Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo.

01.04.08, 01:02
Pytań kilka do feministek. Proszę o rzeczową dyskusję.

1. Czy kobiety podlegają KIEDYKOLWIEK takiej dyskryminacji, jak mężczyźni w
związku z obowiązkiem służby wojskowej?

Nie muszę chyba tłumaczyć, jak duży może to stanowić problem dla normalnego
człowieka, który raczej widziałby siebie z książką aniżeli z karabinem. Rzecz
jasna mam tu na myśli dyskryminację, która może być zlikwidowana poprzez
stworzenie lepszego prawa. Nie mam W TYM PUNKCIE na myśli rzeczy wynikających
z kultury czy biologii, bo powątpiewałbym, czy prawo może je regulować.

2. Czy zauważacie zmiany na lepsze oceniając sytuację kobiet -
przedstawicielek pokolenia obecnych dwudziesto-, trzydziestolatków w
porównaniu z sytuacją ich matek?

3. Na czym opiera się idea, że kobiety są bardziej dyskryminowane od mężczyzn?
Dlaczego ignorujecie przestrzenie, w których to mężczyźni są dyskryminowani
(chociażby kwestia bycia ojcem po rozwodzie)?

4. Co w ogóle oznacza problem "kulturowej" i "społecznej" dyskryminacji kobiet
(tzn narzucania pewnych ról wynikających z płci) w sytuacji, gdy problem ten
dotyczy obu płci w co najmniej równym stopniu (o tym za chwilę)? Czy
dostrzegacie wymagania i oczekiwania, jakie społeczeństwo ma względem
mężczyzn? Czy dostrzegacie to, w jakim stopniu społeczeństwo stara się
mężczyzn urabiać (niestety, przeważnie z dobrym skutkiem - wiem po sobie)?

5. Czy Waszym zdaniem nie jest tak, że OBECNIE kobieta ma większe możliwości
manewru, jeśli chodzi o odgrywanie ról przypisywanych tradycyjnie ze względu
na płeć? Czy mężczyzna zajmujący się dzieckiem nie jest przypadkiem mniej
akceptowany społecznie od kobiety wykonującej ktoryś z tzw. męskich zawodów?

6. Abstrahując od sytuacji prawnej: czy waszym zdaniem męzczyzna powinien mieć
w miarę znaczący głos w przypadku, gdy kobieta chce - jak to często się
określa - "usunąć płód" (mówiąc po ludzku: przerwać nowe życie) jego
autorstwa? Rzecz jasna w przypadku, gdy akt płciowy był ich wspólną decyzją.

7. Pytanie bonusowo-deserowe, pewnie najtrudniejsze z całego quizu. Co u
diabła ma zrobić mężczyzna, gdy otrzyma od (slabszej fizycznie od siebie)
kobiety cios z otwartej w facjatę (tzw. liść tudzież plaskacz)?

-------------------------------------------------------------------
PS Oczywiście wszelkie Wasze wjazdy na moje rzekome kompleksy i tym podobne
będę traktował jako dyskryminację ze względu płeć. Podobnie będę traktował
wszelkie nazewnictwo typu: ciota, mięczak, frajer itp.
W rzeczywistości jestem dużym, pewnym siebie i nieźle radzącym sobie w życiu
mężczyzną, któremu jednak wbrew wszystkiemu zdarza się myśleć (ściślej: oddaję
się refleksjom i obszernym lekturom, za co byłem niejednokrotnie wysmiewany,
poniżany).

PPS Prosiłbym również o powstrzymanie się od nic nie wnoszących komentarzy, bo
napisanie tego tekstu chwilę mi zajęło (starałem się). To proste: chcesz wziąć
udział w dyskusji - zapraszam, nie chcesz - forum gazety ma wystarczająco dużo
innych wątków.

PPPS Prosiłbym dla porządku o rozważne i przejrzyste cytowanie mojej
wypowiedzi w przypadku, gdyby ktoś zechciał odpowiedzieć na moje pytania -
jest ona długa, a wątek dobrze by było, żeby był czytelny. Proszę pominąć w
cytacie post scripta i odpowiadać na pytania kolejno, z zachowaniem numeracji.

Z poważaniem,

Tadeusz, lat 23
    • muszek0 Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 01:35
      senta.fa napisała:

      > Pytań kilka do feministek. Proszę o rzeczową dyskusję.
      >
      > 1. Czy kobiety podlegają KIEDYKOLWIEK takiej dyskryminacji, jak
      mężczyźni w
      > związku z obowiązkiem służby wojskowej?

      feministka pewnie odpowie wymijajaco: jestesmy za wojskiem zawodowym
      a poza tym temat był walkowany setki razy

      > 2. Czy zauważacie zmiany na lepsze oceniając sytuację kobiet -
      > przedstawicielek pokolenia obecnych dwudziesto-, trzydziestolatków
      w
      > porównaniu z sytuacją ich matek?

      feministka odpowie: to własnie zasługa feministek
      > 3. Na czym opiera się idea, że kobiety są bardziej dyskryminowane
      od mężczyzn?
      > Dlaczego ignorujecie przestrzenie, w których to mężczyźni są
      dyskryminowani
      > (chociażby kwestia bycia ojcem po rozwodzie)?

      feministka odpowie: to mężczyxni uciekaja od kobiet i dzieci
      > 4. Co w ogóle oznacza problem "kulturowej" i "społecznej"
      dyskryminacji kobiet
      > (tzn narzucania pewnych ról wynikających z płci) w sytuacji, gdy
      problem ten
      > dotyczy obu płci w co najmniej równym stopniu (o tym za chwilę)?
      Czy
      > dostrzegacie wymagania i oczekiwania, jakie społeczeństwo ma
      względem
      > mężczyzn? Czy dostrzegacie to, w jakim stopniu społeczeństwo stara
      się
      > mężczyzn urabiać (niestety, przeważnie z dobrym skutkiem - wiem po
      sobie)?

      feministka odpowie: juz w przedszkolu karzą dziewczynkom bawic się
      lalkami
      > 5. Czy Waszym zdaniem nie jest tak, że OBECNIE kobieta ma większe
      możliwości
      > manewru, jeśli chodzi o odgrywanie ról przypisywanych tradycyjnie
      ze względu
      > na płeć? Czy mężczyzna zajmujący się dzieckiem nie jest
      przypadkiem mniej
      > akceptowany społecznie od kobiety wykonującej ktoryś z tzw.
      męskich zawodów?

      feministka odpowie: mężczyzna opiekujący się dzieckiem jest
      nowoczesny i nie ma w tym nic niemęskiego
      > 6. Abstrahując od sytuacji prawnej: czy waszym zdaniem męzczyzna
      powinien mieć
      > w miarę znaczący głos w przypadku, gdy kobieta chce - jak to
      często się
      > określa - "usunąć płód" (mówiąc po ludzku: przerwać nowe życie)
      jego
      > autorstwa? Rzecz jasna w przypadku, gdy akt płciowy był ich
      wspólną decyzją.

      feministka odpowie: ręce precz od mej macicy, nikt nie może
      dysponować moim ciałem
      > 7. Pytanie bonusowo-deserowe, pewnie najtrudniejsze z całego
      quizu. Co u
      > diabła ma zrobić mężczyzna, gdy otrzyma od (slabszej fizycznie od
      siebie)
      > kobiety cios z otwartej w facjatę (tzw. liść tudzież plaskacz)?

      feministka odpowie: to kobiety są maltretowane w związkach i
      przytoczy odpowiednie statystyki
      > -------------------------------------------------------------------

      teraz mój ps
      moje odpowiedzi oprałem na lekturze tego forum i myślę, że sprawdzą
      się z dużym prawdopodobieństwiem. jestem mężczyzną, ale ciebie nie
      można jednoznacznie okreslić. logujesz się jako kobieta. podpisujesz
      jako tadeusz.
      kurcze... może do jakiegoś psychoanalityka bys się wybrał...
      • senta.fa Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 01:44
        > logujesz się jako kobieta. podpisujesz jako tadeusz.
        > kurcze... może do jakiegoś psychoanalityka bys się wybrał...

        Okay. Ty piszesz jako mężczyzna, odpowiadasz na pytania skierowane do
        feministek. Idziemy razem?
    • bene_gesserit Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 02:41
      Mi sie nie chce tlumaczyc ci podstaw ideolo.
      To jest wszystko w ksiazkach, a jesli chcesz miec w piguleczce, to
      polecam anglojezyczna Wiki z linkami.

      Rozumiem twoja chec pojscia na skroty i otrzymania paru odpowiedzi,
      skad jednak bedziesz mial pewnosc, ze one rzeczywiscie
      odzwierciedlaja podstawy ruchu feministycznego, a nie prywatne i
      pozaideologiczne poglady forumowiczek?
      Chyba ze o to chodzi.
    • piekielnica1 Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 08:09
      > W rzeczywistości jestem dużym, pewnym siebie i nieźle radzącym
      > sobie w życiu mężczyzną, któremu jednak wbrew wszystkiemu zdarza
      > się myśleć (ściślej: oddaję się refleksjom i obszernym lekturom,
      > za co byłem niejednokrotnie wysmiewany, poniżany).

      Wyszydzaly cie feministki?
      Bo wszystkie inne zagadnienia poruszane w twoim watku byly na tym
      forum przewalkowane wielokrotnie.
      • stephen_s Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 08:32
        > Bo wszystkie inne zagadnienia poruszane w twoim watku byly na tym
        > forum przewalkowane wielokrotnie

        Co nie znaczy, że nie mogłabyś na nie odpowiedzieć :)))

        Matko, ludzie! Narzekacie na ilość trolli na tym forum - a teraz
        pojawia się raz ktoś, kto zadaje konkretne pytania, a go
        spławiacie... To czym ma być to forum? Kółkiem wzajemnej adoracji?

        Nie pierwszy raz to tu widzę (patrz: Mariusz_Bolek i jak został
        objechany za bardzo kulturalne pytania) i mnie to zaczyna martwić...
        • nekomimimode Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 08:39
          nie podskakuj stefcio :P
          • stephen_s Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 08:40
            A podskoczę! Co mi tam :)
            • nekomimimode Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 08:48
              kawę powylewasz ;)
              a pozatym rzeczywiście odpisz może sam najpierw ;)
        • kropka_bordo Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 08:43
          no to Stefcio, do roboty, odpisz koledze. Tylko pamiętaj o wszystkich
          pouczeniach dotyczących zachowania się w tym wątku...
          • stephen_s Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 08:48
            Jeden problem: jestem w pracy i nie mam czasu :)
            • piekielnica1 Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 08:54
              > Jeden problem: jestem w pracy i nie mam czasu :)

              A fe, pracodawce wykorzystujesz niecnie, masm nadzieje, ze nie
              budzetowego!
              Ja jestem w domu ale tez mocno zajeta, a autor watku zaciekawil mnie
              tylko tym ponizaniem, bo chyba feministki nie preferuja osobnikow
              lezacych przed TV z puszka piwa, tylko tych bardziej oczytanych na
              przyklad.
        • kocia_noga Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 09:33
          stephen_s napisał:


          >
          > Matko, ludzie! Narzekacie na ilość trolli na tym forum - a teraz
          > pojawia się raz ktoś, kto zadaje konkretne pytania, a go
          > spławiacie...

          Oprócz konkretnych pytań przedstawił swoją wizję feministek w
          postskrypcie.Tak sobie nas wyobraża.Na rzeczowe i skrótowe
          odpowiedzi muszka czy misia - rzuca do niego hasło : "idziemy
          razem?" znaczy na bój z nami.
          Domyslam sie,ze pytania miały być w intencji pytającego
          bardzo 'podchwytliwe'.
          No i owszem, mozna było mu rzucić linka do wikipedii, jesli sam nie
          chce znaleźć, ale już wykazał,że zainteresowany jest walką z
          wrogiem, nie dyskusją ani szlachetną wola poznania.
          • kocia_noga Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 09:44
            Intencje są nawet w tytule wątku - 'proszę rzeczowo'.
            Jednym słowem: proszę o informacje,jednocześnie ubliżając.
            To takie : "przepraszam pana, która godzina,tylko żeby pan nie
            seplenił, posiadał zegarek pomimo nędzarskiego wyglądu, nie
            przyczepił się potem do mnie z pedalskimi zapędami i ładnie
            pachniał".
            • sir.vimes Kocia, masz rację 01.04.08, 09:57
              ale co ci szkodzi odpowiedzieć ;)

              Ja np. ciekawa jestem jakaż to rzeczowa dyskusja ma powstać z odpowiedzi na te
              pytania.
          • senta.fa Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 11:00
            > Oprócz konkretnych pytań przedstawił swoją wizję feministek w
            > postskrypcie.

