Ostatni małżeński obowiązek

19.04.08, 10:42
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,5110543.html
Miałam założyć ten wątek już jakiś czas temu, bo ten artykuł rozłożył mnie na
łopatki. W jaki sposób kobiety mają walczyć o swoją godność, kiedy TAKI
przykład idzie z góry? Mąż robi największe świństwa, a żona cierpliwie, niczym
święta pokutnica, stoi koło niego z przylepionym uśmiechem. To są jakieś chore
wzorce zachowań. A jednak wzorce, skoro się powtarzają.
    • bene_gesserit Re: Ostatni małżeński obowiązek 19.04.08, 11:48
      No tak, ale nawet Amerykanie, dla ktorych te szopki to ostatnio
      codziennosc, byli zniesmaczeni obecnoscia pani Splitzer. Z artykul
      wynika, ze to sie w sumie przeciwko niemu obrocilo.

      A ja sie nie dziwie, ze te kobiety robia _wszystko_, zeby uratowc
      kariery mezow. Przeciez ta kariera to wynik takze ich samych
      ciezkiej pracy, rowniez ich dzielo.
      • kocia_noga Głupota ich jest niezmierzona 19.04.08, 14:37
        jeden korzystał ze służbowego apgera, drugi księgował oficjalnie
        swoje ku....kie wypady, inny nieudolnie maskował wydatki na q.wy,a
        jeszcze inny afiszował się z Cipelem, do tego Golanem.
        I te debile piastowały funkcje publiczne.Zamiast móżdżków kupa
        trocin.
        • piekielnica1 Re: Głupota ich jest niezmierzona 19.04.08, 15:39
          A odwiecznym obowiazkiem zony (czyli prawdziwej kobiety) jest
          wspierac go w jego dzialaniach i byc lojalna mimo wszystko, dla
          dobra swietej rodziny.
          • takete_malouma ... a to wszystko są poważne... 20.04.08, 00:57
            ... problemy społeczne dotyczące ogromnej liczby ludzi, bo przecież politycy i ich rodziny stanowią znaczną część społeczeństwa ;))
            • bene_gesserit Re: ... a to wszystko są poważne... 20.04.08, 01:40
              Oczywiscie nie ma znaczenia, ze politycy to dla duzej liczby osob
              (np tych, ktorzy ich wybierali) role models ;))
              • takete_malouma Re: ... a to wszystko są poważne... 20.04.08, 01:44
                bene_gesserit napisała:

                > Oczywiscie nie ma znaczenia, ze politycy to dla duzej liczby osob
                > (np tych, ktorzy ich wybierali) role models ;))

                To jest jedna z tych oczywistości, które aż się proszą o zakwestionowanie :)
                • bene_gesserit Re: ... a to wszystko są poważne... 20.04.08, 01:50
                  Zakwestionuj ;))
                  • kocia_noga Re: ... a to wszystko są poważne... 20.04.08, 09:31
                    Przede szystkim politycy mają wpływ na wydarzenia w szerokiej skali
                    i pełnienie tych funkcji przez ewidentnych durni (abstrahując od ich
                    moralności, choc moim zdaniem to się łączy) jest zjawiskiem
                    niepokojącym - widac istnieją szklane schody wynoszące takie
                    osobniki do władzy.Może te ich żony też te schody nakręcają?
                    • piekielnica1 Re: ... a to wszystko są poważne... 20.04.08, 13:15
                      > Może te ich żony też te schody nakręcają?

                      Pamietam porady i poradniki z mojej mlodosci.

                      Upokorzeniem dla kobiety nie byla zdrada tylko porzucenie, a
                      satysfakcja jak maz mimo wszystko odszedl od kochanki i wrocil na
                      lono rodziny.
                      I wszystkie te porady uczyly madrosci, ktora sprawi, ze maz jednak
                      wroci do zony.
                      • kocia_noga Re: ... a to wszystko są poważne... 20.04.08, 15:58
                        piekielnica1 napisała:
                        > I wszystkie te porady uczyly madrosci, ktora sprawi, ze maz jednak
                        > wroci do zony.


