jagandra
01.04.08, 10:53
Czytałyście?
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,5072871.html
Szokujące że jest tyle kobiet, którym jest łatwiej poprosić znajomego o załatwienie jakiegoś specyfiku poronnego i połknięcie czegoś, czego skład i działanie nie jest znane, niż poprosić kogoś o przetłumaczenie kilku słów w szpitalu.
Ale ja znam tę mentalność, pamiętam ją z własnego życia, z czasów gdy miałam naście i wczesne dwadzieścia lat. Kasety się przegrywało, a nie kupowało, jeździło się na gapę i dawało kontrolerom w łapę, a jeśli nie na gapę, to na podrobiony czyli tańszy bilet miesięczny, kupowało się trawę od tego lub tamtego kolegi itp. Wiele spraw jakoś załatwianych przez znajomych, nie drogą formalną. Nie mogę napisać, że mnie to nigdy nie dotyczyło...
No i do tego lęk i wstyd związane z seksem, antykocepcją, aborcją.
Ciekawy jest też sposób, w jaki skonstruowany został artykuł. Najpierw opis Polek korzystających z podziemia aborcyjnego w Anglii - nieznających angielskiego, zagubionych, niedojrzałych, przyzwyczajonych do polskiego kombinowania, nieodpowiedzialnych. A potem opis Polek korzystających z możliwości legalnej aborcji - a więc bardziej odpowiedzialnie podejmujących decyzje, i wszystkie te kobiety żałują. Czyli polskie piekło aborcyjne tkwi też w głowach dziennikarzy?