Wybor Julii

28.07.08, 01:43

>>Powoli zaczęła oswajać się z myślą, że musi dokonać tego wyboru.
Albo rozpadnie się jej rodzina i zostanie sama z chorym dzieckiem,
albo odbuduje relację z partnerem i starszą córką, a Immie...
zajmie się ktoś inny. Na początku listopada, kiedy Immie miała pięć
miesięcy, neurolog pokazał im zdjęcie jej mózgu. Większej jego
części nie było. - Prawdopodobnie nigdy nie będzie chodziła ani
mówiła - powiedział. - Jej możliwości poznawcze zostały zniszczone.
Krótko mówiąc, nie posiada inteligencji. Julia powtórzy to wiele
razy w swojej książce. 'Zdecydowałam się oddać swoje dziecko, bo
wiedziałam, że nie będę mieć z nim żadnej znaczącej relacji'. <<


Co mnie w tym wszystkim uderza, to to, ze i artykul i cytowane w
artykule komentarze z forow skupiaja sie tylko na matce. Ona jest
oceniana, chwalona, przeklinana - zupelnie jakby dziecko nie mialo
ojca. A wg artykulu Julia w swojej ksiazce pare razy podkresla, ze
to byla co najmniej wspolna decyzja.

Druga sprawa - jak bardzo pojecie 'rodzina', taka z parka dzieci i
parka rodzicow - sie przezylo.
Calosc tu:
tinyurl.com/5nqwkw
    • six_a Re: Wybor Julii 28.07.08, 03:06
      skupiają się na matce, bo matka skupia się na sobie w sposób
      nieprawdopodobny, przynajmniej sądząc z artykułu.

      prawdę mówiąc, nie można się dowiedzieć ani o tym, co czuł albo
      myślał ojciec, ani o tym, co czuło czy myślało starsze dziecko -
      wszystko tylko suche fakty w rodzaju: wyniósł się z sypialni albo
      quasiodczucia innych domowników wyraźnie przefiltrowane przez
      percepcję matki (Julia pisze: 'Zrozumiała, że jej siostra musi
      zostać w szpitalu i że już nie wróci'.).

      lekko niesmaczne są przy tym oskarżenia, że to mąż postawił ją przed
      wyborem, zasugerował uduszenie dziecka poduszką itd.
      a przedtem jest przecież trochę chronologii, z której wynika jednak
      inny obraz +wielokrotne odrzucanie pomocy i sugestii ratujących
      sytuację, np. tych dot. zatrudnienia pomocy.

      "Po pierwszym tygodniu w domu Immie zaczęła płakać. Płacz szybko
      przechodził we wrzask z przerwami na krótkie, niespokojne drzemki.
      Julia i Jay próbowali zachować dotychczasową rutynę: jedli wspólne
      posiłki (z krzyczącym niemowlęciem na ręku), bawili się na zmianę z
      Elinor (z krzyczącym niemowlęciem w drugim pokoju), próbowali grać
      na pianinie, żeby je uspokoić, próbowali wspólnej kąpieli (która
      tylko wzmagała krzyk). Elinor stała się cicha i wycofana. Julia
      pełniła 24-godzinny dyżur nad niemowlęciem. Jay biegał między jedną
      a drugą. Znajomi przestali wpadać. Ławka przed domem stała pusta.
      Kiedy Immie miała cztery tygodnie, Julia po kolejnej nieprzespanej
      nocy krzyknęła: - Nienawidzę cię!"

      To są zaledwie trzy tygodnie pobytu w domu, a już jest o tym, że
      znajomi przestali wpadać. trochę dziwne, że akurat to jest bolesne i
      znaczące dla kobiety, która 4 tygodnie temu urodziła dziecko.

      przypuszczam, że reszcie rodziny najbardziej w kość mogła dawać się
      postawa tej kobiety wobec całej sytuacji i jej udręka wynikająca z
      samoudręczania się i nieprzyjmowania pomocy od nikogo, a nie sam
      fakt posiadania w rodzinie niepełnosprawnego dziecka. bo co innego w
      zasadzie wynika ze stwierdzenia starszej córki, że nie lubi mamusi,
      a woli tatusia?

      trochę dziwna wydaje mi się też taka chęć ostatecznego pozbycia
      się 'pechowego' potomka, na którego zwalana jest cała wina za to, co
      się dzieje w rodzinie. i wiara w odczarowanie w ten sposób życia.
      żeby znowu było cacy.

      gdyby nie to podejście, pewnie mogliby inaczej się zorganizować, bez
      zatruwania sobie życia nawzajem. nie wiem, może jakaś pomoc
      całodobowa, biedni nie byli, pomoc państwa też pewnie jest w Anglii
      na sensownym poziomie.

      mnóstwo ludzi nie radzi sobie z opieką nad niepełnosprawnym
      dzieckiem czy osobą starszą, nie postuluję bohaterstwa za wszelką
      cenę. ale pozbywanie się rzeczy, żeby raz na zawsze zapomnieć,
      chociaż symbolicznie, to spora przesada. (Julia i Jay spakowali
      butelki, kocyki, fotelik, sterylizator i wywieźli je na śmietnisko.
      Kiedy Elinor wróciła z przedszkola, nie powiedziała nic. Nikt jej
      też niczego nie tłumaczył.)

      im lepiej ma się teraz ta dziewczynka, tym gorzej oni, jako jej była
      rodzina, wyglądają, jak na mój gust przynajmniej.
      • bene_gesserit Re: Wybor Julii 28.07.08, 11:08

        Tak - to ona napisala ksiazke i to ona nakrecila caly ten medialny
        szum. Moze zeby sobie ulzyc czy przekonac sama siebie, ze nie musi
        miec wyrzutow. I istotnie - sama tego chciala. Gdyby cos, co
        napisala w ksiazce bylo nieprawda, maz przeciez by to zdementowal,
        noi nie bylby pewnie dalej przykladnym mezem - a oni sa nadal
        razem, bez dementi. Wychodzi wiec na to, ze 'niesmaczne oskarzenia'
        meza w ksiazce sa po prostu prawda. Nadal jedyna osoba dramatu jest
        jednak dla wszystkich matka.
        • six_a Re: Wybor Julii 28.07.08, 15:26
          >mąż przeciez by to zdementowal

          ja nie twierdzę, że to nie jest prawda, tylko że ta prawda jest tak
          przedstawiana, żeby cała rodzina była objęta procesem decyzyjnym,
          łącznie z paroletnią córką, której "nikt nic nie tłumaczył i nie
          wyjaśniał". Z artykułu wynika jednak, że pomysł, decyzja i
          realizacja były głównie inicjatywą matki. reszta po prostu tę
          decyzję zaakceptowała, pewnie po to, żeby zapanował spokój.

          książki nie czytałam, piszę tylko o odczuciach w związku z
          artykułem.
      • sir.vimes A ja uważam zupełnie inaczej 28.07.08, 12:17
        Jedna sprawa to to, ze Julia źle zrobiła nie zapewniając sobie pomocy i opieki
        psychologa w pierwszych tygodniach. Ale ludzie zawsze próbują być mądrzejsi niż są.

        Druga rzecz - myśli (NIE plany i propozycje - bo to rzecz zupełnie inna!!!) o
        śmierci dziecka, wyznania nienawiści nie oburzają mnie - bo to częsty mechanizm
        w takich sytuacjach (tzn. konieczności opieki nad kimś bardzo cieżko chorym z
        którym nie ma żadnego kontaktu; wiem o tym, niestety, sporo).


        Ale - zastanawiam się.
        I mam nadzieję, ze w takiej sytuacji g-wno by mnie obchodził związek, mąż (który
        wymiękł po kilkutygodniach JEJ STAŁEJ opieki nad dzieckiem) . Julia mówi, że z
        dziekciem nigdy nie miała znaczącej relacji - jasne, ale wg mnie poświęciła
        jedną nieznaczacą relację dla drugiej.

        I nawet jeśli uważałabym, że to dziecko jest jak zwierzę - to w końcu MOJE
        zwierzę, moja krew, milion razy ważniejsze niż "związek". No i- jest też drugie
        dziecko. Julia twierdzi,że oddano Imogen także dla dobra starszego dziecka. Ale
        oni wcale się o to dziecko nie zatroszczyli! Nie wiedziało nic, nie wyjaśniono
        mu nic, nikogo chyba nie zainteresowało za bardzo co ona może czuć.

        Jakoś to wszystko zmierza w jednym kierunku - najważniejszy był "związek". I
        tyle. Nie pojmuję.

        I zupełnie nie chodzi mi o to, że nie rozumiem decyzji o oddaniu Imogen.

        Szkoda mi Julii. Ale też dziwię się.

        No cóż, ludzie są różni, wszystko jest względne. A moje poglądy to zapewne atawizm.
        A u mnie widocznie się jakieś atawizmy odzywają.


        • six_a Re: A ja uważam zupełnie inaczej 28.07.08, 15:16
          > myśli (NIE plany i propozycje - bo to rzecz zupełnie inna!!!)

          jej myśli mnie nie oburzają, człowiek czasami osobliwe rzeczy i
          fantazje produkuje. ale ona mówi o mężu i o konkretnych całkiem
          propozycjach, a te propozycje nie przychodziły chyba telepatycznie
          ani nie wyczytywała ich z zakochanych oczu męża?

          dlatego te fragmenty, gdzie niby rodzina czuła się lepiej, jak
          małej nie było, albo mąż coś tam sugerujący to takie trochę na siłę
          szukanie potwierdzenia słuszności własnych rozważań w temacie.


          z tą znaczącą relacją też mam takie same odczucia, z dzieckiem
          nieznacząca, a z mężem niby znacząca. znam takich co mają głębszą
          relację z buteleczką perfum z młodości niż ona z mężem (przeginam,
          ale coś w tym jest).

          starsze dziecko w tym wszystkim potraktowano równie instrumentalnie
          jak to niepełnosprawne, nie zdziwiłabym się wcale, gdyby po oddaniu
          immie nic się nie zmieniło. jakie zaufanie można mieć do matki,
          która się w taki sposób pozbywa innego dziecka z domu? i nie chodzi
          o fakt oddania dziecka, tylko sposób, w jaki się to odbywało.
      • saszenka2 Re: Wybor Julii 31.07.08, 01:13
        Rozumiem decyzję Julii. Nie wiem, czy byłabym gotowa do tak
        heroicznej walki, jaką jest wychowywanie niepełnosprawnego dziecka.
        Dla rodziców był to wielki szok i uważam, że mieli prawo uznać, iż
        nie podołają swojej roli. A pozbycie się tych rzeczy to może
        symboliczny gest mający pomóc psychice rodziców.
    • evita_duarte Re: Wybor Julii 28.07.08, 16:54
      Rzeczywiscie artykul skupia sie na niej, ale zauwaz, ze to ona jest
      autorka ksiazki. Nigdzie w artykule nie zauywazylam nawet wzmianki o
      tym, ze probowali to przedyskutowac. Bardziej to wyglada na to jakby
      on postawil jej ultimatu i wybieraj: albo rybki albo akwarium.
      Przynajmniej tak jest to przez nia przedstawione.
      Samej decyzji nie bede oceniac, bo to za trudny temat, zeby wydac
      jednoznaczna opinie.
      • piekielnica1 Re: Wybor Julii 28.07.08, 19:15
        > Bardziej to wyglada na to jakby
        > on postawil jej ultimatu i wybieraj: albo rybki albo akwarium.
        > Przynajmniej tak jest to przez nia przedstawione.

        W czasach mojej mlodosci bardzo czesto bylo tak, ze
        niepelnosprawnymi dziecmi dosc czesto zajmowaly sie samotne matki,
        bo ojcowie nie wytrzymywali presji, a po za tym to on ma jedno zycie
        i musi "cos z niego miec".
        W dzisiejszych czasach jednak wielu ojcow zajmuje sie z oddaniem
        dziecmi nie tylko pelnosprawnymi.
        W kazdym razie wielu wiecej niz w przeszlosci.
        Z porzuconymi matkami dzieci niepelnosprawnych latwiej jednak sie
        spotkac w miejscach w ktorych te dzieci bywaja niz z pelnymi
        rodzinami.
        -
        Najprędzej starzeje się kobieta, która poślubiła przeciętnego
        mężczyznę.
        Oscar Wilde
        • kochanica-francuza Re: Wybor Julii 28.07.08, 22:56

          >
          > W czasach mojej mlodosci bardzo czesto bylo tak, ze
          > niepelnosprawnymi dziecmi dosc czesto zajmowaly sie samotne matki,
          > bo ojcowie nie wytrzymywali presji, a po za tym to on ma jedno zycie

          A ona, jak wiadomo, siedemnaście i jedno w rezerwie.
      • dzikowy Re: Wybor Julii 31.07.08, 01:25
        Cała heca to zwykłe scedowanie. Nie będę czytał, nie będę brał na siebie części
        odpowiedzialności. Takie true life stories dobre są do Hallmarka.
    • floric Re: Wybor Julii 03.08.08, 19:12
      a mnie oburza, że koszty utrzymania tego dziecka ponosi podatnik
    • bertrada Re: Wybor Julii 03.08.08, 20:30
      A według mnie to wszystko jest jakieś dziwne i zakrawa na marketing promujący
      książkę. W końcu przeciętny Anglik należący do klasy średniej to nawet do
      wyprowadzania psa zatrudnia kogoś, więc to jest co najmniej nieprawdopodobne, że
      oni sami opiekowali się dzieckiem.

      Poza tym w artykule jest wyraźnie napisane, że mąż dał jej ultimatum albo
      dziecko albo ja i cała rodzina namawiała ją żeby ratowała swoje małżeństwo. Już
      z tego faktu wynika, że facet jest do skreślenia, bo nie sprawdził się w trudnej
      sytuacji i nie sprawdzi się w przyszłości. Bo przecież nawet zdrowym dotychczas
      osobom może przytrafić się jakaś choroba albo kalectwo. A to znaczy, że w tej
      rodzinie zostaną wówczas wymienieni na lepszy model.

      No i wreszcie dlaczego nie sponsorują chorej córki, tylko pozwalają żeby żyła z
      zasiłku na minimum socjalnym? To przecież nie przekracza ich możliwości
      finansowych. Mogliby też zabierać ją na wakacje do domu wiedząc, że źle znosi
      rozłąkę z opiekunką i pobyt w ośrodku, podczas gdy opiekunka ma urlop.

      I podejrzewam, że w Anglii ta sytuacja nie budzi tylu kontrowersji co u nas.
      Anglosasi nie są ani sentymentalni ani prorodzinni. Tam nie ma przecież ani
      wielopokoleniowych rodzin, ani babć opiekujących sie wnukami ani dzieci
      opiekujących sie starymi rodzicami. Domy opieki, guwernantki i szkoły z
      internatem maja tam długie tradycje i nikogo takie rzeczy nie bulwersują.
Pełna wersja