                        Wiem, pamiętam,z resztą teraz też jest podobnie.Na TVN idzie serial
                        o wyjątkowym idiocie moralnej kupie,o którym wiadomo że żona w końcu
                        wróci do niego, bo któżby nie kochał kupy, skoro reżyser kocha,
                        scenarzysta kocha,sponsor tego hitu az się ślini i wszyscy inni
                        faceci też.
      • evita_duarte Re: Ostatni małżeński obowiązek 19.04.08, 20:22
        bene_gesserit napisała:

        > No tak, ale nawet Amerykanie, dla ktorych te szopki to ostatnio
        > codziennosc, byli zniesmaczeni obecnoscia pani Splitzer. Z artykul
        > wynika, ze to sie w sumie przeciwko niemu obrocilo.
        >

        Wiesz Silda Spitzer stala za swoim mezwem, ale nie bylo na jej
        twarzy widac tego poparcia. Bylo natomiast widac bol i lzy w oczach.
        WIdac bylo, ze zmusza sie do tego zeby tam byc i cudem powstrzymuje
        wybuch lez. Jej maz mowil mowil mowil a kamery caly czas ladowaly na
        niej. Mnie samej wydawalo sie obrzydliwe, ze ona tam byla.
    • bri Re: Ostatni małżeński obowiązek 19.04.08, 16:41
      Nie wszystkie kobiety uważają zdradę za powód do zerwania związku.
      Zresztą jak naprawdę ich wspólne życie wyglądało, kto komu pierwszy
      nóż w plecy wbił, wiedzą tylko sami zainteresowani. Poza tym rację
      ma też ktoś, kto wyżej napisał, że kobiety mające wysoko
      postawionych partnerów często czerpią z ich pozycji spore korzyści i
      nie jest w ich interesie, żeby mężowie je utracili.

      A pewnie są też takie, które kochają na tyle, że są w stanie wczuć
      się w położenie męża i współczuć mu, mimo wszystko.
    • bri Re: Ostatni małżeński obowiązek 19.04.08, 16:42
      Poza tym turbo, godność to jest kwestia osobista. Może to jest
      właśnie, wg tych kobiet, godne zachowanie i gdyby postąpiły inaczej,
      czułyby się źle same ze sobą.
      • turbomini Kłóciłabym się, że to kwestia osobista 20.04.08, 19:29
        Jak to widać z komentarzy do artykułu, większość uważa to zachowanie, za dziwne
        i masochistyczne. To nie jest coś, co te kobiety robią w zgodzie ze sobą, ale
        właśnie wbrew sobie. Nie kierują się IMHO osobistym wyborem, ale powielają
        schemat "tak trzeba" i puszczają go dalej jako echo.

        Zresztą sprawy te tracą znamiona "prywatności" w momencie, kiedy zamiast wyjść
        na jaw "w gronie rodzinnym", są wywlekane na światło dzienne przez media. W
        większości przypadków jest jasne, że to koniec małżeństwa, ale jak to gdzieś
        ostatnio (również na jakimś forum) wyczytałam, pożegnanie też jest rozgrywką, bo
        żona polityka jest osobą publiczną i niewłaściwym posunięciem ryzykuje nie tylko
        swoje "dobro" małżeńskie.
    • triss_merigold6 Re: Ostatni małżeński obowiązek 19.04.08, 16:58
      Coś za coś. Odrobina poświęcenia własnej godności za prestiżowe i
      intratne stanowisko polityczne męża. Zyski z wysokich stanowisk i
      kariery panów mężów miały niewątpliwie więc wspierały ich kariery -
      typowo po amerykańsku. A że dały przykład IMO niefajny etycznie? Ano
      dały i to dobrowolnie. One są akurat na takiej pozycji, że lekkim
      twistem mogły się z hukiem rozwieść i podać mężów o megaalimenty.
      • bri Re: Ostatni małżeński obowiązek 19.04.08, 17:07
        Czemu Twoim zdaniem to, co zrobiły było nieetyczne?
        • triss_merigold6 Re: Ostatni małżeński obowiązek 19.04.08, 17:13
          Subiektywnie odbieram to jako przekaz: zrobię wszystko dla
          uratowania kariery męża. Wszystko. Może być dziwkarzem, oszustem,
          hochsztaplerem etc. a ja będę przy nim stać za cenę publicznego
          upokorzenia i uśmiechać się do kamer oraz ględzić o terapii,
          wybaczeniu i zwróceniu się do Boga (wersja stricte amerykańska).

