Matka gastronomicza - a raczej żona

29.04.08, 09:34
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=78921704&a=78921704&wv.x=2
Rozumiecie to?

Jaki jest sens zmuszania rosnących dzieci do czekania z całym posiłkiem na ojca?

I jaki jest sens siedzenia w domu i gotowania jeżeli dzieci przed 17.00 nie
moga zjeść obiadu?

Konieczność obecności matki w domu zawsze różni "tradycjonaliści " tłumaczą
właśnie tym, ze biedne dzieci nie będą głodne chodzić z kluczem na szyi. A tu
proszę - głodne posiedzą sobie w domku.

Jaki to ma sens?
    • bri Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 09:38
      IMHO - nie ma. Ale wiesz... To nie jest mój dom.
      • sir.vimes Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 09:44
        Nie, no jasne, nie mój cyrk - nie moje małpy.

        Ale dla mnie to fascynujące - być w domu i trzymać dzieci na głodniaka.

    • turbomini Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 09:47
      Ech te perełki z e-mamy :) - czasem jak podrzucicie wątek, to Was podziwiam, że
      macie nerwy to czytać :).
      Po lekturze wątku właściwie można odnieść wrażenie, że rodzina jest rodziną
      tylko przy wspólnym posiłku, wstaje od posiłku i na tym się kończy ich bycie
      rodziną. Paranoja. Ja lubię wspólne posiłki właśnie dlatego, że są rzadkością.
      W sumie nie żal mi autorki postu, niech się męczy, skoro wierzy w słuszność
      takich przekonań.
      • sir.vimes Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 09:56
        - czasem jak podrzucicie wątek, to Was podziwiam, że
        > macie nerwy to czytać :).

        Ja lubię:))) W realu nie ma szans na usłyszenie takich cudowności.

        > Po lekturze wątku właściwie można odnieść wrażenie, że rodzina jest rodziną
        > tylko przy wspólnym posiłku, wstaje od posiłku i na tym się kończy ich bycie
        > rodziną.

        no to też.
    • figgin1 Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 10:31
      Rozumiem zasadność jedzenia posiłków razem. Tak było u mnie w domu i uważam to
      za naprawdę piękny zwyczaj. Też zawsze czekaliśmy aż każdy wróci z pracy bądź ze
      szkoły. Natomiast nie doczytałam nigdzie, że autorka wątku siedzi w domu, by
      dzeci "nie chodziły z kluczem"
      • sir.vimes Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 11:07
        Natomiast nie doczytałam nigdzie, że autorka wątku siedzi w domu, by
        > dzeci "nie chodziły z kluczem"

        Bo nic takiego w tym wątku nie padło.

        To ja sie zastanwiam jaki jest sens siedzenia w domu , jeżeli dzieci nie mają z
        tego korzyści. A wrecz przeciwnie.


        Swoja drogą , też rozumiem zasadność jedzenie posiłków razem - ale jakoś gdy mąz
        chodził do pracy na 6 nie uznawałam za zasadne budzenia dziecka (ani siebie) o
        4.30 by spożyło z ojcem wspólne śniadanie.

        Jeżeli realia życia wszystkich , prócz jednego domowników, sugerują inną godzinę
        posiłku - IMO warto ustalić jako wspólny INNY posiłek.

        Szczególnie, ze rozwój dzieci (i profilaktyka otyłości) jest nieco ważniejsza
        niż przyjemność (?) jedzenia z tatą CAŁEGO OBIADU. Nic nie stoi na przeszkodzie
        by dzieci spożywałyz ojcem np. deser. Lub pożywiały się podwieczorkiem podaczas
        gdy on je obiad.

