dlaczego feministki cenią feminizm?

IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 12:06
Odwracam pytanie z wątku "co złego w feminizmie" - jego autor pytał, co
zdaniem feministek sprawia, że antyfeminiści są własnie "anty" a nie "pro".
Ciekawi mnie opinia osób niechętnych feminizmowi w następującej sprawie:
dlaczego waszym zdaniem nie wszyscy ludzie sa antyfeministami? Co sprawia, że
ta ideologia niektórych z nas pociąga i uważają ją za dobrą i słuszną?
Osoby uważające, ze jedyną przyczyną sympatii do feminizmu może być głupota,
brzydota, naiwność i brak wiedzy ogólnej bardzo proszę aby tym razem
powstrzymały się od wypowiedzi.
Pozdr. B.
    • leeshy Re: dlaczego feministki cenią feminizm? 02.10.03, 12:16
      Feminizm zaklada oprocz celow ideologicznych i tendencyjnych zupelnie sensowne
      postulaty, wiec moze miec zwolenniczki, a nawet jakas liczbe zwolennikow.

      Pragne tylko zauwazyc, ze nawet komunizm w zalozeniu przynajmniej mial na celu
      szczescie ludzkosci a jego program zawieral sporo postulatow, z ktorymi trudno
      sie nie zgodzic.
      • Gość: barbinator Re: dlaczego feministki cenią feminizm? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 12:41
        leeshy napisał:

        > Feminizm zaklada oprocz celow ideologicznych i tendencyjnych zupelnie
        sensowne
        > postulaty, wiec moze miec zwolenniczki,



        Postulaty to też cele ideologiczne, tylko takie które tobie akurat sie
        podobają. Skoro uważasz, że jakaś część ideologii feminizmu jest słuszna a
        część nie - to w tym punkcie się zgadzamy. Zastanawiam się tylko dlaczego w
        takim razie wyciągamy z tego odmienne wnioski (przynajmniej takie odnoszę
        wrażenie). Ja uważam mianowicie, że idea feminizmu jest słuszna a to co w
        feminizmie złe to wprawdzie irytujące ale w sumie nieistotne szczegóły -
        feminizm nic nie straci na znaczeniu jeśli zrezygnuje np z pomysłu parytetów.
        I bardzo cię proszę - nie porównuj feminizmu do komunizmu. Idea komunizmu była
        zła i głupia z samej swojej istoty, tam nie było jak chcieli to widzieć
        komuniści "okresu błędów i wypaczeń" - komunizm był jednym wielkim błędem.
        Dla mnie feminizm to idea by kobiety w większym niż dotychczas stopniu wpływały
        na życie publiczne - nie w imię jakiejś urojonej "sprawidedliwości" czy
        równości tylko dla dobra nas wszystkich. Nie porównuj więc f. do komunizmu
        który bazował na absurdalnym pomyśle by wszystko było wspólne a każdemu
        dawałoby się według potrzeb.
        Pozdr. B.

        • leeshy Re: dlaczego feministki cenią feminizm? 02.10.03, 12:59
          Gość portalu: barbinator napisał(a):

          > Postulaty to też cele ideologiczne, tylko takie które tobie akurat sie
          > podobają.

          Mi chodzilo bardziej o deklaracje wynikajace z przyjetej ideologii, np.
          stwierdzenia, ze mezczyzni sa stworzeni do opieki nad dziecmi. Moze sa, moze
          nie sa, pewnie mogliby sie opiekowac dziecmi, ale czy maja to robic obowiazkowo?

          > Skoro uważasz, że jakaś część ideologii feminizmu jest słuszna a
          > część nie - to w tym punkcie się zgadzamy. Zastanawiam się tylko dlaczego w
          > takim razie wyciągamy z tego odmienne wnioski (przynajmniej takie odnoszę
          > wrażenie). Ja uważam mianowicie, że idea feminizmu jest słuszna a to co w
          > feminizmie złe to wprawdzie irytujące ale w sumie nieistotne szczegóły -
          > feminizm nic nie straci na znaczeniu jeśli zrezygnuje np z pomysłu parytetów.

          Zgoda. Ale przekonaj feministki, zeby zrezygnowaly z pomyslu parytetow.


          > I bardzo cię proszę - nie porównuj feminizmu do komunizmu. Idea komunizmu
          była
          > zła i głupia z samej swojej istoty, tam nie było jak chcieli to widzieć
          > komuniści "okresu błędów i wypaczeń" - komunizm był jednym wielkim błędem.

          Ale cele mial szczytne - poprawa doli mas pracujacych itp ;)

          > Dla mnie feminizm to idea by kobiety w większym niż dotychczas stopniu
          wpływały
          > na życie publiczne - nie w imię jakiejś urojonej "sprawidedliwości" czy
          > równości tylko dla dobra nas wszystkich.

          Dyskusyjne jest to dla dobra nas wszystkich. Nie jestem pewien, ze rzeczywiscie
          bedzie to dla dobra nas wszystkich :)

          > Nie porównuj więc f. do komunizmu
          > który bazował na absurdalnym pomyśle by wszystko było wspólne a każdemu
          > dawałoby się według potrzeb.

          Wiesz... wlasciwie takie zasady panuja w rodzinie. I to na ogol dziala. Pierwsi
          komunisci mogli wierzyc, ze te zasade da sie rozszerzyc na ogol spoleczenstwa.
          • Gość: barbinator Re: dlaczego feministki cenią feminizm? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 17:36
            leeshy napisał:

            >
            > Mi chodzilo bardziej o deklaracje wynikajace z przyjetej ideologii, np.
            > stwierdzenia, ze mezczyzni sa stworzeni do opieki nad dziecmi. Moze sa, moze
            > nie sa, pewnie mogliby sie opiekowac dziecmi, ale czy maja to robic
            obowiazkowo


            Nie bardzo rozumiem. Posiadanie dzieci w ogóle obowiązkowe nie jest. Natomiast
            jeżeli ktoś już jest ojcem czy matką, to powinien się dzieckiem zajmować - i to
            zajmować osobiście, przynajmniej poza wyjątkowymi sytuacjami życiowymi. Jeżeli
            przez "obowiązkowe zajmowanie się" chciałbys rozumieć jakiś przymus
            administracyjny to... myślałam, że rozmawiamy poważnie? :))
            Ojciec POWINIEN zajmować się dzieckiem osobiście, nie tylko dawać na niego
            pieniądze - dla dobra dziecka, ale także dla swojego własnego dobra. To
            strasznie smutny a niestety dość powszechny wśród obecnych 50-60latków
            przypadek: ojciec który całe życie zarabiał na dzieci ale rzadko z nimi
            rozmawiał, traci z dziećmi kontakt. Po przejściu na emeryturę nagle zauważa, że
            nikomu już nie jest potrzebny. Dzieci okazują mu szacunek (jeśli matka je tak
            wychowała przynajmniej) ale trzymają się na dystans. Pod tym względem kobieta
            jest na plusie, bo to do niej dorosłe już dzieci przychodzą ze swoimi
            problemami - ojciec natomiast czuje się osamotniony. Nie twierdzę oczywiście,
            że tak jest zawsze, ale są to w każdym razie częste przypadki.

            >
            > Zgoda. Ale przekonaj feministki, zeby zrezygnowaly z pomyslu parytetow.


            Czasami próbuję, z miernym skutkiem. Cóż, nikt nie jest idealny...


            >
            >
            > > I bardzo cię proszę - nie porównuj feminizmu do komunizmu. Idea komunizmu
            > była
            > > zła i głupia z samej swojej istoty, tam nie było jak chcieli to widzieć
            > > komuniści "okresu błędów i wypaczeń" - komunizm był jednym wielkim błędem.
            >
            > Ale cele mial szczytne - poprawa doli mas pracujacych itp ;)



            To nie był cel tylko propagandowa frazeologia.


            > Dyskusyjne jest to dla dobra nas wszystkich. Nie jestem pewien, ze
            rzeczywiscie
            > bedzie to dla dobra nas wszystkich :)


            A ja jestem. Nie wierzę w jakieś genetyczne uwarunkowania sprawiające, że
            kobiety gorzej nadają się do sprawowania funkcji publicznych. Jestem przekonan,
            że kobiety potrafią i lubią rządzić tak samo jak i mężczyźni - a nie robią tego
            tylko dlatego, że niełatwo jest zmienić utarte wyobrażenia o roli kobiety w
            życiu społecznym. Chodzi przede wszystkim o postawy samych kobiet, nie o jakiś
            męski spisek...:))
            A dlaczego lepiej dla wszystkich? To proste: więcej chętnych do poddania się
            weryfikacji poprzez wybory powszechne oznacza większą możliwość wybrania
            właściwych osób na stanowiska polityczne. Jak chcesz wybrać dobry samochód, to
            zawsze lepiej wybierać z 10 niż z 3 (podobnej jakości), prawda?



            > Wiesz... wlasciwie takie zasady panuja w rodzinie. I to na ogol dziala.
            Pierwsi
            > komunisci mogli wierzyc, ze te zasade da sie rozszerzyc na ogol spoleczenstwa.


