zly_wilk
16.09.03, 18:57
Oto co znalazłem na stronie: www.kobietologia.pl/fem_nauk.htm
Jeśli wiedza antropologiczna
jest sprzeczna z feminizmem
- tym gorzej dla wiedzy!
Dogmatom ideologii feministycznej na przeszkodzie często stawała antropologia
i inne nauki. Oto kilka wyjątków antynaukowego rysu feminizmu.
Niewłaściwie pojęta równość
Najważniejszym dogmatem w wielu nurtach feminizmu jest ten, który głosi, że
zasadnicze różnice w predyspozycjach intelektualnych i społecznych kobiet i
mężczyzn mają charakter wyłącznie kulturowy, a nie biologiczny. Czy ideologia
będzie w stanie wygrać z biologią? Przecież nic feministki nie poradzą na to,
że kobieta różni się od mężczyzny nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. A
może to natura ustanowiła pewne podziały ról społecznych, nie tylko zaś
nieokrzesani przewodnicy stada? Może to nie podział funkcji i obowiązków jest
dokonany sztucznie, ale próby jego zburzenia za wszelką cenę? Jedna z moich
znajomych z Warszawy, która zajmuje się pracą naukową, pisała w liście do
mnie: "Różnice w budowie mózgu kobiet i mężczyzn istnieją obiektywnie. Kiedyś
panowie naukowcy uważali to za oczywisty aksjomat a ich wywody mające
uzasadnić postawioną tezę, że różnice te warunkują wyższość intelektualną
mężczyzn, budzą dziś jedynie uśmiech politowania. Dziś kobiety rozszarpałyby
takiego delikwenta na strzępy, przekonane, że ich mózgi absolutnie niczym nie
różnią się od męskich i doskonale mogą realizować męskie wzorce zachowań.
Mamy więc całkowite odwrócenie sytuacji, a co ciekawsze obie ideologie są
całkowicie bezzasadne. Obie też przynoszą wymierne szkody w stosunkach
międzyludzkich. W dniu dzisiejszym ruch feministyczny skutecznie blokuje
pogłębianie wiedzy w zakresie faktycznie istniejących i istotnych różnic w
budowie mózgu kobiety i mężczyzny. (...) Propaganda święci triumfy."
W wywiadzie dla Gazety Wyborczej (14 III 1998 r.) neurobiolog prof.
Małgorzata Kossut mówiła o występujących różnicach między mózgiem kobiet i
mężczyzn: "Są takie różnice. Przecież trzeba czymś obsługiwać cały ten seks.
Organizm kobiety i mężczyzny produkuje różne hormony, a w mózgu znajdują się
receptory tych hormonów. Kobiety lepiej postrzegają różne odcienie
rzeczywistości, mają większe zdolności percepcyjne, ale mężczyźni lepiej tę
rzeczywistość analizują. Płacą za to cenę w postaci większej specjalizacji
półkul mózgowych."
O psychofizycznych różnicach między kobietą i mężczyzną piszą autorzy głośnej
książki Płeć mózgu, Anne Moir i David Jessel. Jak słusznie wnioskuje autorka
eseju pt. Wyemancypowane i wyzwolone w serwisie Polishnews: "Według ich badań
płcie są od siebie odmienne, ponieważ mózgi kobiet i mężczyzn różnią się od
siebie. Mózg bowiem przetwarza informacje w różny sposób u kobiet i u
mężczyzn, co daje w efekcie inne postrzeżenia, preferencje i zachowanie.
Kobiety i mężczyźni mogą żyć szczęśliwiej, lepiej się rozumieć, bardziej
kochać i urządzić świat z lepszym skutkiem, gdy uwzględnią i zaakceptują
swoją odmienność." Cały problem feministek polega na tym, że one głoszą, że
nie ma takich granic, a jedyne różnice między kobietą i mężczyzną wynikają ze
stereotypów. Jednak autorzy wspomnianej wyżej pracy dowodzą tego, że teorie
filozoficzno-religijne należą do mężczyzn nie dlatego, że kobietom nie
pozwalano tym się zajmować, ale dlatego, że mężczyźni mają naturalną wyższość
w myśleniu abstrakcyjnym. Tak więc próżne żale nad tym, że religie propagują
męski punkt widzenia, gdyż zakładali je mężczyźni. To sama natura dała
mężczyznom przywilej tworzenia pojęć religijnych. Z drugiej strony nauczanie
egoizmu swe współsiostry przez Małgorzatę Domagalik wynika również z błędnych
założeń, jakoby kobietom mógł być dany taki sam poziom miłości własnej. Płeć
mózgu podpowiada nam, że to przez naturę kobiety zostały predestynowane do
większego altruizmu niż mężczyźni, bowiem kobieta zawsze będzie bardziej
współczująca niż mężczyzna. Kobieta jest bardziej cierpliwa, ale to mężczyzna
ma większe zdolności radzenia sobie w warunkach stresu.