            Przedstawił wizję ludzi w ogólności.

            > "idziemy razem?" znaczy na bój z nami.

            Paranoję chyba masz... on mnie skierował do psychoanalityka. Spytałem, czy
            idziemy razemy do niego.

            > walką z wrogiem

            To Ty powiedziałaś. Ja chciałem uzyskać odpowiedzi na pewne pytania, które mi
            się nasuwają w związku z feminizmem. Ale jak widzę podchodzisz tak bezkrytycznie
            do swojej ideologii, że Cię to przerasta. Każdy kto wyraża wątpliowści jest
            wrogiem. Gratuluję. Żeby nie było, że to zarzut w stosunku do feministek - to
            zarzut w stosunku do wyznawców ideologii. Jakiej, nieważne - to tylko kolor.
            • kocia_noga Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 15:35
              senta.fa napisała:

              > Przedstawił wizję ludzi w ogólności.

              Tym gorzej.



              > Paranoję chyba masz... on mnie skierował do psychoanalityka.
              Spytałem, czy
              > idziemy razemy do niego.

              Ok.Ale co do tego ma paranoja?




              > > walką z wrogiem
              >
              > To Ty powiedziałaś. Ja chciałem uzyskać odpowiedzi na pewne
              pytania, które mi
              > się nasuwają w związku z feminizmem.

              I na wstępie wyraziłeś swoje oczekiwania - nieprzyjazne.


              Ale jak widzę podchodzisz tak bezkrytyczni
              > e
              > do swojej ideologii, że Cię to przerasta. Każdy kto wyraża
              wątpliowści jest
              > wrogiem. Gratuluję.

              Nie za daleko wyciągnięte wnioski? Czyżbyś był opętanym ideologią
              fanatykiem?


      • senta.fa Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 11:40
        > Wyszydzaly cie feministki?

        Nie... moja humanistyczna strona osobowości (mimo, że zawodowo jestem "ścisły")
        była wyśmiewana głównie przez mężczyzn akurat.

        Kobiety, rzecz jasna, również mnie wyszydzały i obśmiewały. Szczególnie w liceum
        i z początkiem studiów, potem jakoś to ustało. Ale nie wiem, czy były to
        feministki, bo nie umiem jeszcze tak sprawnie odróżniać feministek od
        niefeministek (nie-feministek? jak to się pisze?)

        Teraz akurat, jeśli spotykam się z atakami tego typu, to głównie ze strony
        mężczyzn, ale to wtedy gasi się takiego mężczyznę sprytnym tekstem lub też
        maskuje się rodzaj grożby i się raczej przymyka.

        Uwaga natury ogólnej: bycie feministką nie podlega wartościowaniu binarnemu,
        zero-jedynkowemu. Znam wiele kobiet o rozmaitych poglądach. Jeśli mówię
        feministka, to mam na myśli wyznawczynię ideologii na zasadach religii. Nie
        lubię takich ludzi, niezależnie od koloru flagi. Czarny, czerwony, zielony,
        czarno-czerwony, tęczowy, moro i nie wiem jaki jeszcze (feministki jaki mają
        kolor?)... to są tylko kolory.

        A wyznawca UPR-u, feministka, socjalista i "walczący" gej mają ze sobą tyle
        wspólnego, że nawet sobie sprawy nie zdają. Dla mnie są sobie równi, w każdym
        razie co do wartości bezwględnej ;)
        • sir.vimes Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 11:44
          > zero-jedynkowemu. Znam wiele kobiet o rozmaitych poglądach. Jeśli mówię
          > feministka, to mam na myśli wyznawczynię ideologii na zasadach religii. Nie
          > lubię takich ludzi, niezależnie od koloru flagi. Czarny, czerwony, zielony,
          > czarno-czerwony, tęczowy, moro i nie wiem jaki jeszcze (feministki jaki mają
          > kolor?)... to są tylko kolory.
          >
          > A wyznawca UPR-u, feministka, socjalista i "walczący" gej mają ze sobą tyle
          > wspólnego, że nawet sobie sprawy nie zdają. Dla mnie są sobie równi, w każdym
          > razie co do wartości bezwględnej ;)

          To w jakim celu rozpocząłeś dyskusję?
          • senta.fa Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 11:55
            Ciekawość świata i ludzi, mój chłopcze. Z przedstawicielami religii, której
            kapłanem jest p. Janusz Korwin-Mikke też lubię (od czasu do czasu)
            przedyskutować parę spraw.
            • sir.vimes Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 12:09
              trudno jest prowadzić rzeczową dyskusję z ludźmi do których z założenia jesteś
              uprzedzony.

              Chyba, ze chcesz walczyć z własnymi uprzedzeniami a to się chwali, moja panno.
        • miang Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 13:37
          > Uwaga natury ogólnej: bycie feministką nie podlega wartościowaniu binarnemu,
          > zero-jedynkowemu. Znam wiele kobiet o rozmaitych poglądach. Jeśli mówię
          > feministka, to mam na myśli wyznawczynię ideologii na zasadach religii. Nie

          sprzeczność czy co?
          • senta.fa Tak, wkradła się sprzeczność. 01.04.08, 13:44
            Tak, wkradła się sprzeczność. Tak to jest, jak się pisze na szybko. Chodziło mi
            o to, że rzeczywiście feminizmem można nazwać wiele postaw, ale ja używając
            słowa "feministka" mam akurat na myśli te bardziej skrajne postawy. Ok?
        • piekielnica1 Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 15:48
          > Uwaga natury ogólnej: bycie feministką nie podlega wartościowaniu
          > binarnemu, zero-jedynkowemu. Znam wiele kobiet o rozmaitych
          > poglądach. Jeśli mówię feministka, to mam na myśli wyznawczynię
          > ideologii na zasadach religii.

          O ile znam zycie to twoje wyobrazenie o feminizmie jest oparte na
          twoich subiektywnych wyobrazeniach, nie poparte ogolnie dostepna
          wiedza na temat ideii feminizmu i oczekiwan kobiet.

          > Nie lubię takich ludzi,
          > niezależnie od koloru flagi. Czarny, czerwony, zielony,
          > czarno-czerwony, tęczowy, moro i nie wiem jaki jeszcze
          > (feministki jaki mają kolor?)... to są tylko kolory.

          Wiesz, ze nie lubisz feministek, ale czy wiesz dlaczego?

          > A wyznawca UPR-u, feministka, socjalista i "walczący" gej mają ze
          > sobą tyle wspólnego, że nawet sobie sprawy nie zdają. Dla mnie są
          > sobie równi, w każdym razie co do wartości bezwględnej ;)

          Bo tak?
          Gratuluje wiedzy, a zwlaszcza ciekawosci swiata i "checi" jego
          poznania.


          • senta.fa Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 16:31
            > Wiesz, ze nie lubisz feministek, ale czy wiesz dlaczego?

            Widzisz, to nie jest dobre określenie "nie lubisz". Ani lubię, a nie lubię - zła
            kategoria. Rzeczywiście, mam krytyczny stosunek, ale nie tyle w stosunku do
            feministek, co w stosunku do organizacji tego typu generalnie (podałem
            przykłady). Z moich obserwacji wynika, że za każdą ideologią stoją te same
            metody, a wyznawcy są mniej więcej tacy sami. Mam naturę indywidualisty i takie
            też siłą rzeczy są moje zapatrywania na człowieka. Nie znoszę następujących
            rzeczy: organizacji, hierarchii, barw mundurowych, symboli, flag itp. Pewnie
            stoją za tym jakieś psychologiczne uprzedzenia. Może to jest jakaś odpowiedź na
            Twoje pytanie.

            A teraz już o feministkach w szczególności. Czemu dyksryminacja ze względu, nie
            tyle na płeć, co na bycie kobietą miałaby być specjalnie wyróżniona? A jest.
            Nawet o rasizmie czy rzucaniu w homoseksualistów kamieniami nie mówi się tyle,
            co o rzekomo niebywałej dyskryminacji kobiet. To nie jest sprawiedliwe.

            Żadna z Was nie odpowiedziała na pytanie nr 1, czyli o tak daleko posuniętą
            dyskryminację kobiet, co służba wojskowa wobec mężczyzn. Waszą odpowiedzią,
            której nota bene się spodziewałem, jest - uwaga, bo śmieszne - CIĄŻA.

            Możecie się zasłaniać jakąś enigmantyczną "wiedzą" i "literaturą" (pewnie jak
            znam życie większość z czasów, gdy kobiety rzeczywiście były dyksryminowane),
            ale na konkretne pytania nie umiecie odpowiedzieć, albo odpowiadacie bez sensu
            (w większości).
            • sir.vimes Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 16:33
              > Żadna z Was nie odpowiedziała na pytanie nr 1

              uzyskałeś odpowiedzi na swoej pierwsze pytanie.

              to, że ci się nie podobają - nie znaczy, że ich nie było.

              albo odpowiadacie bez sensu
              > (w większości).

              Bez sensu czyli nie tak jakbyś chciał?
            • piekielnica1 Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 02.04.08, 09:13
              > Widzisz, to nie jest dobre określenie "nie lubisz".
              > Ani lubię, a nie lubię - zła kategoria.

              Po pierwsze sam napisales, ze nie lubisz, wiec sam ponosisz
              odpowiedzialnosc za to jak jestes postrzegany

              > Nie znoszę następujących rzeczy:
              > organizacji, hierarchii, barw mundurowych, symboli, flag itp.

              No to co do tego maja feministki?, nie sa przeciez zrzeszone w
              militarne ani paramilitarne organizacje.

              > Czemu dyksryminacja ze względu, nie tyle na płeć,
              > co na bycie kobietą miałaby być specjalnie wyróżniona?

              Co to znaczy, bo nijak pojac nie potrafie?

              > Żadna z Was nie odpowiedziała na pytanie nr 1, czyli o tak daleko
              > posuniętą dyskryminację kobiet, co służba wojskowa wobec mężczyzn

              Nie bede powtarzac przedmowczyn, ale zapytam co feministki albo
              nawet kobiety maja do tego?
              Czy to one podejmowaly (nie mialy przeciez nigdy takiego prawa, a i
              dzisiaj wiekszosc parlamentarna to oczywiscie mezczyzni)
              decyzje o poborach, konfliktach i wojnach.
              To mezczyzni innym mezczyznom zgotowali ten los.

              Jeszcze jakies pytania?
    • sir.vimes Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 09:08
      > 1. Czy kobiety podlegają KIEDYKOLWIEK takiej dyskryminacji, jak mężczyźni w
      > związku z obowiązkiem służby wojskowej?

      Tak, podlegają.

      > 2. Czy zauważacie zmiany na lepsze oceniając sytuację kobiet -
      > przedstawicielek pokolenia obecnych dwudziesto-, trzydziestolatków w
      > porównaniu z sytuacją ich matek?

      W pewnych kwestiach na lepsze - w innych - na gorsze.

      > 3. Na czym opiera się idea, że kobiety są bardziej dyskryminowane od mężczyzn?
      > Dlaczego ignorujecie przestrzenie, w których to mężczyźni są dyskryminowani
      > (chociażby kwestia bycia ojcem po rozwodzie)?

      To sa dwa pytania.
      pierwsze: idea ta opiera się na obserwacji swiata realnego.
      drugie: feministki nie ignoruja dyskryminacji mężczyzn (także w kwestii bycia
      ojcem po rozwodzie- to feministki propaguja pomysł by mężczyźni po rozwodzie
      udzialali się jako ojcowie - dziwne, ze wiekszość z nich jednak nie chce)

      4 pytanie. (właciwie 3 pytania)
      na pierwsze (co oznacza...) odpowiedź zawarta jest w wielu publikacjach , które
      z pewnością przeczytałeś przed ujawnieniem się na forum.
      na drugie i trzecie: Dostrzegamy.