          Dały sygnał, że można im napluć na głowę a one zniosą i jeszcze się
          usmiechną.
          No sorry ja bym z gościa flaki wypruła nie za zdradę ale za
          publiczny obciach i zrobienie ze mnie kretynki.
          • kocia_noga Re: Ostatni małżeński obowiązek 19.04.08, 19:39
            Znowu skupiłyście się na kobietach,że coś z nimi nie tak.
            Jakie to jednak smutne.
            • evita_duarte Warunki amerykanskie 19.04.08, 20:27
              Musicie jednak cos zrozumiec. Gdyby ktorakolwiek z nich nie stanela
              za mezem to opinia publiczna nie zostawilaby na nich suchej nitki.
              Amerykanie sa duzo bardziej konserwatywni niz nam sie Polakom
              wydaje. Fakt, ze ten konserwatyzm i religijnosc sa tylko na pokaz
              niczego nie zmienia.
              • bri Re: Warunki amerykanskie 19.04.08, 22:47
                To też, poza tym czekałby je natychmiastowy towarzyski ostracyzm, bo
                przecież nie można byłoby zapraszać obojga na raz, w niektórych
                przypadkach odwróciłyby się od nich nawet własne dzieci. Naprawdę
                nie miałabym odwagi oceniać zachowania kobiety w takiej sytuacji,
                ani zarzucać jej nieetyczność postępowania czy dawanie złego
                przykładu.
                • six_a Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 01:29
                  nie no naprawdę, towarzyski ostracyzm jest gorszy, niż bywanie nadal
                  w towarzystwie męża, który na oczach świata zrobił człowieka w
                  balona?
                  to jest po prostu robienie wody z mózgu.

                  dziwne, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić kobiety mówiącej
                  publicznie o swoich zdradach, czy wydawaniu publicznej kasy na
                  żigolaków i męża stojącego przy niej murem. normalnie byłaby to
                  dziwka od początku do końca, a jedynym honorowym wyjściem dla faceta
                  byłby spektakularny rozwód.

                  chyba że były takie przypadki, proszę dać znać.
                  • bene_gesserit Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 01:44
                    O co zaklad, ze nie bylo.
                    Ale kobieta, ktora sie puszcza to jednak ku.. jest, a facet - coz,
                    ma duze potrzeby, jak to facet no i ma powodzenie. Noi skoro sie
                    przyznal publicznie, to jednak ma honor.

                    Zreszta - mysle, ze malo jest mezczyzn, ktorzy z wyzszej pozycji
                    spolecznej swojej zony czerpaliby zadowolenie. Mezczyzna, ktory
                    stoi spolecznie gorzej (pewnie tez gorzej zarabia), a do tego
                    dowiedzialby sie, ze jest rogaczem, _musialby_ z kopyta sie
                    rozwiesc, i to z hukiem.
                    • kocia_noga Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 09:36
                      No ale z niego toby się wszyscy smiali, a jej jednak współczują; a
                      jak stoi murem za swoim durniem, to i szacunek jakiś ma u niektórych
                      ('Stand by your man...')
                      • bene_gesserit Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 12:25
                        Wlasnie o to chodzi.
                        Kobieta w takiej sytuacji jest ofiara godna szacunku, mezczyzna w
                        takiej roli jest ofiara losu, pantoflarzem i frajerem.
                    • bri Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 11:21
                      fakty.interia.pl/newsroom/news/romans-hillary-clinton-ujawniony,921609
                      • bene_gesserit Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 12:26
                        Jakos trudno mi w to uwierzyc. Mysle, ze to proba zrobienia z HC
                        czlowieka. Bardzo smieszne.
                    • bri Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 11:22
                      Kobiety po prostu rzadko bywają na takich stanowiskach, żeby ich
                      romanse bywały troską całego narodu.
                      • bene_gesserit Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 12:26
                        Noale zalozmy, ze by sie cos takiego jakiejs prezydentce, minister
                        czy komu zdarzylo. Myslisz, ze byloby inaczej niz napisalam?
                        • bri Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 19:31
                          Nie wiem.
                      • six_a Re: Warunki amerykanskie 21.04.08, 00:56
                        w jakim sensie rzadko? w stanach sporo kobiet robi karierę nie tylko
                        jako żona kongresmena. działają publicznie, więc są osobami
                        publicznymi. dlaczego ich romanse nie mają być troską narodu, skoro
                        troską narodu jest potencjalne ojcostwo leppera w sprawie anety ka?

                        a te wieści o hillary clinton już z rok temu były rozpuszczane, ale
                        cokolwiek to było, szanowny małżonek nie potwierdził, ona sama chyba
                        też nie, więc można chyba między bajki włożyć. zakładam, że kobieta,
                        która ze stoickim spokojem znosi lewe orale swojego męża, nie
                        miałaby problemu z przyznaniem się do romansu, gdyby taki miał
                        rzeczywiście miejsce.
                  • piekielnica1 Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 09:37
                    > nie no naprawdę, towarzyski ostracyzm jest gorszy, niż bywanie
                    > nadal w towarzystwie męża, który na oczach świata zrobił człowieka
                    > w balona? to jest po prostu robienie wody z mózgu.

                    Amerykanki takie zachowania maja juz wdrukowane.
                    Ani Jackie Kennedy, ani Hillary Clinton nie porzucily swoich
                    zdradzajacych mezow.
                    Mozna skwitowac, ze sa glupi i interesowne znoszac pullicznie
                    upokorzenia, ale moze warto zastanowic sie dlaczego kobiety tak
                    postepuja.
                    • bri Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 10:32
                      Rany, będziecie na siłę kobiety rozwodzić w przypadku małżeńskiej
                      zdrady? Ja się nie zgadzam. Na wypadek takiej ewentualności, chcę
                      decyzję podjąć sama. Mam w dupie, co sobie ludzie myślą na mój
                      temat. Postąpię zgodnie z tym, co dla mnie będzie dobre.
                      • kocia_noga Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 11:01
                        Nie chodzi o rozwód, ale o reakcję - zwykłą, ludzką, taka jak
                        wściekłość, smutek, rozczarowanie, złość,zmieszanie itp.One trzymają
                        maski na twarzach.Gdyby jawnie okazały co czują- cokolwiek by to
                        było, a potem albo sie rozwiodły, albo nie,oznaczałoby jasną
                        sytuację.A tak to ,mętna woda.
                        • kocia_noga Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 11:07
                          Nie należę do świata polityki, ale nie tylko ten świat pełen jest
                          obłudy, np zwykłe stosunki rodzinno-sąsiedzkie mogą się niewiele
                          róznić.
                          Spróbowałam sobie wyobrazić, jak ja bym zareagowała, gdyby wyszedł
                          na jaw fakt,ze mój mąż wydawał nieswoją kasę na dupczenie i grozi mu
                          wywalenie z pracy.
                          Czyłabym się upokorzona i zagrozona, wściekła i przestraszona.
                          Jak bym zareagowała na zewnątrz? Toby zależało od okoliczności,
                          głównie od naszej rozmowy o tym z mężem.Byłabym w stanie w pewnych
                          okolicznościach mu wybaczyć,ale tylko prywatnie.Uważam,ze takie coś
                          dyskwalifikowałoby go jako pracownika i musiałabym się z tym
                          pogodzić.Ale on nie jest nikim ważnym i nie zarabia kokosów.
                        • bri Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 11:13
                          A skąd wiesz, jakie są ich zwykłe ludzie reakcje? Do jasnej cholery,
                          przed kamerami jedyna możliwa reakcja to jest maska na twarzy, jeśli
                          chcesz zachować zdrowie psychiczne. Wczuj się, wyobraź sobie, że mąż
                          Cię zdradza - opowiadałabyś w pracy o swoim smutku, rozczarowaniu,
                          złości itp. Opowiadałabyś swoim dzieciom, o tym jakie straszne
                          świństwo ich ojciec Ci zrobił i jak go w tej chwili nienawidzisz?
                          Spowiadałabyś się z tego ludziom, o których wiesz, że nie są Tobie
                          przychylni, i Twój moment szczerości wykorzystają przeciwko Tobie? W
                          takiej sytuacji myślisz o sobie i najbliższej rodzinie, a nie o tym,
                          żeby jakaś tam laska, w dalekim kraju odczytała Twoje postępowanie
                          jako "jasną sytuację". Zastanów się czego Ty wymagasz od tych kobiet.

                          Nie mówiąc już o tym, że publiczna prezentacja złych emocji w chwili
                          ich największego natężenia bardzo rzadko przynosi cokolwiek dobrego.
                          Znacznie lepiej jest odczekać aż największy ból minie, zastanowić
                          się spokojnie nad tym co się stało i dopiero wtedy o tym opowiadać.
                          • kocia_noga Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 16:09
                            bri napisała:

                            > A skąd wiesz, jakie są ich zwykłe ludzie reakcje? Do jasnej
                            cholery,
                            > przed kamerami jedyna możliwa reakcja to jest maska na twarzy,


                            uważam,ze niekoniecznie.I to, co prezentuja przed kamerami te
                            kobiety świadczy o społeczeństwie w którym żyją.
                            Dalej podajesz przykłady reakcji.Ja bym nie ukrywała, na pewno nie
                            przed dziećmi ani osobami życzliwymi.Właściwie przed nieżyczliwymi
                            też - nigdy nie wiem, co kto mówi za moimi plecami - nauczyłam się o
                            to nie troszczyć.
                            • bri Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 19:41
                              Wszystko jedno - nie daje Ci to prawa wymagać, aby wszystkie kobiety
                              zachowywały się tak jak Ty.
                              • kocia_noga Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 20:02
                                bri napisała:

                                > Wszystko jedno - nie daje Ci to prawa wymagać, aby wszystkie
                                kobiety
                                > zachowywały się tak jak Ty.

