wiktorka_24
27.04.08, 00:28
Zdumiewa mnie ograniczenie w myśleniu niektórych ludzi. Wąskie horyzonty,
stereotypy, wydawanie opinii. Mam skończone 24 lata i w duchu mam ubaw z tych,
ktorzy mają przekonanie, iz w tym wieku wypadałoby mieć co najmniej
narzeczonego. Dla wielu jedynym priorytetem jest posiadanie
narzeczonego/narzeczonej, a jeśli tak się nie dzieje pojawia się zdumienie:
jak to ? nie masz ? Zauważam, że dziewczyna, która nie ma w tym wieku
narzeczonego, co więcej nie ma "parcia" na szukanie na siłę chłopaka, jest
oceniana jako :
- zbyt wymagająca, na pewno wybredna
- zbyt ambitna: skoro lubi się uczyć, ma większe aspiracje, swoje
zainteresowania -takie na pewno mogą zostać same, bo przecież faceci się
takich boją ;)
- a może lesbijka?
- a może egoistka myśląca jedynie o własnym "ja" - o taką nawet nie ma co się
starac
Piszę to z przymrużeniem oka, gdyż jako 24latka spotykam się z takimi
opiniami. Koleżanki mojej mamy, których dzieci często związały się z naprawdę
nieciekawymi typami i mają same problemy, ciągle będą podkreślać, że kogoś
mają. Tak jakby chodziło o złapanie , nieważne kogo. Uważają, że złapały Pana
Boga za nogi, a część tych osób to faceci, którymi te "dziwne same kobiety"
nie zainteresowałyby się, nie chciały z nimi być. Do części związanych to
jednak nie dociera. Tu pojawia się złość do tych singielek , antypatia, ocena,
podkreślanie, że nikogo nie mają itd. Czy chodzi o to, aby mieć bylekogo ?
Zastanawiam się nad jednym: skoro mężatki, matki, narzeczone są tak
szczęśliwe, dlaczego interesują sie życiem singielek? dlaczego oceniają,
pytają, krytykują? byc może jednak czegoś im brak ? może nie do końca są tak
szczęśliwe? może zazdroszczą singirlkom, które mają dużo wolności , mogą
realizować swoje marzenia i zainteresowania?