      5 pytanie:
      ogólnie tak jednak nie jest ale zależy od środowiska (w niektórych srodowiskach
      moze być tak jak piszesz)

      6. meżczyzna w takiej sytuacji, jeżeli nie porzucił/ nie został porzucony przez
      ciężarną w sposób naturalny, jako towarzysz życia, uczestniczy w jej życiu a
      więc też w decyzjach w ważkich sprawach. W normalnym związku taka decyzja nalezy
      do dwóch osób. Jeżeli związek nie istnieje - nie widzę powodu by kobieta
      kierowała sie zdaniem osoby z nią nie związanej. Oczywiście - mężczyzna może
      przekonywać ciężarną do swojego zdania (np. jeśli chce sam wychować dziecko a
      ona dzieka nie chce) ale nie widze opcji by mógł coś ciężarnej narzucić. Ciąża
      ostatecznie należy do ciężarnej.

      7. ma dokładnie te same możliwości co w sytuacji gdy uderzy go inny meżczyzna.
      Może np. zgłosić sie na policję, moze zerwać z agresorką znajomosć itp.









    • bri Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 09:26
      >1. Czy kobiety podlegają KIEDYKOLWIEK takiej dyskryminacji, jak
      mężczyźni w związku z obowiązkiem służby wojskowej?


      Tak. Kobiety rodzą dzieci, one muszą chodzić w ciąży, tylko one mogą
      karmić piersią i tylko one (przynajmniej w Polsce) muszą iść na
      macierzyński. Społeczeństwo piętnuje kobiety, które nie chcą mieć
      dzieci lub niewystarczająco dobrze się nimi opiekują.

      Odbębnisz wojsko i masz z głowy, poza tym łatwo tego uniknąć jeśli
      chcesz się uczyć. Urodzisz dziecko - bardzo prawdopodobne, że ta
      kwestia będzie wpływać na decyzje ewentualnych pracodawców przez
      długie lata.
      • senta.fa Nie wiem, co ma jedo z drugim wspólnego. 01.04.08, 10:54
        Nie wiem, co ma jedo z drugim wspólnego.

        1. Nie chcesz rodzić - nie rodzisz. To naprawdę daje się zrobić w XXI w. Ja nie
        mogę nie iść do wojska, bo to obowiązek. Macierzyństwo natomiast obowiązkowe nie
        jest.

        2. To, że kobiety rodzą dzieci, to nie jest wina złego prawa, żadni ludzie za
        tym nie stoją. Za obowiązkiem służby wojskowej stoi prawo, stoją konkretni
        ludzie, którzy mnie do czegoś zmuszają.

        Dziwne, że tak oczywiste rzeczy, trzeba tłumaczyć...

        Tak w ogóle:

        > poza tym łatwo tego uniknąć jeśli chcesz się uczyć

        Skąd Twoja pewność, że tak łatwo? Poza tym, samo latanie po komisjach i
        tłumaczenie się z różnych rzeczy tylko dlatego, że się jest męzczyzną jest
        poniżające - to oczywiście pewnie nie ma dla Ciebie znaczenia.
        • sir.vimes Re: Nie wiem, co ma jedo z drugim wspólnego. 01.04.08, 11:32
          Nie chcesz rodzić - nie rodzisz. To naprawdę daje się zrobić w XXI w. Ja nie
          > mogę nie iść do wojska, bo to obowiązek. Macierzyństwo natomiast obowiązkowe ni
          > e

          Tak samo jak można załatwić nielegalną skobankę - można załatwic na lewo
          kategorię D. Więc sytuacja jest identyczna - NIELEGALNIE można jedno i drugie.
          • senta.fa Re: Nie wiem, co ma jedo z drugim wspólnego. 01.04.08, 11:51
            Z tą różnicą, że - jak to byłaś uprzejma okreslić - "skrobanka" jest niepewna
            etycznie. Lewe unikanie służby - nie. Organizm mężczyzny nie wytwarza w związku
            ze służbą wojskową żadnych hormonalnych instynktów, które, unicestwione,
            powodują konsekwencje psychiczne. Nie pójście do wojska nie wiąże się też (w
            przeciwieństwie do aborcji) z przerywaniem życia - raczej odwrotnie, to decyzja
            KU życiu. Aborcja to bardzo dramatyczna decyzja, nie wiem, po co walić z tak
            grubej rury.

            Co jednak do technicznej strony Twojej analogii. Porównujesz aborcję do lewej
            kategorii D. Istnieje antykoncjepcja, która w przypadku służby wojskowej nie ma
            odpowieników. Ja nie mogę wziąć tabletki lub tez założyć gumowego ubranka i
            dzięki temu nie iść do wojska. Tak/nie?

            Aborcję porównaj raczej dopiero do dezercji.
        • bri Re: Nie wiem, co ma jedo z drugim wspólnego. 01.04.08, 11:38
          Wkrótce armia w Polsce będzie zawodowa, co w pełni popieram. Coś się
          więc w Waszej sprawie jednak dzieje.

          Mi nie chodzi o samą ciąże i poród, ale o kosekwencje zawodowe tegoż
          dla kobiety. Myślałam, że to tak oczywiste, że nie trzeba tego
          tłumaczyć. W końcu mężczyźni też mają dzieci, ale jakoś pracodawcy
          na rozmowie nie pytają o ich plany rozrodcze i kto się dziećmi
          zajmuje, jak chorują. A kobiety muszą się z tego tłumaczyć. Twoim
          zdaniem to jest mniej upokarzające niż latanie po komisjach? Ponadto
          nawet jeśli taka jest wola rodziców, ojciec nie może wziąć urlopu
          ojcowskiego. Natomiast kobieta musi iść na macierzyński. A plany są
          tylko, żeby jeszcze urlop macierzyński wydłużać, co będzie
          prowadziło do jeszcze większej niechęci pracodawców do zatrudniania
          kobiet.
          • menk.a Re: Nie wiem, co ma jedo z drugim wspólnego. 03.04.08, 10:15
            Bri, od kilku lat również tatuś może wziąć część urlopu
            macierzyńskiego. Choć pierwsza część um zawsze przysługuje kobiecie.
            I jeszcze jedno: żaden z tych urlopów nie jest obowiżzkowy. Możesz w
            kazdej chili urodzić i za chwilę wracać do pracy.
            To prawo i przywilej, a nie obowiązek.
            Urlop wychowawczy natomiast w rónym stopniu może wykorzystać matka
            jak i ojciec dziecka.;)
            • menk.a Re: Nie wiem, co ma jedo z drugim wspólnego. 03.04.08, 10:22
              Poprawka. KP trochę nieścisło to wyjaśnia, ale 14 tygodni urlopu
              macierzyńskiego jest obowiązkowego. Tzn mówi, ze pracowadwca ma
              obowiazek go udzielić. Nie ma słowa, że pracownica ma obowiżzek
              przebywać na takim urlopie.
    • bri Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 09:27
      > 2. Czy zauważacie zmiany na lepsze oceniając sytuację kobiet -
      > przedstawicielek pokolenia obecnych dwudziesto-, trzydziestolatków
      w porównaniu z sytuacją ich matek?

      Zauważam zmiany na lepsze, ale zauważam też zmiany na gorsze (np.
      przepisy aborcyjne).
    • bri Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 09:45
      3. Na czym opiera się idea, że kobiety są bardziej dyskryminowane od
      mężczyzn? Dlaczego ignorujecie przestrzenie, w których to mężczyźni
      są dyskryminowani(chociażby kwestia bycia ojcem po rozwodzie)?

      Ja wcale nie twierdzę, że kobiety są bardziej dyskryminowane niż
      mężczyźni. Powiedzmy upraszczając, że dyskryminacja kobiet dotyczy
      kwestii zawodowych, a mężczyzn rodziny. Zmiany wyjdą zatem na dobre
      i jednym i drugim.
    • bri Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 09:45
      Aaa, doczytałam końcówkę Twojego posta i jakoś tak... Przestało mi
      się chcieć z Tobą gadać.
    • six_a Re: Ciota 01.04.08, 09:51
      to zgrubienie od ciotka
      inne znaczenia są niepoprawne, ale asekuracja ważna rzecz.

      odpowiem jeszcze na punkt 7, bo to łatwe: nie wiem
    • goblin.girl Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 10:51
      1. tak.
      Dyskryminacja jest np. zmuszanie kobiet do urlopu macierzyńskiego, bez wzgledu
      na to, czy chciałyby go podzielić z partnerem; fakt, ze kobiety na pewnym etapie
      życia są w stanie sie rozmnażać, odbija się czkawką przez długie lata ich
      kariery zawodowej. Bo jak wiadomo kobiety są wiatropylne, zatem mężczyzn fakt
      dyskryminowania z powodu ich płodnosci nie dotyczy.
      Dodam, ze sama mozliwosć zajścia w ciaże i urodzenia dziecka uważam za przywilej
      kobiet, ale za ten przywilej kobiety płaca odpowiednio wysoką cenę biologiczną,
      bo taka jest natura. I starczy. Zmuszanie kobiet, aby przez cale zycie zawodowe
      placily dodatkowo - niższa pozycją, niższa pensją- jest dyskryminacją.
      Co do słuzby wojskowej, osobiscie jestem za zawodową, co już niedługo w naszym
      kraju wejdzie w życie i przestaniecie wytaczać tę armatę.
      2. Tak, pewne zmiany na lepsze zauwazam.
      3. Na obserwacjach własnych i danych statystycznych (dot. zarobków, udzialu
      kobiet w poszczególnych sferach życia zawodowego i spolecznego)
      Ja jestem za tym, zeby ojcowie nadal byli ojcami po rozwodzie.
      4 i 5. Ja jestem za tym, zeby mężczyzni NIE byli dyskryminowani z powodu ról
      "tradycyjnie" przypisanych kobietom. Tutaj również obserwuję pozytywne zmiany w
      porównaniu z sytuacja sprzed 20 lat i cieszy mnie to. Chociaż jest jeszcze ogrom
      do zrobienia.
      6. Nazywasz mężczyznę "autorem", a kim jest kobieta? Halo?
      Mężczyzna powinien mieć "w miarę znaczący głos" - co znaczy w miarę znaczący?
      25% wpływu na decyzję? 30% 50% na pewno nie, bo kobieta ponosi bez porównania
      większe obciażenia w zwiazku z decyzją - jaka by ona nie była. Zobacz 1. To
      trudne pytanie i nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi.
      7. A bo ja wiem? Zależy od sytuacji, kto był agresorem i tak dalej. Jezeli
      kobieta strzeliła w pysk molestujacego ja nachalnego faceta, no to chyba
      powinien zwinać ogon pod siebie. jeżeli kobieta strzeliła gościa w gębę ni z
      gruszki, ni z pietruszki, to nie potępiałabym go, gdyby oddał. Oraz cala gama
      sytuacji pośrednich. Co zrobi, to zależy od jego decyzji. Pytanie równie
      istotne, jak pytanie, co zrobić z pewną moja znajomą, uważajaca sie za
      feministkę, która dla poparcia swoich tez w dyskusji zwykła była rzucac w
      facetów różnymi przedmiotami. Najprościej, nie zadawać się z wariatką.
      • senta.fa Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 11:20
        1.

        > Dyskryminacja jest np. zmuszanie kobiet do urlopu macierzyńskiego,
        > bez wzgledu na to, czy chciałyby go podzielić z partnerem

        Nie wiedziałem, że jest taki obowiązek.

        > przestaniecie wytaczać tę armatę.

        Niczego nie wytaczam. Mówię o przykładzie REALNEJ dyskryminacji mężczyzn, której
        kobiety nie specjalnie wydają się zauważać.

        ---------------------------------------------------------------------
        3.

        > Ja jestem za tym, zeby ojcowie nadal byli ojcami po rozwodzie

        Ja też. Problem w tym, że często kobiety im to uniemożliwiają, a prawo je w tym
        wspiera. Sąd zresztą przyznając dziecko jednemu z rodziców kieruje się głównie
        płcią. Zaprzeczysz? Córka mojego kumpla, którą wychowywał pierwsze 2.5 roku
        życia, mówi "tato" do jakiegoś kiepa w sweterku i okularkach. Kumpla nawet już
        nie rozpoznaje. Wina jest po stronie żony, która ograniczyła mu kontakty z
        córką. Prawo nie zrobiło nic.

        ---------------------------------------------------------------------
        4. i 5.

        > Ja jestem za tym, zeby mężczyzni NIE byli dyskryminowani z powodu
        > ról "tradycyjnie" przypisanych kobietom.

