rodzice nie płaczą?

28.04.08, 15:10
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53664,5084048.html

Artykuł sam w sobie wart przeczytania ale chciałam wspomnić tylko o jednym
fragmencie:

"Rodzice zostawiają dzieci w domu [na czas pogrzebu], bo boją się własnych
reakcji. Nie chcą, by ich dzieci widziały, że płaczą. Ale płacz jest naturalny
i potrzebny. Oczyszcza, daje ujście emocjom, nie należy go ukrywać."

Wynika z tego, ze w zadnej innej sytuacji przy dzieciach nie płakali? To jest
w ogóle możliwe? jakim cudem da sie ukryc / próbować ukryć przed dzieckiem łzy
po śmierci kogos bliskiego (tylko na pogrzebie występują???) ale tez po
śmierci np. domowego zwierzaka? czy po utracie pracy, jakiejś wielkiej porażce?

Ja płaczę przy dziecku, mężowi tez sie zdarza. Nie wkręcamy jej na siłę w
swoje osobiste sprawy ale czasem tak po prostu wychodzi - czasem dziekco jest
po prostu obecne i trudno z pokerową twarzą odbierać , dajmy na to , telefon
ze szpitala z informacją, że babcia gorzej się czuje.

Naprawdę powinno się to wszystko kryć?
    • dagmama Re: rodzice nie płaczą? 28.04.08, 16:19
      Muszę powiedzieć, że ja tylko raz płakałam, kiedy umarł mi tata.
      Marek miał dwa lata, więc mało rozumiał, ale przytulał i mówił "kap
      kap mama". Płacz jest normalną częścią życia i nie mam zamiaru go
      ukrywać. Szczerze mówiąc jestem zdziwiona, że wielu osobom to się
      wydaje właściwe.
    • jagandra Re: rodzice nie płaczą? 28.04.08, 16:44
      Ja tak byłam wychowywana. Śmierć była tematem tabu, nie chodziliśmy też do kościoła, więc nie miałam zupełnie żadnych informacji o śmierci. To było przerażające.
      Rodzice nie płakali też przy nas - dzieciach. Starali się kłócić wieczorami. Nie mówili przy nas o trudnych sprawach. Może chcieli nas w ten sposób chronić przed całym złem tego świata, ale raczej myślę, że sami sobie nie umieli z nim poradzić.
      Nie polecam.
      Moja córka ma dopiero 4 lata i ciągle nie do końca rozumie, co to jest śmierć, ale często zadaje pytania.
      Gdy miała 3 lata, złożyła w zabawie komuś takie życzenia: "chcę, żebyś długo żyła, a jak już będziesz stara i twoje dzieci będą duże, to umarnij!" :D Zapytała mnie też: "mamusiu, czy ty już kiedyś nie żyłaś?".
      Ostatnio zrobiłam i powiesiłam jej na ścianie uproszczone drzewo genealogiczne i najbardziej interesują ją właśnie osoby martwe - na co umarły, kiedy i dlaczego. Hitem jest dziadek, który zginął jako dziecko od uderzenia piorunem. Boi się wojny i upewnia się, że u nas nie ma wojny i nie będzie.
      Poza tym twierdzi, że ona zawsze żyła i wszystko widziała ;)
      Naprawdę jestem z siebie dumna i cieszę się, że nie powtarzam błędów moich rodziców :P
      • verdana Re: rodzice nie płaczą? 28.04.08, 16:54
        Nie przypominam sobie, abym plakała przy dzieciach, albo przy
        kimkolwiek od wielu lat. Po prostu nie lubie tego.
        Ale dla mnie jednak czym innym jest placz w domu po smierci kogoś
        bliskiego, a czym innym pogrzeb. Rodzice mają prawo chcieć byc na
        pogrzebie bez absorbujacego ich dziecka.
        No i placz przy dziecku - bardzo dobrze. Całkowita utrata panowania
        nad soba - nie.
        • jagandra Re: rodzice nie płaczą? 28.04.08, 17:08
          Ja dość często płaczę przy córce :( Ona mnie wtedy pociesza, mówi, żebym nie płakała, ociera łzy, wszystko z takim kochanym uśmiechem i przekonaniem, że jak mnie przytuli, to już wszystko będzie dobrze :))) Nie ma wtedy rady, muszę się brać w garść :)
          Może jest jedna dobra strona tych płaczów - nie przejmuje się nimi zbyt mocno, tak mi się przynajmniej wydaje.
      • sir.vimes Re: rodzice nie płaczą? 28.04.08, 19:21
        Ale , Jagandra, kłócić a płakać to różnica.

        jak się ksiażka wzrusze też płaczę . I co? Do toalety mam się chować ? Wstydzić,
        ze coś mnie wzruszyło? Nie rozumiem samego mechanizmu nie płakania przy
        dzieciach. Śmiać tez się należy w ukryciu?

        > mnie też: "mamusiu, czy ty już kiedyś nie żyłaś?"
        Świetne:)
        • dagmama Re: rodzice nie płaczą? 28.04.08, 20:25
          sir.vimes napisała:

          > Ale , Jagandra, kłócić a płakać to różnica.

          No właśnie nie ma różnicy, bo chodzi o ukrywanie przed dziećmi
          takiej innej części życia. Że ludzie nie zawsze się lubią i
          czasem... cóż, umierają.


          >
          > jak się ksiażka wzrusze też płaczę . I co? Do toalety mam się
          chować ? Wstydzić
          > ,
          > ze coś mnie wzruszyło? Nie rozumiem samego mechanizmu nie płakania
          przy
          > dzieciach. Śmiać tez się należy w ukryciu?

          No właśnie, kryje się negatywne emocje, a pozytywnych nie. Ja mam
          duzo pozytywnych i często czterolatkowi tłumaczę, dlaczego to takie
          śmieszne. Dlaczego się smiejesz, mamo?
          Ze śmiechu też się trzeba tłumaczyć


          >
          > > mnie też: "mamusiu, czy ty już kiedyś nie żyłaś?"
          > Świetne:)

          To jakieś ZEN normalnie:-)))
        • jagandra Re: rodzice nie płaczą? 28.04.08, 20:28
          > Ale , Jagandra, kłócić a płakać to różnica.

          To prawda. Moi rodzice starali się po prostu hurtem ukrywać, ile się dało.
          A swoją drogą, czy można się kłócić przy dziecku? Szczerze mówiąc, nie wiem. Pewnie zależy to od sposobu kłócenia się i od tego, czy rodzice się godzą. Jeśli się kłócą i godzą na oczach dziecka, i nie wyzywają przy tym, to chyba wszystko jest w najlepszym porządku.
          Tak czy siak, czy chodzi o kłótnie czy o płacz, chyba trzeba patrzeć na reakcję dziecka - czy jest spokojne, czy przerażone, czy zainteresowane, zadaje pytania.
    • malila Re: rodzice nie płaczą? 28.04.08, 19:14
      sir.vimes napisała:
      > Naprawdę powinno się to wszystko kryć?

      Nie potrafię odpowiedzieć na Twoje pytanie. Chociaż bardzo bym
      chciała. Kiedyś myślałam, że nie należy ukrywać przed dzieckiem
      żadnych uczuć. Potem zobaczyłam, że dzieci nie są odporne na
      wszystkie. Nie piszę o emocjonalnym wieszaniu się na dziecku i
      tworzeniu sytuacji, kiedy dziecko staje się pocieszycielem matki -
      bo to ewidentnie chore relacje. Piszę o tym, że są takie uczucia,
      która dla dziecka mogą być zbyt trudne do uniesienia. Przed oczami
      mam scenę z czasu, kiedy byłam w trzeciej ciąży i potwornie bałam
      się, że przedwcześnie urodzę. Bardzo, bardzo potrzebowałam nawet nie
      tyle wsparcia, ale spokoju i stabilności emocjonalnej. Tego, że nie
      będę musiała martwić się czyimiś problemami - bo każde wahnięcie
      nastroju wywoływało u mnie koszmarny lęk. I wtedy właśnie
      dowiedziałam się, że chce do mnie przyjechać ktoś, kto miał ze sobą
      w tym czasie duże problemy i opowiadał o nich wszystkim, którzy
      chcieli czy nie chcieli, musieli go słuchać (to nie był "bluszcz",
      tylko rzeczywiście sam nie dawał sobie wtedy rady). Dla mnie to było
      tak duże obciążenie, że zaczęłam ryczeć. I widocznie było to inne
      ryczenie niż zwykle, bo mój młodszy syn był przerażony. Co mnie
      oczywiście z miejsca otrzeźwiło i uspokoiło, bo przecież musiałam
      uspokoić moje dziecko.
      • sir.vimes Re: rodzice nie płaczą? 28.04.08, 19:32
        Tak.

        Wiem o co chodzi.

        Mam teraz pewną poważna, przykrą sprawę - zawsze będzie miałą w sobie ziarno
        smutku i ziarno przerażenia. Jak zatrzymuję na tym dłużej myśli - wyć mi się chce.

        I przy dziecku wyć z rozpaczy nie będę.

        Ale są różne płacze.

        I nie widzę powodu by zawsze zgrywać cyborga. Po co? By nauczyć nie czuć?

        Zastanawiam się też gdzie przebiega granica emocjonalnej krzywdy - czy to co
        wspomniałam, spontaniczna reakcja na smutną wiadomosć ze szpitala to już za
        dużo? Czy człowiek - rodzic zawsze musi bardziej być rodzicem a dopiero potem
        np. smutnym człowiekiem? czy świadomosć "dziś mama jest smutna" może być
        niszcząca? Czy dobry rodzic to rodzic dzielnie uśmiechnięty i wesoło układajacy
        klocki tuż po tym jak dowie sie o np. nieudanej operacji kogoś bliskiego? Zawsze
        zdarzało mi się powiedzieć , ze nie będę dziś bawic sie, grać w karty czy coś -
        bo mam problem , jestem smutna. Wolę to niż powiedzieć, ze "dziś nie" lub "że
        nie mam ochoty" - przecież dziecko weźmie to do siebie, może się obwinić. I
        pozornie chroniąc dziecko można je w ten sposób skrzywdzić.





        • verdana Re: rodzice nie płaczą? 29.04.08, 13:57
          Co innego placz, bo czlowiek jest smutny, a co innego płacz stały,
          smutek ciągnący sie miesiacami, albo i latami, ktorego się nie
          ukrywa przy malym dziecku. To na pewno działa destrukcyjnie. Trudno
          miec pretencje, ale czasem można poczytać wspomnienia dzieci,
          ktorych rodzeństwo zmarlo, a rodzice tak pogrążyli sie w żalobie, ze
          życie dziecka zostało zrujnowane. Czyli jednak czasem
          nalezaloby "grać" przed dzieckiem.
          No i płacz - moze, ale czy także zlość? Zazdrość? Nieuzasadniony
          lek? Chyba jednak nie.
          • jagandra Re: rodzice nie płaczą? 29.04.08, 14:36
            > Co innego placz, bo czlowiek jest smutny, a co innego płacz stały,
            > smutek ciągnący sie miesiacami, albo i latami, ktorego się nie
            > ukrywa przy malym dziecku. To na pewno działa destrukcyjnie.

            Myślę, że ukrywany latami smutek (czyli depresja) działa równie destrukcyjnie, może w inny sposób, ale równie mocno. Bo dziecko wyczuwa, że coś jest nie tak, ale nie umie tego nazwać ani zrozumieć i boi się, czuje się winne.
            • sir.vimes Re: rodzice nie płaczą? 29.04.08, 14:55
              "Myślę, że ukrywany latami smutek (czyli depresja) działa równie destrukcyjnie, "

              Tak i mi się zdaje.
              • verdana Re: rodzice nie płaczą? 29.04.08, 15:11
                Chyba destrukcyjnie, ale nie równie destrukcyjnie.
                Nie uważam, aby dziecko mmusialo uczesniczyć w szystkich domowych
                klopotach i smutkach. Beztroskie dzieciństwo jest spora wartoscia -
                nie da się zawsze go osiągnąć, ale jednak należaloby izolowac
                dziecko przynajmniej od pewnych zmartwień rodzinnych. czy naprawde
                dziecko powinno stale martwić się tym, czym martwią sie rodzice,
                choć nic poradzić na to nie może?
                • sir.vimes Re: rodzice nie płaczą? 29.04.08, 15:42
                  czy naprawde
                  > dziecko powinno stale martwić się tym, czym martwią sie rodzice,
                  > choć nic poradzić na to nie może?

                  Nie, nie powinno stale i wcale tego nie postuluję.