            I dlatego ci pierwsi są rozgrzeszeni - to byli tzw socjaliści utopijni, saint-
            simoniści i inni. Ich następcy mieli już dostęp do krytycznych opinii
            ekonomistów a jednak zdecydowali się eksperymentować na żywym ciele
            społeczeństwa. Dla nich nie ma zmiłuj się...
            Pozdr. B.
            • leeshy Re: dlaczego feministki cenią feminizm? 03.10.03, 10:43
              Gość portalu: barbinator napisał(a):

              > przez "obowiązkowe zajmowanie się" chciałbys rozumieć jakiś przymus
              > administracyjny to... myślałam, że rozmawiamy poważnie? :))
              > Ojciec POWINIEN zajmować się dzieckiem osobiście, nie tylko dawać na niego
              > pieniądze - dla dobra dziecka, ale także dla swojego własnego dobra. To
              > strasznie smutny a niestety dość powszechny wśród obecnych 50-60latków
              > przypadek: ojciec który całe życie zarabiał na dzieci ale rzadko z nimi
              > rozmawiał, traci z dziećmi kontakt. Po przejściu na emeryturę nagle zauważa,
              że
              > nikomu już nie jest potrzebny. Dzieci okazują mu szacunek (jeśli matka je tak
              > wychowała przynajmniej) ale trzymają się na dystans. Pod tym względem kobieta
              > jest na plusie, bo to do niej dorosłe już dzieci przychodzą ze swoimi
              > problemami - ojciec natomiast czuje się osamotniony. Nie twierdzę oczywiście,
              > że tak jest zawsze, ale są to w każdym razie częste przypadki.

              Ale kwestia tego, czy facet ma poswiecac swoj czas na opieke nad dziecmi, gdy
              np moze zamiast tego zarabiac pieniadze, jest prywatna sprawa kazdej rodziny.
              Tak samo jak to, czy opiekowac sie ma matka, czy tez pracowac i robic kariere.
              Z tego co wiem nikt przy zdrowych zmyslach nie odmawia ojcu prawa do zajmowania
              sie dziecmi, wiec podnoszenie tego problemu na sztandary feminizmu uwazam za
              calkowicie zbedne i nieistotne. To tylko przyklad zreszta, jak dodajac takie
              kwiatki rozwadnia sie program i wprowadza w niego zamet.

              > > Zgoda. Ale przekonaj feministki, zeby zrezygnowaly z pomyslu parytetow.
              >
              >
              > Czasami próbuję, z miernym skutkiem. Cóż, nikt nie jest idealny...

              Masz na mysli ze Ty nie jestes idealna, czy ze one? Bow iesz, czasem odnosze
              wrazenie ze dla czesci feministek ta ideologia jest podstawa do roszczen wobec
              spoleczenstwa. Tak jak zwiazki zawodowe dla czesci dzialaczy sa okazja do
              ustawienia sie w zyciu. Co samo w sobie nie jest dziwne, ale niesmaczne jest
              twierdzenie, ze robi sie to dla dobra ogolu.

              > > Ale cele mial szczytne - poprawa doli mas pracujacych itp ;)
              >
              > To nie był cel tylko propagandowa frazeologia.

              Tak jak chec zlikwidowania "szklanego sufitu". Ladnie brzmi, a moze uda sie cos
              dla siebie wyszarpac?

              > > Dyskusyjne jest to dla dobra nas wszystkich. Nie jestem pewien, ze
              > rzeczywiscie
              > > bedzie to dla dobra nas wszystkich :)
              >
              > A ja jestem. Nie wierzę w jakieś genetyczne uwarunkowania sprawiające, że
              > kobiety gorzej nadają się do sprawowania funkcji publicznych. Jestem
              przekonan,
              >
              > że kobiety potrafią i lubią rządzić tak samo jak i mężczyźni - a nie robią
              tego
              >
              > tylko dlatego, że niełatwo jest zmienić utarte wyobrażenia o roli kobiety w
              > życiu społecznym. Chodzi przede wszystkim o postawy samych kobiet, nie o
              jakiś
              > męski spisek...:))
              > A dlaczego lepiej dla wszystkich? To proste: więcej chętnych do poddania się
              > weryfikacji poprzez wybory powszechne oznacza większą możliwość wybrania
              > właściwych osób na stanowiska polityczne. Jak chcesz wybrać dobry samochód,
              to
              > zawsze lepiej wybierać z 10 niż z 3 (podobnej jakości), prawda?

              Ja tez nie wierze ze kobiety sie nie nadaja do udzialu w zyciu publicznym.
              Tylko one czesto nie sa tym zainteresowane. Ja, wyobraz sobie, bedac mezczyzna
              i teoretycznie majac szanse na zostanie radnym gminy, swiadomie z tego
              zrezygnowalem. Polityka czynna mnie nie interesuje. Mam to w genach?

              A co do samochodow - majac 10 do wyboru mozesz latwiej dopasowac sobie ten,
              ktory odpowiada Twoim potrzebom. Problem w tym, ze kiedy o jedno stanowisko
              ubiega sie 10 osob, to wyborcy tez sobie dopasowuja takich, ktorzy im pasuja,
              przez co bliscy sobie programowo kandydaci stanowia dla siebie najwieksza
              konkurencje. Vide: rozdrobnienie prawicy w Polsce i jej kleska wyborcza w
              wyborach parlamentarnych lub startujacy stadami prawicowi kandydaci na
              prezydenta RP. Jesli glosy rozkladaja sie ponadto na wielu kandydatow, czesto
              niewielka roznica wygrywa osobnik w sumie dosc przypadkowy.
              Tak wiec duza ilosc modeli samochodow do wyboru jest OK, duza ilosc kandydatow
              niekoniecznie.

              > I dlatego ci pierwsi są rozgrzeszeni - to byli tzw socjaliści utopijni, saint-
              > simoniści i inni. Ich następcy mieli już dostęp do krytycznych opinii
              > ekonomistów a jednak zdecydowali się eksperymentować na żywym ciele
              > społeczeństwa. Dla nich nie ma zmiłuj się...

              Nie zgodze sie. Nawet po II WS wielu Polakow, majac w pamieci zupelnie nie
              idealny ustroj II RP mialo nadzieje, ze bedzie lepiej. I wierzyli zupelnie
              szczerze. A to bylo kupe lat po Saint-Simonie
              • Gość: barbinator Re: dlaczego feministki cenią feminizm? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.03, 14:44
                leeshy napisał:


                >
                > Ale kwestia tego, czy facet ma poswiecac swoj czas na opieke nad dziecmi, gdy
                > np moze zamiast tego zarabiac pieniadze, jest prywatna sprawa kazdej rodziny.


                A kto twierdzi, że jest inaczej? Na pewno ani ja, ani żadna ze znanych mi
                feministek - realnych i wirtualnych.



                > Tak samo jak to, czy opiekowac sie ma matka, czy tez pracowac i robic kariere.
                > Z tego co wiem nikt przy zdrowych zmyslach nie odmawia ojcu prawa do
                zajmowania
                > sie dziecmi, wiec podnoszenie tego problemu na sztandary feminizmu uwazam za
                > calkowicie zbedne i nieistotne.


                Bo wydaje ci się, że feminizm to jakaś totalitarna partia polityczna i że
                wszystko co mówią feministki oznacza ich chorobliwą chęć do stosowania metod
                przymusu. Czy jak ksiądz mówi, że nie należy cudzołożyć to też uznasz, że
                mówienie o tym jest "całkowicie zbędne i nieistotne"? Feministki mówią o tym
                jak ich zdaniem powinno funkcjonować społeczeństwo dla swojego, a nie ich,
                feministek, własnego dobra. Możesz się z ich poglądami nie zgadzać, ale na
                miłość boską nie mów, że mówienie o tym jest niepotrzebne. I spróbuj zrozumieć,
                że feminizm to idea a nie doktryna polityczna.



                > Masz na mysli ze Ty nie jestes idealna, czy ze one? Bow iesz, czasem odnosze
                > wrazenie ze dla czesci feministek ta ideologia jest podstawa do roszczen
                wobec
                > spoleczenstwa. Tak jak zwiazki zawodowe dla czesci dzialaczy sa okazja do
                > ustawienia sie w zyciu. Co samo w sobie nie jest dziwne, ale niesmaczne jest
                > twierdzenie, ze robi sie to dla dobra ogolu.



                Zgadza się, idea parytetu jest wyrazem postaw roszczeniowych - jak mówiłam nikt
                nie jest idealny, feministki też popełniają błędy. Dużym błędem jest jednak
                sprowadzanie idei feminizmu do idei parytetów i ocenianie w związku z tym
                całego feminizmu jako ruchu "roszczeniowego". Ja tak feminizmu nie odbieram.



                > Ja tez nie wierze ze kobiety sie nie nadaja do udzialu w zyciu publicznym.
                > Tylko one czesto nie sa tym zainteresowane. Ja, wyobraz sobie, bedac
                mezczyzna
                > i teoretycznie majac szanse na zostanie radnym gminy, swiadomie z tego
                > zrezygnowalem. Polityka czynna mnie nie interesuje. Mam to w genach?



                Oczywiście, że nie - to twoja cecha indywidualna. Zapewne procentowo tyle samo
                kobiet ma podobną cechę co ty (ja nb też) Jednak przyzwyczajenia myślowe a
                także tradycyjny podział obowiązków w rodzinie sprawiają, że mniej kobiet niż
                mężczyzn decyduje się na karierę polityczną - mimo iż imho równie wiele spośród
                nich ma ku temu predyspozycje.



                >
                > A co do samochodow - majac 10 do wyboru mozesz latwiej dopasowac sobie ten,
                > ktory odpowiada Twoim potrzebom. Problem w tym, ze kiedy o jedno stanowisko
                > ubiega sie 10 osob, to wyborcy tez sobie dopasowuja takich, ktorzy im pasuja,
                > przez co bliscy sobie programowo kandydaci stanowia dla siebie najwieksza
                > konkurencje. Vide: rozdrobnienie prawicy w Polsce i jej kleska wyborcza w
                > wyborach parlamentarnych lub startujacy stadami prawicowi kandydaci na
                > prezydenta RP. Jesli glosy rozkladaja sie ponadto na wielu kandydatow, czesto
                > niewielka roznica wygrywa osobnik w sumie dosc przypadkowy.
                > Tak wiec duza ilosc modeli samochodow do wyboru jest OK, duza ilosc
                kandydatow
                > niekoniecznie.


                Nie chodziło mi o nominalnie większą ilość kandydatów na listach lecz o
                potencjalną możliwość rekrutacji do zawodu polityka z większej populacji...
                skomplikowanie to zabrzmiało, ale mam nadzieję, że rozumiesz.


                >
                > Nie zgodze sie. Nawet po II WS wielu Polakow, majac w pamieci zupelnie nie
                > idealny ustroj II RP mialo nadzieje, ze bedzie lepiej. I wierzyli zupelnie
                > szczerze. A to bylo kupe lat po Saint-Simonie


                Zgoda, ale ja miałam na myśli nie tyle tych szarych, zwykłych ludzi, ile
                ideologów i funkcjonariuszy "nowego lepszego świata"
                Pozdr. B.
                • leeshy Re: dlaczego feministki cenią feminizm? 06.10.03, 13:36
                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > A kto twierdzi, że jest inaczej? Na pewno ani ja, ani żadna ze znanych mi
                  > feministek - realnych i wirtualnych.

                  Cytat z manifesty: "Wszystkie uczciwe związki między ludźmi oparte na
                  odpowiedzialności i szacunku powinny być szanowane i wspierane. Każdy ma prawo
                  do życia w związku, jaki sobie wybrał i stworzył.
                  Wychowanie i codzienna opieka nad dziećmi to w równym stopniu
                  odpowiedzialność ojca i matki. Wiemy, że mężczyźni są stworzeni do opieki
                  nad dziećmi – nie wolno ich tego pozbawiać."

                  Skoro zgadzamy sie, ze nikt mezczyzn nie pozbawia, a stwierdza sie z cala moca,
                  ze jest w rownym stopniu itd, to wnioskuje, ze skoro ma byc po rowno, to facet
                  MA SIE dzieciakiem zajmowac. Moze zle wnioskuje, w koncu jestem tylko facetem ;)

                  > Bo wydaje ci się, że feminizm to jakaś totalitarna partia polityczna i że
                  > wszystko co mówią feministki oznacza ich chorobliwą chęć do stosowania metod
                  > przymusu. Czy jak ksiądz mówi, że nie należy cudzołożyć to też uznasz, że
                  > mówienie o tym jest "całkowicie zbędne i nieistotne"? Feministki mówią o tym
                  > jak ich zdaniem powinno funkcjonować społeczeństwo dla swojego, a nie ich,
                  > feministek, własnego dobra. Możesz się z ich poglądami nie zgadzać, ale na
                  > miłość boską nie mów, że mówienie o tym jest niepotrzebne. I spróbuj
                  zrozumieć,
                  > że feminizm to idea a nie doktryna polityczna.

                  Zaczyna sie od idei, a konczy na Stalinie hehe.
                  Co do stosowania metod przymusu - nie wiem czy zauwazylas, ale feministki maja
                  na celu a) wprowadzenie niekiedy istotnych zmian w przepisach prawa, b)
                  przemodelowanie cywilizacji, a ze ich idee dotycza wszelkich aspektow zycia
                  ludzkiego, mozna zakladac, ze gdyby mogly, wprowadzilyby swojego rodzaju
                  totalitaryzm. Political fiction, ale czy tak do konca? Ponadto zmiana przepisow
                  dotyczyc moze wszystkich obywateli, wiec bylby to swego rodzaju przymus.
                  Poza tym spoleczenstwo nie jest jak widzimy przekonane ze pogladay feministek
                  na temat jego, spoleczenstwa, dobra sa wlasciwe. Porownanie do ksiedza jest
                  przypadkowo zupelnie trafne, gdyz zarowno ksiadz, jak i feministka, chce
                  okreslac co jest dobre a co zle wg swoich pogladow i zgodnie z nimi organizowac
                  zycie pozostalych ludzi :) I oboje sa dosc dobrze impregnowani na inne poglady,
                  jedne z raci prawdy objawionej, a druga z powodu wszechobecnej i bezdyskusyjnej
                  dyskryminacji kobiet ;)

                  > Zgadza się, idea parytetu jest wyrazem postaw roszczeniowych - jak mówiłam
                  nikt
                  > nie jest idealny, feministki też popełniają błędy. Dużym błędem jest jednak
                  > sprowadzanie idei feminizmu do idei parytetów i ocenianie w związku z tym
                  > całego feminizmu jako ruchu "roszczeniowego". Ja tak feminizmu nie odbieram.

                  Ale trudno sie chyba dziwic, ze inni go tak odbieraja, skoro probuje sie
                  przepchnac parytety przez parlament?

                  > Oczywiście, że nie - to twoja cecha indywidualna. Zapewne procentowo tyle
                  samo
                  > kobiet ma podobną cechę co ty (ja nb też) Jednak przyzwyczajenia myślowe a
                  > także tradycyjny podział obowiązków w rodzinie sprawiają, że mniej kobiet niż
                  > mężczyzn decyduje się na karierę polityczną - mimo iż imho równie wiele
                  spośród
                  > nich ma ku temu predyspozycje.

                  Byc moze maja one predyspozycje, i byc moze rzeczywiscie tradycyjne modele nie
                  zachecaja kobiet do robienia kariery w polityce.
                  Najdziwniejsze jest tylko, ze stosunkowo wysoki procent kandydatek na
                  parlamentarzystow i parlamentarzystek ma... LPR. Czy ja wiem, czy zachecajac
                  kobiety do startowania w wyborach feministki nie robia sobie niedzwiedziej
                  przyslugi, skoro parlamentarzystkami zostaja takie okazy jak Alicja
                  Grzeskowiak, Nowina - Konopczyna, Boba, parafianka Suchocka (ta oczywiscie nie
                  z LPR, ale sprawie kobiet sie nie przysluzyla, a majstrujac konkordat narobila
                  niezlego syfu) itp.? :)

                  > Nie chodziło mi o nominalnie większą ilość kandydatów na listach lecz o
                  > potencjalną możliwość rekrutacji do zawodu polityka z większej populacji...
                  > skomplikowanie to zabrzmiało, ale mam nadzieję, że rozumiesz.

                  Jasne, rozumiem.
                  Nie chce, zebys myslala, ze mam cos przeciwko kobietom w polityce (np. w
                  drugich juz wyborach lokalnych glosuje na te sama pania, bo sie sprawdza).
                  Drazni mnie tylko zalozenie, ze jak bedzie 50% poslanek czy radnych to nastapi
                  raj na ziemi i kobiety beda mialy miodzio. Jak z tych 50% polowa to beda Haliny-
                  Konopczyny, to nie bedzie wesolo ;)

                  > Zgoda, ale ja miałam na myśli nie tyle tych szarych, zwykłych ludzi, ile
                  > ideologów i funkcjonariuszy "nowego lepszego świata"

                  Co racja, to racja.
                  A co jezeli szare, zwykle kobiety sa omamione przez ideolozki i ostrzace sobie
                  zeby na posady funkcjonariuszek nowego, wspanialego swiata? ;)
    • Gość: Jacenty kilka powodów-uleganie modzie i kariera IP: 217.96.29.* 02.10.03, 12:30
      tłumaczenie własnych porażek(przegrałam bo jestem kobietą)nie narażając
      własnego ego,negatywne doświadczenia (wykorzystanie, przemoc)z
      mężczyznami,"jakieś uwikłanie" w aborcję,poczucie przynależności do
      grupy,niedojrzała osobowość,dorabianie ideologii do własnych wyborów życiowych:
      czyli zamiast nie zakładam rodziny bo to za wielki obowiązek fe mówi: bo mam
      prawo do kariery
      • Gość: Jacenty A teraz motywy pozytywne: IP: 217.96.29.* 02.10.03, 12:37
        1.sprzeciw wobec gorszego traktowania kobiet ze względu na płeć,droga do władzy
        (na skróty:-)2przekonanie, że rozwiązania społeczne fe pomagają kobietom
        • Gość: barbinator Re: A teraz motywy pozytywne: IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 12:51
          Gość portalu: Jacenty napisał(a):

          > 1.sprzeciw wobec gorszego traktowania kobiet ze względu na płeć,droga do
          władzy
          >
          > (na skróty:-)2przekonanie, że rozwiązania społeczne fe pomagają kobietom


          Aha, więc częśc feministek po prostu zauważa w feminizmie coś dobrego. Dlaczego
          zauważa? Z głupoty, czy z mądrości której w tym przypadku zabrakło
          antyfeministom?
          • Gość: Jacenty Re: A teraz motywy pozytywne: IP: 217.96.29.* 02.10.03, 13:09
            Współczesne emancypantki;)nie mają prawa do wyłaczności nawalkę z krzywdą
            kobiet, którą nawet w dzisiejszych postachMoniki możnaznaleźć! Przyczyny
            buntu"długich spódnic"są poważne. Ale rozwiązania propon. przez fe to tak jakby
            walczyć z kiłą przy pomocy żerzączki.
      • Gość: barbinator Re: kilka powodów-uleganie modzie i kariera IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 12:48
        Gość portalu: Jacenty napisał(a):

        > tłumaczenie własnych porażek(przegrałam bo jestem kobietą)nie narażając
        > własnego ego,negatywne doświadczenia (wykorzystanie, przemoc)z
        > mężczyznami,"jakieś uwikłanie" w aborcję,poczucie przynależności do
        > grupy,niedojrzała osobowość,dorabianie ideologii do własnych wyborów
        życiowych:
        >
        > czyli zamiast nie zakładam rodziny bo to za wielki obowiązek fe mówi: bo mam
        > prawo do kariery


        Czyli że w sumie sprowadza się to do tego, że feministki są głupie, naiwne,
        niedojrzałe i nieodpowiedzialne - dobrze zrozumiałam?
        A w takim razie czy możesz mi wyjaśnić dlaczego osoba mądra, dojrzała i
        odpowiedzialna zostaje feministką? A może twoim zdaniem takie osoby
        feministkami z zasady być nie mogą?
        • Gość: Jacenty Mądre kobiety w ruchu fe. IP: 217.96.29.* 02.10.03, 13:15
          każdy może sie pomylić. Z marksizmem, o którym tak prwadziwiedzisiaj pisałaś,
          flirtowało wielu i Miłosz i Andrzejwski i tysiące innych.nie chcę kreować
          nowych stereotypów ale wybacz...osoba wrażliwa nie będzie namawiała do aborcji
          po np obejżeniu zdjęć zamieszczonych przez Loko.
          • e_wok A kto namawia ? n/t 02.10.03, 13:41

            • Gość: Jacenty Re: A kto namawia ? n/t IP: 217.96.29.* 02.10.03, 15:16
              ok osoba wrażliwa będzie odradzała, a promowała (Władysławowo).
              • e_wok Re: A kto namawia ? n/t 02.10.03, 15:21
                Nie bardzo pojmuję rozumowanie, którym się kierujesz, ale wystarczy, że mi
                przypomnisz kto i w jakich okolicznościach promował aborcję w szóstym miesiącu
                ciąży to na pewno się jakoś dogadamy. :)
                • Gość: Jacenty Re: A kto namawia ? n/t IP: 217.96.29.* 03.10.03, 09:06
                  promował w 6 miesiącu? dla mnie nie ma różnicy o który tydzień!
                  • Gość: barbinator Re: A kto namawia ? n/t IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.03, 09:38
                    Gość portalu: Jacenty napisał(a):

                    > promował w 6 miesiącu? dla mnie nie ma różnicy o który tydzień!


                    To może przynajmniej widzisz różnicę między namawianiem do aborcji a sprzeciwem
                    wobec jej prawnego zakazu? Dla ułatwienia ci odpowiedzi dam przykład: czy jeśli
                    prawo nie zakazuje noszenia krótkich spódniczek to znaczy że do tego namawia?
                    Pozdr. B.
                    • Gość: Jacenty Re: A kto namawia ? n/t IP: 217.96.29.* 03.10.03, 10:08
                      "To dla ułatwienia" to dlatego, że mam wady systemu czy mnie tylko
                      podpuszczasz? Barbi, a czy w kk ktoś zakazuje mordowania, albo złodziejstwa-
                      jedynie okresla kary. Róznicę oczywiście dostrzegam - w poziomie hipokryzji.
          • Gość: ela Re: Mądre kobiety w ruchu fe. IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 02.10.03, 14:28
            Problem w tym, że Ty jako mężczyzna nie proponujesz żadnych rozwiązań w
            istotnych problemach społecznych. Np. w kwestii aborcji, będąc np. jej
            przeciwnikiem nie proponujesz, że w razie czego zajmiesz się wychowaniem
            dziecka. Piszesz gdzieś, że jesteś oburzony postawą "mój brzuch to moja sprawa"
            a czy Ty nie masz takiej samej postawy wobec swojej męskości. Np. nie piszesz,
            że chcesz brać odpowiedzialność za to, że ten brzuch powstał również przy Twoim
            udziale i że dla dziecka jest równie dobre jeśli Ty zajmiesz nim po narodzeniu
            zamiast matki. Jeżeli zaproponujesz coś konkretnego w problemowych sprawach to
            wtedy można serio traktować Twoje krytyczne uwagi pod adresem feminizmu,
            któremu zresztą przypisujesz chyba swoje własne podejście do wielu spraw.

            Pozdr.
            • Gość: Jacenty Re: Mądre kobiety w ruchu fe. IP: 217.96.29.* 02.10.03, 15:26
              O wielu rzeczech nie piszę. a kiedy już piszę staram się krótko, nie zmuszajac
              innych do czytania moich elukubracji. Ale skoro pytasz: Ja nie chcę brać
              odpowiedzialności za moje dzieci? przypisuję fe swoje oglądy? umywam ręce od
              problemu niechcianych dzieci?...rety co Ty mi insynuujesz? nie wiem o co chodzi!
              • Gość: ela Re: Mądre kobiety w ruchu fe. IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 02.10.03, 15:45
                No właśnie o co Ci właściwie chodzi. Nie odpowiedziałeś jak konkretnie chcesz
                rozwiązać problem np. niechcianych ciąż. Zacznij weryfikować swoje poglądy i
                poglądy innych na konkretnych problemach społecznych a nie na teoriach.
                • Gość: Jacenty Re: Mądre kobiety w ruchu fe. IP: 217.96.29.* 03.10.03, 09:36
                  Wiesz Elu jesli stwierdzisz, że jest to problem niechcianego dziecka, a nie
                  niechcianej ciąży, to sama wkroczysz na prostą droge do znalezienia kilku
                  rozwiązań lepszych niż zabicie. Osobiście nic odkrywvczegoo tutaj nie
                  zaproponuję. Przypomnę tylko, że w Polsce są tysiące rodzin starających sie o
                  zaadoptowanie dziecka.
                  • Gość: ela Re: Mądre kobiety w ruchu fe. IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 03.10.03, 12:16
                    Ja pytałam o niechcianą ciążę, i to niechcianą przez mężczyznę. Np. w Polsce
                    jest spory procent rodzin z regulacją narodzin poprzez aborcję np. z przyczyn
                    ekonomicznych. W takich przypadkach kobiety to nie feministki tylko takie które
                    słuchają swoich mężczyzn i usuwają ciążę. Mąż po prostu nie chce żeby żona
                    urodziła dziecko/dzieci po to by oddać je do adopcji - uważa, że to za duży
                    kłopot.

                    ???????????
          • nadszyszkownik.kilkujadek Z kim Ty rozmawiasz, Jacenty? 02.10.03, 16:27
            Nie przypominam sobie, aby ktokolwiek tutaj promował lub doradzał aborcję. O,
            przepraszam, kiedyś, dawno temu jakaś głupawa pseudofeminstka ze Szwecji...
            Dyskutowano conajwyżej to, czy aborcja powinna być traktowana jak
            przestępstwo. I dlaczego raz nie jest.

            Zacznij może polemizować z poglądami, które tu dyskutanci wyrażają, a nie ze
            swoimi wyobrażeniami o feministkach.

            (-) Kilkujadek

            -
            Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
            • Gość: Piter Re: Z kim Ty rozmawiasz, Jacenty? IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 02.10.03, 20:38
              No, Brachu, aborcji może nie, ale eutanazję...
              Chodzi mi oczywiście o te cholerne ptaszyska, których, nie ukkrywam, boje się,
              jak nie przymierzając ciężarna langenorta.
              Ćwirćwirski jestem
              • Gość: Jacenty Re: Z kim Ty rozmawiasz, Jacenty? IP: 217.96.29.* 03.10.03, 09:50
                Większość pomysłów współczesni "jakobini" wprowadzają jako tzw. zło konieczne:
                lekkie narkotyki to zło ale lepiej zalegalizować, aborcja to zło ale lepiej...,
                eutanazja..., rozwody...,sex dzieci zły ale lepiej dać im prezerwatywy.
                Nadszyszkownik większy ciężar kładzie na pierwszą część hasła a ja na drugą.
                • kociamama Re: Z kim Ty rozmawiasz, Jacenty? 03.10.03, 13:34
                  Gość portalu: Jacenty napisał(a):

                  > Większość pomysłów współczesni "jakobini" wprowadzają jako tzw. zło
                  konieczne:
                  > lekkie narkotyki to zło ale lepiej zalegalizować,


                  Sprecyzuj co to sa lekkie narkotyki. Jesli masz na mysli marihuane, to jej
                  badania dotyczace jej dzialania sa niejednoznaczne (moze to zalezy od
                  sponsora??)
                  Tym nie mniej, marihuana nie jest bardziej szkodliwa od papierosow czy
                  alkoholu, ktore jednak sa w sprzedazy. Niektoorzy nawet twieerdza, ze
                  marihuana czyni mnieej spustoszenia w organizmie niz alkohol. Moze w takim
                  razie zakazac sprzedazy wszelkich uzywek? Jednak prohibicja w USA pokazala, ze
                  to nietrafiony pomysl. Z reszta od wiekow ludzie pala tyton i marihuane, a
                  takze opium i spozywaja alkohol.