        Ale ja nie pytam, za czym jesteś, a za czym nie. Proszę tylko o symeterię, o
        dostrzeganie dyskryminacji ze względu na płeć - nie ze względu na bycie kobietą.

        ---------------------------------------------------------------------
        6. Nazywasz mężczyznę "autorem", a kim jest kobieta? Ha!

        Jednak można powiedzieć, że skoro chce aborcji, to zrzeka się praw autorskich
        ;) Ale serio: rzeczywiście to było niefortunne wyrażenie, zauważyłem je dopiero
        po czasie. Autorstwo jest wspólne.

        ---------------------------------------------------------------------
        Pobicie.

        > jeżeli kobieta strzeliła gościa w gębę ni z gruszki, ni z
        > pietruszki

        Chyba oczywiste, że nie chodziło mi o samoobronę.

        > to nie potępiałabym go, gdyby oddał.

        Problem w tym, że on sam by siebie potępił. Społeczeństwo też.

        > Pytanie równie istotne (...)

        Nie. Pytanie jest bardzo istotne. Kobieta doświadczająca przemocy ma, moim
        zdaniem, większe możliwości działania od mężczyzny.

        * Na policje nie pójdzie, bo mu dołożą jeszcze, że niemęski i się daje.

        * Nie odda, bo się nie uleczy z poczucia wina do końca życia.

        * Nikomu się nie poskarży, bo nikt i tak go nie wieźmie w obronę. Kobieta nie
        mówi tez, ale jak powie, to znajdzie stado obrońców. Nie znam sytuacji, żeby
        ktokolwiek stanął w obronie mężczyzny.

        A co z przemocą psychiczną? Sobie sprawy nie zdajesz, co kobiety wyczyniają z
        psychiką męzczyzn, z którymi się związały (nierzadko kompletnie nie wiedzieć po
        co). Ale o tym się nie mówi.

        To w praktyce nawet nie jest karalne. Znęcanie się mężczyzn nad kobietami jest -
        psychiczne również. Wiele kobiet dostaje dużo niższe wyroki za zabójstwo męża,
        jeśli ten był się nad nią znęcał psychicznie lub był ją bijał. Jeśli kobieta
        zrobi z mężczyzny wrak człowieka (a znam takie wraki), to sądzisz, że byłoby to
        okolicznością łagodzącą?

        Kobiety i mężczyźni są ofiarami przemocy w równym stopniu. Po prostu o przemocy
        wobec kobiet się mówi. O męzczyznach nie. Dyskryminacja.



        • bene_gesserit Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 11:37
          W kwestii techniczno-logicznej:
          pytasz o opinie feministki, a rozliczas z opinii na przykladzie
          kobiecej calej populacji tego lez padolu, i.e. zony kolegi twojego.
          Itd.

          Gdybys poczytal jednak troche, np o, bo ja wiem, Riot Grrrls (ale
          nie tylko), to bys wiedzial, ze role-modelami niektorych
          wspolczesnych feministek czesto sa takie fikcyjne postacie jak Tank
          Girl czy jakas inna Xena. One owszem, daja facetom po twarzy, ale i
          same po twarzy oraz nie tylko dostaja.

          Gdybys sie natomiast zastanowil, to bys moze zrozumial, ze wiele
          zmian proponowanych przez feministki, sluzy zmianie tego, na co sie
          skarzysz. Znakomita wiekszosc ruchu jest za zawodowa armia w Polsce
          od dawna, za rozszerzeniem roli ojca w rodzinie. Itd

        • goblin.girl Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 14:59
          Mówię o przykładzie REALNEJ dyskryminacji mężczyzn, które
          > j
          > kobiety nie specjalnie wydają się zauważać.
          Zauważam, dlatego, jak większość osób na tym forum, jestem za armią zawodową.
          Myślisz, że byłabym zadowolona, gdyby mi faceta wzięli do woja?

          roblem w tym, że często kobiety im to uniemożliwiają, a prawo je w tym wspiera.
          Nie zaprzeczę, rzeczywiscie jest to sytuacja, w której meżczyźni są
          dyskryminowani. Aczkolwiek liczbę ojców, którzy starają się zachować kontakt z
          dziećmi i bywają przez sądy pokrzywdzeni, równoważy liczba ojców migajacych się
          od odpowiedzialnosci i pozostawiajacych pokrzywdzone kobiety, którym sądy tez
          nie pomagają.

          > Ale ja nie pytam, za czym jesteś, a za czym nie. Proszę tylko o symeterię, o
          > dostrzeganie dyskryminacji ze względu na płeć -

          Dostrzegam przecież. To chyba jasne. W swoim najblizszym otoczeniu robie, co
          moge, zeby to zmienić i cieszę sie,kiedy coś sie zmienia w społeczenstwie.
          A czy Tobie się wydaje, ze feministki egzystują we własnym gronie, bez mężów,
          synów, ojców i braci, i że nie ma w naszym otoczeniu meżczyzn, na których choć
          odrobinkę nam jednak zależy? System patriarchalny, taki, jak jest, krzywdzi obie
          strony, dlatego zależy nam na tym, zeby sie to zmieniło.

          Nie. Pytanie jest bardzo istotne. Kobieta doświadczająca przemocy ma, moim
          zdaniem, większe możliwości działania od mężczyzny.
          >
          > * Na policje nie pójdzie, bo mu dołożą jeszcze, że niemęski i się daje.

          Kobieta zgwałcona czesto nie pojdzie sie skarżyc na policję, bo jej dołożą, że
          stworzyła sytuację sprzyjajacą, a społeczenstwo potępi jako dziwkę.
          • kocia_noga Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 15:51
            goblin.girl napisała:


            >
            > roblem w tym, że często kobiety im to uniemożliwiają, a prawo je w
            tym wspiera.
            >
            > Nie zaprzeczę, rzeczywiscie jest to sytuacja, w której meżczyźni są
            > dyskryminowani. Aczkolwiek liczbę ojców, którzy starają się
            zachować kontakt z
            > dziećmi i bywają przez sądy pokrzywdzeni, równoważy liczba ojców
            migajacych się
            > od odpowiedzialnosci i pozostawiajacych pokrzywdzone kobiety,
            którym sądy tez
            > nie pomagają.


            Zdecydowanie nie!
            Powtórzę do znudzenia, ale uważam,że warto.
            93% mężczyzn podczas rozwodu nie wnosi o wyłączną opiekę nad
            dzieckiem.Z pzostałych 7% część ją otrzymuje, a część bardzo głośno
            protestuje.
            Prawo krzywdzi owszem, ale kobiety. Nie da rady wmusić dzieci
            facetowi, który się o to nie stara, zostają więc pod opieką matki.
            Ściągalnośc alimentów w Polsce jest bardzo marna i zwykle sa to
            grosze.
            Nic tak mnie nie mierzi jak lamenty ojców, którzy chcą wymusić
            współczucie.Bardzo wielu ma w nosie swoje dzieci po rozwodzie i cała
            trudna sytuacja - niepłacenie alimentów, niespotykanie się z dziećmi
            itp spada wtedy na matkę.Niech no tylko matka próbuje się jakoś
            odegrać! Mając mnóstwo wolnego czasu, zero obowiązków i
            zaoszczędzoną na dzieciach kasę mozna działać i propagować swoją
            krzywdę, pzremycając dodatkowo seksisowskie insynuacje na
            temat "sfeminizowanych sądów".

            >
            > > Ale ja nie pytam, za czym jesteś, a za czym nie. Proszę tylko o
            symeterię
            > , o
            > > dostrzeganie dyskryminacji ze względu na płeć -
            >
            > Dostrzegam przecież. To chyba jasne. W swoim najblizszym otoczeniu
            robie, co
            > moge, zeby to zmienić i cieszę sie,kiedy coś sie zmienia w
            społeczenstwie.
            > A czy Tobie się wydaje, ze feministki egzystują we własnym gronie,
            bez mężów,
            > synów, ojców i braci, i że nie ma w naszym otoczeniu meżczyzn, na
            których choć
            > odrobinkę nam jednak zależy? System patriarchalny, taki, jak jest,
            krzywdzi obi
            > e
            > strony, dlatego zależy nam na tym, zeby sie to zmieniło.
            >
            > Nie. Pytanie jest bardzo istotne. Kobieta doświadczająca przemocy
            ma, moim
            > zdaniem, większe możliwości działania od mężczyzny.
            > >
            > > * Na policje nie pójdzie, bo mu dołożą jeszcze, że niemęski i
            się daje.
            >
            > Kobieta zgwałcona czesto nie pojdzie sie skarżyc na policję, bo
            jej dołożą, że
            > stworzyła sytuację sprzyjajacą, a społeczenstwo potępi jako
            dziwkę.
            >
            • goblin.girl Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 16:43
              > Nic tak mnie nie mierzi jak lamenty ojców, którzy chcą wymusić
              > współczucie.Bardzo wielu ma w nosie swoje dzieci po rozwodzie i cała
              > trudna sytuacja - niepłacenie alimentów, niespotykanie się z dziećmi
              > itp spada wtedy na matkę

              Kocia, chcesz powiedzieć, ze tym ojcom nie chodzi im o dzieci, tylko o odegranie
              sie na matce i dlatego obnoszą sie ze swoja krzywda? Bo z tego, co piszesz, po
              rozwodzie zostaja w komfortowej sytuacji - zero obowiazków zw. z dziećmi,
              mnóstwo czasu, pieniądze. To czemu marudzą? Zeby wywalczyc sobie te dzieci,które
              zabiorą im czas i kasę?
              Nie wykluczam, ze jednak są ojcowie, którym naprawde na dzieciach zależy, a
              matki im kontakt utrudniaja lub uniemożliwiają, mając za sobą poparcie sądów.
              Chodzi mi o sprawiedliwosć dla tych nielicznych porządnych facetów, którzy chyba
              jednak istnieją. A przypadek konfliktu miedzy rodzicami,kiedy matka skutecznie
              manipulowała dzieckiem i nastawiała je przeciw ojcu, miałam nieprzyjemnosc
              obserwować we własnej rodzinie. Sądy powinny być na to uwrażliwione, a nie są.
              • sir.vimes Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 16:53
                > Kocia, chcesz powiedzieć, ze tym ojcom nie chodzi im o dzieci, tylko o odegrani
                > e
                > sie na matce i dlatego obnoszą sie ze swoja krzywda? Bo z tego, co piszesz, po
                > rozwodzie zostaja w komfortowej sytuacji - zero obowiazków zw. z dziećmi,
                > mnóstwo czasu, pieniądze. To czemu marudzą? Zeby wywalczyc sobie te dzieci,któr
                > e
                > zabiorą im czas i kasę?

                Tak , kilka procent ojców z tej mikrej ich ilości, która chce opiekować się
                samodzielnie dziećmi po rozwodzie to właśnie osoby , które robią to z czystej
                woli walki z była małżonką.

                Nie raz i nie dwa słyszałam tez o sytuacjach w których walczący tatuś żądał
                częstych spotkań z dzieckiem - po czym (po wywalczeniu) zjawiał się z krótką
                wizytą lub zabierał dziecko na krótka wizytę raz w miesiącu... Tak bywa.



              • kot_w_zimie Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 17:06
                goblin.girl napisała:

                > Kocia, chcesz powiedzieć, ze tym ojcom nie chodzi im o dzieci, tylko o odegrani
                > e
                > sie na matce i dlatego obnoszą sie ze swoja krzywda? Bo z tego, co piszesz, po
                > rozwodzie zostaja w komfortowej sytuacji - zero obowiazków zw. z dziećmi,
                > mnóstwo czasu, pieniądze. To czemu marudzą? Zeby wywalczyc sobie te dzieci,któr
                > e
                > zabiorą im czas i kasę?

                Eh, nie znacie ludzi. Takie dzieci zwykle i tak są wychowywane przez babcie (na
                ogół zażarte przeciwko byłym synowym).
              • kocia_noga Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 20:18
                goblin.girl napisała:

                > Kocia, chcesz powiedzieć, ze tym ojcom nie chodzi im o dzieci,
                tylko o odegrani
                > e
                > sie na matce


                Co do motywów mogę się tylko domyslać.Części na pewno zależy głównie
                na odegraniu się - niektórzy mężczyźni bardzo źle znoszą porażkę -
                stąd tak popularne zabójstwa byłych żon czy kochanek.
                Części zalezy na dzieciach, oczywiście! W końcu nawet w złym
                małżeństwie dzieci przywiązują się do obydwojga rodziców.Ojcom
                zalezy na gratyfikacjach stąd płynących.Nie na żmudnych ciężkich
                codziennych obowiązkach - gdyby tak było - występowaliby w sądzie o
                opiekę.
                Zamiast spekulowac co do motywów, lepiej przyjrzec się temu, co się
                dzieje w rzeczywistości.Liczby mówią za siebie, a na forach
                samotnych matek mnóstwo opowieści o ojcach.Na forach dla 'walczących
                ojców' opowieści o tym, jak się nie dac 'wyrolować' i nic nie
                płacić, oraz o walce ze złymi sukami, co nie chciały wpuścić do
                domu, kiedy ojcu się przypomniało,że ma dziecko.



