cudze chwalicie.. (feminizm a patriotyzm -dodatek)

26.11.08, 19:53
Tubylcze feministki, jak wiadomo, 85 procent swojej aktywności poświęcają
pluciu na Polskę (dalsze 13 procent na wzajemne kadzenie). Na szczęście nie
jesteśmy skazani tylko na nie. Mądrym dla nauki, głupim dla rozrywki
przedstawiam wywiad z p.Radziejowaką:

www.rp.pl/artykul/222071_Polska_uczy_rownosci.html
    • margot_may Re: cudze chwalicie.. (feminizm a patriotyzm -dod 27.11.08, 05:07
      Nie wiem, czy walczyć, czy bezwzględnie domagać się merytorycznych kryteriów
      oceny i awansu wobec wszystkich, także kobiet. Postulat walki brzmi: "Precz z
      dyskryminacją kobiet". Ja wolę: "Precz z pozamerytorycznymi czynnikami awansu i
      kryteriami przyznawania płac i premii".

      Przypomniał mi się Pratchett. :)
      • kocia_noga Pani Fedyszak-Moher łże 27.11.08, 12:42
        tak po prostu, po prawicowemu w sprawie przyznania kobietom prawa do
        glosowania.
        Pod zaborami ruch sufrażystek był bardzo silny,a rzeczone prawo
        wymusiły na Piłsudskim w ostatniej chwili po upokarzającym spektaklu.
      • goblin.girl Re: cudze chwalicie.. (feminizm a patriotyzm -dod 27.11.08, 12:46
        margot_may napisała:


        > Przypomniał mi się Pratchett. :)
        "Precz z pozamerytorycznymi czynnikami awansu i kryteriami przyznawania płac i
        premii"
        "przy zachowaniu stosownej dozy kobiecości i wdzięku".

        • kocia_noga No to się tad rozerwał 27.11.08, 17:37
          ale przecież się chyba nie identyfikuje z tymi pielgrzymującymi do
          Częstochowy rolnikami (swoją drogą bardzo arabski sposób
          zatwierdzqania przepisów prawa), bo on juest zdania o wyższości płci
          swojej własnej.
          • gotlama Re: No to się tad rozerwał 27.11.08, 23:46
            Arabski, nie arabski ale czy polskie prawo przewiduje coś takiego jak "kierownik
            gospodarstwa" czy też ministrunio sobie coś wyimaginował ?
            • kocia_noga Re: No to się tad rozerwał 28.11.08, 08:29
              Nie bywam na pielgrzymkach w Częstochowie, więc nie wiem jakie
              ustawy/rozporządzenia są szykowane do zatwierdzenia dla rządu.
              A co do reakcji polskich rolników, to jest skutkiem 50 lat
              trwającego przekonywania, że płcie są równe.Przed IIWŚ mentalnośc
              włościan była zgoła inna.
              • goblin.girl Re: No to się tad rozerwał 28.11.08, 09:59
                "A co do reakcji polskich rolników, to jest skutkiem 50 lat
                trwającego przekonywania, że płcie są równe.Przed IIWŚ mentalnośc
                włościan była zgoła inna."

                ale rozumiem, ze do reprezentowania gospodarstwa, głosowania czy czego tam
                ejszcze była uprawniona jedna osoba z gospodarstwa, czyli jężeli pan rolnik
                uznał, że kierownikiem gospodarstwa jest jego żona, on automatycznie się z
                podejmowania decyzji wyłaczał. Bo jesli nie, to czy przypadkiem nie chodziło o
                podwojenie liczby głosujacych/lobbujacych za czymś?
    • gotlama Re: cudze chwalicie.. (feminizm a patriotyzm -dod 29.11.08, 10:33
      A tu masz odpowiedź jak to Polki dostały w prezencie równouprawnienie.
      www.feminoteka.pl/muzeum/readarticle.php?article_id=18
      Masz też odpowiedź na pytanie o tradycje polskiego feminizmu.
      www.feminoteka.pl/muzeum/readarticle.php?article_id=18
      • tad9 e tam.... 29.11.08, 21:29
        to "wywalczenie praw" to feministyczna bajka. Bo i jaką siłę stanowiły owe
        "bojowniczki"? Cóż straciliby politycy, gdyby je - proszę wybaczyć - olali? NiC.
        Można je było bezkarnie zlekceważyć. Prawa wyborcze kobietom dano - bo chciano.
        Ale rozumiem, że pielęgnowanie mitu "wywalczenia" jest dla współczesnych
        femnistek bardzo ważne...
        • kocia_noga Re: e tam.... 29.11.08, 21:33
          Wtedy jeszcze Piłsudski nie zbudował Berezy a i jego pozycja nie
          była taka pewna; przetrzymanie całej kobiecej delegacji kilka godzin
          na mrozie świadczy że zgodził się z najwyższą niechęcią, liczył na
          wdzieczność.
          • tad9 Re: e tam.... 29.11.08, 21:55
            kocia_noga napisała:

            > Wtedy jeszcze Piłsudski nie zbudował Berezy a i jego pozycja nie
            > była taka pewna; przetrzymanie całej kobiecej delegacji kilka godzin
            > na mrozie świadczy że zgodził się z najwyższą niechęcią, liczył na
            > wdzieczność.

            Litości... Ta delegacja nie miała nic do rzeczy. Przyznano by to prawo, lub nie
            przyznano pomimo niej. Czy naprawdę myślisz, że postrzegano tę grupkę jako
            reprezentankę jakiejś znaczącej siły społecznej? Ile kobiet wiedziało o
            istnieniu tej garstki? Jaki ruch byłyby w stanie wywołać, gdyby je zlekceważono?
            Ta delegacja niczego nie wymusiła. I nie mitologizowałbym tego "trzymania na
            mrozie" bo w tak gorącym okresie na mrozie stała pewnie cała masa delegacji...
            • easz Re: e tam.... 29.11.08, 23:39
              tad9 napisał:

              > Litości... Ta delegacja nie miała nic do rzeczy. Przyznano by to
              prawo, lub nie
              > przyznano pomimo niej. Czy naprawdę myślisz, że postrzegano tę
              grupkę jako

              Nielogiczne, bo nawet gdyby było jak piszesz, nawet jeśli przyznano
              to prawo, bo chciano, to jednak faktycznie dlatego, że była
              delegacja, czyż nie? Jakby ta "grupka", jak piszesz, się
              własnotyłkowo nie pofatygowała, jakby miała gdzieś i sobie sprawę
              olała, to by ni z gruszki, ni z pietruszki nikt nic nie dał - w
              próżnię, nie?
              • tad9 Re: e tam.... 30.11.08, 08:59
                easz napisała:


                > Nielogiczne, bo nawet gdyby było jak piszesz, nawet jeśli przyznano
                > to prawo, bo chciano, to jednak faktycznie dlatego, że była
                > delegacja, czyż nie? Jakby ta "grupka", jak piszesz, się
                > własnotyłkowo nie pofatygowała, jakby miała gdzieś i sobie sprawę
                > olała, to by ni z gruszki, ni z pietruszki nikt nic nie dał - w
                > próżnię, nie?



                Nie. Mylisz następstwo czasowe, ze związkiem przyczynowo-skutkowym: skoro po
                wizycie delegacji coś przyznano, to znaczy, że przyznano dzięki delegacji. To
                błąd. Nie wydaje mi się, by ta decyzja zapadła pod wpływem chwili, bo jakieś
                baby przyszły. Gdyby nie przyszły - decyzja byłaby taka sama. Powtarzam: one nie
                reprezentowały żadnej siły ważnej na tyle, by się ich wizytami mocno przejmować.
                Proszę nie nazywać ich "reprezentantkami kobiet", a co najwyżej "samozwańczymi
                reprezetantkami". Ja mogę się ogłosić z sąsiadem "reprezentantem mężczyzn".
                Idzie o to, czy bylibyśmy w stanie "poruszyć" grupę, którą - niby -
                reprezentujemy. Czy tamte panie mogły? Przypuśćmy, że Piłsudzki wychodzi do
                delegacji i mówi: "poszły won! zero praw wyborczych dla kobiet!", cóż by mogły
                zrobić delegatki?
                • gotlama Re: e tam.... 30.11.08, 09:28
                  Tadziu - znasz pierwszy projekt Konstytucji dla II Rzeczpospolitej na którym
                  bazował dekret?
                  Nagle "z dobrego serca" dekret zawarł uregulowania odmienne?
                  Zapewniam cię, że w wielu domach i to tych, gdzie mieszkali panowie decydujący
                  o kształcie dekretu rozpętało by się piekło, (a w domu Piłsudskiego pewnie jako
                  pierwszego)gdyby te postulaty pominięto. Delegacja o tym przypomniała.
                  Ówczesne ruchy emancypantek łączyły (większość ugrupowań) emancypację kobiet z
                  emancypacją narodową, stąd NIE DAŁO SIĘ POMIJAĆ ich udziału w utrzymaniu
                  tradycji narodowych i w odzyskaniu niepodległości.