                  Co do marihuany, czytalam troche na temat jej zbawiennego wplywu. Ponoc kiedys
                  uzywano jej do terapii w psychiatrii, gdyz ma dzialanie odprezajace i wspomaga
                  leczenie zaburzen psychiczneych. Wspomaga tez leczenie chorob somatycznych
                  typu wady wzroku (byla jeszcze dluga lista co jeszcze leczy, ale nie
                  pamietam...) Jest kontrowersyjna, gdyz nieuczciwi robia na niej wilekie
                  pieniadze, wiec nielegalnosc marihuany jest im na reke.


                  aborcja to zło ale lepiej...,
                  >
                  > eutanazja...,


                  Co do eutanazji, to na pewno jest to ogromnie trudna decyzja dla rodziny, zeby
                  pozwolic odejsc bliskiej osobie. Jednakze dlugie i bolesne umieranie, gdy
                  chory odchodzi od zmyslow i wyje z bolu przy niemoznosci pozwolenia na godna
                  smierc jest wiekszym zlem niz sama smierc.


                  rozwody...,

                  Rozwody nie sa zlem. Bywaja nieprzyjemne, ale ludzie maja prawo do pomylek i
                  zmiany partnera. (Z reszta o ile dobrze pamietam, pisales cos o bylej
                  zonie..Jesli sie pomylilam przepraszam)


                  sex dzieci zły ale lepiej dać im prezerwatywy.



                  Zle jest zmuszanie dzieci o seksu. ale gdy dzieci do seksu dorastaja
                  (zazwyczaj to juz przeciez nastolatki!!) to seks jest piekny, dobry i
                  przyjemny. Jest to okres pierwszych milosci, a seks jest jednym ze sposobow na
                  jej okazywanie. Zle moga byc jedynie skutki niewiedzy na temat seksu typu
                  przedwczesna ciaza czy choroby przenoszone droga plciowa, ale to dotyczy nie
                  tylko nastolatkow, ale wszystkich, ktorzy seks uprawiaja...


                  Pozdrawiam,
                  Kociamama.
                  • Gość: Jacenty Re: Z kim Ty rozmawiasz, Jacenty? IP: 217.96.29.* 06.10.03, 12:47
                    Kociamama masz rację: sex dzieci jest piękny, narkotyki leczą, rozwód to
                    wspaniałe przeżycie, a eutanazja podtrzymuje nadwątlone więzi rodzinne. Zgłoś
                    do nadszyszkownika i jego ptaka.
            • Gość: Jacenty Re: Z kim Ty rozmawiasz, Jacenty? IP: 217.96.29.* 03.10.03, 09:00
              Powiadają, że nie słowa, a czyny...Tak tez traktuję zagadnienie aborcji i
              fe.Promocja dopuszczalności aborcji, jako działania wprawdzie trochę nagannego
              moralnie ale uzasadnionego, jest de'facto promocją postaw pro-aborcyjnych. Od
              strony handlowej-reklama środków wczesnoporonnych w Polsce w ostatnich
              miesiącach nastapiła dzięki akcji fe. A co do przedmiotu moich wypowiedzi:
              staram się nie dyskutować z propagandą.Pozdr.
    • Gość: BRvUngern-Sternber A dlaczego niektorzy sa komunistami.hilerowcami?? IP: *.bg.am.lodz.pl 02.10.03, 13:13
      gejami i innymi zboczencami ktorych brzydze sie wymieniac.Jescze inni sie
      prostytuuja a inni narkotyzuja czy alkoholizuja???Jest to pytanie o przyczyne
      zla.Zlo wynika z wolnej woli takze mozna wybrac zlo...
      • Gość: Jacenty Re: A dlaczego niektorzy sa komunistami.hilerowca IP: 217.96.29.* 02.10.03, 13:16
        Amen.
    • Gość: breskva Re: dlaczego feministki cenią feminizm? IP: 195.117.242.* 02.10.03, 14:59
      Droga B. moglabym dlugo pisac czemu cenie feminizm... Niestety jestem w dolku--
      odkrylam podczas porannego prysznica rozstepy na brzuszku i o niczym innym
      jakos nie potrafie myslec... I wsciekla jestem ze pomimo feministycznych
      pogladow nie potrafie sie uwolnic od wdrukowanej swiadomosci ze dla kobiety
      najwazniejsze jest jej cialo, bo to przez jego pryzmat postrzega sie przede
      wszystkim wartosc kobiet... (BTW--zauwazylas to natychmiastowe odowolanie do
      urody naszych siatkarek--ze sa piekne--tak jakby mniej urodziwe po prostu NIE
      MOGLY zostac mistrzyniami)
      Wkurza mnie strasznie ze do cholery ciezarowki wpadaja w rozpacz na widok tych
      kreseczek (bywam na kilku forach ciążowych i jest stado postow w tragicznym
      tonie o rozstepach), zamiast np. byc z nich dumnymi i sie nimi chwalic, bo to
      swiadectwo tak niesamowitej i kosmicznej rewolucji w ciele kobiety. A tu plakac
      sie chce, kupuje kolejne kremy za 100 zl, przeglada ulotki o zabiegach
      kosmetycznych... mam wiec nadzieje ze feminizm ma taki wplyw na kulture ze moze
      juz nastepne pokolenie kobiet nie bedzie sie czulo tak jak ja w tej chwili, i
      ze przestaniemy byc atakowani jedynie slusznym wizerunkiem kobiecosci.
      • Gość: Jacenty Re: dlaczego feministki cenią feminizm? IP: 217.96.29.* 02.10.03, 15:29
        To byłby rzeczywiście pozytywny wpływ fe na kulturę, więc nie rób sobie
        nadzieji.
      • frisky2 Re: dlaczego feministki cenią feminizm? 02.10.03, 15:41
        Droga breskvo,
        mysle, ze feminizm nie ma tu nic do rzeczy. kobiety przejmuja sie rozstepami bo
        wspolczesny swiat wymaga od czlowieka, zeby mial idealne cialo. i coraz
        czesciej roznymi defektami ciala przejmuja sie tez mezczyzni. jak widzisz w tv
        i gazetach samych herosow i boginie, jak widzisz na ulicach coraz wiecej ludzi
        dopasowujacych sie do tego idealnego wizerunku, to sama ulegasz takiej
        psychozie.
        nie zgadzam sie tez, ze wartosc kobiet postrzega sie przez pryzmat jej ciala.
        moze jest tak w jakichs kregach spolecznych (np. dresiarzy), ale chyba nie
        szukalabys akceptacji akuyrat w takich kregach
      • Gość: PIter Re: dlaczego feministki cenią feminizm? IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 02.10.03, 20:59
        Kochana Bresiu...
        Gdybym był twoim facetem to te "rozstępy" jeszcze bardziej podziałałyby na
        moją "męskość".
        Była gdzieś mowa o tej przysłowiowej "pierwszej" zmarszczce na policzku".
        Ale Bresie..., gdybym był twoim facetem, to byłby również MÓJ rozstęp i MOJA
        zmarszczka, bo u MOJEJ kobiety! I chrzanić kremy za 100 czy ileś zł. Jeśli ON
        tego nie zaakceptuje, to KANAŁ. I to dla CIEBIE.
        Kremy nie pomogą, facetów nie oszukasz.
        "Jedynie słuszny" wizerunek kobiecości wrzucosz do kosza razem z innymi, fe-
        wizerunkami, jęśli ON tego nie zaakceptuje, a inni, po zauważeniu, tylko się po
        raz ostatni uśmiechną...
        Czy nie lepiej zauważać wzajemnie te "rozstępy", czy "zakola" bądź "brzuszki"
        RAZEM?

        Rozstępnouswojejkobietylubny jestem
      • Gość: Zły Wilk rozstępy - dziękuję za ten post IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.03, 22:05
        Gość portalu: breskva napisał(a):

        > Droga B. moglabym dlugo pisac czemu cenie feminizm... Niestety jestem w dolku-
        -
        > odkrylam podczas porannego prysznica rozstepy na brzuszku i o niczym innym
        > jakos nie potrafie myslec... I wsciekla jestem ze pomimo feministycznych
        > pogladow nie potrafie sie uwolnic od wdrukowanej swiadomosci ze dla kobiety
        > najwazniejsze jest jej cialo, bo to przez jego pryzmat postrzega sie przede
        > wszystkim wartosc kobiet...

        Co to znaczy "pstrzega się"? Kto "postrzega"? "Patriarchalne społeczeństwo"? A
        co Ciebie, feministkę, to obchodzi, skoro Ty masz swój feministyczny "wolny
        wybór" i możesz swoje rozstępy postrzegać jak Ci się podoba? A co Ciebie,
        zapewne tolerancyjną osobę, może obchodzić, jak rozstępy postrzegają inni
        (którzy też przecież mają wolny wybór)?

        Ktoś (patriarchalne społeczeństwo) wdrukował Ci fałszywą świadomość i lata
        uprawiania feministycznej ideologii nic Ci nie pomogły?

        Częściowo problem nie tkwi w żadnym społeczeństwie, lecz w Twoim konformizmie.
        Mody zawsze istniały i istnieć będą, a Ty się bedziesz "musiała" dostosowywać,
        jeśli brak Ci będzie odwagi na to, by żyć po swojemu.
        Częściowo natomiast problem tkwi w biologii i tego już nic nie zmieni - żaden
        feminizm. Postrzeganie atrakcyjności seksualnej kobiety nie zmieni się istotnie
        dlatego, bo wynika z biologii - Twoje rozstępy świadczą o tym, że
        zainwestowałaś już swoje zasoby biologiczne w dziecko innego mężczyzny. Każdy
        potencjalny nowy Twój partner seksualny będzie to brać pod uwagę, niestety.
        Nadzieja, że feminizm cokolwiek to zmieni, jest bardzo naiwna.

        Pozdrawiam -
    • nadszyszkownik.kilkujadek Problem leksykalny 02.10.03, 16:15
      Po raz kolejny - trudno ustalić, czym jest ów 'feminizm' jest. Bo, jak zapewne
      wiesz, ja równouprawnienie i wogóle emancypację wszelaką jak najbardziej
      popieram. Deklarowałem to wielokrotnie, a i tak pozostaję 'męską
      szowinistyczną...'. Dlaczego? - bo sprzeciwiam się metodzie. To swoją drogą
      osobliwe, że np. Ty i ja mamy na wiele spraw, jak się okazało, bardzo zbliżone
      poglądy, a mimo to deklarujemy się po przeciwnych stronach podziału.

      Prawdopodobnie dlatego, że Ty oddzielasz cele od metod, a ja nie. Nigdy nie
      kupiłem tego 'socjalizm-tak, wypaczenia-nie', bo te wypaczenia to też *był*
      socjalizm.

      Zatem: co przyciąga - oficjalnie deklarowane cele. Co może odstręczać tych,
      którzy zasadniczo zgodzą się z tym, co na afiszu - metody (i ich potencjalne
      efekty uboczne). Aha, i jeszcze 'towarzysze podróży' - podobno nie należy
      oceniać stacji końcowej po ubraniach podróżników, ale...

      Reasumując - Ci, którzy zgadzają się i z postulatem i z metodą - mogą śmiało
      deklarować się jako feministki/feminiści. Hmmm... to oznacza, że z Ciebie taka
      feministka, jak i ze mnie.

      (-) Kilkujadek

      -
      Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
      • jasmina22 Re: Problem leksykalny 02.10.03, 19:37
        > Po raz kolejny - trudno ustalić, czym jest ów 'feminizm' .


        właśnie ,że nie wszystkim jest trudno . Kilka dni temu dokonano takiego zabiegu
        w mojej osobistej izbie kuchennej . Kiedy kolejny raz wieczorkiem zasiadłam
        przed ekranem forum GW , moja córka dość głośno dopytywała się co też znowu
        studjuję , ja jej na to , że feminizm . Wtedy ona zadała kluczowe pytanie " a
        co to jest feminizm ?" Już zbierałam sie na uczone wywody jak to trudno
        ustalić ścisłą definicję itd. ale wiesz w zasadzie .....i w tym momencie - głos
        męża z niezachwiana pewnością z kuchni : " chcesz wiedzieć co to feminizm ? To
        właśnie to co teraz dzieje się w naszym domu , ja w kuchni robie kolacje a
        mama przed komputerem .Takim to sposobem feminizm zyskał nowego zwolennika w
        mojej córce , która nie ma żadnych wątpliwości , że feminizm to fajna rzecz.

        pozdrawiam

        • e_wok Re: Problem leksykalny 02.10.03, 19:55
          Na dodatek kiedy patrzę na znajome rodziny, które mają córki (tak to teraz
          jest, że najczęściej bywa to jedynaczka) często widzę, że ojciec nie ma nic
          przeciwko temu, żeby jego księżniczka skończyła dobre szkoły i zrobiła karierę
          zamiast podążać wydeptaną dróżką Matki Polki. Problem w tym, że wobec żony ma
          zgoła odmienne oczekiwania :))
          • Gość: Piter Re: Problem leksykalny IP: *.elartnet.pl / 212.244.223.* 02.10.03, 21:34
            A tuś mi nadepnęła na odcisk!
            Ewuniu,
            mam tzw. parkę, ale chcę oboje wychowac do nrmalnego życia w rodzinie i świecie.
            Chcę, żeby oboje skończyli jak najlepsze szkoły i mieli jak najlepszy start do
            późniejszego życia. Jasne, że chcę, żeby oboje osiągnęli sukces, ale nie wiem
            jaki - czy zawodowy, finansowy itp, czy osobisty, życiowy. Czy lepiej, żeby
            mieli kochzjące rodziny - dzieci przede wszystkim (żeby nie zostali na starość
            sami), czy żeby mieli szmal. Nie wiem, choć życzę obojgu jak najlepiej. Chwała
            Bogu, mają jeszcze trochę czasu. Ale w myśl twojego pytania - co jest
            ważniejsze?
            Ja jestem skromnie zarabiającym gosciem, którego kariera, mimo możliwości
            (precz z fałszywą skromnością) na ogół (mimo krótkich chwil) ominęła.
            No i co - mam dzieci, mieszkonie (nienajgorsze), póki co etat. "Mała
            stabilizacja?" Być może. Moja kobieta ma większe ambicje (ja swoich głośno nie
            wyrażam) i czasem ględzi. Ale czy ma mało? A spójrz na tych wszystkich, którzy
            mają 1/10 tego co my! I gdzie tu miejsce na fe? Tam trzeba myśleć o przeżyciu!
            Tu nikt po codziennym "pijaku" nie wali po mordzie, a tam... to normalka...
            Same zapytajcie, dlaczego maltretowane kobiety nie zgłaszają tego faktu na
            policję...
            Bo to jest ich feminizm - ich racja bycia! Ich kobiecy interes na miarę ich
            możliwości.
            Powiecie: mówię - cieszcie się, bo możecie mieć gorzej! Nie! Cieszcie się, że
            nie całe społeczeństwo jest jeszcze upodlonę biedą i że są jeszcze wśród
            mężczyzn tacy, którzy postrzegają kobiety jako kobiety! I oby nas jak najwięcej!

            Kobieciarki jestem
            • e_wok Re: Problem leksykalny 02.10.03, 21:49
              Traktowanie kobiet jak kobiety miewa tak różne oblicza, że na wszelki wypadek
              wolę być traktowana jak człowiek - nie uważam tego za jakiś dyshonor.
              Piszesz o "swojej kobiecie", ale niedokładnie zrozumiałam na czym polegają jej
              większe ambicje - że sama chce robić karierę czy chce móc powiedzieć "mój mąż
              z zawodu jest dyrektorem"?
          • Gość: Jacenty Re: Problem leksykalny IP: 217.96.29.* 03.10.03, 10:17
            Zobaczymy co ten ojciec powie gdy nie zostanie dziadziusiem Albo tez jego
            wnuczek będzie miał powazne problemy ze zdrowiem, co jest bardzo prawdopodobne
            gdy jego "księżniczka" zacznie rodzic gdy już skończy szkoły, zrobi karierę i
            minie 40echę. Wygina te twoje rodziny fe!
            • kociamama Re: Problem leksykalny 03.10.03, 13:14
              Gość portalu: Jacenty napisał(a):

              > Zobaczymy co ten ojciec powie gdy nie zostanie dziadziusiem Albo tez jego
              > wnuczek będzie miał powazne problemy ze zdrowiem, co jest bardzo
              prawdopodobne
              > gdy jego "księżniczka" zacznie rodzic gdy już skończy szkoły, zrobi karierę
              i
              > minie 40echę. Wygina te twoje rodziny fe!



              Drogi Jacenty,

              Rodziny fe, jak mowisz tak szybko nie wygina, gatunkowi ludzkiemu wyginiecie
              tak szybko nie grozi, no chyba, ze zbyt szybkiego tempa rozmnazania sie co
              moze doprowadzic do katasrofy ekologicznej, ale to juz kiedys pisalam...
              Poza tym, rodzenie dzieci w takiej sytuacji to egozizm powodowany checia
              przekazania wlasnych genow. Altruizmem jest adopcja dzieci. Jest ich wiele w
              domach dziecka, gdzie cierpia niedostatek i brak milosci. Chrzescijanskim
              (obowiazkiem jest sie nimi zajac.

              Pozdrawiam,
              Kociamama.
              • Gość: Jacenty Re: Problem leksykalny IP: 217.96.29.* 06.10.03, 12:53
                Jak zwykle masz rację! jesteśmy złymi Chrześcijaninami. Dodam jednak, że
                egoizmem jast także ryzywkowanie zdrowia dziecka tylko dlatego, że teraz muszę
                robić karierę. A co do adopcji: to nie to samo co macierzyństwa albo ojcostwa.
                To "wspaniałe coś innego" może nawet wspanialsze... ale to co innego.
                Pozdrawiam.
        • nadszyszkownik.kilkujadek A jak mąż jest przed komputerem... 02.10.03, 20:23
          ...a Ty akurat myjesz córkę - mamy do czynienia z maskulinizmem, czy z
          wyzyskiem człowieka przez człowieka?

          (-) Kilkujadek

          -
          Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
          • jasmina22 Re: A jak mąż jest przed komputerem... 03.10.03, 18:22
            To oczywiście był żart sytuacyjny . Już bowiem wspólne lata w akademiku
            podczas "złotego okresu " panowania kartek na wszystko , lepiej niż
            determinant płci wpłynęły na - jak to niektórzy forumowicze ujęli -
            naturalny proces rozwijania najskuteczniejszej kooperacji w naszej
            najmniejszej komórce społecznej. :)
            Niemniej jednak jako " intuicyjna feministka " zgadzam się oczywiście , że
            brak jakiejś powszechnej zgody w określeniu chociażby najistotniejszych cech
            fe czyli tzw mainstream zasadniczo utrudnia formułowanie argumentów za i
            przeciw . Przypomina to trochę momentami
            debate gdzie odnosząc się do tezy " media maja szkodliwy wpływ na psychikę
            człowieka " , jedna z debatujących drużyn rozpoczęła od definicji pojęcia
            media jako osoby potrafiące komunikować się z istotami pozaziemskimi " ,
            podejrzewam że nie tego jednak oczekiwali dyskutanci- adwersarze .

            PS . Oj teskni mi sie za czasami , gdy wieczorkiem mogłam asystować przy tzw.
            kąpiu , kąpiu mojej córeczki . Teraz juz łazienka jest jej wyłącznym
            królestwem .
            pozdrawiam




        • Gość: Jacenty Re: Problem leksykalny IP: 217.96.29.* 03.10.03, 10:24
          Zgadzam się Jasmino! To, że mężczyźni nie robili swoim żonom kolacji to jedna z
          przyczyn narodzin fe. Dlatego aby fe nie zagościł pod moją strzechą kolacje (i
          śniadania na wszelki wypadek) robie samemu. POzdrawiam
        • Gość: Jacenty Re: Problem leksykalny IP: 217.96.29.* 03.10.03, 10:56
          Zgadzam się Jasmino! To, że mężczyźni nie robili swoim żonom kolacji to jedna z
          przyczyn narodzin fe. Dlatego aby fe nie zagościł pod moją strzechą kolacje (i
          śniadania na wszelki wypadek) robie samemu.
      • Gość: Piter Re: Problem leksykalny IP: *.elartnet.pl / 212.244.223.* 02.10.03, 21:10
        DUPAtam!
        To znaczy DUPA jest z męskiego punktu widzenia (oby niżej) najważniejsza!
        A więc niech żyje DUPA!
        NIezrozumialskiwas jestem
      • kociamama Troche nie na temat 03.10.03, 09:20
        nadszyszkownik.kilkujadek napisał:
        > Prawdopodobnie dlatego, że Ty oddzielasz cele od metod, a ja nie. Nigdy nie
        > kupiłem tego 'socjalizm-tak, wypaczenia-nie', bo te wypaczenia to też *był*
        > socjalizm.



        No i moze zle, zes "nie kupil socjalizmu", bo najbogatsze kraje w europie
        (patrz Skandynawia) sa socjalistyczne (ideowo) + gospodarka rynkowa. Jednakze
        najbogatsze przedsibiorstwo w Norwegii to Statoil (panstwowe), a przeciez z
        niego glownie cala Norwegia zyje... A z kasa to oni nie iwedza co robic.
        Tylko, ze w Skandynawii zyja uczciwi ludzie, a u nas z ta uczciwoscia
        kiepsko...

        Dziwne, ze przejawiasz taki strach przed niektorymi -izmami. I tak wszystko
        tak naprawde zalezy od kazdego czlowieka, a przeciez wiekszosc z nas deklaruje
        sie jakims -ista.

        Tylko, jest pewny kanon wyznawany przez niektorych, ktore-izmy sa lepsze, a
        ktore gorsze. Ty zaliczasz feminizm i socjalizm do tych gorszych, i uznajesz
        to jako prawde oczywista. (znowu ta megalomania...)

        Pozdrawiam,
        kociamama.



        Pozdrawiam,
        Kociamama.
        • Gość: BD Re: Troche nie na temat IP: 195.136.36.* 03.10.03, 15:48
          Witam,

          kociamama napisała:

          > No i moze zle, zes "nie kupil socjalizmu", bo najbogatsze kraje w europie
          > (patrz Skandynawia) sa socjalistyczne (ideowo) + gospodarka rynkowa. Jednakze
          > najbogatsze przedsibiorstwo w Norwegii to Statoil (panstwowe), a przeciez z
          > niego glownie cala Norwegia zyje...

          Powiedziałbym, że nie dzięki państwowemu Statoilowi, ale dzięki ropie naftowej.
          Gdyby Statoil był prywanty to myslisz, że Norwegia byłaby biedniejsza?
          Idąc tym tokiem rozumowania powinnaś wychwalać Islam - takie Emiraty Arabskie,
          to dopiero bogaty kraj.

          Co do Szwecji, to nie jest ona żadnym najbogatszym państwem, jest PKB per
          capita (liczone parytet siły nabywczej) jest praktycznie takie same jak
          Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Włoch. Jest też około 20% niższe niż PKB/pc
          Irlandii, choć jeszcze 20 lat temu Irlandia była dużo biedniejsza od Szwecji.
          Tylko, że wybrała "najmniej socjalistyczną" drogę rozwoju z państw UE i
          rezultat jak widać.

          pozdrawiam,

          BD
          • kociamama Re: Troche nie na temat 03.10.03, 19:50
            Gdyby Statoil byl prywatny, to pewnie wiecej pieniedzy szloby do jednej
            kieszeni, panstwo czerpaloby zyski jedynie z podatkow, ale tak wiecej idzie do
            wspolnej kasy, i do wspolnego funduszu, ktory jest dzielony na potrzeby
            wszystkich mieszkancow.

            Ogolny standard zycia jest wysoki w Skandynawii, moze i PKB Irlandii jest
            wyzsze niz w Szwecji, ale w Szwecji chyba nikt nie cierpi biedy. Taka polityka
            sprawia, ze Szwecja i Norwegia to bezpieczne panstwa, gdzie wskazniki
            przestepczasci sa bardzo niskie.

            Pozdrawiam,
            Kociamama.
      • Gość: barbinator Moje wyznanie wiary ;) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.10.03, 14:05
        nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

        > Po raz kolejny - trudno ustalić, czym jest ów 'feminizm' jest. Bo, jak
        zapewne
        > wiesz, ja równouprawnienie i wogóle emancypację wszelaką jak najbardziej
        > popieram. Deklarowałem to wielokrotnie, a i tak pozostaję 'męską
        > szowinistyczną...'. Dlaczego? - bo sprzeciwiam się metodzie. To swoją drogą
        > osobliwe, że np. Ty i ja mamy na wiele spraw, jak się okazało, bardzo
        zbliżone
        > poglądy, a mimo to deklarujemy się po przeciwnych stronach podziału.
        >
        > Prawdopodobnie dlatego, że Ty oddzielasz cele od metod, a ja nie. Nigdy nie
        > kupiłem tego 'socjalizm-tak, wypaczenia-nie', bo te wypaczenia to też *był*
        > socjalizm.


        Myślę podobnie. Od razu powiem, że nie potrafię wyjaśnić ci dlaczego w feminizm
        jednak, mimo wszystko, wierzę - a w socjalizm czy raczej należałoby chyba
        powiedzieć komunizm nigdy nie wierzyłam i podobnie jak ty nie dałam sobie
        sprzedać tej teorii o "błędach i wypaczenia" generalnie ponoć słusznej ideii.
        To znaczy nie potrafię tego wyjasnić w sposób taki, bym sama nie umiała znaleźć
        argumentów przeciwko takiemu tłumaczeniu - zdaję sobie sprawę, że
        rozumowaniu "feminizm to coś zupełnie innego" wiele można zarzucić i raczej
        trudno go sensownie bronić.
        Mimo to jednak wierzę w feminizm i przymykam oko na jego wady - może po prostu
        rozumuję jak Napoleon gdy mawiał "najpierw trzeba się zaangażować, a potem
        zobaczymy"...?
        Autentycznie wierzę, że feminizm jest ważna ideą której urzeczywistnianie
        będzie korzystne dla wszystkich. Pisałam o tym szerzej w górnych postach tego
        wątka, teraz tylko jednym zdaniem: feminizm to przede wszystkim idea szerszego
        uczestnictwa kobiet w życiu publicznym i wpływania na ważne dla wszystkich
        decyzje. I to nie w charakterze żon doradzających swoim mężom i matek
        wychowujących wspaniałych mężów stanu.
        Ta wiara wypływa z mojego wielkiego przekonania o mądrości kobiet (chyba nie
        muszę dodawać, że wiara w mądrość kobiet nie implikuje wiary w głupotę
        mężczyzn...:)) - także tych decydujących się poświęcić w całości pracy w domu
        dla męża i dzieci. Uważam, że byłoby ogromnym zyskiem dla wszystkich gdyby
        niektóre z tych kobiet oprócz pracy w domu zdecydowały się na karierę
        polityczną, zwłaszcza samorządową. To jednak (oprócz w przypadku Polski wzrostu
        ogólnej zamożności) wymaga zmiany modelu rodziny i zaprzestania bajdurzenia o
        naturalnym powołaniu kobiet do szorowania podłóg i chodzeniu na wywiadówki.
        Ufff, miało być krótko a znowu mi nie wyszło.
        Pozdr. B.