                > Nie wykluczam, ze jednak są ojcowie, którym naprawde na dzieciach
                zależy, a
                > matki im kontakt utrudniaja lub uniemożliwiają, mając za sobą
                poparcie sądów.

                Oczywiście,że są tacy, co im zalezy.Jednak jak dla mnie sa rodzicami
                drugiej kategorii z racji tego,ze nie chcą i nie biorą na siebie
                trudów opieki i wychowania.jeszcze raz powtórzę : NIE STARAJA SIĘ O
                OPIEKĘ.A potem walczą żeby spędzić wolny czas z dzieckiem kiedy im
                to odpowiada.
                Nie wszyscy, oczywiście.


                A przypadek konfliktu miedzy rodzicami,kiedy matka skutecznie
                > manipulowała dzieckiem i nastawiała je przeciw ojcu, miałam
                nieprzyjemnosc
                > obserwować we własnej rodzinie.

                Pod czyją opieka były dzieci? Ja rozumiem, nie każda kov=bieta jest
                świętą Cecylią i puszcza swoje anse w niepamięć dla dobra
                dziecka.Niektóre rozwodzxą się w niezgodzie i rzeczywiście
                nastawiaja dzieci przeciwko ojcu, tym chętniej,że zostają na lodzie
                z obowiązkami a często bez alimentów.
                No i.Ja tez znam pojedyncze przypadki różne, ale weź pod uwagę
                liczby.

                Sądy powinny być na to uwrażliwione, a nie są.

                Niestety, nie masz racji.Był tu wątek nie tak dawno o wygrzebanym z
                kosza na śmieci pomysle wcielanym przez nasze sądy,żeby dzieci
                traktować jako zmanipulowane, jeśli sa źle nastawione do jednego z
                rodziców i oddawać je właśnie temu rodzicowi.
            • karolana Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 22:13
              kocia_noga napisała:
              > Zdecydowanie nie!
              > Powtórzę do znudzenia, ale uważam,że warto.
              > 93% mężczyzn podczas rozwodu nie wnosi o wyłączną opiekę nad
              > dzieckiem.Z pzostałych 7% część ją otrzymuje, a część bardzo głośno
              > protestuje.
              > Prawo krzywdzi owszem, ale kobiety. Nie da rady wmusić dzieci
              > facetowi, który się o to nie stara, zostają więc pod opieką matki.
              > Ściągalnośc alimentów w Polsce jest bardzo marna i zwykle sa to
              > grosze.
              > Nic tak mnie nie mierzi jak lamenty ojców, którzy chcą wymusić
              > współczucie.Bardzo wielu ma w nosie swoje dzieci po rozwodzie i cała
              > trudna sytuacja - niepłacenie alimentów, niespotykanie się z dziećmi
              > itp spada wtedy na matkę.Niech no tylko matka próbuje się jakoś
              > odegrać! Mając mnóstwo wolnego czasu, zero obowiązków i
              > zaoszczędzoną na dzieciach kasę mozna działać i propagować swoją
              > krzywdę, pzremycając dodatkowo seksisowskie insynuacje na
              > temat "sfeminizowanych sądów".

              Oj, Kocia, ale pojechałaś :(((
              Mam w swoim najbliższym otoczeniu rażące przypadki sytuacji zgoła odwrotnej.
              PRZYPADKI, w liczbie, niestety, bardzo mnogiej.
              Bo są z jednej strony kobiety, które w ojcach biologicznych swoich dzieci widzą
              jedynie bankomaty i próbują ograniczyć kontakty swoich ex z dziećmi do zera,
              łącznie z wytaczaniem procesów o pozbawienie praw rodzicielskich, przy czym
              starając się o zachowanie alimentów!! Co dla mnie jest paranoją.
              Z drugiej strony mam ojców, którzy zajmowali się dziećmi na codzień, a po
              rozwodzie dostali "prawo do odwiedzin" <ściana>
              Niestety, przypisanie dziecka do matki jest bronią obosieczną.
              Z jednej strony separuje od dzieci normalnych, uczciwych ojców, z drugiej naraża
              kobiety na sytuacje, kiedy facet nie poczuwa się do obowiązku opieki nad dzieckiem.

              Jedyne, z czym sie zgodzę, to irracjonalna i skrajny seksizm panów ze
              Stowarzyszenia Praw Ojców :/
              • kocia_noga Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 02.04.08, 08:57
                karolana napisała:
                kobiety, które w ojcach biologicznych swoich dzieci widzą
                > jedynie bankomaty i próbują ograniczyć kontakty swoich ex z
                dziećmi do zera,
                > łącznie z wytaczaniem procesów o pozbawienie praw rodzicielskich,
                przy czym
                > starając się o zachowanie alimentów!! Co dla mnie jest paranoją.

                Dla mnie nie.Alimenty sa skutkiem ojcostwa/macierzyństwa, a
                pozbawienie praw rodzicielskich skutkiem niewydolności
                wychowawczej.Prościej: spłodziłes dziecko, ale nie dorastasz do roli
                ojca, to nie pozwolimy ci (my, społeczeństwo) mu szkodzić i
                przypilnujemy,zebyś chociaz finansowo wychowanie dziecka wsparł.




                > Z drugiej strony mam ojców, którzy zajmowali się dziećmi na
                codzień, a po
                > rozwodzie dostali "prawo do odwiedzin" <ściana>

                Rozmawianie o znanych pojedynczych przypadkach zrówna dyskusje do
                poziomu M.Żuraw.Ja tez znam pzrypadki złych matek i dobrych ojców i
                co z tego?



                > Niestety, przypisanie dziecka do matki jest bronią obosieczną.

                Przypisanie? Chodzi ci o co konkretnie?
                Skoro statystyki podaja,że 93% ojców NIE WNOSI o opieke, to znaczy
                że mogą, tylko nie chcą.Nie jest to przypisanie, Karolana,w żaden
                sposób nie jest.




                > Jedyne, z czym sie zgodzę, to irracjonalna i skrajny seksizm panów
                ze
                > Stowarzyszenia Praw Ojców :/
                >

                A nie widzisz w tym prawidłowości? Związku przyczynowo-skutkowego?
                Bo ja tak.
    • karolana Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 01.04.08, 22:59
      senta.fa napisała:

      > Pytań kilka do feministek. Proszę o rzeczową dyskusję.
      >
      > 1. Czy kobiety podlegają KIEDYKOLWIEK takiej dyskryminacji, jak mężczyźni w
      > związku z obowiązkiem służby wojskowej?
      >

      Tak. Powtórzę za innymi. Na polu zawodowym w kontekście własnej płodności.
      Mężczyźni pomimo możliwości i samego posiadania potomstwa nie są narażeni na
      represje i dyskryminację Z TEGO powodu w życiu zawodowym. Nikt ich nie pyta
      kiedy/ile mają lub będą mieć dzieci, nie każe podpisywać lojalek, nie zastanawia
      się nawet ile dni ze pracy opuszczą kiedy będą brać urlopy ze względu na
      dziecko. A kiedy już to robią, są traktowani jak bohaterowie, jakby robili coś
      wyjątkowego, zasługującego na najwyższy szacunek.


      > Nie muszę chyba tłumaczyć, jak duży może to stanowić problem dla normalnego
      > człowieka, który raczej widziałby siebie z książką aniżeli z karabinem. Rzecz
      > jasna mam tu na myśli dyskryminację, która może być zlikwidowana poprzez
      > stworzenie lepszego prawa. Nie mam W TYM PUNKCIE na myśli rzeczy wynikających
      > z kultury czy biologii, bo powątpiewałbym, czy prawo może je regulować.

      Masz prawo, od wielu lat, odpracowania służby wojskowej jeśli jest ona sprzeczna
      z Twoim światopoglądem, poza tym obecnie jeśli kończysz studia wyższe, jesteś
      automatycznie przenoszony do rezerwy bez konieczności odbywania służby wojskowej.
      >
      > 2. Czy zauważacie zmiany na lepsze oceniając sytuację kobiet -
      > przedstawicielek pokolenia obecnych dwudziesto-, trzydziestolatków w
      > porównaniu z sytuacją ich matek?

      W sprawach, które mnie dotyczą - partnerstwo, życie zawodowe tak. W sprawach
      dotyczących innych kobiet - decyzja o własnej płodności, nie.
      >
      > 3. Na czym opiera się idea, że kobiety są bardziej dyskryminowane od mężczyzn?
      > Dlaczego ignorujecie przestrzenie, w których to mężczyźni są dyskryminowani
      > (chociażby kwestia bycia ojcem po rozwodzie)?

      Feminizm akurat tego nie ignoruje, wręcz przeciwnie. To właśnie feministki
      zwracają uwagę na rolę ojca. Ale na RZECZYWISTE ojcostwo, które wiąże się z całą
      masą obowiązków niestety, a którego "jedynym przywilejem" jest stały i częsty
      kontakt z dzieckiem.
      >
      > 4. Co w ogóle oznacza problem "kulturowej" i "społecznej" dyskryminacji kobiet
      > (tzn narzucania pewnych ról wynikających z płci) w sytuacji, gdy problem ten
      > dotyczy obu płci w co najmniej równym stopniu (o tym za chwilę)? Czy
      > dostrzegacie wymagania i oczekiwania, jakie społeczeństwo ma względem
      > mężczyzn? Czy dostrzegacie to, w jakim stopniu społeczeństwo stara się
      > mężczyzn urabiać (niestety, przeważnie z dobrym skutkiem - wiem po sobie)?

      Właśnie na tym polega feminizm, między innymi, na niezgodzie przypisywania
      określonych ról tylko ze względu na płeć zamiast na indywidualne predyspozycje i
      zainteresowania jednostki, zarówno w przypadku kobiet jak i mężczyzn.
      Podstawowym hasłem feminizmu jest prawo do dokonania wyboru. O dyskryminacji
      kobiet mówi się ze względu na większe niż w przypadku mężczyzn ograniczenia w
      życiu społeczno-gospodarczo-politycznym. Wartości i cechy tradycyjnie
      postrzegane jako kobiece są synonimem wartości i cech negatywnych, podczas gdy
      wartości i cechy tradycyjnie postrzegane jako męskie są synonimem wartości i
      cech pozytywnych. Powoduje to sprzężenie stereotypowego postrzegania kobiet jako
      jednostek mniej wartościowych, mniej nadających się do pełnego uczestniczenia w
      tym właśnie życiu społeczno-gospodarczo-politycznym, wyznaczenie im roli
      podległej, podporządkowanej, służebnej. Mężczyźni, aczkolwiek represjonowani
      przez system patriarchalny, mają w dalszym ciągu większe możliwości kreowania
      swojego życia zgodnie z własnymi upodobaniami.
      >
      > 5. Czy Waszym zdaniem nie jest tak, że OBECNIE kobieta ma większe możliwości
      > manewru, jeśli chodzi o odgrywanie ról przypisywanych tradycyjnie ze względu
      > na płeć? Czy mężczyzna zajmujący się dzieckiem nie jest przypadkiem mniej
      > akceptowany społecznie od kobiety wykonującej ktoryś z tzw. męskich zawodów?

      już było wyjaśnione wyzej

      >
      > 6. Abstrahując od sytuacji prawnej: czy waszym zdaniem męzczyzna powinien mieć
      > w miarę znaczący głos w przypadku, gdy kobieta chce - jak to często się
      > określa - "usunąć płód" (mówiąc po ludzku: przerwać nowe życie) jego
      > autorstwa? Rzecz jasna w przypadku, gdy akt płciowy był ich wspólną decyzją.