        • figgin1 Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 12:38
          sir.vimes napisała:
          > To ja sie zastanwiam jaki jest sens siedzenia w domu , jeżeli dzieci nie mają z
          > tego korzyści. A wrecz przeciwnie.
          >

          A może niektóre kobiety siedzą w domu nie dla dobra dzieci, tylko z innych
          powodów. Autorka być może :
          nie chce jej się pracować
          jest na etapie szukania pracy
          ma pracę zdalną i siedzi w domu
          ma nienormowany czas pracy i może sobie pozwolić by w opisanych godzinach być w domu
          jest chora chore
          jest na urlopie

          A wydawałoby się, ze feministki nie lubią stereotypów...
          • sir.vimes Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 12:55
            Nie lubię stereotyów.

            Ale lubię wyciągać wnioski - jeżeli ktoś idealizuje wspólny rodzinny posiłek,
            koniecznie obiad, koniecznie z ojcem - to wyciągam wniosek, ze jest raczej
            tradycjonalistą niż, powiedzmy, wyempacypowanym lewakiem/czką .

            Więc zastanawiam się - czy tradycyjna rola matki w domu nie polega na dbaniu o
            DZIECI przede wszystkim?

            Może nie.

            Oczywiście - opcji dla których kobieta jest codzinnie od 14.00 do 18 w domu moze
            byc miliony, ale nie o to chodzi.

            Chodzi o to, ze oto na moich oczach upadł mit świętego, domowego obiadu, który
            taki dobry i jedynie słuszny jest dla dzieci w przeciwieństwie do obiadów
            stołówkowych.

            Powody dla których ta forumka jest w domu mnie nie interesują - interesuje mnie
            jak fajnie można wypaczyć jedynie słuszne idee.

            Bo głodzenie dziecka w imię świętego rodzinnego obiadu to dla mnie wypaczenie.
            • sir.vimes Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 12:59
              I jeszcze jedno - dziwi mnie , ze można KRÓTKI czas spędzany wspólnie marnować
              na konsumpcję.

              No, chyba, ze nie ma się o czym pogadać.
              • figgin1 Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 14:06
                sir.vimes napisała:

                > I jeszcze jedno - dziwi mnie , ze można KRÓTKI czas spędzany wspólnie marnować
                > na konsumpcję.
                >
                > No, chyba, ze nie ma się o czym pogadać.

                Ja tam lubię rozmawiać przy jedzeniu. No, ale moze jestem skrzywiona. W moim
                domu rodzinnym wszyscy lubią jeść, więc obiady, kolacje a czasem i śniadania się
                celebrowało. Była to czysta, niewymuszona przyjemność dla wszystkich członków
                rodziny. Nawet, kiedy byliśmy skłóceni siadaliśmy do stołu razem, choć pamietam
                że kiedy byłam nastolatką faktycznie lubiłam się buntowac...
                Z moim mężczyzną też razem jemy posiłki kiedy tylko możemy sobie na to pozwolić.
                Nie, nie dlatego ze nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. Szkoda, że dla niektórych
                to niezrozumiałe.
                • turbomini Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 14:30
                  Wiesz, nie o to chodzi, że chcemy przeginać w drugą stronę. Ale nie uważasz, że to trochę chora sytuacja, kiedy dziecko nie może zjeść obiadu, bo mamy taką zasadę, że siadamy razem do stołu? Pretensje do dzieci, że coś podgryzają, bo są głodne??? No bez jaj. Ja nie wstaję o 05.30, żeby z mężem siąść do śniadania, a on nie czeka do 19.00, żeby zjeść ze mną kolację. Za to w niedzielę możemy sobie na to pozwolić. Dlaczego robić "tradycję" z czegoś, co nie pasuje domownikom, bo tak ma być i koniec?? My tu dyskutujemy o konkretnej wypowiedzi, a nie o zwyczaju rodzinnego zasiadania do stołu.
                • sir.vimes Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 14:49

                  chybiasz celu
                  cóż, nie chce mi się powtarzać
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=78947965&a=78952655
            • six_a Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 13:30
              >czy tradycyjna rola matki w domu nie polega na dbaniu o
              DZIECI przede wszystkim?

              no skąd, jest to świecka tradycja, na naukach kościelnych bez
              przerwy powtarzają, że głową rodziny jest tatuś i tatusiowi
              najpierw, a dopiero potem całej reszcie.
              tak mi się coś zdaje, że ta pani na te same lekcje uczęszczała co
              ja, z tym że postanowiła się stosować.
              w przeciwieństwie
              • sir.vimes Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 14:48
                A no tak.
                nie przyszło mi do głowy, aż dziwne

                > no skąd, jest to świecka tradycja, na naukach kościelnych bez
                > przerwy powtarzają, że głową rodziny jest tatuś i tatusiowi
                > najpierw, a dopiero potem całej reszcie.
    • bene_gesserit Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 11:02
      Tak jak pare glosow w tym i tamtym watku - dziwi mnie, ze oni nie
      moga siedziec razem 'na sucho', bez miski. Ze autorce watku to nie
      przyszlo do glowy.

      Swoja droga, 'matce gastronomicznej', krewnej MatkiPolki,
      nalezaloby poswiecic duzo uwagi w dzisiejszych czasach. Kiedys jej
      obecnosc rzeczywiscie byla podstawa fizycznego istnienia rodziny -
      zwlaszcza w czasach kryzysu gospodarczego. Bez niej wcinaliby
      ziemniaki, o ile potrafiliby je ugotowac. A dzis biedna matka
      gastronomiczna ucieka sie do takich oto sposobow, zeby podkreslic
      wage swojego istnienia.
      • sir.vimes Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 11:08
        A dzis biedna matka
        > gastronomiczna ucieka sie do takich oto sposobow, zeby podkreslic
        > wage swojego istnienia.

        No.

        Ale czemu kosztem dzieci?
        • bene_gesserit Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 11:12
          Sa widac wazniejsze rzeczy.
          Sadzac zreszta z opisu, to jest para nastolatkow - wiec matka nie
          jest juz centrum ich swiata. Pewnie ta kobieta przezywa bolesny
          proces utraty tozsamosci i takie sobie znalazla kulawe lekarstwo.
          • figgin1 Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 14:32
            A moze po prostu wyniosła z domu tradycje wspólnych posiłków i chce ja utrzymać.
            • pavvka Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 14:41
              I masz rację i nie masz. Tzn. osobiście uważam, że krytykujący
              autorkę wątku przeginają przypisując jej wszelkie możliwe najgorsze
              intencje. I zgadzam się, że tradycja wspólnych posiłków sama w sobie
              jest fajna. Tyle, że świat się zmienił i w tym konkretnym przypadku
              ta tradycja stała się dysfunkcyjna, i należy się zastanowić jak
              uzyskać efekt integracji rodziny w inny sposób.
              • sir.vimes Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 14:53
                Pavvka,

                do dziś zdawało mi sie , ze uważnie czytasz.

                Nikt nie krytykuje idei wspólnego posiłku tylko przymus by był to włąśnie TEN
                posiłek - grafiki domowników jak widać się rozmijają i NIE SĄ razem w porze
                obiadowej.

                Może w śniadaniowej są ? Albo kolacyjnej?


                Krytyka zafiksowania na wspólnym obiedzie odnosi się do zafiksowania, nie obiadu.

                Wspólne spożywanie obiadu, jeżeli wszyscy w porze obiadowej są razem jest
                przyjemne i nikt się z tym nie kłóci.


                • pavvka Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 15:11
                  Czytałem i wiem do czego odnosiła się krytyka. Ale równocześnie
                  autorce zarzucano np., że za pomocą gotowania chce manipulować
                  rodziną. A ja uważam, że ona wprawdzie robi głupio, ale ma dobre
                  intencje.
                  • sir.vimes Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 15:28
                    No ale tak właśnie jest - manipuluje rodziną. A dokładnie - dziećmi.

                    Zabawa w obiad rodzinny kosztem zdrowia dzieci nieco wypacza ideę przyjemnego
                    wspólnego posiłku, nie jest tak?

