senta.fa
02.04.08, 00:15
Tekst wyjaśnia, czemu nie macie racji mówiąc, że dyskryminacja kobiet w ciąży w pracy jest większa od dyksryminacji mężczyzn przez wojsko.
Kluczową kwestią jest ustalenie, w jakiej relacji pozostają względem siebie: zawodowa dyskryminacja kobiet w ciąży (której istnienia w żadnym razie nie neguję!) i przymusowy pobór do wojska. Garść argumentów na poparcie mojej tezy:
1. Kobieta w ciąży ma zapewnioną prawną ochronę przed dyskryminacją, pracodawca stosując wobec niej represje ŁAMIE PRAWO. Wojsko natomiast swoją dyskryminację uprawia W IMIENIU PRAWA. Nie wiem, czemu nikt nie dostrzegł tej różnicy, moim zdaniem zasadniczej.
2. Abstrahując już od prawa zastanówmy się, co ma dalej idące konsekwencje dla jednostki: niezawiniona utrata pracy czy zaciągnięcie do wojska wbrew woli. Zdrowy rozsądek nakazywałby jednak obstawić wojsko. Oto przesłanki:
- Wojsko ogranicza na pół roku niemal całkowcie wolność jednostki. Wyobraźcie sobie, że te skubańce w zielonych ubrankach dyktują takiej jednostce praktycznie wszystko: od rozkładu dnia i godzin snu, po dietę. Na pół roku, nie wiadomo czemu, zamykają człowieka z bandą prymitywów, narażając nota bene na tzw regularny wpie..(atmosfera panuje tam autorytarna), odseparowują od zajęć, książek, komputera, rodziny, przyjaciół, normalnego życia. Krzyczą i wrzeszczą na jednostkę nazywając ją "żołnierzem", odzierają z godności. I tak dalej. O tym można by powieść napisać, a ja mam to opisać na forum?
Pracodawcy robią takie numery kobietom w ciąży?
A teraz proponuję Wam drogie panie wykrzesać maksimum z pokładów empatii, które wierzę, że w Was są, porzucić na chwilę pryzmat płciowości i postarać się zrozumieć CZŁOWIEKA postawionego w kafkowskiej sytuacji komisji wojskowej, którą tak bagatelizujecie. Wygląda to tak (zaznaczam, że wszystko odbywa się w zgodzie z polskim prawem):
Najpierw otrzymuje się wezwanie, do którego dołącza się groźbę. Potem wchodzi się na komisję. Komisja wygląda tak: wchodzisz w samych majtach do ogromnej sali, przy stole siedzą zarówno kobiety i meżczyźni, którzy mają za zadanie ocenić ciało delikwetna. Trzeba się obracać, wyginać, odpowiadać na pytania. Zaznaczam, że w komisji znajdują się również kobiety. Generalnie czujesz się jak pies przed specami ze związku kynologicznego. Co Wy byście powiedziały na taki cyrk? Po raz kolejny pytam: pracodawcy robią takie numery kobietom w ciąży?
A teraz obalę mity, którymi kobiety uzasadniają swoje lekceważenie kwestii wojska.
> Masz prawo, od wielu lat, odpracowania służby wojskowej jeśli
> jest ona sprzeczne z Twoim światopoglądem
Oto fakty. Jeśli rzeczywiście jest to światpogląd, czyli nie jesteś zasranym świadkiem Jehowy, tylko dajmy na to pacyfistą, musisz zdać test z historii myśli pacyfistycznej oraz przejśc rozmowę z komisją na temat tego światopoglądu. Oni tak łatwo bajek o światopoglądzie nie kupują.
Poza tym rozumiem, że dla Ciebie służba zastępcza jest ok? Polecam definicję niewolnictwa. Łatwo mówić, gdy problem nie dotyczy Ciebie. Ale prosze: zrezygnuj ze swojego zawodu i swoich pasji na rzecz PRZYMUSOWEGO mycia niepełnosprawnych za 200 zł miesięcznie.
> poza tym obecnie jeśli kończysz studia wyższe, jesteś
> automatycznie przenoszony do rezerwy bez konieczności odbywania
> służby wojskowe
To nie zawsze tak jest, zależy od rocznika i od WKU, ale okay. Z kobiety, która jest wybitnym specjalistą też nikt nie zrezygnuje w pracy tylko dlatego, że zaszła w ciąże. Argument na tym samym poziomie.