margot_may
15.04.08, 14:18
Muhammad Yunus, laureat pokojowej nagrody Nobla w 1983 roku założył w
Bangladeszu Grameen bank, bank dla biednych.
Oto jak rozwinęło sie jego przedsięwzięcie:
"Co roku pożyczamy około miliarda dolarów. Mamy 7,5 miliona pożyczkobiorców, z
czego 97% stanowią kobiety, które pożyczają średnio 150 dolarów, ale niekiedy
15 dolarów""
"(...) biedacy są świetnymi dłużnikami. Mamy ściągalność kredytów na poziomie
99%. W tych czasach kryzysu na rynku subprimes, który przyniósł 400 miliardów
strat wielkim światowym bankom jest to piękna lekcja"
"System bankowy odrzuca kobiety, nie tylko te biedne, nawet te zamożne. W owym
czasie stanowiły tylko jeden procent klientów banków. Domagałem się więc, aby
połowę naszych pożyczkobiorców stanowiły kobiety"
"Skoro kobiety potrafią lepiej spożytkować pieniądze, to po co pożyczać je
mężczyznom? Kiedy matka zaciąga pożyczkę, sytuacja rodziny się poprawia,
dzieci natychmiast na tym korzystają. Kobieta chce coś zbudować, ma
długofalowe projekty"
"To obecnie jedyny bank na świecie zwracający się do kobiet i będący w ich
posiadaniu"
Co o tym myślicie? Wysoki odsetek spłaconych kredytów to, faktycznie, jak
twierdzi Yunus, skutek tego, że dostały je kobiety? Czy taka prawidłowość
byłaby możliwa wśród kobiet bardziej zamożnych, np. w Europie? Czy też jest to
efekt owego "biedacy są świetnymi dłużnikami"?
Wydaje mi się, że w Polsce taki bank nie mógłby powstać, bo żeby kobieta mogła
spłacić kredyt, musi mieć pracę. W Bangladeszu, kraju biednych, kobiety same
znajdują sobie pracę zakładając drobne przedsiębiorstwa i dostarczając towary
i usługi, które u nas są zapewniane przez duże firmy i koncerny.