                                Nie wymagam, zauważ.Nie podoba mi się to, nie wzbudza mojego
                                zaufania - a to co innego.
                            • lolyta Re: Warunki amerykanskie 21.04.08, 16:30
                              Ja mysle ze one maja o wiele bardziej w dupie "co spoleczenstwo o mnie teraz
                              mysli", bardziej sie martwia rzeczami typu" i moja mama mnie teraz oglada w
                              takiej sytuacji i pewnei placze, i koledzy dzieci ze szkoly etc".
                          • six_a Re: Warunki amerykanskie 21.04.08, 01:09
                            wydaje mi się, że gdyby to była sama zdrada, to nikt by tego nie
                            wyciągał w publikę, w końcu jest to sprawa między małżonkami, i nie
                            byłoby publicznej spowiedzi z udziałem żony. ale tam chodzi o
                            przekręty finansowe i ja nie rozumiem w ogóle, co ta żona tam robi
                            przed kamerami, kiedy mąż spowiada się ze swoich przekrętów. dla
                            mnie to jest jakieś pomieszanie bajek, tak jakby ten efekt rodziny i
                            wybaczającej żony miał złagodzić wymiar przestępstwa.
                            jest w tym element wysługiwania się - wyciągam żonę z rękawa,
                            patrzcie nawet ona mi wybacza, i rozwlekania upokorzenia związanego
                            z całą aferą na inne osoby, zamiast wzięcia tego na siebie.
                            i ja nie mówię o tym, czyją winą była zdrada, tylko o tym, że żona
                            raczej nie płaciła publicznymi pieniędzmi za prostytutki męża, więc
                            po jaki grom się ją w to miesza?
                            • kocia_noga Re: Warunki amerykanskie 21.04.08, 09:06
                              six_a napisała:

                              żona
                              > raczej nie płaciła publicznymi pieniędzmi za prostytutki męża,
                              więc
                              > po jaki grom się ją w to miesza?
                              >
                              >

                              Świetna uwaga.
                      • piekielnica1 Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 12:37
                        > Rany, będziecie na siłę kobiety rozwodzić w przypadku małżeńskiej
                        > zdrady?

                        Mnie nawet nie chodzi o rozwod, tylko o zrozumienie.
                        Przeciez takie zachowania kobiet, jest przyzwoleniem na zdrady,
                        zakceptowaniem tego faktu.
                        Zdradzajacy wie, ze ujawnienie zdrady az tak mocno nie boli, bo zona
                        zawsze wybaczy, bedzie stac przy nim murem i sie usmiechac na
                        oficjalnych imprezach.
                        To niby czemu mieliby rezygnowac z tych uciech?
                    • mijo81 Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 14:33
                      piekielnica1 napisała:

                      > > nie no naprawdę, towarzyski ostracyzm jest gorszy, niż bywanie
                      > > nadal w towarzystwie męża, który na oczach świata zrobił
                      człowieka
                      > > w balona? to jest po prostu robienie wody z mózgu.
                      >
                      > Amerykanki takie zachowania maja juz wdrukowane.
                      > Ani Jackie Kennedy, ani Hillary Clinton nie porzucily swoich
                      > zdradzajacych mezow.
                      > Mozna skwitowac, ze sa glupi i interesowne znoszac pullicznie
                      > upokorzenia, ale moze warto zastanowic sie dlaczego kobiety tak
                      > postepuja.

                      No bo jak Clinton miałaby porzucać kogoś, kto podłożył jej swoje
                      plecy żeby się wybić w polityce :)
                      • piekielnica1 Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 16:02
                        > No bo jak Clinton miałaby porzucać kogoś, kto podłożył jej swoje
                        > plecy żeby się wybić w polityce :)

                        Wskaz mi jakies plecy po ktorych wspiela sie Margaret Thatcher.