      Po pierwsze nie nowe życie, ale POTENCJALNE nowe życie, a do tego czasu zygota,
      zarodek, embrion, płód.
      Po drugie zdrowa kobieta, która ma kochającego, odpowiedzialnego partnera i
      możliwość zapewnienia przyszłemu dziecku minimum socjalnego nie usunie zdrowej
      ciąży. Jeśli facet nie chce/nie może wziąć na siebie CAŁKOWITEJ
      odpowiedzialności za dziecko, którego kobieta nie chce urodzić, nie ma prawa
      przekonać jej do zmiany decyzji. W przeciwnym wypadku moze, a nawet powinien.
      >
      > 7. Pytanie bonusowo-deserowe, pewnie najtrudniejsze z całego quizu. Co u
      > diabła ma zrobić mężczyzna, gdy otrzyma od (slabszej fizycznie od siebie)
      > kobiety cios z otwartej w facjatę (tzw. liść tudzież plaskacz)?

      Jeśli już doszło do takiej sytuacji... jeśli dostał "za nic" ma do czynienia z
      osobą niepoczytalną. Powinien zgłosić właściwym instytucjom.
      >
      > -------------------------------------------------------------------
      > PS Oczywiście wszelkie Wasze wjazdy na moje rzekome kompleksy i tym podobne
      > będę traktował jako dyskryminację ze względu płeć. Podobnie będę traktował
      > wszelkie nazewnictwo typu: ciota, mięczak, frajer itp.
      > W rzeczywistości jestem dużym, pewnym siebie i nieźle radzącym sobie w życiu
      > mężczyzną, któremu jednak wbrew wszystkiemu zdarza się myśleć (ściślej: oddaję
      > się refleksjom i obszernym lekturom, za co byłem niejednokrotnie wysmiewany,
      > poniżany).
      >
      > PPS Prosiłbym również o powstrzymanie się od nic nie wnoszących komentarzy, bo
      > napisanie tego tekstu chwilę mi zajęło (starałem się). To proste: chcesz wziąć
      > udział w dyskusji - zapraszam, nie chcesz - forum gazety ma wystarczająco dużo
      > innych wątków.
      >
      > PPPS Prosiłbym dla porządku o rozważne i przejrzyste cytowanie mojej
      > wypowiedzi w przypadku, gdyby ktoś zechciał odpowiedzieć na moje pytania -
      > jest ona długa, a wątek dobrze by było, żeby był czytelny. Proszę pominąć w
      > cytacie post scripta i odpowiadać na pytania kolejno, z zachowaniem numeracji.
      >
      > Z poważaniem,
      >
      > Tadeusz, lat 23

      PEES. Niepotrzebne te Twoje PSy, dla nas, jak dziewczyny zauważyły, nieco
      obraźliwe.
      Karolina lat 33
      • senta.fa Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 02.04.08, 00:03
        Miałem w zasadzie nie pisać w tym wątku, bo jestem nieco zmęczony i zdenerwowany już, ale skoro podeszłaś poważnie do dyskusji, to nie wypada mi nie odpowiedzieć. Miło z Twojej strony, bardzo to doceniam. :) Staram się myśli ujmować możliwie najzwięźlej, ale kwestia wojska wymaga jednak pewnego szerszego wyjaśnienia i na niej przede wszystkim chciałbym się skoncentrować.

        Pytanie pierwsze dotyczyło dyskryminacji "W TAKIM" stopniu, a nie dyksryminacji "W OGÓLE". Kluczową kwestią jest zatem ustalenie, w jakiej relacji pozostają względem siebie: zawodowa dyskryminacja kobiet w ciąży (której istnienia w żadnym razie nie neguję!) i przymusowy pobór do wojska. Garść argumentów na poparcie mojej tezy:

        1. Kobieta w ciąży ma zapewnioną prawną ochronę przed dyskryminacją, pracodawca stosując wobec niej represje ŁAMIE PRAWO. Wojsko natomiast swoją dyskryminację uprawia W IMIENIU PRAWA. Nie wiem, czemu nikt nie dostrzegł tej różnicy, moim zdaniem zasadniczej.

        2. Abstrahując już od prawa zastanówmy się, co ma dalej idące konsekwencje dla jednostki: niezawiniona utrata pracy czy zaciągnięcie do wojska wbrew woli. Zdrowy rozsądek nakazywałby jednak obstawić wojsko. Oto przesłanki:

        - Wojsko ogranicza na pół roku niemal całkowcie wolność jednostki. Wyobraźcie sobie, że te skubańce w zielonych ubrankach dyktują takiej jednostce praktycznie wszystko: od rozkładu dnia i godzin snu, po dietę. Na pół roku, nie wiadomo czemu, zamykają człowieka z bandą prymitywów, narażając nota bene na tzw regularny wpie..(atmosfera panuje tam autorytarna), odseparowują od zajęć, książek, komputera, rodziny, przyjaciół, normalnego życia. Krzyczą i wrzeszczą na jednostkę nazywając ją "żołnierzem", odzierają z godności. I tak dalej. Miałem w zasadzie nie pisać w tym wątku, bo jestem nieco zmęczony i zdenerwowany już, ale skoro podeszłaś poważnie do dyskusji, to nie wypada mi nie odpowiedzieć. Miło z Twojej strony, bardzo to doceniam. :) Postaram się myśli ujmować możliwie najzwięźlej; kwestia wojska wymaga jednak pewnego szerszego wyjaśnienia i na niej przede wszystkim chciałbym się skoncentrować.

        Pytanie pierwsze dotyczyło dyskryminacji "W TAKIM" stopniu, a nie dyksryminacji "W OGÓLE". Kluczową kwestią jest zatem ustalenie, w jakiej relacji pozostają względem siebie: zawodowa dyskryminacja kobiet w ciąży (której istnienia w żadnym razie nie neguję!) i przymusowy pobór do wojska. Garść argumentów na poparcie mojej tezy:

        1. Kobieta w ciąży ma zapewnioną prawną ochronę przed dyskryminacją, pracodawca stosując wobec niej represje ŁAMIE PRAWO. Wojsko natomiast swoją dyskryminację uprawia W IMIENIU PRAWA. Nie wiem, czemu nikt nie dostrzegł tej różnicy, moim zdaniem zasadniczej.

        2. Abstrahując już od prawa zastanówmy się, co ma dalej idące konsekwencje dla jednostki: niezawiniona utrata pracy czy zaciągnięcie do wojska wbrew woli. Zdrowy rozsądek nakazywałby jednak obstawić wojsko. Oto przesłanki:

        - Wojsko ogranicza na pół roku niemal całkowcie wolność jednostki. Wyobraźcie sobie, że te skubańce w zielonych ubrankach dyktują takiej jednostce praktycznie wszystko: od rozkładu dnia i godzin snu, po dietę. Na pół roku, nie wiadomo czemu, zamykają człowieka z bandą prymitywów, narażając nota bene na tzw regularny wpie..(atmosfera panuje tam autorytarna), odseparowują od zajęć, książek, komputera, rodziny, przyjaciół, normalnego życia. Krzyczą i wrzeszczą na jednostkę nazywając ją "żołnierzem", odzierają z godności. I tak dalej. O tym można by powieść napisać, a ja mam to opisać na forum?
        Pracodawcy robią takie numery kobietom w ciąży?

        A teraz proponuję Wam drogie panie wykrzesać maksimum z pokładów empatii, które wierzę, że w Was są, porzucić na chwilę pryzmat płciowości i postarać się zrozumieć CZŁOWIEKA postawionego w kafkowskiej sytuacji komisji wojskowej, którą tak bagatelizujecie. Wygląda to tak (zaznaczam, że wszystko odbywa się w zgodzie z polskim prawem):

        Najpierw otrzymuje się wezwanie, do którego dołącza się groźbę. Potem wchodzi się na komisję. Komisja wygląda tak: wchodzisz w samych majtach do ogromnej sali, przy stole siedzą zarówno kobiety i meżczyźni, którzy mają za zadanie ocenić ciało delikwetna. Trzeba się obracać, wyginać, odpowiadać na pytania. Zaznaczam, że w komisji znajdują się również kobiety. Generalnie czujesz się jak pies przed specami ze związku kynologicznego. Co Wy byście powiedziały na taki cyrk? Po raz kolejny pytam: pracodawcy robią takie numery kobietom w ciąży?

        A teraz obalę mity, którymi kobiety uzasadniają swoje lekceważenie kwestii wojska.

        > Masz prawo, od wielu lat, odpracowania służby wojskowej jeśli
        > jest ona sprzeczne z Twoim światopoglądem

        Oto fakty. Jeśli rzeczywiście jest to światpogląd, czyli nie jesteś zasranym świadkiem Jehowy, tylko dajmy na to pacyfistą, musisz zdać test z historii myśli pacyfistycznej oraz przejśc rozmowę z komisją na temat tego światopoglądu. Oni tak łatwo bajek o światopoglądzie nie kupują.

        Poza tym rozumiem, że dla Ciebie służba zastępcza jest ok? Polecam definicję niewolnictwa. Łatwo mówić, gdy problem nie dotyczy Ciebie. Ale prosze: zrezygnuj ze swojego zawodu i swoich pasji na rzecz PRZYMUSOWEGO mycia niepełnosprawnych za 200 zł miesięcznie.

        > poza tym obecnie jeśli kończysz studia wyższe, jesteś
        > automatycznie przenoszony do rezerwy bez konieczności odbywania
        > służby wojskowe

        To nie zawsze tak jest, zależy od rocznika i od WKU, ale okay. Z kobiety, która jest wybitnym specjalistą też nikt nie zrezygnuje w pracy tylko dlatego, że zaszła w ciąże. Argument na tym samym poziomie.

        Na resztę nie będę odpisywał, bo wolę żeby dyskusja potoczyła się w stronę wojska, które jest przykładem NIEWYOBRAŻALNEJ dyskryminacji mężczyzn, której kobiety nigdy nie doświadczają w całym swoim życiu.
        • senta.fa Nie odpowiadajcie na powyższą wypowiedź!! 02.04.08, 00:28
          Bo K*RWA mi się źle wkleiło, jeden fragment jest zdublowany.

          Przeniosłem o wojsku do nowego, odzielnego wątku, zapraszam!

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=77741553
          "Wojsko: przemilczana realna dyskryminacja mężczyzn i czemu kobiety mają w d*pie
          ten problem." - dobry tytuł? :)
          • kocia_noga Re: Nie odpowiadajcie na powyższą wypowiedź!! 02.04.08, 09:12
            senta.fa napisała:

            > "Wojsko: przemilczana realna dyskryminacja mężczyzn i czemu
            kobiety mają w d*pi
            > e
            > ten problem." - dobry tytuł? :)

            Zły, ale charakterystyczny.
          • karolana Re: Nie odpowiadajcie na powyższą wypowiedź!! 02.04.08, 12:22
            Niuniek, ale przecież to PATRIARCHAT odpowiada za Twoje cierpienia na komisji
            wojskowej!! Nie feministki!! Przecież feministki właśnie WALCZĄ przeciwko tej
            dyskryminacji opowiadając się za armią zawodową!!! Na litość Bogini, zejdź już z
            tego tematu, bo jest IDIOTYCZNY w kontekście feminizmu!!
        • kocia_noga Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 02.04.08, 09:12
          senta.fa napisała:

          Komisja wygląda tak: wchodzisz w samych majtach do ogromnej sali
          > , przy stole siedzą zarówno kobiety i meżczyźni, którzy mają za
          zadanie ocenić
          > ciało delikwetna. Trzeba się obracać, wyginać, odpowiadać na
          pytania. Zaznaczam
          > , że w komisji znajdują się również kobiety. Generalnie czujesz
          się jak pies pr
          > zed specami ze związku kynologicznego.

          Symbolicznie wszystkie kobiety tego doświadczają całe zycie.
          Ciało kobiece jest rozkawałkowywane, badane publicznie pod
          lupą,poddane komentarzom dowolnej treści - jednym słowem jest
          publiczna własnościa mężczyzn.
          Spróbuj na chwilke wykrzesać z siebie choć gram empatii poruszyć
          wszystkie pokłady wyobraźni, jaka być może posiadasz żeby postawić
          się w sytuacji kobiet oglądających niemal wszędzie gołe jak u
          weterynarza albo rzeźnika ciało kobiece będące przedmiotem należącym
          do społeczności męskiej.
          Spróbuj zapomnieć przy tym na moment o strachu związanym z grożącym
          ci poborem do wojska.

