Kobiety w nauce

10.04.08, 16:29
wiadomosci.onet.pl/1480373,242,1,kioskart.html
100% prawdy.
    • jagandra Re: Kobiety w nauce 10.04.08, 19:00
      Smutne:

      "Panie jednak przeznaczały na pracę naukową mniej czasu, częściej były zatrudnione na pół etatu, dużo gorzej zarabiały. Za to połowa z nich zdążyła się już co najmniej raz przeprowadzić, gdy mąż, naukowiec, dostał pracę w innym mieście. Wśród mężczyzn tylko co piąty zmienił miejsce zamieszkania ze względu na karierę żony. Równocześnie – jak pokazała ankieta – kilkanaście procent mniej kobiet niż mężczyzn miało dzieci."

      Czyli największy problem leży w relacjach między kobietami-naukowcami i ich mężami albo inaczej w tkwiących w naszych głowach przekonaniach na temat ról płciowych. Ale bez jakichś odgórnych form wsparcia trudno to wszystko ruszyć.
      • verdana Re: Kobiety w nauce 10.04.08, 19:21
        Nie. Nie w tym. Niezaleznie od ról plciowych zajmowanie sie
        noworodkiem czy niemowleciem nie sprzyja pracy naukowej, chocby ze
        wzgledu na karmienie piersią. Albo nawet - ze wzgledu na uczucia
        macierzyńskie, ktore uniemożliwiaja odcięcie się od dziecka i
        swobodna pracę. Tych uczuc nie da się po prostu pozbyć - i nawet
        siedzac w bibliotece kobieta myśli o malutkim dziecku. Ja bym tu
        winila fizjologię.
        Jako że dziecko miało 1,5 roku, kiedy bronilam doktorat, a kolejne
        niespełna 4 gdy bronilam habilitacje - zapewniam, ze nawet najlepszy
        mąż tu nie pomoze.
        • jagandra Re: Kobiety w nauce 10.04.08, 19:29
          To prawda, fizjologia też tu odgrywa rolę. Ale te przeprowadzki? Fakt że kobieta pojedzie za mężem, a mężczyzna za żoną raczej nie?
          I czy gdyby Twój mąż w ogóle nie zajmował się dziećmmi (a są przecież tacy), byłabyś w stanie obronić prace naukowe?
          • verdana Re: Kobiety w nauce 10.04.08, 22:45
            Nie - ale facet, ktorego żona nie zajmie się dziecmi tez nie byłby w
            stanie, wiec to marny argument. Mój mąż nie zrobił doktoratu - może
            z powodu tej własnie opieki? Zreszta najmlodszy był w złobku, więc
            opieka odpada.
            A ze kobiety jadą za mężem? Cóż, faceci zwykle zarabiają wiecej - i
            jako, ze mają wyższy stopień (zwykle, chocby dlatego że bywaja
            starsi...) im częściej oferuje się zatrudnienie w innych osrodkach.
            Natomiast nie widze tu zjawiska, o ktorym już pisalam - dlaczego
            kobiety nie bronią habilitacji. U nas na 10 facetów wypada jednak
            kobieta - a habilitacja to wiek już odchowanych dzieci. Trudno
            akurat to zwalać na facetów.
            • jagandra Re: Kobiety w nauce 11.04.08, 09:32
              No właśnie to są argumenty na rzecz tego wtłoczonego w nasze głowy podziału na role płciowe.
              Facet, którego żona nie zajmie się dziećmi nie byłby w stanie - otóż to. Ale jakoś tak się składa, że żony facetów naukowców na ogół zajmują się dziećmi, a w drugą stronę niekoniecznie to działa. To nie tylko fizjologia.
              Dziecko przeważnie można oddać do żłobka/ przedszkola. To też nie fizjologia.
              To że często mężowie są starsi od żon, to element kultury. Zresztą bywają równolatkami. Czy wtedy jest inaczej?
              Pamiętam, że pisałaś o tych habilitacjach. Też tego nie rozumiem. Może jak się wcześniej wystopuje, to później jest trudniej dalej aktywnie pracować?
              • verdana Re: Kobiety w nauce 12.04.08, 10:03
                Ale fizjologia jest ciąża, karmienie, zmęczenie po porodzie,
                depresja poporodowa - a to wszystko zabiera czas. Fizjologią jest
                chyba też zastanawianie się, jak dziecko znosi rozłąkę w żłobku czy
                z opiekunką - facet idzie do biblioteki i nad tym się nie
                zastanawia, tylko pracuje, trudno mieć pretensję. Kobieta mysli o
                dziecku - i to chyba nie jest ani naganne, ani wmówione, ani nawet
                warte zmiany.
                Jesli chodzi o habilitację, to mnie się wydaje, ze kobietom mniej
                zalezy na awansie. I nie jestem przekonana do końca, czy to jest
                tylko kulturowe. Ostatecznie dwie suki w domu będą zazwyczaj zyły w
                przyjaźni, parę psów musi ustalić hierarchię.
                • jagandra Re: Kobiety w nauce 12.04.08, 10:38
                  No nie wiem :) Suka moich rodziców, jak tylko zobaczy inną sukę, od razu zaczyna ustalać hierarchię, i to w sposób niezbyt pokojowy.
                  Verdano, co w takim razie jest z Tobą nie tak? ;) Przecież jesteś kobietą (podobno :D).
                  • verdana Re: Kobiety w nauce 12.04.08, 10:42
                    Mąż twierdzi, ze nie.
                    Zresztą, wyjątek potwierdza regułę. A ja, mimo wszystko nie mam np.
                    ochoty na żadne stanowiska. A faceci w mojej sytuacji - mają. No i
                    prawdę mówiąc, zaden ze mnie wielki naukowiec. Wim, ze dgyby nie
                    dzieci, pisałabym znacznie więcej. I nie dlatego pisałam niezbyt
                    dużo, ze nie miałam pomocy przy dzieciach, ale dlatego, ze dla mnie
                    one jednak były bez watpliwosci wazniesze od pracy. Dla faceta to
                    nie jest oczywiste.
                    • andziulindzia Re: Kobiety w nauce 12.04.08, 21:15
                      Dla mnie osobiscie nadrzędną wartoscią jest rodzina. Pracuję po to
                      żeby mieć pieniadze na zaspokojenie potrzeb mojej rodziny.
                      Oczywiscie nie będę wykonywać każdej pracy, ale też nie zależy mi
                      zbytnio na jakis wielkich i prestizowych sukcesach w pracy. Nie
                      odczuwam potrzeby spędzania w pracy zbyt wielu godzin. To tylko
                      konieczny dodatek do zycia. Co prawda nie jestem pracownikiem
                      naukowym, ale tak sobie myślę, że i kobiety naukowcy właśnie tak
                      mogą postrzegać swoja karierę: owszem praca fajna, ciekawa, ale
                      prędzej "poświecą" karierę dla rodziny niz rodzinę dla kariery.
                • dagmama Suki. 12.04.08, 22:37
                  Dwie suki może i zyją w przyjaźni, ale hierarchia jak najbardziej
                  musi byc ustalona. Jeli masz dwie suki w domu, zaobserwujesz, że
                  jedna częściej ma cieczkę. Bo jest dominująca.


                  I nie jestem przekonana do końca, czy to jest
                  > tylko kulturowe.