                  Trochę , mam wrażenie, odwracasz kota ogonem. W artykule mowa jest o płaczu w
                  wybitnie wyjątkowej chwili, w której nawet chyba największy gangsta-maczo łez
                  się nie wstydzi.

                  z cytatu wynika: bywa, ze NAWET tych łez rodzice się wstydzą, ukrywają je.

                  Ja nie wstydze się łez (czy prawdy o swoich uczuciach) wiecej niż kilka razy w
                  roku. W porównaniu do ukrywania łez na pogrzebie bliskiej osoby jest to wręcz
                  epatowania płaczem i smutkiem.

                  Dlatego zastanawiam sie czy naprawdę trzeba WSZYSTKO ukrywać.

                  Zaprawdę, nie zastanawiam się czy trzeba dziecku referować wieczorkiem codzienne
                  smutki ani czy zdawać mu relację z problemów ze zdrowiem babci.
                  • verdana Re: rodzice nie płaczą? 29.04.08, 16:21
                    Ale jesli rodzic wie, ze na pogrzebie straci panowanie nad soba - to
                    to naprawde nie jest widok dla dziecka.
                    Czym innym jest płaczaca mama czy tata, a co innego np. wybuch
                    niekontrolowanej rozpaczy. Nie chodzi o wstyd, tylko o ochrone
                    dziecka przed tym, czego widzieć nie powinno.
                    A jesli nie ukrywa się przed dzieckiem smutku, to ono i tak będzie
                    zbyt czesto widziało nasze zmartwienia - z pracą, zdrowiem babci.
                    • dagmama Re: rodzice nie płaczą? 29.04.08, 19:27
                      Ja jednak myślę, że wybuch rozpaczy "od święta", czyli na pogrzebie
                      bliskiej osoby jest całkiem do przyjęcia. Coś jak w "Cudownym
                      życiu", kiedy George przytula swoje dziecko z całej siły.
                      Ale codzienny smutek i zmartwienia (rachunki do zapłacenia) należy
                      ukrywać, to fakt.
                      • ratyzbona Re: rodzice nie płaczą? 30.04.08, 01:52
                        Cóż moim zdaniem dzieci nie powinny widzieć swoich rodziców płaczących nad
                        codziennymi problemami choćby dlatego że nie ma nic gorszego niż patrzeć na
                        osobę której nie może się pomóc ( dziecko najczęściej nam w codziennych troskach
                        nie pomoże) albo nie zna przyczyny naszego płaczu. Płacz na pogrzebie jest
                        oczywiście czymś innym i nie uważam go absolutnie za szkodliwy. Ale nie dziwie
                        się rodzicom którzy zostawiają swoje dzieci w domu. PO prostu chcą mieć pewność
                        że tego akurat dnia cała ich uwaga nie będzie skupiona na dziecku. Poza tym
                        podejrzewam że część osób nie tyle wstydzi się łez co nie chce narażać dziecka
                        na trudną do zniesienia atmosferę żalu
                        • sir.vimes Re: rodzice nie płaczą? 30.04.08, 08:42
                          Poza tym
                          > podejrzewam że część osób nie tyle wstydzi się łez co nie chce narażać dziecka
                          > na trudną do zniesienia atmosferę żalu

                          No ja coś takiego przeżyłam w dzieciństwie. Nie byłam obecna na pogrzebie bardzo
                          mi bliskiej osoby.

                          Mojaj mma żałowała później swojej decyzji - zaprawdę w żaden sposób mnie to nie
                          ochroniło przez żalem i smutkiem. Zresztą - akurat w tej sytuacji nie było jak i
                          po co ochornić. No, chyba, zeby wmówić dziecku , ze nic do danej oosby nie czuło
                          i , ze w ogóle nie była to wazna sprawa....