          A teraz ad rem.Patriarchat po to zabrania bawić się chłopcom
          lalkami,zeby wychować ich na wojowników.Socjalizacja chłopców ma
          stłumić w nich empatie, współczucie,opiekuńczośc, czułość wrażliwość
          itp żeby mogli służyć jako mięso armatnie/fabryczne.
          Z tym feminizm walczy.A teraz spytaj nie nas, ale innych mężczyzn,
          czy oddaliby swoją 'męskość' za równouprawnienie.




          Co Wy byście powiedziały na taki cyrk? P
          > o raz kolejny pytam: pracodawcy robią takie numery kobietom w
          ciąży?
          >
          > A teraz obalę mity, którymi kobiety uzasadniają swoje lekceważenie
          kwestii wojs
          > ka.
          >
          > > Masz prawo, od wielu lat, odpracowania służby wojskowej jeśli
          > > jest ona sprzeczne z Twoim światopoglądem
          >
          > Oto fakty. Jeśli rzeczywiście jest to światpogląd, czyli nie
          jesteś zasranym św
          > iadkiem Jehowy, tylko dajmy na to pacyfistą, musisz zdać test z
          historii myśli
          > pacyfistycznej oraz przejśc rozmowę z komisją na temat tego
          światopoglądu. Oni
          > tak łatwo bajek o światopoglądzie nie kupują.
          >
          > Poza tym rozumiem, że dla Ciebie służba zastępcza jest ok? Polecam
          definicję ni
          > ewolnictwa. Łatwo mówić, gdy problem nie dotyczy Ciebie. Ale
          prosze: zrezygnuj
          > ze swojego zawodu i swoich pasji na rzecz PRZYMUSOWEGO mycia
          niepełnosprawnych
          > za 200 zł miesięcznie.
          >
          > > poza tym obecnie jeśli kończysz studia wyższe, jesteś
          > > automatycznie przenoszony do rezerwy bez konieczności odbywania
          > > służby wojskowe
          >
          > To nie zawsze tak jest, zależy od rocznika i od WKU, ale okay. Z
          kobiety, która
          > jest wybitnym specjalistą też nikt nie zrezygnuje w pracy tylko
          dlatego, że za
          > szła w ciąże. Argument na tym samym poziomie.
          >
          > Na resztę nie będę odpisywał, bo wolę żeby dyskusja potoczyła się
          w stronę wojs
          > ka, które jest przykładem NIEWYOBRAŻALNEJ dyskryminacji mężczyzn,
          której kobiet
          > y nigdy nie doświadczają w całym swoim życiu.
          • takete_malouma Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 03.04.08, 00:09
            kocia_noga napisała:

            > Symbolicznie wszystkie kobiety tego doświadczają całe zycie.

            Symbolicznie to hostia po przełknięciu zmienia się w ciało Chrystusa. Ooops przepraszam, zgodnie z doktryną katolicką ona się zmienia naprawdę :)
            • kocia_noga Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 03.04.08, 09:09
              takete_malouma napisał:


              > > Symbolicznie wszystkie kobiety tego doświadczają całe zycie.
              >
              > Symbolicznie to hostia po przełknięciu zmienia się w ciało
              Chrystusa


              Powtórzę: nie byłeś dziewczyną nic nie wiesz na ten temat.
      • takete_malouma Macierzyństwo: nie tylko represje! 03.04.08, 00:05
        karolana napisała:

        > > 1. Czy kobiety podlegają KIEDYKOLWIEK takiej dyskryminacji,
        > > jak mężczyźni w związku z obowiązkiem służby wojskowej?
        >
        > Tak. Powtórzę za innymi. Na polu zawodowym w kontekście
        > własnej płodności. Mężczyźni pomimo możliwości i samego
        > posiadania potomstwa nie są narażeni na represje i
        > dyskryminację Z TEGO powodu w życiu zawodowym.

        Fakt, że kobiety rodzą, nie jest jedynie przyczyną represji i dyskryminacji. Wynika z niego także wiele przywilejów, z których z resztą korzystają nie tylko te kobiety, które zdecydują się rodzić, ale również te, które nie mają najmniejszego zamiaru. Jednym z takich przywilejów jest większa troska społeczeństwa o zdrowie kobiet, skutkująca m.in. ich dłuższym o ok. 10% życiem. W niedawnej dyskusji na gender.blox moja oponentka-feministka otwarcie powołuje się na "kontekst płodności", broniąc tezy, że zdrowie i dobrostan kobiet są ważniejsze.

        Mężczyżni nie mają w "kontekście zdolności bojowej" żadnych przywilejów; przymusowa służba wojskowa to całkowicie jednostronna, nie rekompensowana (wyjąwszy śmierdzącą michę i kieszonkowe zwane żołdem) akwizycja sił, czasu, szans rozwoju, a w pechowych okolicznościach historycznych także życia mężczyzn.
        • takete_malouma Oops 03.04.08, 00:11
          takete_malouma napisał:

          > przymusowa służba wojskowa to całkowicie jednostronna,
          > nie rekompensowana (wyjąwszy śmierdzącą michę i kieszonkowe
          > zwane żołdem) akwizycja sił, czasu, szans rozwoju,

          "Rekwizycja" miało być.
        • karolana Re: Macierzyństwo: nie tylko represje! 03.04.08, 08:52
          Takete, wybacz, ale do cholery ciężkiej, wytaczanie argumentu służby wojskowej w
          momencie, kiedy feminizm jest ZA zniesieniem tego typu obowiązku i ZA
          stworzeniem armii zawodowej, ponieważ UWAŻA, ze JEST to dyskryminacja mężczyzn,
          jest dla mnie naprawdę wyważaniem otwartych drzwi.
          Kobiety SĄ dyskryminowane na rynku pracy ze względu na swoje potencjalne
          macierzyństwo, a dbałość o zdrowie kobiet jest wynikiem a) interesu społecznego
          - prosty rachunek -> jeden płodny mężczyzna może mieć dowolną ilość dzieci w
          ciągu roku, jedna płodna kobieta ma najczęściej JEDNO.
          b) wieloletniej walki kobiet o to, by ich problemy zdrowotne były dostrzeżone i
          potraktowane poważnie - petycje, marsze, lobbing, itd.

          Mężczyźni natomiast MAJĄ przywileje w kontekście zdolności bojowej, wystarczy
          przyjrzeć się działaniu służb mundurowych, do których do niedawna kobiety nie
          miały dostępu.

          A jeśli chodzi o dłuższe życie... sorry, ale kobiety opłacają to znaaaacznie
          niższymi emeryturami, które nie wystarczają na ŻYCIE tylko na WEGETACJĘ. Za mało
          żeby żyć, za dużo żeby zdechnąć. Ja się chętnie zamienię, a Ty?
          • senta.fa Re: Macierzyństwo: nie tylko represje! 03.04.08, 11:10
            > feminizm jest ZA zniesieniem tego typu obowiązku

            To nie jest żaden argument. Mowa jest o faktach, a Ty mówisz o poglądach. Też mogę powiedzieć, że mówienie o problemie dyskryminacji kobiet w pracy jest "wyważaniem otwartych drzwi", ponieważ, nie wiem, choćby maskuliści są PRZECIW tej dyskryminacji.

            Chodzi o to, że - nie wiem już po raz który to mówię - feministki przedstawiają się jako rzekomo bardziej dysryminowane od mężczyzn, podczas gdy przykład służby wojskowej dowodzi, że niekoniecznie tak jest. Podtrzymuję tezę, że kobiety NIGDZIE nie doznają takiej dyskryminacji, jak mężczyźni w związku z poborem. Czemu dyskryminacja w pracy NIE JEST tak wielką, jak wojsko, wyjaśniłem i powtarzać się nie mam zamiaru - skoro nie dociera, trudno.

            Natomiast chciałbym jeszcze odnieść się do mocno wątpliwego stwierdzenia, dostrzeżonego w Twoim tekście, które w gruncie należałoby uznać za manipulację i odciąganie uwagi:

            > Mężczyźni natomiast MAJĄ przywileje w kontekście zdolności bojowej,
            > do których do niedawna kobiety nie miały dostępu.

            Po pierwsze, "do niedawna kobiety nie miały dostępu" - do niedawna to kobiety również nie mogły głosować. A wcześniej palono je na stosie. Czemu zapomniałaś o tym napisać?

            Po drugie, chyba pomyliły Ci się zawodowe slużby mundurowe z przymusowym poborem. Ja rozumiem, że i tu, i tu są ludziki w mundurach, więc łatwo się pomylić.

            Do emerytur nie odnoszę się celowo, bo wtedy resztę zignorujesz już całkowcie.
            • karolana Re: Macierzyństwo: nie tylko represje! 03.04.08, 12:17
              senta.fa
              po pierwsze bądź łaskaw mi nie mówic co zrobię, a czego nie, bo w
              głowie mi nie siedzisz, po drugie odnośnie służb mundurowych i
              Twojego bla bla bla:
              tym samym jest przymusowy pobór, czym przymusowe bycie w ciąży,
              tylko pobór to kilk-kilkanaście miesięcy, a ciąża to całe życie, i
              kompletnie nie zajarzyłeś zdaia o przywileju gotowości bojowej.

              I może odnieś się do emerytur, bo jestem ciekawa jakie mądrości ci
              się roją.
          • takete_malouma Re: Macierzyństwo: nie tylko represje! 07.04.08, 20:01
            karolana napisała:

            > macierzyństwo, a dbałość o zdrowie kobiet jest wynikiem
            > a) interesu społecznego - prosty rachunek -> jeden płodny
            > mężczyzna może mieć dowolną ilość dzieci w ciągu roku,
            > jedna płodna kobieta ma najczęściej JEDNO.

            Stosowanie twojego "prostego rachunku" prowadzi do tego, że kobiety zawsze będą faworyzowane kosztem mężczyzn - w tym pokoleniu i we wszystkich następnych, ponieważ w każdym pokoleniu powstanie na nowo kwestia urodzenia pokolenia jeszcze następnego. Mężczyźni nigdy nie załapią się na żadne korzyści z rozwiązań motywowanych tak pojmowanym "interesem społecznym"; nazywanie go w ten sposób stanowi manipulację, w rzeczywistości bowiem jest to wyłącznie interes grupy dysponującej monopolem macicy i mogącej składać "społeczeństwu" propozycje nie do odrzucenia.

            > b) wieloletniej walki kobiet o to, by ich problemy
            > zdrowotne były dostrzeżone i potraktowane poważnie
            > - petycje, marsze, lobbing, itd.

            - zawdzięczające swą skuteczność ostatecznemu argumentowi, że jeśli żądania nie zostaną spełnione, to następne pokolenie się nie urodzi. Mężczyźni żadnym podobnie silnym argumentem nie dysponują.

            > Mężczyźni natomiast MAJĄ przywileje w kontekście zdolności
            > bojowej, wystarczy przyjrzeć się działaniu służb mundurowych,
            > do których do niedawna kobiety nie miały dostępu.

            Na to już ci odpisał Senta.

            > A jeśli chodzi o dłuższe życie... sorry, ale kobiety
            > opłacają to znaaaacznie niższymi emeryturami, które
            > nie wystarczają na ŻYCIE tylko na WEGETACJĘ.

            To jest skutek niższego wieku emerytalnego kobiet - rozwiązania, które w założeniu miało faworyzować kobiety; przykro mi, że wyszło inaczej. Gdybym miał coś do powiedzenia, gdy zapadała decyzja, głosowałbym za _co_najmniej_ równym wiekiem emerytalnym.
            • karolana Re: Macierzyństwo: nie tylko represje! 07.04.08, 22:44
              > Mężczyźni nigdy nie załapią się na żadne korzyści z rozwiązań moty
              > wowanych tak pojmowanym "interesem społecznym"

              Nie, ale zapalili się na całe masy innych korzyści :)) Jakby nie było, to
              mężczyźni w znakomitej większości decydują o przyznawaniu kasy na ochronę
              zdrowia, więc kopnij się do ministerstwa zdrowia i pogadaj :) Ja byłam jakiś
              czas temu i kłóciłam się o finansowanie badań przesiewowych na raka szyjki
              macicy. A ty? O co ostatnio się upominałeś?