                        "Margaret Thatcher
                        W polityce, jeśli chcecie słów, zwróćcie się do mężczyzny, lecz
                        jeśli chcecie czynów - zwróćcie się do kobiety."

                        • mijo81 [...] 20.04.08, 19:38
                          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                          • bene_gesserit Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 19:41
                            Noi okazuje sie, ze zona, ktora wybacza mezowi zdrade, jest
                            pozbawiona godnosci.
                            • piekielnica1 Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 20:03
                              a zdradzajacy maz jest rakieta nosna karier glupich, zdradzanych zon.
                              • mijo81 Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 20:15
                                piekielnica1 napisała:

                                > a zdradzajacy maz jest rakieta nosna karier glupich, zdradzanych
                                zon.
                                No Clinton napewno nie zrobiła kariery dzięki pozycji męża :)
                            • mijo81 Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 20:12
                              bene_gesserit napisała:

                              > Noi okazuje sie, ze zona, ktora wybacza mezowi zdrade, jest
                              > pozbawiona godnosci.
                              >
                              No jeżeli robi to w imię swoich politycznych interesów ???? Thatcher
                              takiego kopnęłaby w dupę bo nie byłby jej do niczego potrzebny
                          • piekielnica1 Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 21:02

                            > To ewidentny przykład jak dla kariery politycznej
                            > można pozbawić się godności.

                            Zwierzala ci sie ze swoich przezyc i przemyslen?

                            > Thatcher takiemu mężowi dałaby od razu kopa w dupę

                            Thatcher jakos kontaktow z synem robiacym szemrane interesy nie
                            zerwala, albo oficjalnie o tym nie informowala.

                            Oczywiscie psim obowiazkiem zony jest brac czynny udzial w
                            kampaniach politycznych swoich mezow, natomiat kobieta startujaca do
                            polityki musi tam wjechac na plecach mezow.


                            > Piszę o Clinton a nie o Thatcher łosiu, a raczej łosico.

                            Pilismy razem, ze pozwalasz sobie na taka zazylosc?
                            W zasadzie wbrew intuicji odpowiedzialam na poprzedni moj post i
                            okazalo sie, ze intuicjia mnie nie zawodzi.

                            Pisz dalej sobie a muzom.
                            • mijo81 [...] 20.04.08, 21:11
                              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                              • piekielnica1 Re: Warunki amerykanskie 20.04.08, 22:15
                                > Wyluzuj babo, trochę dystansu do siebie

                                No prosze, ujawnia sie cala kultura, urok osobisty i odrobina
                                dystansu do siebie.
                                "Im wieksze zero tym bardziej nadete"

                                > Bo zachowujesz się jak, stara zgorzkniała panna.

                                Wolalabym uzywac wibratora, zamiast nerwowego facecika rzucajacego
                                inwektywami przy pierwszej porazce.

                                > Z takimi tekstami to idź na forum intelektualistów. Tam lecz swoje
                                > kompleksy

                                Nie badz taki agresywny bo sie za mocno zaplaczesz.
                                • bene_gesserit Re: Warunki amerykanskie 21.04.08, 01:46
                                  piekielnica1 napisała:

                                  > Nie badz taki agresywny bo sie za mocno zaplaczesz.

                                  Nie rozmawiaj z tymi, ktorzy cie obrazaja, jesli nie chcesz byc
                                  obrazana.
            • turbomini Re: Ostatni małżeński obowiązek 20.04.08, 19:31
              Kocia, bo artykuł jest o kobietach.
              To, że mąż-kretyn to już trudno, ale żona wcale nie musi iść za nim na dno.
              • mijo81 Re: Ostatni małżeński obowiązek 20.04.08, 19:41
                Niektóre na swoje nieszczęście wolą być na dnie ale z mężem niż na
                powierzchni ale bez niego
              • kocia_noga Re: Ostatni małżeński obowiązek 20.04.08, 20:06
                turbomini napisała:

                > Kocia, bo artykuł jest o kobietach.
                > To, że mąż-kretyn to już trudno, ale żona wcale nie musi iść za
                nim na dno.

                Wiem, wiem.Jak jest artykuł o prezydencie Olsztyna to psy wieszaja
                na kobietach.Jak o budowlańcu - oszuście, co podrabia dyplom
                ginekologa żeby mieć chwilową satysfakcję i powazne kłopoty prawne -
                to o oszukanych pzrez niego kobietach.
                No to spróbowałam, czy nei chwyci o facetach-debilach co niepotrafią
                ukryć swojego nagannego prywatnego hobby - no i jak zawsze.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja