Gość: Kato
IP: 212.244.77.*
24.09.03, 13:24
Pojawił się wątek Jolki na prezydenta. Ale cos mały oddźwięk nań. Więc małą prowokacja - przytaczam trść zamieszczonego tam przeze mnie
postu:
Jest taki tygodnik o tytule "Najwyższczy Czas!", którego zapewne nie czytacie, gdyż ma opinię szowinistyczo-męskiego pisma, ale
wbrew pozorom
pisuje tam sporo kobiet, i to wcale nie tych, które są przywiązane do dzieci, kuchni i mężowskiego łoża. W najnowszym wydaniu
zamieszczony jes
bardzo dobry artykół światni komponujący się z dyskutowanym tu tematem. Przeczytajcie, proszę, i podyskutujmy dalej:
"Bomba w górę", czyli "dlaczego by nie Jolka"?
n Marian Miszlaski
Czy "Polityka" rozpoczęła kampanię wyborczą Jolanty Kwaśniewskiej? Umieszczenie jej nazwiska w zamówionym przez "Politykę"
sondażu, pośród
nazwisk polityków (i to nawet kilku z jednej opcji?) rodzi przede wszystkim pytanie, dlaczego nie umieszczono tam nazwisk innych
popularnych
obywateli, jak na przykład Adama Małysza, naszego wybitnego "chodziarza" - Korzeniowskiego, czy bramkarza Liverpoolu - Dudka?
Jestem
przekonany, ze Małysz pobiłby Kwaśniewską w popularności, a Korzeniowski i Dudek nawiązaliby równorzędną walkę. Nie ma co,
ustawiono ten
sondaż pod Kwaśniewską, tak jak ustawia się przetargi pod konkretne firmy. Zresztą odkąd pewna "dziennikarka roku" z tejże
redakcji miała swój
casus pascudeus, nie bez udziału redaktora naczelnego, odnieść można wrażenie, że "Polityka" nie tyle pisze ciekawie o polityce,
ile sama uprawia
politykę, rzecz jasna, na miarę swych skromnych możliwości: ot, taki sobie sondażyk inauguracyjny z Kwaśniewską? W końcu trzeba
było znaleźć
kogoś, kto jakoś "podsunie" medialnie ten pomysł, o którym na lewicy mówi się od dość dawna, jako że nie ma tam polityka zdolnego
wygrać
kampanię prezydencką z Giertychem czy Kaczyńskim. Jako skromny wyrobnik pióra mam tę satysfakcję, że już kilka lat temu
opublikowałem w
"NCz!" tekst pt. "Jolka na prezydenta" i to bez podpierania się ustawionymi sondażami. Byłbym więc wdzięczny Jolce, gdy już
zostanie prezydentem
Polski, by pamiętała, że to żadna "Polityka" - ale ja! Wprawdzie zawistni i podli zazdrośnicy (a może tajne służby?)
rozpowszechniają kłamliwe
wieści, że był to test złośliwy i satyryczny, ale to po prostu zwykła bezczelna nadinterpretacja. Uprzejmie też nadmieniam, gdyby
"słowo stało się
ciałem" tj. raczej "ciało" stało się prezydentem - to w rozliczeniu przyjmę attachat kulturalny w jakimś ciepłym kraju,
ewentualnie pakiet akcji "Polisa",
o ile mają jeszcze jakąś wartość. Rzecz w tym, że kiedy opuściłem w 1982 roku miejsce internowania - w jakichś dziwnych
okolicznościach zginęła
dokumentacja całej mojej pracy zawodowej, co stawia pod znakiem zapytania moje uprawnienia emerytalne, a w końcu człowiek musi
mieć jakąś
polisę na starość. Moją polisą jest więc "Jolka na prezydenta" i niech mi "Polityka" nie robi spóźnionej konkurencji?