Libido dominandi jest również typowym wyznacznikiem męskiej natury...
Gwałt
Jednym z niezwykle płodnych i nośnych argumentów feministycznych przeciw
męskości jest propaganda gwałtu. Dzieje przemocy seksualnej mężczyzny wobec
kobiety mają być jednym z istotniejszych dowodów na zepsucie męskiej natury -
ogólnie, natury, która składa się z prymitywnych popędów, hamowanych z
największym trudem.
Randy Thornhill i Craig Palmer w swej książce "Naturalna historia gwałtu:
biologiczne podłoże przemocy seksualnej" - odwołali się do biologicznej
ewolucji, by wyjaśnić to zjawisko w ludzkim społeczeństwie. Nie miało to
bynajmniej na celu usprawiedliwiania gwałtu, lecz sprzyjać miało lepszemu
zrozumieniu jego źródeł, by można było opracować lepsze metody prewencji i
walki. Kiedy środowisko feministyczne dowiedziało się o sugestii jakoby gwałt
miał podłoże biologiczne, zareagowano oburzeniem i potępieniem pracy autorów.
Feminizm głosi, iż gwałt jest "czystym" aktem przestępnym indeterministycznym
(wyrazem wolnej, lecz wypaczonej woli), reliktem systemu "patriarchalnej
hegemonii" i postępkiem służącym celom politycznym (poniżeniu i dyskryminacji
kobiet), lecz z pewnością nie biologicznym. Autorzy "Gwałtu" próżno
tłumaczyli, że są przeciwni temu zjawisku i wcale go nie tłumaczą, ale że
gwałt - który nie jest bynajmniej rzadkością w świecie zwierząt - należy do
natury ludzkich zachowań seksualnych. Jest jednak tym rodzajem naturalnych
popędów, które należy bezwzględnie zwalczać, co powinno być poprzedzone
dogłębnym zrozumieniem. Tłumaczenia daremne, kiedy ktoś burzy feministyczne
mity.
Tak jak wszędzie feministki tropią fallokratyczne nadużycia, a cały świat,
który jest nie po ich myśli opisany zostaje w zaprzańskich kategoriach
patriarchalno-szowinistycznych wyzyskujących bezlitośnie szlachetny ród
kobiecy, tak wszędzie widzą oznaki gwałtu. Szczytem paranoi tego typu jest
prawdopodobnie dzieło S. Harding The Science Question in Feminism (Ithaca,
N.Y. 1986), w którym znajdujemy taki oto passus: "Straszliwe metafory
mechaniki Newtona zagrażają kobietom: Badania przyrody za model mają gwałt i
tortury - brutalny, mizoginiczny stosunek mężczyzn do kobiet - ten właśnie
model świadczyć ma o wartości nauki. (...) Skoro naturę zaczyna się traktować
raczej jak kobietę, którą należy gwałcić i torturować, a nie jak karmiącą
matkę, to czyż gwałt i tortury nie stają się tym samym naturalnym stosunkiem
mężczyzn do kobiet. Uczciwiej byłoby mówić o prawach Newtona nie jako o
mechanice, lecz jako o newtonowskim podręczniku gwałtu." (za: S.
Amsterdamski, "Nauka. Technika. Etyka", w: Idee a urządzenie świata
społecznego, PWN, Warszawa 1999, s.32). W "podręczniku gwałtu" znajdujemy
m.in. takie herezje jak fundamentalne prawa dynamiki (zasadnicze prawa fizyki
klasycznej): o przyśpieszeniu, ruchu, powszechnego ciążenia.
Mariusz Agnosiewicz