tak sobie wędrując po matrixie...

18.05.08, 17:41
trafiłam na coś takiego:
pl.wikipedia.org/wiki/Kobiety_w_nauce
    • senta.fa Dziwne jakieś te nazwy... 18.05.08, 17:57
      Dziwne jakieś te nazwy... Niby o kobietach w nauce, a tu: fizyk, biolog,
      ginekolog, astronom, filozof. Pewnie autor czy autorka tego artykułu miał(a)
      dobre intencje, a nie chcący umocniła patriarchat. Ech...
      • gotlama Re: Dziwne jakieś te nazwy... 19.05.08, 21:40
        Dziwnie Ci brzmią wskutek przyzwyczajenia do zbitki słów "ten fizyk, ten biolog,
        ten mecenas " itd.. itd... Jakby równie często ci w uszkach brzmiało lub skakało
        do oczek: "ta fizyk, ta biolog, ta mecenas" to by Ci te myśli natrętne o
        umacnianiu patriarchatu nie błąkały się po głowie;)
        Akurat w języku polskim określenia: fizyczka , matematyczka,biolożka są raczej
        przypisywane nauczycielkom w szkołach średnich.
        O panach w tych szkołach nie mówi się per: matematyczek, fizyczek itd. by nie
        razić delikatnego męskiego ego ;)
        Tak naprawdę, to w obecnych czasach bycie dobrą matematyczka lub matematyczkiem
        potrafiącym zainteresować młodzież przeżywającą czas tzw. głupawki hormonalnej
        (elegancko zwanej burzą) czymś tak abstrakcyjnym jak matematyka, wymaga może
        większych umiejętności niż wykłady dla chcących się uczyć studentów.

        Kiedyś w czasach pań profesorowych, doktorowych i innych, moja prakrewna ponoć
        niezły skandal na przyjęciu wywołała, gdy będąc uparcie tytułowana "ową", a
        mając swój tytuł naukowy równorzędny mężowskiemu nie wytrzymała słodkiego
        ciuciania pań "owych" w końcu wypaliła, że na swój tytuł zasłużyła głową więc
        prosi, by albo zwracano się do niej pomijając tytuły, albo "pani profesor" ;)

        To tyle na temat końcówek.
        • senta.fa Zamaskowana kpina... 19.05.08, 21:54
          Zamaskowana kpina; drwina zawarta w pozornej aprobacie; lekki sarkazm, ujęty w wypowiedź, której zamierzony sens jest odwrotnością dosłownego znaczenia słów.

          To tyle na temat ironii.
          • gotlama Re: Zamaskowana kpina... 19.05.08, 22:02
            A ta ironia to marka żelazka?
            Słabo się maskujesz.

            Zażyj sześcienny centymetr, a zniknie ci ponury sentyment ;)
            No chyba że masz ambicje emigrować na Islandię.
            • senta.fa Re: Zamaskowana kpina... 19.05.08, 22:27
              > Słabo się maskujesz.

              He he. :)

              > Zażyj sześcienny centymetr, a zniknie ci ponury sentyment ;)

              Dobra książka.
    • mariusz_bolek Re: tak sobie wędrując po matrixie... 18.05.08, 18:13
      "Markiza Émilie du Châtelet, przyjaciółka i współpracowniczka Woltera
      przetłumaczyła na język francuski Principia Newtona i odkryła zasadę zachowania
      energii oraz wzór powstawania energii kinetycznej."

      W moim dawnym podręczniku od fizyki(Wyd. Zamkor) oba te odkrycia przypisane są
      Newtonowi. I komu tu wierzyć?
      • ja.sinner Re: tak sobie wędrując po matrixie... 18.05.08, 18:23
        > W moim dawnym podręczniku od fizyki(Wyd. Zamkor) oba te odkrycia
        > przypisane są Newtonowi. I komu tu wierzyć?

        Jakos mnie to nie zdziwilo
      • senta.fa Re: tak sobie wędrując po matrixie... 18.05.08, 18:27
        Zawsze istnieje możliwość, że jednocześnie na to wpadli. Tak było z podstawami
        rachunku różniczkowego (Newton i Leibnitz). Osobiście o Markizie Émilie du
        Châtelet nie słyszałem, ale kto wie?

        Natomiast warto dodać, że matematycznie zasady zachowania udowodniła kobieta -
        Emmy Noether, stając się tym samym w zasadzie jedyną kobietą w historii fizyki
        teoretycznej. Ale też trzeba przyznać, że było to naprawdę solidne osiągnięcie.
    • piekielnica1 Re: tak sobie wędrując po matrixie... 18.05.08, 19:37
      a ja na cos takiego:

      www.wiw.pl/delta/meska.asp
      "minęło sto lat od chwili, gdy pierwsza kobieta uzyskała w normalnym
      (czyli męskim) trybie doktorat z matematyki. Była to Grace Chisholm,
      Angielka. Doktorat uzyskała w Niemczech, w Getyndze. Praca doktorska
      dotyczyła rachunku różniczkowego funkcji rzeczywistych wielu
      zmiennych.