                    Zabawa w gotowanie obiadu, którego nie można tknąć przez parę godzin mimo głodu
                    jest manipulacją.
                    • pavvka Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 16:01
                      sir.vimes napisała:

                      > No ale tak właśnie jest - manipuluje rodziną. A dokładnie -
                      dziećmi.
                      >
                      > Zabawa w obiad rodzinny kosztem zdrowia dzieci nieco wypacza ideę
                      przyjemnego
                      > wspólnego posiłku, nie jest tak?
                      >
                      > Zabawa w gotowanie obiadu, którego nie można tknąć przez parę
                      godzin mimo głodu
                      > jest manipulacją.

                      Określenie 'manipulacja' sugeruje jakieś złe intencje - znaczy, że
                      matka wykorzystuje okoliczności, żeby uzyskać przewagę nad dziećmi i
                      wykorzystać ją w niecnym celu. A ona po prostu próbuje urządzić
                      życie w domu w sposób, który wg niej jest właściwy.
                      • sir.vimes Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 16:13
                        Intencje to może ona ma dobre ale środki jakimi realizuje dążenie do wymarzonego
                        obrazka rodzinki przy wspólnym obiedzie są niespecjalnie udane.

                        taki sposób żywienia (głodzenia) intensywnie rosnacych dzieci jest bardzo niezdrowy.

                        Nie pozwalajac dzieciom jeść wtedy gdy są głodne (a głodne są w porze obiadowej
                        - prawidłowo) matka wykorzystuje swoją przewagę (władzę nad kuchnią).

                        Oczywiście - każdy ma prawo do własnej wizji rodziny i wszystkiego ale ja akurat
                        szkodzenia własnym dzieciom nie lubię i nie rozumiem.
                        • pavvka Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 16:21
                          No i kto teraz nie czyta ze zrozumieniem? Przecież przyznałem, że mi
                          się też jej metody karmienia rodziny nie podobają. Polemizowałem
                          tylko z Waszymi teoriami, że kobieta manipuluje i chce
                          zademonstrować swoją władzę.
                          • bene_gesserit Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 16:25
                            Przeciez ona wykorzystuje wladze. Chce dobrze, ale kazdy dyktator -
                            nawet kuchenny - ma dobre intencje. Tymczasem dyktator powinien
                            sluchac glosu ludu, a rodzice - glodnych dzieci.
                          • sir.vimes Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 16:57
                            Noto ja staram sie napisać , ze IMO manipuluje
                • figgin1 Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 15:12
                  Nie chcę też, aby każdy jadł w
                  biegu i osobno, bo obiad to jedyna pora dnia kiedy cała rodzina jest razem.
                  Jakieś rady?

                  To by było na tyle, jeśli chodzi o uważne czytanie :)
                  • bene_gesserit Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 15:27
                    Dlaczego 'w biegu'? Przeciez ona jest w domu, kiedy dzieciaki
                    wracaja - glodne - ze szkoly, kolo 14tej. Mozna zupelnie nie w
                    biegu zjesc obiad, potem zawolac dzieci, kiedy zjawi sie ojciec -
                    moga razem wszyscy wypic herbate i zjesc po biszkopciku.

                    Jej sie nie miesci w glowie, ze mozna siedziec razem przy stole i
                    nie jesc.
                    • sir.vimes Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 15:29
                      Dokładnie.
                      • sir.vimes Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 15:31
                        A moze bez ojca to znaczy w biegu?

                        No bo co to za rodzinny obiad - tylko matka i tylko dzieci. Chała jakś nie
                        rodzina i obiad.

                    • figgin1 Re: Matka gastronomicza - a raczej żona 29.04.08, 17:26
                      bene_gesserit napisała:
                      >
                      > Jej sie nie miesci w glowie, ze mozna siedziec razem przy stole i
                      > nie jesc.

                      To tobie sie nie mieści w głowie, o co może chodzić. Siedzisz w jej głowie?
                      Czemu ja osądzasz? Dla wielu ludzi wspólne, rodzinne posiłki są ważne.
                      • kochanica-francuza Dzieci to nie rodzina? 29.04.08, 17:40
                        I dlaczego w takim razie nie ugotować później i nie narażać dzieci na męki
                        Tantala, albo np. nie podać im zupy, a drugie zjeść z tatusiem?

