senta.fa
01.04.08, 01:02
Pytań kilka do feministek. Proszę o rzeczową dyskusję.
1. Czy kobiety podlegają KIEDYKOLWIEK takiej dyskryminacji, jak mężczyźni w
związku z obowiązkiem służby wojskowej?
Nie muszę chyba tłumaczyć, jak duży może to stanowić problem dla normalnego
człowieka, który raczej widziałby siebie z książką aniżeli z karabinem. Rzecz
jasna mam tu na myśli dyskryminację, która może być zlikwidowana poprzez
stworzenie lepszego prawa. Nie mam W TYM PUNKCIE na myśli rzeczy wynikających
z kultury czy biologii, bo powątpiewałbym, czy prawo może je regulować.
2. Czy zauważacie zmiany na lepsze oceniając sytuację kobiet -
przedstawicielek pokolenia obecnych dwudziesto-, trzydziestolatków w
porównaniu z sytuacją ich matek?
3. Na czym opiera się idea, że kobiety są bardziej dyskryminowane od mężczyzn?
Dlaczego ignorujecie przestrzenie, w których to mężczyźni są dyskryminowani
(chociażby kwestia bycia ojcem po rozwodzie)?
4. Co w ogóle oznacza problem "kulturowej" i "społecznej" dyskryminacji kobiet
(tzn narzucania pewnych ról wynikających z płci) w sytuacji, gdy problem ten
dotyczy obu płci w co najmniej równym stopniu (o tym za chwilę)? Czy
dostrzegacie wymagania i oczekiwania, jakie społeczeństwo ma względem
mężczyzn? Czy dostrzegacie to, w jakim stopniu społeczeństwo stara się
mężczyzn urabiać (niestety, przeważnie z dobrym skutkiem - wiem po sobie)?
5. Czy Waszym zdaniem nie jest tak, że OBECNIE kobieta ma większe możliwości
manewru, jeśli chodzi o odgrywanie ról przypisywanych tradycyjnie ze względu
na płeć? Czy mężczyzna zajmujący się dzieckiem nie jest przypadkiem mniej
akceptowany społecznie od kobiety wykonującej ktoryś z tzw. męskich zawodów?
6. Abstrahując od sytuacji prawnej: czy waszym zdaniem męzczyzna powinien mieć
w miarę znaczący głos w przypadku, gdy kobieta chce - jak to często się
określa - "usunąć płód" (mówiąc po ludzku: przerwać nowe życie) jego
autorstwa? Rzecz jasna w przypadku, gdy akt płciowy był ich wspólną decyzją.
7. Pytanie bonusowo-deserowe, pewnie najtrudniejsze z całego quizu. Co u
diabła ma zrobić mężczyzna, gdy otrzyma od (slabszej fizycznie od siebie)
kobiety cios z otwartej w facjatę (tzw. liść tudzież plaskacz)?
-------------------------------------------------------------------
PS Oczywiście wszelkie Wasze wjazdy na moje rzekome kompleksy i tym podobne
będę traktował jako dyskryminację ze względu płeć. Podobnie będę traktował
wszelkie nazewnictwo typu: ciota, mięczak, frajer itp.
W rzeczywistości jestem dużym, pewnym siebie i nieźle radzącym sobie w życiu
mężczyzną, któremu jednak wbrew wszystkiemu zdarza się myśleć (ściślej: oddaję
się refleksjom i obszernym lekturom, za co byłem niejednokrotnie wysmiewany,
poniżany).
PPS Prosiłbym również o powstrzymanie się od nic nie wnoszących komentarzy, bo
napisanie tego tekstu chwilę mi zajęło (starałem się). To proste: chcesz wziąć
udział w dyskusji - zapraszam, nie chcesz - forum gazety ma wystarczająco dużo
innych wątków.
PPPS Prosiłbym dla porządku o rozważne i przejrzyste cytowanie mojej
wypowiedzi w przypadku, gdyby ktoś zechciał odpowiedzieć na moje pytania -
jest ona długa, a wątek dobrze by było, żeby był czytelny. Proszę pominąć w
cytacie post scripta i odpowiadać na pytania kolejno, z zachowaniem numeracji.
Z poważaniem,
Tadeusz, lat 23