Szkoły żeńskie

13.05.08, 22:06
Tak sobie przeglądam Feminotekę (m.in. był tam artykuł studenta polonistyki mającego poważne problemy z polską interpunkcją) i natknąłem się na artykuł wychwalający pod niebiosa makabryczny (prawicowy nota bene) pomysł szkół żeńskich, czyli przeznaczonych jedynie dla dziewcząt.

W artykule jest zamaskowana pewna ilość błędów logicznych, przede wszystkim zaś jeden błąd - zawsze pojawiający się u przeciwników koedukacji, ale o tym na razie cisza; zobaczymy w którą stronę potoczy się dyskusja.

www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=126
    • sir.vimes Już poruszałam kiedyś ten temat 14.05.08, 08:59
      bo sama miałam pomysł by wysłać córkę do niekoedukacyjnej szkoły.

      Przeszło mi kiedy obejrzałam sobie samą szkołę i dyrekcję. Rzeczywiście
      skręcali na prawo.

      Co nie zmienia faktu, że ten skręt na prawo nie jest konieczne. Potrafię
      wyobrazić sobie szkołę w którą wtedy wierzyłam czyli zeńską bez konserwatywnych
      ciągot.

      Ale w realu okazało się , ze albo takowa nie istnieje albo ja nie potrafię jej
      znależć. Swoją drogą - podobno KUL jest wylęgarnią femistycznie nastawionych
      absolwentek więc moze konserwatywna prawica tak naprawdę sama na siebie bicz kręci.

      Co do argumentu za szkołami nieko , który brałam pod uwagę- tzn, ze chłopcy sa
      bardziej namwiani do nauki przedmiotów ścisłych a dziewczynki odsuwane - widzę,
      że mojego dziecka nikt nie bedzie w stanie w ten sposób urobić. Więc problem
      wprawdzie jest ale nas nie dotyczy. Nie ma to jednak jak bezkompromisowa
      jedynaczka egotyczka.

      Co do sarkazmu i arogancji chłopców wspominanego przez autorkę zalinkowanego
      przez ciebie tekstu - znasz skecz z wielkim jeżem? o strasznym mafiozie
      (bodajże) i jego jeszcze gorszym bracie, który używał SARKAZMU? Tak mi sie jakoś
      przypomniało...

      Sarkazm jest bronią zarówno chłopców i dziewczynek. Arogancja - juz szczególnie
      w pokoleniu mojej córki - też.

      A zreszta - wszystko zalezy od nauczyciela. nauczciel sadystyczny gnojek może
      nie doceniać i uzdolnionej matematycznie dziewczynki i uzdolnionego
      humanistycznie chłopca- i na odwrót. Dobry nauczyciel zauważy zdolne dziecko i
      będzie je wspierał niezależnie od tego jakiej jest płci , czy jest rude czy
      czarne, czy grube czy chude itp.




      • dzikowy Re: Już poruszałam kiedyś ten temat 14.05.08, 09:17
        W zasadzie niczego nie trzeba dodawać.

        Miałem okazję współpracować z kilkoma szkołami i nawet na poziomie gimnazjum,
        przy dobrej opiece nauczycielskiej, nie ma mowy o jakichkolwiek incydentach
        uderzających w uczniów tej czy innej płci. A z dotychczasowych doświadczeń w tej
        materii wnoszę, że lewicowo skrojone szkoły dla jednej płci są raczej trudne do
        wyobrażenia.
        • znana.jako.ggigus incydentow nie ma, jest nastawienie 14.05.08, 10:47
          jedna z forumerk pisala kiedys, ze kiedy ona miala klopoty z matma, rodzice byli
          cool, kiedy jej brat mial klopoty, zaraz mial korepetycje
          to tak mniej wiecej wyglada

          ale jako dyskalkuliczka nie moge sie o naukach scislych zbyt scisle wypowiadac
          • dzikowy Re: incydentow nie ma, jest nastawienie 14.05.08, 10:57
            Nie zauważyłem. To po pierwsze były dobre szkoły (drogie, jeśli ktoś woli), w
            tym jedna artystyczna, gdzie, o dziwo problem z kształceniem pod kątem płci był
            największy, ale upatruję tu winę rodziców - synek nie będzie grał na flecie, a
            córka na saksofonie.
            • pavvka Re: incydentow nie ma, jest nastawienie 14.05.08, 10:59
              Dlaczego chłopiec nie może grać na flecie? Rodzicom się brzydko
              kojarzy?
              • znana.jako.ggigus a w Niemczech 14.05.08, 11:04
                gra na flecie dla obu plci to cwiczenie obowiazkowe dla rodzicow z ambicjami
                bo przecie edukacja muzyczna jest wazna alepiej sie czlowiek umuzykalniony uczy
                jezykow ponoc itepe, itede
                i tak dzieci drecza te flety, a rodzice z zachwytem stoja w kacie i patrza
            • znana.jako.ggigus szkoly prywatne? 14.05.08, 11:00
              na podstawie trzech szkol pryw. trudno o wnioski na temat szkolnictwa w ogole