                  He he, znowu przypominasz mi te posłanki, które wmawiają kobietom,
                  że mają w domu siedzieć, bo to naturalne, ale same są, no cóż,
                  lepsze;-D

                  • verdana Re: Suki. 12.04.08, 23:35
                    Nie zaprzeczysz jednak, ze w swiecie zwierząt samce i samice róznią
                    się miedzy soba zachowaniami? Chyba nikt nie dawał im w dzieciństwie
                    innych zabawek?
                    Jestem jak najbardziej za pełnym równouprawnieniem - obu płci
                    zreszta, bo sa dziedziny, gdzie faceci mają gorzej. Ale pod jednym
                    warunkiem - ze bedzie to równoupranienie kobiet i mężczyzn, a nie
                    negowanie jakichkolwiek różnic wynikających z płci. Bo ich negowanie
                    prowadzi do absurdu - dziewczynki np. rozwijają się szybciej i to
                    chyba nie dlatego, zę im to wmówiono.
                    • dagmama Re: Suki. 13.04.08, 12:49
                      W świecie zwierząt bywa rozmaicie. Są stada, gdzie rzadzą samce i
                      mają po kilka samic, a są też społeczeństwa matriarchalne.
                      Z kim konkretnie chcesz nas porównywać?

                      Ja uważam, że nikt nie neguje faktu, że dziewczynki rozwijają się
                      szybciej. Szkodliwe jest to, że nie jest to wykorzystywane dla ich
                      dobra. Hamuje się je, żeby chłopcy mogli im dorównać. A potem je
                      wyprzedzają.

                      Zastanawiam się nad tym, co piszesz o stanowiskach. Jeśli nie masz
                      ochoty na awans, a mężczyzna na Twoim miejscu miałby. Czyli nie
                      jesteś żadnym wyjątkiem.

                      Ciągle mówimy o ludziach zatrudnianych.
                      Wśród przedsiębiorców nie widuję różnic "fizjologicznych". Wszyscy
                      wydają mi się ambitni i chcą się rozwijać. Niezależnie od liczby
                      dzieci. Znam kobietę, która odniosła sukces i zawojowała tutejszy
                      rynek kredytów mając troje dzieci, najmłodsze chore na białaczkę.
                      • verdana Re: Suki. 13.04.08, 14:21
                        Nie mam wrazenia, ze dziewczynki są hamowane - przeciwnie, widać po
                        wynikach w szkole podstawowej, ze chłopcy nie daja sobie rady, ze
                        program jest ulozony pod katem dziewcząt. I wymagania szkolne też.
                        Owszem, rózne gatunki zwierzat maja różne zachowania w zalezność od
                        płci - świadczy to jednak o tym, ze istnieja róznice na poziomie
                        fizjologicznym. Negowanie ich nie ma sensu.
                        Ja nie mam ochoty na awans - ale nie da sie ukryć, jestem jednak
                        dyrektorem. Zastanawiam się, ilu facetów tez nie ma ochoty, a
                        awansuje z takich powodów jak ja - tzn. dlatego, ze musi utrzymać
                        rodzinę.
                        Ci, którzy sa przedsiębiorcami już są "przesiani" - jak ktos nie
                        chce być przedsiebiorcą, to go po prostu nie widzisz - a założenie
                        wlasnego interesu jest już zachowaniem "przebojowym".
                        • dagmama Re: Suki. 13.04.08, 15:22
                          Nie, nie, przedsiębiorcy są ogólnie "przesiani" ze społeczeństwa.
                          Ale są róznej płci. Nic nie hamuje kobiety, w żadnym wieku, żeby
                          założyć interes. zadne dzieci nie przeszkadzaja w "awansowaniu"
                          czyli rozwijaniu firmy. Pomyśl o tych wszystkich salonach
                          fryzjerskich. Nie ma kwestii ciąża, karmienie, zero fizjologii!

                          Ja uważam tak, jak napisałam. Ciąża, karmienie to fizjologia, ale
                          to, czy ktoś chce awansować czy nie, to już cecha niezależna od płci.
                          • dagmama Re: Suki. 13.04.08, 15:24
                            U zwierząt podobnie. Samoca rodzi, karmi. Ale przywódcą stada może
                            być. U słoni na ten przykład.
                            • hankam Re: Suki. 01.05.08, 20:48
                              Stada słoni są złożone wyłącznie z samic, dzieci i młodzieży. Nie ma
                              tam dorosłych samców.

                              Samice rządzą stadami surykatek.

                              Co ty, Animal Planet nie oglądasz?
Pełna wersja