomini Re: In vitro, a właściwie... 09.03.08, 23:08
                        No właśnie. Moja pani ginekolog twierdzi (nie tylko zresztą ona), że po
                        pierwszym dziecku ogólnie poprawia się w wielu przypadkach płodność pary i
                        szansa na zajście w ciążę wzrasta. Ale jak sama mówisz, jagandro, "z drugiej
                        strony te zarodki", a ma je zamrożone większość par, która zdecydowała się na in
                        vitro. Usługa zamrożenia zarodków to koszt ok. 1000 zł i niższy koszt kolejnego
                        in vitro. To również szansa dla tych par, którym w przyszłości być może nie uda
                        się po raz wtóry wyprodukować żadnych komórek rozrodczych. A dla lekarzy to
                        jakby nie było także dodatkowy zarobek i gwarancja, że para będzie jest
                        potencjalnie gotowa na kolejne (kosztowne) in vitro. Dlatego mi przede wszystkim
                        wydaje się wątpliwy już sam kriotransfer, przynajmniej na obecnym etapie rozwoju
                        medycyny. Ciąża naturalna ma większą szansę na pomyślność, in vitro z
                        kriotransferu niekoniecznie musi być pomyślne. Być może decydując się na
                        antykoncepcję lub starając się nie zajść w ciążę (bo tak wyobrażam sobie
                        zabezpieczenie się przed potencjalną ciążą naturalną)para pozbawia się szansy na
                        dziecko w ogóle.
Pełna wersja