              ja tez mialam swietan koedukacyjna szkole podst. , z demokracja w czasach
              zatechlego komunizmu, a mimo to wiem, ze w moim rodzinnym miescie L. byly inne,
              czyt. gorsze szkoly
              • dzikowy Re: szkoly prywatne? 14.05.08, 11:15
                Pisałem o szkołach, w których stosunki między uczniami, oraz między uczniami i
                nauczycielami były właściwe. Moja to wina, że nie zaobserwowałem takowych w
                szkołach państwowych? Choćbym miał robić na 4 etaty swoje dzieci poślę do szkół
                prywatnych, koedukacyjnych, najlepiej muzycznych (gen muzyczny w rodzinie
                dominuje od dawna:)
                Chciałem tylko pokazać, że się da, tylko to wymaga pracy.
                • ja.sinner Re: szkoly prywatne? 14.05.08, 12:41
                  > Choćbym miał robić na 4 etaty swoje dzieci poślę do szkół
                  > prywatnych, koedukacyjnych, najlepiej muzycznych
                  > (gen muzyczny w rodzinie dominuje od dawna:)

                  Zycze, zeby ci sie udalo

                  > Chciałem tylko pokazać, że się da, tylko to wymaga pracy.

                  Niektorym sie udaje, niektorzy sobie odpuszczaja najambitniejsze
                  plany, a niektorym zycie je weryfikuje.
                  • saszenka2 Re: szkoly prywatne? 15.05.08, 23:49
                    Dzikowy, wszystko fajnie, ale zwróć wczesniej uwagę, czy dziecko
                    naprawdę lubi muzykę, bo czasami może się okazać, że go to wcale nie
                    ciągnie, choć reszta rodziny się tym pasjonuje. U mnie w domu
                    wszyscy pięknie malują, a ja jestem totalnym antytalenciem i
                    dziękuję losowi, że nikt mnie do żadnego plastyczniaka nie zapisał.
                    Daj dziecku szansę pokazać, co lubi, bo może on też tak chwali
                    muzyke, bo wszyscy tak dookoła robią i nie chce być inny. Ale jak
                    lubi, to wspaniale, jak mu sprawisz takie dobre warunki.
                    • dzikowy Re: szkoly prywatne? 16.05.08, 01:35
                      Wcale nie zamierzam zmuszać, raczej spróbować, Nie ma sensu nikogo angażować
                      według własnych ambicji, jeżeli będzie wolało tańczyć, czy deklamować przed
                      rodziną, to odpowiednio zaangażować te zainteresowania do pracy. Chodziło mi o
                      to, że należy dać szansę, to znaczy zauważyć, jakie potrzeby ma dziecko. Jestem
                      wdzięczny rodzicom, że wysłali mnie w wieku lat 5 na jeden instrument, którego
                      nie polubiłem, potem wybrałem sobie drugi, który lubiłem, ale do którego nie
                      miałem serca, aż w końcu trzy lata później wybrałem trzeci, który skończyłem z
                      wyróżnieniem. Rodzice wiedzieli, że lubię muzykę, nauczyciele nie przymuszali do
                      gry na instrumentach, które mi nie odpowiadały i nigdy nie słyszałem, że
                      zmarnowałem kilka lat, bo rzucam szkołę.
                      • sir.vimes szkoły muzyczne 16.05.08, 07:51
                        Sądzisz, ze warto? Że nie zamyka to innych dróg?

                        problem mnie osobiście dotyczy - mam dziecko uzdolnione muzycznie i nigdy nie
                        widziałam powodu by kształcić je w takiej szkole.

                        Jeżeli będzie chciało - są odpowiednie studia na Okólnik bodajże.

                        Moze mam złe informacje - ale znani mi absolwenci szkół muzycznych bardzo
                        narzekali na poziom wszystkiego innego i konieczność douczania sie normalnych
                        przedmiotów na korepetycjach. Wiekszość tez znienawidziła wybrane na początku
                        instrumenty. IMo to bezsensu by z przyjemności zrobić harówę. Ale może mam złe
                        informacje lub źle interpretuję.

                        Szczerze mówiąc - po cichu wolałabym by w swoim czasie wybrała gimnazjum i
                        liceum plastyczne (po którym ma się w ręku dobry zawód) a potem niech sobie
                        dziecię studiuje na Akademii Muzycznej choćby do końca świata.

                        Ale teraz słyszę coś o pianinie i nie wiem czy warto ładować w takie lekcje
                        pieniądze (dziecię uczy się już grać na jednym instrumencie, poza tym ma
                        obiecaną emisję głosu czy coś podobnego, jak znajdę w odpowiedniej cenie i
                        blisko domu).

                        jako kształcony w szkole muzycznej - doradź co warto a co nie? Zreztą, mam
                        wrażenie, ze jestem w mniejszości - znajome matki polują na każdy cień talentu
                        muzycznego i robią z tego wielki raban , mi nie zależy. A cały tydzień zatkany
                        dodatkowymi zajęciami to IMO nie jest zbyt fajne.

                        • dzikowy Re: szkoły muzyczne 16.05.08, 08:33
                          Ja uczyłem się w szkole stricte muzycznej, czyli w ramach zajęć pozalekcyjnych i
                          faktycznie cały dzień miałem zatkany (inna sprawa, że już na własne życzenie
                          nabrałem zajęć dodatkowych), natomiast moje rodzeństwo kończyło podstawową
                          muzyczną, zajęcia mieli nie dłużej niż do 14-15 (żadnych tam okienek i koślawych
                          planów lekcji), w trakcie nauki zmieniali instrumenty, ale bez specjalnych
                          cierpień dotrwali.
                          Inna sprawa, że przede wszystkim to jest naprawdę dobra szkoła podstawowa, a
                          przy tym bardzo dobra muzyczna.
                          Dzisiaj jedno z nich przyjeżdżając na weekend poświęca parę godzin, żeby pograć
                          ze mną w duecie (albo jak ładna pogoda, to nie :P ). Drugie w ogóle nie gra - ma
                          masę innych zainteresować, ale przynajmniej jest osłuchane i na jego playlisty
                          składają się porządny rock, porządny jazz i porządną klasykę, nie żadne tam Rubiki.
                        • saszenka2 Re: szkoły muzyczne 18.05.08, 14:30
                          sir.vimes napisała:

                          > Sądzisz, ze warto? Że nie zamyka to innych dróg?
                          >
                          > problem mnie osobiście dotyczy - mam dziecko uzdolnione muzycznie
                          i nigdy nie
                          > widziałam powodu by kształcić je w takiej szkole.
                          >
                          > Jeżeli będzie chciało - są odpowiednie studia na Okólnik bodajże.
                          >
                          > Moze mam złe informacje - ale znani mi absolwenci szkół muzycznych
                          bardzo
                          > narzekali na poziom wszystkiego innego i konieczność douczania sie
                          normalnych
                          > przedmiotów na korepetycjach. Wiekszość tez znienawidziła wybrane
                          na początku
                          > instrumenty. IMo to bezsensu by z przyjemności zrobić harówę. Ale
                          może mam złe
                          > informacje lub źle interpretuję.
                          >
                          > Szczerze mówiąc - po cichu wolałabym by w swoim czasie wybrała
                          gimnazjum i
                          > liceum plastyczne (po którym ma się w ręku dobry zawód) a potem
                          niech sobie
                          > dziecię studiuje na Akademii Muzycznej choćby do końca świata.
                          >
                          > Ale teraz słyszę coś o pianinie i nie wiem czy warto ładować w
                          takie lekcje
                          > pieniądze (dziecię uczy się już grać na jednym instrumencie, poza
                          tym ma
                          > obiecaną emisję głosu czy coś podobnego, jak znajdę w odpowiedniej
                          cenie i
                          > blisko domu).
                          >
                          > jako kształcony w szkole muzycznej - doradź co warto a co nie?
                          Zreztą, mam
                          > wrażenie, ze jestem w mniejszości - znajome matki polują na każdy
                          cień talentu
                          > muzycznego i robią z tego wielki raban , mi nie zależy. A cały
                          tydzień zatkany
                          > dodatkowymi zajęciami to IMO nie jest zbyt fajne.
                          >
                          Też uważam, że trzeba uważać, żeby nie przegiąć, bo potem 10-latek
                          pracuje więcej niż dorosły, lekcje do 15, potem angielski, taniec,
                          szkoła muzyczna, odrabianie lekcji, nauka na drugi dzień, a gdzie w
                          tym wszystkim czas na zabawę? Można zapisać dziecko na jakieś
                          dodatkowe zajęcia np. w MDK-u, szkole muzycznej po godzinach, np.
                          dwie godzinki w tygodniu, ale trzeba uważać, żeby go nie zasypywać
                          nadmierną ilością obowiązków. No i nie pchać na coś, czego naprawdę
                          nie chce./
      • saszenka2 Re: Już poruszałam kiedyś ten temat 15.05.08, 23:44
        Mimo wszystko uważam, że szkoły i klasy koedukacyjne to najlepsze
        rozwiązanie, bo ludzie uczą się, jak żyć i współpracować z
        kolegą/koleżanką. No i znacznie ogranicza poznanie kolegów płci
        odmiennej. Dziś w szkole spędza się sporo czasu, więc tam siłą
        rzeczy poznaje się wielu ludzi, tam nawiązuje przyjaźnie, nawiązują
        się pierwsze miłości. Myślę, że koedukacja jest jak najbardziej
        pożądana.
        • pavvka Re: Już poruszałam kiedyś ten temat 16.05.08, 10:56

          saszenka2 napisała:

          > Mimo wszystko uważam, że szkoły i klasy koedukacyjne to najlepsze
          > rozwiązanie, bo ludzie uczą się, jak żyć i współpracować z
          > kolegą/koleżanką. No i znacznie ogranicza poznanie kolegów płci
          > odmiennej. Dziś w szkole spędza się sporo czasu, więc tam siłą
          > rzeczy poznaje się wielu ludzi, tam nawiązuje przyjaźnie,
          nawiązują
          > się pierwsze miłości. Myślę, że koedukacja jest jak najbardziej
          > pożądana.

          Zgadzam się. Nawet jeżeli szkoły rozdzielnopłciowe dają nieco lepszą
          jakość edukacji, to ta zaleta nie równoważy głównej wady - gorszego
          przystosowania społecznego.
          • saszenka2 Re: Już poruszałam kiedyś ten temat 18.05.08, 14:33
            pavvka napisał:

            >
            > saszenka2 napisała:
            >
            > > Mimo wszystko uważam, że szkoły i klasy koedukacyjne to
            najlepsze
            > > rozwiązanie, bo ludzie uczą się, jak żyć i współpracować z
            > > kolegą/koleżanką. No i znacznie ogranicza poznanie kolegów płci
            > > odmiennej. Dziś w szkole spędza się sporo czasu, więc tam siłą
            > > rzeczy poznaje się wielu ludzi, tam nawiązuje przyjaźnie,
            > nawiązują
            > > się pierwsze miłości. Myślę, że koedukacja jest jak najbardziej
            > > pożądana.
            >
            > Zgadzam się. Nawet jeżeli szkoły rozdzielnopłciowe dają nieco
            lepszą
            > jakość edukacji, to ta zaleta nie równoważy głównej wady -
            gorszego
            > przystosowania społecznego.

            Myślę, że te zalety są niewielkie w porównaniu ze stratami
            społecznymi, potem nie wiadomo, jak ze sobą współpracować, pojawia
            się jakieś zażenowanie, a tak to przychodzi normalnie. szkoła też
            powinna przystosowywać do życia w społeczeństwie.
    • aelithe Re: Szkoły żeńskie 14.05.08, 15:01
      kiedy byłem zwolenniekiem szkoły koedukacyjnej; szczególnie
      porównując zachowanie dziewcząt z klas mieszanych i żeńskich. Dziś
      do pewnego stopnia zmieniłem zdanie; szczególnie czytając trochę
      prac dotyczących rozwoju intelektualnego i analizy szkoły
      koedukacyjnej.
      Przede wszystkim rozwój intelektualny dziewcząt w pierwszych klasach
      szkoły podstawowej jest znacznie szybszy niż chłopców
      po drugie okres spowolnienia rozwoju i tgw kryzysu początku
      dojrzewania dziewcząt nakłada się na przeyspieszenie rozwoju
      intelektualnego chłopców.
      W pierwszym okresie wspólne klasy spowolniają rozwój dziewcząt, w
      drugim lekko spowalniają chłopców i nasilają stres związany ze
      skokiem pokwitaniowym i związanymi z nim problemami - np. trudniej
      się jest dziewczętom w tym okresie uczyć.
      Czy rozwdzielne szkoły? Nie wiem; bardziej bym się przychylał do
      oddzielnych klas. A właściwie to byłbym za zindywidualizowaniem
      nauczania uczniów; bo z jednej strony mamy chłopców, którzy w
      początkowych klasach nie ustępują dziewczynkom; a z drugiej mamy
      dziewczynki które w okresie początków dojrzewania nie ustępują
      szybkością uczenia się chłopcom. Tak więc indywidualizacja nauczynia
      stanowiłoba antudotum na większośc bolączek szkoły.
      • evee1 Re: Szkoły żeńskie 15.05.08, 09:40
        Czesc, jestem tu nowa.
        Mieszkam w Australii i tutaj bardzo wiele szkol srednich (czyli od
        klasy siodmej, do ktorej ida dzieci w wieku lat 11-12) jest wlasnie
        jednoplciowych. Wlasciwie wszystkie szkoly publiczne sa
        koedukacyjne, ale juz wsrod szkol prywatnych przewaza specjalizacja,
        ale nadal sporo jest szkol koed. Nie jest to system nowy, tylko
        zakorzeniony juz od lat i prowadzone tutaj badania wykazaly, ze
        dziewczyny lepsze wyniki osiagaja w szkolach rzenskich, natomiast
        chlopcy - w koedukacyjnych. Oczywiscie to czy szkola jest koed nie
        jest jedynym kryterium wyboru szkoly.
        Argumentuje sie czesto, ze dziewczynki w szkolach zenskich moga
        bardziej rozwinac skrzydla bez obawy o to co sobie plec przeciwna o
        nich pomysli. Zachecane sa tam do nauki wszystkich przedmiotow,
        takze tych uznawanych za domene chlopcow, ale przy tym nie maja
        meskiej konkurencji. Chlopcy podobno lepiej sie staraja i maja
        wieksza motywacje do nauki w szkolach koedukacyjnych - widocznie
        chca blyszczec przed dziewczynami :-).
        A z mojego wlasnego podworka - ja mam dwojke dzieci w wieku
        szkolnym. Corka chodzi juz do zenskiej szkoly sredniej, syn pojdzie
        w przyszlym roku do meskiej.
        • iluminacja256 Re: Szkoły żeńskie 15.05.08, 15:16
          Argumentuje sie czesto, ze dziewczynki w szkolach zenskich moga
          > bardziej rozwinac skrzydla bez obawy o to co sobie plec przeciwna
          o
          > nich pomysli. Zachecane sa tam do nauki wszystkich przedmiotow,
          > takze tych uznawanych za domene chlopcow, ale przy tym nie maja
          > meskiej konkurencji

          A czy tak jest w zyciu ? Nie jest. Nie zyję w społeczeństwie samych
          kobet, w którym na widok faceta od razu głupieję. Czy zespoły
          badawcze na uczelniach dziela się na płcie? Nie. Kazda forma
          podziału wczesniej czy pózniej kończy się zle - tak samo jak na
          białych i czarnych. Dziwnym trafem w zasadzie większość badań ,
          które to pokazuja rzekomo jak dziewczyny lepeij uczą sie w
          jednopłciowych szkołach, zapomina o tym , ze tak naprawdę to jest
          izolacja przed konkurencja, z którą wczesniej czy pózniej i tak się
          w zyciu zmierzą. Problem w tym, z eskoro dotąd jej nie maiły, to
          nagle mają 18 lat, uniwersytet będzie dla nich jak spis dziwnych
          zachowań osobników innej płci.
          Szkoda, ze jeszcze nei jednopłciowe studia...Tutaj jakoś wiekszość z
          was powie- nei - to cholernie ciekawe...
    • senta.fa Re: Szkoły żeńskie 15.05.08, 19:04
      Dyskusję ze zwolennikami szkół rozdzielnych (o ile w ogóle jest sens z czymś takim dyskutować) należałoby zacząć od zweryfikowania ich odwiecznego argumentu, na który nie wiedzieć czemu wszyscy tak ochoczo się nabierają:

      "badania pokazują, że ludzie po szkołach żeńskich, względnie męskich, lepiej sobie radzą w życiu, odnoszą większe sukcesy, lepiej zdają egzaminy itd."

      Fantastycznie, nie? Nic tylko rozdzielać. :) Ciekawe, czy problem wojen i głodu też da się w tak prosty sposób rozwikłać.

      Ale nie trzeba mieć wielkiego umysłu, żeby się połapać, co jest nie tak z tymi badaniami. Już nawet nie trzeba pytać, kto je przeprowadza itd. Wystarczy - zamiast, jak Anna Dutka, bez przerwy patrzeć na Skandynawię jak na "słońce świata nowego" - po prostu ruszyć łepetyną. Myślenie nie boli.

      Cały dowcip polega na tym, że szkoły żeńskie i męskie są to z reguły szkoły, gdzie idą dzieciaczki z dobrych rodzin. A takie dzieciaczki (statystycznie biorąc!) lepiej sobie radzą w życiu, bo takie rzeczy jak wykształcenie, bogactwo, klasę społeczną się (statystycznie rzecz biorąc!) dziedziczy. Proste?

      Zresztą to naprawdę trzeba być lekko przytrzymanym, żeby przyjąć taki nonsens: jak rozdzielę płcie, to się ludzie nagle staną mądrzejsi? Litości! To bujda na resorach jak nic. A jak zmienię tablicę w klasie z zielonej na czarną to też? Wszystkim znającym z grubsza angielski polecam to:

      en.wikipedia.org/wiki/Correlation_does_not_imply_causation
      Niestety, z powodu tego cholernego upału nie czuję się za bardzo na siłach, by omawiać resztę zagadnienia. Zresztą ten post jest już wystarczająco długi. Generalnie kluczem do zrozumienia tego wszystkiego jest link, który dałem. Idźcie więc za nim! Znając treść tego linka, macie resisty na ogromną część manipulacyj. A to bardzo przyjemne uczucie móc mieć ich wszystkich w... nosie. Czy tam gdzieś.

      PS Hej! A może we firmach, w administracji publicznej, trzecim sektorze itd. też należałoby poczynić tego rodzaju podziały? Ludzie będą (z pewnością!) lepiej pracować, mniej się stresować. Faceciki będą sobie przywódcami, kobietki - przywódczyniami. Problem dyskryminacji będzie rozwiązany, problem molestowania seksualnego - niemal rozwiązany. Z4jebiście będzie, co? Obym tylko nie doczekał takich czasów...

      PPS Ostatnio czytałem o jakimś dyrze, który zrobił oddzielne wejście do szkoły dla dzieci romskich. Wiele się to od wizyj Anny Dutki nie różni.
      • evee1 Re: Szkoły żeńskie 16.05.08, 04:24
        > Cały dowcip polega na tym, że szkoły żeńskie i męskie są to z
        > reguły szkoły, gdzie idą dzieciaczki z dobrych rodzin. A takie
        > dzieciaczki (statystycznie biorąc!) lepiej sobie radzą w życiu, bo
        > takie rzeczy jak wykształcenie, bogactwo, klasę społeczną się
        > (statystycznie rzecz biorąc!) dziedziczy. Proste?
        Z reguly - tak, ale to zalezy co uznac za te "regule". U nas wlasnie
        zdecydowana przewage szkol jednoplciowych stanowia szkoly tanie i
        dostepne praktycznie dla kazdego. Nie chce mi sie sprawdzac
        dokladnych statystyk, ale tak na moje oko jakies 25-30% szkol
        prywatnych to szkoly koedukacyjne. Wiec tam tez jest pewna
        roznorodnosc, a nie tylko koed - tanie, jednoplciowe - drogie.

        > jak rozdzielę płcie, to się ludzie nagle staną mądrzejsi?
        Oczywiscie, ze nie! Ale dziewczyny dojrzewaja szybciej (i chodzi mi
        tu o dojrzalosc psychiczna) niz chlopcy i majac szkoly
        rozdzielnoplciowe mozna ustawic program tak, aby najlepiej
        dostosowac go do aktualnych mozliwosci i zainteresowan chlopcow i
        dziewczat na danym etapie rozwoju. Oczywiscie mozna sie czepiac, ze
        jest to utrwalanie sterotypow, ze faceci i kobiety sa inni, ale
        chyba tacy sami nie sa.
        • senta.fa Re: Szkoły żeńskie 16.05.08, 09:53
          > Z reguly - tak, ale to zalezy co uznac za te "regule". U nas wlasnie
          > zdecydowana przewage szkol jednoplciowych stanowia szkoly tanie i
          > dostepne praktycznie dla kazdego. Nie chce mi sie sprawdzac
          > dokladnych statystyk, ale tak na moje oko jakies 25-30% szkol
          > prywatnych to szkoly koedukacyjne. Wiec tam tez jest pewna
          > roznorodnosc, a nie tylko koed - tanie, jednoplciowe - drogie.

          Wszystko jedno, co uznać za regułę. Jest wystarczająco duża nadreprezentacja elity w szkołach jednopłciowych, żeby zaburzyłyć statystykę. Zresztą nie ma tu nic do rzeczy: tanie, drogie. Istotne jest, że te dzieci są z dobrych domów, nawet nie koniecznie super bogatych.

          > Ale dziewczyny dojrzewaja szybciej (i chodzi mi
          > tu o dojrzalosc psychiczna) niz chlopcy i majac szkoly
          > rozdzielnoplciowe mozna ustawic program tak, aby najlepiej
          > dostosowac go do aktualnych mozliwosci i zainteresowan chlopcow i
          > dziewczat na danym etapie rozwoju.