        • tad9 Re: Moje wyznanie wiary ;) 03.10.03, 19:43
          Gość portalu: barbinator napisał(a):

          > Autentycznie wierzę, że feminizm jest ważna ideą której urzeczywistnianie
          > będzie korzystne dla wszystkich.

          Na jakich REALNYCH podstawach opiera się ta wiara?

          Pisałam o tym szerzej w górnych postach tego
          > wątka, teraz tylko jednym zdaniem: feminizm to przede wszystkim idea
          szerszego
          > uczestnictwa kobiet w życiu publicznym i wpływania na ważne dla wszystkich
          > decyzje. I to nie w charakterze żon doradzających swoim mężom i matek
          > wychowujących wspaniałych mężów stanu.

          to ogólnik. Można wypełnić go zgoła różną treścią.

          > Ta wiara wypływa z mojego wielkiego przekonania o mądrości kobiet (chyba nie
          > muszę dodawać, że wiara w mądrość kobiet nie implikuje wiary w głupotę
          > mężczyzn...:)) - także tych decydujących się poświęcić w całości pracy w domu
          > dla męża i dzieci.

          A czym różni się ta mądrość kobiet od mądrości mężczyzn? Nie chodzi mi o
          rozważania teoretyczne. Chodzi mi o prozaiczną praktykę. Nie jest bowiem tak,
          że kobiet nie ma WCALE w przestrzeni publicznej. Są. Czy potrafisz wskazać
          różnicę pomiędzy np. REALNYMI polskimi politykami kobietami, a politykami-
          mężczyznami? Czy linia podziału nie przebiega tu czasem w zupełnie innym
          miejscu, niż płeć? Czy polityczce z SLD nie jest bliżej do polityków z SLD, niż
          do polityczek z PiS? Do czynnego uprawiania polityki czuje pociąg pewien
          specyficzny gatunek ludzi, i ów czynnik specyficzny waży tu bardziej, niż płeć.
          Rzecz w tym, że znacznie częściej występuje on u mężczyzn. Chcesz ZMUSIĆ
          kobiety do politykowania? A może wolą oglądać "Klan"?

          >Uważam, że byłoby ogromnym zyskiem dla wszystkich gdyby
          > niektóre z tych kobiet oprócz pracy w domu zdecydowały się na karierę
          > polityczną, zwłaszcza samorządową.

          A ja uważam, że nie zmieniłoby to zgoła nic. Ani na lepsze, ani na gorsze.
          Demokracja "uśrednia". Parytet nic nie zmieni, poza samopoczuciem feministek.


          >To jednak (oprócz w przypadku Polski wzrostu
          > ogólnej zamożności) wymaga zmiany modelu rodziny i zaprzestania bajdurzenia o
          > naturalnym powołaniu kobiet do szorowania podłóg i chodzeniu na wywiadówki.
          > Ufff, miało być krótko a znowu mi nie wyszło.

          Nie ma naturalnej predyspozycji kobiet do chodzenia na wywiadówki, ale jest
          naturalna dyspozycja kobiet, do zajmowania się dzieckiem.


          > Pozdr.
          • kociamama Re: Moje wyznanie wiary ;) 05.10.03, 09:12
            tad9 napisał:

            >
            > A czym różni się ta mądrość kobiet od mądrości mężczyzn? Nie chodzi mi o
            > rozważania teoretyczne. Chodzi mi o prozaiczną praktykę. Nie jest bowiem
            tak,
            > że kobiet nie ma WCALE w przestrzeni publicznej. Są. Czy potrafisz wskazać
            > różnicę pomiędzy np. REALNYMI polskimi politykami kobietami, a politykami-
            > mężczyznami? Czy linia podziału nie przebiega tu czasem w zupełnie innym
            > miejscu, niż płeć? Czy polityczce z SLD nie jest bliżej do polityków z SLD,
            niż
            >
            > do polityczek z PiS? Do czynnego uprawiania polityki czuje pociąg pewien
            > specyficzny gatunek ludzi, i ów czynnik specyficzny waży tu bardziej, niż
            płeć.
            >
            > Rzecz w tym, że znacznie częściej występuje on u mężczyzn.



            Zgodze sie z Toba, ze specyficzny typ ludzi "pcha sie" do polityki i nie jest
            to uwarunkowane plcia. Nie zgodze sie jednak, ze u mezczyzn jest ten pęd
            silniejszy czy występuje częsciej. Chociazby z powodu takich stereotypow, jak
            ten, kobietom trudniej jest wejsc na droge polityki. Kultywujemy przeciez
            poglądy i wartosci, ktore wpojono nam w domach i rzadko udaje nam sie dojsc do
            wniosku, ze jakies racje sa nielsuszne albo zupelnie bledne. Jezeli
            dziewczynki wychowywano w tradycyjnych domach (a ciągle w Polsce chyba
            wiekszosc domow jest tradycyjna pomimo tendencji do zmian w kierunku bardziej
            nowoczesnym) i wpajano im od dziecka, ze męża i dzieci trzeba miec, a polityka
            to sprawa męska, to takie przekonania gdzies tam sie czają w psychice przez
            całe życie.


            Chcesz ZMUSIĆ
            > kobiety do politykowania?

            Kobiet do politykowania nie trzeba zmuszac, tak jak mężczyzn. Mają niestety
            mniejsze szanse na sukces, bo umieszcza sie je na nizszych miejscach listy
            wyborczej. Trzeba im po prostu dac szanse.



            A może wolą oglądać "Klan"?


            ???? A moze to mężczyżni są zmuszani do polityki z powodu ww stereotypow, ze
            pęd do wladzy charakteryzuje prawdziwego faceta a oni woleliby oglądnąć sobie
            football, albo nawet Klan?

            Pozdrawiam,
            Kociamama.
            >
            > >Uważam, że byłoby ogromnym zyskiem dla wszystkich gdyby
            > > niektóre z tych kobiet oprócz pracy w domu zdecydowały się na karierę
            > > polityczną, zwłaszcza samorządową.
            >
            > A ja uważam, że nie zmieniłoby to zgoła nic. Ani na lepsze, ani na gorsze.
            > Demokracja "uśrednia". Parytet nic nie zmieni, poza samopoczuciem
            feministek.
            >
            >
            > >To jednak (oprócz w przypadku Polski wzrostu
            > > ogólnej zamożności) wymaga zmiany modelu rodziny i zaprzestania bajdurzeni
            > a o
            > > naturalnym powołaniu kobiet do szorowania podłóg i chodzeniu na wywiadówki
            > .
            > > Ufff, miało być krótko a znowu mi nie wyszło.
            >
            > Nie ma naturalnej predyspozycji kobiet do chodzenia na wywiadówki, ale jest
            > naturalna dyspozycja kobiet, do zajmowania się dzieckiem.
            >
            >
            > > Pozdr.
            • Gość: Zły Wilk patriarchalne stereotypy są już wśród małp... ;-) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.03, 13:15
              kociamama napisała:

              > Zgodze sie z Toba, ze specyficzny typ ludzi "pcha sie" do polityki i nie jest
              > to uwarunkowane plcia. Nie zgodze sie jednak, ze u mezczyzn jest ten pęd
              > silniejszy czy występuje częsciej. Chociazby z powodu takich stereotypow, jak
              > ten, kobietom trudniej jest wejsc na droge polityki.

              Taaaak... Dokładnie ten sam problem mają szympansice... Tam również
              istnieją "patriarchalne stereotypy" - tylko samce zajmują sie w stadzie
              polityką... Zaiste wielka jest siła patriarchalnych stereotypów, skoro działają
              one także na małpy... Czy nie należałoby wprowadzić jakiś parytetów w ZOO?

              > Kultywujemy przeciez
              > poglądy i wartosci, ktore wpojono nam w domach (...)
              > to takie przekonania gdzies tam sie czają w psychice przez
              > całe życie.

              Taak... I nawet feminizm nic w tym nie potrafi zmienić, jak dowodzi przykład
              Breskvy i rozstępów...

              > Kobiet do politykowania nie trzeba zmuszac, tak jak mężczyzn. Mają niestety
              > mniejsze szanse na sukces, bo umieszcza sie je na nizszych miejscach listy
              > wyborczej. Trzeba im po prostu dac szanse.

              A to jest feministyczny stereotyp. W ostatnich wyborach samorządowych na wójtów
              i prezydentów miast nie było list partyjnych, bo głosowało się na osobę, a nie
              na listę. Każda chętna kobieta mogła startować, bez oglądania się na żadną
              partię. Jednak tylko kilkanaście procent koandydatów to były kobiety. Gdyby
              ko0biety na nie głosowały, każda kandydatka bezproblemowo wygrywałaby wybory,
              gdyż miałaby za sobą poparcie 52% wyborców (tyle wyborców stanowią kobiety), a
              głosy mężczyzn rozproszyłyby sie na wielu kandydatów.

              Tymczasem stało się odwrotnie - większość kandydatek przepadła i wśród osób
              wybranych odsetek kobiet był jeszcze mniejszy niż wśród kandydatek. I co Ty na
              to?

              Pozdrawiam -
    • Gość: tad Re: dlaczego feministki cenią feminizm? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 17:10
      Feministki "intuicyjne" cenią feminizm bo go nie znają. Feministki prawdziwe -
      bo go znają (nie jest to komplement)
Pełna wersja