                          na pogrzeb osoby, która dla dziecka nie jest kimś bardzo istotnym (np. pogrzeb
                          siostry babci , widzianej raz w niemolęctwie) nie ma moim zdaniem powodu
                          zabierać dziecka - na pogrzeb kogoś kogo dziecko kochało jednak należy.
                          Niezależnie od tego, ze wygodniej jest bez dziecka. Dziecko tez człowiek, ma
                          swoje uczucia i nie należy wykorzystywać w ten sposób swojej władzy (odcinając
                          dziecko od możliwości okazania tych uczuć). Oczuywiście - nie chodzi mi o
                          niemowlaki czy maleńkie dzieci, dla których pogrzeb i sama śmierć to abstrakcja.
                          Ale 3-4 latek IMO , jeżeli chce, lub czujemy, ze chce powinien być na pogrzebie
                          ukochanej babci czy dziadka. Jeżeli nie chce lub czujemy, ze mu to zaszkodzi -
                          to nie.
                          • verdana Re: rodzice nie płaczą? 30.04.08, 13:39
                            Naprawde, nie można absolutnie wszystkiego podporządkowywac dziecku
                            i zawsze jego dobro stawiać nad swoim. Ktoś, komu umarł rodzic,
                            najblizsza osoba 9wyłączam tu ojca czy matke dziecka) powinien mieć
                            naprawde prawo zrobic to, co bedzie lepsze dla niego, nie dla
                            dziecka. To taki moment, gdzie nalezy liczyć się przede wszystkim z
                            wlasnymi uczuciami.
                            Sa dzieci, ktore mają pretensje, ze nie zabrano je na pogrzeb. Sa
                            dzieci, ktore maja pretensje, ze zabrano je na pogrzeb. Może by tak
                            uznac, ze rodzice maja też wlasne życie i uczucia nie zawsze musza
                            podporzadkowywac się dziecku?
                            • sir.vimes Re: rodzice nie płaczą? 30.04.08, 14:17
                              Jak najbardziej jestem za zauważaniem uczuć rodziców. I ich prawem do
                              dysponowania własnym życiem.

                              Ale przepraszam bardzo - w konteksćie śmierci babci uwaga typu, ze to jest
                              "własne życie rodziców" trochę mnie dziwi.

                              Nie, nie jest to TYLKO życie rodziców.

                              Rodzice , w przeciwieństwie do dzieci, moga zadysponować czasem i tym samym
                              przeżyciami dziecka - dziecko tego zrobić nie może.

                              A skąd wiesz czy dzieciak żegnąjacy ukochana babcię nie chiałby np. być na
                              pogrzebie bez rodziców bo mu przeszkadzają? Taki sam sposób myślenia...

                              IMO jest to kwestia w której potrzebny jest pewien kompromis - pochylenie się
                              nad uczuciami własnymi i uczuciami dziecka. Zresztą - jeżeli już, na logikę, mąż
                              czy żona mógliby zostać poproszenie o nie uczestniczenie w pogrzebie babci - bo
                              przeciez to tylko teściowa.

                              Chyba zakładasz, ze dziecko na pogrzebie musi koniecznie być niegrzeczne, że
                              NIKT poza rodzicami się nim nie zajmie. Dla mnie oczywiste jest, ze jeżeli
                              dziecko potrzebuje - powinno być na pogrzebie. Jest człowiekiem, ma uczucia.
                              Oczywiste jest też dkla mnie, ze zrozpaczona matka czy ojciec (dziecko zmarłego)
                              nie jest odpowiednią osobą do zajmowania się dzieckiem w tym momencie (chodzi mi
                              o zajmowanie typu założenie kurtki nie o zajmowanie się maleńkim biegającym
                              wszędzie dzieckiem, bo takie, jak juz pisałam, raczej nie powinny na pogrzebie
                              być wcale).




                              • verdana Re: rodzice nie płaczą? 30.04.08, 15:06
                                jest zasadnicza różnica miedzy śmiercią babci a matki. Jest różnica
                                miedzy śmiercią nowonarodzonego braciszka a śmiercia własnego
                                dziecka.
                                Zakladam, że rodzic w rozpaczy może darowac sobie ideały
                                wychowawcze. Może nie miec siły na pocieszanie dziecka.
                                • jagandra Re: rodzice nie płaczą? 30.04.08, 15:47
                                  Rodzic może nie mieć siły na pocieszanie dziecka - to prawda. Ale co z dzieckiem? Takim - powiedzmy - 6-, 8-, 10-letnim, już bardzo świadomym, przywiązanym do zmarłej babci, a jeszcze zdecydowanie dzieckiem. Powinno okazać się w tej sytuacji mądrzejsze od rodzica i lepiej panować nad uczuciami?
Pełna wersja