poród rodzinny

12.03.08, 13:15
wiem, że taki temat na tym forum może zdziwić, ale oglądałam dzisiaj fragment Pytania na śniadanie w dwójce i pewna wypowiedź po prostu mnie rowaliła. Rozmwiali właśnie na temat takich porodów, kto za, kto przeciw itp, itd. Wypowiadał sie też aktor Emilian Kamiński, mówił o porodach swojej żony. Nie dość, że walnął tekst, że gdyby był kobietą to "rodziłby co roku, tylko że ten ból jest jednak za duży" czy coś w tym stylu, to oczywiście wspominał jak to on był przy obu porodach no i walnął coś takiego, że Murzyni "przejmują ten ból z kobiety na siebie, kobieta rodzi w jednej chacie a meżczyzna w drugiej ten ból przejmuje. Ja byłem razem z zoną..." I pomyślałam sobie w tej chwili: taa, i pewnie czułeś ten sam ból co ona prawda?
Ja wiem, że w niektórych plemionach czy to afrykańskich czy indiańskich kobieta rodzi a mężczyzna odczuwa ból bardzo mocno, moze to jakaś autosugestia. Ale ględzenie o "przejmowaniu bólu porodowego na siebie" przez faceta to jest taki kretynizm, że az skręca.
Porody rodzinne są potrzebne, czasem po to żeby facet mógł interweniować kiedy lekarze lekceważą rodzącą a ona sama nie ma siły, ale na litość boską, niech oni nie bredzą takich rzeczy....
    • goblin.girl Re: poród rodzinny 12.03.08, 14:59
      chodziło pewnie o rytuał kuwady, tzw. męskiego porodu, kiedy kobieta rodziła na
      osobnosci, a mężczyzna kładł sie do łóżka i w otoczeniu rodziny "odgrywał" scenę
      porodu. moze i niektórzy dzięki autosugestii i "zaangazowaniu" mieli jakieś
      fizycznie odczucia, ale w życiu nie uwierze, że taka szopka w czymkolwiek
      pomagała kobiecie.
      • bri Re: poród rodzinny 12.03.08, 15:18
        Jeśli kobieta wierzyła, że jej to pomoże, to mogło jej faktycznie
        pomagać.

        Mi się zrobiło lepiej jak mąż zjawił się na porodówce.
        • paskudek1 Re: poród rodzinny 12.03.08, 16:03
          no i fajnie, po to jest poród rodzinny. Ale raczej wątpię by mażonek
          bredził coś ta temat "daj kochanie swój ból, wezmę go na siebie" :)??
          • bri Re: poród rodzinny 12.03.08, 16:58
            Nie, on w ogóle rzadko bredzi. Z tego co napisałaś wynika, że
            Kamiński też sobie nie przypisywał mocy przejmowania bólu swojej
            rodzącej żony, a tylko sama to sobie dopowiedziałaś.
      • saszenka2 Re: poród rodzinny 14.03.08, 22:32
        goblin.girl napisała:

        > chodziło pewnie o rytuał kuwady, tzw. męskiego porodu, kiedy
        kobieta rodziła na
        > osobnosci, a mężczyzna kładł sie do łóżka i w otoczeniu
        rodziny "odgrywał" scen
        > ę
        > porodu. moze i niektórzy dzięki autosugestii i "zaangazowaniu"
        mieli jakieś
        > fizycznie odczucia, ale w życiu nie uwierze, że taka szopka w
        czymkolwiek
        > pomagała kobiecie.
        >
        Partner przy porodzie może wspierać swoją obecnością, ale ból
        pozostaje bólem i mężczyzna może go poczuć za pomocą utosugestii.
        Niestety, takie głupoty często można usłyszeć w telewizji/radiu.
    • dzioucha_z_lasu Re: poród rodzinny 13.03.08, 10:36
      "Bo mój mąż miał kiedyś zapalenie pęcherza, to ja wiem co to za
      ból"...
      :-D
    • maga_luisa Re: poród rodzinny 13.03.08, 11:05
      "Porody rodzinne są potrzebne, czasem po to żeby facet mógł interweniować kiedy
      lekarze lekceważą rodzącą a ona sama nie ma siły,"

      Najlepsze uzasadnienie sensu obecności ojca przy porodzie jakie słyszałam :-/
    • bossavn Re: poród rodzinny 15.03.08, 14:21
      dziwna moda przyszła na te porody rodzinne... kiedyś byłam za...ale mąż
      oglądający mimowolne wydalanie kału czy rozcinanie krocza żony przy porodzie?
      Naprawde...metafizyczne doznanie....
      • paskudek1 Re: poród rodzinny 17.03.08, 13:48
        ja nadal jestem za, pod pewnymi warunkami oczywioście. Po pierwsze facet musi poznać dobrze cały mechanizm porodu. Pamiętam jak chodziliśmy do szkoły rodzenia i połozna prowadząca zajęcia powiedziała do panów, żeby nie przejmowali się, jak żona nagle zacznie im wymyślac i wyzywać:) i zeby się rpzypadkiem nie obrażali. Poza tym mąż wcale nie mjsi oglądać porodu od tej samej strony co lekarz. Wystarcyz że jest blisko kobiety, wspiera ją, trzyma za rękę i pozwala np. ugryźć się w palec żeby jej ulzyło:) Ale w życiu nie uwierzę, że najbardziej empatyczny i kochający mąż jest w stanie "przejąć ból" na siebie:). Za to doskonale nadaje się do zrobienia solidnego rabanu, kiedy lekarze olewają pacjentkę a coś się dzieje nie tak. Albo później, niestety, jako świadek...
      • goblin.girl Re: poród rodzinny 17.03.08, 14:19
        Po pierwsze, jak już zauważono, maż moze zajać miejsce przy głowie rodzącej, tam
        się przyda o wiele bardziej niż przy jej kroczu. Po drugie, fizjologia jest
        fizjologia i nie chodzi o to, zeby zaprzeczać jej istnieniu w odniesieniu do
        partnera, tylko żeby przechodzic nad nią do porzadku dziennego, bo to zadne
        wielkie halo nie jest.
        A gdyby Twój partner był chory, unieruchomiony w łożku, podałabys mu basen?
        Takie rzeczy się po prostu robi i nie deliberuje nad metafizycznymi doznaniami,
        bo one akurat guzik są ważne. Przysiega małżeńska zawiera skadinąd ładną
        formułkę "w zdrowiu i w chorobie" - ciąża i poród nie są oczywiscie chorobą, ale
        powodują pewne sytuacje, kiedy ta formułka jest jak najbardziej na miejscu.
        Takie jest moje zdanie i nikomu go nie narzucam. Jeśli ktoś chce postrzegać
        partnera/partnerkę jako swiętą, metafizyczną istotę, która nie ma fizjologii i
        przenigdy nie korzysta z toalety, to niech sobie wierzy, w co chce.
        • czarny.kot997 Re: poród rodzinny 17.03.08, 15:11
          mialam napisac dokladnie to samo, ale jako, ze zostalam uprzedzona, to tylko sie pod powyzsza wypowiedzia podpisze "wszystkimi recami" :)
        • triss_merigold6 Re: poród rodzinny 17.03.08, 15:51
          IMO najlepsze co mąż może zrobić dla rodzącej to opłacić jej
          znieczulenie i pojedynczą salę poporodową oraz wziąć kilka dni
          urlopu po powrocie kobiety ze szpitala.
          Moja wersja porodu rodzinnego nie przewidywała obecności męża w II,
          finalnej, fazie porodu ani podczas zabiegów typu przebijanie
          pęcherza plodowego. Dlaczego? Ponieważ nie miałam ochoty być
          oglądana w takiej sytuacji przez nikogo poza personelem medycznym.
          Owszem fizjologia jest naturalna ale nie widzę powodu, żeby dzielić
          się widokami których sama nie chciałabym oglądać.
          Byc może mężczyzna jest przydatny podczas wielogodzinnego porodu na
          żywca, jesli ktoś chce mieć takie atrakcje to jego sprawa.
          • ibelin26 Re: poród rodzinny 18.03.08, 14:03
            mądrze prawisz
          • goblin.girl Re: poród rodzinny 18.03.08, 15:41
            triss_merigold6 napisała:

            > IMO najlepsze co mąż może zrobić dla rodzącej to opłacić jej
            > znieczulenie i pojedynczą salę poporodową oraz wziąć kilka dni
            > urlopu po powrocie kobiety ze szpitala.

            moim zdaniem kobieta może sobie opłacić to sama, nie oglądając sie na faceta ;)
            ale tak naprawdę liczy sie tylko to, w jakiej sytuacji kobieta czuje się
            komfortowo i najlepsze, co moze zrobic mezczyzna, to sie dostosowac :) Mnie
            osobiście bardziej stresowałaby sytuacja: ja sam na sam z personelem medycznym,
            badź co badź obcymi ludźmi. A obecnosć meża mnie nie przeraża, widział mnie już,
            kiedy bylam chora i cierpiąca, przynajmniej wiem, ze mogę na niego liczyc. Ale
            każdy niech robi, jak uważa.
            • saszenka2 Re: poród rodzinny 20.03.08, 00:10
              goblin.girl napisała:

              > triss_merigold6 napisała:
              >
              > > IMO najlepsze co mąż może zrobić dla rodzącej to opłacić jej
              > > znieczulenie i pojedynczą salę poporodową oraz wziąć kilka dni
              > > urlopu po powrocie kobiety ze szpitala.
              >
              > moim zdaniem kobieta może sobie opłacić to sama, nie oglądając sie
              na faceta ;)
              > ale tak naprawdę liczy sie tylko to, w jakiej sytuacji kobieta
              czuje się
              > komfortowo i najlepsze, co moze zrobic mezczyzna, to sie
              dostosowac :) Mnie
              > osobiście bardziej stresowałaby sytuacja: ja sam na sam z
              personelem medycznym,
              > badź co badź obcymi ludźmi. A obecnosć meża mnie nie przeraża,
              widział mnie już
              > ,
              > kiedy bylam chora i cierpiąca, przynajmniej wiem, ze mogę na niego
              liczyc. Ale
              > każdy niech robi, jak uważa.
              >

              W ciężkich chwilach wolę, by był przy mnie ktoś bliski, kto wspiera,
              a komu ufam. To daje psychiczne wsparcie, a poza tym partner przy
              porodzie lub w przychodni zawsze może narobić rabanu, gdy jego
              partnerka nie umie ustać na nogach np. z powodu wysokiej gorączki.
Pełna wersja