Gość: barbinator
IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl
31.10.03, 09:45
Chciałabym tutaj nawiązać do kilku postów które mnie ostatnio zaciekawiły
Zgadzam się z opinią wyrażoną przez Shermeollin (sorry, pewno jest jakiś błąd
w pisowni), że rozsądny człowiek powinien mysleć samodzielnie i nie ulegać
naciskom tych, którzy zawsze wiedzą najlepiej co dla niego (dla niej...) jest
najlepsze. Z drugiej strony inna osoba bardzo słusznie zauważyła, że choć
każdemu z nas zapewne wydaje się, że wystarczy sięgnąć głęboko w głąb samego
siebie by dogrzebać się czystej prawdy - to jednak nawet ta "czysta prawda"
zawiera w sobie "odciśnięty przekaz kulturowy", który u każdego z nas jest
inny. Głosiciele "jedynych słusznych prawd" zazwyczaj nie potrafią tego
zrozumieć i choćby dlatego hasło "olejmy ideologię z prawa i z lewa" jest
bliskie memu sercu.
Chciałam tu zwrócić uwagę na pewną sprawę bardzo widoczną w dyskusjach na tym
forum.
Przeciwnicy feminizmu zazwyczaj mają pretensje do feministek o to, że
zachęcają kobiety do takiej wizjii życia jaka ich zdaniem jest dla kobiet
najlepsza. Bardzo mnie dziwią te pretensje, bo w końcu czym w tej kwewtii
różnią się feministki od innych ugrupowań? Czyżby od katolików oczekiwano, że
będą propagować animalizm i poligamię? A czy zwolennicy rodziny tradycyjnej
sami robią coś innego? Nie zachęcają kobiet by rezygnowały z kariery na rzecz
rodzenia dzieci? Nie mówią im, że właśnie to jest dla nich najlepsze...?
Co więcej: radziłabym im zastanowić się nad zagadnieniem skutku i przyczyny.
Czy przypadkiem nie jest tak, że ruch feministyczny pojawił się jako reakcja
kobiet zirytowanych ciągłym wmawianiem im "co jest dla nich najlepsze" przez
głosicieli jedynej słusznej wizji społeczeństwa?
Twierdzę, że gdyby kiedyś, w początkach ruchu feministycznego ówcześni
mężczyźni mniej ględzili o powinnościach żon i matek natomiast bardziej
szanowali ich zdanie oraz je same - to feminizm nigdy by się nie narodził.
Ktoś uważa inaczej?