          No tak, na poziomie statystyki są różnice w płci. Tzn. chłopacy są statystycznie lepiej uzdolnieni w przedmiotach ścisłych. Tylko co z tego? Ano nic. Po pierwsze, różnice pomiędzy jednostkami są ogromne i wynikają z wielu rzeczy. Co zrobić z dziewczyną uzdolnioną w przedmiotach ścisłych? Program "pod płeć" ją ukrzywdzi. Zresztą szkoła i tak musi dawać ogólne wykształcenie.
          • evee1 Re: Szkoły żeńskie 16.05.08, 16:06
            senta.fa napisał:
            > No tak, na poziomie statystyki są różnice w płci. Tzn. chłopacy są
            > statystycznie lepiej uzdolnieni w przedmiotach ścisłych. Tylko co z
            > tego? Ano nic. Po pierwsze, różnice pomiędzy jednostkami są ogromne
            > i wynikają z wielu rzeczy. Co zrobić z dziewczyną uzdolnioną w
            > przedmiotach ścisłych? Program "pod płeć" ją ukrzywdzi. Zresztą
            > szkoła i tak musi dawać ogólne wykształcenie.
            Ale to nie chodzi o to czego uczyc, tylko w jakis sposob. Na przyklad chlopcy
            znacznie lepiej skupiaja sie na lekcjach, jezeli rano przed lekcjami maja okazje
            do 15-20 minutowego wysilku fizycznego. Dziewczyny ucza sie wszystkiego, chlopcy
            na ogol tylko tych przedmiotow, ktore ich interesuja. Inaczej wiec trzeba
            motywowac, zeby obie te grupy chcialy sie uczyc.
            Owszem sa roznice osobnicze (ja na przyklad jestem zdecydowanie scislym umyslem
            mimo zem kobieta :-)), ale program szkolny ukladany jest pod wiekszosc. Ale
            jezeli polowa populacji efektywniej uczy sie w inny sposob niz jej druga polowa,
            to czemu nie brac tego pod uwage.
            • senta.fa Re: Szkoły żeńskie 16.05.08, 17:35
              To znaczy myślę, że problem jest głównie logistyczny. Moja mama jest
              nauczycielką - wiem, jak wygląda układanie planu. To jest po prostu masakra.
              Poza tym, jak na moje wyczucie, to trochę to są przekombinowane pomysły. W
              teorii wszystko zawsze ładnie wygląda, gorzej z realizacją.
        • saszenka2 Re: Szkoły żeńskie 18.05.08, 14:26
          evee1 napisała:

          > > Cały dowcip polega na tym, że szkoły żeńskie i męskie są to z
          > > reguły szkoły, gdzie idą dzieciaczki z dobrych rodzin. A takie
          > > dzieciaczki (statystycznie biorąc!) lepiej sobie radzą w życiu,
          bo
          > > takie rzeczy jak wykształcenie, bogactwo, klasę społeczną się
          > > (statystycznie rzecz biorąc!) dziedziczy. Proste?
          > Z reguly - tak, ale to zalezy co uznac za te "regule". U nas
          wlasnie
          > zdecydowana przewage szkol jednoplciowych stanowia szkoly tanie i
          > dostepne praktycznie dla kazdego. Nie chce mi sie sprawdzac
          > dokladnych statystyk, ale tak na moje oko jakies 25-30% szkol
          > prywatnych to szkoly koedukacyjne. Wiec tam tez jest pewna
          > roznorodnosc, a nie tylko koed - tanie, jednoplciowe - drogie.
          >
          > > jak rozdzielę płcie, to się ludzie nagle staną mądrzejsi?
          > Oczywiscie, ze nie! Ale dziewczyny dojrzewaja szybciej (i chodzi
          mi
          > tu o dojrzalosc psychiczna) niz chlopcy i majac szkoly
          > rozdzielnoplciowe mozna ustawic program tak, aby najlepiej
          > dostosowac go do aktualnych mozliwosci i zainteresowan chlopcow i
          > dziewczat na danym etapie rozwoju. Oczywiscie mozna sie czepiac,
          ze
          > jest to utrwalanie sterotypow, ze faceci i kobiety sa inni, ale
          > chyba tacy sami nie sa.

          Myślę, że jeśli dostosowywać program to do każdego dziecka osobno, a
          nie ze względu na płeć. Niejeden 7-latek potrzebuje
          jakiegoś "lżejszego" programu. Zdarzają się też bardzo zdolne 7-
          latki szybko chłonące wiedzę.
      • sir.vimes Re: Szkoły żeńskie 16.05.08, 07:56
        Dyskutujesz troszkę sam ze sobą bo nikt tu takiego poglądu nie wyrażał.

        > PPS Ostatnio czytałem o jakimś dyrze, który zrobił oddzielne wejście do szkoły
        > dla dzieci romskich. Wiele się to od wizyj Anny Dutki nie różni.

        To też jest bzdura - jeśli i szkoła męska i żeńska jest mega elitarna (jak sam
        słusznie zauważasz) to nie ma analogii do osobnych drzwi dla Romów (bo to nie
        jest równoprawnie elitarne drugie wejście tylko zwykły pokaz rasizmu).
      • kkokos Re: Szkoły żeńskie 17.05.08, 14:52
        > Cały dowcip polega na tym, że szkoły żeńskie i męskie są to z reguły szkoły, gd
        > zie idą dzieciaczki z dobrych rodzin. A takie dzieciaczki (statystycznie biorąc
        > !) lepiej sobie radzą w życiu, bo takie rzeczy jak wykształcenie, bogactwo, kla
        > sę społeczną się (statystycznie rzecz biorąc!) dziedziczy. Proste?

        to niezupełnie prawda, a już na pewno nie w Polsce - choć w ostatecznym
        rozrachunku pewnie to, co napiszę, potwierdza tę tez:)
        U nas przytłaczająca większość szkół jednopłciowych to szkoły prowadzone przez
        zakonnice dla dziewcząt, niekoniecznie w dużych miastach, za to bardzo często z
        internatami. Być może dziś to wygląda inaczej niż 25 lat temu, kiedy trafiłam do
        takiej szkoły, ale wtedy o wyborze bardzo często decydował właśnie fakt
        istnienia internatu, a zakonnice przy rekrutacji kierowały się także względami
        humanitarnymi - przyjmowane były nie tylko prymuski, ale także dziewczyny z
        zadupia, dla których ta szkoła była jedyną okazją do nauki (bo jak nie, to
        zawodówka rolnicza), córki ludzi, którzy wyjeżdżali za granicę na długo (teraz
        takich pewnie jest znacznie więcej). W efekcie było tam sporo dziewczynek z
        dobrych domów, trochę latawic, co to rodzicie woleli, by siostry pilnowały niż
        by sami mieli chłopaków odganiać, trochę dziewczyn tzw. trudnych wychowawczo i
        trochę dziewczyn zupełnie przeciętych. Ja szybko z tej szkoły uciekłam, na
        szczęście moja rodzina się przy niej nie upierała. A jak potoczyły się losy
        moich byłych koleżanek, dowiedziałam się ze strony internetowej tej szkoły,
        gdzie jest wspomnienie ze zjazdu na 20-lecie matury. Otóż jest kilka lekarek,
        dziennikarka, pedagog szkolna, dwie czy trzy nauczycielki, jedna główna
        księgowa, jedna pielęgniarka, kilka po prostu matek, dwie emigrantki, o których
        nic nie wiadomo i kilka urzędniczek różnego szczebla. Jedna radna. Czy to są
        jakieś wielkie kariery, odbiegające od średniej dziewczyn z klas koedukacyjnych?
        Z klasy koedukacyjnej, którą skończyłam, wyszła jedna nauczycielka i jedna
        nauczycielka akademicka, jedna tłumaczka, jedna ma własną firmę pr, inna robi
        karierę w korporacji, jedna dziennikarka, jedna urzędniczka w ministerstwie,
        jeden handlowiec... dokładnie tak samo...

        Natomiast na studiach tak się złożyło, że poznałam wielu absolwentów LO im. św.
        Augustyna - jedynego w Warszawie za komuny ogólniaka męskiego. Wszyscy mieli
        problemy emocjonalne! niektórzy nawet spore... Oczywiście wiem, że tych
        kilkunastu chłopaków nie może świadczyć o całości szkoły, ale...
    • senta.fa Znalazłem kolejny artykuł. 16.05.08, 10:50
      "Stowarzyszenie Współpracy Kobiet NEWW-Polska" to jakaś, że tak powiem, Wasz organizacja? Co to jest? W każdym razie napisali sobie artykuł, jeśli kogoś to interesuje i chce się dowiedzieć, czemu szkoły żeńskie są świetne, to proszę:

      www.neww.org.pl/pl.php/news/news/1.html?&nw=2323&re=1
      PS Właściwie to uświadomiłem sobie, że ja teraz też chodzę do szkoły męskiej. Niestety jakiegoś niesamowitego rozwoju umysłowego dzięki temu nie zauważam. :( Ale przynajmniej nikt mnie nie dyskryminuje.
Pełna wersja