              > - zawdzięczające swą skuteczność ostatecznemu argumentowi, że jeśli żądania nie
              > zostaną spełnione, to następne pokolenie się nie urodzi. Mężczyźni żadnym podo
              > bnie silnym argumentem nie dysponują.

              Ależ jak to nie??!! Mogą odmówić zapładniania :))))

              > Na to już ci odpisał Senta.

              tjaa, noł koments

              > Gdybym miał coś d
              > o powiedzenia, gdy zapadała decyzja, głosowałbym za _co_najmniej_ równym wiekie
              > m emerytalnym.

              A dlaczego CO NAJMNIEJ? Równy ci nie wystarcza?? I ja też bym tego chciała i o
              to dobijają się feministki. Ale chodzi też np o okresy bezskładkowe, tj urlopy
              wychowawcze oraz nierówne płace, co zapewne ci umknęło niechcący :)
              • takete_malouma Re: Macierzyństwo: nie tylko represje! 19.04.08, 04:33
                karolana napisała:

                > Nie, ale zapalili się na całe masy innych korzyści :)) Jakby
                > nie było, to mężczyźni w znakomitej większości decydują o
                > przyznawaniu kasy na ochronę zdrowia,

                Tak naprawdę nie decydują. Tak naprawdę nie mają wyboru.

                > Ja byłam jakiś czas temu i kłóciłam się o finansowanie badań
                > przesiewowych na raka szyjki macicy.

                I teraz są finansowane.

                A ty? O co ostatnio się upominałeś?

                > > Mężczyźni żadnym podobnie silnym argumentem nie dysponują.
                >
                > Ależ jak to nie??!! Mogą odmówić zapładniania :))))

                Twój uśmieszek jest uśmieszkiem satysfakcji z udanej drwiny. Drwisz, bo świetnie wiesz, że obecne zapasy banków spermy wystarczą na dziesięciolecia, a mysie plemniki z komórek szpiku już się udało wyhodować.
                • karolana Re: Macierzyństwo: nie tylko represje! 19.04.08, 14:54
                  > Tak naprawdę nie decydują. Tak naprawdę nie mają wyboru.

                  Właśnie że mają.

                  > I teraz są finansowane.

                  Właśnie!! Powtarzam pytanie - o co TY się upominałeś? Ale nie na FF, tylko tam,
                  gdzie decyzje zapadają!

                  > Twój uśmieszek jest uśmieszkiem satysfakcji z udanej drwiny. Drwisz, bo świetni
                  > e wiesz, że obecne zapasy banków spermy wystarczą na dziesięciolecia, a mysie p
                  > lemniki z komórek szpiku już się udało wyhodować.

                  Takeciu, serce moje, jak Ty doooobrze wiesz, co ja myślę... buahahaha
                  A teraz powód mojego buahahaha - mam kompletnie i niesłychanie głęboko w dupie
                  banki spermy i nawet przez myśl mi ten argument nie przeszedł, ponieważ jestem
                  100% i nieodwracalnie bezpłodna, więc kwestie rozmnażania mnie nie dotyczą i dla
                  własnego zdrowia psychicznego staram się nad nimi nie zastanawiać :P
                  Uśmieszek zaś był i drwina z Twojego, pożal się Bogini, argumentu, bo tak się
                  dziwnie składa, że kobiety na całym świecie CHCĄ rodzić, niezależnie od
                  okoliczności przyrody, polityki i zasad grawitacji, chcą, bo ich też dotyczy
                  instynkt przetrwania gatunku, bo zwyczajnie CHCĄ mieć dzieci, co więcej, w
                  znakomitej większości chcą te dzieci mieć i wychowywać ze swoimi partnerami :P
                  Więc weź się puknij w czerep zanim rzucisz jakimś debilnym tekstem.
                  • takete_malouma Re: Macierzyństwo: nie tylko represje! 20.04.08, 01:57
                    karolana napisała:

                    > A teraz powód mojego buahahaha - mam kompletnie i
                    > niesłychanie głęboko w dupie banki spermy i nawet
                    > przez myśl mi ten argument nie przeszedł, ponieważ
                    > jestem 100% i nieodwracalnie bezpłodna, więc kwestie
                    > rozmnażania mnie nie dotyczą i dla własnego zdrowia
                    > psychicznego staram się nad nimi nie zastanawiać :P

                    Trochę dużo i chętnie się na ten temat udzielasz jak na kogoś, kto się nie chce na ten temat zastanawiać.

                    > Uśmieszek zaś był i drwina z Twojego, pożal się Bogini,
                    > argumentu, bo tak się dziwnie składa, że kobiety na
                    > całym świecie CHCĄ rodzić, niezależnie od okoliczności
                    > przyrody, polityki i zasad grawitacji, chcą, bo ich
                    > też dotyczy instynkt przetrwania gatunku, bo zwyczajnie
                    > CHCĄ mieć dzieci, co więcej, w znakomitej większości
                    > chcą te dzieci mieć i wychowywać ze swoimi partnerami :P
                    > Więc weź się puknij w czerep zanim rzucisz jakimś debilnym
                    > tekstem.

                    Reality check: świat zachodni, czyli dokładnie to miejsce na Ziemi, które kobietom chcącym rodzić stwarza obiektywnie najlepsze warunki do rodzenia, nie nastarcza z zastępowalnością pokoleń.
                    • karolana Re: Macierzyństwo: nie tylko represje! 20.04.08, 17:51
                      > Trochę dużo i chętnie się na ten temat udzielasz jak na kogoś, kto się nie chce
                      > na ten temat zastanawiać.

                      Przykłady? Poza moimi wypowiedziami dotyczącymi prawa do podjęcia decyzji, które
                      to wypowiedzi dotyczą PRAWA samego w sobie.
        • kocia_noga [...] 03.04.08, 09:13
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • focus1978 Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 03.04.08, 18:04
      Odnosnie ojcow po rozwodach. Nie wiem czy wiesz jak wyglada
      procedura rozwodu w Polsce. To nie jest tak ze sad podemuje decyzje
      za rodzicow o opiece nad dziecmi. W 90 procentach ludzie to ustalaja
      miedzy soba a sad to sankcjonuje. Wlacza sie dopiero w sprawach
      spornych, wiec to ze po rozwodzie to zazwyczj matka opiekuje sie
      dziecmi wynika z decyzji obojga rodzicow.
      • menk.a Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 03.04.08, 20:20
        focus1978 napisała:

        > Odnosnie ojcow po rozwodach. Nie wiem czy wiesz jak wyglada
        > procedura rozwodu w Polsce. To nie jest tak ze sad podemuje decyzje
        > za rodzicow o opiece nad dziecmi. W 90 procentach ludzie to ustalaja
        > miedzy soba a sad to sankcjonuje. Wlacza sie dopiero w sprawach
        > spornych, wiec to ze po rozwodzie to zazwyczj matka opiekuje sie
        > dziecmi wynika z decyzji obojga rodzicow.

        A tatusiowie wtedy mogą odetchnąć spokojnie i kamień z serca.
        • kocia_noga Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 03.04.08, 20:55
          Dokładnie.Poza tym rozwody odbywaja się w rozmaitej atmosferze.Tylko
          część z nich - spokojnej i rzeczowej.Często obydwie strony
          prześcigają się w ywyewaniu na siebie pomyj.I te same osoby dogadały
          się co do opieki, tzn,ze zawsze ta zła,k...wa, pijaczka, leń itp (
          wg męża) ma podjąć całkowitą odpowiedzialnośc za codzienna harówkę
          przy dzieciach ?
          Jakos nigdy tatusiowie?
    • turbomini Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 07.04.08, 23:02
      Jak ktoś się nagle bardzo angażuje w to forum, to lubię go sobie sprawdzić. A o
      tobie bardzo ciekawe rzeczy wychodzą. Można z tego zrobić wieloskładnikową
      jajecznicę.
      • senta.fa To do mnie? A można by jaśniej nieco? :( 08.04.08, 01:19
        To do mnie? A można by jaśniej nieco? :( Nie do końca zrozumiałem, na czym
        polegało Twoje "sprawdzenie" mnie oraz jakież to "ciekawe rzeczy" o mnie
        "wyszły". Pozdrawiam. :)
        • turbomini Cofam 08.04.08, 08:41
          Musiałam wczoraj zrobić literówkę i wyszedł inny użytkownik i baaardzo dziwaczne
          fora. Jakoś zupełnie mi się nie kleiły z feminizmem.
          Natomiast, jak ktoś drąży, to lubię po prostu wiedzieć z jakiego kierunku.
        • lilka69 do senta fe 17.04.08, 21:58
          a mi bardzo podobaly sie postawione pytania i wymog rzeczowych odpowiedzi. wiele
          osob postanowilo cie zdyskredytowac ale prawdziwych scislych umyslow- trzezwo
          myslacych jest niewiele.

          przepraszam, nie odpowiem na pytania ale chcialam wyrazic moj szacunek dla
          jasnych pytan, rzeczowej umiejetnosci dyskusji, poniewaz rzadko mozna spotkac
          dyskutujace merytorycznie osoby na kazdym forum.

          pozdrawiam
          ( walcze czasem z mezczyznami ale nie jestem feministka- wybieram ZLOTY SRODEK)
          • piekielnica1 Re: do senta fe 17.04.08, 22:25
            > ( walcze czasem z mezczyznami ale nie jestem feministka- wybieram
            ZLOTY SRODEK)

            Feministki nie walcza z mezczyznami, tylko z ich nieetycznymi
            zachowaniami - miedzy innymi.
            • lilka69 Re: do senta fe 18.04.08, 12:33
              przepraszam- zatem walcze z nieetycznymi i niemoralnymi zachowaniami meskimi.
              ale gwoli sprawiedliwosci z damskimi rowniez
              • mijo81 Re: do senta fe 20.04.08, 19:25
                A damskie nieetyczne zachowania to wina facetów
    • bertrada Re: Pytań kilka do feministek. Proszę rzeczowo. 19.04.08, 15:37
      Ad 1. Oczywiście. Czymże innym jest zmuszanie kogoś do dożywotniego
      zajmowania się domem i dziećmi i harowania na ich rzecz od świtu do
      zmierzchu. Bez możliwości warunkowego zwolnienia w postaci rozwodu
      nawet w sytuacji bycia ofiarą przemocy.

      Ad.2. Tak. Możliwość wyboru stylu życia oraz przyzwolenie społeczne
      i przepisy umożliwiające egzekwowanie tego prawa sprawiają, że
      dzisiejszym kobietom żyje się znacznie lepiej.

      Ad.3. Kobiety dotychczas mogły realizowac się jedynie prorodzinnie.
      W związku z tym wszelkie inne obszary były dla nich niedostępne.
      Ludzie są bardzo oporni jeżeli chodzi o akceptowanie jakichkolwiek
      zmian, więc dyskryminują wszelkie nowości a tym samym kobiety
      pełniące nowe role życiowe. Mężczyźni mieli tylko jeden dział nie
      obsadzony, więc dyskryminowani są (jeżeli w ogóle) tylko w roli kur
      domowych. W pozostałych obszarach, w przeciwieństwie do kobiet, są
      mile widziani.

      Ad.4. Patrz pkt3. Ludzie sobie kiedyś wymyślili jedynie słuszny
      podział ról społecznych i związane z tym stereotypowe zachowania i
      teraz, mimo zmian gospodarczo-społecznych nie chcą się od tego
      uwolnić. Nie potrafią zrozumieć, że nawet jeżeli coś kiedyś się
      sprawdzało, nie oznacza to, że w innych okolicznościach będzie
      równie skuteczne.

      Ad.5. Również patrz pkt3

      Ad.6. Kobieta to nie inkubator. Mężczyzna nie ma prawa ingerować w
      jej wnętrzności. Podobnie jak nie ma prawa ingerować w los
      plemników, które znalazły sie we wnętrzu kobiety i np zabronić jej
      wykonania irygacji. To jest tak jak z drzewem sąsiada. Niby jest
      jego własnością, ale jak gałęzie przejdą na twoją posesję to możesz
      z nimi zrobić co chcesz. Takie jest prawo i chyba niegłupie.

      Ad.7. To samo co każdy rozsądny, cywilizowany człowiek w momencie
      jak zostaje zaatakowany przez kogoś słabszego. Sparować cios,
      przytrzymać napastnika do momentu, aż ten sie uspokoi lub poprostu
      uciec. Można też zgłosić naruszenie nietykalności cielesmej do
      prokuratury.
Pełna wersja