                  Tak to jest Tadziu, gdy bogoojczyźniana wiedza Tadziów kończy się na tym, że
                  Piłsudski żył z Kasztanką.
                  • tad9 Re: e tam.... 01.12.08, 19:31
                    gotlama napisała:

                    > Tadziu - znasz pierwszy projekt Konstytucji dla II Rzeczpospolitej na którym
                    > bazował dekret?
                    > Nagle "z dobrego serca" dekret zawarł uregulowania odmienne?

                    projekt ma to do siebie, że jest tylko PROJEKTEM. Widać, gdy go pisano znalazł
                    się w okolicy ktoś rozsądny. A potem demokraci i tak zrobili swoje...
                    • gotlama Re: e tam.... 01.12.08, 21:39
                      Jeden z tych "rozsądnych" miał mało patriotyczne zachowania. Jakaś hitlerofilia
                      mu się potem przyplątała.
                      • tad9 Re: e tam.... 01.12.08, 21:43
                        gotlama napisała:

                        > Jeden z tych "rozsądnych" miał mało patriotyczne zachowania. Jakaś hitlerofili
                        > a
                        > mu się potem przyplątała.

                        To zupełnie jak Churchilowi. I Margaret Sanger...

                        www.pro-life.org.pl/2007/09/margaret-sanger.html
                        • gotlama Re: e tam.... 01.12.08, 21:56
                          A potrafisz wymienić jego nazwisko?
                          Wtedy uwierzę, że rzeczywiście wiesz, co pisało w projekcie i kto był jednym z
                          ważniejszych autorów ;)

                • easz Re: e tam.... 30.11.08, 19:07
                  tad9 napisał:

                  > Nie. Mylisz następstwo czasowe, ze związkiem przyczynowo-
                  skutkowym: skoro po
                  > wizycie delegacji coś przyznano, to znaczy, że przyznano dzięki
                  delegacji. To
                  > błąd. Nie wydaje mi się, by ta decyzja zapadła pod wpływem chwili,
                  bo jakieś
                  > baby przyszły.

                  Nie. Nie zrozumiałeś - pewnie, że nie zapadła pod wpływem chwili,
                  kpisz sobie? ze mnie, czy z ówczesnych ważnych panów polityków? Na
                  pewno o tym radzono itp., ale raczej na nie, jak myślisz?

                  Nie o tym mówiłam, bo ja nie mówiłam w przenośni, ale bardzo
                  dosłownie - chodziło mi o fizyczne pofatygowanie się tej grupki
                  kobiet, FIZYCZNE pobrużdżenie pod drzwiami.

                  > Gdyby nie przyszły - decyzja byłaby taka sama.

                  Taka z próżni i w próżnię? Taa, już to widzę, daleko nie trzeba
                  szukać - jak dziś.

                  > Powtarzam: one nie
                  > reprezentowały żadnej siły ważnej na tyle, by się ich wizytami
                  mocno przejmować.

                  To w końcu dlaczego im przytaknięto?? Bo chciano, to już mówiłeś,
                  ale dlaczego chciano w takim razie?

                  > Proszę nie nazywać ich "reprezentantkami kobiet", a co
                  najwyżej "samozwańczymi
                  > reprezetantkami".

                  Nawet gdyby, to -

                  1 - jakąś część kobiet jednak reprezentowały, chyba im wolno?
                  2 - z tego, co udało im się wydębić, korzystały i korzystają jednak
                  wszystkie bez wyjątku?

                  > Przypuśćmy, że Piłsudzki wychodzi do
                  > delegacji i mówi: "poszły won! zero praw wyborczych dla kobiet!",
                  cóż by mogły
                  > zrobić delegatki?

                  Mam nadzieję, że zrobiłyby wielki "bal"!
                  • tad9 Re: e tam.... 30.11.08, 19:38
                    easz napisała:


                    > To w końcu dlaczego im przytaknięto?? Bo chciano, to już mówiłeś,
                    > ale dlaczego chciano w takim razie?

                    To nie im "przytaknkięto". Główne siły polityczne w Polsce były wtedy - niestety
                    - demokratyczne (narodowa demokracja, socjaliści). Powszechne prawo wyborcze
                    było zaś częścią "demokratycznego pakietu". Nie było tak, że stały na przeciw
                    siebie sufrażystki, które chciały praw wyborczych i mężczyźni-politycy, którzy
                    nie chcieli im tych praw przyznać, ale zostali przez sufrażystki zmuszeni do
                    ustępstw. Byli zwolennicy porządku demokratycznego (do których zaliczały się i
                    sufrażystki), którzy mieli przewagę, więc narzucili swoje rozwiązania.
                    Sufrażystki były drobnym elementem tej siły. Ich głos nie był znaczący o tyle,
                    że nie reprezentowały poważnego ruchu. Pisłsudzki podpisał, co podpisał bo był
                    demokratą, czy/i socjalistą, a nie dlatego, ze go do tego zmusiła jakaś grupka
                    kobiet. Demokracja - jak wiadomo - okazała się zgubna dla II RP, ale to już inna
                    historia.
                    • gotlama Re: Sufrażystki 30.11.08, 20:32
                      Tadziu - ja już wiele widziałam, ale za tego "PiłsudZkiego" to niech cię
                      Kasztanka kopnie ;)
                      Jeszcze raz ci przypomnę - PROJEKT nie przyznawał praw wyborczych kobietom.
                      Żadna z sił dominujących na ówczesnej arenie politycznej, a mających moc
                      decyzyjną w tym względzie - nie była do tego przekonana.
                      Być może ta pikieta uprzytomniła,że mogą się zacząć akcje jak na zachodzie
                      Europy, a niezręcznie by było wczorajsze bohaterki, Polki - patriotki
                      przemycające broń,prasę - zamykać w więzieniach i przymusowo karmić gdyby
                      podjęły strajk głodowy.
                      Co do "poważności" tego ruchu... Tak się zastanawiam, czy nie był znacznie
                      silniejszy niż współczesne ruchy.
                      • tad9 Re: Sufrażystki 03.12.08, 10:29
                        gotlama napisała:

                        > Tadziu - ja już wiele widziałam, ale za tego "PiłsudZkiego" to niech cię
                        > Kasztanka kopnie ;)
                        > Jeszcze raz ci przypomnę - PROJEKT nie przyznawał praw wyborczych kobietom.
                        > Żadna z sił dominujących na ówczesnej arenie politycznej, a mających moc
                        > decyzyjną w tym względzie - nie była do tego przekonana.


                        gdyby nie była przekonana - nie byłoby takiego rozwiązania. a strach przed
                        sufrażystkami między bajki włożę. A konkretnie kto nie był przekonany? endecy?
                        socjaliści? ludowcy?



                        > Być może ta pikieta uprzytomniła,że mogą się zacząć akcje jak na zachodzie

                        być może... a być może rzucono monetą...



                        > Europy, a niezręcznie by było wczorajsze bohaterki, Polki - patriotki
                        > przemycające broń,prasę - zamykać w więzieniach i przymusowo karmić gdyby
                        > podjęły strajk głodowy.

                        e tam, wtedy standardem w Europie było jeszcze strzelanie policji do
                        demonstrantów - gdy poszli na ostro. z sufrażystkami w zasadzie obchodzono się
                        jak z jajkiem.

                        > Co do "poważności" tego ruchu... Tak się zastanawiam, czy nie był znacznie
                        > silniejszy niż współczesne ruchy.

                        nawet jeśli był silniejszy, to jeszcze nie znaczy - silny. a swoją drogą to
                        ciekawe - dlaczego dziś "uciskane mniejszości" nie stosują metod tak gwałtownych?
                        • gotlama Re: Sufrażystki 07.12.08, 18:03
                          Nadal nie dostałam od ciebie odpowiedzi na pytanie o autorów projektu ówczesnej
                          Konstytucji (czyli podstawy Dekretu)
                          O perypetie małżeńskie Piłsudskiego już nie śmiem pytać ;)
                          • kocia_noga Re: Sufrażystki 07.12.08, 19:29
                            gotlama napisała:

                            > Nadal nie dostałam od ciebie odpowiedzi na pytanie o autorów
                            projektu ówczesnej
                            > Konstytucji (czyli podstawy Dekretu)
                            > O perypetie małżeńskie Piłsudskiego już nie śmiem pytać ;)



                            Stawiam na to:

                            " 14. Bezczelność
                            Przypuśćmy, że na kilka pytań przeciwnik odparł niezgodnie z
                            naszym
                            zamierzeniami, mimo to traktujemy wniosek który mieliśmy dowieść
                            za
                            dowiedziony i triumfalnie go wygłaszamy."


                            to jedna z ulubionych metod tada.
                    • easz Re: e tam.... 30.11.08, 22:55
                      tad9 napisał:

                      > To nie im "przytaknkięto". Główne siły polityczne w Polsce były
                      wtedy - niestet
                      > y
                      > - demokratyczne (narodowa demokracja, socjaliści). Powszechne
                      prawo wyborcze
                      > było zaś częścią "demokratycznego pakietu".

                      Już mówiłam - nie trzeba daleko szukać - mamy partie, które mają
                      programy - to teoria, a praktyka... wiele do życzenia. Np. specyfika
                      polska(?) sprzed paru lat - partia lewicowa o dziwnie prawicowych
                      zapędach programowych i prawicowa o dziwnie lewicowych..? Teoria
                      teorią, niestety. Teraz też jesteśmy w unii/unią, mamy pewne zapisy
                      w konstytucji, ale wciąż trzeba się faflunić o prawach równościowych
                      i dyskryminacji np. Widzisz różnicę? Nigdy nie uwierzę, że 90 lat
                      temu było inaczej. Bo niby dlaczego miało być?

                      > Nie było tak, że stały na przeciw
                      > siebie sufrażystki, które chciały praw wyborczych i mężczyźni-
                      politycy, którzy
                      > nie chcieli im tych praw przyznać

                      Nie chcieli, oj nie chcieli!

                      > ale zostali przez sufrażystki zmuszeni do
                      > ustępstw. Byli zwolennicy porządku demokratycznego (do których
                      zaliczały się i
                      > sufrażystki), którzy mieli przewagę, więc narzucili swoje
                      rozwiązania.

                      Sufrażyści?? Łał.

                      > Sufrażystki były drobnym elementem tej siły.

                      Ale były:)

                      > Ich głos nie był znaczący o tyle,
                      > że nie reprezentowały poważnego ruchu. Pisłsudzki podpisał, co
                      podpisał bo był
                      > demokratą, czy/i socjalistą, a nie dlatego, ze go do tego zmusiła
                      jakaś grupka
                      > kobiet.

                      Ok, nazwij to "na odczepnego" jeśli ma Ci ulżyć;)
                      • tad9 Re: e tam.... 01.12.08, 19:30
                        easz napisała:


                        > Już mówiłam - nie trzeba daleko szukać - mamy partie, które mają
                        > programy - to teoria, a praktyka... wiele do życzenia. Np. specyfika
                        > polska(?) sprzed paru lat - partia lewicowa o dziwnie prawicowych
                        > zapędach programowych i prawicowa o dziwnie lewicowych..? Teoria
                        > teorią, niestety. Teraz też jesteśmy w unii/unią, mamy pewne zapisy
                        > w konstytucji, ale wciąż trzeba się faflunić o prawach równościowych
                        > i dyskryminacji np. Widzisz różnicę? Nigdy nie uwierzę, że 90 lat
                        > temu było inaczej. Bo niby dlaczego miało być?


                        No i sama sobie odpowiedziałaś... 90 lat temu faktycznie było podobnie. Ówczesne
                        feministki niewiele znaczyły, tak jak niewiele znaczą współczesne. Jeśli coś się
                        działo, to pomimo nich, a nie dzięki nim. Wiem, że to miło wierzyć, że
                        "wywalczyłyśmy", ale tak naprawdę - dostałyście. Przecież gdyby wtedy kobiety
                        nie dostały praw wyborczych, to nie byłoby nawet liczącego się nacisku z
                        zagranicy...

                        > Sufrażyści?? Łał.

                        Demokraci.

                        > Ale były:)

                        Owszem. Tyle, że słabiutkim jako samodzielna siła. Nie mogły niczego wymusić.
                        Mogły współbrzmieć. I współbrzmiały. Przyznaję: sufrażystki były częścią ruchu,
                        który upowszechnił prawa wyborcze (na zgubę Europy - jak się okazało). Ale nie
                        były samodzielną siłą, która coś wymusiła na jakichś przeciwnych im potęgach.





                        >
                        • gotlama Re: e tam.... 01.12.08, 21:37
                          Tadziu - upewniłeś mnie w przekonaniu, że Klio cię nie kocha ;)
                        • easz Re: e tam.... 07.12.08, 01:40
                          tad9 napisał:

                          > No i sama sobie odpowiedziałaś... 90 lat temu faktycznie było
                          podobnie. Ówczesn
                          > e
                          > feministki niewiele znaczyły, tak jak niewiele znaczą współczesne.

                          Czy to premedytacja z Twojej strony? Nie napisałam, że 90 lat temu
                          było podobnie - feministki niewiele znaczyły, tylko że 90 lat temu
                          było podobnie - ktoś się mienił demokratą, bo tak było ładnie,
                          szlachetnie, wypadało, albo się z tego tytułu profity nawet miało, a
                          robił jak mu było wygodnie plus dwie pieczenie.

                          > Owszem. Tyle, że słabiutkim jako samodzielna siła. Nie mogły
                          niczego wymusić.
                          > Mogły współbrzmieć. I współbrzmiały

                          Jak tak piszesz, to kurcze żałuję, że te gupie sufrażystki jedne się
                          na panów darczyńców nie wypięły i w tych kuchniach nie zostały.
                          Ciekawe kto pierwszy i jak szybko by przyszedł po prośbie, i jak
                          odwracał kota ogonem, żeby jednak też wyglądało na ochłap z
                          pańskiego stołu.

                          > były częścią ruchu,
                          > który upowszechnił prawa wyborcze (na zgubę Europy - jak się
                          okazało.

                          Już któryś raz to powtarzasz, a o co Ci dokładnie chodzi?
                          • kocia_noga Re: e tam.... 07.12.08, 10:10
                            easz napisała:

                            > > który upowszechnił prawa wyborcze (na zgubę Europy - jak się
                            > okazało.
                            >
                            > Już któryś raz to powtarzasz, a o co Ci dokładnie chodzi?


                            Nie wiem, ale pokombinuję: tad nie zna historii i ciut zbłaźnił się
                            przywołując wypowiedź pani Moher-Fedyszak, więc żeby się nie
                            przyznać opowiada coś takiego, że sejm przygotował ustawę
                            pozbawiającą kobiety prawa do głosowania, a Wodzu potrzymawszy kilka
                            godzin na mrozie pod swoją willą nic nieznaczącą grupkę wręczył jej
                            obietnicę zmiany ustawy, bo i tak miał to zrobić.Prawdziwy mężczyzna
                            prędzej się zbłaźni na śmierć niż przyzna, więc ok.
                            Co do praw wyborczych to tad ubolewa, że włościanie i inne
                            nikczemnego pochodzenia grupy dostały prawa wyborcze - gdyby nie to,
                            siedziałby sobie na ojcowskiej roli i dbał o swoje kozy zamiast co i
                            raz kompromitowac się na forum.
        • easz Re: e tam.... 30.11.08, 00:01
          tad9 napisał:

          > to "wywalczenie praw" to feministyczna bajka. Bo i jaką siłę
          stanowiły owe
          > "bojowniczki"? Cóż straciliby politycy, gdyby je - proszę
          wybaczyć - olali? NiC

          Bardzo dużo by stracili i chyba się paru niegłupich w miarę szybko
          zorientowało, choć też do niektórych bardzo długo to docierało, a do
          niektórych wręcz wciąż jeszcze dociera. Raz - elektorat, dwa -
          kobiety w polityce (choćby).

          > Można je było bezkarnie zlekceważyć. Prawa wyborcze kobietom dano -
          bo chciano.
          > Ale rozumiem, że pielęgnowanie mitu "wywalczenia" jest dla
          współczesnych
          > femnistek bardzo ważne...

          Ważna jest świadomość i kontynuacja. Ważne jest, aby pielęgnować
          swoje korzenie, TOŻSAMOŚĆ - wiedzieć kim, gdzie i dlaczego w swoim
          życiu się jest, jakie się ma możliwości. Ważne jest odkłamywanie
          historii, rozpowszechnianie wiedzy na temat prawdziwej historii
          kobiet i ich dokonań - ich wartości, wzmacnianie dialogu
          międzypokoleniowego np. - tak, czy inaczej działanie na rzecz kobiet
          i wspólnoty - solidaryzowanie się.

          Ty dla siebie tego byś nie chciał/nie chcesz? Dziwne.
          • kocia_noga Re: e tam.... 30.11.08, 09:42
            easz napisała:

            > Ty dla siebie tego byś nie chciał/nie chcesz? Dziwne.

            Nie porównuj taDA do ajkichś kobiet. Tad jest z wyższej rasy -
            Młodzieży Wszechpolskiej -raz, płci wyższej, bo własnej - dwa.
            To że nie zna faktów nic nie znaczy, najważniejsze, że wie przeciw
            komu zastosować kłamstwo.
    • ja.sinner Re: cudze chwalicie.. (feminizm a patriotyzm -dod 29.11.08, 21:38
      > Tubylcze feministki, jak wiadomo, 85 procent swojej aktywności
      > poświęcają pluciu na Polskę (dalsze 13 procent na wzajemne
      > kadzenie).

      Na szczescie mamy jeszcze mezczyzn, ktorzy w 100% sa prawdziwymi
      patriotami.
      O prawdziwych Kobietach Matkach Polkach nie wspomne.
      One ucza swoje liczne potomstweo wylacznie piesni patriotycznych i
      religijnych. Kraina wiecznej szczesliwosci.
    • 2_sara Re: cudze chwalicie.. (feminizm a patriotyzm -dod 30.11.08, 21:03
      tad9 napisał:

      > Tubylcze feministki, jak wiadomo, 85 procent swojej aktywności poświęcają
      > pluciu na Polskę (dalsze 13 procent na wzajemne kadzenie).

      A na co marnotrawią pozostałe 2 procent?Bo ja na lataniu na miotle,ale
      koleżanki,słyszałam na zatruwaniu studni.No więc jak to jest naprawdę?
      • gotlama Re: cudze chwalicie.. (feminizm a patriotyzm -dod 30.11.08, 21:49
        Wiem wiem koleżanko, wiązki, snopy więc Ci się z miotłami kojarzy, ale czy twoje
        feministyczne poglądy nie zadrżą docierając po locie w przestrzeni Hilberta do
        jąder reprodukujących?

        Czy to trucie studni do aluzja do dawnej forumowej dyskusji o toksycznych
        roślinkach w Polsce ? ;)
        • piekielnica1 Re: cudze chwalicie.. (feminizm a patriotyzm -dod 30.11.08, 22:18
          > Wiem wiem koleżanko, wiązki, snopy więc Ci się z miotłami kojarzy,

          Wiazki, snopy, proby ognia i wody - utonela to znaczy niewinna,
          przezyla na - na stos ja.

          > Czy to trucie studni do aluzja do dawnej forumowej dyskusji o
          > toksycznych roślinkach w Polsce ? ;)

          Ziololecznictwo to tez dowod na konszachty z diablem.
          • gotlama Re: cudze chwalicie.. (feminizm a patriotyzm -dod 30.11.08, 22:23
            A jakby komuś tych dowodów było mało - to mam czarnego kota. Wprawdzie nie jest
            niczym hipopotam, raczej mikra bestyjka, ale niezły diablik.

            Zaś ciągoty do zgłębiania nauk ścisłych - zasługują na krojenie żywcem
            muszelkami ostryg, co już pewna niewiasta kiedyś dawno temu przypłaciła życiem.
            • gotlama Re: zapuściłyśmy się na manowce 30.11.08, 22:28
              Zamiast zachwycać się, jak to Tad nam ładnie objaśnił, iż "PiłsudZki" bez
              żadnych nacisków parasolkami zza okna, w swej Deklaracji przyznał kobietom prawa
              wyborcze ;)
            • piekielnica1 Re: cudze chwalicie.. (feminizm a patriotyzm -dod 30.11.08, 22:43
              > co już pewna niewiasta kiedyś dawno temu przypłaciła życiem.

              nie jedna
              • gotlama Re: cudze chwalicie.. (feminizm a patriotyzm -dod 30.11.08, 22:55
                O ile mi wiadomo - to źródła historyczne odnotowały tylko jedną niewiastę
                pokrojoną żywcem za pomocą muszelek za zamiłowanie do nauki.
                • piekielnica1 Re: cudze chwalicie.. (feminizm a patriotyzm -dod 30.11.08, 23:29
                  Odnioslam sie do samego faktu pozbawienia zycia za wiedze, ale bez
                  szczegolow. Bylam malo precyzyjna.
        • 2_sara Re: cudze chwalicie.. (feminizm a patriotyzm -dod 01.12.08, 09:58
          :)))
          Aczkolwiek wylądować mogę jedynie w przestrzeni Banacha.Z przyczyn
          sentymentalnych.Kończyłam krakowskie ,odwieczne i starożytne liceum,którego
          absolwentem był właśnie Banach.Straszył nas biedniutkich swym ponurym
          spojrzeniem z portretów.
          Widzę,że też jesteś czuła na poezje pojęć matematycznych.Mam zamiar napisać
          erotyczną bajkę dla dorosłych z ich wykorzystaniem.Np. o księżniczce Sarze i
          złym Demonie:
          Księżniczka Sara wyzwoliwszy się z Węzłów i pokonawszy Kraty,umknęła potworowi
          Tarskiego.Dumała nad Strumieniem Ricciego,siedząc na Dywanie Sierpińskiego i
          bawiąc się Kostką Mengera.Gdy przecierała swój Pierścień (nieprzemienny)ktoś
          pociągnął ją za Warkocz(Ałł)!
          To był Demon Maxwella!
          -Choć pobawimy się Jądrami-szeptał złowieszczo-poćwiczymy teorię Ciał!(hmmm,mniam)
          I tak oboje wylądowali w Stogu Grothendiecka:)
          • kocia_noga Re: cudze chwalicie.. (feminizm a patriotyzm -dod 01.12.08, 11:20
            2_sara napisała:

            > I tak oboje wylądowali w Stogu Grothendiecka:)

            Żeby to się na macierzy jeno skończyło!
          • gotlama Re: Zupełnie nie na temat 01.12.08, 21:53
            A.... to muchę hiszpańską można by zastąpić Żuczkiem, który się gdzieś w Dywan
            zaplątał z racji Nieskończonej Subtelności Wspólnych Początków ;)

            Była kiedyś "opowieść wigilijna" może tę bajkę wrzucić (za pozwoleniem adminów)
            do odrębnego wątku i kontynuować?
Pełna wersja