Spotkałem się z opinią że: "w końcu dlaczego by nie Jolka? Dobierze sobie sztab polityczny, kancelarię? Da sobie radę". A jużci,
że tak - w to nigdy
nie wątpiłem: od czasu "okrągłego stołu" i "Magdalenki" ludzie u nas zadziwiająco łatwo "dają sobie radę" z wysokimi stanowiskami
i nawet
powiedzieć można, że im wyższe stanowisko, tym łatwiej przychodzi im je obejmować. Jednak w przytoczonej wyżej argumentacji
najbardziej
przekonują mnie słowa: "w końcu dlaczego by nie?"? A zwłaszcza słowa "w końcu". Jeśli z początkiem naszego osławionego członkostwa
w UE
zaczyna się koniec naszej suwerenności, to kwestia "kto będzie prezydentem" Disnej? pardon, Eurolandu w Polsce schodzi na plan
dalszy - może
być Jolka, ale może być i Henia, może być Józek, ale także i Zdzisiek, a nawet Zdzisiek, który czasem bywa Henią albo odwrotnie.
W takich okolicznościach argument "w końcu dlaczego by nie?" - nabiera własnego znaczenia, by tak rzec - własnego politycznego
życia. W doborze
pozytywnym liczą się argumenty, uzasadniające rozumowanie "dlaczego by tak?"; przy doborze negatywnym liczą się "argumenty" na
"dlaczego by
nie?", zwłaszcza, że już "w końcu"?
Ale - właśnie! Jeśli diabeł tkwi w szczegółach, to Pan Bóg tkwi na prawdziwym końcu. Jakkolwiek więc argument "dlaczego by nie
Jolka?" spełnia
wszelkie standardy nowoczesnego euromyślenia o państwie suwerennym, które ma obumrzeć na rzecz Super Nowej Europy - to przecież
nie ma
żadnych powodów, aby przejmować się takim szczegółem historii, jak diabelska robota Unii Europejskiej, akces Polski do UE czy
kandydatura Jolki.
Należałoby zatem wysunąć kandydaturę kogoś poważnego.
Mówi się, że poważna może być kandydatura p. Lecha Kaczyńskiego. Ci, co tak mówią - popadają jednak w coś na kształt "błędnego
koła", bo
jednak chociaż powagę Lecha Kaczyńskiego trudno kwestionować, to jednak PiS popierało akces Polski do UE, przykładając rękę do
tego "końca" -
co tkwi w tym szczególe historii, jakim jest akces Polski do UE, więc i w tym popieraniu doboru negatywnego, wyrażającego się w
owym "dlaczego
by nie Jolka?"? Patrząc z tego punktu widzenia - poważniejszym kandydatem wydaje się p. Roman Giertych, że nie wspomnę o JKM, ale
obawiam
się, że w sondażu "Polityki" (w którym nie było Janusza Korwin-Mikkego) obydwaj ci politycy dostaliby więcej "głosów" niż
Kwaśniewska. Z faktu, że w
demokracji demagog może wygrać z kandydatem poważnym, nie wynika przecież, że "ich" demagogom przeciwstawiać trzeba "naszych"
demagogów.
Gdy "Polityka" wypuściła już promocyjny balon próbny w postaci owego sondażu - czy nie czas po prawej stronie porozumieć się co do
jednego,
poważnego kandydata ("dlaczego by tak"!) i poważnie promować go ponad podziałami? W wyborach parlamentarnych takie porozumienie
jest
nader trudno osiągalne ze względu na różnice programowe poszczególnych partii politycznych. W przypadku prezydentury wiele z tych
różnic traci na
znaczeniu, a powaga kandydatury zyskuje przynajmniej o tyle, o ile prezydent nie musi liczyć się z większością parlamentarną w
swych prawnych
umocowaniach.
"Jolka poszła w górę", jak bomba na Służewcu; potrzebny jest ktoś z ołowiu, byśmy nazbyt nie zdryfowali bez zakotwiczenia w
suwerenności, na
wiatrach historii. Potrzebny jest poważany konserwatysta. Nawet gdyby Jolka miała wygrać te wybory, jaka ta próba sił byłaby
politycznie płodna!
I co wy na to?
Serdeczności