tad9
18.05.08, 14:38
wklejam interesujący tekst jednego z najbardziej wpływowych myślicieli III RP.
Warto przeczytać i przemyśleć...
Korwin Mikke: Gwałt
Janusz Korwin Mikke
Wyobraźmy sobie, że jestem prezydentem dużego wojewódzkiego miasta – na
przykład Olsztyna. I oto podlegająca mi urzędniczka zaprasza mnie do siebie –
„bo męża nie będzie w domu”…
Porządny człowiek taką propozycję odrzuca, bo cudzołóstwo to naruszenie IX i
VI Przykazania – oraz z innych ważnych powodów – ale, powiedzmy, że nie jestem
porządnym człowiekiem, tylko socjalistą – i idę. W stosownym czasie wychodzę.
Zaraz potem chytra niewiasta (chytra – bo już była w ciąży i nie boi się
urodzenia nieślubnego dziecka!) leci na policję i do lekarza – i zgłasza gwałt.
Na ciężarnej kobiecie! Lekarz pobiera stosowne próbki, robi badania DNA – ale
białogłowa odmawia wskazania nazwiska gwałciciela, więc rzecz wędruje ad acta.
A po trzech latach, gdy np. nieopatrznie
odmawiam jej awansu, kobiecina ujawnia nazwisko „gwałciciela”. Czyli moje. W
normalnym kraju prokuratura wzruszyłaby ramionami, oświadczając, że jak nie
zgłosiła tego wtedy, to teraz może się
swoim oskarżeniem wypchać – ale nie w Polsce.
W Polsce nie obowiązują takie zasady jak ta, że człowieka uznaje się za
niewinnego, dopóki nie udowodni mu się przestępstwa, ani taka, że w przypadku
wątpliwości interpretuje się je na korzyść oskarżonego. W Polsce p. Czesław
Jerzy Małkowski powędrował ciupasem do kryminału – zapewne po to, by nie
wykorzystywał wolności do gwałcenia następnych ciężarnych kobiet!
Oczywiście, mogło być i tak, że prezydent sporego miasta, cieszący się opinią
lowelasa, niespodziewanie przyszedł do domu przebywającej na zwolnieniu
pracownicy, ta go (nie wiem po co?) wpuściła,
a ten ją naprawdę zgwałcił. Pismo Święte powiada, że w takich przypadkach
kobieta nie jest winna zdrady małżeńskiej, jeśli głośno krzyczała. Otóż owa
urzędniczka nie krzyczała – i to nie krzyczała przez trzy lata.
W kraju, w którym serio traktuje się Pismo Święte, zostałaby zapewne (razem z
p. Małkowskim…) ukamienowana – na Warmii kamieni jest pod dostatkiem – choć
Koran przezornie żąda w takim przypadku dwóch naocznych świadków.
Nie wiem, czy samo-oskarżenie jednej osoby może to zastąpić? Mówiąc serio:
przyjmowanie oskarżenia
o gwałt później, niż po trzech dniach, jest niedopuszczalne – chyba że ofiara
byłaby nieprzytomna lub z innych powodów nie mogła tego zgłosić w terminie.
To są tak delikatne i intymne sprawy, że nie powinno się tu dopuszczać
możliwości fałszywych oskarżeń.
Na p. Małkowskim ciąży jeszcze kilka innych „poważnych zarzutów”. Na przykład
molestował podległe mu urzędniczki… prowadząc z nimi erotyczne rozmowy przez
telefon (jak gdyby był obowiązek słuchania wynurzeń każdego podrywacza; o ile
wiem, każda ze stron może rozmowę przez telefon przerwać w dowolnym momencie;
skoro słuchały – to widocznie lubiły).
Wobec p. Prezydenta zastosowano więc „areszt wydobywczy” – po którym przyznał
się on też, że z jedną nawet sypiał! Jak gdyby było to w Polsce przestępstwem.
Sądząc z tego, co podają dziennikarze (Ja bym łowcom sensacyj nie wierzył! Na
przykład miejscowy proboszcz broni p. Prezydenta), postać p. Małkowskiego
zdecydowanie budzi obrzydzenie. Czy
nie mógł podrywać innych kobiet, tylko podległe urzędniczki – w dodatku:
mężatki? Ale czym innym jest obrzydzenie moralne (co skutkuje największą dla
p. Małkowskiego karą: kobiety będą odeń
stronić…), a czym innym stosowanie reżymowego aparatu represji!
Po ulicach Olsztyna chodzą zapewne bandyci – i śmieją się z prokuratorów pełną
parą przesłuchujących stadko urzędniczek i zastanawiających się, co jest
„molestowaniem”, a co „flirtem” lub „podrywem”, zamiast łapać bandziorów. A my
tym łamiącym zasady przyzwoitości prokuratorom płacimy – wcale wysokie – pensje!