                        Ten posiłek to jakiś bezcenny rytuał, którego żaden element nie może być pominięty?

                        1. Powitanie Ojca.
                        2. Posadzenie Ojca przy Stole.
                        3. Umycie Rąk przez Dzieci.
                        4. Dzieci siadają przy Stole.
                        5. Matka Rodziny wnosi Wazę z Zupą.

                        .......

                        etc. etc.
                        • figgin1 Re: Dzieci to nie rodzina? 29.04.08, 22:50
                          oo, jedna czyta w myslach autory, druga ma podglad w jej mieszkaniu. skad ta
                          waza z zupa? za duzo reklam?
                          • kochanica-francuza Tak wygląda archetypiowy Obiad Rytualny,nie wiesz? 01.05.08, 19:06
                            Takie rzeczy i bez reklamy się wie!
                            • kochanica-francuza Archetypowy, hehe 01.05.08, 19:07
                              Miało być "archetypiczny", ale się nie mieści w tytule wąta.

                              Skreśliłam i "i" mi zostało.
                            • stephen_s Obiad Rytualny 02.05.08, 13:45
                              Mi się "Matka Rodziny" wnosząca wazę z zupą podoba :)))
                          • kochanica-francuza Figgin, nie odpowiedziałeś rzeczowo 01.05.08, 19:07
                            Czy dzieci nie mogą wcześniej zjeść zupy?
                        • pavvka Re: Dzieci to nie rodzina? 29.04.08, 22:51
                          Zapomniałaś o modlitwie przed jedzeniem
                          • kochanica-francuza Re: Dzieci to nie rodzina? 01.05.08, 19:06
                            pavvka napisał:

                            > Zapomniałaś o modlitwie przed jedzeniem

                            osz kurdesz, to wszystko przez nadmiar lewactwa :-PPPPPPP
    • kochanica-francuza Dzieci z kluczem jadały obiady w stołówce, więc 29.04.08, 16:55
      nie chodziły głodne.
      • sir.vimes Re: Dzieci z kluczem jadały obiady w stołówce, wi 29.04.08, 16:58

        > nie chodziły głodne.

        Ano właśnie.
        • kochanica-francuza No ale ta stołówka, czyli ach, ohydna 29.04.08, 17:03
          pozarodzinna wspólnota żywnościowa (w domyśle - lewacka, komunistyczna,
          następnym krokiem będą wspólne żony, i tak dalej, pierdu pierdu)
          • figgin1 Re: No ale ta stołówka, czyli ach, ohydna 29.04.08, 22:51
            nie wiem czy stolowka w szkole jest lewacka, ale ze ohydna to prawdopodobne.
            • murderdoll Re: No ale ta stołówka, czyli ach, ohydna 30.04.08, 22:18
              > nie wiem czy stolowka w szkole jest lewacka, ale ze ohydna to prawdopodobne.
              Jak z kogoś jest delikatus... Kiedy chodziłam do podstawówki to jadałam w
              szkolnej stołówce i obiady nie były szczególnie ohydne, w przedszkolu też nie.
          • stephen_s No nie wiem... 02.05.08, 13:47
            ... stołówki mi też dobrze się nie kojarzą. Chociażby dlatego, że niedobre
            jedzenie dają - no i jest brudno, hałas i w ogóle...
    • stephen_s Dziwne... 02.05.08, 13:50
      ... rozumiem, że można chcieć pilnować, by rodzina spędzała ze sobą czas - ale
      czemu akurat w formie czekania po kilka godzin na posiłek?

      Zgadzam się ze wszystkimi, którzy mówią, że nie ma powodu, by dzieci zjadły
      obiad wcześniej, a wspólny był np. podwieczorek.

      Poza tym, myślę, że w ogóle są lepsze sposoby na integrowanie rodziny, niż
      wspólne jedzenie... Nie lepiej iść do kina, czy coś?
Pełna wersja