      Doktorat taki był możliwy dlatego, że dwa lata wcześniej pruskie
      władze państwowe wydały zezwolenie na (eksperymentalne!)
      podejmowanie studiów w Getyndze przez kobiety. Z kolei w dwa lata po
      doktoracie Grace Chisholm przeprowadzono wśród stu najwybitniejszych
      profesorów uczelni niemieckich urzędową ankietę na temat
      dopuszczalności obecności kobiet na uczelniach. W jej wyniku okazało
      się to dopuszczalne (niewielką różnicą głosów). Tu nawet jest chwila
      na to, by się przez moment nie wstydzić: matematycy byli najbardziej
      prokobiecy; najbardziej zdecydowanymi antyfeministami okazali się
      historycy"
    • tad9 cieniutko, oj cieniutko... 18.05.08, 19:43
      ...z tymi "kobietami w nauce". Ale to pewnie "mężczyźni nie dali" :-))
      • gotlama Re: cieniutko, oj cieniutko... 19.05.08, 21:00
        Tadziu, Tadziu, a to tak trudno kliknąć w podane linki i sprawdzić, jak panowie
        dawali w XIX wieku i nawet na początku -nomen omen - wieku XX ?
        Jak to kobiety bez przeszkód mogły studiować, byle tylko wykazały się wiedzą i
        intelektem.
        Oj cieniutko ze zmysłem badawczym u Tadzia, cieniutko.
        Tadziowi się nie chce pomyśleć,że nawet dzisiaj ubogi, ale utalentowany
        matematycznie chłopczyk z pakistańskiej wioski ma nieskończenie wręcz większe
        szanse niż jego równie utalentowana rówieśniczka w podobnej sytuacji. Genialna
        dziewczynka w świecie islamu musi mieć bardzo bogatych i tolerancyjnych
        rodziców, by zostać np. fenomenalnym architektem światowej klasy (pewna
        dziewczynka z Iranu ;)
        • goblin.girl Re: cieniutko, oj cieniutko... 19.05.08, 22:40
          gotlama napisała:

          > Tadziu, Tadziu, a to tak trudno kliknąć w podane linki i sprawdzić, jak panowie
          > dawali w XIX wieku i nawet na początku -nomen omen - wieku XX ?
          > Jak to kobiety bez przeszkód mogły studiować, byle tylko wykazały się wiedzą i
          > intelektem.
          > Oj cieniutko ze zmysłem badawczym u Tadzia, cieniutko.

          Cóż... Bozia "nie dali"...
      • kochanica-francuza Re: cieniutko, oj cieniutko... 21.05.08, 18:28
        tad9 napisał:

        > ...z tymi "kobietami w nauce". Ale to pewnie "mężczyźni nie dali" :-))

        Jak wiadomo, mężczyźni od wieków pchali córki na uniwersytety, synów bogato
        żeniąc. Czy się mylę?
    • pavvka Re: tak sobie wędrując po matrixie... 19.05.08, 09:26
      To jest dobre:
      "Jednak zwrócono uwagę, że system klasyfikacji roślin Linneusza
      bazuje na różnicach seksualnych, czyli jest "nieprzyzwoity" i z tego
      względu w końcu XVIII w. kobiety były zniechęcane do studiowania
      kwestii rozmnażania roślin z obawy, że będzie to dla nich moralnie
      szkodliwe."
    • goblin.girl Re: tak sobie wędrując po matrixie... 19.05.08, 14:40
      Taka Rosalind Franklin na przykład - obronila doktorat w wieku 26 lat,
      pracowała nad analiza budowy czasteczek za pomoca rentgenografii. Pierwszy
      rentgenogram DNA był jej autorstwa; mimo to jej nazwisko nie znalazło się ani w
      najczęściej cytowanej pracy z biologii - opisie budowy DNA autorstwa panów
      Watsona i Cricka, nie dostała też Nobla.

      "W książce Jamesa Watsona - "Podwójna helisa", w której zawarte są okoliczności
      odkrycia struktury DNA, autor twierdzi, że Rosalind Franklin była trudnym
      współpracownikiem. Według naukowców miała opinię mizantropa. Znana była także z
      poglądów feministycznych, o których zdarzało jej się mówić głośno. Choć Watson w
      swojej opowieści nie odmawia jej intelektu, to jednak zwraca uwagę na fakt, że
      była sceptyczna w stosunku do helikalnej budowy DNA, nierzadko jej krytyka
      przybierała formy napastliwe. W epilogu tejże książki wydanej w 1968 roku, 10
      lat po śmierci Rosalind Franklin, autor oddaje honor uczonej i podkreśla, iż
      mimo tego, że jej zasługi w odkryciu struktury DNA nie zostały dostrzeżone, jej
      charakter zmienił się na lepsze."
      Rosalind Franklin zmarła w wieku 37 lat na nowotwór, spowodowany prawdopodobnie
      częstą ekspozycją na promieniowanie. James Watson żyje do dzis.

      pl.wikipedia.org/wiki/Rosalind_Franklin
      • pavvka Re: tak sobie wędrując po matrixie... 19.05.08, 14:48
        Wiadomo, że jak feministka, to wredna baba musiała być.
      • kocia_noga Re: tak sobie wędrując po matrixie... 19.05.08, 14:51
        Zły charakter, nieprzyzwoity temat - każdy powód dobry,żeby
        niedopuścić i zatrzymać pełnię władzy dla siebie.
        A władza m.in służy do tego, żeby każdy mikrysiurek mógł sobie
        napluć i poczuć się panem sytuacji.Kosztowni ci nasi panowie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja