bene_gesserit
28.07.08, 01:43
>>Powoli zaczęła oswajać się z myślą, że musi dokonać tego wyboru.
Albo rozpadnie się jej rodzina i zostanie sama z chorym dzieckiem,
albo odbuduje relację z partnerem i starszą córką, a Immie...
zajmie się ktoś inny. Na początku listopada, kiedy Immie miała pięć
miesięcy, neurolog pokazał im zdjęcie jej mózgu. Większej jego
części nie było. - Prawdopodobnie nigdy nie będzie chodziła ani
mówiła - powiedział. - Jej możliwości poznawcze zostały zniszczone.
Krótko mówiąc, nie posiada inteligencji. Julia powtórzy to wiele
razy w swojej książce. 'Zdecydowałam się oddać swoje dziecko, bo
wiedziałam, że nie będę mieć z nim żadnej znaczącej relacji'. <<
Co mnie w tym wszystkim uderza, to to, ze i artykul i cytowane w
artykule komentarze z forow skupiaja sie tylko na matce. Ona jest
oceniana, chwalona, przeklinana - zupelnie jakby dziecko nie mialo
ojca. A wg artykulu Julia w swojej ksiazce pare razy podkresla, ze
to byla co najmniej wspolna decyzja.
Druga sprawa - jak bardzo pojecie 'rodzina', taka z parka dzieci i
parka rodzicow - sie przezylo.
Calosc tu:
tinyurl.com/5nqwkw